Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 30 października 2019, 15:43

autor: Filip „fsm” Grabski

Rocznik 84, gra w gry, często chodzi do kina, sporo czyta, serialuje, podcastuje i docenia riffy.

Recenzja Song of Horror – gra, która nie zawsze straszy tym, czym powinna

Song of Horror to straszna gra, która stawia na klasyczną prezentację, unikanie konfrontacji i zagadki. Ale czy wszystko, co tu straszy, na pewno było zamierzone przez twórców?

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Okolice Halloween sprzyjają straszeniu. Dni są coraz krótsze, temperatura coraz niższa, a z nieba ciągle coś leci. Dokładnie takie, mroczne i mokre, warunki panują w grze Song of Horror, debiutanckiego dzieła pochodzącego z Hiszpanii studia Protocol Games. Zrobić horror jest dosyć łatwo – za dowód niech posłużą dziesiątki filmów, książek i gier, po które każdy z nas może sięgnąć w dowolnym momencie. Dużo trudniej jest zrobić horror dobry, zapadający w pamięć, przejmujący, oryginalny. Tych jest zdecydowanie mniej i twórcy szukają różnych sposobów na wyróżnienie się z tłumu.

PLUSY:
  1. zawiesista, sugestywna atmosfera;
  2. bardzo ładne, pełne detali poziomy;
  3. interesujący pomysł z nieodwracalną śmiercią bohaterów;
  4. na tym etapie fabuła intryguje;
  5. niezłe, choć proste, zagadki.
MINUSY:
  1. klasyczna praca kamery i denerwujący sposób sterowania;
  2. irytujące QTE;
  3. słabiutka animacja bohaterów;
  4. brzydkie przerywniki filmowe (na szczęście jest ich mało);
  5. czasami niejasne dalsze kroki;
  6. gra lubi zabijać bohaterów „bo tak”.

Song of Horror stawia na klasyczne do bólu podejście do rozgrywki i straszenia. Klimaty retro są teraz modne, więc tego typu decyzja wydaje się słuszna, ale określenie „do bólu” nie znalazło się tu przez przypadek. Gra Hiszpanów to epizodyczna przygodówka zrobiona na modłę Alone in the Dark, czy też pierwszych odsłon Resident Evil lub Silent Hill. Tutaj jednak – zgodnie z mającym już ładnych kilka lat trendem – nie walczy się. Postać sterowana przez gracza eksploruje różne poziomy, szuka wskazówek, rozwiązuje zagadki i stara się nie zginąć, a wszystko to jest pokazywane za pomocą kamer zawieszonych gdzieś w otoczeniu.

GDZIE JEST OCENA?

Gra Song of Horror będzie wydawana w epizodach. Ostateczną ocenę wystawimy, gdy wszystkie epizody będą już dostępne. Pierwsze wrażenia oceniamy na 6/10.

Recenzja Song of Horror – gra, która nie zawsze straszy tym, czym powinna - ilustracja #1
Początek przygody – Daniel prędko do domu nie wróci.
Recenzja Song of Horror – gra, która nie zawsze straszy tym, czym powinna - ilustracja #2
Halo, kto na mnie patrzy z dołu?

Obiektem w centrum tej nawiedzonej historii jest piękna pozytywka grająca melodię, która wpływa na to, w jaki sposób człowiek postrzega rzeczywistość. A może po prostu otwiera ona wrota do miejsca mniej przyjemnego niż listopadowa noc? Pozytywkę, od swojego przyjaciela, antykwariusza, otrzymał znany pisarz, po czym zapadł się pod ziemię. Wydawca się niecierpliwi, wszak rękopis nowej powieści już miał być gotowy, wysyła więc Daniela, faceta od wszystkiego, by dowiedział się, co jest grane. Krótka wizyta w posiadłości pisarza kończy się podobnie – mężczyzna znika bez śladu. Czego wymagają Bogowie Narracji? By do strasznego domu poszło więcej osób, z zamiarem rozwikłania tej zagadki!

Horror na raty

Song of Horror debiutuje w formie dwóch epizodów (zaplanowanych jest pięć) trwających w sumie od 4 do 6 godzin gry, w zależności od szczęścia i odporności na zakusy mrocznej siły zwanej przez twórców Obecnością. Przed rozpoczęciem każdego z rozdziałów trzeba wybrać jedną z czterech postaci, która podejmie się wyzwania. Bohaterowie różnią się kilkoma cechami teoretycznie wpływającymi na to, jak się gra. Silna osoba szybciej zatrzaśnie drzwi atakowanej przez demoniczne łapska, „cicha” osoba nie będzie ściągać na siebie niepotrzebnej uwagi w czasie eksploracji, a np. osoba obdarzona dużym spokojem nie wpadnie tak szybko w panikę podczas nawiedzenia i dzięki temu Obecność jej nie pochłonie.

Recenzja Song of Horror – gra, która nie zawsze straszy tym, czym powinna - ilustracja #3
W ogłoszeniu było napisane "rustykalne wnętrze".

Dodatkowy bajer związany z bohaterami to fakt, że każdy z nich może zginąć w trakcie gry i jego lub jej śmierć jest ostateczna. Wtedy do akcji wkracza kolejna postać, aż do momentu, gdy przejdziemy epizod lub uśmiercimy cały dostępny personel. Innymi słowy, jest to taka skomplikowana wersja klasycznych żyć, całkiem pomysłowa i dodająca do przygody napięcia, które w horrorach jest przecież niezbędne.

Jaka szkoda więc, że ten dobry zamysł pada ofiarą takich sobie rozwiązań gameplayowych. Wspomniane wyżej ataki mrocznej siły objawiają się na trzy sposoby (podobno później będzie ich więcej). Jeśli zza drzwi zaczyna wyciekać czarny śluz i pokazują się paluchy wymagające setek godzin manicure, trzeba te drzwi szybko zamknąć, do czego służy nieco pokraczna, ale akceptowalna sekwencja QTE, pod warunkiem że nie występuje zbyt często. Jeśli na swojej drodze spotkamy ślepego demona, trzeba uspokoić oddech, ruszając myszką tak, jak każe wskaźnik, aż bestia sobie pójdzie. Tu uwag nie mam.

Ale gdy następuje atak zewsząd, gdy ciemnieją ściany, podłogi, meble – wtedy trzeba uciekać do szafy albo pod stół. Wówczas zadaniem jest uspokojenie rytmu serca, ale te sekwencje są tak zbudowane, by problemu nie miały tylko postacie o największej sile spokoju. Wszyscy inni mogą pakować manatki i lecieć do piekła, bowiem okienko, w którym gra zalicza dobre trafienie, jest nieprzyzwoicie wręcz małe. No i tracimy wtedy bohatera, a gdy sytuacja się powtórzy, zamiast lęku wynikającego z atmosfery gry, czujemy tylko frustrację.

Recenzja Song of Horror – gra, która nie zawsze straszy tym, czym powinna - ilustracja #4
Policjant nie umie się skradać, ale jest siłaczem!

W unikaniu zagrożenia nie pomaga też hołdujący tradycji system kamer. Dzięki kreatywnym kadrom momentami zwiększa się filmowość naszej przygody, ale zdecydowanie za często Song of Horror traci rezon, gdy nagła zmiana kamery powoduje, że bohater włazi w ścianę, albo zaczyna iść w przeciwnym kierunku. W momencie, gdy trzeba dobiec do drzwi, żeby do naszego świata nie wtargnęło zło, na usta cisną się słowa pomijane w podręcznikach.

Oderwę plaster i na szybko wymienię inne bolączki tej gry – mamy tu słabo animowane postacie z katastrofalnie złą mimiką twarzy, brzydkie pseudo-rysowane przerywniki filmowe, okazjonalne małe błędy (nieprzetłumaczone napisy lub źle odtwarzający się dźwięk nagrania) i czasami niejasne zasady utrudniające progres. Ten ostatni element często sprowadza się do żmudnego łażenia po wszystkich pomieszczenia w poszukiwaniu czegoś, co być może nam umknęło. A to w połączeniu z systemem kamer, powolnym poruszaniem się i faktem, że okazjonalnie gra zabija bohatera ot tak (np. bo ośmielił się odsłonić lustro) zmienia zabawę w przykry obowiązek.

Recenzja Song of Horror – gra, która nie zawsze straszy tym, czym powinna - ilustracja #5
W piwnicy na pewno nic a nic nam nie grozi.

Na szczęście te wszystkie elementy nie są w stanie całkowicie pogrążyć tej gry. Song of Horror ma w zanadrzu sporo dobrego, co docenią nie tylko miłośnicy klasyki. W kontraście do prezentacji bohaterów stoi otoczenie. Nawiedzony dom, stary antykwariat, piwnice, blok mieszkalny – wszystkie pomieszczenia zbudowano z dbałością o detale, ubrano w ładne tekstury i cieszące oko efekty świetlne. Song of Horror może się podobać.

Brzydota z potencjałem

Recenzja Song of Horror – gra, która nie zawsze straszy tym, czym powinna - ilustracja #6
Na zewnątrz nie ma co liczyć na odświeżenie atmosfery.

Grafika w połączeniu z sugestywnym audio kreuje posępną atmosferę, której nie powstydziliby się deweloperzy z większych, bogatszych firm. Horror jest namacalny, a rzadko występujące jump-scare'y traktowałem jako miłych gości. W tym przyjemnie nieprzyjemnym środowisku postacie chodzą, szukają przedmiotów i rozwiązują zagadki. Skoro gra jest przygodówką, to nie mogło zabraknąć tego elementu. Stawiane przed graczem zadania nie są trudne, ale w większości pomysłowe i dobrze wpisane w świat. Pomijając nierealistyczną i wciśniętą na siłę zabawę w szukanie kluczy w pokoju córki antykwariusza, wszystkie pokonywałem z przyjemnością. Szczególnie, że na tym etapie fabuła Song of Horror ciągle ma potencjał i jest na tyle interesująca, bym chciał poznać jej ciąg dalszy.

Bardzo lubię horrory i potrafię tego typu grom dużo wybaczyć. Song of Horror w wielu miejscach prosiło o wybaczenie (i muszę tu podkreślić, że zmiana poziomu trudności z domyślnego na łatwiejszy owocuje rzadszymi spotkaniami z Obecnością, dzięki czemu frustracji jest mniej) i często je otrzymywało. Nie mogę jednak otrząsnąć się z myśli, że autorzy niepotrzebnie zafiksowali się na klasycznym systemie kamer i sekwencjach QTE. Gdyby cała gra była typowym przedstawicielem gatunku TPP mogłaby okazać się przyjemniejsza. W tym momencie Song of Horror to niezły straszak z potencjałem, który nie ma szans rozwinąć się w pełni. Może po premierze wszystkich pięciu epizodów spojrzę na tę historię nieco łaskawszym okiem?

O AUTORZE

W horrory namiętnie gram od momentu premiery Silent Hill 2 na pecetach. Niewiele gier doskoczyło do poziomu wyznaczonego przez ten tytuł, ale nie ustaję w poszukiwaniach. Song of Horror zapewniło mi kilka godzin niezłej zabawy, ale nie umiałem przestać narzekać przez większość tego czasu. Całe szczęście, że kod gry okazał się stabilny, a na maksymalnych dostępnych ustawieniach w rozdzielczości Full HD gra działała bardzo płynnie na komputerze wyposażonym w procesor Ryzen 5 1600, 16 GB pamięci RAM i Radeona RX 570 4 GB.

ZASTRZEŻENIE

Grupa Webedia jest partnerem projektu Song of Horror, wydawanego przez Raiser Games.

Filip „fsm” Grabski | GRYOnline.pl

Recenzja gry Wanderlust Travel Stories – lektura obowiązkowa
Recenzja gry Wanderlust Travel Stories – lektura obowiązkowa

Recenzja gry

Wanderlust to niecodzienna i śmiała koncepcja gry, która opiera się na literaturze drogi. Odwaga twórców, którzy w XXI wieku stworzyli grę zbudowaną przede wszystkim z tekstu, zasługuje na podziw. I uznanie, bo Wanderlust jest naprawdę dobre.

Recenzja gry Blair Witch – najstraszniejszy las w grach
Recenzja gry Blair Witch – najstraszniejszy las w grach

Recenzja gry

Bloober Team to firma, która dla wielu stała się synonimem horroru. Blair Witch to pierwsza gra bazująca na licencji, ale twórcy to potencjalne ograniczenie przekuli w siłę, oferując kolejną udaną grę. Ale czy można mówić o najlepszym tytule w karierze?

Recenzja gry The Sinking City – Sherlock Holmes kontra mitologia Cthulhu
Recenzja gry The Sinking City – Sherlock Holmes kontra mitologia Cthulhu

Recenzja gry

The Sinking City miało zabrać nasz umysł do granic szaleństwa wokół kultu Cthulhu, ale Wielkich Przedwiecznych pokonał tu chyba sam Sherlock Holmes. To przygodówka z syndromem „jeszcze jednej tury”.

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz