Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 25 lutego 2010, 10:23

autor: Krystian Smoszna

Fan black metalu i szeroko rozumianych gier akcji. Kocha Dooma miłością prawdziwą.

Machinarium - recenzja gry

Najnowsze dzieło czeskiego studia Amanita Design jest dobrym przykładem na to, że nawet prosta, niskobudżetowa gra we flashu może okazać się prawdziwą perełką.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

O tym, że gry napisane we flashu nie muszą ograniczać się do banalnych i niezbyt atrakcyjnych wizualnie produkcji, przekonaliśmy się już siedem lat temu, kiedy w Internecie pojawiła się urocza przygodówka o nazwie Samorost. Choć poziomem skomplikowania nie dorównywała ona innym przedstawicielom gatunku, dzieło niewielkiej firmy Amanita Design zdobyło niemałą popularność, głównie za sprawą oryginalnego, surrealistycznego świata, który przemierzał odziany w szlafmycę gnom. Zachęcone powodzeniem gry czeskie studio stworzyło kilkanaście miesięcy później jej oficjalną kontynuację (tym razem już częściowo płatną), a potem rozpoczęło prace nad pełnoprawną, komercyjną przygodówką, której dano na imię Machinarium. Nie popędzani przez nikogo nasi południowi sąsiedzi spokojnie dopieszczali swoje dzieło, by w końcu, po blisko trzech latach, zaprezentować je światu.

Machinarium koncentruje się na przygodach małego robota, który w niejasnych okolicznościach zostaje wywieziony z wielkiego miasta na znajdujące się nieopodal złomowisko. Pozbierawszy do kupy rozsypane części, nasz bohater udaje się w drogę powrotną do opuszczonej w pośpiechu metropolii i zabiera się za naprawianie świata. Szybko okazuje się, że na brak niecierpiących zwłoki zajęć narzekać tu nie sposób. Sympatyczny robot musi nie tylko pomóc mieszkańcom w rozwiązaniu ich problemów, ale również wyciągnąć swoją dziewczynę z niewoli i zniweczyć nikczemny plan trójki blaszanych oprychów, próbujących wysadzić w powietrze górującą nad miastem wieżę.

Rozciąganie robota przydaje się w wielu sytuacjach.

Sterowanie robotem jest bardzo proste – Machinarium wykorzystuje interfejs point-and-click, więc każdy, kto miał kontakt z większością dostępnych na rynku przygodówek, z jego obsługą poradzi sobie bez najmniejszych problemów. Bohater porusza się swobodnie po każdej z kilkudziesięciu lokacji, może wrzucać znalezione przedmioty do ekwipunku, manipulować nimi, a także używać interaktywnych elementów otoczenia, jeśli takowe znajdują się na planszy. Mimo zastosowania klasycznego interfejsu gra nie pozwala klikać beztrosko na wszystkim, w nadziei przypadkowego ruszenia akcji do przodu. Machinarium wymaga, żeby interesujący robota przedmiot najpierw znalazł się w zasięgu jego rąk, inaczej nici z interakcji. Fanów przygodówek może to początkowo zniechęcić – przyzwyczailiśmy się przecież, że po wydaniu rozkazu postać sama posłusznie udaje się na miejsce – ale akurat w tym przypadku takie rozwiązanie jest w pełni akceptowalne. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Robot jest bohaterem szczególnym, bo potrafi rozciągać się w pionie, może więc nie tylko kucnąć, by sięgnąć np. do mysiej nory, ale również poszybować w górę, by zabrać leżący wysoko przedmiot. Wykorzystanie tej właściwości bohatera szybko staje się kluczowe dla rozgrywki – czasem łatwiej wpaść na rozwiązanie samej zagadki, niż domyślić się, że w określonym miejscu należy użyć opcji rozciągania. Gdyby postać wykonywała te ruchy automatycznie, zabawa stałaby się dużo prostsza.

O sile przygodówek w głównej mierze decydują dobre, niebanalne zagadki i takimi Machinarium może się pochwalić. Rozgrywka nie jest przesadnie skomplikowana, a znalezienie rozwiązania napotkanych problemów nie wymaga od użytkownika wykonania szeregu bezsensownych czynności, na które mógłby wpaść tylko szaleniec. Trzeba jednak podkreślić, że gra do najłatwiejszych nie należy, a wzrost poziomu trudności jest wyraźnie odczuwalny w trakcie zabawy. Początkowo robot porusza się po ograniczonej liczbie lokacji, więc i pole manewru ma niewielkie. Wszystko zmienia się, gdy blaszakowi udaje się przedrzeć do górnej części miasta. Tutaj bohater uzyskuje dostęp do kilkunastu plansz, po których może się swobodnie przemieszczać, a często przedmiot pozwalający rozwiązać jakiś problem, znajduje się w zupełnie innej części metropolii.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

eJay Ekspert 14 maja 2011

(PC) Twórcy Samorosta postawili sobie poprzeczkę wysoko i jestem niezmiernie ciekaw czy kiedykolwiek ją przeskoczą.

9.0

jiker Ekspert 11 stycznia 2011

(PC) Podobno człowiek pozbawiony uczuć, zachowuje się jak robot. Mechanicznie wykonuje kolejne czynności, traktując ludzi zupełnie obojętnie. Bohater Machinarium udowadnia jednak, że to porównanie nie zawsze jest w pełni trafne.

10
Przepis na cyberpunka to pixel art i synthwave – recenzja gry VirtuaVerse
Przepis na cyberpunka to pixel art i synthwave – recenzja gry VirtuaVerse

Recenzja gry

VirtuaVerse to pixel artowe i synthwave’owe dzieło sztuki. Przyjemna dla oka i ucha podróż do lat 80, która wskrzesza zakurzony gatunek przygodówek point’n’click.

Recenzja Arise: A Simple Story – gry, która najpierw was wkurzy, a potem uszczęśliwi
Recenzja Arise: A Simple Story – gry, która najpierw was wkurzy, a potem uszczęśliwi

Recenzja gry

Na praktycznie każdym etapie gry przynajmniej raz trafi Was szlag. Początkowo żmudna i nudnawa rozgrywka z czasem nam to jednak wynagradza. Z nawiązką! Jak w życiu. Jak wino. Arise: A Simple Story to gra niepozorna, uniwersalna, piękna i emocjonalna.

Recenzja Song of Horror – gra, która nie zawsze straszy tym, czym powinna
Recenzja Song of Horror – gra, która nie zawsze straszy tym, czym powinna

Recenzja gry

Song of Horror to straszna gra, która stawia na klasyczną prezentację, unikanie konfrontacji i zagadki. Ale czy wszystko, co tu straszy, na pewno było zamierzone przez twórców?