Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 21 marca 2007, 12:46

autor: jedik

UFO: Afterlight - Bitwa o Marsa - recenzja gry

Po latach dreptania śladami Enemy Unknown, Altar stworzył coś, co jest nową jakością. Trzecia część sagi to nie tylko zupełnie inny świat, ale i garść interesujących pomysłów.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Nazywam się Ute. Urodziłam się 50 lat temu i pamiętam jeszcze błękit nieboskłonu oraz czerń żyznych ziem. Do dziś pytam siebie, czy dobrze zrobiłam. Wtedy byłam przekonana, że spotkał mnie zaszczyt. Byłam wybitną sportsmenką. Piękną, wysportowaną, ambitną. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej wydaje mi się, że to było przeznaczenie. W końcu trafiłam do „Misji na Marsa” przez przypadek. Mieliśmy być pionierami. Przyczynić się do niewyobrażalnego kroku w rozwoju rodzaju ludzkiego. Przydzielono mnie do sekcji ochrony. Razem z 20 innymi osobami mieliśmy opiekować się modułem kriogenicznym wypełnionym naszymi pobratymcami. Potem wszystko potoczyło się szybko. Start. Długi lot. Widok Ziemi małej niczym niebieska bila, a potem Marsa. Przytłaczającego rozmiarem i kolorem. Barwą, która w świecie zwierząt oznacza zagrożenie. Jestem już tu trochę czasu i uważam, że natura miała rację. Kolejny raz zresztą. Czerwony istotnie jest niebezpieczny, a w naszym nowym domu jest go zdecydowanie zbyt wiele...

Pierwsze chwile po wylądowaniu były trudne. Co prawda udało nam się dokończyć bazę bez większych problemów ze sprzętem. Pojawiły się jednak kłopoty z samym miejscem. Mars okazał się być bardziej nieprzyjazny, niż się tego spodziewaliśmy. Gdyby budowa bazy przeciągnęła się z byle powodu, zginęlibyśmy w ciągu pierwszej doby. To, co mieliśmy na sobie, było wystarczająco odporne, by przeżyć za dnia, ale nie w nocy gdy stopień promieniowania osiągał 4 punkty.

Problemy zaczęły się już po pierwszej dobie spędzonej na czerwonej planecie. Po zasłużonym odpoczynku postanowiliśmy skontaktować się z Ziemią. Mijały dni ciszy, które tłumaczyliśmy awarią sprzętu nadawczego. Po kilku tygodniach nadeszła jednak wiadomość, która niemalże zwaliła nas z nóg. Okazało się, że niedługo po naszym starcie wybuchła kolejna wojna.

O ile wiemy, drugi konflikt był o wiele straszliwszy niż pierwszy. Wygląda na to, że tylko my przetrwaliśmy tę zagładę. Do dziś nie mamy wiadomości od Laputan lub kogokolwiek, kto mógłby przetrwać. Oby się to zmieniło.

Zresztą całkiem możliwe, iż niebawem i my staniemy się tylko kupką kości bielejących na krwistej pustyni. Mamy w bazie dziesięć tysięcy ciał, które na Marsie miały założyć nową Ziemię. Cóż z tego, jeśli czerwony raj, jak niektórzy nazywali tę planetę, okazał się być prawdziwym piekłem.

Zaczęło się od problemów z droidami. Nie wiemy w tej chwili, skąd wzięły się w takiej ilości. Część z nich pochodzi z Ziemi. Część sprawia wrażenie wykonanych na miejscu. Podejrzewamy, że może za nimi stać jakaś sztuczna inteligencja. Jak na razie te pełzające puszki nie są problemem, ale kto wie, kiedy na horyzoncie pojawi się coś o wiele większego niż droid górniczy.

Problemem są też Retikulianie. Tak. Ci sami, którzy doprowadzili do zniszczenia Ziemi i pomogli nam zbudować bazę. Nasz pierwszy kontakt na Marsie był typowy do bólu. Jak zwykle zachowali się jak rasowi dyplomaci. Chcemy Wam pomóc, bądźcie naszymi sojusznikami... ble ble ble. Doskonale wiemy o tym, iż pragną znowu się nami posłużyć do realizacji swoich interesów. Tym razem im się nie uda.

Zmietlibyśmy ich z powierzchni tej przeklętej planety, gdyby nie problemy z istotami, które nazwaliśmy „Beastman”. Nie wiemy, skąd pochodzą. Nie wiemy również, skąd się wzięli na Marsie ani czego chcą. Pewne jest tylko to, że wśród ich pragnień jest nasza anihilacja i to jak najszybsza. Najwyraźniej niewiele o nas wiedzą. W końcu gdyby mieli pojęcie o tym, że walczy z nimi oddział czterech, a czasem pięciu komandosów, to bylibyśmy już trupami.

I tak nie jest lekko. Każdego dnia pojawia się nowe zagrożenie, a patrole tych sukinsynów zapuszczają się coraz dalej na nasze terytoria. Gdyby nie nasi naukowcy i system sterowania z poziomu globu to już dawno byłoby po nas.

Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG
Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG

Recenzja gry

Dobrze znane graczom King’s Bounty stało się zupełnie inną, bardziej erpegową produkcją. Czy to wyszło jej na dobre? Nie jestem pewien.

Recenzja gry Humankind - ambitny rywal Cywilizacji
Recenzja gry Humankind - ambitny rywal Cywilizacji

Recenzja gry

Czy potrzebujemy jeszcze jednej gry, takiej jak Civilization? Twórcy Humankind odpowiedzieli twierdząco i na dodatek faktycznie mieli pomysły na to, co zrobić inaczej. Wyszło lepiej?

Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine
Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine

Recenzja gry

Na pierwszy, drugi, a nawet trzeci rzut oka, Siege Survival jest klonem This War of Mine. Grupa cywilów próbuje przetrwać w oblężonym mieście. Dalej zaczynają się różnice, które sprawiają, że nowa polska gra jest zarówno lepsza, jak i gorsza.