Wg mnie mało osób może pozwolić sobie na pracę od poniedziałku do piątku do godziny 15 max 16. Pogoń za pieniądzem coraz większa, wszystko drożeje cały czas. Pracuję praktycznie po 12-15 godzin dziennie. Zarabiam jakieś 7200. Gdybym obliczył stawkę godzinowa to chyba na ulicy więcej bym wyżebrał. Pracuję jakieś 250-300 godzin w miesiącu. Często robiąc jakieś 1000 km na raz bez odpoczynku. Śmieciowe żarcie i brak czasu na cokolwiek bo załadunek, rozładunek i inne rzeczy. Wychodzi śmieszna stawka za godzinę pracy. Zarobię sporo ale nikt nie myśli o godzinach ile dziennie pracuje w budzie. Etat to jakieś 168 godzin. Praktycznie połowa mniej a tylko gdzieś 1200 zł mniej bym zarobił. Musiałbym zgodzić się na pracę w niedzielę i święta i pracę w nocy. W transporcie zarobisz dobrze ale kosztem życia i rodziny. Nie wspomnę i chorobach po jakimś czasie. Nadwaga i problemy z kręgosłupem. Przestaje mi się to podobać po prostu. Po 7 latach już mogę powiedzieć sporo o tej robocie.
Mam 32 lata. Od 7 praktycznie w busie. Praca biurowa to najniższe wynagrodzenie. Nie chcę zmieniać pracy na 2x gorzej płatna
Ale ja tutaj niczym nie spamuje przecież. Przychodzi taki moment w życiu że często myśli się o swoim życiu. Na busie na postoju tym bardziej jest ogromna ilość czasu na przemyślenia. Po prostu przestaje mi się to kalkulować ale wynagrodzenie jest w miarę dobre. Żona nie może podjąć pracy bo dzieci nie mają z kim zostać. Tylko czas spędzony za kółkiem nie jest tak kolorowy jednak. Zarobki ok ale przeliczając na godzinę to chyba zbierając puszkę zarobię więcej. Tutaj nadrabia się liczba godzin. Gdybym tyle pracował w jakiejś fabryce to wyciągnął bym ze 2 wypłaty co najmniej i chyba z 8 tysięcy na rękę. Tego czasu poza domem nikt niestety nie zwróci mi. Nie można zachorować bo diety nie wyjeździe i nagle wyjdzie mi 3500 zł na wypłatę i do tego 1600 zł a dzieci. Braknie mi jeszcze troszkę na życie wtedy.
Właśnie ciekawy jestem jak by to było szczerze mówiąc. Bo w hucie jakieś 6 tysięcy z dodatkami różnymi. To troszkę mniej niż obecnie zarabiam ale obecny system na międzynarodówce nie dość że rujnuje zdrowie to jeszcze relacje z rodziną. Są różne sytuacje w domu a mnie normalnie nie ma. Brakuje czasu na załatwianie spraw najróżniejszych. Na międzynarodówce również często jedzie się w nocy i święto. Pracuje się tutaj często po 15 godzin a przeliczając na stałe godzinowa, to jest to śmieszna stawka. Już więcej na zbieraniu puszek na godzinę chyba można zarobić.
Problem się pojawia wtedy jak zachoruje. Nie pracuje to no zarabiam niestety. Zarabiam najniższą krajową.
Legalna jest najniższa, reszta w dietach rozpisana. Dniówka +/- 340 zł wychodzi mniej więcej.
Nikt nic więcej? Stoję na pauzie pod Grenoble we Francji i mam trochę dość jazdy na strzał ok 1 tysiąca kilometrów dziennie a ciężko robić coś innego po 7 latach.
Alternatywa jest ale z zarobkami na poziomie 3500 zł czyli prawie najniższa. Mają kredyt hipoteczny nie mogę pozwolić sobie na tak słabo płatna pracę.
Cześć. Jestem tu nowy ale czasami pykam sobie w różne gierki ja postoju. Pracuję jako kierowca busa na międzynarodówce od 7 lat. Myślę o zmianie zawodu. Mam propozycję podjęcia pracy w hucie w systemie 4 brygadowym. Obecnie na busie wychodzi mi jakieś 7200 zł za jazdę 3 tygodnie w trasie. Zjeżdżam na 6 dni. Mam żonę i 2 cudownych dzieciaków. Mam dość już troszkę orki poza granicą i rozłąki z rodziną. Myślę czy nie podjąć tej roboty na 4 brygady. Z tego co rozmawiałem, jest to system w którym pracuje się na 3 zmiany po 8 godzin. 4 dni tej samej zmiany i dzień wolnego. Po nocy są 2 dni na odpoczynek. Tutaj mogę zarobić gdzieś w granicach 5 tysięcy na rękę juz. Mamy kredyt, bierzemy 800+ na dzieci i jakoś jest. Dzieci w wieku 9 i 12 lat. Wydaje się być to lepszym rozwiązaniem bo codziennie jestem w domu w przeciwieństwie do blaszaka gdzie jestem 3 tygodnie poza domem. Co myślicie?