No właśnie tutaj trzeba sprecyzować, że to gra nie do końca w klimacie Freelancera czy Starlancera. A raczej hybryda Freelancera z FTL. Bo tak, mamy dynamiczną walkę w kosmosie, ale nie ma tutaj wolnej eksploracji kosmosu - poruszamy się skokami od proceduralne wygenerowanego systemu do systemu (bez wracania), cały czas dążąc do "niesprecyzowanego celu podróży" i dbając o to, żeby nie zabrakło paliwa między skokami. Ginie się tu łatwo i często. A za każdym razem zaczynamy od początku, zachowując zdobyte schematy broni czy ulepszeń i wykupione ulepszenia statku. Ale jak by nie było gra się bardzo fajnie.
grzyb111 - gildia najemników jest w innym sektorze. A co do latania - nie można latać w dół i w górę ale mi się akurat to podoba (łatwiej się zorientować) i taki miał być zamiar twórców bo walka ma przypominać walkę morską. Na handlu można zarobić tylko trzeba dobrze sprawdzać ceny co warto kupić - czasami można coś kupić tanio i sprzedać z 30-krotnym zyskiem. Co do górnictwa można zarobić ale najrzadsze minerały są tak rzadkie, że przez 50 godzin gry udało mi się znaleźć je tylko 2 razy. Bezapelacyjnie najlepszym sposobem na zarabianie kasy jest szukanie przeciwników (np: lordowie piratów, statki oblężnicze), które zawsze mają na pokładzie jakiś sprzęt.
Zgadzam się z przedmówcami, ale warto dodać, że gra mimo świetnej fabuły i klimatu jest straszliwie krótka (około 4 godzin grania) a tak zwana "swobodna eksploracja świata" ogranicza się do yurty, stepu mongolskiego (gdzie możemy pozwiedzać co najwyżej różne głazy) oraz pobliskiego "parku zabaw" i tyle.
Dzwina ta gra. Widać, że próbuje czerpać z Starcrafta ale jakoś nie idzie. Brak możliwości obracania kamerą, między misjami łazimy w żółwim tempie po statku i gadamy z załogą (teoretycznie śledztwo prowadzimy) bardzo mało jednostek - 11 w tym połowa to poprostu cięższe wersje podstawowych jednostek, każdą jednostkę możemy wyposażyć w takie same bronie, dużo problemów z pathfidnigiem. Ogólnie można zagrać ale na dłużej nie wciąga.