Byliście gnębieni w szkole?
Tak mnie ostatnio naszło, bo są takie rzeczy ze szkoły, które człowiek pamięta nawet po dwudziestu paru latach, chociaż wtedy wydawały się po prostu częścią codzienności. Z perspektywy czasu trochę inaczej się na nie patrzy.
Byliście w podstawówce albo liceum obiektem regularnego gnębienia, wyśmiewania czy izolowania? Przez jedną osobę czy raczej grupę? A może byliście takim klasowym kozłem ofiarnym, na którego wszyscy się uwzięli?
Udało się Wam coś z tym zrobić, ktoś zareagował, czy po prostu trzeba było przeczekać do końca szkoły?
Ciekawi mnie też, jak po latach patrzycie na ludzi, którzy wtedy to robili. Czy takie rzeczy z czasem po prostu przestają mieć znaczenie, czy jednak zostają gdzieś z tyłu głowy?
Przez całą moją edukację nie spotkałem się z takim zjawiskiem - ani wobec mnie ani wobec kogokolwiek w klasie. Tak sobie czasem myślę, że to trochę wyolbrzymiane.
Czy były grupki? Były. Czy były starcia, kłótnie i bójki - pewnie że tak. Sam biłem i byłem bity - normalka, po szkole za garażami. Ale nigdy nie widziałem, żeby wszyscy masowo zmówili się na jedną osobę. Były dzieciaki mniej lub bardziej lubiane i tyle.
W podstawówce byłem typem "kujonka", co spowodowało że pewnego dnia dostałem oklep od grupki chłopaków z klasy mojej siostry (2 lata starsi) za to że się za dobrze uczę. Bo niby zawyżam poziom i przez to innych nauczyciele cisną. To były wczesne lata 90-te, bez social mediów itp., za pośrednictwem których temat mógłby zostać rozdmuchany, zatem szkoła bardzo łatwo zamiotła temat pod dywan. Doczekałem do końca szkoły, w dniu pożegnania ósmych klas stwierdziłem że to najszczęśliwszy dzień w całej szkole, nigdy więcej moja noga tam nie postała.
Ciekawi mnie też, jak po latach patrzycie na ludzi, którzy wtedy to robili. Czy takie rzeczy z czasem po prostu przestają mieć znaczenie, czy jednak zostają gdzieś z tyłu głowy?
W miarę upływu lat przestało mieć to dla mnie jakieś znaczenie. Owszem, pamiętam cały czas tą sytuację, ale mam do niej totalnie neutralny stosunek, nie wywołuje już żadnych emocji. Żadnego z tych łepków od czasu ukończenia szkoły nie widziałem na oczy, ponadto życie jakoś sobie ułożyłem, więc po co zaśmiecać sobie głowę na ten moment nic nie znaczącą przeszłością.
Tak sobie czasem myślę, że to trochę wyolbrzymiane zjawisko.
Nie, nie jest wyolbrzymiane. Ja np. nigdy nie widziałem na własne oczy pantery śnieżnej, ale to wcale nie oznacza że one nie istnieją, prawda? :)