Pytacie, jaką grę wybieram? Sprawa jest prosta- "Wiedźmin 3: Dziki Gon"! Z zapartym tchem śledziłem losy Geralta w sadze pana Sapkowskiego (dopiero, gdy przeżyłem wiedźmińskie przygody na papierze, zabrałem się za gry). Już "jedynka" mnie urzekła. Klimatyczne lokacje, zapadające w pamięć postaci (któż śmiałby zapomnieć "patriotę Talara, któremu dobro ojczyzny leży na sercu"?), wartka fabuła, blablabla... po co wymieniać, skoro dosłownie wszystko było świetne? To samo tyczy się "Zabójców Królów". Również tu wszystkie aspekty gry łapały na serce. Pogrom we Flotsam, bitwa o Vergen, masakra w Loc Muinne... ach, zapomniałem o bitwie o zamek rodu La Valette i zabójstwie króla Foltesta! Czuję, że i "trójka" nie opuści poprzeczki, a wręcz przeciwnie- będzie istną perełką na rynku gier. To wszystko sprawia, iż z niecierpliwością oczekuję błogiego dziewiętnastego, gdy do naszego świata wpadnie Dziki Gon, porywając dusze szczęśliwych graczy na dłuugie miesiące...
Tak swoją drogą... to przez pana Geralta z Rivii zacząłem intensywnie ćwiczyć, bym też mógł wyruszyć kiedyś na szlak.
Do niedawna nawet nie słyszałem o serii "Dragon Age", jednak zmieniło się to. Gdy po raz pierwszy usiadłem do pierwszej części, nikt nie mógł mnie od niej oderwać. Fabuła tej produkcji wciągnęła mnie w całości- nie grałem jeszcze nigdy w tak epicką grę. Klimat tamtego uniwersum wprost powalił mnie na kolana. Autentyczny świat, NPC-ty żyjące własnym, niezależnym od gracza życiem- to wszystko nie pozwoliło mi przejść obojętnie obok tego dzieła. Wszystkie przygody i emocje, jakie były tam pokazane, przeżywałem osobiście. Zapomniałem, że to "tylko" gra. Dopełnieniem wszystkiego byli nasi towarzysze- zabawny Alistair, kapryśna Morrigan, tajemnicza Leliana, pełna mądrości życiowych Wynne...
Codziennie rano zniecierpliwiony skreślam kolejny dzień, który oddziela mnie od Thedasu i czekam na trzecią odsłonę: "Dragon Age: Inkwizycja".