Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 19 maja 2011, 12:41

autor: Czarny

World of Tanks - recenzja gry

Zapach benzyny o poranku, skraplający się na suficie pot artylerzysty i dźwięk gąsienic stukających o bruk - czyli darmowy bilet na front drugiej wojny światowej. Czy warto wyruszyć w tę podróż z World of Tanks?

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Historia drugiej wojny światowej od lat przeżywa renesans – temat zmagań państw Osi z aliantami nie od dziś stanowi kanwę wielu gier, filmów, komiksów czy książek. Większość dzieł opartych na tych wydarzeniach powiela zastane wzorce – nietrudno znaleźć produkcje bliźniaczo podobne do Codename Panzers, Men of War czy serii Battlefield. Na ogół mamy do czynienia z FPS-ami lub RTS-ami – gatunkami, które z racji swej nastawionej na walkę struktury wręcz idealnie nadają się do osadzenia w realiach największego konfliktu naszych czasów.

Od czasu do czasu zdarzają się jednak gry, które wnoszą prawdziwy powiew świeżości, tworząc coś zupełnie nowego. Tak jest w przypadku World of Tanks.

Gatunkowy połamaniec językowy

Najnowsza gra Wargaming.net nie ograniczyła się jedynie do wprowadzenia kilku estetycznych zmian, a przeprowadziła prawdziwą rewolucję na rynku elektronicznej rozgrywki. Rewolucją tą jest odejście od „klasycznych” gatunków i stworzenie nowego, złożonego z syntezy już istniejących. World of Tanks jest bowiem produkcją, w której gracz własnoręcznie przejmuje władzę nad czołgiem (i nie tylko), by przy jego pomocy walczyć z dziesiątkami innych uczestników zabawy. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież tego typu model rozgrywki pokutuje na naszych komputerach od lat – w postaci strategii takich jak Men of War czy Company of Heroes. Różnica polega na tym, że w recenzowanej grze nie kierujemy całymi oddziałami, a tylko pojedynczą jednostką – i to w dodatku przy pomocy klawiszy WSAD oraz myszy, jak w klasycznych FPS-ach. Za mało nowości? No, to dorzućmy jeszcze do tego system doświadczenia dla załogi, drzewko rozwoju naszych maszyn oraz dokupywanie nowych części do pojazdów. Nadal za mało? Zatem oblejmy to wszystko intensywnie MMO-wym sosem z wyraźnym posmakiem RPG, a wisienką na torcie niech będzie fakt, że gra jest całkowicie darmowa.

Jaki Tygrys jest, każdy widzi.

Czy mamy zatem do czynienia z grą FPS-TPP-RTS-Free-to-Play-MMORPG? Nie, to po prostu World of Tanks.

W garażu i w polu

Mimo że powyższe wywody brzmią skomplikowanie, sama rozgrywka jest bardzo przejrzysta i przystępna – dzieli się bowiem na dwie części: garażową i bitewną. Pierwszą stanowi dobór maszyn (dostępne są pojazdy trzech frakcji: USA, ZSSR oraz III Rzeszy), ich części składowych (jak radio, gąsienice, armata, wieżyczka czy silnik), amunicji czy nawet składu osobowego. Za wszystko to płacimy gotówką, którą zdobywamy podczas bitew. Jak w każdej grze MMO znaczny nacisk został położony na rozwój „postaci”. Poza pieniędzmi zdobywamy też doświadczenie – jedno i drugie służy do wynajdowania kolejnych ulepszeń i usprawnień. Jak więc widać, zamiast klasycznego levelowania, nowszego ekwipunku oraz mocy mamy coraz potężniejsze pojazdy, lepsze części do nich oraz bardziej niszczycielską amunicję.

Drugą fazę stanowią bitwy – te rozgrywane są dzięki systemowi matchmakingu, który sprawuje się naprawdę nieźle (a przynajmniej dużo lepiej niż w wersji beta) – zwykle na mecz czekamy najwyżej kilka sekund, nie zdarzają się też sytuacje, w których nowi gracze rzucani są między weteranów. Spore brawa należą się również za sensowne dopasowanie klas – nie ma opcji, by po jednej stronie konfliktu znajdowałyby się same czołgi, a po drugiej wyłącznie artyleria. Balans jest więc zachowany.

Narzędzia zagłady zostały podzielone na trzy główne typy: niszczyciele czołgów, artylerię oraz same czołgi – wśród tych ostatnich dodatkowo można wyróżnić modele lekkie, średnie i ciężkie. Tak rodzaj pojazdu, jak i jego rozmiar mają ogromne znaczenie dla sposobu naszej gry. I tak: artylerią razimy wroga z dużych odległości, będąc równocześnie bezbronnymi w bezpośrednim starciu, podczas gdy niszczycielami zaskakujemy go siłą ognia i grubym pancerzem czołowym. Wreszcie same czołgi – te są zdecydowanie najbardziej uniwersalną bronią w grze. Najlżejsze modele służą do zwiadu – to dzięki nim na radarach sojuszniczych jednostek pojawią się znaczniki z pozycjami wrogów. Egzemplarze o średnich rozmiarach stanowią równowagę pomiędzy prędkością a odpornością czy siłą ognia – jednak decydując się na nie, nadal nie mamy żadnych szans z prawdziwymi potworami pól bitewnych, jakimi są czołgi ciężkie. Monstra te, takie jak Tygrys Królewski, KW czy T30, sieją niesamowite spustoszenie na serwerach – ulegają jednak artylerii i potężniejszym niszczycielom, o ile zostaną wcześniej namierzone. Jak nietrudno zauważyć, każda maszyna pełni istotną rolę podczas bitwy.

Co ciekawe, wybór którejś z trzech „narodowości” czołgów nie ma żadnego znaczenia dla rozgrywki – po tej samej stronie barykady mogą stać amerykańskie Shermany, niemieckie Pantery czy radzieckie T-34. Liczy się tylko przynależność do drużyny – odpowiednio czerwonej i niebieskiej – a nie dobór którejś ze stron drugowojennego konfliktu.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

Zmroku Ekspert 22 listopada 2017

(PC) Większość graczy twierdzi, że zna moją mamę.
Pozostali po prostu nazywają cię małpą.
Król sieciowych rozgrywek miewa gorsze i lepsze momenty, może bawić, ale może również potwornie wręcz wymęczyć.

8.0
Recenzja Metroid Dread - znakomita gra, która niemal mnie złamała
Recenzja Metroid Dread - znakomita gra, która niemal mnie złamała

Recenzja gry

Znacie serię, w której ekran „game over” to niemal element gameplayu? Zgadza się, Metroidy zawsze były trudne, a Dread nie odchodzi od tej tradycji. To gra, przez którą chciałem wyrzucić Switcha przez okno. To też gra, od której nie mogłem się oderwać...

Recenzja gry Far Cry 6 - to dobra gra. Tylko dobra
Recenzja gry Far Cry 6 - to dobra gra. Tylko dobra

Recenzja gry

Po fali obsuw do rangi najgorętszych premier jesieni urosły odgrzewane kotlety, a Far Cry 6 miał być pośród nich jednym z bardziej łakomych kąsków. Niestety, danie pierwszej klasy to nie jest.

Recenzja Kena: Bridge of Spirits - gry „dla każdego” naprawdę istnieją!
Recenzja Kena: Bridge of Spirits - gry „dla każdego” naprawdę istnieją!

Recenzja gry

Kena nie ma w sobie nic z rodziny tego Kena od Barbie. To raczej siostra Meridy Walecznej, a gra z jej udziałem jest kapitalnym i chyba najładniejszym „indykiem AAA” oraz gotowym materiałem na nowy film Disneya.