Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Total War Saga: Thrones of Britannia Recenzja gry

Recenzja gry 30 kwietnia 2018, 16:00

autor: Mushroom

Jestem prawnikiem! No dobrze, byłem, ale chciałem, żebyście o tym wiedzieli ;-)

Recenzja Total War Saga: Thrones of Britannia – gra o brytyjski tron

Zapowiedź spin-offów Total War Saga wywoływała pewne wątpliwości, ale Thrones of Britannia skutecznie je rozwiewa.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  1. odświeżona formuła krótszej kampanii;
  2. nowe mechaniki ciekawie urozmaicające rozgrywkę;
  3. większe skupienie na postaciach walczących o tron władców;
  4. interesujący okres historyczny;
  5. naprawdę ładne animowane wstawki;
  6. niesamowicie wciągająca;
  7. świetna optymalizacja.
MINUSY:
  1. odczuwalny niedobór kilku elementów (czyżby przewidziano DLC?);
  2. brak bitew historycznych;
  3. niestanowiąca wyzwania SI przeciwników.

Po dwóch wojnach totalnych w świecie Warhammera studio Creative Assembly wraca z nową grą do realiów historycznych. Total War Saga: Thrones of Britannia to odsłona serii, która ma odświeżyć skądinąd genialną formułę jednej z najbardziej uznanych i najstarszych wciąż wydawanych strategii.

Gdy latem 2017 roku zapowiedziano cykl spin-offów o nazwie Total War Saga, miałem wobec pomysłu deweloperów z Creative Assembly mieszane uczucia. Popularność Warhammerów budziła obawy o przyszłość historycznych odsłon serii, a zapowiedź Sagi wcale ich nie uspokoiła. Mniejsze odsłony cyklu, skupiające się na konkretnych wydarzeniach, a nie całych epokach, sprawiały wrażenie próby zaspokojenia apetytu fanów niskim kosztem.

Informacja o Sadze z pewnością uspokoiła część fanów. Na szczęście Thrones of Britannia skutecznie rozwiało moje wątpliwości. Jeśli kolejne części nowej linii Total Warów utrzymają poziom pierwszej Sagi, to mogą okazać się dla całej serii naprawdę miłą odmianą.

Recenzja Total War Saga: Thrones of Britannia – gra o brytyjski tron - ilustracja #1
Bitwy jak zwykle wyglądają dobrze.

Gra o brytyjski tron

Recenzja Total War Saga: Thrones of Britannia – gra o brytyjski tron - ilustracja #2

Historia serii Total War rozpoczęła się w 2000 roku od słynnego już Shoguna, który opowiadał o wojnach samurajów w okresie sengoku. Gra cieszyła się dużą popularnością, gdyż spełniała najskrytsze marzenia wszystkich domorosłych strategów. Kluczem do sukcesu okazało się niezwykle udane połączenie systemu tur z rozgrywką w czasie rzeczywistym. Od tamtego momentu twórcy regularnie dostarczali odsłony cyklu Total War, które stale wracały do wybranych epok historycznych: europejskiego średniowiecza i starożytności (a raz również do czasów nowożytnych) oraz XVI-wiecznej Japonii. Dopiero w 2016 roku Creative Assembly zdecydowało się na „skok w bok” i zaserwowało Total War w mrocznym uniwersum Warhammera, co okazało się strzałem w dziesiątkę.

Ostatnią częścią cyklu Total War, która nie rozgrywała się w świecie Warhammera, było Total War: Attila, będące początkowo swoistym epilogiem wydanego w 2013 roku Total War: Rome II. Podstawowa kampania tej odsłony skupiała się rzecz jasna na tytułowym wodzu Hunów i okresie wędrówki ludów, a tym samym obejmowała ostatnie lata europejskiej starożytności. Kolejne rozszerzenia dołożyły do gry dwie kampanie, z których jedna prezentowała bizantyjską próbę odzyskania zachodnich prowincji Cesarstwa Rzymskiego w VI wieku, a druga opowiadała o powstaniu imperium karolińskiego. W takim kształcie Total War: Attila obejmowało już większość wczesnego średniowiecza. W takim razie Thrones of Britannia jest jego bezpośrednią kontynuacją dotyczącą ostatniego ważnego wydarzenia z tego okresu w Europie Zachodniej – zjednoczenia królestwa Anglii.

Na przełomie VIII i IX wieku sytuacja polityczna na Wyspach Brytyjskich była mocno skomplikowana. Anglosasi, którzy podbili te tereny po wycofaniu się Rzymian w V wieku, podzieleni byli na siedem królestw, które łącznie tworzyły tak zwaną heptarchię. Państewka te niejednokrotnie wchodziły ze sobą w konflikty i na przemian uzyskiwały dominującą pozycję w regionie, żadnemu jednak nie udało się całkowicie podporządkować sobie pozostałych. Rozdrobnienie polityczne panowało również w Walii, Szkocji i Irlandii, a na domiar złego do wysp zbliżało się zupełnie nowe zagrożenie. W 793 roku do wybrzeży Nortumbrii, jednego z anglosaskich królestw, dobiła pierwsza flota Duńczyków, którzy następnie złupili klasztor w Lindisfarne. Wikingowie, dostrzegając okazję łatwych grabieży, zaczęli notorycznie napadać na osłabione i podzielone państwa mieszkańców Wysp Brytyjskich. Po ponad 70 latach najazdów w Anglii Wschodniej wylądowała największa z dotychczasowych ekspedycja Skandynawów, zwana Wielką Armią Pogan. Najeźdźcy najpierw ruszyli na północ, gdzie zdobyli York i przy okazji zabili dwóch nortumbryjskich królów (Elle’a i Obsberta), po czym ruszyli na Anglię Wschodnią, której władcę również zgładzili. Dalej wikingowie podzielili się: część z nich pozostała na zajętych terenach i zaczęła umacniać swoją pozycję w Nortumbrii i Anglii Wschodniej, pozostali zaś dotarli do Irlandii, gdzie zajęli Dublin, czyniąc z niego bazę wypadową dla dalszych wypraw.

Dokładnie w tym momencie zaczyna się akcja Thrones of Britannia, pozwalając graczowi zdecydować, w którym punkcie tego chaosu rozpocznie wyścig o koronę.

ŚCIĄGAWKA Z HISTORII

Recenzja Total War Saga: Thrones of Britannia – gra o brytyjski tron - ilustracja #4

Wielka Armia Pogan, która w 865 roku zaatakowała królestwa anglosaskie, miała być dowodzona przez synów legendarnego Ragnara Lothbroka (Ivara, Halfdana i Ubbę), który został zabity przez władcę Nortumbrii Elle’a. Nie wiadomo, czy wspomniany Ragnar istniał naprawdę i czy jest tym samym Ragnarem, który w 845 roku oblegał Paryż, wiadomo natomiast na pewno, że jego armia mocno namieszała na Wyspach Brytyjskich. Wikingów powstrzymał dopiero władca Wessexu Alfred Wielki, a jego potomkowie: Edward Straszny i Athelstan niemal zniszczyli ich efemeryczne państewka w Anglii. Nie powstrzymało to jednak dalszych najazdów i na przestrzeni IX, X i XI wieku Wyspy Brytyjskie odwiedzili tacy sławni wikingowie jak Swen Widłobrody, Kanut Wielki czy Olaf Tryggvason.

Królestwu Wessexu zawsze jakoś udawało się przetrwać skandynawskie nawałnice i w połowie XI wieku zdawało się już, że jego władcy ostatecznie zjednoczą cały kraj. Finalna rozgrywka miała miejsce w 1066 roku.Wyspy najpierw najechał król Norwegii, Harald Hardrad, który część swojego życia spędził w gwardii wareskiej – elitarnym wikińskim oddziale w służbie cesarzy Bizancjum. Następnie Brytanię napadł książę Normandii Wilhelm Zdobywca, będący potomkiem wikinga Rolla (lub Rolfa), który był pierwszym skandynawskim władcą Normandii. Losy Anglii rozstrzygnęły się w dwóch bitwach – pod Stamford Bridge i pod Hastings.W ich wyniku władza domu Wessex ostatecznie dobiegła końca, a nowe królestwo zjednoczyli potomkowie wikingów.

Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine
Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine

Recenzja gry

Na pierwszy, drugi, a nawet trzeci rzut oka, Siege Survival jest klonem This War of Mine. Grupa cywilów próbuje przetrwać w oblężonym mieście. Dalej zaczynają się różnice, które sprawiają, że nowa polska gra jest zarówno lepsza, jak i gorsza.

Recenzja gry Endzone: A World Apart - radioaktywny city-builder
Recenzja gry Endzone: A World Apart - radioaktywny city-builder

Recenzja gry

Survivalowy city builder w wykonaniu studia Gentlymad to tytuł ze wszech miar godny uwagi, aczkolwiek pod pewnymi warunkami. Jakimi? Dowiecie się z naszej recenzji.

Recenzja gry Twierdza: Władcy wojny - solidnie, ale czy to wystarczy?
Recenzja gry Twierdza: Władcy wojny - solidnie, ale czy to wystarczy?

Recenzja gry

Twierdza: Władcy wojny otwiera nowy rozdział w historii Firefly Studios i przenosi nas w nowe dla serii klimaty. Czy to wystarczy, żeby Stronghold: Warlords zdobyło serca graczy?