Już tak nie narzekajcie. Jak na remaster, aż tak źle to nie wygląda. Najważniejsze, aby ta wersja odpalała się bez problemów na nowych systemach i nie miała błędów krytycznych jak np. Revision.
Gra jest niesamowita! Choć jednocześnie prosta w swej koncepcji. W oryginał nie dane było mi zagrać, ale System Shock Remake wydaje się na pierwszy rzut oka skrojony pod współczesnego gracza. Należy jednak pamiętać, iż to jednak remake produkcji z zupełnie innej epoki, co może odrzucić wielu niedzielnych zawodników, a potwierdzają to starsi ode mnie weterani i sami twórcy. Klimat dawnych lat wylewa się z ekranu (nie tylko graficznie, ale i zozrgywkowo), ale to w żaden sposób nie ujmuje "Systemowi", a wręcz dodaje mu splendoru w dobie dzisiejszych realiów. Brawo!
Teraz miejmy nadzieję, że studio Nightdive ma już gotowe plany na remake legendy z gatunku pogranicza scifi, akcji i rpg, czyli gry, która zmieniła rynek - System Shock 2, bo jedynka to tylko wstępniak.
Oj, zgoda. W zasadzie dwójka był już takim miękkim remejkiem, tylko z podstawionymi nowymi aktorami.
WolfDale@ Różnice między jedynką, a dwójką wynikają z rozwoju studia Remedy. W jedynce to sami twórcy użyczali twarzy (i może głosów?) postaciom, w tym Sam Lake fiński pisarz, scenarzysta Maxa i Alana Wake'a. Natomiast dwójka to taki miękki remake, gdzie zatrudniono już aktorów. Dla mnie osobiście jedynka absolutnie góruje nad wtórną dwójką swoim niepowtarzalnym klimatem i "amatorskim" podejściem do gry.
Taki aktorski serial to tylko niezobowiązujący dodatek do Monsterverse, ale miejmy nadzieję, że postacie zostaną poprawnie napisane, a ich rola przyczyni się do głębszego poznania świata Monsterverse i jego mitologii oraz poszerzenia aspektu sci fi, jak w starszych filmach Toho. Do tego pogłoski o większym udziale Japończyków, to może być ciekawe (dla fanów, ale zawsze).
Jednak trzeba mieć na uwadze, że nie jest to blockbuster, tylko serial aktorski - dodatek (dlc) do Monsterverse :-), co było do przewidzenia. I ci ludzcy bohaterowie wreszcie dostaną możliwość rozwinięcia wątku Monarch oraz poszerzenia wiedzy o świecie Godzilli. Tytanów niech zostawią na duży ekran.
Ło matko, to już 11 wychodzi? A ja ciągle na 7 siedzę, ale ten czas nieubłaganie mija...
Czyli kolejny remaster gier, w które do dzisiaj świetnie się pogrywa wspominając stare czasy :-/
Po co?
Odp.: dla kasy i nostalgii fanów
Przyznam szczerze, że jestem PC-towcem już od dłuższego czasu (i tego nie zmieniam), ale swoją przygodę z grami zaczynałem właśnie od konsol z lat 90., a nawet Commodory 64. Pomimo tego do konsol sięgam jedynie podczas towarzyskich spotkań, lecz średnio mi to idzie :-)
Piękne i dojrzałe słowa. Brawo! Sam lepiej nie ująłbym moich przemyśleń na temat dzisiejszego podejścia "instant" do świata kinematografii.
Choć można powiedzieć, że dzisiaj jest już mnóstwo serwisów Internetowych, które są zdolne nakręcić "zamknięty" mini-serial bez używania zapychaczy. Sam uwielbiam tego typu dzieła kompletnie przemyślanie, nawet jeśli mają po kilka krótkich sezonów jak np. Breaking Bad czy legendarny jedno sezonowy Neon Genesis Evangelion z kinowym finałem End of Evangelion! Szkoda, że w USA nie mają takich zwyczajów co w Japonii :-(
A co do Mass Effect, kiedyś miałem taki pomysł, aby pierwszy niskobudżetowy film opierał się na prostej historii typu sci fi/horroru, ale podkreślam, nie promowanej w żaden sposób jako element uniwersum ME! I przedstawiał losy Jona Grissoma, czyli pierwszego człowieka po drugiej stronie przekaźnika masy "Charon" oraz samego faktu odkrycia tej starożytnej technologicznej pozostałości po Proteanach.
Może to i skromne początki, lecz na pewno tanie ;-)
W pewien sposób do takiego podejścia zafascynował mnie thriller Cloverfield Lane 10, który na pierwszy rzut oka nie miał nic wspólnego z gatunkiem monster movie, ani kosmitami ;-) a jednak w nietuzinkowy sposób stał się łącznikiem tych różnych światów fantasy.
To jest efekt łatwości dostępu do Internetu. Dzisiaj każdy może zacząć serfować po necie, bez większych ograniczeń, stąd wysyp takich, a nie innych aktywności, które przynoszą duże zyski i zdobywają szeroką publikę. Po prostu kiedyś prostytuowano się w inne sposoby :-/
Pomyśl, na czym człowiek może najłatwiej zarobić... na swoim ciele, tak było i jest. Dla wygody i luksusu zrobimy wiele dziwnych rzeczy.
Tak, ale jest to tylko jedna strona medalu. W jeszcze nie tak dawnych czasach (bardzo) często dochodziło do cyklicznych "resetów", czyli wojen, najazdów barbarzyńców, epidemii, klęsk głodu, ludobójstw, itp. co prowadziło do poważnego zubożenia społeczeństw. I tak za każdym razem, niczym na sinusoidzie, okresy dobrobytu, przeplatały się z okresami nieurodzaju i klęsk. To skutkowało zmianami społecznymi, w których taki "system" zarabiania był mało opłacalny. Nie wspominając już o trudach życia codziennego, jakich ciężko porównać z dzisiejszymi czasami. Ale fakt faktem, takie "parownice" to zjawisko nadmiernie wyolbrzymiane przez łatwość dostępu do Internetu. Iluzja wielkości tej patologii. Tyle.
Oj tak, płonące "petardy" lecące z połowy boiska przyprawiały o zwał serca :-)
Niby taka pierdółka, ale budowała niesamowity klimat tej gry jako azjatyckiego mundialu z 2002 roku.
W dodatku właśnie wtedy Polacy pierwszy raz od lat awansowali na turniej finałowy. Tego jako kibic i dzieciak, który zaczynał przygodę z PC od FIFY nie zapomnę nigdy :-))
Prawda jest taka, że każda następna odsłona FIFY przyciąga nowe roczniki dzieciaków, których wciągnął ten magiczny elektroniczny świat piłki kopanej, zaś starsze z czasem odchodzą od tej gry. Niebagatelny wpływ ma na to również bycie fanem piłki oraz granie razem ze znajomymi na boiskach oraz łąkach, aż do zwycięstwa lub sromotnej porażki :-)
Dodatki do wielkich strategii Paradoxu zmieniały naprawdę dużo w rozgrywce i ogólnej immersji. Grałem w te gry od pierwszych części, mam troszkę doświadczenia. Same podstawki w porównaniu do pakietów z DLC, nie dawały tyle frajdy z gry, zwłaszcza w tych nowszych częściach. Ale zdaje sobie sprawę z tego jaką politykę posiada Szwedzka korpo. Życie. Natomiast duży minus to oczywiście brak polskich napisów, w grze, która opiera się głównie na tekście.
A ja powiem tak, dla mnie grafika z takich tytułów jak Max Payne, GTA Uniwersum 3D, Mass Effect czy starych konsol typu Nintendo 64, jeśli jest odpowiednio dopasowana do charakteru danej gry lub danego gatunku, sprawdza się doskonale nawet dzisiaj. Grając w stare gry, towarzyszy mi odczucie "grania w grę", a nie jedynie oglądania interaktywnego filmu. Zaś takie śliczne twarzyczki, które jak żywo przypominają prawdziwych ludzi lub co gorsza - aktorów, są dla mnie nieco odpychające.
Ale, żeby nie było, doskonale rozumiem, iż taki silnik może posłużyć do realizacji pewnych projektów, gdzie będzie mógł naprawdę pokazać swoje zastosowania. I zdaje sobie sprawę z tego, że przyszłość będzie należała do symulowania naszego prawdziwego świata, w wirtualnym wykonaniu.
Ciekawostka. Wiecie jaki z japońskich filmów o Godzilli sprzedał największą ilość biletów w ojczyźnie Króla Potworów?
King Kong kontra Godzilla z 1962 roku, i do dziś jest to niepobity rekord :-)
Zaś wszystkie japońskie filmy (29), przez ponad 60 lat trwania tej franczyzy, zarobiły łącznie tylko połowę tego, co cztery filmy z aktualnie trwającej serii Monsterverse.
I niech ktoś mi powie, że wytwórni Toho nie zależy na współpracy z Legendary ;-)
Dla wszystkich, którzy piszą o GvK jako mało wartościowej produkcji oraz dla tych, którzy widzą jedynie walki potworów przypomnę, iż ta franczyza zaczęła się od jednego z najlepszych katastroficznych filmów wszech czasów, który jednocześnie był najbardziej ambitnym dziełem w całym japońskim uniwersum o wielkich potworach. A w między czasie (ponad 65 lat) koncept na tą serię zmieniał się wielokrotnie i przechodził liczne metamorfozy, jednak zachowując swoistego ducha pierwowzoru oraz wierność swoim korzeniom.
Godzilla kontra Kong to po prostu kolejna, seryjna część, której zadaniem jest promowanie marki Toho/Legendary na całym świecie, i oczywiście zarabianie na niej. I to w głównej mierze nie na samych filmach, ale również na gadżetach kolekcjonerskich. Dla Japończyków współpraca z Amerykanami to prawdziwa kura znosząca złote jaja ;-)
Szczerze polecam wszystkim "dojrzałym" widzom, aby zapoznali się z tym niezwykle zasłużonym i na pewno niepowtarzalnym uniwersum filmowym, które niejednokrotnie zaskakiwało oraz potrafiło naprawdę rozbawić, zwłaszcza patrząc na to z perspektywy dzisiejszych czasów ;-)
Ciekawostki:
Wiecie, że to Godzilla jako pierwszy używał "mocy" w latach 70. do kontrolowania przedmiotów zanim to stało się modne w Star Wars? A patrząc na inspirację amerykańskich twórców kinem japońskich to wcale może nie dziwić ;-)
Albo to, że seria Millenium (1999-2004) wprowadziła sceny po napisach jeszcze przed debiutem MCU?
I to jest sedno problemu z aktualnie panującą "zarazą". W naszym kraju nie mamy możliwości legalnie obejrzeć tego filmu przed otwarciem kin, czyli premierą na HBO Max, która nastąpi dopiero w drugiej połowie roku...
Ciekawe, zawłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę sceny z udziałem Rena Serizawy i jego zaangażowanie w projekt Mechagodzilli. A także czym ostateczne okaże się ten robot oraz na jakich zasadach będzie działał...
Widzę, że Millie Bobby "Eleven" Brown ma dużo fanów w komentarzach XD
A po za tymi oczywistościami, jej postać dojrzała i stała się twardzielką... Oby taką jak John McClane, wtedy sama pokona potwora i jeszcze stanie do walki z Małą Azjatycką Dziewczynką o tytuł Królowej ;-)
Fakt, można nie lubić gatunku muzyki użytej w tym zwiastunie. Ale sam film już po tych krótkich fragmentach wydaje się być znacznie dalej, jeśli chodzi o efekty specjalne, niż wszystko to, co widzieliśmy do tej pory w MonsterVerse. Nawet, gdy zostały nam zaprezentowane już wszystkie widowiskowe sceny ;-)
Dla fana i tak najważniejszą kwestią do rozstrzygnięcia będzie to kto wygra i w jaki sposób się to stanie. Reszta, to normalka w świecie kaiju :-)
Ja osobiście uważam, że trójka jest cholernie mocno robiona na siłę i w pośpiechu. Dlaczego? Ponieważ upchnięto tam wszystko co było możliwe, i mając Żniwiarzy na ogonie rozwiązywaliśmy wszystkie naglące problemy Galaktyki (Geci/Quarianie, Kroganie/Salarianie, wizyta na księżycu Turian, odkrywanie tajemnicy stwórców Żniwiarzy, włączenie do załogi Proteanina,itd.). + inne DLC. Zamiast skupić się na wielkiej wojnie oraz próbie przetrwania i szukania sposobu na "zatrzymanie" inwazji.
Powiem więcej, już kiedyś po przejściu trylogii, troszeczkę to sobie przeanalizowałem i doszedłem do wniosku, że z tych wszystkich DLC z części II i III można było stworzyć jeszcze jedną grę, ot choćby bezpośrednią kontynuację jedynki, zachowaną w klimacie bardziej rpg-owym. Gdzie główną osią fabuły było by prowadzenie na własną rękę śledztwa w sprawie Suwerena i Żniwiarzy. Shepard właśnie został agentem Widmo, więc miał ku temu sposobności. A przy okazji można było wprowadzić Javika, Kasumi, Zaeeda do załogi oraz pomagać przy rozwiązywaniu sporów, jak Geci/Quarianie, itp. oraz pomniejszych problemów Rady Cytadeli. Zachowując przy tym podobny schemat jak w jedynce, i zwrotem fabularnym dotyczącym Lewiatan oraz furtką awaryjną Katalizatora w układzie Batarian. A o tym odrzuconym pomyśle Karpsyshyna nawet nie wspomnę. Skoro mamy w jakiś sposób uratować Galaktykę przed Apokalipsą, to musi być to coś wyjątkowego, nie koniecznie skomplikowanego, ale na pewno nie jak super broń strzelająca laserem jak z Gwiazdy śmierci...
Żeby zrobić "godne" zakończenie musieli by jeszcze raz przebudować całą trylogię i to najlepiej rozszerzając ją do 4 części. Wystarczy wziąć pod uwagę całą masę DLC, które spokojnie stanowiły by bazę dla "nowej" przygody. A po mojej krótkiej analizie, jaką przeprowadziłem tuż po przejściu trójki, wyszło jasno, iż można z tego skleić bezpośrednią kontynuację pierwszej części, gdy komandor zostaje świeżo wybranym agentem Widmo. Dlaczego? Ponieważ to stanowisko otworzyło by przed nim (czyli nami) ogrom możliwości eksploracji galaktyki, w tym nowych ras, planet, układów, gry dyplomatycznej i militarnej. Dlatego dla mnie ta saga jest jednym z największych niewykorzystanych potencjałów Sci Fi w historii gier i w ogóle popkultury. Pamiętasz, w jedynce odkrywamy tajemnice Protean i żniw, tak w w tej "nowej" dwójce powinniśmy odkrywać z biegiem fabuły sekrety Lewiatan oraz zindoktrynowanych, wraz z kompanami takimi jak Javik, Zaeed Messani czy Kasumi. A wspomogło by to bardzo nas, bycie wspomnianym wyżej agentem, prowadząc śledztwo na własną rękę, bez wiedzy Rady. Że nie wspomnę już o rozwiązywaniu lokalnych problemów galaktycznych, jak Gethy-Quarianie czy dzietności Krogan. I dopiero później Komandor mógłby epicko kipnąć...