Mam złe przeczucia co do tej gry. Wątpliwości były przed kupnem i teraz grając mam je dalej. Na razie początek więc daje sobie szansę. Grając w God of War aż wypieków dostawałem a tutaj mamy jazdę klockiem po klockolandzie. Czuje, że intuicja miała rację i po prostu ta gra nie jest dla mnie albo się starzeję. Ale ALE fabuła, fabuła tu jest niby kluczowa - pożyjemy zobaczymy.
Gra jest spoko i w ogóle. Ale mam pytanie czy ta gra jest tak długa czy taka monotonna. Chodzi mi o to, że jestem w tej drugiej wycieczce. Mamy ogólnie ok. 30% gry i mam wrażenie, że w ogóle nie musiałbym zmieniać auta gdyby nie moja ciekawość. Mam tą Z4 zrobioną na A900 i reszta się dopasowuje do mnie. Kupiłem Aventadora i oczywiście wszystko się wyrównało do poziomu auta. Po co w takim razie jest ulepszanie i chociażby te lvle. Równie dobrze można jeździć fiestą przez całą grę i nawet jej nie ulepszać. Gdzie tu poziom trudności, konieczność ulepszania auta bo komputer jeździ już np autami o 2 klasy lepszymi. W Horizon 1 przynajmniej trzeba było bossa ubić i zabrać mu furę. A tu jeździsz z kropki do kropki i słuchasz świetnego soundtracku. Noooo chyba, że się mylę i zaraz wszystko mi się zmieni.