A ja sądzę, że stawka nie rozchodziła się o pojedyncze przedsiębiorstwa czy stanowiska, a raczej o gospodarcze podporządkowanie sobie świeżutkich wyzwolonych krajów byłego bloku sowieckiego.
Przypuszczam nawet, że dzieje się tak za każdym razem gdy amerykanie w imię pokoju i demokracji siłą lub podstępem przejmują gospodarczo kolejny skrawek ziemi.
Teraz nie opłaca się prowadzić wojen na wielką skalę, pół świata za jednym zamachem. Opłaca się za to niewielkimi konfliktami dawać nauczkę krajom, które nie zgadzają się na dominację obcego kapitału. Jeśli władza w danym kraju nie wprowadza regulacji, praw i rozporządzeń ułatwiających amerykańskim (mówiąc w uproszczeniu) koncernom stopniowe przejmowanie rynku, wtedy znajduje się powód do interwencji zbrojnej. Tak było moim zdaniem w przypadku Iraku, Afganistanu, Egiptu, Syrii - dwa ostatnie kraje uważam za przykłady wpływania na nastroje społeczne w kraju i podburzanie lokalnej ludności do rozpoczęcia rewolucji, efekt ten sam - "dyktator" obalony, nowy system wprowadzony - a rączki czyste.
Jak na moje oko, to w Polsce jak tylko zwęszyli okazję na skolonizowanie gospodarcze, to przedstawili sprytną ofertę naszym przyszłym liderom. Przygotowując im "gotowca" jedną ręką wzmocnili ich pozycję na scenie politycznej, a drugą ręką przemycili wdrożenie zasad, które dadzą im przewagę w początkowych latach transformacji. Opozycjoniści nie chcieli marnować w tamtych trudnych czasach żadnych nadarzających się okazji, by w dobrej wierze przebudować kraj więc nie kwestionowali dalekosiężnych efektów (poza tym, jak wynika z relacji prof. Kieżuna nikt tam się nie znał na ekonomii).
Panowie amerykanie wrócili do siebie z poczuciem dobrze wykonanej roboty i wystarczyło teraz już tylko czekać aż machina ruszy. Powiedziałbym nawet, że termin "wrogie przejęcie", używany w wywiadzie przez prof. Kieżuna, można zastosować do całości naszego kraju jako całkiem dobrze zapowiadającego się "producenta czegoś" lub "jakieś tam zasoby mającego".
Nie mówię, że cały kraj jest wyprzedany amerykanom, bo część z tego tortu trafiła też do polskich rąk. Jednak procent naszego uzależnienia od obcego kapitału i znacząco niższa jakość życia oraz poziom wynagrodzeń dają do myślenia.
Do lepszego zrozumienia mojego punktu widzenia polecam.....https://www.youtube.com/watch?v=lUeJdO5DUUU
Witam!
To ja się zamelduję!
Jakby ktoś zechciał polatać wspólnie to proszę mnie szukać pod nick'iem Virk Vengaret :)
pozdrawiam i do zobaczenia w przestrzeni :))))))
Widzący, dlaczego zakładasz, że wyeliminowanie z naszego życia złych wzorców automatycznie wyklucza wyuczone dobre zachowania?
ponieważ nie jestem w stanie określić co jest "dobrem" a co "złem" zakładam, że złe wzorce to takie, które prowadzą do cierpienia innych bądź też nas samych... a dobre to takie, które przyczyniają się pośrednio lub bezpośrednio do osiągnięcia szczęścia i równowagi :)
rodzące się dziecko, posiada jedynie podstawowe potrzeby jedzenia i dachu nad głową.. sam fakt, że dziecko "przeniesione" po narodzinach z jednej kultury do całkowicie odmiennej asymiluje się z nowym otoczeniem tak, jakby było ono jego rodzimym świadczy o społecznych uwarunkowaniach kształtujących naszą osobowość i zachowania. Oczywiście, pewne cechy przejmujemy genetycznie, jednakże coraz większa wiedza na ich temat pozwala zakładać, że mają one drugorzędne znaczenie w przypadku zachowania (bardziej decydują o parametrach fizycznych osobnika)
wychowując się w otoczeniu agresywnym (lub też mocno uogólniając - choć nie do końca właściwie - negatywnym otoczeniu) nabywamy otaczających nas nawyków nie mając możliwości nabycia nawyków pozytywnych czy też postaw altruistycznych
..i odwrotnie, nie spotykając się w życiu z zachowaniami powodującymi cierpienie, mniejsze jest prawdopodobieństwo wyuczenia w sobie takowych...
stad też moja opinia, iż człowiek rodzi się szczęśliwy i uczciwy
Gdyby Timur Wielki nie wychowywał się w przekonaniu, że o chleb trzeba walczyć a władza to dobro najwyższe, to przypuszczam, że nie hołdowałby terrorowi.
Moim zdaniem, człowiek nie rodzi się chciwy i zły, a to uwarunkowania społeczne kształtują całe jego życie i późniejsze zachowania.
Meghan - bo widzisz, ja uważam, że człowiek jednak nie jest stworzony żeby pracować (i mam tutaj na myśli pracę jako codzienne wykonywanie niemalże identycznych czynności)... jestem zwolennikiem punktu widzenia, że celem rozwoju naszej cywilizacji jest ciągłe ułatwianie sobie życia poprzez eliminowanie uciążliwych prac (dlatego też wymyśliliśmy ołówek i koło i młyn, itp)... a zakładając, że obecna sytuacja w której większość obowiązków powinny już dawno przejąć urządzenia (bo na to pozwala nam już dzisiejsza technologia) umożliwia nam skupienie się na wewnętrznym rozwoju ludzkości (edukacja, rozwój emocjonalny)... dodam jeszcze, że gdyby wyeliminować z naszego życia pracę której i tak w sumie nie musimy wykonywać (oczywiście poza koniecznością zarobienia na chleb), to każdy z nas mógłby poświęcić swoje życie na rozwój własny oraz wkład w rozwój całego Świata (ileż to wynalazków czy też rzeźb lub obrazów mogliby tworzyć ludzie gdyby mieli cały dzień wolny i nie musieli się martwić o jedzenie i ciepłą wodę w kranach)
@Widzący
ja poniekąd też jestem na samozatrudnieniu a jednak czuję się więźniem tego schematu
IMO problem leży w założeniach a nie w wyborze odpowiedniej formy zatrudnienia ;)
@Widzący
Racja... "Naprawdę" piszemy razem, my bad...
co do drugiej części Twojej wypowiedzi - to chyba się nie zrozumieliśmy całkowicie :))
Edit: Nie zrozumcie mnie źle :) ja wiem, że ten schemat jest obecny od dawna i każdy, w takim czy innym stopniu, jest od niego uzależniony. Nie chcę nikogo urazić. Sam nie jestem też aż takim kozakiem żeby go całkowicie ignorować. Uważam jednak, iż zauważenie problemu i nazwanie rzeczy po imieniu znacznie ułatwia znalezienie rozwiązania :)
Jestem stanowczo przeciwny dzieleniu życia na dni tygodnia... a już całkiem nie akceptuję podziału 5/2.... sztucznie wytworzony mechanizm 5 dni pracy i 2 dni nagrody dla niewolnika.. najgorsze, że system entuzjastycznie podjęły miliony ludzi i jeszcze się cieszą, że "aż" dwa dni mają na swoje własne życie
na prawdę nikomu to nie przeszkadza ? :))
Widzący <-- na podłogę cały czas mam oko, bo od dłuższego czasu się na mnie czai.. a dokładnie, od momentu kiedy pękło coś w krześle i siedzenie stało się niebezpiecznym zajęciem ;)
Nie ma opcji... czekam, aż najpierw krzesło przeprosi mnie... do tego czasu palcem nie kiwnę !
:)
u mnie już chyba wiosna napierdoliła, bo od 2 h nawala mi słoneczko w gałkę i komputronić nie daje :))
tak czy inaczej, nie oszukujmy się, wiosna fajna jest ;)
kanon, a Lutosławowi daj jeszcze jeden dzień... niech odejdzie z podniesionym czołem :)
No dobrze, to ja się przywitam :)))
...bo widzę, że mnie tu coś ciekawego ominąć może, a na taką ignorancję, to ja sobie pozwolić nie mogę :D