Jestem świeżo po wbiciu 100 procent w RDR2 i mogę napisać tylko jedno: To najlepsza gra, jaką przyszło mi dotąd ukończyć. To coś więcej niż gra - to doświadczenie. Nie sądziłem, że z pozoru płytka opowieść o wirtualnych kowbojach będzie w stanie wzbudzić we mnie jakiekolwiek głębsze emocje. Po zebraniu trofeów zerknąłem na statystyki.Tylko 60 procent graczy wytrwało do 2 rozdziału. Co więcej, zaledwie 1/4 użytkowników ukończyło cały wątek fabularny na PS4/PS5, co uważam za skandal.
Tak wielu odpuściło tę wspaniałą opowieść i nie miało okazji poznać najlepszych misji, które pojawiają się dopiero w późniejszych rozdziałach. Prawdopodobnie wynika to ze ślimaczego wprowadzenia i powolnego budowania napięcia w pierwszych godzinach. Wstęp faktycznie jest ślamazarny, ale z każdą godziną akcja sie zawiązuje, by w końcowych sekwencjach stać się prawdziwym dreszczowcem. Napady na banki, pociągi, dyliżanse, porwania, pościgi i wybuchy - to wszystko tutaj jest.
Jeżeli zastanawiasz się nad poznaniem historii Arthura Morgana lub odbiłeś się na początku - daj drugą szansę. Sam miałem problem, żeby od razu zanurzyć się w ten świat. Skończyło się tak, że wraz z postępem traciłem rachubę czasu i "marnowałem" całe wieczory, a nawet nocki na wirtualnym dzikim zachodzie. Wkręciłem się tak bardzo, że mój związek stanął na włosku...
Jeżeli grałeś powiedzmy kilkanaście godzin - oznacza to, że nic nie widziałeś. To tak jakby obejrzeć tylko dwa pierwsze sezony Breaking Bad. Dopiero po przebrnięciu przez depresyjne zaspy śniegu w stylu "Nienawistnej ósemki" i spokojny drugi rozdział rozpoczyna się prawdziwa akcja. Z drugiej strony rozumiem zarzuty o "nudzie". RDR2 to zdecydowanie nie jest gra dla niecierpliwych i przebodźcowanych ludzi, którzy potrzebują stałych zastrzyków dopaminy. Nie każdy będzie w stanie dotrwać do kapitalnych rozdziałów IV, V i VI.
Nie przejmuj się, jeżeli przytłoczy Cię ogrom świata, ilość aktywności, dystans do pokonania na koniu lub ilość znaczników na mapie. Nabierzesz stopniowo wprawy w sterowaniu klockowatym koniem i ociążałym Arthurem. Z czasem, odnajdziesz się też w skomplikowanym interfejsie. Warto zrobić to wszystko zarówno dla głównej fabuły, jak i przemyślanych misji pobocznych. Do tych ostatnich można zaliczyć min. wynalezienie robota, walkę z lwem, gonienie znikającego karła lub randkę z dawną miłością Arthura.
Co do innych zajęć, jeżeli nie lubisz polowania, łowienia ryb, zbierania roślin i tworzenia przedmiotów - nikt Cię do tego nie zmusza poza pojedyńczymi przypadkami. Skoncentruj się po prostu na misjach. Rozsiądź się wygodnie w fotelu, niczym ze szklanką whiskey w dłoni przy kominku, chłoń świat i daj się porwać. RDR2 jest idealnie wyważone pomiędzy momentami refleksji podczas eksploracji oraz wartkimi scenami akcji z najlepszych westernów.
Na początku ujrzysz wiele nowych obcych twarzy i ciężko będzie Ci się połapać kto jest kim. Na sam koniec będziesz jednak zżyty z każdym członkiem gangu Dutcha. Każdy z nich ma swoją historię i strata każdego z nich będzie powodowała ból. Czy gang ucieknie przed stróżami prawa i rozpocznie nowe życie na wyspie Tahiti? Czy Arthur był mądry, czy też podążał za głupcem? Gdzie zaprowadziły go jego wybory? Musisz sam się przekonać. Cała opowieść kojarzy mi się ze świetnym filmem "Dzika banda" (jeżeli ktoś nie widział, to polecam obejrzeć). Ponadto, miałem skojarzenia z Butchem Cassidym. Fabuła nie jest typowym hollywoodzkim gniotem. To smutna historia skreślonych ludzi, którzy uciekają przed swoją przeszłością i próbują przetrwać za wszelką cenę. Poza tym, RDR2 to opowieść o przemijaniu i tytułowym odkupieniu, lecz nie mogę nic więcej zdradzić:) Bohaterowie ewoluują i mają swoje przemyślenia. Niektóre działania protagonisty przynoszą opłakane skutki dopiero dużo później. To jeden z najlepszych scenariuszy jakie wymyślono w grach wideo.
Tak naprawdę, nie sposób wymienić wszystkich zalet tego tytułu. Aby zawrzeć tu chociaż minimum możliwosci jakie dostaje gracz, musiałbym napisać recenzję obszerną na 10 stron. Nie wiem od czego zacząć, bo roboty jest na grubo ponad 100 godzin. Nie są to jednak nudne i frustrujące godziny jak w grach ubisoftu ( no, może poza pojedyńczymi wątkami).
Red Dead Redemption 2 jest przewspaniałe i dopracowane, wszystko się tu zgadza. Piękna grafika nawet jak na dzisiejsze standardy, bardzo klimatyczna autorska muzyka ("Unshaken" nadal wywołuje u mnie natychmiastowe ciary i wzruszenie), ciekawy orgomny świat, który faktycznie żyje, czy np. rutyna każdego jednego NPC ( wreszcie przestali być kukłami).
Oczywiście gra posiada wady takie jak toporne sterowanie, pozorna ograniczona interakcja, czy maksymalna liniowość misji, lecz są to błahostki. Nie oczekujmy od gry tych rozmiarów 10 różnych zakończeń w każdym z zadań. Poziom trudności jest tak wyważony, aby nie wytrącać nas z opowieści. Miłośnicy Dark Souls mogą poczuć się tutaj zawiedzeni. Wyczytałem gdzieś wyżej, że Red Dead nie stawia żadnego wyzwania i polega jedynie na przejeżdżaniu z punktu A do B. Przecież większość gier jak i cała kinematografia na tym polega. Poza tym, można tutaj zginąć na wiele sposobów, chociaż faktycznie misje fabularne wybaczaja sporo błędów. Zarzut ten jest chybiony, to tak jakby narzekać, że horror nie jest zabawną komedią. Red Dead to zupełnie inny gatunek niż szachy. To nie jest gra strategiczna lub logiczna (chociaż dla takich znajdzie się np poker czy domino), gdzie wynik jest inny za każdym razem. Ponadto, pamiętajmy, że gracz obserwuje historię Arthura Morgana, a nie tworzy swoją własną, o czym wiele ludzi zdaje się zapominać. My jesteśmy jedynie widzami w filmie interaktywnym.
Rockstar od zawsze ustanawia nowe standardy, których nikt nie jest w stanie przebić i nie inaczej jest w tym przypadku. Przywiązanie do detali jest tutaj wręcz absurdalne. Po ukończeniu gry już raczej wiesz, czy kiedyś do niej wrócisz - tak samo jest z dobrze napisanym filmem. Ja na pewno złoże kiedyś wizytę Dutchowi, aby wbić złote medale w misjach fabularnych.
Podsumowując, serdecznie polecam RDR2 każdemu kto kocha gry i jeszcze raz zachęcam ludzi, którzy odłożyli ten tytuł na półkę. Pamiętajcie, że DUTCH MA PLAN! ON MA PLAN. TROCHĘ WIECEJ WIARY.
A tak poza tym...czy ktoś z was widział może Gavina?
Siadając do tytułu jako wierny fan począwszy od GT3 wiedziałem czego się spodziewać. Nie oczekiwałem szalonych wyzwań i ścinania kaktusów jak w Forzie. Chciałem zastać stare dobre licencje, fajny model jazdy, legendarne tory i setki dobrze odwzorowanych samochodów. Sporo mechanik gry zdążyło się trochę zestarzeć, ale od początku.
Zacznę od minusów:
- bardzo ślamazarny interfejs i długie czasy ładowania, które są jeszcze spotęgowane przez dodanie wirtualnych przewodników w każdym możliwym momencie. Po co? Wybierając jakąkolwiek opcję w menu kariery trzeba najpierw przedostać się przez kilka nudnych ekranów i przeczytać mnóstwo linijek tekstu, które mają na siłę wprowadzać jakąś fabułę do gry symulacyjnej. Po chwili zaczyna to być męczące, mam wrażenie, ze więcej czasu spedza się w lobby, niż na torze.
- Zdziwiłem się, kiedy nie uświadczyłem skoku graficznego, a oprawa wydała się przestarzała. Modele samochodów są bardzo ładne, ale cała reszta wypada biednie. Kanciaste drzewa, płaska trawa i rozmazane góry pamiętające czasy PlayStation 2. Miałem jeszcze większy kontrast, ponieważ grałem wcześniej w Red Dead Redemption 2 - tylko pamiętajmy, że tam jest wielki otwarty świat, wiec idąc tym tropem zamknięte lokacje w Gran Turismo powinny bić po oczach fotorealizmem, a wcale tak nie jest. Pięknie wykonane modele samochodów niezwykle mocno kontrastują z pustką, którą widzimy dookoła. Na krytykę zasługuje również ciagle brak modelu zniszczeń.
- Mimo wszystko brak innowacyjności i pomysłów. Stworzenie Cafe, czy muzycznych wyścigów nie zasloni tego, że deweloperzy klepią ten sam schemat od pierwszej części. Licencje są fajne, puchary tak samo, lecz rozgrywka wydaje się mało dynamiczna i różnorodna. Nie czuć powiewu świeżości oraz rewolucji względem części poprzednich. Jak napisałem wcześniej, wepchnieta na sile fabula okazuje się być niewypałem, a duzo lepiej sprawdziłyby się np driving missions znane z gran turismo 4. Mam wrażenie, ze każda kolejna część otrzymuje coraz mniej "mięsa".
Teraz plusy:
+ Oczywiście model jazdy jest jak zwykle świetny. Jedyny warunek - TRZEBA KONIECZNIE wyłączyć wszystkie wspomagania oraz ustawić wysoki poziom trudności, dopiero wtedy rozrywka staje się satysfakcjonująca. Jestem przekonany, że wiele graczy miałoby potencjalnie wiele frajdy z wyścigów, ale po prostu grają na ustawieniach dla leszczy, przez co każde auto prowadzi się tak samo.
+ ponad 300 licencjonowanych samochodów i wiele torów do wyboru. To jest zawsze największy plus Gran Turismo.
+Dobra wydajność, zmienne warunki pogodowe, pełen cykl dnia i nocy,
+historie aut w salonie, ciekawe dla fanów motoryzacji
+sporo wyścigów do wyboru, dobry system ekonomiczny, licencje, które zawsze robię z radością.
Ostateczna ocena to 6. Byloby 8 gdyby nie denerwujące dodatki do kariery. Model jazdy i zacięta rywalizacja potrafią jednak wiele zrekompensować, a to przecież symulator i to jest najważniejsze. Może ta odsłona nie ma podjazdu do najlepszej części czwartej, ani udanej piątki, lecz jest to krok w dobrym kierunku. Ciężko tutaj coś więcej napisać, ponieważ niewątpliwie jest to gra dla ultrasów i starszego pokolenia. Tylko my, wychowani na starych Gran Turismo doceniamy tę dojrzałą produkcję.
Polecam teraz sprawdzić tę trylogię, ponieważ gra otrzymała niedawno update, który wprowadza klasyczne oświetlenie zbliżone do oryginalnych wersji PS2. Dzięki temu, zespół odpowiedzialny za łatanie remasterów przywrócił legendarną pomarańczową atmosferę w San Andreas, mroczny klimat Trójki i pastelowe barwy w Vice City. Framerate na PS4 wydaje się być lepszy - chociaż brak stałych 30 fps przy takiej grafice to trochę żart. Ponadto, gry są teraz dużo stabilniejsze - udało mi się wbić platyny w GTA 3 i VC bez żadnych crashów lub innych bugów. Niestety, modele postaci pobocznych dalej są tragiczne, ale cała reszta podmienionych tekstur wypada OK.
Typowa gra zrobiona szybko na kolanie, żeby wykorzystać chwilowy rozgłos towarzyszący premierze filmu. Rozgrywka powtarzalna, ciągłe strzelaniny w liniowych, ciasnych lokacjach przeplatane sekwencjami "na szynach". Przeciwnicy są strasznie głupi (Jakim cudem Skynet przejął kontrole nad światem skoro Terminatory to takie głąby?). Rywale dzielą się zasadniczo na 3 kategorie: latające drony (aerostaty), chodzące wieżyczki (pająki) oraz T-600. Schemat ich pokonywania jest niezmienny: do aerostatów strzelasz z shotguna, pająki należy atakować od tyłu, bo tam jest ich słaby punkt, natomiast T-600 padnie po dwóch granatach/bombach. I to jest w sumie cała rozgrywka, żadnych urozmaiceń. Na początku grało mi się przyjemnie, jednak szybko wkradła się monotonnia. Historia nie jest w żaden sposób powiązana z filmami. Opowieść prosta jak drut - grupa bohaterów musi uratować innych członków ruchu oporu uwięzionych w siedzibie Skynet'u. Postać Johna Connora jest totalnie bezpłciowa - jeden z najnudniejszych protagonistów w historii. Z plusów można wymienić niezły klimat post-apo (momentami miałem wizualne skojarzenia z The Last of Us) oraz model strzelania. Niemniej jednak, jako ogromny fan serii czuję się zawiedziony. Szkoda, bo temat był naprawdę nośny i dziwię się, że można było to tak skopać. Może nie jest to najgorsza gra w jaką grałem, ale zdecydowanie Terminator Salvation to zmarnowany potencjał.
Bardzo udana część, niesłusznie porównywana do GTA 1 i 2. Mamy tu wiernie przeniesione Liberty City z GTA IV, niestety bez Alderney. Prawdopodobnie jest to spowodowane ograniczeniami sprzętowymi Nintendo DS - platformy, na którą gra była pierwotnie wydana. Najbardziej urzekły mnie interaktywne mini gry np. tworzenie koktajli Mołotowa, czy otwieranie samochodów wytrychem. Poza tym pozornie prosta mechanika dilowania różnymi ciekawymi specyfikami okazuje się być wciągającym zadaniem pobocznym i efektywnym sposobem na zarobek. Podobał mi się też system gubienia policji, w którym zamiast uciec z okręgu poszukiwania wystarczy zniszczyć kilka radiowozów niczym w "Carmageddon". Szkoda, że fabuła jest krótka, ale to w końcu gra mobilna.
Wciąż jedna z najlepszych gier wyścigowych w historii, która wyprzedziła swoje czasy, a graficznie przeskoczyła ograniczenia sprzętowe (można odpalić tryb 1080i, kosmos jak na PS2). Ponad 700 licencjonowanych samochodów do wyboru robi wrażenie nawet dziś. Ostatnia część Gran Turismo, która zrobiła na mnie większe wrażenie. To właśnie "czwórka" wyznaczyła standardy i przez długi czas pozostawała konkurencyjna. Wymagające licencje, mnóstwo oficjalnych torów do wyboru, wspaniały model jazdy. To jest Ojciec Chrzestny wszystkich symulacyjnych ścigałek.
Pomimo wieku GT4 dalej sprawia mnóstwo frajdy, a ilość contentu bije na głowę takie GT7. POLECAM
P.S. Driving Mission 34 sprawiło, że mam wykuty na pamięć cały Nürburgring XD
Jeden z najgorszych portów w historii PS2. Framerate na poziomie 15 fps. Wszystko rozmyte, brzydkie i kanciaste. Gra została na siłę wciśnięta na drugie PlayStation, pomimo że ewidentnie konsola nie radzi sobie z tak dużą produkcją. Nie daję oceny gry, bo recenzuję ten konkretny port. Chcę przestrzec retro gamerów przed dotykaniem tej niegrywalnej kupy, z tego co widziałem na YT wersja na PS3 i X360 wygląda i działa o niebo lepiej
Tytuł ukończyłem po raz drugi w jedyny słuszny sposób, czyli grając w klasyczną wersję PS2 na padzie. Nie wyborażam sobie grać w Tonego na klawiaturze :D Po latach to dalej mój ulubiony THPS i moim zdaniem jedna z najlepszych odsłon w całej serii. Gra pomimo 20 lat na karku i dość prymitywnej jak na dzisiejsze realia grafiki dalej jest niezwykle grywalna i oprawa wizualna naprawdę schodzi tu na dalszy plan. Klimat jest nie do opisania - skejci poczują się jak w domu. Bardzo przemyślane i różnorodne lokacje: College, Alcatraz, San Francisco i ZOO to mistrzostwo. Gra jest momentami bardzo trudna, nie zliczę ile się namęczyłem przy niektórych zwariowanych zadaniach. Mimo wszystko satysfakcja płynąca z faktu, gdy w końcu uda się wykonać daną misję motywuje do kontynuowania rozgrywki i doskonalenia umiejętności klejenia kombosów. Mamy do wykonania łącznie 190 zadań, ja zrobiłem 120 i być może kiedyś wrócę, żeby wbić 100 procent. Podoba mi się fakt, że gra nie wybacza błędów. Trzeba wyrobić skilla i nie ma drogi na skróty. Po 20h grania opanowałem prawie wszystko. Jedyną rzeczą, z którą miałem problem było dynamiczne przejście do manuala po zjechaniu z rampy. Niezależnie od tego, jak szybko chciałem to zrobić, gra zawsze kończyła mi kombinację. W innych sytuacjach manual wchodził bez problemu, więc nie wiem o co chodzi.
Bardzo przypadło mi do gustu odejście od koncepcji wykonywania jak największej ilości zadań w czasie dwóch minut. Dużo lepiej sprawdzIło się zrobienie z poszczególnych poziomów mini piaskownic, w których to mamy wykonywać zadania zlecone przez NPC i odkrywać sekrety. Zadania są zróżnicowane i dopasowane tematycznie do danej planszy, więc nie ma tu ani chwili monotonii. Developerzy nieraz naprawdę popisali się kreatywnością. Przyjdzie nam np. robić za przynętę dla lwów, gonić małpy, dostarczać pizze, czy uciekać z więzienia Alcatraz. Bardzo fajna jest też mechanika przyczepiania się do jadących samochodów.
Twórcy postawili również na kapitalny dobór ścieżki dźwiękowej: obecność AC/DC, Iron Maiden, czy Public Enemy z miejsca dodaje tej grze kilka punktów do końcowej oceny. Soundtrack w Tonym jest równie ważny co w seriach NFS, czy GTA i tutaj jest po prostu idealny. Szkoda tylko, że nie ma jeszcze większej ilości utworów i te dość szybko zaczynają się powtarzać. Ale z drugiej strony liczy się jakość, a nie ilość.
THPS 4 to na pewno gra ponadczasowa. Zdecydowanie największa pod względem ilości contentu i posiadająca jedne z najlepszych lokacji w serii. Pod względem gameplay'u wciąż sprawia tyle frajdy co w dniu premiery. Złota era gier z Tonym. Warto wrócić :)
Mój ulubiony AC, chociaż gra powinna mieć inny tytuł, bo wątek Assasynów jest tu wpleciony trochę na siłę. Najmocnieszą stroną produkcji są zdecydowanie bitwy morskie. Tak naprawdę 3/4 gry spędziłem na okręcie wypatrując kolejnych okazji do zrobienia abordażu :D Sam mechanizm bitew jest wspaniały, każdy strzał oddany z armaty jest satysfakcjonujący. Dobrze przemyślany mechanizm ulepszania Kawki (tak nazywa się fregata głównego bohatera). Wzmacnianie okretu jest konieczne, żeby toczyć bitwy z najmocniejszymi statkami i atakować najbardziej chronione forty. Polecam też pokonać wszystkie "legendarne okręty". Należy się do nich solidnie przygotować, ale emocje gwarantowane. Sama fabuła jest jak najbardziej okej, łączy się w pewien sposób z AC III. Fajnie oglądało się przemianę głównego bohatera w miarę postępu historii. Wątku współczesnego mogłoby nie być, ale to chyba wszyscy wiedzą. Solidna produkcja ze wspaniałym klimatem piratów, którego nie uświadczysz nigdzie indziej. Możesz nawet pośpiewać szanty wraz z załogą. Serdecznie polecam
Jeżeli twierdzisz, że te licencje są trudne, to chyba nie grałeś w Gran Turismo 3 i 4 :D
Niestety, ale w moim odczuciu gra mocno się zestarzała. Być może w okolicy premiery była rewolucyjna, ja zagrałem w nią dopiero pół roku temu. Odpadłem po 12h, po prostu już mi się nie chciało. Co z tego, że mapa jest olbrzymia, jeśli w większości nic się na niej nie dzieje, a eksplorowanie tych samych jaskiń (niemal wszystkie w których byłem wyglądały niemal tak samo) to za mało i szybko się nudzi. Rozgrywka wydaje się sztucznie wydłużona poprzez setki nieistotnych side questów, które jeszcze wymagają łażenia przez pół mapy i nakładają się na siebie, przez co nie sposób sprawnie ich ukończyć. SYMULATOR CHODZENIA to powinien być tytuł tej produkcji. I to nie jest kwestia tego, że nie lubię tej konwencji, bo przy wielu RPG bawiłem się świetnie. System walki jest drewniany. Rozmowy z napotkanymi NPC nic nie wnoszą, nie chce się ich słuchać i są przykrym obowiązkiem. W pewnym momencie rozgrywka tak się rozwodniła, że zapomniałem o czym był główny wątek. Jedyne fajne momenty to początek gry, konfrontacja ze śnieżnym trolem oraz walka ze smokiem. Skyrim nie jest zły, po prostu nie był mnie w stanie zatrzymać na dłużej. Nie pokazał mi nic nowego, ani rewolucyjnego. Nijaki
Najbardziej poważne i dojrzałe GTA. Historia bez happy endu, niezależnie od tego które zakończenie wybierzesz. Zupełne przeciwieństwo cukierkowej i infantylnej piątki. Wspaniały mroczny klimat Nowego Yorku. Mapa może nie jest największa w serii, ale za to miasto tętni życiem i nie jest sztucznie powiększone poprzez dodanie ciągnących się odludnych terenów na których nic się nie dzieje. Pochwalić należy doskonałych antagonistów - moim zdaniem Dimitri naprawdę wzbudza w graczu wiele negatywnych emocji poprzez zatruwanie życia Niko. Jest dużo lepszym czarnym charakterem niż chociażby wychwalany przez wielu Big Smoke z San Andreas, z którym nie mamy kontaktu przez zdecydowaną większość gry. Możliwość dokonywania wyboru w misjach robiła ogromne wrażenie w okolicy premiery, pomimo że nie wpływało to na przebieg fabuły. Wciąż jest to miły dodatek. Niesamowite jest to, że zastosowany tu silnik fizyki Euphoria Engine dalej wyprzedza branże gier w 2023, szkoda że ragdoll i model jazdy zostały tak uproszczone w "Piątce". Patrząc obiektywnie, ta gra to arcydzieło pomimo kulejącej optymalizacji. Rozumiem głosy krytyki, lecz moim zdaniem do tej produkcji trzeba po prostu dorosnąć. Praktycznie w ogóle się nie zestarzała, a z każdym kolejnym ukończeniem utwierdzam się w przekonaniu, że to jedna z najlepiej napisanych historii w całej branży elektronicznej rozrywki. 10/10
Tak jak komentujący powyżej, również pod wpływem dziecięcej nostalgii postanowiłem wrócić do tej produkcji po kilkunastu latach. Niestety był to powrót bolesny. To co zapamiętałem jako kapitalną symulacyjną grę wyścigową z dużymi mapami do eksplorowania i masą licencjonowanych samochodów, okazało się być mega średniakiem ze słabym modelem jazdy (pomimo zmiany ustawień) i monotonnymi eventami. Pograłem godzine i odstawiłem, czasem lepiej żyć wspomnieniami :) Pierwsze World Racing przypomina bardziej reklamę Mercedesa i demo technologiczne niż pełnoprawny tytuł. Może w 2003 to było coś, na dzień dzisiejszy nie ma nic ciekawego do zaoferowania. Nie daję 1/10 tylko ze względu na szczegółowe jak na tamten czas modele samochodów, widok z kokpitu i nawet niezłe lokacje.
Po skończeniu tej gry można ją krótko podsumować: Scarface to VICE CITY 2.0. - więcej i lepiej :) Jako zachętę powiem, że sami twórcy GTA wyraźnie inspirowali się tym tytułem. Na przykład specjalna umiejętność Trevora w postaci szału jest zaczerpnięta wprost ze Scarface. Ponadto, moim zdaniem model strzelania, w którym można przesuwać celownik na konkretne kończyny również został zgapiony i zaimplementowany później w GTA 4 - widać to w wersji konsolowej z auto aimem.
Wracając do Scarface, klimat lat 80 i tamtej epoki wylewa się tu z ekranu: upalna pogoda, pastelowe garniaki, szmuglowanie koksu, szybkie fury, skorumpowane gliny, rzeźnia w stylu Tonego Montany. Wątek fabularny został ciekawie poprowadzony - alternatywna wersja wydarzeń, w której Tony pozostaje przy życiu i musi od nowa odbudować swoje imperium. Nie trzeba nic więcej pisać, jeśli jesteś fanem filmu "Człowiek z blizną" i serialu "Miami Vice" to ta pozycja jest dla Ciebie obowiązkowa! Dodatkowo mamy tu cały filmowy soundtrack - czym byłoby eksplorowanie Miami bez "She's on fire" czy "Push it to the limit". Należy przygotować się na wysoki poziom trudności, ale dzięki temu gra wciąga i jest przy tym cholernie satysfakcjonująca.
Przeszedłem ją dwa razy, zdecydowanie najlepsza część serii. Przy pierwszym podejściu byłem sceptycznie nastawiony, lecz im dalej w las tym lepiej. Niezwykle grywalna produkcja zapewniajaca masę radości - gra cały czas zaskakuje nas nowymi absurdalnymi zadaniami. W Saints Row IV twórcy za bardzo odlecieli i przekombinowali - więcej nie zawsze znaczy lepiej. Za to Trójka jest idealnie wyważona
Zasłużona dyszka dla najlepszej gry z człowiekiem nietoperzem. Jeżeli ktoryś z twoich znajomych nie lubi uniwersum Batmana, pokaż mu tę grę i na bank się zajara :) Arkham City jest po prostu świetne. Mamy spory otwarty świat, który z drugiej strony nie przytłacza rozmiarem i poruszanie się po nim jest dość sprawne dzięki przyzwoitej mechanice szybowania. Historia interesująca od początku do końca, antagoniści są wyraziści (co nie zawsze jest regułą - najlepszym przykładem będzie najnowszy film o Batmanie). Joker, Freeze, Pingwin, Bane i Riddler dodają koloru całej opowieści. Rozwiązywanie zagadek tego ostatniego sprawia dużo frajdy. Podczas fabuły mamy dużo różnorodnych zadań i rozgrywka nie jest monotonna. Co ciekawe, w grze jest wieczna noc, miasto jest "brudne" (jak to wspomnial jeden z komentujących) i mroczne. Traktuję to jako zaletę, ponieważ dzięki temu odczuwalny jest klimat rodem z kina noir - uwielbiam taki vibe. System walki jest bardzo dobrze skonstruowany - mamy dużo kombinacji i finisherów. Tytuł naprawdę warty sprawdzenia, nawet jeśli ktoś nigdy nie był fanem Batmana. To po prostu dopracowana, wysokobudżetowa i cholernie grywalna produkcja, która gwarantuje dziesiątki godzin zabawy.
Śmiało daję najwyższą notę. Dycha należy się za sam model jazdy, jest po prostu wysmienity, szczególnie muscle cary prowadza się po prostu tak jak powinny. Czesto łapałem się na bezcelowym jezdżeniu po mieście. Poruszanie się furą daje ogromną frajdę, model jazdy jest idealnie wyważony pomiędzy arcade i symulacyjnym.
Mechanika zmieniania się Tannerem pomiędzy samochodami jest strzałem w dziesiątke, bardzo urozmaica to rozgrywkę. San Francisco jest duże i piękne, a przejażdżka mostem Golden Gate w Challengerze to kwintesencja tej gry.
Ubisoft bardzo się postarał przy tej produkcji, fani dostali naprawdę jednego z najlepszych Driver'ów. Szkoda ze marka poszła w odstawkę na rzecz serii Watch Dogs, moim zdaniem ta gra jest dużo lepsza. Fani apelują o nowego Drivera!!!
Jest zaniżona, bo Duke powstawał ponad 10 lat i gracze zaczęli sobie wyobrażać najlepszą grę na świecie.
Stary dobry Duke :) Mam ten komfort, że podchodziłem do tego tytułu po latach bez żadnych oczekiwań i bardzo miło się zaskoczyłem. Ludzie oczekiwali megaprodukcji pokroju GTA 5 z powodu długiego okresu powstawania gry, a to jest po prostu przyzwoity, klasyczny FPS z charakterystycznym dla księcia humorem - nic dodać nic ująć. Super lokacje, urozmaicone misje, duża interakcja z otoczeniem. Duke Nukem Forever może nie jest wybitny, ale na pewno zasługuje na więcej, niż średnia 5.5. Nie ustępuje niczym serii Doom, albo RAGE. Gdyby wyszedł kilka lat wcześniej to byłby hitem.
Nie ma co hejtować bo jest dużo gorszych gier. Unikalny klimat i doskonały model jazdy, na tym zawsze bazowała seria Driver. Jezdzenie samochodem z punktu A do B to czysta frajda. Zawieszenie auta pracuje, po prostu czuć ciężar samochodów i każdy prowadzi się inaczej.
Trzecia część to nieoszlifowany diament, ale widać w niej ogromny potencjał i budżet. Typy zadań sa różnorodne, 3 razy w ciągu fabuły zmienia się lokacja, co zapobiega monotonii. Jedyna bolączka to wyraźnie mniej dopracowane poruszanie się Tannerem na piechotę i kulawa sztuczna inteligencja wrogów.
Moim zdaniem paleta barw zastosowana w tej grze nadrabia braki graficzne, żywe kolory nadają niesamowitego klimatu i charakteru. Prawdziwe piękno poznasz jak przejedziesz się muscle carem o zachodzie słońca w Miami z soundtrackiem w tle :)
Pomimo wszystkich niedoróbek, uważam że DRIV3R jest po prostu...fajny ;) Powinien mieć swoja odrebna kategorie, razem z Duke Nukem Forever. Gry moze nie najlepsze, ale takie, obok których nie da się przejść obojętnie.
Niestety sterowanie w tej grze jest tak tragiczne, że pomimo wielu podejść na przestrzeni lat nie jestem w stanie wytrwać do końca. Mnóstwo idiotycznych śmierci wynikających z faktu, że nie można obracać kamery podczas poruszania się pieszo i nie ma możliwości szybkiego odwrócenia się w stronę wroga...samo poruszanie się protagonistą jest męczące i steruje się nim gorzej niż Larą w pierwszym Tomb Raiderze. Innym razem bohater się zawiesza i nie może wycelować w stronę wroga przez co dostaję kulkę i ginę. Model jazdy wcale nie jest lepszy, auta prowadzą się jak kartonowe pudełka. Jedynym plusem jest lokacja - szczegółowo wykonany Londyn mógł imponować w tamtych czasach. Widać, że gra miała ogromny budżet, ale developerzy ewidentnie nie uciągneli skali projektu. Dziwie się, że ludzie hejtowali np. Drivera 3, moim zdaniem The Getaway jest grą o wiele gorszą. Ci co chwalą ten tytuł kierują się tylko i wyłącznie sentymentem