Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

DMC: Devil May Cry Recenzja gry

Recenzja gry 14 stycznia 2013, 14:00

autor: Khalosh

Recenzja gry DmC: Devil May Cry - nie taki diabeł straszny...

Pierwsze materiały z DmC: Devil May Cry zdawały się zwiastować upadek tej zasłużonej serii Capcomu. Jednak nie taki Devil straszny, jak go malują – Brytyjczycy z Ninja Theory spisali się znacznie lepiej, niż można się było spodziewać.

Recenzja powstała na bazie wersji X360. Dotyczy również wersji PS3

Nowe Devil May Cry nie miało lekkiego życia. Począwszy od informacji o powierzeniu prac nad grą zewnętrznemu, zachodniemu deweloperowi, poprzez pierwsze grafiki koncepcyjne, aż po nieszczęsny zwiastun, w którym emo Dante zajmował się głównie paleniem papierosów – wszystko wskazywało na to, że DmC będzie większą porażką niż tragiczna „dwójka”. Na szczęście w ostatnich dwóch latach produkcji wiele zmieniło się na lepsze. Tytuł zaczął znacznie bardziej przypominać poprzednie odsłony serii, choć wciąż wlecze się za nim najgorsza możliwa opinia.

Recenzja gry DmC: Devil May Cry - nie taki diabeł straszny... - ilustracja #1
PLUSY:
  1. udany restart, który mimo licznych zmian uszanował dziedzictwo kultowej serii;
  2. świetnie wkomponowana w całość muzyka;
  3. przystępny, widowiskowy system walki, w pełni wykorzystujący tryb anioła i demona;
  4. spójne, przekonujące uniwersum, współgrające z kreacjami głównych postaci;
  5. żywe miasto, biorące czynny udział w rozgrywce;
  6. nowy Dante wciąż jest „fajny”.
MINUSY:
  1. uproszczenia w systemie walki;
  2. mało starć z bossami, a wszystkie oparte na podobnym schemacie;
  3. za dużo przyciągania się do platform.

Owszem, DmC cały czas było, jest i będzie kontrowersyjną produkcją, ale prawda jest też taka, że bez tych wszystkich drastycznych zmian żadna kolejna odsłona cyklu nigdy nie ujrzałaby światła dziennego. Capcom ewidentnie nie miał pomysłu, jak dalej pociągnąć opowieść, więc zdecydował się zrestartować serię. Albo lepiej: stworzyć kolejny (po Devil May Cry 3: Dante’s Awakening) prequel. Koniec końców DmC okazało się jeszcze czymś innym – spin-offem, którego akcja rozgrywa się w alternatywnym uniwersum, co oczywiście stanowi tylko i wyłącznie próbę udobruchania rozwścieczonych fanów pierwowzoru. Japończycy postanowili jednak pójść na całość i oprócz tego powierzyć Devil May Cry zewnętrznemu studiu. Wybór padł na brytyjskie Ninja Theory i nie dość, że jest to europejska ekipa, to jeszcze dostała ona wyraźne polecenie „westernizacji” całej gry (warto w tym miejscu nadmienić, że na początku autorzy chcieli pozostać przy klasycznym wyglądzie Dantego).

Nie zamierzam tu rozważać, czy trzeba było aż tak mocno odcinać się od poprzednich czterech części – bardzo możliwe, że wystarczyłoby samo przekazanie pałeczki innemu deweloperowi, a ten już nakierowałby cykl na właściwe tory. Jednak stało się i DmC jest zupełnie świeżym startem, z przerobionymi postaciami i poprawkami w mitologii uniwersum. Dante nie jest już kambionem (pół człowiekiem, pół demonem), a nefilimem (co tutaj oznacza pół demona, pół anioła), nosi się jak hipster skrzyżowany z brytyjskim punk rockowcem i ma te nieszczęsne czarne włosy, o które swego czasu było najwięcej krzyku. Demony nie kryją się już w wielkich, średniowiecznych zamkach i katedrach (chociaż i wcześniej różnie z tym bywało), tylko rezydują w nowoczesnych wieżowcach, piastując najważniejsze urzędy w gigantycznych korporacjach, dzięki czemu kontrolują ludzi za pomocą ogłupiających mass mediów i niezdrowych napojów energetycznych. Siłą rzeczy gotycko-glamrockowe klimaty poprzednich części ustąpiły miejsca bardziej współczesnej atmosferze brytyjskich klubów z muzyką elektroniczną, w których nowy Dante spędził prawdopodobnie większość swego życia.

Recenzja Resident Evil Village - nie tylko randka z Lady Dimitrescu
Recenzja Resident Evil Village - nie tylko randka z Lady Dimitrescu

Recenzja gry

Resident Evil Village łączy ze sobą dwie mocno lubiane odsłony kultowej serii, dorzucając sporo od siebie – znacznie więcej niż tylko Lady Dimitrescu, na punkcie której oszalał internet.

Returnal - recenzja. Dzień świstaka na PS5
Returnal - recenzja. Dzień świstaka na PS5

Recenzja gry

Returnal ma być dla studia Housemarque początkiem nowej drogi. Znany do tej pory z niszowych, arcade’owych gier fiński zespół deweloperski wchodzi w segment AAA bez żadnych kompleksów. I przy okazji ratuje graczy w trakcie wyjątkowej suszy na rynku.

Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi
Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi

Recenzja gry

Outriders, pierwsza duża polska gra po Cyberpunku 2077, dowozi. Nie jest to strzelanka dla każdego, ale jeśli lubicie hack and slashe, to sprawdźcie nowe dzieło studia People Can Fly.