Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Przed premierą 9 grudnia 2010, 12:28

autor: Hed

Bulletstorm - Graliśmy w tryb multiplayer!

Na ile sposobów można wyeliminować przeciwników? Tryb kooperacji w Bulletstormie udowadnia, że metod są dziesiątki.

Przeczytaj recenzję Bulletstorm - recenzja gry

Artykuł powstał na bazie wersji X360.

Od wielu lat zmagamy się z polskimi kompleksami dotyczącymi tworzenia gier. Na palcach jednej ręki można wymienić udane produkcje powstałe nad Wisłą. Na szczęście na horyzoncie jest kilka ciekawych tytułów, o których możemy mówić z dumą w głosie. Jednym z nich jest dzieło studia People Can Fly, znanego z kultowego u nas Painkillera. Podczas londyńskiej imprezy Electronic Arts pokazano dwa tryby rozgrywki, dowodzące, że mamy do czynienia z produktem z najwyższej półki. Pierwsza forma zabawy to czteroosobowy survival Anarchy, w którym walka przyjmuje zaskakujący obrót. Drugi tryb nosi nazwę Echo i odsyła nas z powrotem do misji fabularnych (pozbawionych przerywników filmowych), w celu nabicia jak najwyższej punktacji.

Bulletstorm robi bardzo dobre pierwsze wrażenie dziękizastosowanej palecie kolorów i dużej liczbie detali.

Zacznijmy od kwestii najmniej ważnej dla dobrej zabawy, czyli od oprawy wizualnej. Bulletstorm zdecydowanie wygląda świetnie, bo choć nie wprowadza autorskich przełomowych rozwiązań (jak np. Rage), to w pełni korzysta z możliwości silnika firmy Epic Games. Dzięki temu dostaniemy rozbudowane, wielopoziomowe lokacje, utrzymane w świetnej kolorystyce i pełne detali. Tak przynajmniej prezentował się poziom z trybu Echo, znany doskonale z wcześniejszych pokazów gry. Arena do rozgrywek drużynowych była już znacznie mniejsza i prostsza. W zamian za to znalazło się na niej kilka zwariowanych elementów – gigantyczny wir, ostre kaktusy, rozregulowane urządzenia elektryczne czy pozostałości wielkiego zwierzęcia. Wbrew pozorom nie są to tylko ozdobniki, ale ważne dodatki do rozgrywki. W grze People Can Fly musimy bowiem przyjąć mentalność kota i bawić się „złapaną” ofiarą.

Miłośnicy nowego dzieła studia Adriana Chmielarza wiedzą, że podstawą rozgrywki będą tak zwane „skillshoty”, czyli umiejętne formy eliminowania wrogów. Za każde nietypowe czy zwariowane wirtualne morderstwo dostaniemy określoną liczbę punktów, które złożą się na ogólną ocenę. O ile w kampanii solowej nie będzie ona miała wielkiego znaczenia, to w dwóch powyższych trybach powalczymy o jak największy „high score”. W meczach kooperacyjnych trzeba osiągnąć odpowiedni wynik, a w Echo przejść dany poziom w najbardziej efektowny sposób. Do zabawy zachęcą standardowe elementy sieciowe (rankingi, osiągnięcia), więc powtarzanie tego samego etapu powinno zainteresować nie tylko maniaków „masterujących” każdą grę.

Dying Light 2 to po prostu więcej tego samego. Wiemy, bo graliśmy 4 godziny
Dying Light 2 to po prostu więcej tego samego. Wiemy, bo graliśmy 4 godziny

Przed premierą

Dying Light, najlepsza polska gra o zombie, czeka na sequel od 2015 roku i chyba się w końcu doczeka. Mieliśmy okazję zagrać w nowy tytuł Techlandu.

Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra
Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra

Przed premierą

Saints Row: Self Made, bo tak będzie się zwała „piątka” ma być grą bez szaleństwa, bez gumowych przyrodzeń i bez kiczu. Czy to ma sens? Wciąż szukam odpowiedzi na to pytanie, choć wstępnie mi się to podoba.

Enlisted - darmowy Battlefield, w którym i tak będziesz płacił
Enlisted - darmowy Battlefield, w którym i tak będziesz płacił

Przed premierą

Enlisted nie jest złą grą, ale ma złe korzenie. Albo raczej specyficzne, bo politykę free-to-play twórców War Thundera albo się akceptuje, albo nie. Ja nie jestem ich fanem, ale strzelało mi się tutaj lepiej niż w Battlefieldzie 5.