Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 17 maja 2007, 13:20

autor: Shuck

The Lord of the Rings Online: Shadows of Angmar - recenzja gry

Oto jednen z najfajniejszych i najprzyjaźniejszych graczowi morpegów, jakie powstały. Godny konkurent dla World of Warcraft.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Ameryki nie odkryję pisząc, że w MMORPG praktycznie w Polsce się nie gra. Praktycznie to znaczy: w porównaniu z Europą Zachodnią, Ameryką Północną i Daleką Azją. Wprawdzie stosunkowo popularni są u nas darmowi przedstawiciele gatunku (czytaj: Tibia), ale – bądźmy szczerzy – Tibia była fajna 10 lat temu, wówczas za konkurencję miała jedynie Ultimę Online, a teraz jest to badziewie, na które zwyczajnie szkoda czasu. Gdyby za Tibię ludzie byli skłonni płacić te 30 do 60 złotych miesięcznie (w tym przedziale mieści się większość abonamentów za morpegi), to nie byłaby ona darmowa. Kto się poczuł śmiertelnie obrażony, aż tchu mu brakło, niech dalej nie czyta, bo odszkodowań za utratę sensu życia nie przewiduje się. Kogo przyprawiłem o dreszcz niepewności lub wręcz o spazmy śmiechu, zapraszam do dalszej lektury. Do recenzji jednego z najfajniejszych morpegów obecnych na rynku – stworzonego w oparciu o książkową licencję Władcy Pierścieni.

O tym, czym LOTRO jest i dlaczego jest fajny, pisałem dwa miesiące temu w beta-teście gry. Tego wszystkiego powtarzać nie będę, zwłaszcza że nic się od tamtego czasu w mojej bardzo pochlebnej opini nie zmieniło. Z tym może zastrzeżeniem, że po paru miesiącach mniej lub bardziej sumiennego zaglądania do Śródziemia straciłem pierwotny zachwyt jego ogromem i różnorodnością, który żywiłem z początkiem roku. W chwili gdy piszę te słowa, widać już jednak na horyzoncie otwierającą się kolejną krainę w postaci rozszerzenia gry, a tym samym podstawowy zarzut wobec LOTRO – ograniczenie startowego świata do Eriadoru – traci na wadze.

Tego, co gracz otrzymuje na starcie, jest naprawdę sporo. Wiele morpegów odstrasza początkujących graczy swoim stopniem skomplikowania, nie dość jasno wyłożonymi zasadami gry, cokolwiek gorszą grafiką niż ta, którą szczycą się single-playerowe erpegi. Tymczasem LOTRO nie dość na tym, że przez początkowy kawał gry prowadzi gracza za rączkę, to jeszcze prowadzi go przez piękny świat. Co raz zatrzymuje się on tylko po to, by przyjrzeć się okolicy, obejrzeć z wysokości ścielące się mu u stóp miasto, spojrzeć na spływającą z gór rzekę. Nie jest to może ten poziom grafiki, jaki jesteśmy sobie w stanie wyobrazić czytając książki Tolkiena, niemniej świat stworzony na potrzeby gry jest bardzo ładny i urozmaicony. Niezależnie od tego, czy zaczniemy przygodę w Ered Luin jako krasnolud lub elf, czy w Bree Landzie jako człowiek, czy – klasycznie – jako hobbit z Shire’u, zawsze będziemy czerpać z LOTRO tę podstawową dla gier fabularnych przyjemność ze zwiedzania. W sukurs przyjdzie jej bogactwo zlecanych nam misji, które starają się jak mogą odchodzić od morpegowego schematu: zabij pięć nietoperzy i przynieś mi dziesięć stokrotek. ‘Starają się’ to nie znaczy, że szczególnie daleko odchodzą – niemniej LOTRO jak na morpega wykazuje znacząco wiele cech gry fabularnej dla pojedynczego gracza.

Przede wszystkim nie jesteśmy zmuszeni do gry z innymi. Znajdziemy w LOTRO wystarczającą liczbę questów, które przyjdzie nam wykonać samotnie, by nie poczuć znudzenia. Istotną ich część stanowią misje fabularne, dzięki którym mniej-więcej podążamy śladem książki – depcząc po piętach przyszłej Drużynie Pierścienia i nierzadko chroniąc ją przed niebezpieczeństwami, o których nie miała pojęcia. Akcja LOTRO startuje bowiem wraz początkiem trylogii Trylogii (sześcioksięgu, jak kto precyzyjny), zaraz po tym, gdy Frodo wyruszył do Bree.

Recenzja Nioh 2 – gry, w której chcesz zginąć tysiąc razy
Recenzja Nioh 2 – gry, w której chcesz zginąć tysiąc razy

Recenzja gry

Kiedy zabierałem się za pisanie tej recenzji kusiło mnie, żeby podążyć za przykładem Team Ninja i po prostu przekopiować całe akapity z tekstu o pierwszej grze, zmienić nagłówki oraz dodać parę małych zmian.

Recenzja gry Wolcen – diablo trudna miłość
Recenzja gry Wolcen – diablo trudna miłość

Recenzja gry

Wolcen: Lords of Mayhem, niezależny hack’n’slash, zaliczył wejście smoka, o jakim inni konkurenci Diablo – Path of Exile i Grim Dawn – mogli tylko pomarzyć. Zobaczcie, dlaczego ten hack'n'slash wywołał tyle emocji.

Recenzja gry Dragon Ball Z: Kakarot – pięć dni dobrze się bawiłem w przeciętnej grze
Recenzja gry Dragon Ball Z: Kakarot – pięć dni dobrze się bawiłem w przeciętnej grze

Recenzja gry

Dragon Ball Z: Kakarot to gra dla fanów wciąż przepełnionych sentymentem do Son Goku. I tylko dla nich. Cała reszta może sobie odpuścić.