Jaka gra najbardziej Was kiedyś wkurzyła?
Taki tytuł, przy którym prawie poleciał pad przez okno. Co to było?
Mass Effect Andromeda przez to ze ta gra to wieczne loadingi, a gra wymusza przynajmniej w ciagu pierwszych kilkunastu godzin ciagla rotacje lokacji.
Przemierzanie swiata w tej grze to katorga. Wymieklem i nie dokonczylem, czego nigdy bym sie nie spodziewal jako ogromny fan tej serii.
BioShock Infinite na najwyższym poziomie trudności, Resident Evil 6 na najwyższym poziomie trudności. Ze starych tytułów to Hudson Hawk na Amigę 500.
Jak byłem młodszy to w GTA SA, misja z tańczeniem autem i misje dla Z (Zero) te z samolotami w San Fierro xD. Ostatio Cuphead, ta gra naprawdę zaczeła mnie irytować, ale ukończyłem i ciężko ją polecić xD.
Gorszy THE DAMN TRAIN chociaż wszystko rozbija się o to jak jedziemy, żeby Smoke mógł wycelować i strzelać w przeciwników, a nie w pociąg. O dziwo udało mi się chyba za pierwszym razem, ale chyba tuż przed tym tunelem po wjeździe do którego misja jest oblewana.
Co do tego pieprzonego Zero to o ile helikopter jeszcze jakoś działa jak grałem na PS4 to sterowanie samolotem jest autentycznie spie*. Dlaczego nie jest to takie samo jak w normalnych samolotach itd. przez to, że ten jest taki mały? Meh. Sterowanie zrobione autentycznie przez kogoś upośIedzonego i tylko po to, żeby graczy wku*.
Nie będę orginalny, pierwszy dark souls :D Przy O&S myślałem że kurwicy dostanę 😁
Z tych niedawnych Pathfinder: Kingmaker, nastawiłem się na tą grę a wymęczyła mnie bezsensownymi dłużyznami i powtarzalnym contentem. Gdyby wywalić z niej 1/3 gry wyszła by gra absolutnie świetna a tak to zmarnowany potencjał.
Z tych starszych: to praktycznie wszystkie przygodówki Point&Click, w których trzeba było przeszukiwać ekran piksel po pikselu i używać wszystkiego na wszystkim. Zwłaszcza King’s Quest V i etap z pustynią.
Tak więc chcesz pachnąc fabułę do przodu? Nie możesz bo najpierw musisz zaliczyć powtarzalny nudny kontent walący wręcz grindem.
Autentycznie miałem skojarzenia z inkwizycją, sama gra jest lepiej napisana jak i systemy są lepsze, ale vibe miałem podobny. Ta gra jest na jakieś 130h (i to nie grając na 100% a tak luźno wykonując większość misji pobocznych ale nie wszystkie), jakby ograniczyć męczące elementy i skrócić grę do 90h to byłaby to super gra, jeden z lepszych cRPG a tak to zmarnowany potencjał.
Chętnie pograłbym w tego pathfindera, niestety (brak polskiej wersji ) # SAD :v
Jak chcesz zagrać w pathfindera to P:WotR jest dużo lepszy, dalej są dłużyzny ale nie aż tak złe.
Nic w tym rankingu nie przebije u mnie FIFY 12, generalnie jedna z lepszych, ale te mecze były jakieś oskryptowane, pamiętam jak w karierze dla testów ileś razy powtarzałem jakiś mecz i zawsze w pierwszej akcji przeciwnika padał gol. Oj, monitor w wyobraźni lądował już za oknem. Z innymi częściami też było różnie, ale tą edycję zapamiętałem pod tym kątem bardzo dobrze.
Lubię o tym wspominać, bo też potrafiłem słyszeć, że przez te złe i brutalne strzylanki to bydą ze mno problemy. No jakoś w żadnych CSach nigdy się nie wydarłem, może dlatego, że zawsze byłem w takich grach słaby i nie zależało mi na wyniku, tymczasem gierka PEGI 3 wyzwalała u mnie najskrytsze emocje.
A z ostatnich remaster pierwszych Tomb Raiderów jak się okazało, że Lara nie doskoczyła, a ja zapomniałem zapisać.:-(
Far Cry jak te obsrane mutanty się pojawiły- całkiem mnie zepsuły grę, bo uważałem ją za dość realistyczną a tu nagle takie cos.
Tibia. Nap.... level dniami i nocami, a później zgon i -2 lvle +skill który tam biłeś przez wiele dni. Gra o tyle durna, że później dalej w to grasz, a jak masz jakieś problemy z netem to idąc się odkuć po pierwszym zgonie łapiesz zaraz drugiego.
Najlepszy moment to wywalenie tego z dysku ale wcześniej trzeba było wszystko powyrzucać do wody i skasować postacie żeby nie kusiło.
Chyba FIFA 13, zalezało mi na tym, zeby wbic platynke i brakowao mi achievementa za wygranie jakiegos turnieju online (trzeba bylo wygrac kilka meczow pod rzad z zywymi ludzmi, jak rozumiem kazdy kolejny byl na dodatek trudniejszy, bo ci ludzie tez awansowali w tabeli), wiec przegrana meczu w 23 polfinale miala zupelnie inna wage, niz w lidze. Raz jeden rzucilem wtedy padem o sciane, na szczescie wynajmowalem mieszkanie w wielkiej plycie i tylko pad troche oberwal
Z ostatnich to Clair Obscur: Expedition 33 .
spoiler start
Z wiadomego dla tych co grali twistu fabularnego zwiazanego z jedna postacia.
spoiler stop
Tak mnie to zdenerwowalo, ze nie gralem kilka dni.
pamietam takie gowno jak Warhammer Fire warrior.
meczylo mnie to ale obiecalem sobie ze to skoncze.
podobnie z obcy izolacja. po kazdej smierci (ktore byly non stop) wywalalo mi gre do pulpitu. nic mnie w ostatnich latach tak nie wkurzalo
zauwazylem ze im blizej konca gry, tym bardziej mnie frustruje i mysle sobie: dobra zaraz to skoncze i mam cie z głowy.
GTA III gdzie po kolejnym przejściu (bo pominąłem niektóre misje poboczne) utknąłem prawie na końcu bo nie wiedziałem co trzeba zrobić i się okazało że te boty się nie spawnowały bo dochodząc do końcówki podmienia pliki i ich nie przywraca po utworzeniu nowej gry a następnie zapisuje złe gangi i dowiadujesz się dopiero na końcu. Na Definitive tak co pamiętam dzieje się dokładnie to samo. Pomijając już misję wyścigową gdzie jak się zrobi dosyć późno to wystarczy 1 strzał do gracza i nagle wybucha.
Ciezko stwierdzic ktora gra mnie wkurzyla najbardziej. Na pewno do top5 zalapalyby sie co gorsi bossowie z soulsow czy soulslajkow (lubie te gry ale klne czasem jak szewc przy nich), czy jakies denne misje eskortowe z kretynskimi npc z wielu gier (nienawidze ich calym sercem), albo sterowanie samolotami w GTA. I jeszcze QTE w napierdzielanie w guzik (scena tortur chyba) w ktorejs czesci MGS.
O dziwo nigdy nie irytowały mnie soulsy. Zawsze wierzyłem w uczciwość tych bossów i raczej się nie zawiodłem.
Niesamowicie mnie zirytował ostatni boss z dodatku do jednej z moich ulubionych gier czyli Final Fantasy XVI. Lewiatan ma ograniczone czasowo fazy obliczone do ułamków sekundy i niepomijalną cutscenkę pokazującą Twoją porażkę. Widziałem ją dziesiątki razy i miałem ochotę wyć z bezsilności.
Druga gra to bardzo prosta platformówka HOA. Prosta, milutka gierka która w pewnym momencie odwraca perspektywę i robi się wymagająca.
LOL, nie dość że w kółko grało się na tej samej mapie, to jeszcze nigdy nie miałem do czynienia z tak mega toksyczną dziczą do czynienia.

Kingdom Come... Frustracja płynąca z każdej strony. Za pierwszym razem porzuciłem grę, bo była zupełnie niegrywalna. Ale to drugie podejście było bardziej frustrujące. Bo widać jak wiele rzeczy gra robi dobrze. Widać jej klimat, przyłożenie się do historii, wygląd miast i wiosek. Wszystko to padło pod naporem źle przemyślanych systemów i błędów.
Z takich najbardziej interesujących, to nieinformowanie gracza, że akurat TA KONKRETNA MISJA jest ograniczona czasowo. Zwłaszcza w przypadku misji głównej. Zwłaszcza gdy rozpoczyna się poprzez przejechanie obok wioski. Zwłaszcza przy braku automatycznych zapisów.
System walki zaprojektowany pod walkę przeciwko 1/2 wrogom. Gra ciągle rzucająca przeciwko nam grupy wrogów 4+.
Dodatek, który jest bardzo podobny w strukturze do samouczka i możliwy do uruchomienia kilka minut po skończeniu tego samouczka.
Zupełne zignorowanie możliwości walki konnej (i łuku), które mogą trywializować każde starcie. itd. itd.
No i ten martwy koń... który pojawiał się w centrum Talmberga. Za każdym razem bardziej oddalony od stajni.
Nie mogę sobie zbytnio przypomnieć, choć były takie gry. Wiem na pewno że zawsze mnie irytowały pod tym względem gry z serii GTA kiedy ruch uliczny był w miarę normalny. Ale kiedy już przychodziło do misji z jakąś ucieczką lub pościgiem to nagle na ulicach co drugi kierowca był pod wpływem dachując prosto w nasz pojazd. To już było tak sztuczne i irytujące, że aż nierealne.