Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 12 lutego 2013, 10:00

autor: Krystian Smoszna

Fan black metalu i szeroko rozumianych gier akcji. Kocha Dooma miłością prawdziwą.

Recenzja gry Aliens: Colonial Marines - ten Obcy to wstyd i hańba

W kilka lat można stworzyć dzieło nietuzinkowe, jednak dla Aliens: Colonial Marines piekielnie długi okres produkcji okazał się niewystarczający. Gra zawodzi niemal na całej linii.

Ubóstwo graficzne kłuje w oczy. Na pocieszenie: konsolowcy mają jeszcze gorzej. - 2013-02-12
Ubóstwo graficzne kłuje w oczy. Na pocieszenie: konsolowcy mają jeszcze gorzej.
Recenzja gry Aliens: Colonial Marines - ten Obcy to wstyd i hańba - ilustracja #2

Grafika dla wielu z nas jest czynnikiem, który ma decydujące znaczenie w odbiorze gry. Produkt firmy Gearbox Software w tej kwestii nie tylko nie zachwyca, ale wręcz przeciwnie – odrzuca. Aliens: Colonial Marines wygląda jak strzelanina z poprzedniej epoki, zwłaszcza na konsolach Xbox 360 i PlayStation 3, gdzie tekstury wołają o pomstę do nieba, a żenujące wybuchy wywołują uśmiech politowania. Wersja PC jest odrobinę ładniejsza, ale tutaj również szału nie ma. Kiepskie modele, notoryczne przenikanie się obiektów i mimika twarzy budząca skojarzenia z tytułami wydawanymi dziesięć lat temu.

Multiplayer to jedyna opcja w Aliens: Colonial Marines, żeby poszaleć obcymi. Tytuł oferuje trzy rodzaje stworów (lurker, solider i spitter), które rozwijamy w identyczny sposób jak piechotę – najpierw zdobywamy doświadczenie, a po osiągnięciu kolejnego poziomu wydajemy otrzymany punkt na wzmocnienie wybranej klasy. Opanowanie ksenomorfów to jednak trudna sztuka. Trzeba poświęcić sporo czasu na naukę biegania po ścianach i sufitach, a gra niezbyt ułatwia ten proces. Kamera umieszczona w perspektywie trzeciej osoby sprawia, że bardzo łatwo stracić orientację, a płynne poruszanie się po placu boju utrudniają z kolei niefortunnie zaprojektowane lokacje – irytujące są zwłaszcza korytarze, gdzie pierwszy lepszy próg może nas skutecznie zatrzymać na ułamki sekund. Autorzy nie znaleźli też dobrego patentu na wykończenie krawędzi map – dotyczy to wszelkich obszarów pod gołym niebem. Jeśli koniec areny wyznaczają np. skrzynie, to nie da się na nie wspiąć za żadne skarby świata. W ferworze walki próba dostania się na taki obiekt kończy się zazwyczaj szybką śmiercią.

Ostatnia aktualizacja: 2013-02-12

Krystian Smoszna | GRYOnline.pl

Zostało jeszcze 60% zawartości tej strony, której nie widzisz w tej chwili ...

... pozostała treść tej strony oraz tysiące innych ciekawych materiałów dostępne są w całości dla posiadaczy Abonamentu Premium

Abonament dla Ciebie