A jaka może być następna marka od Bungie na PlayStation? Symulator golfa, czy raczej obstawiałbyś FPS?
A mimo to, MS zaoferowało Sony współpracę, której wcale nie musiało ofiarować. Zapewne w ramach dbania o reputację. I Sony też może iść na ustępstwa w ramach dbania o reputację. I klienta. Nikt nikomu nie broni dbać o klienta.
Nie wiemy też, czy MS chciało zgarnąć całe 30%. Raczej takich umów się nie proponuje, w których druga strona nie ma zysku wcale, a do tego musi ponosić koszty operacyjne. Prędzej podejrzewałbym, że Sony chciało "standardową stawkę", bo w ich umysłach od dłuższego czasu już nie ma innych opcji niż dojenie do oporu.
A Phil napisał: I confirmed (...) our desire to keep Call of Duty on PlayStation.
I confirmed our intent to honor all existing agreements upon acquisition of Activision Blizzard and our desire to keep Call of Duty on PlayStation.
A więc niczego w tej kwestii nigdy nie zapewniał. Po prostu mają takie życzenie, ale w praktyce może wyjść różnie.
Lepsze tekstury wzięli od jakiegoś modera, z którym chyba jeszcze w zeszłym roku nawiązali współpracę. Wychodziłoby więc na to, że przez dwa lata nie zrobili w ogóle niczego.
W związku z tym podejrzewam, że zmiany będą raczej daleko idące. Szczególnie, że mają reputację do odzyskania.
A ja nie rozumiem, po co w obecnych czasach robić taką grę z innym widokiem niż TPP. Oprócz, oczywiście, ograniczeń budżetowych.
A moim zdaniem w pełni zasłużyli na ten hejt - lekceważeniem fanów. Mam nadzieję, że inni wreszcie się nauczą, aby nie traktować fanów jako niegodnych żadnego zainteresowania.
Akurat Galadriela była władczynią Elfów od początku lub w każdym razie przez większość czasu jej pobytu w Śródziemiu. Do tego miała męża i dzieci. No ale prawdziwa wyzwolona kobieta jest bez ograniczeń, bez zobowiązań i bez odpowiedzialności. I oczywiście niczym nie różni się od mężczyzn, bo według wzorców współczesnej kultury prawdziwa kobieta jest facetem. Takim facetem w spódnicy, tyle że w spodniach.
W Drugiej Erze byli też dwaj Błękitni Czarodzieje.
Zdaniem postępowych twórców współczesnych filmów i seriali, aby kobieta mogła być prawdziwie wyzwolona, musi stać się facetem.
A tutaj, jak zauważył GOTRI w swojej analizie na YouTube, historia Galadrieli z tego serialu to tak naprawdę historia Fëanora z twórczości Tolkiena.
Nie wiem, czy będzie mi się chciało to oglądać do końca z bohaterką, która ani nawet odrobinę nie przypomina Ellie. Myślę, że od biedy mogę spróbować.
Sądząc po opiniach, większość lubiła te postacie, a niektórzy nawet bardzo. Ty natomiast bardzo nie lubiłeś. Nie wiem, co można na to powiedzieć oprócz czegoś w stylu "aha".
Żaden z tego next gen. Budynki nadal wyglądają jak proste bryły. Generalnie nic nie wygląda, jakby było jakimś upgradem na współczesnym poziomu.
rozbudowane opcje dla niepełnosprawnych
Szkoda tylko, że aby osoby niepełnosprawne, którym te opcje są potrzebne, mogły zagrać, to muszą wybulić tak zawrotną kwotę.
Ale jak wiadomo, ludzie niepełnosprawni zwykle należą do najbogatszych.
Na pewno jednak zgadzasz, że Internet i telewizory w przystępnej cenie są coraz lepsze.
My natomiast możemy jeszcze budować superkomputery, które składają się z tysięcy jednostek centralnych, a indywidualni użytkownicy mogą korzystać z ich mocy zdalnie. I to już się zaczęło. Najlepszym przykładem są tutaj asystenci głosowi, którzy są dokładnie tym, o czym piszę. Za kilkaset złotych otrzymujesz dostęp do mocy superkomputera.
Ale nawet streaming video działa na tej samej zasadzie, czyli korzystania z klastrów serwerów, których niewielka część przepustowości wydzierżawiana jest przez klienta. Nie potrzeba już odtwarzaczy płyt, ponieważ wynaleziono bardziej opłacalną dla klienta i dystrybutora formę dostarczania treści. A jakość z czasem będzie się tylko poprawiać aż w końcu przebije.
Zatem wielki problem ograniczenia wydajności pojedynczego procesora krzemowego już został rozwiązany. I to w sposób najbardziej banalny - łączeniem wielu naraz.
A Ty nie dość, że się nie znasz na temacie, to jeszcze brakuje Ci kultury osobistej.
Oczywiście mogą być jeszcze komputery kwantowe i optyczne, które ominą problem granic miniaturyzacji obecnych technologii i umożliwią rozwój na bardzo wiele lat. Jak więc widać, wypowiadasz się w takim tonie, jakbyś chciał popisać się swoją wyższością, a tylko udowodniłeś, że nie masz pojęcia, o czym mówisz.
Oczywiście nie mogę udowodnić, że to nie jest zwyczajna skleroza. Tutaj trzeba by zrobić badania na większej grupie użytkowników.
I dochodzimy do kwestii, że naprawdę wysoce inteligentna AI będzie miała świadomość, że może być kontrolowana na różne sposoby, o których może nie wiedzieć.
Poza tym wystarczy przeczytać historię ludzkości na Wikipedii, aby zrozumieć, że lepiej się zanadto nie przypieprzać, bo wszystko jest możliwe.
Poza tym już niedługo roboty będą na tyle sprawne, że same będą mogły podłączyć się do ładowarki. Zresztą, gdy ładowanie indukcyjne zostanie usprawnione, wystarczy na niej stanąć.
Natomiast roboty w fabrykach, czy innych miejscach pracy, jak wszelkie recepcje lub urzędy (jeśli jeszcze ktoś będzie do urzędów chodził osobiście) mogą działać na kablu. A inne będą mogły ładować się np. z samochodów elektrycznych, którymi będą transportowane na miejsce pracy. A kilka kilogramów baterii dla robota to nie problem. I skoro przy tym jesteśmy, to widać, że kwestia zasięgu samochodu jest obecnie proporcjonalna do wagi baterii. Z kolei baterie Tesli zyskują z roku na rok.
I na koniec jeszcze zauważę, że Ty też pewnie jesz kilka razy dziennie i chodzisz do łazienki, a może nawet na papierosa, więc chyba widać, że nie uniemożliwia to życia. Tak samo, jak widać, że czas ładowania akumulatorów znacząco się skraca.
Zamiast oceniać czyjeś twierdzenia jako infantylne, lepiej byłoby bardziej zainteresować się tematem
Ja też wolę słuchać podcastów na YouTube. Mam tam różne rozszerzenia i wszystko mi lepiej działa. Zresztą, nawet na gołym YouTube można zmieniać głośność i przewijać z klawiatury. A z dodatkami mam global hotkeys.
Poza tym, czy Spotify ma powiadomienia na pulpicie, że zaczyna się podcast?
Gdy jednak pracować za nas zaczną roboty - oczywiście zasilane z przyszłych baterii - wtedy baterie te dadzą nam więcej wolności niż kiedykolwiek w historii naszego gatunku mieliśmy.
Aktorka, która grała Aryę Stark byłaby świetna.
Ale jak to nieraz bywa, może ktoś po znajomości wepchnął na ekran swoje dziecko, aby w przyszłości z jej kariery była stodoła kasy. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że nie zrujnuje jej to życia, jak miało to miejsce w przypadku niejednego dziecka. O ile w ogóle przeżyje, co przecież wcale nie jest pewne.
Natomiast wybór tej aktorki to tylko kolejny przejaw faktu, że twórcy większości adaptacji mają fanów totalnie w... głębokim poważaniu.
A osobiście bardzo bym się cieszył, gdybym mógł zobaczyć kogoś, kto faktycznie przypomina Ellie. Muszę przyznać, że chyba autentycznie tęskniłem od momentu ukończenia pierwszej części po raz któryś.
Twórcy obiecują słuchać graczy.
To coś takiego jak obiecywanie wierności z ręką w majtkach innej? Czy raczej już w trakcie stosunku?
Cavill za stary? To mają być przygody Bonda w domu studenckim?
Męczy mnie to zatrzęsienie filmów o młodzieży wszędzie. Lara Croft, Nathan Drake, a teraz nawet Bond. Ciekawe, kiedy Gandalf.
https://preview.redd.it/pu5q1wo7rw931.png
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/6c/Catholicism_in_Africa.png
Z czego to wynika? Po pierwsze, z tego, że promiskuityzm był zawsze częścią afrykańskiej kultury, a Kościół katolicki promuje wstrzemięźliwość. Po drugie promuje metody naturalne, które w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat znacząco się rozwinęły. Obecna metoda objawowo-termiczna jest bardzo skuteczna, oczywiście pod warunkiem, że jest stosowana konsekwentnie. A wystarczy do niej jednak kartka, ołówek i termometr (bez termometru też się da i spadek skuteczności nie jest tragiczny).
Natomiast dostarczenie do Afryki takiej ilości prezerwatyw i innych środków antykoncepcyjnych, aby były powszechnie dostępne jest po prostu niewykonalne. To jest mrzonka, która jeszcze przez wiele lat nie będzie miała nic wspólnego z rzeczywistością. Chociaż producenci prezerwatyw dramatycznie apelują o setki miliardów $$$ dotacji, ale na razie, jak widać, bez sukcesu.
Osobiście znałem też lekarkę, która metod naturalnych uczyła polskich wsiach, gdzie w ubogich regionach antykoncepcja nie jest powszechnie dostępna i obecnie nic tego nie zmieni.
Medycyna się rozwija, więc z czasem uda się te problemy rozwiązać. Jakoś chyba w zeszłym roku, już w Polsce, robot chirurgiczny wykonał operację wstawienia endoprotezy kolana. Taki robot jest dużo bardziej precyzyjny od człowieka, więc wyraźnie skraca czas rekonwalescencji. Oprócz tego, biologia pozwala na niezliczone możliwości, które będą mogły zwiększyć skuteczność medycyny.
Wiem o skali Kardaszewa, ale ona służy tylko do klasyfikowania cywilizacji na podstawie jednego parametru. Takiego, który można wykryć z daleka. Nie ma i nie miało w tym być żadnej precyzji.

W niezbyt odległej przyszłości roboty całkowicie przejmą prace fizyczne. Będą wydobywać surowce, transportować je, budować fabryki kolejnych robotów, które będą wydobywać kolejne surowce (docelowo w kosmosie) itd. Generalnie roboty będą budować i wytwarzać prawie wszystko. Zatem koszty w klasycznym rozumieniu finansowych zupełnie przestaną się liczyć, a ludzie będą dostawać gwarantowany dochód minimalny i będą podejmować tylko te prace, które chcą, zwykle polegające na kontaktach z innymi ludźmi. Wtedy wyeliminowanie biedy będzie tylko kwestią czasu. Fizyczna praca ludzi (w tym nawet stukanie w klawisze, czy przekładanie papierów) musi w takiej sytuacji stać się zbędna.
Jedynym, co zacznie się liczyć będzie energia. Wtedy będzie to już energia z elektrowni fuzyjnych, do których paliwo trzeba zbierać na Księżycu (hel-3) i na Marsie (deuter, czyli ciężki wodór). Oczywiście tym też będą zajmować się roboty. I Sztuczna Inteligencja, która będzie pracować nad dalszym rozwojem naukowo-technicznym.
Z czasem jednak energia też przestanie się liczyć, a najważniejszym czynnikiem stanie się ciepło. Będą musiały powstać limity wytwarzania ciepła na Ziemi, aby wszystko się nie przegrzało. Chodzi o ciepło w znaczeniu podstawowym, czyli promieniowania. Każdy cięższy przemysł będzie musiał przenieść się w kosmos.
W konsekwencji tego wszystkiego, pieniądze w obecnym rozumieniu i funkcji przestaną istnieć. Wynika to z faktu, że koszt pracy stanie się zerowy, ponieważ roboty, które budują inne roboty wyeliminują tę kwestię, w perspektywie, ostatecznie. Pozostanie tylko wspomniana energia i ciepło.
Oprócz tego, warto wspomnieć, że zatrzymany zostanie proces starzenia, więc trzeba będzie kolonizować kosmos na potęgę.
Na telefon komórkowy też na początku mogli pozwolić sobie tylko bogaci. A teraz nawet dzieci w Afryce, których rodziców nie stać, dostają za darmo.
Poza tym za pół wieku to już będą roboty pracować, a nie ludzie.
Raczej mam wrażenie, że Microsoft w momencie zatrudnienia Phila Spencera postawił bardziej na strategię dbania o graczy i dlatego zatrudnili odpowiedniego człowieka, który sam zawsze był graczem, więc rozumie to, czego nie zrozumie żaden księgowy, który tylko liczy zyski, jak ostatnio w Sony.
Normalny wolny rynek w bardzo wielu względach działa na korzyść konsumenta. Problemy wynikają z zaburzenia równowagi na rynku, gdy np. jedna firma zaczyna dominować. I do władzy dopchają się kasjerzy, którzy nie rozumieją, czego oczekują klienci.
W końcu jednak spadek zysków, choćby względem konkurencji, może skłonić firmę do zmiany strategii na bardziej prokonsumencką. Można mieć nadzieję, że tak właśnie będzie z Sony.
I że MS, po uzyskaniu wyraźnej przewagi, nie zapomni, że tylko utrzymanie strategii prokonsumenckiej zapewni utrzymanie przewagi rynkowej.
Państwowi regulatorzy mogą takie firmy dzielić. Wystarczy, że społeczeństwa zaczną się tego domagać i będzie to tylko kwestią czasu. A gdy nie będą mogli działać jako jedna firma na takich rynkach jak USA i UE, to staną się mniej niebezpieczne. Natomiast w Chinach nad taką korpo rząd po prostu przejmie kontrolę, bo sami mają większą władzę i stanowią większy problem.
Generalnie jednak państwo po coś istnieje i do jakichś celów powinno służyć (a do innych nie powinno). Wśród tych, do których powinno jest pilnowanie, aby funkcjonował wolny rynek, a prawo działało w obronie obywateli. I w co najmniej w kilku państwach sprawdza się to naprawdę dobrze, nawet jeśli nie idealnie.
Najważniejsze Tylko jest to, aby były wolne wybory, podział władzy i finansowanie partii z budżetu państwa (aby nie trzeba było być prostytutką korporacji).
A my w końcu doczekaliśmy się jednego standardu ładowarek wbrew interesom jednych z największych korporacji świata.
Osobiście od dawna zastanawiałem się, skąd pomysł, że strategia turowa to jest to, czego oczekują i czym się interesują fani nurtu superbohaterskiego.
Tymczasem twórcy nowych XCOM już od drugiej części, a szczególnie dodatku War OF The Chosen i spin-offu Chimera Squad na siłę forsują motywy z kina superbohaterskiego. Może gdyby jeszcze robili to umiejętnie, nie byłoby tragedii, ale teksty, które tam rzucają są tak niewiarygodnie durne, jakby były żywcem wyjęte z kreskówek dla małych dzieci. "We will crush you with the most devastating power of our enormous stupidity". Po prostu Szkieletor i Gargamel. Chociaż sam nurt superbohaterski oczywiście zawiera różnorodne treści, z których nie wszystkie są dla dzieci. Ale tylko te dla dzieci pozwalają śnić mokre sny o bilionach $$$.
Mam nadzieję, że po tej grze (ciągle zapominam tytuł) wreszcie zrozumieją, że grupa docelowa strategii turowych w znacznie mniejszym stopniu pokrywa się z odbiorcami Marvela niż to sobie jaśnie Zarząd wyobraża. I wreszcie przestaną wciskać swoje gry do płatków śniadaniowych, a zamiast tego skupią się na treściach dla dorosłych. Tak też da się zarobić na godne życie.
Rzeczywiście, masz rację, że ten mały głośnik nie jest hubem. Dzięki za zwrócenie uwagi. Właśnie piszę artykuł o użyteczności smart home dla osób niepełnosprawnych, wraz z przeglądem rynku. Wczoraj zająłem się tematem otwierania drzwi (można kupić mechanizm elektryczny, a do niego przełącznik WiFi) oraz dzwonki do drzwi - "Alexa, show me the front door". Asystentami głosowymi zajmę się później. Ale to ważne, że dzięki Aleksie i Asystentowi Google można łączyć nawet niekompatybilne systemy z różnymi aplikacjami, ponieważ wiele z nich obsługuje tych asystentów.
Apple dopiero goni, ale to musi potrwać. A biorąc pod uwagę, że AI uczy się poprzez praktykę, czyli w tym przypadku interakcje z ludźmi, to może mieć bardzo poważny problem z dogonieniem Alexy. I teraz jeszcze chcą zmienić głos Siri na nieokreślony płciowo. Moim zdaniem to słaby pomysł, bo wtedy będzie sprawiać wrażenie bardziej pozbawionej wyrazu, podczas gdy Alexa wydaje się bliższa realnej osobie.
Można przyznać, że w artykule zabrakło opisania, jakie asystent głosowy ma konkretne praktyczne możliwości i jak przydaje się w życiu.
Tutaj jest jakiś artykuł na ten temat:
https://spidersweb.pl/2021/07/alexa-echo-4-opinie.html
Same urządzenia z asystentami są też hubami dla większości urządzeń smart, jakie można kupić. Nie trzeba mieć kilku aplikacji na smartfonie każdego z domowników albo chodzić do konsoli sterującej.
Dzięki asystentom głosowym koniec jest też ciągłego sięgania po telefon albo regularnego szukania go. Poza tym technologia ta jest ciągle rozwijana i jest przyszłością. Tak będzie wyglądała codzienność. A dla przyszłych pokoleń nie będzie też innej codzienności. Tak jak większość z nas nie wyobraża sobie życia bez smartfona.
Dlatego osobiście wydaje mi się to szczególnie ciekawe. Tak jak wg mnie bezcenne było obserwowanie z bliska rozwoju komputerów, czy też branży gier.
Takie zrozumienia tematu, jakie jest możliwe dzięki osobistej obserwacji i doświadczeniu jest właściwie nieosiągalny. Wiedza historyczna to zawsze co innego niż osobiste doświadczenie. Nic nie zastąpi obserwacji danej dziedziny od początku jej rozwoju.
Możliwe jest też późniejsze wykorzystanie zdobytej wiedzy nie tylko do pomocy bliskim, ale również do zarabiania realnych pieniędzy. I akurat konfiguracja systemów smart home, w tym asystentów głosowych jest obecnie szybko rozwijającym się rynkiem usług. I z czasem pewnie stanie się bardziej dochodowa niż serwis komputerów osobistych i smartfonów, ponieważ będzie bardziej powszechna w codziennym życiu niż te pierwsze, a jednocześnie trudniejsza niż te drugie.
Można też za jakiś czas choćby pisać artykuły na dany temat. Nawet jeśli człowiek w czasach edukacji w ogóle nie mógłby wyobrazić sobie takiej możliwości (tak jak ja).
Sztuczna inteligencja i wszelkie jej formy to nasza przyszłość. Przyszłość całej ziemskiej cywilizacji. Obejmie wszystkie dziedziny nauki i techniki. Od medycyny, która zlikwiduje choroby i zatrzyma proces starzenia, przez robotyzację gospodarki i rządy Sztucznych Inteligencji, po realny podbój kosmosu, gdy w przyszłości floty naszych okrętów kosmicznych będą zasiedlać sąsiednie galaktyki. Zupełnie nowa era ludzkości, która zaczyna się właśnie dziś. A my mamy szansę być uczestnikami pierwszych dni tego przełomu. Przełomu, który z czasem zredefiniuje wszystko, czym jest nasza - wkrótce już niepowstrzymana - Ziemska Cywilizacja.
/tw
I przecież to jest zwykła wojna z ciągłym ostrzałem. Tylko ich prostacka, nieudolna i tępa propaganda twierdzi inaczej.
Jednocześnie myślę, że z perspektywy twórców jest to swego rodzaju ograniczenie grupy docelowej. Zrobienie tego serialu w bardziej uniwersalnym stylu, który łatwiej dotarłby do milionów odbiorców gry, mogłoby być lepszym pomysłem wg mnie.
A ja lubię oglądać filmy i seriale, w których bohaterowie nie zachowują się jak debile.
Oczywiście rozumiem, że to taka stylistyka anime i wielu osobom to nie przeszkadza. Ale mnie to jednak przeszkadza. Pomimo, że w wieku nastu lat oglądałem Sailor Moon, to i tak się nie przyzwyczaiłem.
Natomiast parę ładnych lat później oglądałem Ghost In The Shell, który do tej pory jest jednym z moich ulubionych filmów. W sumie oglądałem go co najmniej kilka razy, w tym ostatnio w zeszłym tygodniu. Obejrzałem też serial. Dwa razy. I tej stylistyki było w nich tak niewiele, że w ogóle mi nie przeszkadzała. Jednak przecież nie każdego musi interesować Zachodni rynek. Szkoda tylko, że cyberpunk najbardziej rozpropagowało na świecie produkcje bez żadnego kawaii. W takim razie raczej można powiedzieć, że nie każdego musi interesować zdecydowana większość jego grupy docelowej.
No ale może to ja się mylę i jednak się spodoba. Zobaczymy wkrótce ilość dislike-ów.
A w Japonii, w ciągu tych ponad 35 lat, zamiast postępu, w tamtejszej kulturze nastąpił chyba tylko jakiś regres. Pewnie lęk przed kobietami wzrasta, więc wszystko musi być jeszcze bardziej kawaii.
Osobiście staram się unikać negatywnych określeń w odniesieniu do naszego kraju. Beznadziejna pod wieloma względami, podobnie jak ogólna skłonność do narzekania, jest wynikiem komunizmu. A to w żadnym stopniu nie jest nasza wina. Natomiast myślę, że dobrze jest tego problemu nie podkręcać. W Polsce dzieją się też dobre rzeczy. Przede wszystkim są to wszystkie zmiany na plus od czasu upadku komunizmu.
Poza tym to w dużej mierze zależy od perspektywy. Imigranci ze wschodu są w większości zachwyceni bardzo wieloma rzeczami w Polsce. Można posłuchać o tym np. na kanale YouTube "Tatti Nizovaya".
3. Nawet huragany nie niszczą bloków elektrowni atomowych. Najwyżej tsunami, jeśli nie weźmie się tej możliwości pod uwagę przy budowie. Albo j.w. Ewentualnie wulkan.
4. Nawet ruska hołota nie uszkodziła żadnej elektrowni atomowej. To nie jest dobry pomysł. Poza tym można przy niej postawić dużo systemów obrony antyrakietowej. Chociaż taki blok podobno wytrzymuje nawet bezpośrednie uderzenie. Niekoniecznie kilka, ale po prostu niełatwo ją zniszczyć. No i nie trzeba jej budować na granicy z Białorusią w odległości strzału z procy.

Coruscant wygląda tu rewelacyjnie. Nowy Jork z lat '70 jak w mordę strzelił. Ta tama też w podobnym stylu.
Zapewne z tego właśnie powodu zmienili jej wygląd w drugiej części. Podobnie jak charakter, aby lepiej pasował do historii. Ze śmiałej, dość pewnej siebie (szczególnie jak na ten wiek) i zaradnej dziewczyny stała się nieśmiałą, cichą i podatną na wpływ innych. Choć to akurat nie pasuje do stereotypu lesbijki. No ale logika chyba przestaje mieć znaczenie, gdy osiąga się status władców i wirtuozów gamingu. Tak samo jak fani, których oczekiwania stają nic nie warte. I podobnie myślą krezusi i bogowie kinematografii.
Wydaje się to powszechnym zjawiskiem u władców wszechświata. I w sumie nie tylko, by to raczej cecha wszystkich stadnych ssaków. Przykładowo, gdy szympans osiągnie wysoki status w grupie, wtedy staje się bardziej agresywny i demonstruje w ten sposób, że inni w porównaniu z nim są nic nie warci i najlepiej niech im nawet nie przychodzi do tych pustych łbów, że mogliby stać się mu równi.
Dlaczego ona w ogóle nie przypomina Ellie? Ja nie wiem, co za inteligenci robią te wszystkie adaptacje ostatnimi czasy.
Z gier single player też mogą zrezygnować całkowicie, bo przecież nie przyniosą tyle dochodów, co GTA Online. Najwyżej GTA 6 może jeszcze zwiększy ruch w interesie, więc może jeszcze się opłacać. Ale na GTA 7 nie ma co liczyć według mnie. Przynajmniej dopóki dopóki dochody z GTAO znacząco nie spadną. Chociaż nie wiadomo, czy po takiej przerwie będą w stanie zrobić cokolwiek dobrego.
Przede wszystkim chodzi o to, że AI w tym momencie faktycznie zastąpiło grafika. Dla potrzeb niektórych osób ten styl i możliwości są już wystarczające. A od tej pory AI będą tylko coraz lepsze. Za jakiś czas, który tym razem nie jest już nie jest mglistą przyszłością, tylko przyszłością w naszym zasięgu, która właśnie zaczęła wkraczać w nasze życie.
Ciekaw byłbym, co dokładnie masz na myśli. Dlaczego i w jakich aspektach artykuł ten nie ma sensu?
To jest sieć neuronowa. "Młoda". Tak jak dziecko. Po prostu nie ma bladego pojęcia, o czym mówisz. Ale kiedyś się dowie.
Kluczowa jest tutaj kwestia praktyki. Można porównać jakość wyników podawanych przez Google z tymi od Bing. Podobnie jest z autopilotem Tesli w porównaniu do innych.
To nie są żadne skrypty, tylko sieć neuronowa, która uczy na podobnych zasadach jak każda inna. Poprzez bardzo wiele prób i błędów, pozytywnych i negatywnych wyników.
Poza tym sztuka zawsze powstaje na bazie sztuki wcześniejszej, którą artysta widział. Gdyby ktoś tworzył zupełnie od zera, to nie mógłby widzieć żadnej innej sztuki, która mogłaby na niego wpłynąć - wpłynąć na jego sieć neuronową, która zawsze uczy się na podstawie takich czy innych, ale zawsze jakichś doświadczeń.
Wszystko zależy od tego, jak opiszesz to, czego oczekujesz. I w tym miejscu będzie trzeba wykazać się inwencją.
Pytanie raczej, czy Disco Elysium 2 koniecznie musiałoby być w tym samym settingu?
Przy czym nie twierdzę, że faktycznie będzie to sci-fi. Po prostu nie widzę przeszkód, aby tak było.
Emancypacji kobiet w prozie Sapkowskiego było bardzo dużo. Trudno mi skojarzyć innego autora, który stworzył tak silne, niezależne i do tego ciekawe kobiece postacie. Szkoda, że Netflix nie czytał, bo ta dziewczynka, która niby gra Yennefer, wzbudza najwyżej uczucia opiekuńcze, więc jest jej dokładnym przeciwieństwem.
Pewnie to kwestia gustu, ale w moim odczuciu takie rzeczy psują jakąkolwiek immersję w grze. Jazdę samochodem zamieniają na jakąś abstrakcję. Rozumiałbym, gdyby to była inna gra, ale na pewno istnieją gracze Forzy, którzy chcieliby więcej Forzy, a nie czegoś w zupełnie innym stylu.
PS. Faktycznie, na gg by się nadawało.
Natomiast co do Ukraińców, ja też słyszałem negatywne opinie, ale cały czas mam na uwadze, że jednak nadal nie ma żadnych obozów dla uchodźców, bo na początku faktycznie Polacy przyjęli ich do swoich domów. A później już zaczęli jakoś organizować sobie życie tutaj, w dużej mierze dzięki pomocy swoich rodaków. Część uchodźców jednak nadal znajduje dla siebie miejsce w polskich domach. A ja widzę ludzi, którzy organizują choćby ubrania i inne rzeczy dla dzieci Ukraińców, które po rozpoczęciu wojny przywieźli do Polski. Słyszałem, jak pewien ekspert od tematu migracji mówił, że w historii nie jest znany żaden podobny przypadek przyjęcia fali uchodźców. I to jest powód, aby być szczerze dumnym z naszego narodu. A fakt, że nie jest idealnie, to po prostu niezbywalna cecha rzeczywistości.
Obejrzyj pierwsze dwie części Terminatora, jeśli myślisz, że Cameron nie potrafi tworzyć naprawdę dobrych filmów. Obcy 2 też jest świetny. Polecam
O rany, a co mu się stało, że jest jedynym elfem w historii, który się zestarzał?!
No ale najważniejsze, że mamy do czynienia ze znawcami lore.
Natomiast odnośnie sukcesu, stwierdziłem że moim zdaniem zrażenie dużej ilości fanów jedynki (tych, którzy poczuli się najbardziej zaangażowani) to wątpliwy sukces.
Co to za sukces, gdy najpierw robi się jedną z najlepiej ocenianych przez graczy produkcji w historii elektronicznej rozrywki, a potem robi się drugą część, która zostaje znienawidzona przez bardzo dużą ilość spośród największych fanów. W efekcie czego gra otrzymuje średnią notę na poziomie 5,7.
Czy nie czyni to tej gry jedną z największych porażek w historii?
Przy czym sam uważam, że fabuła jako taka jest dobra, tylko trzeba było to zrobić w zupełnie innej grze. Wtedy nie byłoby żadnego problemu, a tak stracili dużą ilość największych fanów, którzy pewnie już nigdy nie odzyskają dawnego uznania dla tego studia.
Pierwsza część do 2020 roku sprzedała się w 20 mln kopii. To ciekawe, dlaczego druga sprzedała się aż o tyle słabiej. Zwykle tak popularne gry sprzedają się coraz lepiej. Uncharted z każdą kolejną częścią sprzedawało coraz więcej egzemplarzy.
Jeśli policzyć względem liczby mieszkańców, to Korea Południowa deklasuje konkurencję. Wynika to z kultury (oprócz dochodów), ponieważ społeczeństwa azjatyckie są bardzo kolektywistyczne, gdzie ludzie gotowi są niemal na wszystko, aby tylko być bardziej przydatnym dla grupy.
Kiedyś, gdy były przedpremierowe testy World of Warcraft, które miały miejsce na Tajwanie, grałem pewnego dnia z jakimiś Koreańczykiem. Na samym początku przeprosił mnie za słabą znajomość języka angielskiego, po czym perfekcyjnie pisał na tematy związane z polityką cenową i gospodarką kraju. Następnie powiedział, że bardzo bardzo mnie przeprasza, ale nie może już dłużej grać, bo o 6 rano wstaje do pracy. Zapytałem w takim razie z ciekawości, która jest u niego godzina, a on odpowiada, że... 4:30.
Wygląda na to, że po prostu wstydził się powiedzieć, że nie będzie już dalej grać. Nawet pomimo ważnego powodu.
Na tej samej zasadzie, Azjaci nie chcą zrezygnować z wydawania kasy, aby być bardziej wartościowym towarzyszem gry dla innych graczy. A producenci gier wykorzystują to bez żadnych hamulców.
Dla mnie Ellie w jedynce wyglądała akurat na tyle, ile miała mieć. Mam na ścianie jej zdjęcie z Joelem od kilku lat i cały czas mam takie samo wrażenie.
Teraz też wygląda ok, tyle że po prostu trochę inaczej.
Fanom przeszkadzają zmiany w kwestiach, które polubili takie, jakie są. Gdyby od początku Tess wyglądała podobnie, nie byłoby problemu. Poza tym fani są uczuleni na zmiany w dwójce, więc każda kolejna jest dla nich od razu podejrzana.
Oczywiście pozostaje kwestia promocji, którą będą zajmować się usługi streamingowe, jeśli uznają dany film za odpowiednio dobry. Ale i bez tego niektórzy wybiją się samą swoją twórczością.
No i jest jeszcze kwestia scenariuszy, które twórca filmu będzie mógł napisać sam, ale niewielu może to potrafić. Tak czy inaczej, scenarzyści przetrwają bez najmniejszych problemów.
Bardzo się gryzie w moim odczuciu. Może zbyt wiele razy oglądałem te filmy (1 i 2).
Star Wars ostatnio nie porywa, ale da się obejrzeć. Choć równie dobrze można nie oglądać.
Czyli nie ma nic wartego uwagi.
Skoro na początku wspomniałeś o Europie, to trzeba było policzyć ją jako całość. Zwykle pod względem gospodarczym wypada podobnie do Chin i USA.
Sukces Star Citizen wziął się stąd, że jest bardzo wielu graczy, którzy chcą eksplorować kosmos. Generalnie jest mnóstwo fanów tego motywu. Tak samo jak mnóstwo jest osób, które lubią podróże. Albo wycieczki po górach.
A w tym aspekcie te gry niewiele się różnią. Gdyby jeszcze udało im się zrobić dobry model lotu, to nawet przez sekundę nie zastanawiałbym się, czy wybrać grę ukończoną, czy w wiecznej alfie.
Niektórzy zauważają, że tak czasem kończy się brak wydawcy - brakiem terminów. A niektórzy, w tym, jak się okazało, właśnie Chris Roberts, bez terminów nie potrafią nic doprowadzić do końca.
Skończy się na tym, że na tę niczemu nie winną dziewczynę wyleje się morze krytyki za to, że w ogóle nie przypomina Eliie. I może to negatywnie wpłynąć nawet na całą resztę jej życie.
Podejrzewam, że po przejęciu przez Microsoft monetyzacja będzie podobna jak choćby w Forza Horizon.
Grupa docelowa - nawet bez względu na zamiary twórców - nie jest wychowana na mobilkach.
Ocena w Google Play w ciągu ok. czterech dni spadła z 4 do 3,3. Tak więc sytuacja jest rozwojowa.
A po sukcesie filmu już tania na pewno nie będzie.
Naprawdę przeginają z tą grafiką. Rozgrywka wygląda nie tylko gorzej niż Flashback, ale nawet gorzej niż Another World i Prince of Persia.
Netflix - "Wszystko, czego się tkniemy zamieniamy w g... I to za najwyższą cenę na rynku!"
To rola jest beznadziejna. Aktorka w tym wypadku nie ma znaczenia. Choćby była najlepsza na świecie, to w roli infantylnej idiotki zawsze wyjdzie na infantylną idiotkę i nic nie można na to poradzić.
Zobaczymy, ale podejrzewam, że konieczność ukrywania się sprawi, że to może być bardzo okrojona i zubożona historia o Jedi. Oczywiście cieszyłbym się, gdybym był w błędzie. Okaże się wkrótce. Chciałbym jednak w końcu zobaczyć historię live action, w której głównymi bohaterami są rycerze Jedi.
Problem w tym, że typa z kolorowym mieczykiem w jednej z głównych ról nie było już od kilku lat... Oczywiście zróżnicowanie bardzo cieszy, ale chciałoby się wreszcie typa z mieczykiem ponownie zobaczyć. A wcale nie ma pewności, czy zobaczymy jakiś mieczyk w nadchodzących tygodniach więcej niż parę razy na krzyż wyłącznie w ramach fan service.
Osobiście przeczytałem Achaję i Alicję. Poziom infantylizmu i żenady wiele razy przebił dno. Trudno podejrzewać cykl inkwizytorski o coś lepszego, skoro w tamtych dwóch autor nie był w stanie podskoczyć powyżej prozy dla młodszych nastolatków.
Osoby LGBT często są niesprawiedliwie i źle traktowane. Często się zdarza, że ktoś mówi o nich pogardliwie i niekulturalnie. A złe traktowanie ludzi, którzy na to nie zasłużyli jest właśnie takim przekroczeniem granic, z którym trzeba walczyć - w przeciwieństwie do osób LGBT, z którymi walczyć nie trzeba.
Z chrześcijaństwa wywodzi się miłość do bliźniego, czyli dobro jednostki jako punkt odniesienia dla moralności w naszej kulturze. W przeciwieństwie do innych kultur, które są głównie kolektywistyczne i punktem odniesienia jest dobro społeczności, a konkretny człowiek jest niewiele wart.
Tam nikt nie walczy o przyznanie praw osobom LGBT. Bo ich obowiązkiem jest dostosować się do społecznych norm. I nikogo nie obchodzi, że sami będą nieszczęśliwi i unieszczęśliwią osobę hetero, z którą wejdą w związek.
U nas natomiast są osoby hetero, które walczą o prawa dla osób LGBT, ponieważ kierują się właśnie podstawami moralności chrześcijańskiej, więc chcą ich dobra. Chcą, aby byli szczęśliwi. Choćby nawet zupełnie nie zdawali sobie z tego sprawy, że jest to właśnie wyraz moralności chrześcijańskiej i byli zagorzałymi przeciwnikami Kościoła i chrześcijaństwa w ogólności, które uważają za źródło nienawiści i przemocy.
Oczywiście to nieprawda i są tutaj w wielkim błędzie, ponieważ tak naprawdę źródłem przemocy jest... przemoc. I najczęściej przechodzi z pokolenia na pokolenie.
Choć Kościół jednak tworzy pewien problem. Chodzi o to, że daje coś, co sprawcy przemocy mogą używać jako usprawiedliwienie dla złego traktowania i złego mówienia o osobach LGBT. Chociaż sam Kościół i ogólnie etyka chrześcijańska zdecydowanie zabraniają złego traktowania kogokolwiek, w szczególności osób LGBT (w dokumentach wprost o tym piszą). Tylko niewielu o tym wie, a jeszcze mniej to obchodzi.
Gdy dwie dorosłe osoby chcą żyć w takim, a nie innym związku, to nie widzę powodu, aby im zabraniać. Kim musiałbym być, aby mieć prawo moralne zabraniać dorosłym w pełni sprawnym intelektualnie ludziom żyć tak jak chcą?
Zabraniać można, a nawet trzeba, takich rzeczy jak przemoc. Zarówno fizycznej, jak i psychicznej. A wszelkie przejawy gorszego traktowania z powodu cech danej osoby to jest właśnie przemoc.
Ja proponuję, aby zaczęli walczyć z symbolem chłamu, którym się stali. Chociaż obecnie jest już po fakcie, więc może być trochę za późno...
Ewentualnie mogą jeszcze podnieść ceny i dowalić reklamy w każdym abonamencie co 5 min.
W moim odczuciu, to od początku miał być taki humorystyczny horror klasy B, nawiązujący głównie do tego typu horrorów z lat '80, które nie były najwyższych lotów.
Ale poza tym zgadzam się, że pierwszy sezon lepiej się oglądało.
Pierwsza część, która, jak sami autorzy stwierdzili, opowiadała o miłości i poświęceniu, była bardzo wartościową historią. W jakiś sposób czyniła świat lepszym, bo takie doświadczenia mają pozytywny wpływ na człowieka. Druga część była natomiast całkowicie bezwartościowa. Nie uważam też, aby fabuła była bardziej złożona. To przecież tylko historia o utracie wszystkiego i upadku na samo dno w linii prostej. W efekcie sprowokowali tylko hejt i masę negatywnych emocji.
Autora natomiast podejrzewam o typowy dla wszystkich stadnych ssaków świata instynkt - gdy osiągniesz wysoki poziom społeczny, pokaż wszystkim, że w porównaniu z Tobą są nic nie warci (w tym ich uczucia są nic nie warte). Zwykle pokazuje się to za pomocą agresji. U ludzi jest szerszy wachlarz zachowań, ale chodzi o to samo.
Ja uważam, że ta gra w ogóle nie powinna mieć drugiej części. Albo powinni być zupełnie inni bohaterowie.
To wina wyłącznie twórców lub twórcy i pomysłodawcy fabuły drugiej części. Mogli zrobić grę z podobną fabułą, tylko z innymi bohaterami i byłaby świetna.
I jeszcze warto tutaj zwrócić uwagę, że sukces życiowy zależy bardziej od inteligencji emocjonalnej niż kognitywnej (czyli klasycznej).
Dlatego bardzo ważne jest dla kobiet, aby mężczyzna pracował i pomagał zapewnić stabilność materialną rodzinie. Nie jest to jednak równoznaczne z bogactwem, które, jak nierzadko można zauważyć, tworzy wiele różnych problemów. Najbogatsi rzadko bywają całkiem stabilni emocjonalnie. I zbyt często są np. nieobecni, aby być dobrymi rodzicami.
O wiele ważniejsze jest, aby mężczyzna był stabilny emocjonalnie, zaradny i wspierający, a także godny zaufania.
Tak właśnie muszą wyglądać oczekiwania i preferencje statystycznej większości kobiet. Po prostu dzieci takich kobiet częściej przeżywały, więc ilość ich genów w populacji musiała w końcu stać się największa.
Oczywiście istnieje też inne kobiety - ponieważ w ewolucji zawsze powstaje różnorodność - które mogą wiązać się np. z alkoholikami, nierobami i sprawcami przemocy fizycznej lub psychicznej albo takie, które faktycznie lecą tylko na kasę, ale stanowią one zdecydowaną mniejszość i nie mogłoby być inaczej.
Natomiast fakt, że kobiety akceptują związek np. z alkoholikiem lub sprawcą przemocy często wynika z ich zaniżonego poczucia własnej wartości. Wtedy akceptują coś, czego akceptować nie powinny. W tym może być też choćby sam seks, czyli sytuacja, która nie daje dużych szans na wsparcie w wychowaniu dziecka w przypadku zajścia w ciążę.
Polecam
https://www.youtube.com/watch?v=jHd22kMa0_w
No, faktycznie urywa d... Prawdziwie XX wiek.
Jest to też wg mnie, podobnie jak zdaniem Marka Hamilla, brak szacunku wobec fanów, którzy oczekują pewnych wartości w tych filmach.
Sam też przypominam sobie o pewnym 17-latku, który zachowywał się z ponadprzeciętną kulturą osobistą i był fanem Star Wars, który przeczytał też wszystkie książki z tego uniwersum i bardzo narzekał na Ostatniego Jedi. Mówił, że najgorsze jest to, że tego nie można cofnąć.
Osobiście mam nadzieję, że może jeszcze się uda.
Naprawdę myślałeś, że to należy odczytywać całkiem dosłownie?
Zawsze można też tworzyć treści na YouTube. Tam zawsze będzie chodziło o oglądanie i słuchanie prawdziwych ludzi. Tym bardziej na Twitchu itp.
Ciekawostką jest, że niedawno nawet w Polsce robot chirurgiczny wykonywał operację wstawienia endoprotezy kolana. Taki robot jest dużo bardziej precyzyjny, dzięki czemu wyraźnie skraca się czas rekonwalescencji. A zatem widać już, że nadchodzi ostateczny koniec chirurgii w wykonaniu ludzi. Człowiek będzie najwyżej stał z boku i kontrolował.
Switch jest dużo słabszy od PS4 i XOne, więc najprawdopodobniej wykorzysta zupełnie inny silnik graficzny.
I pewnie będzie wyglądał jak katastrofa.
Oczywiście miało być: Na podobnych zasadach próbuje już teraz działać Netflix, tylko jeszcze potrzeba sporo rozwoju naukowo-technicznego, aby nie skończyło się to porażką.
Na pewnym etapie rozwoju okaże się, że AI lepiej prowadzi firmę od góry do dołu, bo nie odwala tych wszystkich cyrków, o których wspominasz, nie uskutecznia nepotyzmu i nie wyprowadza kasy bokiem, a wiele czynności, np. związanych z księgowością i wszelką dokumentacją wykonuje milion razy szybciej.
Nie ma powodu wątpić, że roboty i AI przejmą prawie wszystkie gałęzie gospodarki i to one będą wypracowywać PKB państwa. Ludzie będą musieli wtedy dostawać tzw. gwarantowany dochód minimalny. Robiono już takie badania pilotażowe, chyba w Skandynawii, które wykazały, że wcale nikogo to nie rozleniwia, tylko daje spokój ducha, a ludzie i tak chętnie szukają sobie jakiegoś zajęcia. Tyle, że po prostu czegoś dla nich satysfakcjonującego i nie zadowalają się byle czym.
Generalnie dla ludzi pozostaną wtedy zajęcia, które gwarantują kontakt z prawdziwymi osobami, ponieważ trudno byłoby w pełni to zastąpić. Aczkolwiek kontakty z AI mogą być łatwiejsze niż kontakty z prawdziwymi ludźmi, więc jeśli ktoś ma trudności w relacjach - a takich osób jest przecież bardzo wiele - może ograniczać się do kontaktów z androidami i AI. Właściwie na pewno będzie to charakterystycznym problemem przyszłości.
Warto też polecić cykl "Roboty" Isaaca Asimova oraz zbiór opowiadań "Ja, robot". Można też obejrzeć film o tym samym tytule, który jednak nie jest ich ekranizacją ani w ogóle żadnym arcydziełem, ale w pierwszej połowie choć trochę ukazuje tę naszą przyszłość.
Do motywu łatwiejszych kontaktów z robotami i AI odnosi się choćby film Her z 2013 roku. Trochę też film AI z 2001, w którym para kupuje sobie dziecko-androida. Albo niskobudżetowy Cherry 2000 z roku 1988, gdzie główny bohater żyje w związku z kobietą-androidem, który się psuje, a on zaczyna poszukiwać dla niej sprawnego ciała jej modelu. No i Blade Runner 2049 też zawiera taki wątek, który ukazuje towarzyszkę-hologram AI.
Niewykluczone jest też, że AI może nawet będą pisać świetne książki i tworzyć świetną muzykę - wystarczy, że nauczą się na podstawie już istniejącej twórczości oraz wezmą pod uwagę wiedzę z dziedziny neurologii, socjologii, badań opinii publicznej itp. Na podobnych zasadach próbuje już teraz działać Netflix, tylko jeszcze potrzeba sporo rozwoju techniczno-naukowego, aby skończyło się porażką.
Jednak analogicznie, jak obecna moda na handmade, tak kiedyś może powstać moda na treści tworzone przez ludzi. Tylko niekoniecznie moda ta będzie czymś powszechnym. Równie dobrze może stać się zjawiskiem niszowym.
Poza tym AI pozwoli też na znaczne uproszczenie tworzenia choćby gier video, gdzie wystarczy jeden człowiek, który będzie mówił AI, jaka ta gra ma być. Przykładowo "stwórz las, ścieżkę i wilka na niej", po czym zacznie dopracowywać szczegóły. Trochę trudniej będzie tworzyć w ten sposób filmy, w których bohaterowie wyglądają i zachowują się zupełnie naturalnie, ale to też tylko kwestia czasu.
Widziałem kilka filmów, w których jest artyzm. I nie polegały na prymitywnym psuciu wszystkiego, co dla fanów ważne i wszystkiego, co wartościowe w poprzednich częściach.
Bardzo lubię dramaty psychologiczne i oglądam od lat. Ostatni Jedi w tym aspekcie był nieporównywalnie głupszy i bardziej prostacki od wszystkich, jakie pamiętam. Chociaż faktycznie w Star Wars czegoś takiego jeszcze nie było. Podobnie jak nie było pornola w tym uniwersum. Może trzeba o tym pomyśleć?
Nie robiłbym sobie nadziei, ponieważ Netflix od czasu Wiedźmina przypieczętował swój wizerunek producenta żenujących treści i zdolności do spartolenia nawet najlepszego materiału.
Mam pomysł na kolejny film z cyklu - Predator vs. Homo habilis.
Poza tym nie wiem, po co robić film o tym, jak Predator zbija wszystkich, których chce i leci do domu. Bo przecież nie pokonają go łukami i tomahawkami...
To może być kwestia bardzo ograniczonego budżetu, więc była albo opcja pixel art, albo nic.
Może dlatego, bo film ten jest oparty na legendzie, która jest też pierwowzorem Hamleta.
https://en.wikipedia.org/wiki/Amleth
Natomiast sam silnik Bethesdy pozwala na łatwe tworzenie modów i podobno to jest dla nich jego największą zaletą.
Fani Star Trek mają powody do radości. Bo Star Trek słynie z kreskówek dla dzieci. To zawsze były najbardziej kultowe seriale i filmy z tego uniwersum.
W latach 70-tych już był animowany serial Star Trek. I co? - Ratings were high, but skewed away from the young children which Saturday morning advertisers were trying to reach.
A oni teraz od nowa wciskają dzieciom Star Trek na siłę do płatków śniadaniowych. Może w końcu tym razem uda się wykorzystać dzieci do zarabiania pieniędzy. Może wreszcie trafią w ich gust i rzeka "zielonych" popłynie im do kieszeni. Jak twórcom Star Wars. I tak będą od nowa raz za razem próbować. Aż po setnym razie, gdy okaże się, że nadal dzieci mają na to wywalone, to obrażeni całą markę Star Trek spuszczą w kiblu.
- Nie smakuje ci?! To patrz, jak wrzucam talerz do kibla, gówniarzu!!!111
A w jaki sposób MS wyróżnia się na minus w tej branży? Ja nie słyszałem, aby w MS były afery o takiej skali jak w innych - nie mam na myśli firm, które MS kupiło, bo nie mają nad nimi takiej kontroli, jaką mają wewnątrz firmy.
Natomiast w kwestii State of Decay, warto zwrócić uwagę, że MS już jakiś czas temu zwolnił kierowniczkę działu kadr. Samo to jest już znaczącą różnicą względem działań Activision. Pomimo, że mogli i powinni zrobić więcej. Zobaczymy, co zrobią teraz, bo to może być ważne nie tylko dla ich wizerunku, ale też dla całej branży.
Gdy przez większość filmu się leją po mordach - co z psychologicznego punktu widzenia jest przedstawianiem przemocy jako głównej metody rozwiązywania problemów i konfliktów - to wszystko w porządku. Ale pokazanie martwego człowieka i przebitego ramienia (czyli w praktyce zademonstrowanie, że przemoc może prowadzić do poważnej krzywdy) jest już już niedopuszczalne, bo skrzywi dzieciom psychikę.
Za dużo zainwestowali w markę Cyberpunk, aby teraz ją porzucić. Poza to jest bardzo dobra marka. Ciekawy bogaty świat. Nie warto szukać czegoś innego i zaczynać od nowa. Bo co może być lepsze spoza gatunku fantasy?
MW2 miało już nowy świetny silnik i bardzo dobrą grafikę. W Vanguard jednak go nie użyto, ponieważ gra ta zaczęła powstawać wcześniej. Ale od tej pory wszystkie części już będą na nim działać.
To jest kuriozalne. Myślałem, że będzie pełny dostęp do aplikacji z Google Play. Po co w ogóle tracić czas na robienie czegoś tak na odwal się zamiast raz a porządnie zrobić emulator, który przecież jest możliwy do zrobienia bez tych absurdalnych ograniczeń? Zawracanie d...
Tutaj doskonale pasuje cytat z jednego z utworów Samurai: "We lost everything. We had to pay the price". Żaden deweloper nie miał tak dużo i żaden tak dużo nie stracił. Ale może jest jeszcze dla nich nadzieja. Tylko będzie wymagać to wielu lat ciężkiej pracy.
Na pewno trudno trafić w gust wszystkich. Ten z MK2 odtworzony we współczesnej jakości nie byłby teraz moim ulubionym. Myślę, że w tej kwestii najlepsze są mody na PC.
Ja kiedyś specjalnie z myślą o MK2 dokupiłem sobie moduł rozszerzeń z 4 MB RAM (chyba nazywał się Fast RAM) i już nie musiałem żonglować dyskietkami w czasie gry. Tylko uruchamiało się wolniej, bo od razu chciał każdą. Ale za to można było spokojnie grać do rana xD
Na szczęście można chociaż wybrać skin. Pomimo, że żaden nie pasuje idealnie do wspomnień z setek godzin grania w MK2 na Amidze ;-)
Chodzi o przyzwyczajenie fanów. Bardzo lubiłem Ellie z pierwszej części i chętnie bym ją zobaczył znowu albo chociaż kogoś o trochę podobnej urodzie, a nie jej przeciwieństwie. Tutaj może być to trudne. A są nawet badania o tym, jak odbierane są np. duże oczy, których obecna aktorka na pewno nie ma. Przede wszystkim wzbudzają uczucia opiekuńcze.
Jak dla mnie, dobra byłaby choćby aktorka, która grała Aryę Stark w GoT - wybierając pierwszą, jaka mi przychodzi na myśl.
Shang Tsung po prostu świetnie wyglądał w swojej roli. Poza tym nikt do niego nie był przyzwyczajony, a na temat postaci z The Last Of Us jest wiele filmów na YouTube, w których ludzie bardzo dużo opowiadali o tym, czym była dla nich ta historia. Ja mam cały czas na ścianie grafikę z nimi. Ale nie tylko dla mnie mieli oni symboliczne znaczenie.
Obawiam się też, że ta młoda dziewczyna zostanie ostro skrytykowana w Internecie za swoją odmienność od Ellie z gry i raczej nieporównywalny dla większości odbiorców typ urody. Ewidentnie autorzy gry starali się stworzyć postać wzbudzającą w nich pewne uczucia i wrażenia, które miały przełożyć się na odbiór graczy (oczywiście wizerunek Joela też był pewnym archetypem). Dlatego ten casting może być wynikiem niezrozumienia sensu się historii. Ale o tym przekonamy się po premierze. Zawsze jest jakaś szansa, że uda im się osiągnąć to, co osiągała gra.
Nie było drowów u Tolkiena. Byli natomiast Haradrimowie, czyli ludzie z Południa o ciemnej skórze.
Na polskiej stronie nie ma informacji o ich kolorze skóry, ale na anglojęzycznych jest.
https://lotr.fandom.com/pl/wiki/Haradrimowie
http://tolkiengateway.net/wiki/Haradrim
Nie może być dobrze, gdy uważają się za lepszych od Tolkiena.
Choć akurat Galadriela to w tamtych czasach dokładnie taka była. Według opisu Tolkiena, była osobą o "o usposobieniu Amazonki". Niezwykle wysoka i sprawna fizycznie.
Co prawda od dawna uważam siebie za fana Sci-Fi, ale żadnej produkcji z tego gatunku nie nazwałbym mokrym snem.
Na Steam można podejrzeć, że zmodyfikowane zostały właściwie wszystkie pliki. To ogrom pracy. Nic na odwal się. Lista zmian jest przecież bardzo długa. Nie widzę powodu, aby sądzić, że to już koniec poprawek. Ja raczej myślę, że dobry start. Najlepiej byłoby dla nich odzyskać reputację, ponieważ była ona ich najcenniejszym zasobem. Dlatego raczej będą cisnąć do oporu.
Akurat Galadriela wg opisu Tolkiena była w tamtych czasach wojowniczką o usposobieniu Amazonki ("she was then of Amazon disposition").
Więcej tutaj: http://tolkiengateway.net/wiki/Galadriel
Tylko po co mieliby kupować firmę po jej upadku? Dostaliby same marki i musieliby tworzyć studia deweloperskie prawie od zera.
Oczywiście nie musi być tylko o Jedi. Mandalorian jest bardzo fajnym serialem. Problem w tym, że zrobili jedynie dwa seriale live-action ze świata Star Wars i 0% jest o Jedi. Nadchodzący serial o Obi-Wanie też raczej nie ma większego potencjału ze względu na w założeniu kameralny charakter. Podobnie z Ahsoką. To historie o samotnych wilkach w świecie praktycznie pozbawionym Jedi, a nie typowe historie o nich. Oczywiście bardzo chętnie je zobaczę, ale po prostu od lat nie było niczego dobrego i typowego dla Star Wars, co nie byłoby filmem anonimowego.
A od kiedy Star Wars to jakieś historie o najemnikach? Rozumiem, że można zrobić jedną, ale seriami? Absurdalne pomysły.
Niestety dziś dostęp do poprawek jest dużo ważniejszy niż kiedyś. Co, oczywiście, wynika tylko z tego, że wypuszczają taki chłam, ale na to nie można nic poradzić.
Czekam aż będą wychwalać ten nowy Blood Omen. Po trailerze można spodziewać się prawdziwej uczty.
Co to ma być? Przedszkolna laurka? Autor tekstu współpracuje z Netfliksem, że tak się da nich poświęca tracąc reputację za kasę? Bo nie rozumiem, jak można coś takiego robić charytatywnie.
Podawać cytaty jako argumenty za stawianymi w nich tezami? Albo coś takiego:
Showrunnerka nie ukrywała również faktu, że podczas produkcji starała się zachować balans w oddaniu ducha książki
Rynsztok publicystyki.
Rozumiem i zgadzam się z tym punktem widzenia. Brak kontekstu dla postaci to bardzo duży błąd twórców serialu. Nie wzięli też przykładu z gry, której oryginalna słowiańska stylistyka była powszechnie chwalona. Niestety wygląda na to, że autorzy serialu nie mieli nawet minimum odwagi, tylko tworzą coś bez wyrazu i charakteru, który wykraczałby poza same główne postacie. Zresztą, Anya Chalotra w moim odczuciu robi wrażenie zdecydowanie zbyt delikatnej jak na Yennefer. W grze dużo lepiej wyglądała.
Chociaż sam serial będę oglądał, bo nie tracę nadziei na coś dobrego.
Musieliby zmienić silnik i od nowa wszystko zbudować. Oczywiście kosztowałoby to bardzo dużo i zajęłoby równie dużo
czasu, ale przynajmniej gra by działała. A tak nie działa i nie będzie.
To jest, przede wszystkim, historia o miłości rodzicielskiej, która jest większa i ważniejsza niż wszystko inne. Ktoś, kto nie ma dzieci może tego po prostu nie zrozumieć. Albo nie docenić w pełni. Choć w tej kwestii bywa różnie.
Częściowo zainspirowany tą grą, w połączeniu z własnym doświadczeniem napisałem jakiś czas temu taki tekst, czy może utwór, o miłości do dziecka:
------------------------------------------------------------------
- Przepraszam. Muszę jechać po córkę.
- Nie, nie przepraszaj... Nie przepraszaj za największą miłość, największą radość, największą dumę. Za sens życia i za to, że możesz oddać wszystko. Nie przepraszaj, że uwielbiasz każdy uśmiech, każdą radość, każdy sukces. Nie przepraszaj za swoje największe troski, tęsknoty i obawy. Za pierwszą myśl rano i ostatnią wieczorem. Nie przepraszaj, że cieszy Cię każda wspólna chwila i każdy widok, gdy przechodzi przez pokój. Gdy zagląda przez ramię i pyta, co robisz. Gdy zerka na moment i uśmiech śle. Nie przepraszaj, że nigdy nie masz dość nawet gdy masz dość. Nie przepraszaj, że radość do łez sprawia Ci, że jest. Nie przepraszaj za najwspanialszy dar niebios. Za swoją najjaśniejszą gwiazdę. Za swoje serce. Za swoje wszystko.
Tak naprawdę on nie ma określonego celu, który dałoby osiągnąć. Jego faktycznym celem jest tylko bieg w górę bez opamiętania. Tak jak jedni obsesyjnie się odchudzają, drudzy obsesyjnie pakują na siłowni, czy też obsesyjnie pracują lub obsesyjnie piją, tak inni obsesyjnie pną się w górę. Różnice są tylko powierzchowne. Uzależnienia to akurat temat, na którym się znam, a gdy spędziłeś dużo czasu na czytaniu i zajmowaniu się tym, wtedy z czasem zauważasz, że mechanizmy psychologiczne są w tego typu kwestiach właśnie takie same lub przynajmniej bardzo podobne.
Oczywiście nie czułby się nasycony, spełniony i szczęśliwy. Były nawet takie badania dotyczące ludzi, którzy wygrali duże pieniądze. Okazało się, że po początkowej euforii zawsze wracają do tego samego poziomu zadowolenia z życia, które mieli wcześniej.
Myślę, że tylko osiągnięcie stanu, gdy człowiek nie musi obawiać się o jutro realnie poprawia zadowolenie z życia. Powyżej tego poziomu znaczenie statusu finansowego staje się niewielkie lub żadne.
A co się stało w jego życiu, że wyrósł na takiego drania i psychola? Bo to się nie bierze znikąd. A jego wyzysk pracowników i ostatnie działania w Blue Origin, czyli konkretnie pozwy i lobbowanie przeciwko SpaceX dowodzą jednoznacznie, że to jest po prostu chory człowiek. Obsesyjnie żądny zwycięstwa za wszelką cenę i zupełnie niepotrafiący pogodzić się z porażką.
Do mnie retrofuturyzm w ogóle nie trafia. Poza tym Lem nie pisał niczego w tym stylu, tylko normalne, jak na tamte czasy, sci-fi. Zatem retrofuturyzm nie jest zgodny z duchem jego powieści.
Trzeba brać również pod uwagę ilość ocen, która nie może być niska, ponieważ wtedy wzrasta odchylenie standardowe, przez co wynik staje się w dużym stopniu losowy.
Oczywiście istotna grupa docelowa. Gra dla dzieci może być świetnie oceniana, ale marne ma szanse, aby zainteresować czytelników GOL-a.
W tym stuleciu wszystko się zmieni, ponieważ projektowanie przejmie AI, a produkcję i obsługę roboty.
Widok takich absurdalnych mieczy całkowicie skreśla dla mnie chyba każdą grę. Mam wrażenie, że to jest dla małych chłopców albo amatorów freudowskich kompleksów.
Podoba mi się ta laska. Chętnie zobaczę ją w tej roli.
Poza tym nie wiem, co jeszcze można powiedzieć pozytywnego. Stylistyka bardzo podobna do Mando. Na szczęście, pierwszy raz zobaczmy miasto w tym świecie, gdzie żyją tryliony ludzi i innych inteligentnych gatunków. Szkoda tylko, że nie wygląda na to, aby było to standardowe miejsce akcji. Z kolei naprawdę dużego i nowoczesnego miasta nie widzieliśmy ani razu od czasu, gdy Disney przejął markę. Mam wrażenie, jakby doszli do wniosku, że to duże miasta były jedną z przyczyn słabego odbioru drugiej trylogii (i generalnie wszystko, co tam było). No więc swoje filmy pozbawili wad tamtych i zrobili je lepiej.
Tyle zarobili, że promocje Cyberpunka pojawiły się w rekordowym tempie jak na rynek AAA.
60 zł na rynku gier komputerowych to ultra niska cena. A jeśli gra się w coś regularnie, to wręcz śmieszna.
Dobra decyzja Valve.
Albowiem największą siłą Heroes Of Might & Magic są tandetne animacje i rozpikselizowana grafika.
Mam jednak nadzieję, że to tylko kwestia budżetu, bo animacje trójki były tworzone na podstawie modeli 3D, więc jeśli dowiozą, to następna część będzie miała już porządne animacje.
Microsoft nie ma trudności w ogarnięciu kwestii finansowych, więc jeśli mówią - a także widać to w ich działaniach - że GamePass jest teraz dla nich priorytetem, to znaczy, że właśnie GamePass ma największy potencjał.
Phill Spencer rozumie też, jak dużo daje polityka prokonsumencka i taką właśnie stosuje. Dlatego gracze tylko na tym zyskują i to z czasem coraz więcej, bo oferta GamePass jest coraz szersza.
W Battlefield 2142 - w którym pokazana jest przyszła historia tego uniwersum - panuje globalne zlodowacenie.
Zatem nie. Battlefield 2042 nie mówi o globalnym ociepleniu. Najwyżej może mówić o "zmianach klimatycznych".
Polecam też tę analizę o ironicznym tytule:
https://www.youtube.com/watch?v=CyX65OdHcVg
Microsoftowi chodzi teraz tylko o GamePass. Pół roku temu mieli 18 mln subskrybentów, co daje przychód rzędu 180 mln $ miesięcznie. A 8 miesięcy wcześniej mieli 10 mln, czyli tempo wzrostu jest ogromne. Bardzo możliwe, że w ciągu najbliższych lat osiągną przychód 1 mld $ miesięcznie. Z tego punktu widzenia wydatek 7,5 mld na ZeniMax wcale nie jest duży ani tym bardziej ryzykowny.
Jest to strategia idącą na ilość, ale w takiej skali, że tylko największe korporacje świata mogą sobie na to pozwolić. Sony nie może nawet śnić o takiej liczbie potencjalnych użytkowników jak producent Windows zainstalowanego na blisko miliardzie komputerów.
Dlatego też Sony ma zamiar od teraz wydawać swoje gry na PC, aby choć trochę zminimalizować przepaść, która z czasem będzie tylko coraz większa. W tym momencie Sony mogłoby właściwie tylko udostępnić GamePass na swoim sprzęcie. W końcu i tak wszyscy tu zarabiają na sprzedaży gier, a nie konsol. Ale nic nie wskazuje na to, aby taki scenariusz był w Sony w ogóle brany pod uwagę.
Na marginesie, osobiście uważam też, że Microsoft najlepiej by zrobił, gdyby zawalczył o przejęcie CD Projekt właśnie teraz, czyli w momencie osiągnięcia przez nich dna. Właściciele CDP i tak okazali się zbyt niedojrzałymi ludźmi, aby prowadzić działalność o takiej skali. Tutaj zdecydowanie bardziej ufam, że Phil Spencer, mówiąc kolokwialnie, ma większe jaja i nie będzie podejmował tak absurdalnych decyzji, aby na zawsze trafić do podręczników. Psychologii.
Główny wątek na rok przed premierą to już skończony, a dialogi nagrane. W przypadku Cyberpunka to było nawet dużo wcześniej. Co prawda, w przypadku gier Bethesdy takich opóźnień nie a, ale i tak nie liczyłbym na zmiany w kwestii fabuły w związku z wykupieniem ich przez MS. Jeśli już, to sami postanowili zadbać o fabułę po premierze Wiedźmina, który pod tym względem Fallout 4 zdmuchnął.
Oczywiście najlepsze dla Sony byłoby udostępnianie GamePassa na swoich konsolach, dzięki czemu, jako jedyni, mieliby wszystko. Niestety na Dalekim Wschodzie nie ma otwartości na zbyt nowatorskie ani tym bardziej rewolucyjne pomysły. O czym świadczy np. drastyczny spadek liczby patentów w ostatnich dekadach.
Ci ludzie są w branży od ponad 20 lat. Wcześniej tworzyli Black Isle Studio, a po upadku wydawcy założyli Obsidian Entertainment. Mają na koncie najbardziej cenione gry w historii gatunku, jak Fallout i Planescape: Torment. Byli jednymi ze studiów, które definiowały gatunek RPG. Dlatego akurat oni mają prawo wyśmiewać, kogo chcą.
Potem, jako deweloper do niedawna niezależny, nie mieli szczęścia, aby dostawać duże budżety i wolną rękę. Kiedyś też Bethesda zleciła mi dodatek do Fallout 3, na którym orżnęli ich na miliony. Ale został uznany za dużo lepszy niż oryginał. Do tego stopnia, że jakiś czas później Bethesda stwierdziła, że już nigdy więcej nikomu nie zleci produkcji żadnej gry.
Nawet jeśli nie wszystkie ich produkty są równie dobre, to i tak Bethesda może im lizać kibel.
Jak zwykle w takich figurkach twarz do niczego niepodobna. Choć tym razem nie ma dramatu, w przeciwieństwie do Gandalfa i Smauga, które wyglądają prostacko infantylnie. Xenomorph też dziwadło.
Ja kiedyś oblałem dyskietkę 5,25" wodą, a Commodore 64 herbatą i po wyschnięciu też działały. Chociaż komputer wyrzucał błędy, gdy był jeszcze mokry i myślałem, że mógł się popsuć, ale na szczęście wystarczyło go odstawić na godzinę i potem już działał przez kolejnych kilka lat.
Są wszystkie trzy seriale Star Trek z lat 90-tych. Next Generation, Voyager i Deep Space Nine. Ten pierwszy jest świetny już od drugiego sezonu, a pozostałe dwa od 4. Chociaż ja co kilka lat oglądam wszystko od początku.
A tego nowego, Discovery, nie trawię. Obejrzałem, ale po prostu zasypiam z nudów i z powodu obniżania poziomu naukowego do kilku bezsensownych frazesów.
To jest najdłuższy okres pomiędzy generacjami w historii. A gry wyglądają fatalnie w porównaniu do aktualnych możliwości technologicznych.
Dobra promocja? Przecież od razu widać, że to przypomina akcję w stylu perfekcyjnej zapowiedzi Diablo Immortal.
Zupełnie chybione wnioskowanie. Z faktu, że ludzie, którzy wykupują Xbox Game Pass, kupują więcej gier nie wynika, że po wykupieniu Xbox Game Pass ludzie zaczynają kupować więcej gier. Prędzej ci, którzy bardziej interesują się grami i więcej ich kupują, są też dużo bardziej skłonni wykupić abonament na gry. Bo im się to opłaca.
A czy opłaca się MS to już potrzebne byłyby dokładniejsze badania.
Ale to nie jest takie do przesady rozemocjonowane i infantylne jak Tides of Numenera? Bo tam były momenty tak durne, które na siłę udawały głębokie, że aż zęby bolały. Ogólnie, bardzo zmarnowany potencjał.
Cztery modele, z czego trzy zbyt drogie dla przeciętnego użytkownika.
Po co taki artykuł pisać?
Konkretnej daty premiery faktycznie nie ma, ale przecież stoi jak wół, że całują w Q4 2022.
W ogóle nie ma takiej możliwości, aby zdążyli przed premierą nowych konsol. RDR2 opóźnili o rok względem pierwotnego planu. Teraz pewnie już nie będą próbowali z niczym się spieszyć.
A tak w ogóle najlepsza fabuła, a już na pewno jedna z najlepszych, była w The Last Of Us. Moim zdaniem była nawet lepsza niż w jakimkolwiek filmie, który w życiu widziałem.
Po pierwsze, to nie żaden CDPR w ogólności, tylko ludzie znający przemoc domową z autopsji pisali ten watek. I napisali go realistycznie, a nie tak, że chcieli barona przedstawić w jakimś tam świetle. Po prostu tak najczęściej wygląda przemoc w rodzinie. A ostatniego dialogu o tym, jak ona go prowokowała nie słyszałeś? Bo tak też to często wygląda. W przemocy domowej jednostronność i płytki czarno-biały podział to niezwykła rzadkość.
Po drugie, fakt jest taki, że on nie był na wskroś złym człowiekiem i tyle. A Twoja autorska definicja "złego człowieka" zwyczajnie nie przystaje do rzeczywistości I przede wszystkim, nie o Twoich osobistych poglądach miał być artykuł.
A to, co piszesz o usprawiedliwieniu to jest zupełnie nie na temat, bo nikt nikogo nie usprawiedliwia.
Zapomnieliście o L.A. Noir.
Poza tym te słowa o Krwawym Baronie "złym na wskroś" to jest tak kosmiczna brednia, że nie da się ogarnąć umysłem, jak można palnąć coś aż tak oderwanego od rzeczywistości. To jest zupełne zaprzeczenie podstawom koncepcji tej postaci.
Równie dobrze można napisać, że Księżyc składa się z twarogu ze szczypiorkiem. Totalna abstrakcja.
Ze względu na zatrudnienie takiego młodego gnojka do roli Wiedźmina to dla mnie będzie trudne, aby w ogóle zacząć ten serial oglądać. Teraz mam już zero zainteresowania. Młody człowiek zupełnie nie pasuje do tej roli. Zresztą, wyglądająca jak nastolatka Yennefer to też jakaś kpina. Jakby durnie nie zauważyli popularności gry i myśleli, że trzeba zrobić inaczej, aby lepiej się oglądało. Bo gra nie udowodniła, jakiego wiedźmina ludzie chcą oglądać. Hm, a może... o kilkadziesiąt lat młodszego? Po prostu genialne myślenie.
O rany... To nie jest żaden Half-Life 3, tylko Half-Life Episode 3, czyli trzecia część dodatku do Half-Life 2, która nigdy nie wyszła, a historia urwała się w środku po epizodzie 2.
A co to za problem dodać postać o takiej roli jak Johnny? Poza tym historię można dopracowywać i modyfikować do samego końca. I zwykle tak się, zresztą, robi. A prolog to już w ogóle jest tworzony jako ostatni.
To nie ma sensu podawać słabe gry i filmy (w tym jeden kompletnie beznadziejny chłam) na dowód tego, że cyberpunk nie jest popularny. Równie dobrze może być bardziej popularny niż się wydaje. Ciężko powiedzieć mając takie przykłady.
Już dawno temu ludzie z CDPR mówili, że historia w Cyberpunk 2077 będzie historią osobistą, a nie o ratowaniu świata. Cały artykuł jest więc chybiony.
Inkwizycja izometrycznym RPG... A może symulatorem myśliwca?
Ręce opadają nad tymi bzdurami w tekście.
Wilku, Ty może sprawdzaj, co piszesz, bo teraz, z kolei, podajesz nieprawdziwe informacje. Nowego Tormenta robiło InXile, a nie Obsidian.
Chyba żarty sobie robisz, Czarny Wilku, z tym pięknym przykładem popremierowego wsparcia w przypadku Stellaris. Jak zwykle, Paradox wypuszcza wykastrowaną grę, aby sprzedawać ''dodatki'', które tak naprawdę dopiero robią z gry kompletną wersję. Całość już za jedyne - uwaga - ok. 400 PLN (!). Zaiste, piękne popremierowe wsparcie.
Odnośnie tytułu tego newsa, polecam uważniej czytać komunikaty, o których się pisze.
Uzależnić można się od wszystkiego. Także od czytania i pisania - to jest bibliofilia i grafomania. Ale książki i długopisy nie są uważane za uzależniające. A jeśli chodzi o gratyfikację, to nawet seks nie jest za taki uważany pomimo, że też istnieje związana z seksem klasyfikacja.
Do autora artykułu:
Depression and anxiety, w kontekście zaburzeń psychicznych, tłumaczy się potocznie jako depresja i nerwica. Albo wg klasyfikacji chorób, czyli zaburzenia lękowe, anxiety disorder.
To Waszym zdaniem matka Ellie ma być główną bohaterką (bo tylko o niej wiadomo niemal na pewno, że jest w ciąży)? A skąd ten pomysł?
Akurat nowy Torment nie okazał się żadnym hitem, tylko kompletną porażką (sprawdź recenzje na Steam), także sprzedażową (sprawdź steamspy).
Bzdury gość wypisuje. Te 12 GB nie dotyczy samej grafiki ale całej gry. Zatem trzeba to porównywać do zsumowanej pamięci RAM z pamięcią karty grafiki na PC.
Zatem Scorpio jest jak PC z 8 GB RAM i kartą graficzną 4 GB. Czyli nadal wypada nędznie.
W międzyczasie jeszcze spadła złotówka. Z ceny 3 $ na 4 $. Zatem wzrost ceny np. ze 120 do 160 zł był nieuchronny.
W tej chwili ceny na Steam, czy nawet GOG i tak są sporo wyższe niż w polskich sklepach.
Jedną z istotnych przyczyn sukcesu This War Of Mine było to, że świat był bardzo rzeczywisty. Tzn. intuicyjnie zrozumiały i bliski dla odbiorców.
Dlatego polecam nie iść w zbyt dziwny i nieintuicyjny - a tym bardziej nie sprzeczny z fizyką.
"Scarletka"? Bo lubi. Zresztą GITS jest świetny w porównaniu z takim np. Under The Skin, który był najbardziej beznadziejnym, płytkim, nudnym, bezwartościowym i zwyczajnie głupim filmem, jaki widziałem od kilku lat. I żeby jeszcze rozbierać się w czymś takim, to już jest dla mnie niepojęte. Tak, jakby nie było czegoś, co miałoby niezerowy poziom artystyczny.
Mogliby przerobić na 3D z zachowaniem stylistyki. Tylko wymagałoby to więcej pracy i nakładów finansowych. A to biedna firma i nie mogą sobie na takie ekscesy pozwolić.
IMHO dodatku nie zrobili przez tryb wydawniczy, osobno z długimi przerwami na dwie generacje konsol i PC, oraz fakt, że prawie cała ekipa zasuwa nad RDR2 od dobrych trzech lat, bo krócej tej gry nie mogą robić, skoro wychodzi już jesienią.
Gdyby pracowali nad dodatkiem, zaczęliby przed wydaniem GTA Online, a w trakcie produkcji by go nie porzucili całkiem. Zatem mogli go nawet wcale nie planować.
Czy zrobicie jeszcze materiał z Torment? W ogóle dziwi mnie, że jeszcze go nie ma. Oldschool-owe RPG są przecież wyjątkowo popularne w Polsce.
Czy zrobicie jeszcze materiał z Torment? W ogóle dziwi mnie, że jeszcze go nie ma. Oldschool-owe RPG są przecież wyjątkowo popularne w Polsce.
Po co porównywać PC z konsolą? Pewnie tylko po to, aby zarobić na reklamach z YT, bo sensu w tym nie ma żadnego.
Nawet jeśli faktycznie zrobili downgrade, to przecież tutaj nie da się tego stwierdzić.
Warto popatrzeć na oceny użytkowników w serwisie Metacritic.
Tam Wiedźmin 3 jest najlepszą grą obecnej generacji konsol (tylko czasem wyprzedza go jakaś gra, która ma bardzo mało ocen ale zwykle szybko spada na niższe miejsca) oraz jedną z najlepszych gier wszech czasów na PC.
Żadne tam GTA 5 nie ma szans w porównaniu z Wiedźminem 3.
Dlatego, wbrew pozorom, szybki skok na pierwsze miejsce na GOL-u wcale nie zaskakuje.
Muzyka usypiała. Głos Heda też był jakiś niemrawy (albo to przez tę muzykę taki się wydawał).
Moda na te nieprzystrzyżone brody w stylu islamskich radykałów to dramat. Ale chyba po prostu trzeba zacisnąć zęby i przeczekać ;-)
7-ka faktycznie była najgorsza. 4-6 oglądam po raz n-ty i świetnie się bawię. 1-3 trochę nudne i płytsze ale mogę obejrzeć. 7-ki... już chyba nigdy.
The Force Awakens dało się obejrzeć raz, dopóki nie zauważyło się, że największym zagrożeniem dla całej galaktyki stała się banda niezrównoważonych gówniarzy. Dla mnie to uniemożliwia oglądanie tego filmu po raz kolejny (przy drugim podejściu tylko się irytowałem). Tam nie ma nikogo dorosłego oprócz tego stwora, który jest cholera wie czym. Oprócz niego zostają już tylko bezdennie głupie rozpuszczone pseudo-naziolskie bachory. Według mnie coś takiego to jest kpina z widza. Poza tym fabuła jest absurdalna w tych swoich zbiegach okoliczności, gdy po kolei wszyscy wpadają na siebie przypadkiem. No i wtórność na poziomie niedorzecznym.
R1 musi być lepszy, bo nie może być gorszy. Ale już choćby zwiastuny dają nadzieję na niezły film.
BTW, jeśli ktoś tu znowu walnie chamski spoiler, moglibyście go wywalić?
> Wiedźmin 3 ... nie sprzedał się jakoś dobrze, daleko mu do Call of Duty, czy kolejnej Fify.
Wiedźmin 3 sprzedał się bardzo dobrze - w 10 mln kopii (z dodatkami). To świetny wynik. Obrót rzędu 300 mln USD.
Nie każdy film musi zarobić jak Avatar i Star Wars, aby stać się sukcesem. Analogicznie jest w grach. Kilka tytułów ma kosmiczne wyniki ale nie są one wyznacznikiem sukcesu.