Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 15 marca 2006, 10:49

autor: Piernikowy Ludzik

Crashday - recenzja gry

Pierwsze informacje o Crashday’u pojawiły się pod koniec 2002 roku. Już wtedy firma Moonbyte pokazała pokaźną galerię zdjęć pochodzących z gry, które wyglądały bardzo atrakcyjnie. Wydawało się, że finalny produkt nadjedzie w ciągu kilku miesięcy...

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Dawno, dawno temu, gdy komputery PC miały tyle pamięci operacyjnej co dzisiejszy licznik do roweru, a największe dyski twarde miały pojemność współczesnej komórki dodawanej w promocji do kakao, zetknąłem się z grą (właśnie na PC), która do dziś ma wpływ na moje preferencje w kwestii wirtualnej rozrywki. Była to gra Stunts. Zdaję sobie sprawę, że tytuł może wiele nie mówić młodym graczom, więc pokrótce wyjaśnię co i jak.

Stunts to gra samochodowa, w której ścigamy się po specjalnie przygotowanych torach, na których znajdują się takie niespodzianki jak zwodzone mosty, pętle jak w kolejce górskiej, podjazdy, nawierzchnie pokryte wodą lub lodem i wiele innych. Jednym słowem tor przeszkód. Do wyboru mieliśmy kilka, zupełnie realnych samochodów począwszy od terenówki z napędem na 4 koła a skończywszy na bolidzie Formuły 1. Gra dawała mnóstwo zabawy, szczególnie jeśli ścigaliśmy się z kolegą na podzielonym ekranie. Ogromnym atutem gry była także możliwość konstruowania własnych torów, kształtowania terenu etc., dzięki czemu praktycznie nie mogła się znudzić. Czemu jednak wspominam o Stunts? Ano temu, że właśnie na sklepowych (i kioskowych) półkach wylądował Crashday, gra wzorująca się na legendarnych Stunts, a łącząca w sobie również cechy innego hitu sprzed lat – Carmageddon’u.

Pierwsze informacje o Crashday’u pojawiły się pod koniec 2002 roku. Już wtedy firma Moonbyte pokazała całkiem pokaźną galerię zdjęć pochodzących z gry, które wyglądały bardzo atrakcyjnie. Wydawało się, że finalny produkt nadjedzie w ciągu kilku miesięcy – niestety nadzieje okazały się płonne i na sklepową wersje musieliśmy czekać prawie 4 lata. Było warto? Niestety... nie.

Założenia co do samej gry były niezwykle proste – twórcy gry wzięli najlepsze cechy z jednej produkcji, dorzucili wybrane elementy z drugiej i doprawili to wszystko własnymi pomysłami. Niestety, zamiast smacznego, wyszukanego dania, wyszedł słabo przyprawiony bigos z nieświeżej kapusty. Tak to jest, jak chce się przedobrzyć, albo samemu się nie wie, co się gotuje.

Na pewno można stwierdzić, że Crashday to gra wyścigowa – są samochody (11 sztuk), są tory (dużo), są przeciwnicy i rywalizacja. Samochody, jak przystało na tytuł wzorowany na Stunts, są mocno zróżnicowane: od ciężkiej terenówki (Hummer i chyba Dodge RAM SRT 10, bo Moonbyte nie wykupił licencji, przez co nazwy są zmyślone), przez sportowe hatchbacki (Honda CRX), po klasyczne wozy znane z filmów i gier (Nissan Skyline, Lamborghini Countach, Bugatti EB110, Chevrolet Corvette C5 etc.). Są też ze dwa sedany, ale to raczej pojazdy dla statecznych tatuśków – generalnie nie polecam, chyba, że właśnie skończyliście 40 lat. Aby jednak być obiektywnym, muszę stwierdzić, że samochody są niczego sobie, mimo że jest ich mało.

Trasy (i tory) – tutaj też jest całkiem nieźle, gdyż jest ich nie tylko bardzo dużo, ale są też mocno zróżnicowane. Ścigać możemy się po ciasnych asfaltowych drogach, po terenach fabrycznych, magazynach czy też po zupełnych bezdrożach i łąkach. Są też mapy przygotowane stricte z myślą o wykonywaniu samochodami ewolucji: skoków, efektownych wypadków, przejazdów po specjalnie przygotowanych konstrukcjach. Jak już wspomniałem, torów jest bardzo dużo, co najmniej kilkadziesiąt. Standardowo nowe są ‘odkrywane’ w miarę postępów w grze.

Recenzja Mario Kart Live - zaledwie ciekawostka za bagatela 400 zł
Recenzja Mario Kart Live - zaledwie ciekawostka za bagatela 400 zł

Recenzja gry

Mario Kart Live na papierze brzmi jak rewolucja: niestety ta rewolucja kończy się po dwóch godzinach, mordowana przez nudę, powtarzalność i problemy techniczne.

Recenzja gry NFS Heat – nowy Need for Speed dowozi... i nie dowozi
Recenzja gry NFS Heat – nowy Need for Speed dowozi... i nie dowozi

Recenzja gry

Need for Speed: Heat to najlepszy NFS, ale tylko na tle dwóch ostatnich odsłon. Zapamiętamy go jednak na zawsze dzięki wyjątkowym przygodom z policją. Uberpolicją!

Recenzja gry Forza Horizon 4 – tak się wygrywa bitwę o Anglię
Recenzja gry Forza Horizon 4 – tak się wygrywa bitwę o Anglię

Recenzja gry

Forza Horizon 4 zmienia się w pełnoprawne, samochodowe MMO. To bardzo dobra gra, która błyszczy na tle konkurentów, a zawiedzie odrobinę jedynie weteranów serii.