Kolejka na premierę: ostatni raz, kiedy w niej staliście
Północ pod sklepem, odbiór pudełka, powrót do domu i instalacja do rana. Kiedy ostatni raz czekaliście na grę fizycznie i czy dziś jeszcze ktoś to robi?
Nigdy. Bo po co?
Ale za to stałem z matką w kolejce do mięsnego w pyryly. Liczy się?
Nigdy, chociaż byłem na polskiej premierze Diablo III dla towarzystwa, ale gry nie kupiłem.
Ogólnie to chciałbym się czymś aż tak jarać, żeby stać o północy pod sklepem. Taka młodzieńcza pasja, gdy się za czymś biegało po mieście w wielkiej ekscytacji, to fajne wspomnienia. Dziś nie mam już tej pasji co kiedyś niestety, a ecommerce dobił resztki euforii.
Chociaż i z ecommerce są dobre historie. W 2007 roku zarobiłem sobie na swojego pierwszego laptopa. Stacjonarkę miałem już naprawdę leciwą, nie było mowy o graniu w nowsze gry. Zamówienie do Warszawy, ze sklepu w Warszawie, a oni tego laptopa wysłali z Warszawy, do sortowni w Katowicach i dopiero z powrotem do Warszawy. Tracking był wtedy jakiś prymitywny, dodzwonić się na infolinię nie szło. Miałem info tego czwartego dnia, że dziś dostawa. Wyobraźcie sobie mój poziom nagrzania, kasa ciułana dobre pół roku, komp mający problem z odpaleniem Morrowinda, a ja czekam 4 dni na kuriera. Ostatnie 2 to już nie spałem, tylko czekałem przejęty na tego kuriera, 11.00 nie ma, 14.00 nie ma, 17.00 nie ma, dzwonie na infolnię "na pewno dziś dostawa", 19.00 nie ma, 21.00 nie ma. Ja już ledwo żywy po 40h bez snu gniję na materacu, współlokatorzy mają już ze mnie bekę, 23.00 letarg, licze na cud, jeszcze nie śpię, bo przecież pani na infolinii i w ogóle, nagle 00.30 w nocy, DOMOFON, kurier jakby nigdy nic z laptopem, jeszcze ewidentnie oburzony, że śmiemy być zaskoczeni.
Pamiętam, że zdązyłem zainstalować Fable The Lost Chapters i usnąłem przy dźwiękach Dębowej Doliny.
No więc ogólnie takie kupowanie czegoś w emocjach się pamięta, ale chyba nie kocham aż tak gier jak niektórzy, żeby kiedykolwiek stać po nie w kolejce.