Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 28 maja 2003, 11:54

autor: Jeż

Bandits: Phoenix Rising - recenzja gry

Bandits: Phoenix Rising to dynamiczna, futurystyczna gra samochodowa przypominająca nieco dawny przebój Interstate '76 oraz głośny film fabularny Mad Max.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Jedno z najbardziej znanych badań w psychologii społecznej dowodzi, że człowiek zapamiętuje tylko sam początek informacji do niego docierającej, podczas gdy reszta jest przez niego bagatelizowana. Pamiętając o tym, już na samym początku powiem – mamy tu całkiem dobrą grę wyścigowo-zręcznościową, która zdecydowanie warta jest zauważenia! Dalej nie czytajcie, bo możecie nic już z tego nie zapamiętać!

Mad Max! - pomyślałem sobie, oglądając intro nowej gry ze stajni Grin. Szybko wyobraziłem sobie, że oprócz jazdy śmiesznymi wehikułami po postnuklearnych pustyniach, gra pozwoli mi na znacznie więcej. Tak działa heurystyka reprezentatywności, która od razu każe nam kojarzyć takie gry z genialnym Falloutem. Lecz Bandits to jednak tylko liniowy scenariusz i w gruncie rzeczy zupełny brak wolności wyboru – ale przecież to nie cRPG! Obraz życia wykreowany przez film z Melem Gibsonem w roli głównej (kolejna część w drodze) stał się wzorem, do którego od wielu lat sięgają twórcy przeróżnych dzieł. Zimny i niegościnny świat, wszędobylskie ruiny „naszej” cywilizacji, anomalia pogodowe, praktyczny brak fauny i flory... To zawsze fascynowało ludzi, szczególnie od czasu, gdy realne stało się zagrożenie wojną jądrową.

Jerycho, najważniejsze miasto w świecie naszych bandytów, jest stolicą świata, dzięki zdolności do rafinacji benzyny ze złóż oleju występujących na pustyni (nie, w tej grze nie walczymy o ropę z Saddamem, a Jerycho to nie Bagdad). Paliwo jest najcenniejszą rzeczą na świecie i kto kontroluje jego produkcję, trzyma wszystko w garści. Legendy głoszą, że bogactwa, jakie znajdują się za murami tego miasta, nie mają porównania z niczym, co zostało na całym globie. Nasz gang, podobnie jak wszystkie inne, ma jeden cel – dobrać się do tych skarbów. Wolfpack, bo tak nazywa się nasza grupa przestępcza, to zbieranina indywidualności, wśród których najdziwniejsi są Fennec i Rewdalf – to właśnie oni siedzą za sterami pojazdów, którymi my kierujemy w grze. Nie są to jacyś paskudni recydywiści o nieznanej przyszłości, a raczej dobroduszni złodzieje o sercu Robin Hooda. Mają bardzo ludzkie cechy, o czym przekonujemy się już w pierwszej misji, która polega na zdobyciu urządzenia do wytwarzania alkoholu z porastających pustynię kaktusów. Zabieg programistów, mający na celu umożliwienie „zaprzyjaźnienia” się z bohaterami, jest bardzo dobrym pomysłem – między graczem a postaciami występującymi w grze tworzy się pewna więź sympatii, dzięki której troszczymy się o losy tych dwóch dziwaków.

Na atrakcyjność produktu zasadniczy wpływ ma linia fabularna, która mimo iż nie daje nam praktycznie żadnego wpływu na przebieg gry, to dzięki zróżnicowanym misjom potrafi zatrzymać nas przy komputerze na długie godziny. Nasza rola nie ogranicza się do bezcelowego krążenia po tym pustynnym świecie – stawiane są przed nami zadania, które nie pozwalają pojawić się nudzie i monotonii. Oprócz standardowych misji, polegających na rozwalaniu pojazdów należących do wrogich ugrupowań, mamy przed sobą takie zadania, jak: kradzieże cennych urządzeń, klanowe wyścigi, eskortowanie swoich i przejmowanie wrogich konwojów i wiele, wiele innych. Na drodze do sukcesu stają nam liczne, uzbrojone po zęby pojazdy konkurencyjnych klanów, wśród których obok szeregowych skuterów znajdą się też potężne machiny wojenne. Pokonanie ich wymaga długiego ostrzeliwania z najcięższej broni, jaką akurat mamy na pokładzie. Bardzo zróżnicowany jest arsenał dostępnych broni i pojazdów. Możemy walczyć zarówno karabinami montowanymi na dachu naszego wozu, jak i wyrzutniami rakiet czy ciężkim karabinem mocowanymi na czole pojazdu. Kolejne zdobywane przez nas wozy charakteryzują się coraz lepszym opancerzeniem i przede wszystkim zdolnością do przenoszenia znacznie większych ilości broni.

Recenzja gry God of War na PC - „blaszaki” z honorami witają boga wojny
Recenzja gry God of War na PC - „blaszaki” z honorami witają boga wojny

Recenzja gry

Nareszcie! Po prawie czterech latach z jedną z najlepszych gier na PS4 mogą zapoznać się pecetowcy. Kto cierpliwie czekał, zostanie hojnie wynagrodzony. Nie liczcie jednak na istotne różnice względem oryginału – i bądźcie gotowi na trochę problemów.

Recenzja gry Halo Infinite - oldskul jest cool
Recenzja gry Halo Infinite - oldskul jest cool

Recenzja gry

Nowa strzelanka Microsoftu „dowozi”. Jest co prawda bardzo oldskulowa, ale mnie to akurat odpowiada. Halo Infinite nie zrewolucjonizuje gatunku, jednak nie tylko przełomowe dzieła potrafią dostarczać rozrywki.

Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego
Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego

Recenzja gry

Najnowsza produkcja studia DICE zrezygnowała z kampanii singlowej – zamiast tego zdecydowano, że gracze otrzymają więcej różnorodności w zawartości dla wielu graczy. Czy to dobry kierunek rozwoju?