Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Invisible, Inc. Recenzja gry

Recenzja gry 17 maja 2015, 18:45

autor: Jakub Mirowski

Miłośnik gier dla jednego gracza – niby przez lepszy klimat, ale tak naprawdę jest słaby w multi.

Recenzja gry Invisible, Inc. – wymagająca i pomysłowa mieszanka strategii i skradanki

Invisible, Inc. to dzieło studia Klei Entertainment, znanego chociażby z Don’t Starve czy Mark of the Ninja. Tym razem Kanadyjczycy próbują swych sił w strategii turowej, skradance oraz roguelike’u. Czy taki gatunkowy miszmasz mógł wyjsć grze na dobre?

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  1. ciekawy miks gatunków;
  2. trudna, bezlitosna i trzymająca w napięciu;
  3. zmusza do solidnego wysiłku umysłowego;
  4. wyjątkowo satysfakcjonująca;
  5. charakterystyczny, elegancki styl graficzny.
MINUSY:
  1. niezbyt rozbudowane tło fabularne;
  2. za mało zróżnicowane misje i oprawa graficzna;
  3. nieprzyjazna dla nowych graczy.

Kanadyjskie studio od czasu sukcesu Don’t Starve najwidoczniej znalazło perfekcyjny patent na swoje gry – mają być niełatwe, charakteryzować się unikalnym stylem graficznym i sprawiać wielką satysfakcję nawet najmniejszymi zwycięstwami.

W Invisible, Inc. Klei Entertainment połączyło elementy skradanki, gry logicznej, strategii turowej i roguelike’a, wszystko to przedstawiając w rzucie izometrycznym i szpiegowskich klimatach. I choć podchodziłem do tego miksu bardzo sceptycznie, to studio po raz kolejny nie zawiodło. To jedna z najsolidniejszych produkcji niezależnych ostatnich miesięcy, nawet jeśli niektóre elementy sprawiają wrażenie skleconych na kolanie. Weźmy na przykład historię: wystarcza na kilkugodzinną kampanię (którą jednak można powtarzać niemalże w nieskończoność), z ledwie zarysowanymi postaciami czy tłem. Oto w 2074 roku całym światem rządzą wszechpotężne korporacje. Mierzy się z nimi tytułowa agencja szpiegowska, która przez długie lata grała na nosie koncernom, wykradając im cenne informacje czy wynalazki. Nic więc dziwnego, że ostatecznie sama stała się celem ataku, z którego z życiem uszli tylko nieliczni agenci: zarządzająca całą siatką Gladstone oraz Incognita, sztuczna inteligencja o imponujących możliwościach. Problem w tym, że ta ostatnia bez dostępu do zasilania przetrwa jedynie 72 godziny – w tym czasie gracz musi wypełniać misje w różnych punktach globu, zdobywając doświadczenie, kredyty i wyposażenie, by należycie przygotować się do ostatecznego starcia. Ta niezbyt skomplikowana intryga (nawet pomimo naprawdę nieźle napisanych i zagranych dialogów) stanowi jedynie tło dla wyzwania, jakie oferuje sama rozgrywka.

W późniejszych etapach oprócz zwyczajnych strażników polują na nas także drony i roboty. - 2015-05-17
W późniejszych etapach oprócz zwyczajnych strażników polują na nas także drony i roboty.

Recenzja gry Invisible, Inc. – wymagająca, pomysłowa i trudna mieszkanka strategii i skradanki - ilustracja #3

Klei Entertainment, założone w 2005 roku w kanadyjskim Vancouver, to jeden z najciekawszych istniejących zespołów niezależnych. Jego produkcje zazwyczaj cechują się wysokim poziomem trudności oraz charakterystycznym stylem graficznym, stanowiąc przy tym interesujące połączenia gatunków. O studiu po raz pierwszy zrobiło się głośno za sprawą Shanka, wydanego w 2010 roku beat’em-upa, jednak prawdziwe sukcesy ekipy przypadły na lata 2012 i 2013, kiedy to ukazały się Shank 2, Mark of the Ninja oraz Don’t Starve.

Trzeba przyznać twórcom, że zachowują się fair od samego początku: gdy włączamy samouczek, lojalnie ostrzegają, że zginiemy tu dostatecznie wiele razy, by wprawić w zakłopotanie Kenny’ego z South Parku. Wytrawnym strategom, którzy będą analizować dokładnie każdy swój ruch, zapewne uda się tego uniknąć, jednak całą resztę czeka bolesna lekcja pokory. Invisible, Inc. rzuca nas do siedziby korporacji, z której musimy wykraść informacje, kredyty lub wszczepy biomechaniczne czy uratować zakładników. Każda z plansz, nawet w pierwszych etapach, jest zapełniona obiektami możliwymi do zhakowania przez Incognitę, co jednak kosztuje punkty mocy, których nigdy nie ma zbyt wiele. A bez hakowania daleko się nie zajdzie, bowiem w odwiedzanych lokacjach nie brak zagrożeń. Są wszechobecne kamery, patrolujący korytarze strażnicy oraz programy, które po udanym usunięciu zabezpieczeń wszczynają alarm lub unieszkodliwiają na jakiś czas sztuczną inteligencję, jest też stale podnoszący się poziom alarmu. Gracz musi więc poruszać się możliwie jak najszybciej, cały czas kontrolując liczbę punktów akcji (które tracimy niemal za każde działanie) oraz licząc się z zagrożeniem ze strony przeciwników – z ciężko uzbrojonymi ochroniarzami wygrać w bezpośrednim starciu nie sposób. Rzadko kiedy ma się tu poczucie równych szans, o przewadze zaś nie ma co marzyć.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

Danteveli_ Ekspert 18 kwietnia 2016

(PC) Przyszłość nie zapowiada się zbyt różowo. Jeśli nie czeka nas jakaś apokalipsa to trzeba liczyć się z wojną, atakiem kosmitów lub buntem robotów. Swoją cegiełkę do tego zbioru dodaje także studio Klei. Cyberafera szpiegowska wydaje się czymś mniej strasznym od ataku zombie. Jednak jest czymś zdecydowanie bardziej realnym. Najgorsze jest jednak to, że już wyobrażam sobie życie w świecie Invisible, INC. Tylko czy opłaca się już teraz odwiedzać Ziemię roku 2074?

7.0
Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG
Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG

Recenzja gry

Dobrze znane graczom King’s Bounty stało się zupełnie inną, bardziej erpegową produkcją. Czy to wyszło jej na dobre? Nie jestem pewien.

Recenzja gry Humankind - ambitny rywal Cywilizacji
Recenzja gry Humankind - ambitny rywal Cywilizacji

Recenzja gry

Czy potrzebujemy jeszcze jednej gry, takiej jak Civilization? Twórcy Humankind odpowiedzieli twierdząco i na dodatek faktycznie mieli pomysły na to, co zrobić inaczej. Wyszło lepiej?

Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine
Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine

Recenzja gry

Na pierwszy, drugi, a nawet trzeci rzut oka, Siege Survival jest klonem This War of Mine. Grupa cywilów próbuje przetrwać w oblężonym mieście. Dalej zaczynają się różnice, które sprawiają, że nowa polska gra jest zarówno lepsza, jak i gorsza.