Coś mi tu nie gra w tej narracji. Jeśli Ubisoft jest taki zły, okropny, paskudny... to chyba powinni skorzystać z okazji, że daje im szansę odejść za porozumieniem stron a nie zwolnić z powodu redukcji etatów. Jakby mi było źle w pracy to bym odszedł i poszukał czegoś lepszego. Jeśli ze wszystkich sił trzymają się studia... to może nie miłość ale na pewno jakieś pozytywne emocje ich tam trzymają. Jak są tacy zaniepokojeni to niech w spokoju odejdą z pracy? Co za problem?
Nie chce mi sie tego czytac ale jesli „wymuszony powrot do biura” = strajk nierobów to wiele wyjasnia i byc moze to nie samo w sobie ubi jest problemem a pozatrudnial tez mase pajacy
Tak tak, biedne multimiliardowe korpo, samych nierobów pozatrudniali. Wiadomo że poza biurem to nie praca, w dodatku stukanie w klawiaturę kąkutera to też nie praca, czyli podwójne nieroby.
I wcale to nie ma związku z tym żeby uprzykrzyć normalnym ludziom życie na tyle żeby sami poodchodzili. Ciekawe ile z tych nierobów było zatrudnionych na warunkach 100% remote w momencie dołączania, ale w dupach im się przewraca bo jak korpo krzyknie że masz tracić setki godzin w skali roku na dojazdy, to tak musi być!
Najlepsze gry tej dekady, takie jak Elden Ring czy Baldur's Gate 3 były ofiarą kompletnej "remote'yzacji" i w porównaniu do taśmowo produkowanych przez Ubi "dzieł" wypadają bardzo dobrze, więc myślę że problem leży gdzie indziej. Mam też taką predykcję, że nagle jakość gier Ubisoftu nie wystrzeli w kosmos (mimo tego że każdy będzie pylał do biura), choć chciałbym się mylić.
Ale jak się szuka kozła ofiarnego to się znajdzie, zaraz będą wywalać ludzi i mówić że to przez AI, po czym magicznie otworzy się biuro w Kolkacie (obecnie ulubiona taktyka bigtechów z USA).
To jest generalnie złożony problem, dlatego takie generalizowanie i rzucanie hasłami o pajacach to dla mnie dziecinada. U mnie też jakiś znudzony menagier próbował przeforsować hybrydę 60/40 "bo tak", chociaż najbliższego współpracownika mam 500km na zachód w linii prostej, na szczęście zablokowano ten świetny pomysł.
Nie jest tak łatwo się skoordynować jak wspólnie w biurach.
Masz rację. Tyle że to działa w obie strony, w biurze nigdy nie odtworzysz takiej ciszy, wygody, i niezawracania dupy smalltalkiem jak na HO, warunków (większe monitory, szybszy internet) i bardziej elastycznego czasu (nie ma problemu wbić na spotkanie z USA/Mexico o 18:00, jak w MEX jest 10:00 rano): więc ten kij ma dwa końce. Dlatego rozumiem wprowadzanie hybryd, żeby np. obgadać ważne rzeczy 2x w tygodniu na spotkaniach, ale jak ktoś nagle wymaga pełnego powrotu do biura (choć funkcjonowało to lata i nic się nie zawaliło) to wiadomo co za tym stoi.