Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 23 marca 2011, 14:26

autor: eJay

Wyznawca #cebuladeals za 1$ i tytułów, w które nikt nie gra. Chory na kinomanię.

Homefront - recenzja gry

Nowa strzelanina firmy KAOS Studios śmiało atakuje rynek rozrywkowych FPS-ów, zdominowany przez gry z serii Call of Duty. Czy wychodzi z tego starcia zwycięsko?

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Rynek pecetowych strzelanin został w ostatnich latach zdominowany przez serie Battlefield i Call of Duty. Ambicję trafienia do elity miało również KAOS Studios, które – dzięki potężnym zastrzykom finansowym THQ – postanowiło stworzyć tytuł idealnie łączący rozgrywkę dla pojedynczego gracza z trybami sieciowymi. Plany były naprawdę poważne. Skrypt historii do kampanii napisał autor scenariusza do Czasu apokalipsy i reżyser Czerwonego świtu, a trzon zespołu developerów stanowiły osoby, które maczały palce w Battlefieldzie 2. Spore oczekiwania i nadzieje graczy podsycono bogatą kampanią marketingową. Homefront miał zadatki na przyzwoitego konkurenta aktualnych liderów na rynku, ale kontakt z grą mocno studzi nasz zapał. Po pierwsze – po włożeniu płytki do napędu wyskakuje pasztet w postaci instalatora, który... musi dociągnąć ze Steama ponad 5 GB danych. Po drugie – sama rozgrywka budzi masę zastrzeżeń i świadczy o niezbyt wysokiej jakości tej produkcji.

O dziwo fabuła Homefronta na tle innych FPS-ów jest świeża i w jakimś stopniu oryginalna. Oszczędzono nam personalnych intryg, spisków na skalę międzynarodową czy zaskakujących twistów. Ameryka zostaje w 2027 roku zaatakowana przez zjednoczoną Koreę, która przez ostatnie kilkanaście lat zbroiła się w tajemnicy przed przeciwnikami. Kryzys paliwowy oraz ekonomiczny osłabił USA do tego stopnia, że inwazja przebiega wyjątkowo szybko. Gracz wciela się w Roberta Jacobsa, który pewnego dnia zostaje zabrany siłą ze swojego mieszkania i zaciągnięty do autobusu celem wywózki do obozu. W trakcie przymusowej podróży obserwuje, jak Azjaci mordują i torturują mieszkańców małej miejscowości, jednak jego głowa pozostaje chłodna. Czuje się zmęczony wojną, nie ma motywacji i siły. Kilka sekund później od pewnej śmierci ratują go Connor i Rianna – członkowie ruchu oporu. Nie mając nic do stracenia, przechodzi na ich stronę. Chwyta za broń i walczy za ojczyznę.

Nigdy nie zadzieraj z Koreańczykami.

Wprowadzenie do akcji jest naprawdę dobre. Dotyczy to zarówno introdukcji kampanii w postaci filmowego zestawienia najważniejszych wydarzeń do 2027 roku, jak i pierwszych kilkunastu minut rozgrywki, które pełnią rolę samouczka. KAOS Studios miało ciekawy pomysł na fabułę i misje. Homefront nie obraca się do końca w klimatach militarnych, dzięki czemu mamy wrażenie (przynajmniej na początku), że nie otrzymaliśmy kolejnego klona Call of Duty. Atmosfera buszowania w zgliszczach, ratowania cywilów i uderzania w czułe punkty wroga o zmroku bardzo przypadła mi do gustu. Historia widziana oczami Jacobsa nie jest może porywająca, ale ma w sobie coś niepowtarzalnego. Szkoda tylko, że walka w ruchu oporu nie została należycie rozwinięta. Kampania Homefronta starcza na zaledwie cztery godziny, co na pewno nie ucieszy wielu potencjalnych klientów. Brakuje ewidentnie dwóch lub trzech dodatkowych rozdziałów, które mogłyby scalić opowieść i wzbogacić ją o dodatkowe smaczki.

Z rozgrywką łączy się również pewien problem koncepcyjny. W trakcie walk z wojskami koreańskimi twórcy rzucają kilkoma luźnymi pomysłami. Przykład pierwszy z brzegu to rzekoma konieczność oszczędzania nabojów ze względu na limitowaną liczbę magazynków do broni. Nie ukrywam, przez pierwsze kilkadziesiąt minut Homefront bardzo skrupulatnie przestrzegał tego założenia. Gdy w pukawce zabrakło pocisków, szukałem alternatywnego oręża. Na myśl o ograniczonej amunicji i możliwym spotkaniu sporej grupy wrogów za rogiem zacierałem ręce – czyżby wreszcie pojawiła się wymagająca strzelanina, która zmusza do przemyślanego szastania ołowiem? Niestety, owa filozofia po drodze gdzieś się rozmywa, albowiem nagle Koreańczycy zaczynają zostawiać całkiem spore zapasy broni. Mniej więcej w połowie fabuły mamy do czynienia z FPS-em, jakich na rynku wiele i w sumie jest mi trochę żal, że ludzie z KAOS poszli w efekciarstwo, a nie w kreatywność. Dowodami braku inspiracji są także znajdźki w formie wycinków z gazet. Nie dość, że widoczne z dużej odległości, to na dodatek mało interesujące.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

U.V. Impaler Ekspert 20 marca 2011

(PC) Gra jest bardzo nierówna – z jednej strony mamy tu obiecujący tryb multiplayer, z drugiej kompletnie położoną kampanię, nie dość że krótką, to na dodatek niedopracowaną.

6.0
Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi
Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi

Recenzja gry

Outriders, pierwsza duża polska gra po Cyberpunku 2077, dowozi. Nie jest to strzelanka dla każdego, ale jeśli lubicie hack and slashe, to sprawdźcie nowe dzieło studia People Can Fly.

Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47
Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47

Recenzja gry

Prawie pięć lat po udostępnieniu graczom pierwszego fragmentu rebootu Hitmana, rewolucjonizującego serię i pokazującego potencjalny nowy kierunek dla całego gatunku skradanek, trylogia „World of Assassination” zostaje zamknięta w świetnym stylu.

Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.