Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość pozostałe 25 sierpnia 2007, 20:00

autor: Louvette

Ludo ergo sum - Co w fanboja duszy gra

Fanboj jaki jest, każdy widzi. Słowo to towarzyszy nam od ćwierć wieku, choć samo zjawisko jest znacznie starsze. Fanboje to stały element popkultury, w tym również – a może nawet przede wszystkim – popkultury gier i grania. W odmianie poczciwej często wywołują ironiczne, pobłażliwe uśmieszki, w odmianie agresywnej potrafią nieźle napsuć krwi. Skąd w ogóle biorą się na świecie?

Fanboj jaki jest, każdy widzi. Słowo to towarzyszy nam od ćwierć wieku, choć samo zjawisko jest znacznie starsze. Fanboje to stały element popkultury, w tym również – a może nawet przede wszystkim – popkultury grania. W odmianie poczciwej często wywołują ironiczne, pobłażliwe uśmieszki, w odmianie agresywnej potrafią nieźle napsuć krwi. Skąd w ogóle biorą się na świecie?

Choć każdy intuicyjnie wie, kiedy ma do czynienia z fanbojem, zacznijmy dla porządku od krótkiego objaśnienia terminu. Fanboj to osoba całkowicie, bezkrytycznie zapatrzona w obiekt swojego fanowskiego uwielbienia – aż do granic obsesji. Obiektem tym w przypadku gier jest najczęściej firma, platforma lub konkretny tytuł. Fanboj jest bezgranicznie lojalny i głuchy na wszelkie argumenty czy fakty niezgodne z jego poglądami. Na krytykę reaguje emocjonalnie, biorąc ją za zamach na własną osobę i w rezultacie atakując rozmówcę.

Tyle teorii. Przyjrzyjmy się nieco bliżej zjawisku fanbojstwa (fanboizmu?) i spróbujmy znaleźć jego przyczyny. Na potrzeby tego tekstu wykoncypowałam sobie dwie główne – psychologiczną i społeczną – ale nie każdy oczywiście musi się z nimi zgodzić. Tak czy siak, oto one:

W latach 60. kanadyjscy psychologowie (nazywali się Knox i Inkster, gdyby ktoś był na tyle dociekliwy, by sprawdzać w źródłach) przeprowadzili pewien ciekawy eksperyment na grupie osób, które obstawiały zakłady wyścigów konnych. Wszystkie osoby albo wykupiły już zakład, albo właśnie zamierzały to zrobić. Naukowcy poprosili ich, by ocenili szansę na wygraną konia, którego wybrali. Co się okazało? Ci, którzy już obstawili, byli znacznie pewniejsi wygranej niż ci, którzy dopiero mieli wydać na zakład pieniądze. Wniosek? W naturze ludzkiej leży odczuwanie większej pewności wobec dokonywanych wyborów dopiero PO ich dokonaniu. Innymi słowy zakodowane mamy, by zachowywać się konsekwentnie i usprawiedliwiać przed sobą samym oraz przed innymi swoją decyzję – nawet jeśli czujemy, że była niefortunna.

Wróćmy do gier. Większości osób nie stać na to, by kupić wszystko, czego pragną – bardzo często muszą zdecydować się na jedną platformę. Inwestują zatem w nią – i to nie tylko pieniądze, ale i zaufanie. Niektórzy, aby poczuć, że inwestycja się zwróciła, stale muszą udowadniać wartość zakupionego sprzętu. A kiedy okaże się on najbardziej wartościowy? Kiedy celowo i metodycznie dyskredytuje się konkurencję.

Przykład? Proszę bardzo. Jasiowi udało się uzbierać 2000 złotych i zastanawia się, czy kupić najnowszą konsolę, czy dopakować komputer. W końcu decyduje się na to drugie. Po jakimś czasie idzie do swojego kolegi Stasia i widzi, że ten gra na konsoli w grę, w którą Jaś od dawna chciał zagrać i która pierwotnie zapowiadana była również na PC, ale ostatecznie ukazała się tylko na konsole. Co robi Jaś (zakładając, że ma predyspozycje, by być fanbojem)? Myśli: „Phi, spłycili rozgrywkę, by nadawała się dla konsolowców”, po czym idzie do domu i pisze to samo na internetowym forum. Gdyby Jaś kupił konsolę, to w analogicznej sytuacji (gra zapowiadana była na PC i konsole, a ukazała się tylko na komputery), stanąłby po drugiej stronie barykady i wytykał grze na przykład, że ma ogromne wymagania sprzętowe czy mało płynną animację.

I tak oto Jaś nieświadomie wpada w pułapkę usprawiedliwiania podjętych decyzji i obstawania przy swoim za wszelką cenę.

Ludo ergo sum - Co w fanboja duszy gra - ilustracja #1
Comic Book Guy z serialu The Simpsons, najbardziej znany fikcyjny fanboy, został sportretowany z ciepłą ironią. Jego prawdziwi odpowiednicy budzą niestety głównie irytację.

Jaka jest druga z głównych przyczyn fanbojstwa? Warto zauważyć, że większość zachowań typowych dla fanbojów to te same zachowania, które towarzyszą okresowi dorastania. Cóż, większość fanbojów to nastolatki albo dorośli o mentalności nastolatków. Dla ludzi w tym wieku zazwyczaj szalenie ważne jest poczucie akceptacji i przynależności do grupy. Społeczność fanbojów danej firmy czy platformy to zapewnia. Dorastanie to ponadto czas budowania własnej tożsamości. A jak najłatwiej buduje się własną tożsamość? Poprzez opozycję do innych – w tym przypadku zwolenników konkurencyjnego produktu. Jesteśmy „my”. Są „oni”. Prowadzimy wojnę. I jest fajnie.

Skoro jesteśmy już przy temacie fanbojów, wypada wspomnieć o jeszcze jednej, dość nieprzyjemnej kwestii z nimi związanej. Fanboje to dla producentów żyła złota. Można wśród nich znaleźć Święty Graal marketingu – całkowitą lojalność danej marce. Firmy skwapliwie wykorzystują ich zapał, manipulując opiniami i podsycając konflikty, by testować reakcje konsumentów przed wprowadzeniem produktów na rynek. Jak często na forach dyskusyjnych przeczytać można teksty niemal żywcem skopiowane ze sloganów reklamowych? W świecie, w którym powstają fanowskie strony poświęcone platformie czy grze, których nikt jeszcze nie widział, fanboje zapewniają najtańszą i najłatwiejszą formę marketingu.

Na zakończenie małe spostrzeżenie. Nie dajmy się zwariować. W środowisku graczy „fanboj” to jedna z największych obelg i niemal każdorazowo deklaracja wojny. Nie nadużywajmy tego słowa – pamiętajmy o jego pierwotnym znaczeniu. Jeśli ktoś coś lubi, nie czyni to z niego od razu fanboja. Powiedzmy, że Staś lubi Microsoft, Sony i Nintendo (niekoniecznie całościowo, tylko za konkretną rzecz). Czy to sprawia, że jest potrójnym fanbojem? Powtarzam, nie dajmy się zwariować. Amen ;-)

Dziesięć ostatnich części cyklu: