Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 12 października 2001, 11:29

autor: Kacper Kieja

Odjazdowy Rajd - recenzja gry

Tooncar to kolorowe wyścigi samochodowe, w których możemy ścigać się zwariowanymi samochodami na wielu różnorodnych trasach. W każdym wyścigu startujemy z całym zastępem pokręconych kierowców.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Moja przygoda z wyścigami samochodowymi zakończyła się już dawno temu, a jedyną grą rajdową, w którą grałem pasjami była Need for Speed. Nie znaczy to jednak, że nie lubię od czasu do czasu "przyciąć" w jakąś prostą samochodówkę, co najczęściej zresztą kończy się rozpaczliwym lądowaniem na bandach lub poboczach :-). Po Toon Car sięgnąłem z czystej ciekawości, może trochę dlatego, że zaintrygowała mnie oprawa graficzna oraz sam pomysł wykorzystania "cartoonowych" postaci w wyścigach. Zainstalowałem program z myślą, że to tylko ot, na kilkanaście minut grania, a skończyło się na co najmniej kilkunastu godzinach naprawdę ostrej jazdy! Dlaczego Toon Car tak potrafi wciągnąć? Sądzę, że z przede wszystkim z uwagi na ogromną dynamikę zabawy.

Oto rozpoczynasz wyścig. Ty i pięciu innych rajdowców, każdy w swej zabawnej maszynce. 3...2...1 i poszło! Straszliwa przepychanka, samochody jadą drzwi w drzwi, ktoś walnął o bandę, ktoś został wypchnięty na pobocze, ktoś inny przygazował z triumfalnym śmiechem i wyszedł na pierwszą pozycję! I już gnają! Aż do pierwszego ważnego miejsca, czyli strefy pobierania broni. Na początek walka o to, komu uda się dorwać do trzech „kryształów”. Za zabranie takiego „kryształu” dostajesz nagrodę. Widzisz? Oto w twoim ekwipunku pojawił się śliczny, obły kształt rakiety. Ba-ba-bach! Wysyłasz ją w stronę rywali. Rakieta wystrzeliwuje z ogromną szybkością i pędzi, aby wbić się prosto w kufer wroga. Jego samochód wylatuje w powietrze, koziołkuje i ląduje z powrotem na środku trasy. Rywal otrząsa się, dodaje gazu i już pędzi, aby dogonić szybko oddalającą się czołówkę. Tu akcja zmienia się jak w kalejdoskopie. Oto w tej chwili prowadzi mafioso Giuseppe, wydaje się że nikt już nie jest w stanie mu zagrozić. Ale nagle widzisz pędzącą rakietę samonaprowadzającą. Już, już zbliża się do jego wozu, kiedy mafioso włącza tarczę ochronną. Rakieta jeszcze chwile mknie za jego autem, po czym rozpryskuje się w powietrzu, nie czyniąc nikomu szkody. Ale czy Giuseppe może czuć się bezpieczny? Okazuje się, że nie. Jedno okrążenie wcześniej pozostawił na drodze minę, a teraz sam na nią wpada. Wybuch, samochód leci w powietrze, a kiedy z powrotem zatrzymuje się na asfalcie, to kilku rywali mija go z triumfalnym śmiechem. Giuseppe pędzi za nimi, ale w tym samym momencie trafia go bomba wyrzucona przez ostatniego z uczestników rajdu. I tak właśnie Giuseppe, który przed chwilą prowadził ze sporą przewagą, teraz musi z mozołem doganiać czołówkę. W Toon Car prawie nigdy nie możesz czuć się bezpieczny. Nie raz i nie dwa jechałem już ze sporą przewagą, kiedy celne trafienia rywali spychały mnie na dalsze miejsca. Oczywiście istnieją taktyki prowadzące do zwycięstwa w każdym wyścigu, ale i tak trudno mówić, aby miały one stuprocentową skuteczność i wiele zależy nie tylko od umiejętności, ale również od szczęścia.

Najważniejszym elementem Toon Car są mistrzostwa. Ale nie tak łatwo dostać się do grona najlepszych. Najpierw trzeba zdobyć licencję zawodniczą. Istnieją trzy rodzaje licencji: A, B oraz C. Po zdobyciu każdej z nich możesz startować w coraz ciekawszych wyścigach, na nowych trasach i korzystać z coraz szybszych wozów. Zdobycie licencji to tylko twoja walka z czasem. Czasem oraz słupkami, które musisz przewrócić. Brzmi banalnie, prawda? Ale banalne wcale nie jest! Zdobycie pierwszej licencji nie jest specjalnie trudne, ale aby zdobyć drugą podchodziłem do rajdu kilkanaście razy, a zdobycie trzeciej kosztowało mnie co najmniej dwadzieścia prób. Problem, bowiem, w tym że limit czasowy jest dość mocno wyśrubowany. Jeżeli więc nie zwalisz wszystkich słupków, perfekcyjnie niczym mistrz kręgli, jeśli będziesz musiał zwalniać albo cofać się, to jest prawie pewne, że nie zdążysz na metę w wyznaczonym czasie.

Recenzja gry NFS Heat – nowy Need for Speed dowozi... i nie dowozi
Recenzja gry NFS Heat – nowy Need for Speed dowozi... i nie dowozi

Recenzja gry

Need for Speed: Heat to najlepszy NFS, ale tylko na tle dwóch ostatnich odsłon. Zapamiętamy go jednak na zawsze dzięki wyjątkowym przygodom z policją. Uberpolicją!

Recenzja gry Forza Horizon 4 – tak się wygrywa bitwę o Anglię
Recenzja gry Forza Horizon 4 – tak się wygrywa bitwę o Anglię

Recenzja gry

Forza Horizon 4 zmienia się w pełnoprawne, samochodowe MMO. To bardzo dobra gra, która błyszczy na tle konkurentów, a zawiedzie odrobinę jedynie weteranów serii.

Recenzja gry The Crew 2 – odtwórcza rewolucja
Recenzja gry The Crew 2 – odtwórcza rewolucja

Recenzja gry

To, co zrobił Ubisoft z The Crew 2, zakrawa niemal na skandal. Takiego recyklingu w sandboksach jeszcze nie było. Ale wiecie co? Nie chce mi się podnosić larum, bo jeżdżenie po USA (a także latanie i pływanie) wciąż potrafi być nad wyraz przyjemne.