też już mogę dodać podstawkę tylko, a o 18 próbowałem bezskutecznie Director's Cut. Lipa, chyba jednak ktoś gafę strzelił a nie serwery poszły i kto przyfarcił o 17 ten ma. Za free to się nie ma co strzępić, ale trochę szkoda tej DC...
W piątek kupiłem, dopiero w niedzielę udało mi się grę uruchomić przez je**** aniticheata. Dalej muszę uruchamiać grę jako administrator i tylko przez Origin działa, przez EA app wciąż nie.
Co do samej rozgrywki to podpisuję się pod narzekaniem na podania prostopadłe. Nie ma opcji częściowej asysty jak na poprzednich FIFAch i generalnie mało ktore podanie przechodzi obrońców. A jeśli już to mega ślamazarnie się toczy. Kevin De Bruyne nienawidzi tego.
- bardzo słuszna ocena murawy, też bardzo zwracamy na to uwagę z bratem i teraz NARESZCZE da się to oglądać / wygląda realistycznie i ładnie. Także ironizowaniem się nie przejmuj, ważny atut tej FIFY
- mieliśmy to samo wrażenie "arcade'owej" rozgrywki, wszystko szybko jeb-jeb i zupełnie nierealistycznie. Pomogła zmiana ustawień tempa w trybie gry z "domyślnego" na "wolne tempo" (jest jeszcze "szybkie", nie chcę wiedzieć co to...). Na żaden z poprzednich edycji tego nie ruszaliśmy, tym razem trzeba było i jest mniej więcej rozgrywka jak zwykle. Musieli domyślnie podkręcić na wariata, pewnie jeszcze będzie się to patchami zmieniało.
Jeśli odczytasz to daj znać czy Twoje wrażenia się poprawiły po tej zmianie.
Deadpool 2 - maj 2018
Deadpool 3 - wrzesień 2024
Będzie 6 lat z hakiem. Matma.
Poza tym "ładunek masowego wrażenia" idealnie oddaje i moje odczucia po tej rewelacji ;)
Nie ma szans, żeby Netflix odszedł od wypuszczania seriali w całości. To ich biznesowy core. Co najwyżej takie eksperymenty jak z ST Vol 1 i 2.
Karol, podaj jakieś źródła, inaczej to tylko spekulacje.
Better Call Saul jest serialem AMC, Netflix wykupił tylko prawa dystrybucji na świat (poza USA) i łatkę "Originals", która jest myląca. Mieli ZERO wpływu na decyzje kreatywne i sposób dystrybucji. Podobnie wspomniane Riverdale i inne seriale na licencji.
Po co? Lepiej raz na 7 lat i tak dopracowane jak GTA V i RDR2. Skoro zarabiają to nic nie muszą.
Na innych filmkach ma inną sylwetkę. Rockstar na pewno da możliwość kreowania sylwetki przez gameplay. Fryzury i zarost też pewnie z RDR2 przeniosą, skoro ograniczenia w noszonej broni będą.
skąd wziąłeś tego trzeciego? Jest dwójka bohaterów - Jason i Lucia. Sprawdzają się przecieki Schreiera z lipca:
"W produkcji znajdzie się kobieca protagonistka. Będzie ona Latynoską. Oprócz niej przyjdzie nam zagrać również mężczyzną. Fabuła przedstawiona w tytule ma być inspirowana historią pary amerykańskich przestępców – Bonnie i Clyde’a."
Akcja osadzona w Vice City. Tak już raczej zostanie do finalnej wersji.
Lucia to zdecydowanie najciekawszy aspekt tego wycieku! Reszta póki co wygląda na GTA 5.5 z mechanikami RDR2 (pozdrawianie, ograniczenia broni, napady)
Przecież aktor grający Corlysa (Steve Toussaint) jest tak samo atakowany na tle rasistowskim. Bo jak to Valerion z białymi włosami, który jest czarny w świecie inspirowanym średniowieczem.
I takim atakom sprzeciwia się powyższe oświadczenie. "Profanacja Tolkiena" dobre sobie ;) Tego Tolkiena, który na najbardziej podstawowym poziomie interpretacji pisał w swoich dziełach o zjednoczeniu się ras w walce ze złem? Przyjaźni, lojalności i byciu dobrym?
+1
A teraz poczytaj jak wyglądają tu niektóre komentarze...
Na 100%? Tolkien nie definiował tego w jedną czy drugą stronę. Równie dobrze wędrujące plemię niegdyś tylko białych Harfootów mogło połączyć się z czarnym plemionem przybyłym z innego rejonu i tak powstało to serialowe.
Nie trzeba ani tego wyjaśniać, ani w to wnikać, ktoś tu pisze o klimacie a wg kreacji Tolkiena ziemia jest płaska w Drugiej Erze więc... to wszystko abstrakcja. Albo innymi słowy, magia, fantasy ;)
To samo złe Hollywood i cyberpunkowe korporacje robią Ród Smoka, w którym w armii Corlysa widzieliśmy ostatnio kilku Azjatów. A w listopadowym Wakanda Forever pojawi się Namor, który będzie wzorowany na kulturze Azteków i zagra go aktor meksykańskiego pochodzenia.
Widziałeś?
W oświadczeniu napisane jest, że sprzeciwiają się rasizmowi, groźbom, atakom personalnym i wykorzystywaniu.
Nie piszą nic o krytyce np braku zgodności z oryginałem, gry aktorskiej albo dialogów.
Więc kto tu utożsamia "każda krytykę" z rasizmem?
im mniejsza wiedza w danym temacie tym silniejsze przekonanie i pewność własnej racji. Klasyczny błąd poznawczy. To nic, że sam Tolkien pisał np, że Harfootowie mają skórę bardziej brązową i pewnie stawiał też kropki na końcu zdań. Ja wiem lepiej.
Ja!
Nie wy!
definicja segregacji rasowej. A potem się dziwić...
i od kiedy high fantasy w XXI wieku jest "kulturą białą"?
A co gdyby tak było?
Ani Ty ani ja nigdy nie będziemy wiedzieć co de facto powiedziałby Tolkien i czy casting by zaaprobował czy nie. Zaproponowałem ot gimnastykę umysłową, żeby wyobrazić sobie, że Tolkien chwali aktorów, ale nawet tego nie jesteś w stanie sobie wyobrazić...
Ludzie są tak głęboko przekonani o swojej racji, że tu już nawarstwiają się wszelkie uprzedzenia od efektu Dunninga-Krugera aż po efekt potwierdzenia.
pogwałcenie lore stworzonego przed Tolkiena
Przecież sam Tolkien pisał, że Harfootowie mają skórę "bardziej brązową". Pierwszy z brzegu przykład. Ludzie zachowują się często jakby wiedzieli lepiej od samego autora.
A jeśli chodzi o logikę tego świata serialowego: nie wiemy czy to przedstawione plemię Harfootów od zawsze trzymało się razem. Może kiedyś byli tam tylko biali Harfootowie, a z innego rejonu świata* przywędrowało plemię czarnych i się połączyli.
*każda taka dyskusja musi mieć gwiazdkę. Trwa Druga Era, świat jest płaski wg kreacji Tolkiena, więc szkoda się pompować. To świat high fantasy. Magia? okej! Smoki? Jak najbardziej! Czarny elf, krasnolud albo niziołek? nie!
A najważniejsza kwestia jest taka, że Rings of Power to adaptacja, która nie jest (i nie musi) być wierna oryginałowi. Ba, tutaj nawet nie może skoro wszystkich praw do książek nie mają. Praw nie mają też do filmowej trylogii (bo tu Amazon a tam New Line Cinema / Warner Bros, dlatego Peter Jackson został odcięty nawet jako konsultant).
Być może więc w tym świecie za kilka tysięcy lat Froda zagra taki Daryl McCormack ;)
tylko ciśnie po serialu, że elfy i krasnoludy zrobili czarnoskórymi skoro w dziele Tolkiena nic takiego nie ma
przecież to naturalnie podchodzi pod definicję rasizmu. "cisnąć za to, że zrobili czarnoskórymi". W dziełach Tolkiena nie ma też nic o tym, żeby nie mogło być ciemnoskórych postaci. O Harfootach pisał zresztą, że skórę mają "bardziej brązową". A biorą pod uwagę, że świat ten tworzył w okresie międzywojennym, wydawał w po II WŚ, to światopogląd musiał mieć wyjątkowo progresywny.
W przeciwieństwie do takiego np. H.P. Lovecrafra, który lata wcześniej otwarcie był rasistą, a potwory w jego książkach często miały reprezentować właśnie mniejszości i ludzi o innym kolorze skóry.
Nawet gdyby sam Tolkien wstał z martwych i pochwalił casting to ciemnota i tak zarzuciłaby mu, że się sprzedał; że oni znają książki i wiedzą lepiej; że wszyscy inni są rasistami. Orka z Mordoru wciągniesz, Mordoru z Orka już niekoniecznie...
Maciek, przeczytałem tekst w dzień publikacji :) A nawet nie pamiętałem, że pytałem o to tyle miesięcy wcześniej. Powód, sam żyję z niepełnosprawnością, tyle że ruchową.
Natomiast artykuł przedstawia inną perspektywę na ten konkretny "problem" z kolorem skóry. Grono fanów Tolkiena nie jest, nigdy nie było i nie będzie monolitem.
Duch autora jest tu wyraźny. Na tym najbardziej podstawowym poziomie to przecież high fantasy gdzie różne rasy jednoczą się w walce ze złem. Check.
Umm, try again?
- - -
Gdzie to "wychwalanie serialu pod niebiosa"? Najlepszym z samych umownych odniesień jest IMO Metacritic a tam serial miał przy premierze "dobre" 71/100 i recenzenci wyrazili ostrożny optymizm zastrzegając najczęściej, że to tylko 2 odcinki (nikt nie widział wiecej).
Anty-hejterzy? What? Moi ulubieni krytycy (i jedni z lepszych) to Alan Sepinwall z Rolling Stone i Dan Feinberg z Hollywood Reporter. Obydwaj generalnie chwalą serial i postacie przy czym tak samo zauważają, że Ismael Cruz Cordoba wcielający się w Arondira "jedzie na jednej minie" (bo jedzie, ratuje go charyzma). Sepinwall uważa, że wyciągnął maksa, Feinberg że generalnie przeciętnie zagrany.
Można? Można.
Um... no coś źle rozumiesz. Autor pisze, żeby nie krytykować dopóki się nie obejrzy.
Tę część zrobiłeś, więc możesz ocenić. Logiczne.
A teraz wjeżdża odpowiedzialne podejście: krytykuj z argumentami. Tego brakuje. I nie obrażaj.
Absolutna podstawa ale i tak przelatuje nad głowami toksycznych mniejszości. Dobrze ktoś tu wyżej zauważa, że jest to przybierający na sile problem w internetach.
Fallout <3
Czekamy na serial Amazona, scenografie zapowiadają świetny retrofuturyzm 1:1 przełożony z gier
Wybrałeś wybiórczo, pod tezę. Well done. Średnia na Metacritic to 71/100, jest więcej zdecydowanie pozytywnych recenzji w mediach branżowych (nawet Alan Sepinwall z Rolling Stone chwali).
Przy czym recenzenci dostali jak reszta świata tylko te 2 odcinki do zobaczenia (za to w kinie) więc żadna recenzja nie będzie wartościowa aż do zakończenia serialu.
A już na pewno nie opinie "fanów" Tolkiena, którzy dawno wydali wyrok i nic ich zdania nie zmieni. Z trylogią Jacksona było tak samo, historia najlepiej oceni.
TLoU na PC :) czekam od 2013 roku, nie znam fabuły. Oby wyszło na Święta, ode mnie 300 albo i 350 zł Sony dostanie.
Wbrew pozorom to częsta praktyka Netflixa, że daje totalną swobodę żeby przyciągnąć artystów/znane marki.
Na festiwalu w Wenecji właśnie wyszedł film White Noise Noah Bumbacha przy którym reżyser miał pełną swobodę (dzięki sukcesowi Marriage Story), podobnie twórcy Stranger Things mogli pompować odcinki ponad godzinę.
Summer's gone i nic dziwnego że Netflix (który cierpi na brak markowych IP) dał CDP kasę i pozwolił zrobić co chcą. Byle z nimi, a nie z Amazonem albo Apple itp.
To w GOLu można obejrzeć ten zwiastun w pracy? Redaktor naczelny proszony do tablicy
"ALSO IN DEVELOPMENT FOR PC"
nie brzmi jakby blaszaki miały szybko złapać grzyba. Moja teoria o 26.09 może iść się pieścić. Pewnie bardziej wiosna przyszłego roku najwcześniej skoro tak mało konkretów wciąż.
Ja tak jak kolega wyżej, ogromnie wyczekuję, ale dobrze widzę na zwiastunie, że na PC będzie tylko cyfrowa wersja? A już się nastawiłem, że będzie pudełkowa godnie na półce prezentowana ;( :/ lipa.....
Mam UNLIMITED i jeżdżę tylko do Cinema City w Zakopiance i Bonarce. I głównie do wybranych sal bo moja kinofilia sprawiła, że mam szczegółowe notatki co do większości sal w tych kinach i tylko kilka jest problematycznych (2,3 na Zakopiance, 9 w Bonarce). Zdecydowanie najlepsza bo z największym ekranem i poprawionym dźwiękiem jest 10 na Zakopiance. Szczególnie po modernizacji jesienią.
Także Cinema City daleko przed Multikinem.
Zgodzimy się za to, że najlepszy jest IMAX i brak w Krakowie jest ogromną stratą. Szczególnie dla fanów blockbusterów. Ostatnio odpisali, że to skomplikowana sprawa żeby przywrócić bo wciąż nie mają nowej lokalizacji :(
Obejrzałem całe, dziękuję:( Dziś pożegnałem psinę, która była z nami w rodzinie od 15 lat. Cały wieczór nie wiem co ze sobą zrobić, dziwnie to było uspokajające. Nie jestem specjalnie wierzący, ale może tak magicznie, kojąco i sielankowo wygląda teraz jej afterlife.
Warto przeczytać:
Szczególnie jeśli ktoś uważa, że to "pusty" film i chwalenie Peele'go jest tylko "modne".
A przy całym tym bagażu interpretacji ja najbardziej doceniam - paradoksalnie w kontekście przekazu - widowisko. Te efekty, nastrój, pracę kamery, soundtrack niemal z kina nowej przygody, awanturniczość.
Mam ten sam problem z patchami. Rozgrywka jest oryginalnie dobrze zbalansowana, realistyczna i jest przyjemność z gry a ala symulacja sportu a po łatkach jest taki zjazd, że głowa mała. Tłumaczą to większym wyzwaniem albo co i w efekcie flippery i zręcznościówka się robi.
Mam nadzieję, że w 23 ktoś w końcu pójdzie po rozum do głowy i nie będą tego ruszać. Ten problem ciągnie się od 20 albo 21, pamiętam jak grałem mecz w trybie Ligi Mistrzów Real-PSG na poziomie Ultimate. Wygrałem 1-0 ale oddałem w sumie może 3 strzały, rozgrywka była genialna, realistyczna, byłem zachwycony gameplayem pierwszy raz od bodaj 11 albo wręcz PES6.
Parę dni później wjechał patch i się skończyło. Flippery, zero realizmu, z Dynamo Zagrzeb przegrałem 1-6 i odstawiłem granie.
Przyjemność z realistycznego gameplayu to najważniejsze czego szukam.
Sprawdź swoje źródła. Podczas prezentacji potwierdzili wersję next-gen dla PC
https://www.eurogamer.net/finally-fifa-23-on-pc-is-the-same-as-ps5-and-xbox-series-x-and-s
That means FIFA 23 on PC benefits from all the new HyperMotion 2 (yes, FIFA features have sequels now) gameplay, new animations and graphics improvements.
Dzięki za tę zapowiedź! Najważniejsze kwestie to next-genowa wersja na PC i... zielona murawa!
W 21 i 22 nie dało się na to patrzeć, świetnie, że zwróciłeś uwagę!!
Otóż nie, nie masz prawa do własnej opinii, masz prawo do poinformowanej opinii. Nikt nie ma prawa być ignorantem. Szczególnie ci którzy piszą i publikują.
Artykuły tego autora są wręcz szkodliwe, czasem wybitnie głupie (Shang-Chi), nie służą niczemu w dyskursie, oburzenie nie bierze się więc znikąd. Raz za razem udowadnia, że nie powinien pisać o kinie na TAKIM portalu. To treści co najwyżej blogowe a wybierane tematy są "pudelkowe". I ja mam pretensje do Redakcji, że w coś takiego idą, bo nie daje się głosu "gamoniom". Za to i tylko za to należy się WSTYDZIĆ.
Marek Jura jest regularny, tego mu nie można odmówić. Cały czas równy, żenujący poziom. Ale to już wszyscy wiemy. Ja mam pytanie kto to przyklepuje...?
Hubert? Jak Wam w Redakcji nie wstyd taki shit publikować. Już sama idea, że jednym występem można zepsuć film jest idiotyczna...
Autorze znowu chrzanisz głupoty. Jackman nigdy nie był przedstawiany jako idealne wyobrażenie komiksowej postaci przez swój wzrost. Koło 30 cm wyższy niż Wolverine z kart komiksów.
Dopiero dzięki swojej grze zjednał sobie fanów i dziś nikt nie wyobraża sobie innego aktora w tej roli (a jak już to sugerowani są właśnie niżsi jak Taron Egerton czy Tom Hardy). Z perspektywy czasu oceniany jest jako świetny casting.
Nie znasz się to się nie wypowiadaj. Słabo to wygląda.
Na liście są tylko nowe seriale. Oczywiście, że jeśli chodzi o powracające to czekamy na The Boys, Stranger Things i resztę co kto lubi ;)
Poza tym wszystkie seriale u mnie do obejrzenia, Marvele najlepsze <3
Podbijam, mam to samo z wp.pl
Poza licznymi kontami jest to też e-mail, który mają moi znajomi i koledzy z prac. Wirtualnie niemożliwe jest dla mnie teraz go zmienić.
"Widocznie ci, którzy oddali głosy, nie mieli czasu krzyczeć, bo byli zajęci grą i w sumie dobrze się bawili."
Klucz do wszystkich dyskusji internetowych. Krzyczący to najczęściej ułamek wszystkich zainteresowanych, ten najgłośniejszy i ostatecznie mało znaczący.
Hej autorze, pobudka
Kravena obsadzili w maju i został nim Aaron Taylor-Johnson.
https://deadline.com/2021/05/kraven-the-hunter-aaron-taylor-johnson-spider-man-villain-1234764921/
Keanu powiedział teraz, że byłoby zaszczytem dołączyć do MCU. Tyle.
Podbijam, niestety :( jest więcej bzdur:
"każda kropla posoki widziana w filmach tego reżysera została wygenerowana na komputerze."
W Fight Club Fincher sam pryskał "krew" na twarz i koszulę Edwarda Nortona, bo uważał, że jest jej za mało. Magazyn Empire pokazywał nawet zdjęcia zza kulis. W Gone Girl wylał na Rosamund Pike ok 2 tysięcy litrów sztucznej krwi w kilkudziesięciu ujęciach.
"każda kropla posoki widziana w filmach tego reżysera została wygenerowana na komputerze."
Co to za bzdura?!?!?
W Fight Club Fincher sam pryskał "krew" na twarz i koszulę Edwarda Nortona, bo uważał, że jest jej za mało. Magazyn Empire pokazywał nawet zdjęcia zza kulis. W Gone Girl wylał na Rosamund Pike ok 2 tysięcy litrów sztucznej krwi w kilkudziesięciu ujęciach. Wtf?
_ _ _
Nie piszcie o czymś na czym się nie znacie. Róbcie dobry research, podawajcie źródła.
Ja przez takie błędy nie wierzę w ani jedno słowo w tym tekście, bo ile wiecej moze być takich glupot?
Kto może się wstrzymać to faktycznie finansowo może być warto.
Sam składałem komputer równo rok temu (październik / listopad) pod Red Dead Redemption II. Wybierałem górną-średnią półkę (16 Gb RAM, AMD 5 3600, GeForce RTX 2070 Super) a już na późną wiosnę/lato ceny tych podzespołów spadły i dziś zaoszczędziłbym kilkaset złotych (nie wspominając, że w cenie 2070S mógłbym kupować dużo lepszą 3070). Trochę mnie to boli teraz, ale z drugiej strony wsiąkłem w RDRII na kilka miesięcy i to było bezcenne. W pełni zrozumiem jeśli ktoś przepłaci teraz pod przygodę z Cyberpunkiem a żałował będzie za pół roku ;)
ja też nie, a mam kartę UNLIMITED i w normalnych czasach jestem w kinie parę razy w tygodniu. Live and let live, I guess..
na podobnej zasadzie najchętniej oglądaną u nas ligą piłkarską jest nasza rodzima Ekstraklasa, a nie angielska Premier League (różnica poziomów taka sama jak z Vegą i Nolanem). I kino i sport to rozrywka dla mas, więc z tej szerszej perspektywy to nie dziwi ani trochę. Jeśli jest się fanem medium / danej dziedziny to już oczywiście smutny obrazek...
Nie siedzę tak mocno w temacie, więc pytanie do lepiej obeznanych: na tą chwilę warto będzie przechodzić z RTX 2070 Super na RTX 3070? Wiadomo, że wypada poczekać na rzetelne testy, ale zanim praktyka to jak to teraz w teorii wygląda?
Jako rocznik '92 potwierdzam, że seans Toy Story 3 to było najbardziej wzruszające, osobiste filmowe przeżycie. To jak dorastanie z książkami Harry Potter - idealny emocjonalny timing dorastania z danymi dziełami.
Śmierć Boromira także utkwiła mi w pamięci, podobnie jak Boone'a w LOST: Zagubieni. To były jedne z pierwszych takich ekranowych doświadczeń, więc kwestia podobnego wieku ma znaczenie w odbiorze ;)
! uwagi:
- W "Skawshank Redemption" jest raczej jasno pokazane, że Andy był niewinny. Do zbrodni po latach przyznaje się więzień w innym zakładzie (nie miał specjalnie powodu żeby kłamać) a jego towarzysz z celi, trafia później do Skawshank i przekazuje tą informację. Naczelnik go zabija, bo nie chce, żeby Andy wyszedł, jest dla niego zbyt cenny jako kreatywny księgowy.
- Słowo "relacja" trzy razy (3!) w jednym zdaniu?! You can do better!
- Lista IMO bardzo fajna, mamy podobny gust, ale mocno subiektywna, stosunkowo jednak dużo animacji, więc jak nigdy zgadzam się z częścia krytyki w komentarzach - tych znanych filmów można było trochę dodać, choćby w ramkach: Green Mile, The Notebook, Gladiator, Braveheart, a portale i Tony w Avengers: Endgame to już współczesna klasyka wzruszeń !
Chronicle (Kronika)
---
"DC Extended Universe" to wciąż tylko nazwa robocza stosowana czasem przez dziennikarzy. Narodziła się z niesprwdzonej plotki, nie jest równorzędna tej oficjalnej MCU.
Od Ubisoftu:
UPDATE: Don't worry! We'll be giving out the rewards to all of you, even if you were unable to log in successfully. Sit back and enjoy the show!
jak nic zainspirowane Into the Spider-Verse i jednym z odcinków Love, Death & Robots :) Nice stuff, stealing from the best
mi też nie działa xD a jeśli zerknac na Reddita albo forum Ubisoftu to nikt nie może się zalogować, komentarzy przybywa lawinowo
Warto dodać jeszcze 5 tomowy i postcyberpunkowy komiks Transmetropolitan, dostępny także u nas nakładem wydawnictwa Egmont. Szczególnie kreska jest charakterystyczna dla cyberpunku.
Tak jak kolega wyżej pisze, w L.A. Noire właśnie o to chodziło w całym gameplayu, a mimika była wyreżyserowana jak film. Droga i jak się okazało niepraktyczna technologia dla większości gier dlatego TLoU2 to taki przełom.
Jeszcze nie grałem, więc nie wchodzę w szczegóły, ale też bardzo podoba mi się to porównanie do Last Jedi - biorąc pod uwagę sam rozłam recenzji krytyków a graczy na Metacritic.
Dla mnie to argument za najwyższymi nogami, bo tylko wyjątkowe tytuły i historie wywołują takie emocje.
Podobne jak paru przedmówców, odinstalowałem w końcu, nie da się. 5 innych tytułów AAA się zmieściło. Żenujące to jest ze strony Activision.

Ale miła niespodzianka, na Steam już zaktualizowały się obecne wersje Mafii II (obok Classic wpadła DE tak jak zpowiadali) i III :)
Miałem Epica odpalonego w tle od godziny i po 17 nie wskoczyło GTA tylko zawiesiło się odliczanie na 0:00:00. Odświeżanie nie pomogło, potem Error 500, a nawet jak przejdzie przez błąd to gry do odebrania nie ma.
Niesamowite, że po tylu latach jest taki ruch. Epic się nie przygotował.
Skoro Horizon Zero Dawn zmierza na PC to szansa, że kontynuacja też w końcu otrzyma taki port jest "spora" nie "zerowa".
To warto zaktualizować, poza tym art szstos ;)
"Nie każdy wie, że tytuł z Chrisem Hemsworthem również oparty został na motywach komiksu, a mianowicie albumu Ciudad z 2014"
To taka ciekawostka tylko bo trzeba dodać, że najpierw powstał scenariusz braci Russo, a potem zlecili stworzenie komiksu, bo w takiej formie lepiej było "sprzedać" ich pomysł studiom. Więc to jednak nieco inne sytuacje.
"(choć artysta pojawi się także w nadchodzącym filmie Marvel Cinematic Universe – Inhumans..."
Pobudka! Nie ma takiego filmu w planach, był serial, paskudny, w którym Mount grał i wręcz mu zaszkodził.
Jak taki błąd może przejść?! Gdzie redaktor?
Nie żartuj :) oczywiście, że oglądamy! 5 sezon miał najlepszy, do tego po każdym odcinku analiza od Alana Sepinwalla, żeby wyłapać ten jeden szczegół, który umknął i poezja.
Spider-Man 2 (!!!)
KA-RY-GOD-NE niedopatrzenie! Zbiorowy seans w redakcji absolutnie konieczny, a następnie rewizja rankingu.
Eeesh, ale "artykuł". Kilka gier w które się zagrało i lubi, do każdej parę zdań zupełnie chaotycznych i przypadkowych przemyśleń. I najlepiej podsumowujące poziom głupoty w stylu, serial A Plague Tale of Innocence, który nadawał by się do "bezmyślnego bindżowania" wtf? To w końcu wart czy nie?
Temat na tekst fajny, ale nawet jeśli ma to być tylko gdybanina to trzeba by opisać gry, które naprawdę zasługują na serial i coś więcej od siebie dodać. Tak wyszła... bezmyślna lektura.
Ukryte wiadomości i zagadki to raczej "pośredni" przykład łamania czwartej ściany. "Bezpośrednie" i lepiej obrazujące to zjawisko są sytuacje kiedy postać w grze/filmie/serialu/komiksie/teatrze ma świadomość, że jest oglądana i bezpośrednio zwraca się do widza. Komentuje ten fakt.
Sztandarowy przykład, Kevin Spacey w House of Cards oraz Deadpool, w każdym medium - film, komiks i nawet komicznie głupiutka gra (super poziom kiedy Deadpool mówi, że twórcom zabrakło funduszy i gra zmienia się w 8-bit) ;)
Wciąż robicie ten błąd. Polski tytuł to Pewnego razu... w Hollywood.
A nie Pewnego razu w... Hollywood. Patrzajcie gdzie te trzy kropki klepiecie.
Tekst wisi na stronie dopiero od 18 więc apel do kogoś rozsądnego z Redakcji, żeby go zdjąć. Dopracować, poprawić i wrzucić właściwą wersję.
Inaczej mało kto sprawdzi autora tak jak ja i cała strona wyjdzie na laików w temacie. A szkoda bo macie tu na GOLU warunki żeby stworzyć lepszy portal o filmach i serialach niż te istniejące w naszej sieci (poza może Filmweb), szczególnie niszowa Serialowa, naEKRANIE czy moviesroom.
Rany, ale nieścisłości i braków... Dlaczego takiego artykułu nie pisał Hubert albo fsm?!
-Brak części dat albo zaznaczenia polskich premier
-fajny pomysł z przewidywanym poziomem ale IDIOTYCZNY dobór tytułów (Kroniki Shannary razy Władcy Pierścieni...), mało znane, niewiele mówiące, tak jak ktoś już tu pisał
- Ewan McGregor jest już dawno potwierdzony jako Obi Wan i sam przyznał, że to ulga, że wreszcie może o tym mówić otwarcie więc cały ten akapit jest zbędny i niedoinformowany. Poza tym większe prawdopodobieństwo, że pierwszy zadebiutuje prequel o Cassianie Andorze, nie wspominając, że Mandalorian nie miał jeszcze u nas oficjalnej premiery.
- W 2020 wyjdzie też WandaVision jak ostatnio zasugerował Disney+ w zwiastunie upcoming 2020 productions więc fan MCU (sam jestem ultrafanem) mógł/musiał dorzucić tutaj i tą pozycję.
- Poza tym brak innych ciekawie zapowiadających się pozycji (warto zerknąć na zapowiedzi portalu np Rolling Stone) więc jeśli seriale są dla autora (nowo zarejestrowanego na GoLu) drugim hobby to może niech nie zajmuje się szerszym pisaniem o nich. Słabo ze strony redakcji, że taki tekst przeszedł...
Do gruntownej poprawy.
Taki portal jak EW kompromituje się taką "recenzją". Nie ważne, że to "nasz" Wiedźmin, ale przyznawanie się, że obejrzało dwa odcinki a potem przeskoczyło do piątego i na tej podstawie wystawiona jest ocena jest zwyczajnie nieprofesjonalne.
Aż trudno mi uwierzyć, że coś takiego przeszło na czołowym amerykańskim portalu. Żenada.
A Media Expert się nie reklamuje przypadkiem, że ma Star Wars Fallen Order w wersji pudełkowej za 129 zł?
199 zł na STEAM to taka sobie promocja, skoro na premierę gra kosztowała tyle choćby i w Empiku.
Po tej dzisiejszej aktualizacji Launchera i ja w końcu uruchomiłem grę. 3 dni czekania i jest, działa bardzo podobnie jak u redaktora, że wywala podczas benchmarku.
Tymczasem moje RDR2 ciągle się nie uruchamia. Dalej błąd Launchera mimo kilku już łatek... Zaktualizowałbym BIOS, ale nie ma jeszcze dostępnego sterownika 1.0.0.4 dla mojej płyty głównej. Więc Heloł Rockstar...
do wersji 1.0.0.4 ? Ja w swojej B450 od Gigabyte nie mam nowszych sterowników niż 1.0.0.3.
I nigdy BIOSa samodzielnie nie aktualizowałem... Jakaś podpowiedź?
Ja mam Gigabyte B450 Aorus Elite i wersję BIOS 1.0.0.3 bo nowszej ciągle nie ma i gra nie działa. Do tej pory nigdy w życiu nie aktualizowałem BIOSa samodzielnie. Proces przebiega tak samo jak np ze sterownikami karty graficznej? Bo kurczę jak coś pomylę to komp kaput.
Pamiętamy. To była tragedia i wycofywanie gry ze sklepów. Ja Arkham Knight kupowałem za 1zł w promocji razem z GTX 970. Gra wyszła w czerwcu, grywalna była dopiero w grudniu... :/
Teraz kupiłem RTX 2070S z CoD za grosza, to znowu koszmar powtórzył się z Red Dead Redemption. Tym razem w ogóle gry nie mogę odpalić, jeszcze nawet intra nie widziałem... I wątpię czy parę łatek pomoże, będzie gruba obsuwa...
Virstag, ja mam RTX2070S, Ryzen 5 3600 i dysk SSD i gra nawet mi się nie uruchomiła. Od 14:30 siedzę i próbuję wszystkiego co znalazłem w internecie. NIC. Ciągle błąd Launchera i nawet intra nie zobaczyłem :/
Mam ten sam błąd, od godz ok 14:30 jak tylko gra się odszyfrowała. Absolutnie nic nie pomaga. Wyłączanie antywirusa, dodawanie wykluczenia, restartowanie, aktualizowanie, przeinstalowywanie, weryfikacja plików, usuwanie folderów. NIC. Ani nawet ten emergency update 80Mb nic nie zmienił. Gra ani na moment się nie uruchomiła...
Dodam, że komputer mam nowy.
Yup, na to wygląda. Pamiętam tamten koszmar, ale po GTA V myślałem, że już nie będzie takich sytuacji...
Żeby tylko nie powtórzyła się wtopa z Arkham Knight, który grywalny był dopiero po kilku miesiącach na PC. A tu jeden patch sprawy nie załatwi...
Nie chodzi o wymagania, a o optymalizację. Specjalnie nowego kompa kupiłem i gra nawet nie odpali...
U mnie dalej błąd Launchera, nic nie pomogło - weryfikowanie plików, restarty komputera, wykluczanie z Windows Defendera, ponowne instalowanie, próbowałem wszystkiego. Na Reddit widzę, że dużo ludzi ma to samo - gra w ogóle nie odpala.
A czytając tu komentarze, że nawet jak odpali to nie wszystkim działa poprawnie, to już w ogóle katastrofa. Pozostaje czekać :/
Hydro2 - jakie wchodzenie w menu gry, skoro gra w ogóle mi się nie uruchamia... :/ Myślałem, że to zewnętrznie jakieś obejście jest. Lipa, zostaje czekać bo ŻADNE rozwiązanie nie pomogło. Patrząc po Reddicie to masa osób ma ten problem z Launcherem R*
wyłączenie z antywirusa nie pomogło, podpowiesz jak zmienić Vulkana na DirectX 12, bo tego nie ogarniam
Nie pomogło ani kasowanie profilu, ani wykluczanie w Windows Defender. Z tego co czytam teraz na Reddit to ogrom ludzi ma ten sam problem z Launcherem.
Zdaje się na Epicu poszło lepiej..
No to tak czy siak mam te same błędy cały czas, nie pomogły restarty ani weryfikacja plików.
U mnie ciągle te same błędy więc jakieś problemy są. Kolega wyżej też instalował na dysku SSD i miał ten sam error.
@AIDIDPl - i z tego co czytam wyżej też instalowałeś na dysku SSD. Ciekawe czy to okaże się problemem...
Mi też na SSD zeszło szybciutko odszyfrowywanie, ale za to gra się w ogóle nie uruchamia... :/

Po kliknięciu z pulpitu też błąd, mimo załączonego Launchera. Ktoś też ma takie problemy?
A ja mam nadzieję, że Rockstar w kolejnej grze odtworzy... San Francisco ! Jedno z najbardziej malowniczych miast, które obecnie w filmach portretowane jest równie często co Nowy Jork.
W wolnej chwili zapraszam do mojej obszernej, spoilerowej recenzji tutaj:
http://naekranie.pl/recenzje/deadpool-recenzja-spoilerowa
Dobra recka, zaskakująco stonowana. Osobiście uważam, że Deadpoolowi należą się jednocześnie większe zachwyty i ostrzejsza krytyka. Oto super-but-not-a-hero jakiego bowiem wyczekiwałem od dawna! Dwugodzinna masturbacja siarczystymi żartami, bijatykami, seksem i popkulturową sieczką. Nieskrępowana zabawa, chimifuckinchangas!
Tak z głowy i na gorąco po seansie - UWAGA NA SPOILERY:
Zachwyty:
+ Odwaga na stworzenie takiej historii -0 myślę, że ostatecznie timing powstania Deadpoola jest idealny (szczyt boomu komiksowych ekranizacji), ale i tak kudos, że studio pociągnęło za spust.
+ Ryan Reynolds i kapitalny strój - to już jest życiowa rola Reynoldsa, spokojnie naznaczy jego karierę. Świetna gra głosem, dystans, autoironia względem siebie. Kreacja Deadpoola to bez żadnych wątpliwości największy atut filmu.
+ napisy początkowe - pierwsze minuty filmu, czyli tzw. haczyk, który ma widza przekonać do reszty - strzał w dziesiątkę - jest humor, ironia, akcja i tempo.
+ "ludzka" strona historii - wątek romantyczny (pomimo mdłej Moreny, osobiście nie jestem jej fanem) to faktycznie jedna z lepszych miłosnych historii na walentynki. Dwójka spaczonych, ale pozytywnie zakręconych ludzi, która dopełnia się jak ta wspomniana koślawa układanka.
+ Ajax - karykatura, a jakże, ale Ed Skrein posiada tonę ekranowej charyzmy.
+ robili co mogli przy stosunkowo niskim budżecie, co wyraźnie czuć (brak końcowej strzelaniny wynikł z braku pieniędzy. Scenarzyści mówili, że to właśnie dlatego Deadpool "zapomniał" swoich broni z taksówki). Bardzo na plus jeśli chodzi o akcję: świetny, intensywny podkład dźwiękowy Junkie XL (Mad Max Fury Road, pora zapamiętać ten pseudonim, wróci jeszcze w Batman v Superman razem z Hansem Zimmerem), brutalność (of course) i choreografia (jeśli dobrze kojarzę to człowiek od serialowego "Daredevila" pracował nad walkami) choć często ucieka się do mocno dynamicznego montażu. Czuć jednak że eksplozje i ogólny wygląd to niższy stopień zaawansowania. Następnym razem już kasa posypie się odważniej.
+ humor i meta-nawiązania - tak jak wspomniano w recenzji, żartowanie z liczby członków X-Men i McAvoy/Stewart to perełki, a na plus także rozliczenie się z Deadpoolem z Originu i zaszytymi ustami (kilkukrotnie wracający gag)
+ masa popkulturowych nawiązań, tak do Batmana jak i Avengers i Spider-mana, ale też Liam Neeson i seria Taken. Cała paleta różnych humorów.
Zarzuty:
- brak fabuły, tzn mamy tu tylko wątek miłosny, origin i historię zemsty (duży plus jednak za nielinearną konstrukcję na początku, inaczej film byłby przez 1/3 względnie "normalny" a potem odlot. A tak utrzymali wysokie tempo i logikę historii.). Żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie robię z "braku fabuły" specjalnego zarzutu, bo tak jak pisze Czarny Wilk ona spełnia swoje zadanie katalizatora żartów, ale w filmie brakuje też kontekstów - skąd postacie czerpią informacje, jak faktycznie działa ten program, dlaczego końcówka filmu dzieje się na statku/transportowcu, itd. itp. Jest bardzo prosto, wręcz niedorzecznie prosto, ale na "lepszą" historię przyjdzie czas w sequelach.
- niewykorzystany potencjał TJ Millera - jego Weasel to faktycznie w zasadzie jest cameo, a powinien/mógł mieć większą rolę -aktor wprawdzie sam mówił, że celowo jest stonowany i stanowi kontrast dla Wilsona, ale myślę, że część z jego improwizacji i wygłupów jeszcze zobaczymy w wersji Directors Cut.
- film nie demontuje "origin story", a jest wręcz bardzo wierny ramom tego podgatunku (łącznie z klasyczną sceną szycia kostiumu). Myślę, że twórcy spokojnie mogli jeszcze silniej docisnąć gaz do dechy i odważniej wykorzystywać łamanie czwartej ściany i naśmiewanie się z współczesnego Hollywood. A tak rzeczywiście jest to nieszablonowa, przewrotna "super-hero-story" ale głównie z racji na postać Deadpoola i kategorię R. Jeśli chodzi o dekonstrukcję fabularną superbohaterskiego mitu to wciąż wyróżnić można raczej "Watchmen" i ... "Iniemamocnych" Pixara. Z drugiej strony to też jednak atut, bo "Deadpool" nie przekracza granic autoparodii, tzn cały czas jest zwarty i paradoksalnie realistyczny. Pod tym kątem łatwiej będzie go w końcu dopasować do X-Men - a teraz to już pewnik, kwestia czasu.
Kilka "ale/uwag" do tekstu:
- erotyka: faktycznie nie jest jej dużo, wykorzystali ją z umiarem i to na plus. Ale jest też scena w strip-clubie (faktycznym strip-clubie w Vanocuver, nie na planie, Stan Lee kozak) w której są i piersi na prawo i lewo, i waginę też można dostrzec. Zresztą penisa pokazywał i Reynolds, nie trzeba było specjalnie się dopatrywać. Sceny seksu także na plus, bo odważne, dosadne, ale nie wyuzdane.
- twórcy faktycznie podeszli z założeniem ilości i różnorodności żartów, scenarzyści Rhett Reese Paul Wernick mówili w wywiadach, że sięgnęli po paletę jak najróżniejszych humorów i cieszyli się jeśli 7/10 zaprezentowanych żarów rozbawi widza (dla każdego może to być inna siódemka). Nie wiem czy taki odsetek osiągnęli, ale ja na pewno ubawiłem się z więcej niż połowy żartów. Na głos śmiałem się co prawda kilka razy tylko, ale słowo daję, że przez 90% filmu siedziałem z uśmiechem na twarzy. Pod koniec autentycznie bolały mnie mięśnie twarzy. A co do różnorodności humoru to chyba jednak na plus, bo bywało czerstwo, ale każdy mógł wyciągnąć coś dla siebie. Przykładowo: pojawił się gag z meblami, dla mnie i większości raczej niezrozumiały, ale była u mnie na sali grupka osób, która miała z tego potężny ubaw. I w szerszej perspektywie to jest cool.
- napisy z ograniczonymi przekleństwami - często pojawia się kwestia tłumaczenia - ja nie mam w zasadzie żadnych uwag co do jakości tłumaczenia bo rzadko się napisami posiłkowałem. A to dlatego, że zraziły mnie na początku kiedy unikano lub łagodzono przekleństwa. Nie lubię takiego zabiegu, jak pada "fuck" to ma być "k**a", "fucking" --> "pie****ony", a nie "pieprzony". To taka rzecz, która mnie osobiście irytuje. Wiem, że później już przekleństwa się sypały i jak już zerkałem na napisy to było wszystko okej.
- "Na pewno lepsza niż Jeszcze Jedna Polska Komedia Romantyczna Z Tymi Samymi Aktorami." Jeszcze niedawno zgodziłbym się w ciemno, ale niedawno "Listy do M 2", a teraz "Planeta Singli" zbierają naprawdę dobre, zaskakująco pozytywne recenzje. I to zewsząd, od osób po których bym się tego nie spodziewał. Więc to brzydkie uogólnienie na koniec recenzji bym wyrzucił, nie ma co demonizować :)
spoiler start
- PS - to nawet dwie sceny po napisach, całkiem zabawne, szczególnie, że Deadpool 2 już dostał zielone światło. A do roli Cable Tim Miller chce ponoć Jona Hamma. Jestem zaintrygowany.
spoiler stop
20th Century Fox znalazł swojego następcę Wolverine'a i teraz już kasy nie braknie. Jeszcze za Gambita trzymam kciuki i będzie gitara.
I na koniec - wersja Directors Cut. Byłem początkowo zły, że od razu pojawiły się doniesienia, że powstanie, ale teraz jestem jej ogromnie ciekaw. To może być zaledwie 7 minut więcej (Tim Miller mówił, że mniej więcej o tyle różnił się pierwsza wersja od "final cut") ale mają też ponoć sekwencję w Meksyku. Mam nadzieję, że wykorzystają maksimum materiału i to nie tylko wulgarność podkręcą, ale i postacie i fabułę rozbudują.
To chociaż tyle wiadomo, że to wina sterowników, bo już się bałem, że to mój komp świruje. Można odinstalować tego nowego i wraca wszystko do normy. Albo czekać czy kolejny nowy naprawi sytuację, bo wątpię czy tak miało być. Poza tym ktoś coś?
czy ktoś ma jeszcze taki "problem", że po zainstalowaniu tego nowego sterownika karta graficzna cały czas wyświetla się przy bezpiecznym usuwaniu sprzętu?
Wkurzające bo często podpinam i wypinam pendrive'y a teraz przez przypadek mogę wypiąć kartę. Czy ktoś może pomóc jak to przestawić?
Ano właśnie, dlaczego takich opcji nie ma w podstawce? Kupowanie domów, apartamentów, meblowanie ich. Na to chciałem kasę wydawać, a tak fabuła się skończyła i nie ma co robić. Szkoda :[
@Gandohar - gram odkąd pojawił się pierwszy patch i ten FAKTYCZNIE oferuje poprawę. Grałem wczoraj 1.5 godziny, sprzęt: procek i5-2300, 8gb RAM, GTX970 (ustawienia na maxa poza antyaliasingiem i cieniami na średnich) i zanotowałem tylko 2 ścinki (przy wsiadaniu bo Batmobilu). Poza tym płynnie, raz animacja spadła poniżej do ok 30 klatek i musiałem uruchomić ponownie. Potem wszystko już okej. Więc po tej małej próbce oceniam, że B:AK na PC wreszcie jest GRYWALNY !
To ja sobie zrobię nie gaming ale tourist edition :) Londyn zawsze fajnie zwiedzić.
Pełna zgoda :) Ode mnie 8/10. "Granice zostały przesunięte". Oparty na retardacji, gorzki ekstrakt z moralności Ciemnych Interesów Amerykanów. Mamy nową reżyserską gwiazdę. Blade Runner 2 zapowiada się co raz lepiej.
Ostatni patch dodał więcej opcji ale gra i tak nie działa. Na Nvidii 970 po 15 minutach gry zaczeły się takie zwiechy, że musiałem gasić. Czekam dalej.
#This is how the Batman died ?!.
PS. Beksleszek, TobiAlex +1
Patrząc tylko po galeriach nie widzę dużego zróżnicowania lokacji. Nie moje klimaty.
Eee, czytam pierwszy akapit i sam nie wiem czy brnąć dalej. Masa nieścisłości. Jakie znowu "symboliczne" pochwały. To te opinie fanów i krytyków są najważniejsze, a nie "namacalna gotówka", której znowu dużo nie ma. Przy budżecie 150 mln $ produkcja zarobiła na świecie ok 370 mln, co jest wynikiem poniżej satysfakcjonującego. Szacuje się, że aby film się zwrócił musi podwoić budżet, a tutaj nie ma wliczonych kosztów marketingu, więc na dobrą sprawę film mógł ledwo, ledwo na zero wyjść. Przynajmniej na razie, dopóki zyski z rynku domowego nie spłyną. I dowodem takiego stanu rzeczy jest ciągły brak decyzji studia o kontynuacji. Universal zaraz dał znać, że powstanie Jurassic Wolrd II i kolejne części. Warner Bros na razie się wstrzymuje, własnie z powodu wyniku finansowego, choć decyzja o kolejnych filmach to no-brainer.
To rażące błędy. Do tej pory czytałem także, że Avalanche wypuszcza grę niezależnie od filmu, a że daty premiery zbiegły się w czasie to wynik przypadku i wielokrotnego przesuwania dat. Teraz czytam sprzeczną informację i nie wiem czy autor aby na pewno to sprawdził.
Panie Maiman?
PS. Doczytałem resztę recenzji, bardzo zgrabnie napisana ;) Grę chyba kiedyś przetestuję, tymczasem wstęp do recenzji powinien trafić... na złom.
No nareszcie ! Wprawdzie Szpakowskiemu już bym podziękował ale Laskowski to ścisły TOP najlepszych komentatorów. W kontekście FIFY to rewolucja :) ja jestem zajarany.
Gra ma świetną obsadę, psycholog ze zdjęcia to przecież Peter Stormare! Jest też Rami Malek.
A mi na PC nie działa :/ błąd wyskakuje przy odpalaniu ... Na stronie Steamu napisane jest że części konfiguracji gra nie obsługuje. Czyżbym był akurat tym pechowcem... Ktoś coś ?
Dawno takiej dobrej recenzji gry nie czytałem. Jeśli kiedyś wniebowstąpienie dostąpi PC-towców to zagram niewątpliwie.
U mnie też nic na razie. Ikonka z paska znikła i głucho... Zakładam, że jeszcze nie pora dla mnie.
Czy Valiant Hearts za darmo to pełna wersja? Bo na app store nie jest to jasne, obok jest płatna wersja full a gra darmowa cały czas atakuje okienkami aby grę kupić po promocyjnej cenie. Ktos coś?
Hmm. Tylko wróci w jakiej formie? Potężnego ok 10 gb patchu czy w zupełnie nowej wersji do pobrania? I kiedy to nastąpi, bo są ploteczki, że na jesień razem z wersją na Linuxa. Plus co z tymi, którzy nie mogą zwrócić gry (kupiłem w promocji z kartą) - czy wtedy też dostanę nowy produkt? Powinienem.
A w każdym razie brawa dla Cenegi i wreszcie Rocksteady podeszło do sprawy poważnie, a nie mówiąc o obniżaniu ustawień. Przeprosili, teraz dorzucą jeszcze jakieś darmowe DLC (Red Hood i Harley!) i będzie się grało.
Kpina, tak wykastrowana gra, a rada taka żeby jeszcze na minimum dać. Jeden patch tego nie załatwi, przecież to jest półprodukt.
I nie ma tu nic do rzeczy kwestia komputer vs konsola, bawią mnie te głupie komentarze. Twórcy zawalili po całości :/ Wracam do Los Santos.
dobry żart :/ kupiłem kartę, a teraz żeby grać mam dać wszystko na minimalne. Poje**ło?
@Luczek18 - o czym ty teraz człeku pleciesz... przecież tysiące ludzi zainwestowało w karty 970 i 980 a tu się okazuje, że gra nie ma wysokich tekstur, ma limit 30 klatek a i tak nie działa płynnie. Wina leży w 100% po stronie producenta. Koniec tematu.
Co ku**a ?! I teraz to ogłaszają? Najpierw podnoszą minimalne wymagania na ok 3 godziny przed launchem, potem okazuje się, że w grze jest limit 30 klatek, a teraz, że w ogóle nie Rocksteady robiło optymalizację?!
Przecież gdyby to było wiadome od początku to zakładam połowa osób nie kupiłaby gry. Jak nie więcej. I naprawdę nie lubię rzucać oskarżeniami na prawo i lewo, ale to jest oszustwo jak w mordę strzelił. Jeden patch nie załatwi skopanej optymalizacji, braku wyboru języka polskiego, ograniczonych opcji graficznych i cholera wie czego.
A dokładając problemy z edycjami kolekcjonerskimi to zdecydowanie otrzymaliśmy wtopę ostatnich lat. Taką klęską nawet Unity nie było... szok.
Kiełbasa, wódka i... informatycy. Tak to można rozszerzyć i jest to już prawda od kilku lat. Cieszmy się ze mamy swój "towar" eksportowy, gamedev to potwierdzenie tendencji.
@sekret_mnicha - scena z Selvigiem i tą jaskinią została wciśnięta przez studio. Narzucili to Whedonowi, grożąc mu, że wytną mu sceny na farmie. Sam reżyser o tym mówił :( Takie nieprzyjazne rozstanie nastąpiło.
@Autor - a jeśli ktoś nie grał (jeszcze) w Wolfensteina, a chciałby, to można zacząć od tego rozszerzenia? :) Jak rozumiem to fabularny prequel.
A ja również należę do fanów Watch_Dogs ! Przyjemna historia, kapitalny protagonista, filmowe misje, bardzo dobre Chicago. Graficznie byłem zadowolony i a na całą tą "aferę" patrzyłem z przymrużeniem oka. Ogólnie Watch_Dogs to więcej niż dobra gra.
NBA od 2k to prawdopodobnie najlepsze gry sportowe :P muszą tylko nad AI i sztucznymi ustawieniami popracować i git. Także z tytułem tego newsa nie zgadzam się ani troszkę.
Oh me, oh my :P Kapitalnie to wygląda. „Alan Wake” to moja TOP 5 ulubionych gier ever – klimat, kingowski duch, muzyka, gra światłocieni, świetna historia, miodny gameplay, praca kamery i ogólnie filmowa realizacja :P Przechodziłem jeszcze raz 2 miesiące temu – dalej uwielbiam.
I tak jak Alan Wake czerpał z Kinga czy Lovecrafta, tak American Nightmare to już Quentin Tarantino i Robert Rodriguez – co dla mnie było rozczarowaniem :(
Tutaj widzę kontynuację klimatu (na plus), ale zamiast zwartej historii nacisk na walkę z ciemnością (to pytajnik). W każdym razie – czego news nie zaznacza – a o czym piszą zagraniczne media – kontynuacją Wake jest w planach, projekt nigdy nie został skasowany, tylko wstrzymany. Prawo logiki, ekonomii i prawo Murphy’ego (co może się wydarzyć to się wydarzy) mówią nam więc, że „Alan Wake 2″ to kwestia czasu!
This info officially made my day!
Mam nadzieję, że tak jak Alan Wake i Quantum Break trafi w końcu na PC :P Oby to był tymczasowy exclusive bo wygląda na must play i must have ;P
Taki jest plan :)
Ale raaany, jak ja mogłem wcześniej tego nie zauważyć. Ustawiłem dokładnie takie settingsy jak autor tekstu i śmiga (z okazjonalnymi zwiechami w złożonych lokacjach) na wysokich teksturach. Wcześniej tego nie zauważyłem, ale pasek "zróżnicowania przechodniów" jest ogromnie zasobożerny ! Zagapiłem się, a wystarczy zmniejszyć do połowy i już jest miejsce w VRAMie :P Zonk.
Także dzięki Łukasz za te screeny :D
@Dreamy - no a ja myślę jednak nad upgrade'm karty. Raz, że to niepełna satysfakcja z GTA V, a dwa, że w Wiedzminie 3, który leci za miesiąc równo 660 podana jest jako minimalna :( Potem jeszcze Batman: Arkham Knight, nowy Asasyn, CoD i kosmiczne Star Wars Battlefront :) Eh.. GTA jeszcze da się ograć, ale i tak szykuje się konieczność upgrade'u :(
@Dreamy - ja mam podobny problem. W sensie posiadam kartę GTX660, ale nie wygląda ona na wystarczającą do "rekomendowanych" zaleceń. Żeby ustawić wysokie tekstury to trzeba sporo innych opcji obciąć - np jakość wody ustawić na średnią (fatalnie wyglądającą). I tak ja generalnie - żeby gra leciała płynnie - ustawiłem średnie tekstury, a resztę na b.wysoki i też cały czas mam wrażenie, że to grafika miejscami gorsza i od Watch_Dogs. Konkluzja jest taka, że pełnej satysfakcji z grafiki 660 nie gwarantuje. Ale jeśli dobrze poustawiać to gameplay jest miodny i z biegiem rozgrywki się trochę mniej zwraca uwagę :)
@Luc.Golabiowski - mam bardzo podobne specyfikacje (ta sama karta i RAM, tylko ciut gorszy procek i5 2320), ustawiałem opcje tak samo jak Ty i jednak mi łapało zwiechy dość często. Może wina procka, ale musiałem zrzucić tekstury na "średnie", a resztę zostawiłem na "b.wysokie" i działa płynnie.
Tyle, że te "średnie" tekstury to jednak mizeria. Duża jest różnica pomiędzy nimi, a "wysokimi", nie mówiąc już o ultra detalach wrzucanych tutaj na screenach.
Ogrywałeś na średnich może? Jak wrażenia?
Rany, odpaliłem sobie teraz ten zwiastun filmowego DD i ... tragedia! Jakby do innego stylistycznie filmu się odnosił. Producenci, studio i marketingowcy zarżnęli ten projekt już u startu. Ja będę się jednak bawił w - nomen omen- adwokata diabła - i bronił wersji reżyserskiej :P Obejrzeć na pewno warto.
@LordSettlers - Jeśli Ghost Rider i Punisher mieliby pojawić się w kinie to trudniej byłoby wywalczyć dla nich kategorię R w serialu. Filmy to PG-13. Oczywiście w idealnym świecie tak by było, ale Marvel/Disney to też biznes i liczą się pieniądze. Już z Daredevilem nie wiadomo co będzie. Dostał kategorię TV-MA i jak na razie cisza o tym czy się pojawi. A akurat on i Luke Cage na 100% powinni być obecni w kinie, i powinno to być zapowiedziane od razu. A nie jest. Mam nadzieję, że pozytywne recenzje wpłyną na transfer postaci z telewizji do kina.
@Scott P. - nikt nie zmusza Cię do oglądania :) Ostatnio zombie były niemal wszędzie, ale ja oglądałem sobie tylko TWD i nie narzekałem na resztę. A co do wymienionych seriali to nie podaję, że każdy z nich miałby znaleźć się w ramówce za 2-3 lata. Raczej o bliżej nieokreśłonym przełomie 10 lat tu mowa i tylko części z tych produkcji ;)
@MarvelgamePL - nawet się nie zastanawiaj :) "Odrodzony" to spokojnie TOP3 pierwszej 60 WKKM.
@Czarny Wilk - znowu Millar się wkradł ze 2 razy ;P Poza tym fajny gryps żeby poznać/odświeżyć sobie bio i historię publikacji Daredevila.
Ale! Nie, nie zgodzę się z udawaniem, że "Daredevil" z 2003 nie istnieje. Będziemy udawać, że wersja kinowa nie istnieje. Kiedy ostatnio oglądałeś Directors Cut? I czy w ogóle, bo chyba kiedyś pisałeś o niej "ponoć"?
Ja w kinie nie byłem, do filmu zabierałem się jak do jeża - z ciekawością i ostrożnością - i z małpką na plecach, że miał tragiczne recenzje. Obejrzałem w końcu wczoraj i ... naprawdę mi się podobał. Wklepałem sobie później "daredevil directors cut reviews" w google i o dziwo - kilkanaście pierwszych wpisów bardzo pozytywnych - sypią się 7/10, 4/5 i określenia, że to film niedoceniony.
Mnie przekonał. Jest mocno komiksowy (czuć Franka Millera), choć rysowany bardzo grubą krechą, dramaturgiczna esencja postaci Murdocka jest rozwodniona w natłoku efekciarskich ujęć (kalki z Spider-Man) i poprockowych brzmieniach, ale da się ją wyłowić i to ogólnie naprawdę fajna wizja! Wersja reżyserska jest 30 min dłuższa, rozbudowuje postacie i minimalizuje wątek miłosny (scena łóżkowa jest usunięta), jest w tym fabuła i akcja. Seryjnie :)
A najzabawniejsze - Ben Affleck - za film został zmiażdżony, sam żałował, że wziął udział, otrzymał Złotą Malinę, a ... patrząc z perspektywy dzisiejszej, spełnionego, oskarowego twórcy - to jest ciągle ten sam Ben Affleck. Ta sama drewniana mimika, która stanowiła atut Gone Girl, te same posągowe gestykulacje, które pokazywał w Argo. Wtedy Afflecka krytykowano za wszystko (brał udział w gorszych filmach) i poniekąd oberwał rykoszetem i za Daredevila. Jasne, że mógł go zagrać ktoś lepszy, ale tak źle jak się słyszy nie jest. Serio. Jego nadchodzący Batman będzie pewnie co nieco podobny i wątpię, żeby tym razem ktoś go hejtował tak mocno.
Jeśli ktoś się waha - obejrzyjcie sobie teraz przed premierą i sami oceńcie. Hejty na Daredevila stały poniekąd miejską legendą. Daleko mu do "Spider-Mana" Raimiego, czy "X-Men 2", które wyszły w podobnym czasie, ale wersja reżyserska to kawał niezłego superbohaterskiego filmidła :)
o oczekiwaniach wobec Fear The Walking Dead tutaj:
http://naekranie.pl/artykuly/czego-oczekiwac-po-fear-the-walking-dead
Wypowiedź DeKnighta była autentyczna i z tego co ploteczki mówią to ponoć będzie dalej zabiegał, żeby Punishera zrobić. Tylko czekać na sukces Daredevila. No, ja myślę, że te 4 seriale - Blade, Ghost Rider, Punisher i własnie Moon Knight mają największe szanse żeby kiedyś na Netflix się pojawić :D Jestem dobrej myśli.
Były plotki, że FOX zrobi aktorski serial w uniwersum X-Men, jakoś na jesień ubiegłego roku, ale od tego czasu cisza :( Oj, tak sam chętnie zobaczyłbym X-23.
Ale co tam spekulacje, od rana jaram się jak Rzym Nerona po zobaczeniu zapowiedzi R-ki dla Deadpoola ! To będzie miazga.
PS. Właśnie zobaczyłem, że wpis ten trafił na stronę główną GoLa. Dziękuję za wyróżnienie :) Ze wszystkich tekstów jakie popełniłem akurat tym niespecjalnie chciałbym się chwalić. Także - Drogi Czytelniku - jeśli już tu zawędrowałeś - to zachowaj prima aprilisowy nastrój i zostaw swoje wrażenia w komentarzach :)
Zrozumiałem, zrozumiałem, tylko mi nie odpowiadają. Z Glennem okej, może być. Sashę pokazywano już jak strzela w lesie i nie przejmuje się zagrożeniem, jest pogodzona ze śmiercią, tutaj ten motyw powtarzają, a za symbolikę stosują to leżenie w grobie. Dla mnie takie przeciągnięcia są niepotrzebne, tobie odpowiadają, nie ma tematu.
(off: przy 16 odcinkach takie manewry muszą być stosowane. Nie przez przypadek wolę 1 i nawet 2 sezon gdzie liczba odcinków wynosiła odpowiednio 6 i 13. Jeśli spojrzeć całościowo na krajobraz telewizji to najlepsze seriale w 90% mają po 10-13 epizodów na sezon. Jest tylko kilka wyjątków).
Z Gabrielem jest podobnie, to że ma do siebie żal i że jest słabszy psychicznie było już wyraźnie zaznaczone. Nie było potrzeby się nad tym tak rozwodzić. Aspekty życia codziennego w świecie po apokalipsie zombie z założenia nie powinny mieć "nudnych" scen. I nigdzie takiego przymiotnika nie użyłem. Ba, nawet jestem mu przeciwny i irytuje mnie nazywanie np wspominanego już przeze mnie 3 sezonu HoC nudnym.
Bohaterowie bardzo często dywagują o swojej psychicznej kondycji, w każdym odcinku wyłapiesz przynajmniej kilka frazesów. Dla przeciwwagi - fantastyczny pod tym względem jest komiks, wyważony, precyzyjny, pozbawiony pustosłowia. Tutaj, dla przykładu, np w ostatniej scenie któregoś z wcześniejszych odcinków kiedy Carol mówi Rickowi o tym, że Pete bije Jesse. Reakcja Ricka, drgnięcie twarzy, napięcie mięśni - już tyle wystarczyło żeby widz zrozumiał, że Rick płazem mu tego nie puści i znając budowaną historię będzie chciał go zabić. Ale twórcy dorzucili jeszcze Carol werbalizującą to uczucie. Niepotrzebnie, bo wszystko było jasne. I to mi właśnie nie odpowiada.
IMO wypowiadanie się w "kluczowych tematach" takich jak poczucie winy, cierpienie, samotność, strach, kondycja psychofizyczna - powinno być opowiadane niewerbalnie, za pomocą gestów, mimiki, postawy, obrazu. A o codziennych sprawach bohaterzy powinny się wypowiadać, takich jak własnie survival, zdobywanie pożywienia itd itp.
Tak było na początku serialu, a im dalej wgłąb tym bardziej proporcje się odwracają. Przykład? Scena prania z 1 sezonu. Panie dyskutowały o tym, że tęsknią za swoimi wibratorami, mąż Carol rzucał jakieś kąśliwe uwagi i po samych twarzach i postawach wiedzieliśmy kto jak się czuje. Teraz jeśli ktoś czuje się źle, to powie, że czuje się źle. I jeszcze pokaże, że czuje się źle za pomocą cierpiętniczej miny. Jak choćby Eugene elokwentnie tłumaczący swoją nieprzydatność do tego świata.
Dla jednych to będą niuanse, niektórzy wolą rozrywkę z niskim kontekstem, ja wolę kontekst wyższy. Kwestia gustu, po prostu.
Panowie wyżej, rozumiem wasze wnioski i ja to wiem. Chyba nie do końca się zrozumielismy - a pisałem lekko i z przymrużeniem oka. Piszę: Brak akcji rekompensowany jest skupieniem na psychologii bohaterów i może wyszło niejasno (że niby akcję cenię wyżej), ale ja nie mam co do tego wielkiego zarzutu - bo uważam odcinek za dobry, co też napisałem - tylko ostatecznie nie ma tutaj kulminacji - stąd jest mało "finałowy". Jak choćby finał House of Cards 3, który urywa w pół zdania. 65 min było w takim razie niepotrzebne.
Skupienie się na bohaterach i dramatycznej stronie życia w takim świecie to clou serialu od samego początku i ja za wzór odwoływał się będę zawsze do pierwszej serii Darabonta. Tam dramat był idealnie wymieszany z dynamiką - przez co takie głupotki jak zombie używający cegieł do wybicia szyby - nie raziły. Zachowania bohaterów były wiarygodne, mówili i robili coś co ja sam zrobiłbym w ich sytuacji. Teraz już jednak tak nie jest. No, nie w 100%. Wymieniam 4 dobre wątki (dorzucić można jeszcze Eugena i Abrahama) i nawet zgodzę się, że Carol też jest okej - to mi osobiście jej transformacja nie podchodzi. Są jednak głupie, rozwleczone, nienaturalne wątki jak Sasha, Gabriel czy konflikt Nicka i Glenna (ten ostatni mniej). Twórcy uderzają w strasznie niski kontekst i perypetie bohaterów wykładają nam łopatą - czego ja oczekuję, to więcej subtelności. Subtelności, albo drastyczności - don't tell me, show me. Najlepszy w tym sezonie odcinek to ten w którym ginie Noah i Aiden. Ich okropna śmierć wbija się w pamięci - obrazek mówi więcej niż tysiąc słów.
- - -
I jeszcze jedna ważna rzecz - wpis, jak zresztą widać w stopce, został dodany o 3:18, jako konsekwencja bezsennej nocy (choruję ostatnio). Więc zgadza się, nie jest ona przemyślana i generalnie następnego dnia uznałem, że niepotrzebnie to pisałem (choć jak widzicie celuję w lżejszy ton, więc nie wycofuję się z tego co napisałem, a krytykę biorę na klatę) także dlatego, że sam finał nazajutrz wydał mi się lepszy. To był naprawdę dobry odcinek i dobra druga połowa sezonu. Ba, nawet cieszą mnie takie komentarze, bo widać, że jesteście fanami TWD - podobnie jak ja, co może wydać się wam teraz naciągane. Chłonę uniwersum od komiksów, książek, przez gry i seriale. I już nie mogę doczekać się "Fear The Walking Dead".
@claydespeed18 - tak jak pisze Stand-alone - zapowiadano finał na 90 min z czego 30 min okazało się być reklamami (w wersji na żywo) a samego odcinka zostało minut 65.
@Lupus007 - na pewno nie poznamy przyczyny, bo mówił o tym Kirkman, że nie chce jej podawać. Wtedy serial skupiłby się na tym aspekcie i poszukiwaniu lekarstwa, a nie na kondycji ludzkiej w takich warunkach. "Fear TWD" zaoferuje jednak ciekawą perspektywę pierwszych chwil po apokalipsie, tego nie mogę się doczekać :)
Bardzo dobry art :) Sam chciałem temat poruszyć, świetne podsumowanie. Ogólnie się podpisuję - Agenci pełna zgoda, z Daredevilem mam ten sam "problem" ogromnych oczekiwań, co do Agent Carter, to ja byłem zafascynowany aż do ostatniego epizodu gdzie balonik pękł. Źle rozwiązali tą intrygę
spoiler start
obracając nagle całość w prywatną zemstę szalonego doktroka
spoiler stop
To na pewno na minus trzeba poczytać serialowi, ale jest też Peggy Carter :P A to pierwsza pełnokrwista heroina w MCU.
Nie dziwię się, że tyle jest głosów negatywnych, bo Alan Wake to praktycznie nie gra - bardziej jak interaktywny film. I tu dochodzimy do sedna - gust. Jeśli o mnie chodzi to ja szukam zawsze świetnych historii w grach, stąd uwielbiam Alan Wake, Fahrenheit, czy Telltale The Walking Dead. Gameplay mi nie straszny jeśli historia wciąga (a każda z tych gier ma sobie sporo do zarzucenia pod tym względem). Plus prywatnie Stephen King to mój ulubiony pisarz, a gra otwarcie inspiruje się jego prozą (jest cytowany i przywoływany 2 razy). Także dla mnie to dream come true.
@sebogothis - nie każdy rozdział, choć rzeczywiście lasu jest najwięcej (co mnie też w pewnym momencie nużyło). Co do American Nightmare to jest sequel bazujący na stylu Quentina Tarantino i Roberta Rodrigueza. Ja dałem rady tylko pierwszemu rozdziałowi i zrezygnowałem.
@Czarny Wilk - no to poza WKKM w czymś jeszcze się mamy podobne zdanie.
@KochamKonsole - póki nie zagrasz to nie zdecydujesz jaka ona jest. Jeśli lubisz filmowość w grach, klimaty Kinga, i prosty gameplay to Ci się spodoba. O strzelbę chodziło strzelbę-strzelbę :D Nawet nie pomyślałem, że może to wypaść dwuznacznie.
A no i jeśli przyjdzie wena to więcej takich stworzę. Z różnych mediów. Stąd nazwałem sobie ten wpis EKSTRAKCJĄ i może przerodzi się w cykl :P
@sapc_io - dobrze mnie tu punktujesz - no Douglas też generalnie zły, szukałbym analogii do DiCaprio sprzed roku, dobry też argument z Whiteker'em. I właśnie szukając nagrodzonych aktorów za role drugoplanowe też chciałem to właśnie wykazać, że jeśli będą 2 postacie - z których jedna to np zasłużony snajper i żołnierz, a druga psychopata, milioner który zabił amerykańskiego atletę, to ten kontekst działa z reguły na korzyść tego pierwszego. Tak było przed rokiem, kiedy DiCaprio i Conaughey zagrali tak samo świetnie. Ale to "z reguły" trzeba dodać, ja przesadziłem. Sam teraz do pierwszoplanowej kategorii dorzucić mogę Denzela Washingtona za Dzień Próby :) Także tych aktorów jest więcej, nie przemyślałem sprawy do końca.
A co do "Lewiatana", to leży mi na dysku i zabierałem się do niego jak do jeża. Trzeba będzie nadrobić, żeby mieć odniesienie do "Idy" w takim razie :)
O, fakt. Hopkins dostał za Milczenie Owiec w kategorii pierwszoplanowej. Mój błąd :) Cały czas utożsamiam sobie tą jego nagrodę z drugim planem z faktu na rekordowo małą liczbę minut na ekranie :D Co do De Niro to polemizowałbym, Vito Corleone i La Motta nie podpadają pod antagonistów. Drugi na pewno nie, a Vito to postać mocno romantyczna, antybohater jeśli już. No ale, sam Hopkins zbija moją tezę więc mea culpa :)
@Reniferek - no to w kwestii Nygmy i Fish Mooney stoimy po przeciwstawnych stronach barykady. Nic tu nie zdziałamy. IMO nie tylko są źle zagrani - sztucznie, przerysowani - ale też tak są rozpisani, więc to kamyczek do ogródka scenarzystów. Fish Mooney z tymi swoimi teatralnymi gestami, groteskowymi sukienkami rzuca tekst "Aren't you a cool glass of milk". Słabe, głupiutkie.
Owszem poziom Gotham lekko się poprawił ostatnio. Zaznaczałem w komentarzach, że z ostateczną oceną trzeba poczekać do finału.
"Zbyt komiksowy"? Nie ja użyłem takiego sformułowania, więc tutaj pudło. Mi chodziło o karykaturalną komiksowość, źle rozumianą. Fish Mooney to postać, która dziś nawet w komiksach nie zagrzałaby miejsca. A i Nygma bardziej przypomina camp i klimaty Adama Westa, niż to co dziś pisze Scott Snyder. Przerysowali te postacie, zbyt grubą krechą i niskim kontekstem pojechali, więc stało się to ciężkostrawne. Dla przeciwwagi przykład rozkosznej komiksowości stanowi Agent Carter - komiksowa zarówno w formie i treści, a sprawdza się to głównie dzięki castingowi - Hayley Atwell, Shea Wingham, Dominic Cooper itd. W obsadzie Gotham sprawdzają się Pingwin (tutaj bez pudła) i młoda Catwoman (so Michelle Pfeiffer)
Wprowadzanie nowych postaci jest okej, a co do samej koncepcji to Gotham cierpi jednak na syndrom otwartej telewizji. Tu nie było planu od początku do końca - serial "zarabiał" kolejne epizody i twórcy musieli reagować. Nie ma tutaj wyraźnego wątku głównego, bo i przy 22-odcinkach będzie o to ciężko. Można pomarzyć jak serial wyglądałby np dla FX. I ta małpa niespełnionych oczekiwań siedzi mi zawsze na plecach podczas oglądania. Może kiedyś odpuści, ale na razie zawsze widzę, co mogło być zrobione lepiej. I tak ja np. zakładając, że mam swobodę twórczą i stacja wierzy w projekt: stonowałbym ogólny wydźwięk, Nygma byłby bardziej ludzki i sympatyczny (mnie irytuje), a do fabuły podszedłbym cierpliwiej - tj zacząłbym od pokazania Gordona (inny aktor koniecznie, może Theo James) jako funkcjonariusza policji, który odpowiada na wezwanie do morderstwa Wayne'ów i widząc opieszałość detektywów podejmuje działanie na własną rękę. I tak Gordon byłby funkcjonariuszem przez ok 10-12 odcinków (zakładając 22-odcinkowy sezon) w których obok prowadzenia śledztwa reagowałby na takie wezwania jak np przemoc domowa u Ivy'ch, włóczęgostwo Seliny Kyle, i tym podobne. Potem dopiero awansowałby na detektywa, został zdegradowany do strażnika Arkham, wrócił na detektywa i cierpliwie piął się aż do komisarza. Podobnie inaczej rozpisałbym postać Bruce'a - po śmierci rodziców powinien przeżywać bunt, a on praktycznie jest Batmanem bez maski.
Co do realizacji zaś to tutaj jest okej - świetny pomysł z wymieszaniem lat 40, 70 i współczesności. Dodałbym do tego więcej ciężkiego, dusznego klimatu Finchera i byłoby jak znalazł.
Pomijam aspekt odbioru filmu w USA, z racji na kontekst dziennikarze odczytują go inaczej niż my, to już polityczno-społeczna zagwozdka. Skupiając się na samym filmie to ja nie odniosłem wrażenia, że jest on politycznie zaangażowany - patos dotyczył uhonorowania żołnierzy - poza tym obyło się bez pustosłowia. Podsumowując film, to jest to sprawne filmowe rzemiosło zarówno wojenne jak i biograficzne. Nominacja do Oskara raczej na wyrost (brak "Foxcatchera"), no ale kiedyś The Hurt Locker w ogóle wygrał, więc mnie to nie dziwi. Rola Coopera bardzo dobra. Czytając recenzję żal jednak, że w 2h nie udało się zmieścić tych ważniejszych wątków biograficznych - tak dostajemy raczej mocno okrojony charakter Kyle'a - tj bardzo prostolinijnego człowieka, skromnego i skupionego na wykonaniu zadania. Odnalazł się w wojennej rzeczywistości, gdzie nikt w ogóle nie powinien się znaleźć. Don't blame the player, blame the game. Sceny z pobytu w ojczyźnie to już tylko pokazanie jego zmagania z powrotem do normalności - bardzo typowe dla każdego żołnierza, myślę, że za wcześnie też jest dla takiego obrazu aby poruszać kontrowersyjne wątki (
spoiler start
a takie są zasugerowane, kiedy Kyle musi odpowiadać za zabójstwo kogoś kto rzekomo miał tylko koran w ręce, nie AK47. Trudno tu się pomylić.)
spoiler stop
Co do wyraźnych wad filmu to brawo dla recenzenta za wypunktowanie Mustafy. Zdecydowanie niepotrzebne sceny z jego udziałem, rodem z sensacyjniaków (czeka tylko na telefon, nie ma życia, bawi się nabojem), nie kina wojennego. To chyba taki aspekt fabularny został wprowadzony, żeby znaleźć wspólną oś wydarzeń dla pobytu Kyle'a w Iraku. Podsumowując. Warto obejrzeć film i warto też przeczytać książkę (tudzież biograficzny gryps)
@olbrzym - mnie też miejscami i co raz częściej Arrow irytuje (konkluzja - zmęczenie materiału, to już 6 sezon się zaczął licząc wg optymalnej liczby odcinków na serię) ale Arrow miało przynajmniej 1.5 b.dobrego sezonu.
Gotham trafiło do złych na 10. miejsce, to ostatnie - czyli najmniej złe :) No i niestety, ale w kategorii drewnianych aktorów Ben McKenzie jako Gordon też jest w czołówce. Fatalna mimika, nie budzi specjalnie sympatii, przesadzone gesty. Gorsi od niego są tylko Nygma i Fish Mooney, to nie był udany casting. I tu jeszcze 2 uwagi:
1) oczekiwałem dużo więcej, więc upadek boleśniejszy, nawet nie tyle co Nolana chciałem, ale więcej z klimatu Se7en Finchera. Dziś wiem jakie to było nierealistyczne. Innym serial ma prawo się podobać.
2) ważna sprawa - serial ciągle trwa, Agents of SHIELD też byli mizerni do 13 odcinka a dziś są bardzo sprawnym serialem. Także nie zamykam możliwości, że Gotham też stanie się niezłym serialem.
Pamiętajcie, że to moje autorskie zestawienie, każdemu może podobać się co innego.
Ilość seriali i wolny czas? Jestem studentem (yuppi!) - nigdy w życiu nie będę miał tyle wolnego czasu. No może na emeryturze. Tutaj wymieniłem tylko seriale z 2014 roku :)
@bboy - Ray Donovan oglądam oczywiście, jest z 2013 dlatego go tu nie ma. Dzięki za polecenie Mozarta :) Co do Halt and Catch Fire to ja obejrzałem maratonem w 2 wieczory i mocno się wkręciłem - stąd moje pozytywne odczucia.
Co do Klondike, to jest to debiut Discovery więc co nieco trzeba im wybaczyć. Całość ma staromodny groove, ale ogląda się przyjemnie.
Oprócz nowych pozycji oglądam też te kontynuowane - czyli będzie to ok 60 pozycji w sumie, bo to są wszystkie GoT, TWD, HoC, Arrow, SHIELD, Carter, Hawaii Five-0, Mentalista, Pretty Little Liars, Chicago Fire, Banshee, 2.5, Hannibal i cała masa innych :D Cholera wie ile tego jest. W każdym razie oglądam sobie coś codziennie :P A no i wrzucę jeszcze zestawienie filmów - wyjdzie ich ok 73 z 2014 roku :D To w sobotę/niedzielę zapewne.
I taka wskazówka - czas ZAWSZE jest, trzeba umieć nim zarządzać :)
@lenii - nie, Gomorry rzeczywiścnie nie oglądałem. Dzięki za polecenie, trzeba będzie zerknąć :)
@claudespeed18 - ostatnie odcinki Gotham ciut lepsze, ale to zawód generalnie. Może Tobie się spodoba, ale na dużo nie licz :) Albo poczekaj do końca sezonu i nasłuchuj recenzji czy warto.
O tak, Marsjanin to na pewno jedna z najlepszych (TOP10) książek ubiegłego roku. Techniczny, fizyczny i chemiczny żargon jest zaskakująco łatwy do przyswojenia, wprawdzie informacje te nie zostają w głowie i mądrzejszy szczególnie się nie poczujesz, ale też czytając nie zgłupiejesz. Główny atut to jednak Watney i jego poczucie humoru - nie pamiętam kiedy ostatnio czytając książkę śmiałem się na głos :D Jest tam cała masa perełek, wynikających z kontekstu, takich jak cytowane już przeze mnie "„Patrzcie! Cycki! ==> (. Y .) „", albo "Wychodzi na to, że nawet NASA nie może polepszyć taśmy klejącej."
Hmm, zabawne, bo mnie też do książki przyciągnęła okładka :P Coś w tym musi być, przeglądając rankingi książek za ubiegły rok, oko zawiesiło mi się na tej pozycji. No i ją kupiłem - cieszę się o tyle, że z czytaniem ostatnio okrutnie się zakopałem, stawiając wyżej filmy, seriale i komiksy. "Marsjanina" chłonie się w kilka dni, nie ma lepszej pozycji żeby się odblokować :)
A co do filmu to ja mam dobre przeczucia - na pewno jest to jedna z najbardziej oczekiwanych pozycji 2015 roku, a będzie udana, jeśli Ridley Scott wiernie przełoży język książki, tak jak udało mu się to z Exodusem i dodatkowo zrobi widowisko. Generalnie niech film będzie też nowym doznaniem :) Na pewno warto jednak przeczytać najpierw pierwowzór literacki!
@grubens997 - pamiętaj, że MCU to też seriale :) A skoro tak, to jest "Agent Carter", która kontynuuje wątki z CA First Avenger, ale dla SHIELD jest prequelem. W każdym razie dzieje się w przeszłości względem obecnej linii czasu. Co się zaś tyczy filmów, to racja, do tej pory systematycznie idziemy do przodu. Tyle, że do tej pory nie było Sony'ego, a otwierają się nowe możliwości.
No tak, ale teoretycznie solowy film mógłby rozgrywać się wcześniej (prequel). Czekamy na konkrety.
Znajdź mi kogoś kto ma gust podobny, albo w ogóle identyczny :P Dobrze wiedzieć, nie masz więc odniesienia do tego co piszę, jeśli chodzi o filmy. Różnorodność dobra rzecz. ALE - mamy bardzo podobny gust jeśli chodzi o komiksy, bo w 90% zgadzam się z Twoimi recenzjami WKKM :)
@Amazing_Maurice - dzięki za miłe słowa!
@Czerstwiak - stosunki międzynarodowe wybrałem, bo starałem się połączyć swoje humanistyczne zapędy z czymś konkretnym. W moim przypadku duże znaczenie ma jednak uczelnia - Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie. Tj 90% zajęć zogniskowanych jest w okół ekonomii, gospodarki i polityki. Także jeśli uda mi się studia skończyć, to będę miał ekonomiczne wykształcenie ze specjalnością zarządzanie międzynarodowe. Czyli w teorii praca w korpo (no raczej nie dla mnie), ale też w każdej innej firmie. W teorii mogę też zostać dziennikarzem, politykiem itd - to generalnie interdyscyplinarne studia wymagające później robienia kursów na coś konkretnego. Bo w praktyce to różnie może być...
@leem230698 - dzięki, napiszę :) Od sportowej strony również coś skrobnę, ale chodzi mi też po głowie tekst o związkach Hollywood z NBA. Bardziej w formie ciekawostek - np. gościnny występ Carmelo Anthonego w finałowym sezonie Sons of Anarchy, serial Survivors Remorse produkowany przez LBJ'a, a i Chris Paul będzie miał swój. No i o wiernych kibicach - Spike Lee, hardkorowy fan New York Knicks czy Jack Nicholson w Los Angeles. Albo o tych mniej wiernych, ale zdeklarowanych - Will Smith w Philadelphi, Mark Wahlberg w Bostonie :)
@sekret_mnicha
Ja miałem trochę inaczej - mama nie chciała mi pozwolić oglądać z nią Archiwum :P Jestem z '92 więc pewnie byłem za młody :P
@Brucevsky - generalne zasady są banalne. Wystarczy 15 min żeby wgryźć się w temat. A reszta przychodzi z praktyką. To jeśli chodzi ogólnie o NFL. Co do gry, to sam nie grałem i nie wiem jak w wirtualnym świecie bym się odnalazł.
Jestem all-in za takim restartem. Na bieżąco jestem tylko z Guardians of the Galaxy i Star-Lordem - oderwane w kosmosie. Byłem z Hawkeye'm, ale postanowiłem poczekać do kwietnia i przytulić Omnibusa. I to by było na tyle. Zakopałem się w nadrabianiu klasyków, staroci i eventów od 2000 do 2011 roku. Próbowałem wdrożyć się w bieżące komiksy, ale nie wiedziałem w co ręce włożyć - taki restart to byłaby dobra okazja na nowy, świeży początek. Zakładając totalny restart, wyzerowanie numerów i historii.
Tyle, że nie bardzo w to wierzę, wyjdzie coś pomiędzy soft resetem a kontynuacją. Z Q&A podczas tego eventu wywnioskować można było, że historie będą jednak kontynuowane. Dołożyć do tego np - All New Hawkeye, który ma wystartować w marcu (nie zniknie raczej po 3-5 numerach) i jest zagadka. Oby tylko nie był to totalny miszmasz - z kontynuacją dotychczasowych historii, dorzuceniem bohaterów z Ultimate i jeszcze wymieszaniem z przypadkowymi postaciami z innych uniwersów - jak wujek Ben czy Gwen, które to mogą wrócić. Dopiero będzie chaos.
Caluśką grę przeszedłem bez ani jednego buga ;) Pierwszy raz tutaj słyszę, że ludzie problemy mieli. Dziwna sprawa - ode mnie 9/10 ! :)
wszystkie te punkty można zmieścić w jednym zdaniu - żeby Mafia III była bardziej GTA-owska :)
Do pewnego stopnia można się zgodzić, ale "męką" na pewno nie nazwałbym tych odcinków. Ja jestem Dragon-Ball-liferem i nigdy nie przystanę na takie określenia! Nikt też nie zabierze mi tego artefaktu dzieciństwa i magii jaką wtedy odczuwałem, nawet jeśli dziś spojrzę na serial z innej perspektywy!
Jeśli chodzi o wspomniane fanowskie podejście to polecam tą recenzję:
http://hatak.pl/artykuly/assassin-s-creed-rogue-najlepsza-odslona-serii-recenzja
OPTYMALIZACJA - to jest to na co czekam najbardziej. Mam nadzieję, że uda się uniknąć powtórki z GTA IV. Wtedy już wszystko będzie grało i buczało.
Czekam jednocześnie na minimalne i zalecane wymagania. Unity odpaliło na znośnych detalach, ale tutaj podejrzewam już bez nowego procka i karty graficznej się nie obejdzie.
Wg Reddit.com jest ten błąd naprawiony. Sam jeszcze nie testowałem.
http://www.reddit.com/r/pcgaming/comments/2l9mwn/update_new_nvidia_34460_whql_drivers_fix_level/
Kolejny, ostatni fragment z blogu, wpis pochodzi z 9 października tego roku:
http://realpolitik.pl/slowo-murzyn-jest-obrazliwe-czyli-o-tolerancji-dla-czarnoskorych-slow-kilka/
Zacznę od tego, że nie mam pojęcia też jak mam określać poprawnie politycznie ludzi o czarnym kolorze skóry, więc będę używał określeń, których uczono mnie w przedszkolu. Każdy chyba przerabiał wiersz Juliana Tuwima o tytule Murzynek Bambo.
Fragment ten służy już tylko jako podparcie tezy, że w Polsce brak jest tej świadomości (i wrażliwości) jeśli chodzi o stosowanie słowa "Murzyn". Pozostałe argumenty znajdują się wyżej.
- - -
Przeczytaj jeśli naprawdę chcesz poznać odpowiedź na zadane pytanie. Przemyśl jeśli chcesz, zrób jak uważasz. Zawsze zaczynam naiwnie od zwrócenia komuś uwagi, chwilę później orientuję się, że to syzyfowa praca i szkoda tracić czas. Potem jednak dochodzi do mnie, że tak naprawdę nie zależy mi żeby zmieniać czyjś sposób myślenia. Zostawiam tu wypowiedzi jako świadectwo swojej opinii, jeśli jest ktoś kto to czytał i na słowo "murzyn" skrzywił się, albo również uznał, że coś tu nie gra - to proszę, ja też tak uważam. A jeśli czytał to akurat ktoś ciemnoskóry lub jakiejkolwiek innej rasy niż kaukaska i poczuł się dotknięty - to też zostawiam swój wyraźny głos. Tyle mi wystarczy.
Fragment trzeci:
http://www.rp.pl/artykul/914425.html?p=1
Czy szef fundacji Afryka Inaczej jest przewrażliwiony, czy też może rzeczywiście powinniśmy zwracać uwagę na stosowanie słowa „Murzyn”? – To określenie ma oczywiste negatywne, pogardliwe znaczenie – mówi Mamadou Diouf. – „Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść”, „robić za Murzyna”, „sto lat za Murzynami” – to wszystko zwroty pokazujące Afrykańczyków w roli podrzędnej. „Murzyn” znaczy po prostu – niewolnik, brudas. I my się temu przeciwstawiamy. Ja oczywiście nie twierdzę, że przeciętny człowiek, który używa tego słowa, czy dziecko, które mówi wiersz o Murzynku Bambo, jest rasistą. Ale ten wiersz jest archaiczny. Niektórzy dorośli tkwią potem w tej bambomentalności. W latach 90. próbowano wprowadzić sztuczne określenie „czarnoskóry”, czy to dlatego, że język polski nie jest zdolny określić mnie inaczej niż przez kolor skóry? Przecież nie ma w tym języku słowa „białoskóry”, „jasnoskóry” albo „żółtoskóry”.
KONTRARGUMENT:
http://gosc.pl/doc/1060138.Slowianin-z-Murzynem-dwa-bratanki
Dziennikarz: „- Poseł John Godson mówi: »Jestem Murzynem i jestem z tego dumny«”.
Rozmówca: „- On nie rozumie tego słowa, nie zna jego pochodzenia! Nie można być dumnym z bycia niewolnikiem!”.
Tak zaczyna się wywiad Roberta Mazurka z pochodzącym z Senegalu muzykiem Mamadou Dioufem. Można go przeczytać w „Plusie Minusie”, sobotnim dodatku do „Rzeczpospolitej”. Fajna rozmowa i sympatyczny rozmówca, ale strasznie przewrażliwiony na punkcie słowa „Murzyn”.
Diouf, autor „Małej książki o rasizmie”, ubzdurał sobie, że słowo „Murzyn” jest obraźliwe. Chce przez głosowanie murzyńskich studentów doprowadzić do jego usunięcia z języka polskiego. Nie dociera do niego, kiedy Mazurek próbuje mu wytłumaczyć, że to słowo nie oznacza niewolnika: „Murzyn pochodzi od łacińskiego Maurus, które to słowo przywędrowało do Polski w średniowieczu z Czech i opisywało wszystkich ludzi o skórze ciemniejszej niż nasza: najpierw Arabów, później czarnych”. Dziennikarz cytuje też dr Katarzynę Kłosińską, według której afrykańscy studenci bywają tak uraźliwi na punkcie tego słowa, bo „przekładają sobie na polski słowo Negro, bo tak mają w słowniku, i dokładają do niego cały bagaż negatywnych konotacji, niewystępujących w polszczyźnie”. Wszystkie argumenty trafiają jednak w próżnię, bo Diouf wie lepiej, że słowo „Murzyn” go obraża.
....
Z POWROTEM do fragmentu trzeciego
Z pełnym szacunkiem dla fundacji Afryka Inaczej, ale zamierzam jednak bronić zdrowego rozsądku – mówi poseł Gowin. – Inaczej skończymy na cenzurowaniu Conrada. Jedno z amerykańskich wydawnictw publikuje „Przygody Huckleberry’ego Finna”, zmieniając używane przez Marka Twaina słowo „nigger” (czarnuch) na inne określenie. To jest przykład kulturowego barbarzyństwa. Słowo Murzyn funkcjonuje tradycyjnie od lat w języku polskim, jest to część dziedzictwa kulturowego tego języka i nie ma powodu dokonywać jego rewizji tylko dlatego, że ktoś zgłasza pretensje – dodaje.
Rzecz w tym, że różne popularne słowa należą do „polskiego dziedzictwa kulturowego”, np. „żydek” albo „parch” i jednak przestaliśmy ich używać. Pytam posła Gowina, dlaczego upiera się używać słowa „Murzyn”, skoro ludzie, których to słowo określa, czują się nim obrażeni. Czy z czystego szacunku dla nich nie warto zmienić zwyczaju językowego?
– Tu nie chodzi o szacunek ani godność drugiego człowieka, tylko o ten rodzaj poprawności politycznej, który w swojej istocie zaprzecza wolności i godności człowieka.
Diouf ma rację, kiedy mówi, że Polacy nie „przerobili” językowo swojego stosunku do czarnych: nie przerobiliśmy dlatego, że nie mieliśmy specjalnie okazji. W przeciwieństwie do Francuzów, Brytyjczyków czy Amerykanów historyczne relacje nie wiązały nas z narodami afrykańskimi. W krajach postkolonialnych walka o poprawność polityczną, albo – jak kto woli – szacunek językowy dla czarnych, ma długą i krętą tradycję, a rola polityczna osób o innej niż biała skórze jest znacznie większa niż w Polsce. Ich metody działania również nie były i nie są jednoznaczne. Np. znane były przykłady przywłaszczenia sobie przez czarnych obraźliwego określenia i w ten sposób próby oswojenia go. Tak działali np. afrykańscy twórcy nurtu „negritude” (murzyńskość?), którzy od lat 30. w Paryżu podkreślali wartość kultur afrykańskich, głosili autonomię czarnego człowieka i jego cywilizacji, sprzeciwiali się europocentrycznej wizji historii. Jednoznacznie obraźliwe francuskie słowo „negre” zostało „zaanektowane” przez artystów i polityków z tego nurtu, a jego wydźwięk wywrócony do góry nogami.
(...)
Językowego zwyczaju nie da się zadekretować, zresztą Mamadou Diouf chyba to rozumie. – Doskonale zdaję sobie sprawę, że moich protestów nie zaakceptuje od razu większość – mówi. – Ale będę zwracał ludziom uwagę, bo wiem, że tylko sami Polacy mogą skreślić słowo „Murzyn” ze swojego słownika. Nie mówię o żadnej poprawności, ale o moralności i dobrym wychowaniu.
Wątpliwe, by słowo „Murzyn” znikło z polszczyzny , bo większość Polaków po prostu nie rozumie, dlaczego miałaby mówić inaczej. Jednak w sytuacjach wątpliwych być może warto zastosować zasadę, którą uznaje Jarosław Gowin wobec Żydów czy Jacek Milewski wobec Cyganów. Po co komuś sprawiać przykrość, skoro jej niesprawienie tak niewiele kosztuje.
Fragment drugi:
http://aleksandralojek.natemat.pl/70991,murzyn-i-sprawa-polska
Biali mówią w Polsce czarnym, co ma ich obrażać, a co nie.To brak wrażliwości na innych, a nie brak politycznej poprawności, powoduje, że niektórym wciąż w XXI wieku wydaje się, że można używać słowa "Murzyn".
Co jakiś czas wraca na strony internetu dyskusja na temat słowa „Murzyn”. Dyskusja, która otwiera puszkę Pandory.
W obronie słowa stają zwykle biali, raczej nie przepadają za nim czarni mieszkańcy Polski (z wyjątkami). W innych krajach to byłoby wskazówką, że słowa nie należy używać, skoro określani nim nie wyrażają dla niego entuzjazmu. Tymczasem w ojczyźnie mojej czarni mają zaakceptowac, że biali używają tego określenia, bo to biali narzucają, co czarnych może obrazić, a co nie.
(...)
Zatem, gdyby słowo „Murzyn” było przetłumaczalne na język angielski bezpośrednio (nie jest jego odpowiednikiem słowo „nigger”, uważane za obraźliwe, już prędzej rzadko używane słowo „Moor”) i osoby nim określane powiedziałyby, że czują się tym określeniem urażone i że uważają je za przejaw mowy nienawiści, gdyby składały doniesienie na policję, policja musiałaby zapisać w swoich notatkach służbowych, że taka jest percepcja osoby, która incydent zgłasza. Bo tak postanowił prawodawca- liczą się uczucia osoby określanej jakimś epitetem, a nie to, co o danym epitecie sądzi określający.
Zawsze przy tej okazji w dyskusjach pojawiają się przypomnienia dotyczące wierszyka o Murzynku Bambo. Że w takim razie Tuwim był rasistą. Otóż nie mylmy pojęć. Tuwim żył w zupełnie innej Polsce. Używał innego języka. Oczywiście, ze wierszyk ten niekoniecznie nadaje się w tej chwili, w XXI wieku do tego, by uczyć go dzieci. Nie tylko z powodu określenia „Murzynek,” ale i całej otoczki, którą zawarł w wierszyku poeta. Choć jego intencje były z pewnością krystalicznie czyste (trudno o cokolwiek innego posądzać Tuwima), ale język, jaki wówczas go otoczał, niekoniecznie wyrażał to, co myśli głowa. Jest to też rodzaj pamiątki językowej, jak kiedyś myślano, w jakich kategoriach patrzono na świat, świetny przykład pokazujący ewolucję myślenia, języka, też zwyczajów .
I angielska Wikipedia ma kłopot z tłumaczeniem określenia Murzynek w tym konkretnym przypadku twórczości tuwimowskiej. Podaje dwa: „ black child”, ale i „Negro”, które już ma zabarwienie rasistowskie.
Wrogowie politycznej poprawności (bo zaraz zacznie się, że jestem jej piewcą) niekoniecznie rozumieją kwestie empatii. Patrzą na zmiany zachodzące w warstwie jezykowej z lękiem, dlatego, że ich nie rozumieją, a nie rozumieją, bo się nie zastanawiaja nad odczuciami drugiej strony.
Pewien mój znajomy, gdy popełniłam kiedyś jakiś artykuł na ten temat, zareagował oburzony, ze „dawniej to można było żartować z Żydów, Murzynów i blondynek”, a teraz już nie. No i dobrze, odparłam. Świat ma wiele wdzięcznych tematów, które można i powinno się obśmiać, ale czy tym tematem mają być Żydzi i inni? Dlaczego? Oburzamy się, gdy ktoś opowiada dowcipy o głupich Polakach, które robiły furorę w Stanach w latach osiemdziesiątych. Oburzyliśmy się, gdy w The Times Giles Coren, kucharz i niestety felietonista strzyknął jadem w stronę tzw. Polacks, bo NAM się nie spodobało określenie. Tymczasem Coren uznał, że ono nie było, jego zdaniem, obraźliwe. To, ze obraziło Polaków, którzy potem słali listy do redakcji, nie miało dla niego znaczenia. W sumie złamał prawo.
(...)
Oczywiście, że i nadmierną ostrożność można posunać ad absurdum. Kiedys Guardian opublikował żartobliwy artykuł na temat niezręczności politycznej poprawności, na temat przewrażliwienia, ilustrujac tezę o absurdach językowych przykładami, typu: „osoba z wyzwaniem dermatologicznym” („dermatologically challenged” - określenie kogoś z uporczywym tradzikiem), czy osoba z wyzwaniem w dziedzinie równowagi („horizontally challenged” – okreslenie kogoś, kto nie może stać równo wskutek intoksykacji ). Jasne jest, ze wszystko należy stosowac z umiarem.
Ale delikatności nigdy dość. Nie mam nic przeciwko temu, żeby, jak chce przewodnik językowy Guardiana napisany z myślą o dziennikarzach, gdy pisze się o osobie z zaburzeniami psychicznymi użyć określenia „osoba ze schizofrenią”, a nie „schizofrenik” (bo choroba nie określa całokształtu osoby), czy „osoba z epilepsją” zamiast „epileptyk”, itp. Przyznam, ze od razu chwyciło mnie to za serce, własnie ta delikatność. Bo to ona sprawia, ze poznajemy nowych ludzi i wchodzimy w ich swiat, a nie walka o zaśniedziałe zasady sprzed lat czy udowodnienie rzekomej nieszkodliwości okresleń z naszej perspektywy, osob, których te określenia nie dotyczą.
Innym moim wnioskiem, już bardziej smutnym, jest to, że ostrożność wymaga dobrej znajomości własnego języka i odpowiedniej wrażliwości, być moze obycia i wielkiej swiadomości językowo-kulturowej. A tego w polskich mediach nie ma. Dlatego przewodnik po języku powstał przy Guardianie, a nie w polskiej rzeczywistosci medialnej, w której i w całkiem dobrych czasopismach można trafić na słowo „Murzyn”.
Wracając zatem i do Murzyna właśnie...skoro czarni mieszkancy Polski uważają, że nie, to nie. Skoro chcą być określani jako czarni (w Wielkiej Brytanii to określenie jest określeniem właściwym, które zyskało imprimatur czarnych mieszkanców kraju), to, moim zdaniem, należy to uszanować.
Żyjemy w kraju, w którym jest coraz więcej mniejszości narodowych, religijnych, etnicznych...każdy przedstawiel tychże ma swoją własną wrażliwosć i zdanie- i prawo do tego, by go wysłuchać, uszanować i wziąć pod uwagę, zwłaszcza, jesli dotyczy jego samego. O całej reszcie można dyskutować, ale jeśli ktoś z Kenii mówiacy po polsku powiedział, że słowo Murzyn jest obraźliwe, to ono jest. I już.
@Dwyer - już Ci odpowiadam, artykuł pierwszy, tak będzie najprościej:
http://julianjelinski.natemat.pl/108605,czy-murzyn-odejdzie-wreszcie-na-emeryture
Gdy Sikorski posądził Polskę o „murzyńskość”, wszyscy zrozumieli, co ma na myśli. Zbędne były dodatkowe tłumaczenia, by zdać sobie sprawę z pejoratywnego znaczenia, które ma to słowo. I tylko to, że nawet minister spraw zagranicznych kojarzy "murzyńskość" w ten sposób powinno być wystarczającym argumentem, by wreszcie wysłać to słowo na emeryturę.
Sikorski "zdefiniował" „murzyńskość” jako posiadanie „bardzo płytkiej dumy i niskiej samooceny” czy też „robienie komuś laski” i praktycznie nikogo to nie zaskoczyło. I ten smutny fakt mówi najwięcej o konotacjach znaczeniowych tego słowa, które powinno już dawno odejść na emeryturę. Zaś to, jak często na portalach społecznościowych komentowano to wydarzenie powtarzając jak to „Polacy są murzynami Europy” tylko to potwierdza.
Wymówki Sikorskiego, jakoby odnosił się do Negritude, ruchu literackiego z lat 30. XX wieku nie ma sensu nawet brać na poważnie. Obawiam się, że minister po raz pierwszy spotkał się z tym ruchem właśnie szukając dobrej wymówki i mogę mieć tylko nadzieję, że znalazłszy ją poświęcił choć dłuższą chwilę, by zapoznać się z którymś z poetów, a może nawet poczytał Langstona Hughesa, który był jedną z inspiracji dla francuskich autorów.
Wracając do emerytury „Murzyna”: spodziewam się kolejny raz lawiny komentarzy typu: „dla mnie bardziej obraźliwe jest słowo czarny niż Murzyn” (cytuję typową wypowiedź osoby białej), „polska tradycja pozwala na używanie słowa Murzyn”, „i co dalej? Może dojdziemy do Afro-Polaka?”. Tego typu komentarze pojawiają się za każdym razem, gdy temat „Murzyna” powraca (a powraca od dobrych kilku lat). Możliwe że w obronie tradycji, możliwe, że wynikają ze szczerego przekonania o neutralnym znaczeniu tego słowa (bo przecież dla kogoś to słowo może mieć neutralne znaczenie). Zdają się one jednak ignorować to, na co zwrócił uwagę Andrzej Koraszewski: „Słowa są rażące, potrafią być bardzo bolesne, nawet jeśli wypowiadającemu wydaje się, że używał je w zupełnie neutralnym znaczeniu. Mogą nawet razić ludzi głoszących teorię, że słowa wypowiadane jako neutralne nie powinny nikogo razić. A co, jeśli mimo tego, że nie powinny jednak rażą? Jeśli wręcz bolą?”.
Nie musimy zresztą udawać, że „Murzyn” jest słowem neutralnym. Wystarczy zajrzeć do Słownika Języka Polskiego PWN, by dowiedzieć się, że połowa definicji słowa ma charakter pejoratywny:
3. pot. «ktoś, kto wykonuje pracę za kogoś bez ujawniania swego nazwiska»
4. pot. «ktoś, kto ciężko pracuje i jest wyzyskiwany»
Na emeryturę odsyłają „Murzyna” językoznawcy, w tym m.in. profesor Marek Łaziński z Uniwersytetu Warszawskiego (warto zapoznać się z jego artykułem na ten temat pod tytułem: „Murzyn zrobił swoje. Czy Murzyn może odejść? Historia i przyszłość słowa „Murzyn” w polszczyźnie” z roku 2007). Profesor Łaziński, odpowiadając na pytanie w poradni językowej PWN zwrócił uwagę, że „polski Murzyn, mimo lepszego pochodzenia niż Negro, także obrósł obraźliwą frazeologią i dlatego widać dążenia do automatycznej zmiany słów” oraz „słowo Murzyn ustąpi w końcu miejsca Czarnemu na zasadzie automatycznego dostosowania do innych języków europejskich”.
Przykłady tego „obrośnięcia” (by nie mówić ciągle o „wpadce” Sikorskiego) podaje też psycholog międzykulturowy Dominika Cieślikowska. Pytana, czy „Murzyn” jest neutralne odpowiedziała jasno:
Nie jest neutralne. Ma pejoratywne znaczenie ze względu na konotacje społeczne. Mówi się "biały Murzyn", "Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść". To są określenia wyrobnika, niewolnika, sługi. Kogoś, kto ma być podporządkowany.
A przecież od ponad 20 lat można znaleźć najkrótsze wyjaśnienie przyczyn dla zmiany w naszym słownictwie autorstwa Zbigniewa Marcina Kowalewskiego. Zauważył on, że w Polsce zignorowano zmiany, które zaszły w Stanach Zjednoczonych od lat 60. XX wieku. Przestano wtedy używać słowa Negro, ze względu na to, iż zostało uznane za posiadające negatywne konotacje i będące obraźliwe dla Afroamerykanów. W Polsce zaś zarówno tłumacze jak i autorzy tej zmiany nie chcą zauważyć. Nawet w książkach o Afroamerykanach i Stanach Zjednoczonych, co czasem prowadzi do absurdalnej sytuacji, kiedy zdanie, w którym pojawia się w oryginale „black”, „Negro” oraz „Afro-American” tłumaczone będzie tylko słowem „murzyn”. W książce „Rap. Między Malcolmem X, a subkulturą gangową" Kowalewski stwierdza:
piszemy Czarny (Black) a nie Murzyn (Negro), gdyż ten ostatni termin, uznany przez czarną społeczność, za obraźliwy i rasistowski, pod jej presją wyszedł z użycia w USA w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, czego polskie mass-media uparcie nie chcą przyjąć, do wiadomości.
Czy ten kolejny, ewidentny przykład negatywnych konotacji znaczeniowych słowa „Murzyn” sprawi, że wreszcie odeślemy to słowo na emeryturę (i okaże się to niewątpliwym „sukcesem” i „zasługą” ministra Sikorskiego)? Chciałbym powiedzieć, że tak, ale nie jestem o tym przekonany. Wolę za to powtórzyć za Dominiką Cieślikowską i dalej walczyć z tymi wiatrakami:
Wielu moich znajomych używa określenia "Murzyn". Tłumaczę im, w jakim znaczeniu to słowo dziś funkcjonuje, i że wiem od niektórych Afrykańczyków, że to ich rani. Jeśli chcesz być w niewrażliwej większości, twój wybór. Ja słowo "Murzyn" skreśliłam.”
Przekleństwa, czepianie się słowników internetowych, na tak, tak. Wklep w google translator albo jakikolwiek inny. Nie używa się już dziś słowa "murzyn".
Placki i wierszyki będą istniały dalej, powstawały w okolicznościach kiedy "murzyn" nie było obraźliwe i idiotyzmem byłoby korygowanie historii wstecz. Konsekwentni musimy być dzisiaj i w przyszłości, sprawdź na jakiejkolwiek poważanej stronie czy pojawia się "murzyn". Albo przypomnij sobie czy kiedykolwiek ostatnio się z takim określeniem spotkałeś.
Na uczelni mam czarnoskórego kolegę, poruszałem z nim ten temat. Na zwrot "murzyn" reaguje nieswojo, ale najczęściej zwracają się tak do niego osoby 35+ które nawet nie zdają sobie sprawy, że robią coś złego. Bo wychowały się w innych okolicznościach. Są też tacy, którzy chcą mu ubliżyć i mówią "murzynie" i to już nie jest fair.
Kogo mogę to uświadamiam.
Ano tak Wikipedia. Strona edytowana przez AnonimBOTa. To najwyższe i niepodważalne źródło wiedzy. Nie mam pytań, powoływać się na wikipedię...
Brzechwa i ciasto powstawały w innych okolicznościach, ja mówię o dzisiaj.
Kretyńskim pomysłem jest przywoływanie etymologii słowa kiedy mówimy o jego bieżącym tłumaczeniu.... Wklep w słownik, zerknij na jakikolwiek poważny portal - choćby tu na GOLa - i sprawdź czy ktokolwiek używa słowa "murzyn".
Nawet ci podlinkuję:
http://pl.bab.la/slownik/polski-angielski/murzyn
https://www.diki.pl/slownik-angielskiego/?q=Murzyn
Smutne, żeby w Polsce w 2014 roku, kraju rzekomo cywilizowanym takie rzeczy wyjaśniać. Z jednej strony widzę, że to walka z wiatrakami bo ignorancja niektórych granic nie zna. Z drugiej trzeba się odezwał bo nic się nigdy nie zmieni. Ja swoją opinię wyraziłem, dalej w to nie brnę.
@WrednySierściuch - animacje to jest ta bardzo dobra strona DC. Ostatni "Assault on Arkham" był świetny, poza tymi które wymieniasz warto wymienić też te starsze jeśli ktoś przegapił: Batman Mask of Phantom, Batman: Under the Red Hood, Batman: Year One, a już szczególnie i OBOWIĄZKOWO jeśli ktoś nie widział: Batman: Return of the Dark Knight Part 1 i 2.
"It's only weird when you make it weird."
Z racji na charakter tematów i fakt, że jesteśmy społecznością internetową, a więc globalną (bo każdy może to przeczytać) to IMO powinniśmy stosować się do uniwersalnych zasad kultury. Tej podstawowej, nie wydziwianej poprawności politycznej. Słowo "murzyn/czarnuch" to tłumaczenie "nigger", a więc zwrotu rasistowskiego. Jest 2014 rok, nie używa się już takich określeń. Podstawowa sprawa.
Twoje ironiczne nawiązania to właśnie przykład tej źle pojmowanej poprawności politycznej, Ty to wiesz, ja to wiem, więc po co o tym pisać? Ja zwracałem uwagę na coś innego...
"Or maybe I'm just a white gut not living in 1956" ~Jax Teller
Przede wszystkim trzeba jeszcze dorzucić informacje o solowym Batmanie i Supermanie, które (jeszcze) nieoficjalnie mają powstać między 2016-2020, jakby poza tą konkurencją. Idę o zakład, że o dokładnych datach zdecyduje sukces finansowy BvS. Im wynik będzie lepszy tym prędzej zobaczymy Batsa w swoim filmie.
- - -
Ryan Reynolds zrobił WSZYSTKO żeby doprowadzić do ekranizacji Deadpoola i chwała mu za to. Można sobie poczytać, bez jego wkładu i zaangażowania moglibyśmy o tym zapomnieć. Idę o zakład, że teraz walczy ze studiem o kategorię R przynajmniej. Klip testowy pokazuje, że sprawdzi się w roli - nie jego wina, że taką ABERRACJĘ wymyślili w Origin z zaszytymi ustami.
- - -
@Mephistopheles - "murzyński"? Ciebie jednego kojarzę za wysoką kulturę wypowiedzi, a tu taki kwiatek... Nie powiem, że od razu rasistowski, ale na pewno niepoprawny. Parafrazując Channinga Tatuma z 22 Jump Street: "Mamy 2014 rok. Nie ma już miejsca na takie odzywki." Bitch, c'mon!
- - -
Tak, Suicide Squad nie ma żadnych logicznych przesłanek poza tym żeby prześcignąć Marvela w pokazaniu grupy łotrów. Tego chce rynek od dawna. Podobnie jest z Wonder Woman bo oczekiwania na wreszcie żeńską superbohaterkę są duże. Takie solowych filmów póki co nie dostają, więc WW ma szansę być pierwsza. I choćby z tego powodu, a nie atrakcyjnej sylwetki czy propagandowych właściwości ludzie będą chcieli ją zobaczyć :) Nie mówiąc już o zadowoleniu żeńskiego fandomu.
- - -
O Green Lantern spekulować można tyle, że prawdopodobnie zobaczymy Johna Stewarta (Idris Elba!), a nie Hala Jordana. Raz, że nie trzeba będzie przekwalifikować nikogo rasowo tylko dla źle rozumianej poprawności politycznej, a dwa, że w ten sposób można po raz kolejny odciąć się od potworka z Reynoldsem.
- - -
Ezra Miller w roli Flasha? To kontynuacja kontrowersyjnych/intrygujących wyborów DC/WB. Wg mnie też nie ma aparycji na Barryego Allena. Czekałem na angaż jakiegoś klasycznego blondyna, marzył mi się Charlie Hunnam. No, ale poczekamy, zobaczymy.
- - -
No i powtórzyć moge tylko, że ja również żałuję, iż uniwersum filmowe nie jest połączone z TV. Rozumiem taką decyzję, bo to cała masa trudności - nie mówię, że zrobili źle. Ja jednak wolę model Marvela z spójnym światem - i tak czekam na Daredevila, który pojawi się u Netflixa, potem w kinie. Podobnie jak zapewne Iron Fist (to tutaj chcę Charliego Hunnama), Jessica Jones i Luke Cage ! :P Szczególnie, że wielkimi krokami zbliża się Civil War.
Ano właśnie czekałem na recenzję. Odczucia mam bardzo podobne - jednak rozczarowanie.
Powiedziałem pass po dwóch rozdziałach, więc oceny nie zostawiam. To pozycja dla fanów. Nie czuć było zupełnie grozy (tak jak np w rewelacyjnym Outlast), topornie wypadła mechanika rozgrywki, od początku szwankuje fabuła, bohater nijaki no i kilka irytujących rozwiązań - max 5 zapałem, czy protagonista który zakrada się z nożem, ale już w otwartym konflikcie męczy się z pięścią.
@Czarny Wilk - możesz rozwinąć tą tezę z zakończeniem? :P Też miałem takie przeczucie, ale się nie dopatrzyłem argumentów.
- - -
Z recenzją się generalnie nie zgadzam bo wspomniane wady można swobodnie przekuć w zalety. Tutaj teksty, które oddają moje przemyślenia i odczucia:
http://hatak.pl/artykuly/spoiler-alert-miasto-44
http://kultura.gazetaprawna.pl/artykuly/823628,miasto-44-agonia-warszawy.html
Czarny Wilku, ufam Twojej opinii, bo pokrywa się z generalnie z moim gustem, także przede wszystkim dzięki, bo są to świetnie napisane recenzje - zwięźle, trafnie i konkretnie. Nie prenumeruję WKKM, ale kupuję tomy na zamówienie i właśnie skłaniam się do kolejnego zakupu. Oczywiście uwzględniam te pozycje, które uznajesz za warte zdobycia i mam tutaj takie pytanie, czy mógłbyś zaspoilerować lekko kolejne recenzje tj do tomu 45, które Twoim zdaniem pozycje warte są uwagi. Jestem pewien, że czytasz je na bieżąco tylko nie ma czasu pisać recenzji.
Jeśli znajdziesz czas odpowiedzieć to możesz zrobić to na e-mail: [email protected]
A no i oczywiście - nie ma presji - te komiksy które uważasz za najlepsze i z czym się zgadzam kupuję priorytetowo jako pierwsze. Te gorsze pewnie też zakupię, tylko w późniejszym terminie. Trzeba gospodarować pieniążkami :)
Pozdrawiam!
dlaczego nie ma na PC ?! Wg pierwszych plotek miała wyjść taka wersja. Grałem w III i Black Flag, a teraz nie poznam zwieńczenia historii tylko otrzymam lepszą technicznie częśc Unity w realiach, które interesują mnie znacznie mniej niż Ameryka. WHY!?
Nawet ze wzgl pieniężnych opłacałoby im się bardziej wydać na PC. Kto ma kupić, kupi i dwie.
@Maxs
W pełni się zgadzam :P Dead Island porwało mnie w zeszłe wakacje ;)
W tym roku też wybiorę się na Karaiby. Mam 18% progresu i ostatni raz grałem kilka miechów temu. Podobnie jak autor wyżej, czekałem na wakacje ;D
The Last of Us: Remastered
Nie grałem w The Last of US. Nie mam PlayStation3. Nie grałem w The Last of Us: Remastered. Nie mam PlayStation4. Pora to zmienić. Każda podróż zaczyna się od pojedynczego kroku :P
No brawo eJay :)
Nie jest marny, jest niemal tak samo dobry. Kwestią najważniejszą jest tutaj powiew świeżości. Sezon 1 to było spore odkrycie i każdy wsiąkał w ten pesymistyczny świat, dialogi i ogólna beznadzieję. Sezon 2 już tej świeżości nie ma, ale to dalej świetnie napisany kawał historii.
Hejt niepotrzebny. Każdy może mieć swoje zdanie. Drugi sezon zdecydowanie trzyma poziom :P
Moja X-iMpresja:
spoiler start
X-Week, czyli ostatnie 7 dni, upłynął mi w dużej mierze pod znakiem filmowych przygód mutantów. Codziennie, wieczorem re-seansowałem jeden z dotychczasowych filmów o "X-Menach" ciesząc się nimi po raz kolejny, z ciągle niepochamowanym entuzjazmem fana. Zwieńczeniem maratonu był piątkowy, premierowy seans nowej odsłony. W kilku słowach na temat "X-Men: Days of Future Past"? Pełna paleta bohaterów, stylish '70s i bezpieczny, ale satysfakcjonujący i potrzebny cross-restart w XUniverse. Szkoda że tak krótko! Quicksilver na plus. Brawo Bryan Singer!
A rozkładając film na impresjonistyczny łańcuch DNA, możemy bliżej przyjrzeć się kilku mutagenom dominującym (duży X) i tym recesywnym (mały x).
X) cross-restart uniwersum – prequel, reboot czy kolejny sequel? Wszystko w jednym! Powiązanie oryginalnej obsady z nowymi gwiazdami, a jednocześnie wyprowadzenie serii na nowe, nieskrępowane przeszłością tory było zadaniem co najmniej karkołomnym. Bryan Singer, Simon Kinberg i Matthew Vaughn wywiązali się z niego obronną ręką. Ba, odnieśli sukces, bo dla mnie jako fana film jest szalenie satysfakcjonujący. Udało się połączyć 2 światy, zachować kanon, a jednocześnie pozwolić sobie na jego dalsze modyfikacje i wprowadzanie nowych pomysłów. Pojawią się nowi Storm, Cyclops i Jean! To się nazywa zjeść ciastko i mieć ciastko.
x) bardziej część spójnego uniwersum, niż samodzielny film – jak trafnie zauważa Jakub Popielecki w swojej recenzji dla Filmwebu:
[cytat] "Przeszłość, która nadejdzie" broni się więc jako kolejna część kinowego serialu; jako samodzielny obraz - już nie. Za dużo tu nostalgii, za mało budowania postaci. Choć kolejne fabularne klocki są odpowiednio objaśniane, motywacje bohaterów i fundamenty konfliktów mogą pozostać nieczytelne dla nowych widzów. Ale to efekt uboczny samego materiału źródłowego.[/cytat]
Dyskusję tą możemy rozciągnąć dziś w zasadzie na wszystkie kinowe uniwersa o superbohaterach. Kilka tygodni temu podobne zarzuty wysuwano przeciw "The Amazing Spider-Man 2" Sony’ego wskazując na zbyt dużą ilość wątków. Coś za coś, takie są koszty wylewania fundamentów pod większy świat. Z kolei poprzedni film 20th Century Fox z serii X-Men, czyli The Wolverine był, aż zaskakująco odrębny tożsamościowo, co być może było też powodem, dla którego część fanów serii przyjęła go negatywnie. A zaglądając do Marvela/Disneya zwrócić można uwagę na ostatnie wydarzenie, czyli rozstanie Ant-Man’a z Edgarem Wrightem. O jego przyczynach można tylko spekulować, ale bezpiecznie można założyć, że kością niezgody w pewnym stopniu był również dylemat "spójność wizji serii" kontra "oryginalność wizji pojedynczego filmu".
X) zwarty, dobrze opowiedziany, równe tempo, połączenie poważniejszego stylu Singera z lżejszym i humorystycznym Vaughna – od pierwszych scen jesteśmy rzuceni na głęboką wodą, a akcja nie zwalnia potem ani na chwilę, nawet gdy na ekranie dzieje się niewiele. Singer przykuwa widza do ekranu i zgrabnie opowiada historię. Nie ma zgrzytów (choć mi nie do końca smakowała sugestia trójkąta miłosnego Charles-Raven-Eric) a kolejne sekwencje łączą się w płynny, synchroniczny sposób. Przeskoki w czasie zostały ograniczone do potrzebnego minimum (nie ma tutaj zawiłej logiki, jest po prostu "hop"), stąd dziury logiczne nie rażą, a wręcz są niezauważalne.
x) za krótki, materiału starczyłoby na 2 osobne filmy, brak dramaturgii – film, którego zadaniem był wspomniany reset serii cierpi miejscami na przewidywalność i brak dramaturgii. Jego wydźwięk jest jednogłośnie pozytywny, a ostatecznie kończy się 100% happy endem, bo przecież żadna z postaci tak naprawdę nie ginie, a ożywają Ci, którzy zginęli we wcześniejszych filmach. I w tym miejscu, już w trakcie powrotu z kina naszła mnie refleksja, że film jest zdecydowanie za krótki. 132 minuty to wynik bliski standardowi, a ta historia prosiła się o epickie 3 godziny. Ciekaw jestem czy wyjdzie rozszerzona wersja reżyserska? Oby. Innym pasjonującym pomysłem, o którym teraz możemy tylko pomarzyć, byłoby rozbicie tej opowieści na 2 pełne filmy. I tak pierwszy zaczynałby się sceną zabicia przez Mystique Bolivara Traska, a potem opowiadałby o losach oryginalnej obsady toczącej walkę z Sentinelami. W nim umarłaby Storm, Beast i część nowych bohaterów, a X-Meni odnieśliby porażkę i zostali zmuszeni do ucieczki. Pierwsza część kończyłaby się sceną wysyłania Wolverine’a w przeszłość. I od Logana budzącego się w łóżku nieznajomej zaczynałby się część druga, która w zasadzie miałaby taki kształt jak DoFP miał teraz. Marzenie.
X) stylish ‘70s – First Class pokazywała nam X-Menów w aranżacji epoki Sexy ‘60s, tutaj mamy stylowe lata 70te, i niemal wszyscy bohaterowie pokazują się w kozackich wizualnie kreacjach, na czele z Loganem, Xavierem i Magneto. Kapitalny klimat. Już dzisiaj cieszę, że Apocalypse będzie rozgrywał się w latach ’80. Kolejna epoka do zahaczenia.
x) tajemnicza, mgliście zarysowana przyszłość – sceny z przeszłości stanowią zdecydowaną większość. Post-apokaliptyczna przyszłość jest zarysowana bardzo skromnie i oszczędnie. Tutaj kłania się zbyt krótki film i ogrom poruszanego materiału.
X) powrót całej obsady, pełna paleta bohaterów – wracają kluczowe postacie oryginalnej trylogii i prequela First Class. W tym miejscu podkreślić trzeba pracę ludzi odpowiedzialnych za casting, bo bez pudła trafili z wszystkimi aktorami. Utalentowani, charyzmatyczni, atrakcyjni. McAvoy/Stewart, McKellan/Fassbender, Jackman, Lawrence, Hoult, Ashmore, Page i inni. Niektórzy pojawiają się w dosłownie kilku lub tylko jednej scenie, a cieszy, że nie zostali zapomniani. Mamy tutaj niemal nostalgiczną i sentymentalną plejadę dobrze znanych nam bohaterów, co dla fana jest prawdziwą perełką.
x) brak czasu na pogłębianie ich rysów psychologicznych – mnogość postaci skutkuje oczywistym brakiem czasu dla dalszego ich rozwijania. W największej mierze film opowiada o emocjach młodego Charlesa Xaviera i jest on chyba jedyną dynamiczną postacią filmu. W przypadku postaci, które dobrze znamy nie jest to problemem (choć szkoda np. Storm, która tak naprawdę nigdy nie była w centrum zainteresowania historii), ale szczególnie ucierpieli ci nowi.
X) Quicksilver – wyróżniającym się punktem filmu jest zdecydowanie Peter Maximoff, czyli Quicksilver. Zwiastuny niosły obawę, że jego kreacja może być zbyt kiczowata. Nic podobnego. Każda scena z jego udziałem zasługuje na oklaski, od pierwszego spotkania, poprzez sugestię, że Peter jest synem Magneto, aż po najlepszą i najefektowniejszą scenę rozbrajania strażników. Taki Quicksilver zasługuje na więcej czasu ekranowego i jestem pewien, że go dostanie. Wysoko zawieszona poprzeczka dla Avengers.
x) Bishop, Warpath, Blink, Sunspot – Quicksilver jest tak naprawdę jedyną nową postacią, której miejsce w filmie ma uzasadnienie. Wprowadzenie szczególnie Bishopa i zatrudnienie Omara Sy, który ma chyba tylko jedną pełną kwestię do wypowiedzenia to marnowanie potencjału. Warpath, Blink i Sunspot również są ciekawymi, ale raczej mało znaczącymi pionkami na planszy ponadczasowej bitwy. Ich idealne miejsce powinno znaleźć się w hipotetycznym pierwszym filmie. Tak stanowią tylko ozdobę.
X) Sentinele przyszłości, efektowne walki – zaletą nowych bohaterów, których wspominam wyżej były na pewno szalenie efektowne sceny bijatyk z Sentinelami przyszłości. Wnosiły elementy świeżości, cieszyły oko i nie mordowały chaotycznym montażem. Podobnie na plus wypadają sceny walk z przeszłości. Na widowiskowość w pełnej skali przyjdzie nam poczekać do X-Men: Apocalypse.
x) Sentinele przeszłości, brak wyraźnego szwarccharakteru, Trask – przed filmem szczególnie cieszyłem się wprowadzeniem kultowych, fioletowych Sentineli – w trakcie filmu okazało się jednak, że posłużyły tylko jako marionetki Magneto i starli się z nimi jedynie Logan i Hank. Trochę mało. I znowu – film jest za krótki. To trochę jak dyskusja czy szklanka jest w połowie pusta, czy pełna. Dla mnie ogrom materiału i fabularny natłok nie jest problemem – problemem jest brak odpowiedniej długości i czasu na zaprezentowanie każdego aspektu. Właśnie z tego powodu cierpi Bolivar Trask – Peter Dinklage nie ma tutaj za wiele do grania, a jego postać jest rozpisana tylko konturowo. Służy jako enigmatyczny katalizator fabuły, ale jego charakter i motywacje są nam bliżej nieznane. Wprawdzie jest kilka scen, które dają nam pogląd na jego sylwetkę, ale to zdecydowanie za mało.
X) dylemat Xaviera, Nicholas Hoult – co pasuje do lat 70? Narkotyki. Ten niemalże nieodłączny element jest i tutaj metaforycznie zaprezentowany. Dostajemy tutaj też emocjonalny wgląd w przytłaczającą świadomość młodego Charlesa i ból jaki wiąże się z jego mocami, w sytuacji kiedy umysł nie współgra z sercem. Zwiastuny filmu dawały też do myślenia w kwestii wyglądu Hanka McCoya/Bestii – w filmie za sprawą wynalezionego przez siebie serum, McCoy potrafi kontrolować swoje przemiany. Zalety takiego rozwiązania to możliwość pełnej gry aktorskiej młodego i zdolnego Nicholasa Houlta. Bardzo podobnie wygląda również sytuacja Mystiqe – Jennifer Lawrence bardzo często pojawia się w swojej realnej powłoce. W kwestii kreowania nowych marek i dbania o status naziwska to zabieg na pewno konieczny. W końcu mistrz Andy Serkis może być tylko jeden.
x) zasadność "serum" – rozwiązanie to jest o tyle praktyczne od strony technicznej, co korzystnie wygodne i boleśnie uproszczone od strony fabularnej. Nie wiem, czy w komiksach pojawiał się taki motyw, nie ma to tutaj większego znaczenia, ale sama wewnętrzna logika jest tutaj wątpliwa. Magiczne, a naukowe serum, które kontroluje wygląd, naprawia kręgosłup, a w nadmiarze powoduje utratę mocy to motyw ciut naciągany. Hank McCoy kontrolujący swoje transformacje (licentia poetica, duuh!) nie będzie mi w przyszłości przeszkadzał, ale z samego serum może warto jednak zrezygnować.
X) scena po napisach – wprowadzenie do Apocalypse wypada imponująco. Mam nadzieję, że częściowo akcja przeniesie się również do Egiptu. Ameryka lat 80 + piaszczyste krajobrazy Afryki to zacna sceneria. W kwestii ciągłości uniwersum DoFP niewątpliwie took one for the team, ale teraz kiedy seria wyprowadzona została na nowe ścieżki, to czeka nas nieskrępowana i widowiskowa zabawa.
x) 2 lata czekania – oczywisty minus takiej sytuacji? 2 lata czekania. W 2016 czeka nas potężny sezon blockbusterów – Captain America 3, Batman v Superman i X-Men Apocalypse.
X) filmy kręcony w 3D – zbliżając się do końca, poruszyć można jeszcze techniczny aspekt filmu. Przede wszystkim pochwalić można Bryana Singera za to, że film niemal w całości kręcony był kamerami 3D. To zabieg daleki od standardu – każdy z tegorocznych, dotychczasowych blocbusterów kręcony był w 2D, a potem w procesie postprodukcji konwertowano go, z różnym skutkiem, do 3D. Mowa tutaj o Spider-Manie, Godzilli, czy Kapitanie Ameryce albo generalnie każdym filmie ze stajni Marvel/Disney. Ostatecznie efekty 3D wyglądają dobrze, ale to w zasadzie najlepsze co można powiedzieć.
x) ale nie był pokazywany w IMAX, więc czy 3D to wartość dodana? – The Amazing Spider-Man 2, choć kręcony w 2D i konwertowany do trzeciego wymiaru to generalnie był chwalony. Godzilla wypada bardzo przeciętnie, a taki Kapitan Ameryka to pod tym względem tragedia. X-Menów szkoda z tego względu, że nie pokazano ich w wersji IMAX, a taka na pewno zwiększyłaby poziom technicznego doznania. Czy jednak patrząc całościowo 3D stanowi wartość dodaną do filmu, czy zupełnie niepotrzebną dystrakcję? Im częściej odwiedzam kino, tym bardziej skłaniam się ku tej drugiej opcji. Czekamy teraz na odpowiedź Michaela Bay’a, który swoich Transformersów kręcił ponoć częściowo kamerami IMAX 3D. Jeśli i on zawiedzie, to pozostanie czekać nam na techniczną rewolucję Jamesa Camerona w kolejnych Avatarach. Temat na osobną dyskusję, może rozwinę ją kiedy indziej.
Stawiając diagnozę analizowanego łańcucha Days of Future Past zaznaczam, że celowo użyłem metafory biologicznej. I choć nie jest ona naukowo uzasadniona, to nieprzypadkowo wspomniane przeze mnie wady filmu nazywam mutagenami recesywnymi. A więc takimi, które przy sprzyjającej kombinacji się nie ujawniają. Tak jest właśnie z nowymi X-Menami – na pierwszy plan wychodzą dominujące X-zalety i w sposób bezpretensjonalny pozwalają cieszyć się filmem.
Cyferkowo bez znaczenia, skoro organizm jest zdrów i w kwiecie wieku, ale można wystawić zasłużone 8.5/10.
Na sam koniec zaznaczyć muszę jeszcze, że wspomniany przeze mnie 100% happy end był nieodzowny. Wszak film ten jest najprawdopodobniej pożegnaniem z Ianem McKellanem, Patrickiem Stewartem, Halle Berry, Famke Janssen czy nawet Jamesem Marsdenem, Anną Paquin, Shawnem Ashmorem i Ellen Page – każdy z nich zasłużył na ciepłe i pozytywne zwieńczenie losów. Ostatnia sekwencja filmu to słodko sentymentalne, ale szczerze emocjonalne pożegnanie prawdziwych herosów.
Co raz bliżej jest też odejścia Hugh Jackmana i również tutaj symboliczny siwy włos to zapowiedź końca przygody Australijczyka z Wolverine’m. Ja nie wyobrażam sobie, że będzie można go zastąpić i podpisuję się pod słowami Marcina Pietrzyka z recnezji The Wolverine:
[cytat] Natomiast niezaprzeczalnie największą atrakcją jest Hugh Jackman. Oglądając go w "Wolverinie", ma się wrażenie, że żaden inny aktor nie został lepiej dobrany do odgrywanego superbohatera. Czy jest zrozpaczony, wściekły, bezwzględny, ironiczny czy też szlachetny – za każdym razem jest równie wiarygodny. To niebywała sztuka, której w komiksowych adaptacjach ostatnich lat nikt inny nie był w stanie powtórzyć. Tylko on mógł się tak obcesowo obejść z ministrem sprawiedliwości i pozostać w naszych oczach szlachetnym herosem. Tylko on może okazywać emocje w ckliwych scenach i nie wydawać się śmiesznym. Batmana, Supermana, nawet Iron Mana można zastąpić, ale znaleźć nowego Logana byłoby naprawdę piekielnie trudno. Jackman jest nim w stu procentach, co poświadczy każdy, kto obejrzy "Wolverine'a". [/cytat]
Czy pojawi się w Apocalyspe? Mam nadzieję, ale nie sądzę. Mógłby wystąpić w roli drugoplanowej i namaścić Gambita do przejęcia ciężaru serii na swoje barki. W każdym razie został mu góra jeden, solowy film, i to o ile pojawi się wartościowy scenariusz. Tego jemu, sobie i wszystkim fanom z całego serca życzę. I skoro tak musi być, to niech będzie to finał, który jednoznacznie pożegna nierozłącznych Jackmana i Logana.
spoiler stop