Bardzo długo czekałam na Vampyra, miałam okazję podpatrzeć rozgrywkę przyjaciela i zdecydowanie chcę w nią zagrać. Dontnod serwuje nam póki co fabularne majstersztyki, z ciekawymi postaciami i jeszcze ciekawszą mechaniką samej gry.
Nie mogę się doczekać! :)
Jako długoletni gracz SWtOR która ma wyczyszczone wszystko co ta gra ma do zaoferowania jeżeli o operacje chodzi...z radością stwierdzam, że takich graczy jak ty jest coraz mniej i nikt za wami nie płacze. Niech wreszcie dotrze do ludzi że MMO nie oznacza tylko nowych contentów dla grupy - SWtOR przeżywa dopiero teraz druga młodość i ma się świetnie - pełna ludzi, którzy kochają opowieści Bioware, kochają SW i cieszą się tym co można w grze jeszcze zdobyć i zobaczyć - samemu lub ze znajomymi.
Co to ma być? Ano to, że nie każdy lubi gry typu MOBA, ja ich nie znoszę, zabiły gatunek MMO swoim banałem i prostotą. LoL jest dla mnie namiastką gry dla leniwych, którzy nie lubią czekać na efekty tylko od razu wejść do gry. Nie powiem, że to "gówno" bo musi coś w sobie mieć skoro jest przodownikiem gatunku (choć ma to zapewne więcej wspólnego z tym, że to "pierwsza" wysokobudżetowa produkcja - na tej samej zasadzie funkcjonuje np. WoW), ale gówniany jest dla mnie cały zamysł takiej rozgrywki.
Wystarczy za argument? :)
Obudził go potworny ból głowy. Zajęło mu chwilę nim wróciły do niego wspomnienia sprzed...ile w sumie czasu minęło? Kiedy otworzył oczy ukazała mu się zatroskana twarz Bassa.
"Garrett, nic ci ne jest? Jak się czujesz?"
Spojrzenie jakim obdarował pasera powinno starczyć za tysiąc słów.
"Eee...dobra, widzę że nie tak źle."
Basso odszedł od łóżka w którym leżał złodziej i udał się do pokoju obok by przynieść coś do picia.
"Krucho ostatnio, mogę poczęstować cię tylko wodą...Garrett? Garrett, gdzie jesteś?"
Paser westchnął na widok otwartego na ościerz okna. Widać bardzo mu się śpieszyło.
Tymczasem Garrett biegł opustoszałymi ulicami Miasta. Nie mogło minąć wiele czasu, być może znajdzie jakieś ślady w miejscu gdzie czekał na Bassa. Nie mógł uwierzyć, że tak dał sie podejść. Mistrz złodziei okradnięty w najbezpieczniejszej dzielnicy Miasta. O tym na pewno nie będzie opowiadał przy szklaneczce.
Na miejscu powitała go migocząca latarnia, ta sama przy której stał czekając na swojego pasera. Nie trzeba było posiadać sokolego wzroku aby dostrzec drobne plamki krwi na bruku. Garrett odruchowo dotknął głowy w miejscu gdzie dostał pałką. Nie było rany, to nie była jego krew. Nie pozostało nic innego jak podążać śladem.
Trop zaprowadził prosto do rezydencji Lorda Verminusa...a raczej Maggie, tej zdradzieckiej żmiji. Wiedział, że nie powinien jej ufać w chwili w której na nią spojrzał. Coś jednak nie dawało mu spokoju, instukt podpowiadał mu, że coś nie jest do końca w porządku. Gdzie są straże rezydencji?
W środku panowała kompletna cisza. Czemu w domu panuje mrok? Po takim wieczorze na pewno nikt tu nie śpi. Garrett ostrożnie ruszył znajomymi już korytarzami, prosto do pokoju Maggie.
"Mistrzu złodzieju! Och, Garrett, proszę cię pomóż mi. Zaklinam cię na Mistrza Budowniczego, musisz mnie uratować!"
Spodziewał się, że zastanie ją ze sztyletem w ręku, z obstawą a nie roztrzęsioną, ranną i skuloną w kącie ciemnego pokoju.
"Co się stało? Gdzie Formuła?"
"Przepraszam, to wszystko moja wina. To ja zabrałam ci Formułę, tak bardzo tego żaluję, ten przeklęty świstek papieru jest przeklęty! Ktoś mnie śledził, ktoś..."
Urwała w połowie zdania i otworzyła szeroko oczy. Przez chwilę jeszcze spojrzała w stronę okna i upadła na ziemię. Garrett kucnął przy ścianie i przelotnie spojrzał na Maggie. Była martwa, a w odsłonięte ramię wbita była strzałka - lśniła, pokryta trucizną. Wybiegł z pokoju i ruszył do wyjścia. Nie miał już czego tutaj szukać.
Na zewnątrz nie było śladu po zabójcy Maggie, nie było żywego ducha na terenie wokół posiadłości. Garrett nie wiedział co ma dalej robić, cała ta sprawa nie podobała mu się od samego początku, Basso będzie musiał pogodzić się, że nie dostarczy klientowi Formuły...a Garrett będzie musiał dorobić się z innego źródła.
Wschodzące słońce wyłoniło sie znad murów posiadłości i dopiero teraz złodziej zauważył coś co umknęło mu wcześniej. Na drzewie rosnącym przy domu, tuż przy oknach pokoju Maggie, ktoś wyżłobił symbol. Garrett poczuł dreszcz i szybko odwrócił się w stronę bramy. Miał dosyć tego miejsca, nie chciał już o tym myśleć, pragnął jedynie oddalić się od odkrytego właśnie, wydrążonego w korze oka - symbolu Szachraja.