Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Far Cry 6 Recenzja gry

Recenzja gry 6 października 2021, 13:00

autor: Draug

Gracz, fantasta, bibliotekarz. Entuzjasta dobrych opowieści, intensywnych strzelanin i samochodówek.

Recenzja gry Far Cry 6 - to dobra gra. Tylko dobra

Po fali obsuw do rangi najgorętszych premier jesieni urosły odgrzewane kotlety, a Far Cry 6 miał być pośród nich jednym z bardziej łakomych kąsków. Niestety, danie pierwszej klasy to nie jest.

Recenzja powstała na bazie wersji PS5. Dotyczy również wersji PC, XSX

Dziś recenzujemy Far Crya 6 – albo „sandboksową grę Ubisoftu nr 127”, jeśli wolicie. W gruncie rzeczy wychodzi na to samo. Ghost Recon, Watch Dogs, Far Cry, a nawet Assassin’s Creed – tyle różnych tytułów, a coraz trudniej dopatrzyć się różnic między nimi. Kolejny wielki otwarty świat, kolejna napisana na kolanie fabuła pod kształt mapy, kolejne placówki do infiltracji metodą skradankową lub „akcyjniakową”, kolejna zgraja bohaterów, którzy nijak nie potrafią zapaść w pamięć...

Dla oddanych fanów gier Ubisoftu – a przecież są ich tysiące – to świetna wiadomość. Praktycznie wszystko, co zostało zrobione jak należy w poprzednich odsłonach serii Far Cry – a przecież jest trochę takich elementów – stoi na odpowiednio wysokim poziomie również w „szóstce”. Wy, fani gier Ubisoftu (a zwłaszcza Far Crya 5), możecie już lecieć do sklepu. Czekają Was kolejne dziesiątki godzin niezobowiązującej dobrej zabawy w wielkiej piaskownicy, gdzie sobie postrzelacie, polatacie samolotem, a nawet pojeździcie czołgiem, i to w towarzystwie kumpla lub kumpeli. Czego chcieć więcej?

Gdybyście jednak przypadkiem chcieli czegoś więcej i mieli choćby cień wątpliwości co do Far Crya 6, zachęcam do dalszej lektury.

Recenzja gry Far Cry 6 - to dobra gra. Tylko dobra - ilustracja #1
Kontrowersyjne paski życia nad głowami przeciwników można wyłączyć paroma kliknięciami w ustawieniach gry. By poradzić sobie z ich „gąbczastością", trzeba troszkę więcej zachodu.

Hola, guerrilla!

PLUSY:
  1. wyraziste i zróżnicowane lokacje, piękne widoki;
  2. ciesząca tak samo jak zawsze obsługa broni i taktyczna swoboda;
  3. bogate opcje konfiguracji gry (w tym dla osób niepełnosprawnych);
  4. wielki otwarty świat z toną zawartości...
MINUSY:
  1. ...która w dużej części jest niezbyt interesująca (w tym główne misje);
  2. nędzna fabuła, mdłe dialogi, sztampowe postacie;
  3. tragikomiczna sztuczna inteligencja;
  4. dyskusyjne nowości w gameplayu, błędy i inne techniczne niedoróbki.

Na wstępie wypada chyba zwrócić uwagę na fakt, że w „szóstce” Ubisoft wycofał się z dwóch bodaj najszerzej krytykowanych elementów „piątki”. Primo, w Yarze nie panuje taki chaos jak w Montanie – już raczej nie zdarzają się sytuacje, gdy przypadkowa potyczka z wrażym patrolem na drodze przeradza się w wielką batalię, która trwa tak długo, aż grze zabraknie pamięci do generowania kolejnych przeciwników pojawiających się znikąd. Na szczęście kontrolująca cały kraj armia Antona Castillo okazuje się mniej zaciekła niż kultyści Josepha Seeda.

Kolejne naprawione potknięcie to niemy główny bohater. By zadośćuczynić za tę pomyłkę, Dani Rojas nie tylko usiłuje promieniować charyzmą, ale w dodatku oglądamy go (lub ją; możemy wybrać płeć postaci) w pełnej krasie podczas licznych cutscenek... I to by było na tyle dobrych wieści, bo w zasadzie już muszę przejść do narzekania. Promieniowanie charyzmą w wykonaniu Dani(ego) polega po prostu na tym, że bohater(ka) rzuca bluzgami na prawo i lewo, napotykane problemy próbuje rozwiązać kopem w krocze i/lub groźną miną, a nad śmiercią przyjaciół przechodzi do porządku dziennego w parę chwil. Gdybym miał 13 lat, pewnie uznałbym taki charakter za fajowy. Dziś jakoś nie potrafię wykrzesać z siebie życzliwości dla protagonisty.

To prowadzi do szerszego zagadnienia, jakim jest wymyślanie postaci przez Ubisoft. Te w FC6 dzielą się zasadniczo na dwa typy: nudne i „przefajnowane”. Pierwsze usypiają banałami wygłaszanymi z przejęciem, drugie za wszelką cenę próbują być „cool” i sypią jak z rękawa żarcikami, od których można dostać zgagi. Obie grupy wspólnymi siłami sprawiają, że dialogi okazują się z reguły ciężkostrawne, a gra razi dysonansami, bezładnie skacząc od scen ponurych i drastycznych do lekkich i wesołych. Niby podobny rozdźwięk występuje chociażby w serii GTA, ale różnica polega na tym, że scenarzyści z Rockstar Games mają smak i wyczucie, a ci z Ubisoftu – ani krzty.

Recenzja gry Far Cry 6 - to dobra gra. Tylko dobra - ilustracja #2
Nowa formuła cutscenek to sposób, by bardziej zżyć się z protagonist(k)ą... jak i pretekst, by gracz częściej pomyślał o kupieniu postaci jakiejś wystrzałowej skórki w mikropłatnościowym sklepiku.

Nie twierdzę, że w Far Cryu 6 nie ma ani jednej postaci, która zasługiwałaby choćby na cień sympatii, a oglądanie filmów przerywnikowych było torturą (choć przy niektórych rzeczywiście cierpiałem katusze). Scenarzyści starali się – z nie najgorszym skutkiem – wyreżyserować cutscenki w taki sposób, by działo się w nich coś interesującego, a aktorzy wykonali porządną robotę, dając głos postaciom i animując je w sesjach motion capture. Ogólnie rzecz biorąc, na plus zapisuję grze przesiadkę z filmików przerywnikowych oglądanych w FPP na bardziej tradycyjne scenki, budzące skojarzenia ze wspomnianym GTA.

Recenzja gry Far Cry 6 - to dobra gra. Tylko dobra - ilustracja #3

DOSTĘPNOŚĆ

To już standard w produktach Ubisoftu, ale za każdym razem tak samo zasługujący na pochwałę – a może nawet bardziej, bo francuski gigant z gry na grę oddaje do naszej dyspozycji coraz szerszy zakres ustawień, które mają pomóc graczom z wszelkiego rodzaju niepełnosprawnościami. W Far Cryu 6 jest tych opcji już tak wiele, że zostały pogrupowane w całe pakiety: kognitywny, motoryczny, ruchowy etc. Francuski gigant stanowi wzór do naśladowania dla całej branży gier (przynajmniej pod tym względem).

Recenzja gry Far Cry 6 - to dobra gra. Tylko dobra - ilustracja #4
Znów możemy korzystać z pomocy towarzysza sterowanego przez SI - tym razem są to wyłącznie zwierzaczki (amigos), jak krokodyl w dresie, słodki piesek czy krwiożerczy kogut

Pagan Min nie czuje się zagrożony

W ten sposób docieramy do wizytówki Far Crya 6, czyli osadzenia Giancarla Esposito w roli „tego złego” – Antona Castillo. Zwiastuny gry sugerowały, że komu jak komu, ale jemu charyzmy nie zabraknie. I nie zabrakło, owszem, z przyjemnością podziwiałem na ekranie jego aktorski talent. Ze zwiastunami jest jednak ten problem, że pokazywały najciekawsze scenki z udziałem dyktatora, a w dodatku sprytnie kreowały jego wizerunek jako niejednoznacznej moralnie postaci. Tymczasem gra rozwiewa wszelkie wątpliwości na jego temat w 15 sekund od startu intra. Castillo okazuje się bardzo sztampowym tyranem, który hurtowo niewoli i katuje ludzi, trzyma czołgi na ulicach, zamienia żłobki w więzienia i wytrąca dzieciom lody z rączek.

Recenzja gry Far Cry 6 - to dobra gra. Tylko dobra - ilustracja #5
Do budowania wyrazistego klimatu Yary istotnie przyczyniają się stare pojazdy, które dominują tu na drogach, jak i specyficzna muzyka lecąca w nich z radia.

No i poza cutscenkami, które już widzieliśmy w zwiastunach, Esposito nie zaznacza swojej obecności w Far Cryu 6 w sposób ani wyraźnie odczuwalny, ani szczególnie zajmujący. Głównie słyszymy jego głos, gdy wygłasza monotonne przemówienia puszczane z głośników w wojskowych placówkach, a od święta oglądamy film przerywnikowy, w którym marszczy czoło i stosuje wobec kogoś groźby karalne (lub po prostu przemoc) – czasami w obecności swojego syna Diego, którego próbuje nauczyć, jak stać się takim samym bydlakiem jak on. Relacja tych dwóch zapowiadała się zresztą na najjaśniejszy punkt scenariusza – i ostatecznie okazała się tak samo rozwodniona jak reszta fabuły.

Fabuły... Jakiej fabuły? Gdy przygoda się rozpoczyna, nakreślony zostaje sztampowy zarys sytuacji: nikczemny dyktator wysysa krew z biednych ludzi, bla, bla, bla, ruch oporu jest w rozsypce, bla, bla, bla, do obalenia tyrana potrzebujemy sojuszników, bla, bla, bla, odwiedź trzy regiony i namów tamtejsze frakcje, by do nas dołączyły (w dowolnej kolejności), bla, bla, bla. A kilkanaście godzin później, nim zdążymy przebrnąć przez ciągnący się w nieskończoność łańcuch powtarzalnych misji i dogadać się z którymkolwiek z tych ugrupowań, dzwoni telefon i słyszymy w słuchawce: „Hola, Dani, wpadnij do stolicy, dyktator wygłasza przemówienie w hotelu, weźmiesz go szturmem [w pojedynkę – dop. aut.] i ukatrupisz drania”... Tyle mam do powiedzenia na temat tego, co przedstawia sobą fabuła Far Crya 6.

TWOIM ZDANIEM

Czy seria Far Cry potrzebuje zmiany formuły rozgrywki?

Tak, ile można
87,7%
Nie, to wciąż bawi
12,3%
Zobacz inne ankiety
Recenzja Marvel's Guardians of the Galaxy - nieprędko zagracie w lepszego Mass Effecta
Recenzja Marvel's Guardians of the Galaxy - nieprędko zagracie w lepszego Mass Effecta

Recenzja gry

Ubiegłoroczne Avengers zgasiło Wasz entuzjazm wobec kolejnych marvelowskich gier Square Enix? Dobrze radzę, wykrzeszcie go z siebie trochę dla Guardians of the Galaxy. To jedna z najlepszych produkcji tego roku.

Recenzja Metroid Dread - znakomita gra, która niemal mnie złamała
Recenzja Metroid Dread - znakomita gra, która niemal mnie złamała

Recenzja gry

Znacie serię, w której ekran „game over” to niemal element gameplayu? Zgadza się, Metroidy zawsze były trudne, a Dread nie odchodzi od tej tradycji. To gra, przez którą chciałem wyrzucić Switcha przez okno. To też gra, od której nie mogłem się oderwać...

Recenzja Kena: Bridge of Spirits - gry „dla każdego” naprawdę istnieją!
Recenzja Kena: Bridge of Spirits - gry „dla każdego” naprawdę istnieją!

Recenzja gry

Kena nie ma w sobie nic z rodziny tego Kena od Barbie. To raczej siostra Meridy Walecznej, a gra z jej udziałem jest kapitalnym i chyba najładniejszym „indykiem AAA” oraz gotowym materiałem na nowy film Disneya.