Tutaj ciężko powiedzieć. W samo Anno 1800 na premierę grało mi się świetnie. Jak po latach wróciłem do niego ze wszystkimi DLC to ilość dodanych rzeczy tak przytłaczała, że ciężko było się połapać. Oczywiście, nie uważam że te DLC w jakiś sposób pogorszyły wrażenia z gry, ale mam wrażenie, że jeśli otrzymamy produkt podobny do Anno 1800 to sposób złożoności rozgrywki w Anno 117 będzie dla większości wystarczający, nawet bez DLC.
100+ mln jak na grę RPG to ogromny budżet. Wiele się słyszy o o grach z ogromnymi budżetami przekraczającymi 200 mln+, ale to nie jest aż taka norma jakby się mogło wydawać. Szczególnie w gatunku tak "niszowym" jak RPG. Dyrektor Owlcatu (twórcy Pathfindera) miał na ten temat wywiad i mówił, że z ich perspektywy nierealistyczne jest by wydać na raz taką ilość pieniędzy na grę RPG, bo jest to ogromne ryzyko i ogromnie ciężko skoordynować tak duży zespół nad grą RPG. Jeśli taka gra by się nie sprzedała w oczekiwanej ilości to taka porażka ciągnie całe studio na dół. Jeśli BG3 okazałoby się porażką to mielibyśmy pewnie informację o zamknięciu Lariana. Nie każde studio chce podjąć takie ryzyko. Zresztą sam Larian zanim udało im się przebić z Divinity OS 1 to wiele lat szorował na granicy upadku, wydając niezłe, ale niezbyt wybitne RPG i trochę teraz z przymrużeniem oka patrzę na wypowiedzi dyrektora ich studia, który poucza innych.
Dla porównania z tego samego wywiadu, dyrketor Owlcatu mówił że ich ostatnie gry czyli Wrath of the Righteous i Rogue Trader, czyli bardzo udane RPGi kosztowały od 10 do 20 mln dolarów. Teraz widzisz jak ta różnica w budżecie jest ogromna? Dlatego wszyscy twórcy RPG mówili, że ciężko by BG3 było "normą", bo raz że gry RPG o takim budżecie ciężko usprawiedliwić a dwa że koordynacja tylu developerów przy grze RPG to tak ciężki i złożony proces, że studia specjalizujące się w grach RPG mogą nie być w stanie podołać takiemu zadaniu. Powiedzmy, że nagle taki Owlcat przy nowej grze zamiast dotychczasowych 100 developerów ma do dyspozycji 300-400. Jest to ogromne wyzwanie dla dyrektorów by to wszystko ogarnąć i nadzorować by to wyszło sprawnie i poprawnie.
No nie powiedziałbym, że z tym jest aż tak świetnie. Po pierwszym akcie to ta mnogość wyboru się "psuje". Znaczy wciąż są decyzje, ale są one zazwyczaj na koniec questa i praktycznie mają niewielkie konsekwencje na całą fabułę. Sam akt 3 jest praktycznie kompletnie na szynach i nasze wcześniejsze decyzje nie mają za bardzo wpływu na to jak toczy się główny wątek. Akt 1 był pod tym względem mocny, bo były różne ścieżki głównego wątku, ale im dalej tym bardziej to wszystko "znika".
Tak samo jak nasi kompani, bardzo szybko kończą im się interakcje pomiędzy sobą i tak jak są one mnogie w akcie 1 to praktycznie w akcie 2 już przestają między sobą rozmawiać i praktycznie nie widzimy scen w obozie gdzie ze sobą rozmawiają. Przy kilku kompanach również widać, że są dosyć "drugorzędni" i są bardzo "wybrakowani" względem innych. Przy niektórych kompanach szybka zmiana charakteru i nastawienia też wyglądała mocno nienaturalnie.
Fabuła w BG3 jest niezła, ale nie jest to coś wyjątkowego. Larianowi wciąż jeszcze na tym polu trochę brakuje, bo akt 3 sprawiał wrażenie bardzo niedrobionego i miał sporo dziur fabularnych, nie mówiąc już o dosyć słabym zakończeniu. Samo "roleplayowanie" złego w BG3 jest karykaturalne (praktycznie gra ogranicza nas albo do zabicia kogoś bez powodu albo do wyzysku). Po akcie 1 nie ma żadnych dodatkowych "złych" ścieżek. "Zły" wybór bardzo często zabiera nam możliwość wykonywania questu, nie otwiera żadnej nowej ścieżki. Granie złą postacią sprawia, że pomija się połowę gry a nie ma nic w zamian.
Jeśli chodzi o "esencje RPG" to moim zdaniem wciąż najlepszą grą ostatnich lat to Pathfinder Wrath of the Righteous. Baldur bije na głowę Pathfindera jeśli chodzi o gameplay, prezentacje i przystępność, ale Pathfinder jest o wiele lepszy jeśli chodzi o fabułę, dialogi, mnogość wyborów (od początku do końca gry), różnych ścieżek (w tym bardzo dobrze poprowadzony "zły" wątek) i samą mnogość "buildów". Jeśli komuś nie przeszkadza wygląd i mechaniki Pathfindera to jest to moim zdaniem lepszy RPG jeśli oceniać go pod kątem tego co definiuje grę RPG. BG3 jest ogółem lepszą grą jeśli oceniać ją jako całość, ale jeśli chodzi o cechy RPG to Pathfinder nad nim góruje.
A jakby Divinity Original Sin 1 nie wypaliło to by zbankrutowali, bo byli przed jej wydaniem na krawędzi upadku i poszłyby te zwolnienia przed którymi przestrzegał.
Pewnie, zrobili świetną grę, która się sprzedała, ale mało to było dobrych gier, które nie odniosły sukcesu? Ostatnio można było wspomnieć studio Mimimi Games (Desperados 3, Shadow Gambit, Shadow Tactics), wydawali bardzo dobre gry, które zdobywały uznanie, ale to nie wystarczyło i musieli zamknąć firmę.
Przy grach trzeba mieć też trochę szczęścia i dobrze się wstrzelić w rynek. Górnolotne wypowiedzi łatwo powiedzieć po tym jak się udało, ale mnóstwo developerów pełnych pasji postawiło wszystko by osiągnąć sukces w game devie i się sparzyło tracąc wszystko.
Larian też w czasach Divinity, Beyond Divinity itp. też nie mógł się wybić i mieli problemy finansowe, a przecież pasji im nie brakło. Game dev to po prostu ciężki kawałek chleba gdzie poza pasją i robienia najlepszej możliwej gry trzeba mieć trochę szczęścia i być w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu.
Kiedyś było po prostu mało gier i grałeś w to co wychodziło, bo nie miałeś za dużego wyboru, nawet jak to co było miało widoczne wady. Teraz masz dużo więcej gier do wyboru niż kiedyś. Nie mówiąc już, że jak wspominasz starsze dodatki to diablo to pewnie z wiekiem co raz mniej czasu na granie i też człowiek jako młodzik w stosunku do gier dużo więcej wybacza i nie zwraca uwagi na błędy ;).
BioWare dostało od EA chyba tylko niecałe dwa lata na zrobienie Dragon Age'a 2. Moim zdaniem i tak to co dostaliśmy jest całkiem niezłe biorąc pod uwagę jak mało czasu było zrobienie gry. Do dziś uważam, że DA2 ma najlepiej poprowadzoną historię i towarzyszy w całej serii. Bardzo fajnie była pokazana ewolucja miasta i naszych towarzyszy na przestrzeni 7 lat.
Przecież w tym roku już wyszła zarówno Dragon's Dogma 2 i FF7 Rebirth, oba tytuły wysoko budżetowe i bardzo dobrze oceniane. Z bardziej niszowych, ale wciąż bardzo dobrych gier mieliśmy Persone 3 Reload, Tekkena 8 i Infinite Wealth. Mieliśmy nadzwyczaj dobry początek roku z grami, to że akurat może nie jest to Twój typ gier to już nie jest wina twórców. Reszta roku też zapowiada się całkiem nieźle. Wychodzi Black Myth: Wukong, który od dawna bardzo dobrze zapowiadał się na pokazach i taka pierwsza pełnoprawna chińska gra AAA. We wrześniu mamy Space Marine 2 i Stalkera 2. Bez dat, ale planowane na ten rok mamy w końcu Avowed, Indiana Jones, Star Wars Outlaws, Remake Metal Gear Solid 3. Jest na co czekać.
No, ale nikt nie mówił że powiedzmy 3-4 lata temu było dobrze? Przecież wszystkie wymienione przez Ciebie działania to zmiany na plus, które były wprowadzone w ostatnich latach i one między innymi przyczyniły się do odzyskania dużej liczby graczy w ostatnim czasie, co pokazuje wykres w newsie. Mamy narzekać, że Blizzard robi dobre zmiany jak gra była w złym stanie? W tym momencie w żadnym wypadku nie jest może idealnie, ale jest to jeden z najlepszych okresów WoWa w ostatnich 5-6 latach i dlatego ludzie wracają/wciąż grają.
Samych max levelowych postaci w fazie pierwszej Season of Discovery było 500k a Blizzard przy okazji Blizzconu dawał znać, że lwia część subskrybentów to gracze retail. To co pokazali to jest prezentacja z zamkniętej konferencji dla developerów gdzie wstęp kosztuje 2,5k dolarów a samą prezentację prowadziła Holly Longdale (vice president WoWa) i John Hight (general manager odpowiedzialny za markę Warcraft) czyli jedne z najważniejszych osób w Blizzardzie od WoWa. Jeśli myślisz, że w tak powiedzmy niszowej prezentacji kierowanej głównie do developerów jako szkolenie dwie tak ważne osoby w Blizzardzie pojechały sobie nakłamać to ciężko będzie z Tobą prowadzić dyskusje. Pewnie, takie szacowanie jak mamy tutaj jest okraszone dozą niepewności, ale bazując na innych danych i założeniach z poprzednich lat te 7 mln jako tako ma sens.
"Obliczanie" ilości aktywnych graczy po tym jak gry są popularne na twitchu i youtube to jest jeszcze większe wróżenie z fusów niż powyższe założenia. WoW po prostu nie jest grą, którą dobrze się ogląda na Twitchu czy youtube. Tak samo ma wiele innych gier. Taki Baldur's Gate 3 jak już hype osiadł ma obecnie 2 tysiące widzów na twitchu a na steamie w grze jest wciąż 70k osób.
WoW od jakiegoś czasu przeżywa spory renesans po tym jak zmienili podejście do gry. Jest mniej marnowania czasu gracza, jak najmniej ograniczeń czasowych w rozwoju postaci, rozbicie gry na różne wersje w ramach jednego abonamentu czyli retail, classic, sod itd. co pozwala mieć co jakiś czas dawkę świeżego contentu dla różnych grup graczy podczas gdy inni mogą sobie zrobić przerwę od gry jeśli akurat to ich nie interesuje. To wszystko zbiera teraz żniwa, bo sezon trzeci obecnego dodatku pod względem liczby ukończonych dungenów jest rekordowy.
Naprawdę nie rozumiem takiego zachowania wśród ludzi, którzy kiedyś może grali w WoWa, ale już tego nie robią i teraz na siłę próbują sobie usprawiedliwić swoją decyzje przed innymi nie dopuszczając faktu, że może dużo zmieniło się na lepsze (no bo nie mogło bo cała narracja, że "nie gram bo gra słaba by runęła w gruzach). Pewnie, gra miała multum słabych momentów i dużo osób mogło sobie przez to odpuścić granie (albo po prostu gra się znudziła, bo też bywa że gra po tylu latach gry może już aż tak nie bawić), ale w ostatnich 2 latach gra regularnie zmienia się na lepsze i przynajmniej widać, że developerom zależy by tak było dalej, a tego dawno nie mieliśmy.
Standardowo najwięcej do powiedzenia o WoWie mają osoby, które od kilku lat nie grają i uważają, że ich opinia sprzed kilku lat jest wciąż aktualna. Nie podważam, że powód czemu skończyli grać jest nieuzasadniony, ale też ciężko mi brać takie osoby poważnie na chwilę obecną, bo w tym momencie to jest "nie wiem, ale się wypowiem". Bardzo możliwe, że gra już wielu osobom, które kiedyś się zagrywały już nie podchodzi, ale trzeba też sobie obiektywnie pomyśleć ile w tym jest winy gry a ile to zależy od nas samych (inne obowiązki, rodzina, brak czasu, znajomi, z którymi kiedyś grałem już nie grają).
310 milionów to dużo, ale nie jest to nic "niesamowitego" na obecnym rynku. Nowy Indiana Jones czy Mission Impossible 7 też dobijały do 300 milionowego budżetu. Kwestia taka czy Gladiator podzieli ich los (tragedia w box office).
Widać u nich "damage control" przed wyjściem nowego serialu. Prawda jest taka, że od sukcesu serialu strasznie im się rozrosło ego i zachciało im się przejść na "szczebel wyżej" w hierarchii, bo seriale, choćby nie wiadomo jak nie były popularne to wciąż nie mają takiego prestiżu jak filmy.
To, że proponowali HBO zrobienie filmowej trylogii zamiast normalnych sezonów, a gdy HBO odmówiło to się obrazili i szybko zwinęli serial (HBO podobno nie miało nic przeciwko by zrobić sezon 9, ale panowie Benioff i Weiss podobno mówili "filmy albo nic") bardzo wskazuje, że zbyt mocno uwierzyli w swoje możliwości i swoją siłę argumentu.
Zwalanie teraz winy na HBO, że jacy Ci dyrektorzy byli źli bo filmów nie dali zrobić, podczas gdy jakość scenariusza po tym jak wyczerpał się materiał źródłowy stopniowo spadała, jest naprawdę śmieszne. A jak się ich kariera potoczyła po Grze o Tron? Gemini Man (Benioff był współtwórcą scenariusza) był bardzo nieudanym filmem. Disney obiecał im tak bardzo wyczekiwaną przez nich trylogię filmów w uniwersum Star Warsów, ale po bardzo złym sezonie 8 wycofał się z propozycji (o ironio). W pogoni za wielką holywoodzką karierą zrobili sobie taki kiepski PR kpiąc z fanów Gry o Tron i robiąc sezon 8 po łebkach, że mało kto chciał mieć z nimi w świecie filmowym do czynienia.
Zobaczymy jak im wyjdzie nowy serial, który też jest adaptacją książki, więc w teorii powinni czuć się jak u siebie. To, że teraz nagle sobie "przypominają" sobie złe historie podczas pracy z Grą o Tron to zwykły chwyt marketingowy by wypromować nowy serial.
Nie uważasz, że polecanie komuś Crisis Core jako start to jest duży błąd? Przecież Crisis Core bardzo spoileruje fabułę 7 i jeśli ktoś nie grał w oryginał to przechodząc najpierw Crisis Core dużo traci z fabuły Remake'u i potencjalnie Rebirth?
Jeśli ktoś nie grał w Crisis Core lub w oryginalne FF7 to poniższego spoilera nie czytać.
spoiler start
Cały wątek, mówiący o tym że Cloud nigdy nie był Soldierem i tak jakby przejął wspomnienia i tożsamość Zacka jest spoilerowany w Crisis Core podczas gdy Remake stara się to jako tako utrzymać w tajemnicy (w sensie są do tego nawiązania, ale nigdy nie jest powiedziane wprost tak, aby osoby, które o tym nie wiedzą same do tego nie doszły)
spoiler stop
Osobiście z Crisis Core bym się wstrzymał, bo on może Ci trochę fabularnie zepsuć Remake i Rebirth ponieważ może zaspoilerować niektóre wątki. Na Twoim miejscu zacząłbym od Remake
Wykres, który jest wklejony obejmuje okres do września, Sony wspomniało, że osiągnęli wynik 123 mln, po prostu autor newsa wkleił mylący wykres, na którym nie ma właśnie tych "nowych" 123 mln, które pewnie są z grudnia.
Przedstawienie patriachatu a motyw "walki z patriachatem" to jednak dwie różne sprawy. Patriachat jak najbardziej był przedstawiony w Chłopach Reymonta, ale w książce raczej nie możemy podciągnąć postawy Jagny jako sprzeciwu przeciwko patriachatowi czy stwierdzić, że książka ma wydźwięk krytykujący patriachat. Może źle się wyraziłem w pierwszej wypowiedzi, przyznaje.
Jeśli kolejność była taka, że najpierw był tekst recenzji a dopiero potem wpadłeś na wywiad autorki gdzie wspominała o tym co chciała osiągnąć w filmie to ok, w takim wypadku zwracam honor. Byłem przekonany, że kolejność była odwrotna i w takim przypadku nie umieszczenie informacji w recenzji o tym, że taki był zamysł reżyserki byłoby bardzo dziwnym zabiegiem.
Co do uwag na temat tego, że recenzja zawiera ocenę to rozumiem Twój punkt widzenia i zgadzam się, że wspomniane przez Ciebie mogą dobrze opisać film, ale mi chodziło, że poza takimi zdaniami to też moim zdaniem trzeba napisać coś więcej. Fajną ciekawostką jest np. fakt, że Antka gra Robert Gulaczyk, czyli aktor odgrywający rolę Van Gogha w "Vincencie", ten aktor praktycznie przez większość kariery był głównie aktorem teatralnym, w telewizji grał głównie bezimienne role w tle. Fajnie byłoby się podzielić czy dobrze oddał Antka, wiem że napisane było że aktorzy wykonali popisową pracę, ale myślę że można napisać więcej i to miałem głównie na myśli mówiąc o pisaniu "po łebkach".
Pisanie o emocjach jakie wzbudzał film raczej nie powinno wykluczać też faktu, że można napisać fragment recenzji bardziej informujący czytelnika o konkretnych rzeczach. Rozumiem, że masz swój styl pisania, ale też przekazuje Ci swoje odczucia jako czytelnik recenzji, bo prostu powiem Ci, że z samej recenzji jaka jest teraz to wiele nie wyniosłem. Widzę ocenę 10/10, ale nie wiem do końca co wpłynęło na tą ocenę. Nie chodzi mi tu też o żadne podpunkty w stylu plusy/minusy. Bardziej chodzi mi, że z recenzji rozumiem, że poruszany problem społeczny był dobrze zrealizowany, ale o reszcie aspektów które wpływają na film praktycznie nie ma mowy poza szczątkowymi zdaniami. Przy takich recenzjach myślę, że lepszą formą byłoby nie wystawianie oceny numerycznej, ale akurat to pewnie wymóg redakcji więc tego się nie przeskoczy.
Myślę, że po przy takiej recenzji można byłoby rozwinąć kilka aspektów, dla sporej ilości czytelników ważnych, jednocześnie nie tracąc Twojej tożsamości w pisaniu tekstu. Mam też wrażenie, że zrobienie trochę większego researchu przed pisaniem tekstu trochę by pomogło. Oczywiście może się mylę, ale mam wrażenie, że tutaj trochę tego zabrakło. Informacje dla czytelników porównujące film z "Twoim Vincentem", czy są jakieś różnice w animacji (trochę więcej niż wspomnienie, że jest szybsza), bo może komuś taka forma w Vincencie nie odpowiadała i nie wie czy ma się spodziewać w Chłopach tego samego. Zauważenie np. że twórcy wykorzystali znane obrazy Chełmońskiego czy Ruszczyca jako wzór kadrów i jak to wpływa na atmosferę. No i poza tym to co wspomniałem czyli może więcej informacji o grze aktorskiej i osobach odpowiedzialnych za film.
Takie pisanie by opisać swój "feeling" jest ok, ale po prostu to bardziej mi wygląda na pisanie dla siebie a nie dla czytelników. Myślę, że takie pisanie dla siebie i dla widzów można połączyć po prostu rozbudowując recenzje. Szczególnie ostatni akapit "Chłopi dołączą do klasyki polskiego kina" jest moim zdaniem strasznie chaotyczny, porusza ważne aspekty filmu, ale w żaden sposób ich nie rozwija i nagle recenzja się kończy.
Co do L.U.C to może wielkim fanem nie jestem, ale przez jakiś czas śledziłem co wydaje, bo jest to w sumie ciekawa postać. Skończył studia prawnicze, ale nie poszedł w zawód tylko zaczął karierę jako raper. W sumie większość muzyki jaką tworzył sam to rap, ale też brał udział w projektach stworzenia słuchowiska dla Muzeum Powstania Warszawskiego. Ostatnio głównie skupił się chyba na produkcji i powiedziałbym, że soundtrack do Chłopów dosyć znacznie odstaje od jego normalnych klimatów, chociaż miał ciekawe projekty np. z Motion Trio (zespół akordeonowy).
Pisząc recenzje musisz jednak pomiędzy swoje odczucia wpisywać suche fakty, bo czytelnik niewiele informacji z tego wyniesie. To, że Ciebie interesuje coś bliższemu felietonowi to nie ma znaczenia w kontekście faktu, że nie piszesz dla siebie a dla czytelnika i pod niego też musisz w tekście umieścić parę kompromisów.
Nie miałbym o te dywagacje pretensji jakby reszta tekstu była również rozbudowana, ale poza fragmentem interpretującym przesłanie filmu to reszta recenzji jest napisana po łebkach.
O tym, że sama reżyserka obrała taki kierunek nie wiedziałem, ale wiesz co przy okazji mogłeś zrobić? Umieścić tą informację w recenzji :). Proste zdanie typu "DK Welchman przed premierą wspominała, że chce pokazać jak Jagna swoją postawą przeciwstawiała się opresji patriachatu" nadało by zupełnie inny ton recenzji. Bez takiej informacji osoba, która podchodzi do recenzji odnosi wrażenie, że jej autor sam doszedł do takiego wniosku i osoby, które z taką interpretacją historii Chłopów się nie zgadzają (w tym np. ja ) trochę przewracają oczami. To, że reżyserka celowo obrała taki kierunek w przedstawieniu/interpretacji historii Chłopów to jest bardzo ważna informacja, o której się nie dowiadujemy z tekstu. Recenzja przedstawia tą interpretację w taki sposób jakby nutą przewodnią oryginalnej powieści Reymonta było pokazanie walki Jagny z patriachatem i wtedy nic dziwnego, że wtedy czytelnicy nie traktują takiej recenzji na poważnie.
Nie mówię, że ta muzyka nie jest podobna do tej z Wiedźmina, ale bardziej oczekuje coś więcej w recenzji od porównania jej do muzyki z gry. Z innej recenzji np. dowiedziałem się, że muzyka jest robiona przez L.U.C, czyli rapera-producenta, to jest np. wartościowa informacja, bo znam jego twórczość i to mnie bardziej zaciekawiło, ale to wraca do mojej uwagi wyżej czyli do tego, że poza interpretacją treści to recenzja jest bardzo uboga. Napisanie tej samej wzmianki o muzyce podobnej do Wiedźmina, ale dodanie do zdania "muzyki, za którą odpowiedzialny jest Łukasz L.U.C Rostkowski" przekazuje prostą informację, jaką recenzja powinna przekazywać i jednocześnie nie ujmuje nic z własnego zdania. Pamiętaj, że jak coś chwalisz w filmie/muzyce/grze to miłym akcentem w kierunku twórców jest zwrócenie uwagi kto jest za to odpowiedzialny.
Pewnie macie jakieś limity tekstu, ale w takiej sytuacji lepiej robić recenzja + dodatkowy felieton po tygodniu kiedy zainteresowani obejrzą już film w kinie. Zubożanie recenzji i pomijanie przez to faktów, które wiele osób może uznać za istotne nie jest moim zdaniem najlepszym kierunkiem.
Dziwnie się czyta taką recenzje, nie mamy takich podstawowych rzeczy jak oceny muzyki (o której mamy jedno zdanie, w której jest porównana do Wiedźmina jak na GOL przystało), oceny animacji, wypisanie czy są jakieś różnice/poprawa w porównaniu do Vincenta. O aktorstwie mamy praktycznie "aktorzy wykonali popisową rolę" plus drobny fragment o Kamili Urzędowskiej, nic a nic wspomniane o ważnych rolach drugoplanowych Antka czy Hanki. Chciałbym widzieć bardziej recenzje w recenzji a nie na siłę wtrącanie wątpliwych interpretacji. Jeśli to byłby jakiś felieton to jak najbardziej, takie dywagacje można prowadzić, ale nie w recenzji.
W 2/3 tekstu mamy jakiś dziwny manifest, który stara się interpretować 100-letnią powieść na swój sposób. Oczywiście, każdy ma prawo odbierać opowiadaną historię na swój sposób, ale do tego nie służy recenzja. Z tego tekstu o samym filmie nie dowiedziałem się praktycznie niczego, otrzymałem tylko długi fragment jak powinienem interpretować historię w filmie pomimo, że mam wrażenie, że całe przesłanie historii opowiadanej przez Reymonta to nie było pokazanie zła patriachatu. Jagna pomimo, że była jak to autor wspomina traktowana jako "obiekt seksualny" to jednocześnie tak samo traktowała ona mężczyzn, z którymi się spotykała. Działała pod wpływem chwili i emocji i to jej dawało siłę. Same kobiety też zazdrościły Jagnie i były w stosunku do niej bardzo negatywnie nastawione. Historia chłopów miała moim zdaniem pokazać obłudę społeczeństwa w obliczu zawiści do drugiej osoby. Bez względu na płeć, pod przykrywką moralności ludzie często mszczą się na innych, szczególnie w bardzo zamkniętych społecznościach i to jest moim zdaniem przesłanie tej historii.
Szukanie tutaj patriachatu jest bardzo dziwne. Szczególnie, że Jagne za mąż chciwie wydała matka, a sama dziewczyna nie protestowała.
Wszyscy z dostępem do Early Accessu dostają darmowy upgrade do wersji deluxe, która zapewnia 72h dostęp do gry, nie tylko ludzie z kolekcjonerką. Ci, którzy kupili EA mogą grać i przejść pierwszy akt już od 31 lipca.
A myślem, że "300 word essay" to taki internetowy żart, ale jak widać ma on zastosowanie w rzeczywistości. Artykuł napisany na kolanie w 5 min, może by jakąś "normę' wyrobić.
Gra bardzo odeszła od sprawdzonych rozwiązań z poprzednich części, ale miała swój urok. Sam spędziłem przy niej bardzo dużo czasu, uwielbiałem to jak bardzo można było rozwijać bohatera, odkrywanie klas zaawansowanych itp. i to jak czarodzieje potrafili być potężni w late game. Może eksperyment za bardzo się nie udał i można było trochę poprawić (np. dodanie jednego tieru jednostek i zrezygnowanie z wybierania jednostek na każdym tierze), ale nie uważam, że gra była zła. Ja bardzo miło ją wspominam, pomimo że pewnie więcej czasu spędziłem przy 3. Poza tym soundtrack 4 jest moim zdaniem wciąż najlepszy z całej serii.
Dużo lepiej niż większość się spodziewała? Karta przy swojej cenie (w Europie najtańsze wersje kosztują 350 euro) wypada słabo i ciężko uzasadniać jej wybór. Jedyną rzeczą, która ją ratuje względem RX 7600, który jest tak samo wydajny, ale za to 300 zł tańszy to DLSS (a DLSS w 1080p, co jest raczej docelową rozdziałką pod tą kartę jest dużo mniej "wydajny" niż w takim 1440p) oraz trochę lepsza kultura pracy.
Większość uznanych zagranicznych recenzentów (guru3d, hardware unboxed, gamers nexus) jest rozczarowana tym jak Nvidia wyceniła kartę i nie polecają jej na obecną chwilę w żaden sposób. W cenie jaką Nvidia chce w tym momencie za 4060 można prawie dostać RX 6700 XT, który nie dość, że ma lepszą szynę pamieci i 12gb VRAMu to jest jeszcze z 25% szybszy.
Polski portal PurePC też fajnie podsumował 4060 - "może nie jest szybsza od RX 7600, ale przynajmniej droższa :)"
Na filmwebie recenzja jest napisana tak chaotycznie, że w sumie nie wiadomo co się autorowi w grze podobało, a co nie. Takie lanie wody, z którego nic nie wynika.
Village nie miało jeszcze dobrej wyprzedaży. RE7 przebiło barierę 10 mln kopii dopiero 4 lata po premierze kiedy gra trafiłą do PS4 Essentials i chodziła po 15$/60 zł. RE Village sprzedawało się dużo lepiej na start niż RE7.
RE7 w czerwcu 2019, czyli dwa i pół roku po premierze miało sprzedanych 6,6 mln kopii. Village niecałe dwa lata po premierze ma ich już 7,4.
"Słabiutko" jest jak się nie potrafi tabelek czytać ze zrozumieniem.
Autentycznie zabawna reklama :), rzadko się zdarza, aby coś takiego nie wzbudzało zażenowania, ale tym razem się udało.
Premiery nie wspominam najlepiej. Najpierw afera, bo CDP nie wyrobiło się z produkcją edycji kolekcjonerskiej i dosyłali ją w ratach, sama gra w nienajlepszym stanie technicznym (czasy ładowania były okropne), ale pomimo tego gra miała swój klimat i przyjemnie się ją przechodziło.
Deus Ex poprzez Eidos Montreal zostało właśnie wskrzeszone a potem zabite przez Square i ich "świetne" decyzje wydawnicze.
Mankind Divided miał bardzo słabo przeprowadzoną kampanię marketingową, aferę z DLC w preorderach (które Square Enix kazało twórcom wrzucić). Co zabawniejsze Square poinformowało Eidos o tym, że gra musi zawierać DLC pod sam koniec produkcji, co skutkowało crunchem i dosyć kiepskim efektem końcowym tych miktrotransakcji.
Ponadto Eidos w trakcie produkcji Mankind Divided miał w planach trylogię. Pracę nad trzecią częścią gier od Eidos miały miejsce już w trakcie prac nad Mankind Divided (jeden zespół zajmował się pracą na drugą częścią a drugi nad trzecią).
I co zrobiło wielkie Square? Najpierw przesunęło cały zespół od pracy nad trzecią częścią do pracy nad drugą tak, aby wydać grę szybciej. A potem jak sprzedaż nie spełniła ich "oczekiwań" (które były kosmicznie wygórowane, a co śmieszniejsze twórcy nigdy się do końca nie dowiedzieli ile kopii gry zostało naprawdę sprzedanych) przesunęli pierwszy zespół Eidos do wspierania Crystal Dynamics a drugiemu zespołowi nakazali przerwać pracę nad trzecią częścią Deus Exa i oddelegowali do Guardians of the Galaxy.
A co zabawne w tym wszystkim to fakt, że Mankind Divided wciąż ma na steamie rekord graczy grających w tym samym momencie pośród wszystkich ""zachodnich" gier Square (52 tys.). I to wszystko pomimo swojej "słabej sprzedaży", kompletnie spartolonej przez Square kampanii marketingowej i afery z preorderami DLC.
Jeszcze na koniec wywodu ciekawostka, która wynikła przy pierwszym Tomb Raiderze od Crystal Dynamics. Na początku ubiegłej dekady japoński oddział Square Enix miał spore problemy, ponieważ seria FF XIII nie sprzedawała się tak dobrze jak oczekiwano a wydano na nią ogromną ilość kasy, FF XIV było na start ogromnym failem i co wtedy wymyśliło Square? Aby "ukryć" w raporcie finansowym straty rodzimych, japońskich oddziałów Square stwierdziło, że taki Tomb Raider z 2013, Sleeping Dogs czy Hitman nie spełniły oczekiwań finansowych i dlatego Square jest na minusie. Bardzo nieczyste zagranie co wiele osób pracujących dla Square Enix wypominało.
Ja podchodzę do obecnego BG3 z mniejszym entuzjazmem. Gra jest w EA od prawie dwóch lat a wciąż mamy te same problemy z animacjami, często te same bugi a optymalizacja mocno kuleje.
Widać, że Larian nie ma pomysłu na interfejs, bo zmienia on się praktycznie co patch i wciąż daleko mu do bycia czytelnym.
Nie rozumiem do końca decyzji kontynuowanej z DOS2 gdzie każdy companion może być jednocześnie "grywalną" główną postacią, taka decyzja moim zdaniem strasznie osłabia fabułę i daje mniejsze pole do manewru co do interakcji pomiędzy companionami (których też jest w tym momencie jak na lekarstwo a były one bardzo mocnym punktem Baldurs Gate 2). Sami companioni i sposób w jaki są napisani pozostawiają moim zdaniem jak na razie jeszcze sporo do życzenia (brak im wyrazistości), ale możliwe, że w dalszych aktach bardziej rozwiną skrzydła.
Wciąż też nie wiemy jakie są plany odnośnie reszty companionów w BG3. Na początku Larian mówił, że pierwsi companioni mają raczej charkter bliżej złego/neutralnego, bo jak mówili "takie postaci ciężej napisać". Jednak po dwóch latach early accessu nic się pod tym względem nie zmieniło i też nie ma żadnych oficjalnych informacji (poza tym co było zdatamine'owane) od Lariana ilu companionów będzie dostępnych.
Przyznam, że gobilny są przedstawione w BG3 w fajny sposób i rzeczywiście cały ich obóz jest przygotowany z dbałością o szczegóły, ale też martwię się, że reszta BG3 może nie być już aż tak skrupulatnie przygotowana wzorem tego co się działo w DOS2 (gdzie akt 1, który był w EA był świetny, akt 2 również trzymał wysoki poziom a potem czuć było, że reszta gry była kończona "na szybko" i jakość bardzo spadała).
W 2020 byłem bardzo zadowolony z tego co otrzymaliśmy w EA, ale z biegiem czasu widząc jak powoli Larian wdraża poprawki, jak UI/UX wciąż ma poważne problemy, na które Larian po wielu zmianach wciąż nie ma pomysłu i jak aspekty techniczne (animacje, optymalizacja) wciąż wołają o pomstę do nieba to niestety zaczynam być co raz większym sceptykiem. Podobno plany na wyjście z EA to "early Q1 2023", ale patrząc na ostatni build i jak wiele jeszcze wydaje się do zrobienia to nie jestem do końca przekonany.
Oczywiście może się okazać, że wewnętrzny build w Larianie jest dużo bardziej zaawansowany i gra na premierę będzie miała kosmiczny skok jakościowy (tak jak DOS2 na premierę miał poprawione mnóstwo błędów technicznych z ostatniego buildu w EA), ale widząc przebieg EA to nie na obecną chwilę sam osobiście w to wątpię.
Zakładam, że gra będzie opóźniona i wyjdzie z EA dopiero pod koniec przyszłego roku. Na chwilę obecną wydaje się, że w grze jest za dużo do poprawienia.
Kiedyś WoW po prostu też służył jako "narzędzie" do interakcji, spotkania z internetowymi znajomymi i przy okazji pogrania w tle. Człowiek się logował by porozmawiać sobie na guild chacie z gildią a międzyczasie coś porobić w grze. Teraz czasy się zmieniły i aspekt socjalny gier mmo został wyparty przez rozwijający się Internet. Teraz mamy discord, reddit, twitch czy youtube, które w pełni nam zastępują to co od strony społecznej dostawaliśmy od WoWa.
Gra w WoWa zawsze była lepsza jak miało się stały skład, z którymi się w niego grało i to się nie zmieniło, nawet w słaby dodatek wciąż przyjemnie się gra jeśli ma się z kim to robić. Problem jest taki, że wielu weteranów WoWa już ma swoje lata i "dopada ich życie", a więc czasu jest mniej i tak wiele osób się wykrusza, bo stare lata kiedy beztrosko można było wiele godzin spędzić w grze z grupą już raczej nie wrócą.
Powiedziałbym, że autor raczej sam mógł zrobić research albo przynajmniej cytować osoby bardziej znane w community a nie użytkowników z max dwucyfrową liczbą karmy przy komentarzu, który jest cytowany :P.
Nie, żeby te opinie mówiły głupoty, ale trochę dziwnie taki news wygląda, który polega tylko na cytowaniu kompletnie nieznanych osób. Szczególnie, że reakcje osób, które z alpha miały kontakt są dosyć pozytywne.
Sam blizzard mówił, że chcą się skupić w alphie (a potem w becie) na target testowaniu. Powiedzieli, że większość lokacji mają gotowych do testowania, ale by otrzymać lepszy feedback to będą zmieniać dostępne lokacje/udostępnią dungeon(y)/pvp w alphie co tydzień/dwa tak, aby otrzymywać dużo bardziej wartościowe informacje o bugach lub o tym co poprawić w danym elemencie, bo wszyscy grający w Alphę będą w jednym okresie testować jedną konkretną rzecz.
Jest to o wiele lepszy system testowania niż to co mieliśmy do tej pory. Głównym ficzerem obok latania jest nowa rasa i klasa, a ta jak na razie prezentuje się bardzo dobrze i jest o wiele dużo bardziej rozbudowana niż Demon Hunter, którego otrzymaliśmy w Legionie.
Jeśli Blizzard będzie przeprowadzał testowanie tak jak zapowiada to jestem akurat dosyć optymistycznej (chociaż z lekkimi zastrzeżeniami) myśli, bo po części widać, że w końcu zaczęli słuchać to co ludzie im podpowiadają wokół (ostatni patch i zmiany w nim były naprawdę dobre a w alphie już wprowadzono zmiany w talentach, o które ludzie prosili).
Powstanie, w końcu skończą im się sensowne pomysły na DLC do 4, wydadzą 5 i zaczną sprzedawać te same DLC jeszcze raz do nowej części ;).
"wyjątkowo ubogi w premiery gier AAA."
Czy ja wiem? 2021 był moim zdaniem gorszy, w tym roku dostaliśmy już Elden Ringa, Horizon FW, GT7, Warhammera 3 a zapowiada się jeszcze Midnight Suns, Gotham Knights, Callisto Protocol, nowy dodatek do WoWa no i God of War. Z troszkę mniejszych gier, ale wciąż "głośnych" to mamy jeszcze nowe Plague Tagle, Scorn, Splatoon 3. Powiedziałbym, że 2022 zapowiada się ogólnie jako solidny rok, szczególnie pod względem jakości gier.
Problemem był fakt, że bardzo dużo gier dostaliśmy w pierwszych miesiącach i teraz mamy trochę "suszę" do jesieni i stąd może takie odczucia.
Chyba trochę się pogubiłeś. Wyżej poszedł tekst "nikt nie zmusza do oglądania" w kontekście nie jakiejś normalnej krytyki czy opinii a lekko prowokującego tekstu typu "że ile można oglądać" przed obejrzeniem filmu.
Sporo osób przychodzi po prostu ponarzekać pod takimi filmami ogłaszając światu, że nie będą oglądać, bo to kolejny Marvel, który jest robiony w ten sam sposób. Powiedziałbym, że poziom takiego komentarza raczej usprawiedliwia odpowiedź "nikt nie zmusza do oglądania", bo osoba już zaczyna narzekać przed obejrzeniem filmu. Jakby po seansie ktoś wyraził swoją negatywną opinie to "nikt nie zmusza do oglądania" byłoby bardzo nietrafionym tekstem.
Nie ma tutaj żadnego fanklubu, czy zamkniętego grona, do którego nikt nie chce wpuszczać niepochlebnych opinii (po prostu narzekanie z reguły przed obejrzeniem filmu, bo nie jest to ambitne kino jest nudne). Nie ma też co się obrażać czy przypisywać tutaj jakieś górnolotne stwierdzenia "wchodzić w świat" itp. Jeśli masz ochotę to obejrzyj kilka filmów a nie patrzysz na zwiastuny czy opinie innych i sam sobie wyrób opinie.
A czemu uważasz, że ten tekst jest głupi? Nikt normalny kto ogląda filmy Marvela nie uważa je za żadne filmowe arcydzieło. Jest to czysta rozrywka, przy której można bezstresowo spędzić 2h patrząc na fajne efekty, pośmiać się od czasu do czasu.
Nie każdy film czy gra musi zmuszać do myślenia , mieć ambitną fabułę. Od czasu do czasu takie "odmóżdżenie" jest ludziom bardzo potrzebne i nie ma w tym nic złego, a takie snobistyczne teksty typu "kto ogląda to gówno", "kiepskie kino", które przy filmach marvela mam wrażenie, że mają głównie na celu podbudowanie własnego ego.
Czy filmy Marvela są ostatnio robione "na jedno kopyto"? Jak najbardziej, powiedziałbym, że od jakiegoś czasu poziom spada. Jednak wciąż dla większości przyjemnie się je ogląda, bo po prostu większość osób przy nich nie analizuje szczegółów fabuły czy logiki, bo te filmy po to nie są i nie ma nic w tym złego. Jest czas by obejrzeć ambitne filmy z poważną i inteligentną fabułą i jest czas by obejrzeć taki film Marvela. Niezrozumienie, że człowiek czasami potrzebuje mediów obu typu jest trochę dziwne.
"Myślicie, że chcecie, ale nie chcecie" śmiechem żartem miało bardzo dużo racji w odniesieniu do classica.
Classic wciąż jest popularny i Wrath of the lich king będzie pewnie ogromnym sukcesem, ale to co na serwerach się dzieje czyt. boosting, kupowanie golda, wszechobecne gold dkp i boty i określona "meta" jest ogromnym problemem, który powstał przez to jak community gier wyewoluowało na przestrzeni czasów.
Wobec tego nie śmiał bym się z tego tekstu "you think you do but you don't" bo dla wielu graczy był po prostu prawdziwy. Classic dzisiaj jest zupełnie inną grą niż WoW był te 10-15 lat temu i sporo osób przez to się odbiło. Nie oceniałbym tego cytatu jednoznacznie.
Okazało się, że gra na premierę trafi też na PS5/PS4, Microsoft wykupił prawa do ogłoszenia i twórcy mają embargo i nie mogą wspominać, że gra trafi na inne konsole przez 2 dni. Śmieszna sytuacja.
Podejrzewam, że będzie pokaz i data wydania FF XVI. Square zapowiadało, że więcej informacji podadzą w czerwcu więc by się to zgrało.
Czy ja wiem czy fabuła KOTORa 2 była tak pretensjonalna? Dla mnie KOTOR 2 miał dosyć świeże, niecodzienne podejście do uniwersum Star Warsów odchodzące od oklepanego schematu jasna(dobra)/ciemna(zła) strona mocy i wplecione były rozważania na temat słuszności obu ścieżek. Dodatkowo postać Revana i jego motywy z pierwszej części zostały dużo bardziej rozbudowane co nadało postaci większej głębi (a co niestety BioWare z SWTORem wyrzuciło do kosza).
EDIT: Przyznaje, że monologi Krei mogły być miejscami za długie, ale miały zwykle cel i sama Kreia jest moim zdaniem jedną z ciekawszych postaci w uniwersum Star Warsów jeśli chodzi o gry, bo nie jest, jak to zwykle w Star Warsach bywa "jednowymiarowa".
Obsidian, który zrobił KOTORa 2 jest pewnie zbyt zajęty by się tego podjąć, ale fajnie by było, gdyby studio, które podjęło się KOTORa 3 zaprosiło do współpracy Chrisa Avellone, który był odpowiedzialny za większość fabuły i narracji w drugiej części. Osobiście uważam, że KOTOR 2 to jego drugie po Planescape najlepsze dzieło fabularne i miło by było jakby miał okazję swoją wizję Star Warsów kontynuować (bo to jak Drew Karpyshyn potraktował fabułę KOTORa 2 w SWTOR woła o pomstę do nieba).
Też niestety boleje nad Ubiart, o którym wspomniałem, ale Ubisoft wciąż wydaje serie dosyć gatunkowo niszowe i daje im spory budżet.
Anno 1800, nowa Trackmania, Riders Republic (które wyjdzie w przyszłym miesiącu), Trails Rising są to gry, które miały spory budżet w stosunku do tego jak są to niszowe gatunki.
Jak można mieć zarzutyco do jakości ich niektórych gier to powiedziałbym, że wciąż starają się robić coś nowego.
Czy Ubisoft ma w swojej ofercie wtórne tasiemce, które są do siebie często bardzo podobne? Jak najbardziej, ale te tasiemce finansują multum innych ciekawych projektów firmy, o których się tak często nie mówi a szkoda. Ubisoft pomimo, że jest gigantem to stara się mocno eksperymentować i wydawać unikalne i dosyć odważne gry czego nie można powiedzieć o np. EA, TakeTwo, ActiBlizz.
Przykłady?
- South Park Stick of Truth i Fractured But Whole (przy pierwszej byli wydawcą przy drugiej sami ją robili)
- Seria Trackmania
- Seria Trails
- Seria Just Dance
- Seria Anno
- Gry UbiArt Framework (Child of Light, Rayman Legends, Valiant Hearts), szkoda, że niestety ten projekt upadł
- Rocksmith i nadchodzący Rocksmith+
- Riders Republic
- Immortals Fenyx Rising (będący przyjemną kopią Zeldy i mocno niedocenioną grą)
Żaden z większych wydawców nie ma aż tak różnorodnego portfolia z grami jak Ubisoft. Powyższe gry może ogromnych zysków nie przynoszą, ale Ubisoft nadal je wydaje, bo serie wciąż mają wiernych fanów (przykładowo Anno i Trackmania, dosyć niszowe gry gdzie nowe odsłony są bardzo chwalone przez graczy, Trackmania ostatnio przeżywa kompletny renesans).
Ubisoft w przeciwieństwie do innych wydawców regularnie stara się wprowadzać co roku nowe IP do swojej oferty co trudno powiedzieć o konkurencji. Dużo można Ubi zarzucić, ale mam wrażenie, że jako jedni z niewielu gigantów growych wciąż starają się i próbują czegoś nowego, nie we wszystkich swoich grach, ale mają wiele marek, których opinia publiczna mam wrażenie nie docenia.
Ja ostatnio przeniosłem się ze Spotify na YT Premium i ogólnie polecam. Baza muzyki w YT Music jest praktycznie identyczna jak w Spotify a do tego dochodzi możliwość "słuchania" filmików z youtube'a co przy jakiś ciekawszych remixach czy mashupach jest wygodne, bo ich na Spotify się nie znajdzie. Plusem na korzyść Spotify są ładnie posegregowane playlisty i obecność wielu podcastów.
Cena Spotify i YT Music jest taka sama (20 zł), jak ktoś nie chce mieć reklam przy korzystaniu z youtube'a to może dorzucić 4 zł do wersji Youtube Premium. Największa bolączka to samo przejście, bo traci się playlisty i ogólne "sugestie" muzyczne. Jednak przy playlistach jest sporo narzędzi, które pomagają w migracji.
Spotify jeszcze leci na rozpoznawalności marki, ale może mieć problem, bo w tej chwili w takiej samej cenie oferują mniej, nie mówiąc już jak traktują "stałych" abonentów, ale to akurat każdy w takiej branży nie jest święty. Trzeba też patrzeć na własne potrzeby, ponieważ Spotify wciąż ma wiele mocnych punktów, ale jak dla mnie, który korzystał jakoś intensywnie z wielu opcji Spotify to YT Premium okazał się fajną alternatywą, bo oferuje mi więcej za praktycznie takie same pieniądze.
Cena usług jest taka sama (YT Music i Spotify są po 20 zł) a zawsze można dołożyć 4 zł i mieć YT Premium, które jest wygodne jak się youtube ogląda na TV czy telefonie.
Od początku było jasne, że BG3 będzie miało taki sam cykl Early Access jak Divinity czyli w samym Early Accessie będzie tylko dostępny pierwszy akt a reszta gry pojawi się dopiero przy premierze pełnej wersji.
Wiem, że to może czepialstwo, ale na samej konferencji PC Gaming Show (gdzie Song of Conquest było ogłoszone) wszyscy mówili, że gra czerpie inspiracje z Heroes of Might and Magic 2 a nie 3.
Wiem, że mechaniką druga i trzecia część HoMM mocno się nie różnią, ale graficznie i stylistycznie już tak. Podejrzewam, że twórcy celowo porównywali się do HoMM2 ze względu na styl graficzny jaki obrali w swojej grze.
Zresztą w Waszych powiązanych newsach macie sami napisane:
"Zwiastun Songs of Conquest - strategii inspirowanej Heroes of Might and Magic 2"
"Songs of Conquest – nadchodzi gra w stylu Heroes of Might and Magic 2"
Trochę tutaj zalatuje łapaniem czytelnika na hasło "Heroes 3".
Prosta sprawa, na E3 Twoja konferencja jest porównywana z innymi firmami i jest rozkładzie pomiędzy nimi wciśnięta. Sprawia to, że część osób może ja przegapić, nie zauważyć jej w grafiku itp.
Robiąc konferencje jakiś miesiąc później i ogłaszając ją dużo wcześniej masz pewność, że tego dnia, o konkretnej godzinie wszyscy będą oglądać Twoją konferencje.
Powiedziałbym, że ciężko porównywać obie gry ze względu na to jak wiele lat je dzieli między sobą i ile gier wyszło po klasycznym FF7.
Klasyk wprowadził dużo innowacji i był jednym z kamieni milowych w gatunku pod wieloma względami. Wiele gier wydanych później czerpało inspiracje z klasycznej 7 i ulepszało formułę robiąc wiele elementów lepiej, jednak to jest już naturalna ewolucja gier i 7 ciągle jest w naszej pamięci ze względu na to, że jak na tamte czasy wprowadziła nową jakość.
Remake nie wprowadza takiej rewolucji, bo nią miał nie być. Stara się za to przedstawić znaną historię w nowych szatach i z pewnymi zmianami tak, aby weterani 7 się nie nudzili.
Midgar został moim zdaniem w Remake'u bardzo dobrze przedstawiony a rozszerzenie wątków postaci w nim mieszkających również dało im więcej "życia". Na początku byłem sceptycznie nastawiony do dzielenia gry na tyle części, ale widząc co Square wycisnęło z tak krótkiego fragmentu oryginału to jestem z efeku końcowego bardzo zadowolony. Remake nadał wydarzeniom w Midgarze (tak kluczowych dla fabuły całości) większej głębi.
Jeśli każda z kolejnych części Remake'u będzie takiej jakości jak pierwsza to nie mam nic przeciwko takiemu dzieleniu gry.
Powiedziałbym, że Valhalli oberwało się mniej bo:
- gra normalnie chodzi na starych konsolach
- gra miała wokół siebie dużo mniejszy hype
- powiedziałbym, że ma mniej bugów, ale każdy może mieć inne doświadczenia, niemniej wątek główny w Valhalli przeszedłem bezproblemowo, podczas gdy Cyberpunk miał często problemy z głównymi misjami
- Valhalla nie była dwukrotnie przekładana, by "mieć pewność, że wszystko działa i by każda wersja gry działała płynnie"
Jak się czyta dzisiaj notki jakie CDPR umieszczał przy ogłaszaniu opóźnień to niezbyt dobrze to wygląda po zweryfikowaniu jak było na premierę.
Twórcy Total Wara mają w sumie 3 potwierdzone zespoły pracujące nad grami:
1. Fantasy team - Zespół od Warhammera, który skupia się tylko i wyłącznie na tej serii.
2. Historical team - Zespół od gier historycznych, ich ostatnia gra to Three Kingdoms, które co by tu dużo nie mówić odeszło trochę od realizmu, ale wciąż była to przyjemna gra.
3. Saga team - Zespół od mniejszych gier z serii, odpowiedzialni za Thrones of Britannia czy niedawne Total War Saga: Troy.
Zakładam, że następna gra historyczna już powstaje (trzymam kciuki aby był to Medieval 3), ale trochę będzie trzeba na nią poczekać. Three Kingdoms wyszło dwa lata temu a Warhammer 2 aż cztery. Warhammer od początku miał być trylogią więc można było się spodziewać, że trzecia część jest następna w kolejce.
Nie powiedziałbym, że takie No Man's Sky, Outriders czy Star Wars Squadron to zalicza się do #nikogo czy indie.
Po co dyskutujecie na tym forum skoro robicie to tak od niechcenia? Wam się nie chce spędzić kilku minut na sprawdzenie kilku faktów podczas wymiany zdań a potem jest odwracanie kota ogonem.
Jasne, że tutaj głównie chodzi o kasę z mikrotransakcji, ale to co wspominał PanWaras też jest prawdą. Tekst jest napisany tendencyjnie a fikołki jakie powstają w komentarzach są co najmniej dziwne.
EDIT: Rzeczywiście Star Trek i DQ Builders mają DLC na PS Store
A potrafisz wymienić liczące się tytuły z crossplayem bez mikrotransakcji?
No Man's Sky, Star Wars: Squadrons, Minecraft Dungeons, Dragon Quest Builders 2 (ale tutaj to cross-play jest trochę naciągany), Star Trek Bridge Crew, Aragami, Outriders
Oczywiście, większość gier cross-play to gry z mikrotransakcjami, ale spokojnie można znaleźć tytuły, które ich nie mają.
Długo minie zanim dział Xboxa będzie na plusie. Studia za darmo się nie kupiły (szczególnie Bethesda) i jeszcze bardzo długo czasu minie zanim im się to zwróci.
Powiedziałbym, że nawet obecna generacja, pomimo że dopiero się zaczęła może im wyjść w całym rozrachunku na spory minus i dopiero w następnej inwestycje zaczną im się zwracać.
Sony na razie nic nie potrzebuje. Konsole sprzedają im się na pniu samo PS5 w lutym miało lepszą sprzedaż niż Xbox w USA i w większości Europy.
Póki kasa się zgadza a PS5 schodzi praktycznie w każdej formie to Sony nic nie musi. Oczywiście z perspektywy klienta to niezbyt fajna opcja, ale dla samego Sony jest sporo czasu. Badają rynek, patrzą jak GamePass się przyjmuje i jak wpływa to na sprzedaż konsol. Póki PS5 się sprzedaje jak szalone to Sony nie musi wyrzucać pieniędzy.
Jak będzie trzeba to pewnie wypuszcza tak jak MS zaczął dodawać gry do Live'a kiedy Sony zaczęło to robić.
??? Przecież wersja 1.0 Below Zero jest oficjalnie ogłoszona na 14 maja.
Co do tłumaczenia to Below Zero to tak jak w przypadku oryginalnej Subnautici twórcy bazują na "fanowskich" tłumaczeniach. Udostępnili stronę internetową gdzie można się zarejestrować i pomagać z tłumaczeniem na swój wybrany język.
Właśnie z tego powodu gra ma do wyboru tyle wersji językowych. Język polski w grze jest, ale nie ma przetłumaczonych jeszcze wszystkich kwestii, może do wersji 1.0 to się zmieni, ale jako, że wszystko bazuje na fanowskich tłumaczeniach to mogą z tym się nie wyrobić.
Akurat w USA Morales w listopadzie/grudniu/styczniu był odpowiednio na 3,4,3 miejscu pod względem najlepszej sprzedaży. W UK jest podobnie, Morales jest od listopada co miesiąc regularnie w top 5.
Nie wiem czy uczciwie porównywać najlepiej zarabiające gry, które często mają mikrotransakcje do gier ich nieposiadających.
Przecież Larian wyraźnie przy ogłoszeniu patcha pisał, że jeśli ktoś chce kontynuować stare save'y to wystarczy, że (przynajmniej na steamie) wybierze w opcjach uruchamiania "patch3" i będzie mógł grać na starej wersji gry.
Raczej nikt nie oczekiwał, że przy tak dużych zmianach stare save'y będą kompatybilne z nową wersją, ale przynajmniej osoby, które już zainwestowały sporo w grę nie muszą tracić postępu.
Raczej nie ze względu na fakt, że sprzedaż PS2 ciągle szła do góry ze względu na słaby start PS3.
PS3 miało absurdalną jak na tamte czasy cenę 500$ za wersje 20gb i 600$ za wersję 60gb. Dla porównania Sony obniżyło cenę PS2 do 150$ w 2005 a potem w 2009 poszło jeszcze dalej i obniżyło ją do 99$. Dodajmy do tego fakt, że na PS2 piractwo kwitło, bo można ją było banalnie przerobić.
Wszystko to sprawiło, że pomimo premiery PS3 liczba sprzedanych PS2 skoczyła w górę o prawie 40 milionów.
Teraz takie rzeczy nie są raczej możliwe, ze względu na fakt, że PS4 raczej nigdy tak nie stanieje jak PS2, wszystko wskazuje na to, że PS5 zalicza udany start, piractwo miało spory wkład w sprzedaż PS2 a teraz praktycznie na konsolach nie istnieje.
Dużo osób tutaj ma pretensje do Sony o małą ilość konsol. NIE DA się logistycznie i fizycznie zorganizować tak by każdy zainteresowany dostał konsole na premierę. Szczególnie nie po takim sukcesie PS4, gdzie liczba chętnych była przeogromna. Sony nikomu na złość nie robiło, bo i po co?
Tylko TSMC jest w stanie produkować chipy do PS5 i nowych Xboxów a przecież robią oni też jednocześnie chipy do Ryzenów i Radeonów. Nie możliwości wyprodukowania tak ogromnej ilości jaką by sprostać zapotrzebowaniu.
Ktoś może powiedzieć "A przecież Xboxa można było kupić po premierze". Prawda, ale to była jakaś polska anomalia, gdzie otrzymaliśmy zbyt dużą ilość konsol lub MS się przeliczył co do naszego rynku. W UK, Niemczech czy USA nie było opcji dostać Series X w dniu premiery, wszystko było wyprzedane.
Polska z jakiegoś dziwnego powodu musiała chyba dostać bardzo dużo Xboxów albo MS się po prostu przeliczył co sprzedaży u nas (albo jedno i drugie). Podczas, gdy w UK, Niemczech czy USA nie ma opcji by dostać w tym momencie Series X to w Polsce nie dość, że sporo sklepów internetowych ma od ręki to do sporo elektromarketów stacjonarnych ma je na wystawie do wzięcia.
Jest to efekt wspierany sprzętowo i dopiero karty serii 6xxx będą go miały (i tylko one z kart AMD). Nikt nie ogłasza jeszcze, że RT będzie wspierane na kartach AMD, bo AMD jeszcze tych kart oficjalnie nie zapowiedziało (mają to zrobić jutro). To tak jak z grami na PS5 czy Series X zanim oficjalnie podano datę premiery, nikt nie ogłaszał, że ich gra wychodzi na nowe konsole póki nie było oficjalnej zapowiedzi z datą premiery.
A nie wpadłeś na to, że ani Cyberpunk ani żadna gra jeszcze nie ma potwierdzonego RT od AMD, bo dopiero oficjalne ujawnienie ich kart z serii 6xxx, które mają sprzętowy ray tracing jest jutro ;)?
Klapy pod jakim względem? Artystycznym, finansowym? Jeśli finansowym to taka Zemsta Salazara zarobiła 800 mln dolarów w box office co jest wynikiem bardzo dobrym. Dla porównania poprzednie części Piratów (poza pierwszą) zarabiały w box office pomiędzy 900 mln a 1 miliardem dolarów więc najnowsza część tak mocno nie odstaje.
Tak samo Godzilla z 1998, która jak na tamte czasy przyniosła spore zyski pomimo, że wszyscy nazywali ją flopem. Jest to ofiara czasów, bo w stosunku do Facetów w Czerni czy Dnia Niepodległości, które wyszły w podobnym okresie to wynik Godzilli nie wyglądał jakoś imponująco, ale wciąż film grubo na siebie zarobił (379 mln w box office przy 125 milionowym budżecie).
Karate Kid z 2010 nie przyciągnął do kin większej widowni? Film zarobił w box office 359 mln dolarów przy jak podaje większość źródeł 40 mln (a nie jak w artykule 14 mln) budżecie. Jak czegoś takiego można nie nazwać sukcesem?
Jak robicie taki ranking to zdefiniujcie czy oceniacie filmy pod względem jakości czy pod względem finansowym, bo przez to wychodzi wam taki niezrozumiały miks. Są w tym rankingu filmy poprawne z dobrymi wynikami finansowymi i są wymieszane z filmami, które były totalną tragedią na tle zarówno jakościowym jak i finansowym.
"Cringe'owy" ... eh nie wiem, może po prostu jestem czepialski, ale dla mnie wrzucanie takiego słowa w tytuł artykułu jest co najmniej dosyć dziwne. Jeszcze pół biedy jeśli to słowo byłoby w samym tekście (co ciekawe poza tytułem nie jest nigdzie użyte), ale w tytule jakoś strasznie razi. Naprawdę nie było innych słów w repertuarze?
Z ciekawszych gier dodałbym do listy The Legend of Heroes Trails of Cold Steel IV. Premiera 27.10, szkoda, że akurat w dzień premiery dodatku do WoWa, ale może wydawca, tak jak w przypadku premiery trzeciej części, zaskoczy i pozwoli na wcześniejszą dystrybucje gry (przy 3 gra była dostarczana nawet do tygodnia przed oficjalną premierą).
Oficjalne polskie ceny
PlayStation 5 - 2 299 PLN
PlayStation 5 Digital Edition - 1 849 PLN
Źródło: Playstation Polska, w MediaMarkt ruszyły preordery.
Najważniejszy w tej chwili fakt czyli ceny gier w Polsce nie jest podany. Nieciekawie to widzę, bo te 79 euro to się może przełożyć na 349 zł w Polsce.
Ale nie rozumiem jaki masz z tym problem? Interface w takiej postaci jest przejrzysty i czytelny, bez problemu można rozpoznać co jest przypisane pod jaki przycisk. Nie rozumiem po co się czepiać akurat tego.
Nie jest do końca do samo, bo można założyć w niektórych przypadkach, że w przypadku finansowania z góry gra by nigdy w inny sposób nie powstała (przykład to Bayonetta 2, którą Nintendo sfinansowało, bo nikt inny nie chciał się tego podjąć i przez to gra raczej na inne platformy nie trafi). W przypadku Metro to gra była w pełni sfinansowana i gotowa do wydania a Epic w ostatniej chwili zapewnił sobie ją na wyłączność w swoim sklepie wykładając pieniądze.
Nie pochwalam ekskluzywności, ale jeśli nie widzisz sporej różnicy w obu sytuacjach to chyba nie ma sensu dyskutować.
Moim zdaniem trochę nie rozumiesz różnicy. Przykładowo przy Metro Exodus Epic zapłacił za gotową grę miesiąc przed premierą by nie pojawiła się na premierę na platformie konkurencji.
Tutaj Sony oferuje ufundowanie gry mając tylko same koncepty pod warunkiem, że gra pojawi się tylko na ich platformę. Obie zagrywki nie są fajne, ale moim zdaniem zagrywka Epica była dużo, dużo bardziej gorsza.
Nie sądziłeś chyba, że będą dodawali grę wartą 220-240 zł do procesora, który przy promocjach chodzi za trochę ponad 800 ;). Do 3600X i 3600 dorzucają Horizon Zero Dawn.
Reckful miał chorobę dwubiegunową pierwszego stopnia. Niestety z tego co czytałem to ostatnim okresie odstawiał leki.
Problem był znany od dawna a mimo to w wersji v2 nie został naprawiony + co gorsza występuje on także w Switch Lite, gdzie naprawa jest duuuużo bardziej problematyczna. Teraz przeprosiny mogą sobie za przeproszeniem wsadzić...
To, że nie wyszła to nie znaczy, że nie trafiła do tłoczni (a trafienie do tłoczni potwierdza wczorajszy news o nadaniu grze statusu "gold"). Logistyka (wytłoczenie płyt, pudełka, transport gier) trochę trwa a chęć zmiany mastera (czyli płyty źródłowej) wiąże się z opóźnieniem premiery czego nikt normalny nie zrobi w tym momencie jeśli bugi nie są krytyczne.
Taki patch na premierę pozwala twórcom spokojnie pracować nad jej testowaniem do samej premiery bez zbędnego opóźnienia z wydaniem gry.
Reddit /r/TheLastOfUs2 ożył po pojawieniu się przecieków, wcześniej cała dyskusją była na /r/TheLastOfUs. Na LastofUs2 trafiły głównie osoby sfrustrowane przeciekami i fabułą (na LastOfUs przecieki były usuwane).
Ciężko ten reddit LastOfUs2 oceniać. Wiele osób ma tam wiele trafnych uwag, ale od wczoraj sposób wyrażania opinii jest tam tak toksyczny, że trochę aż ciężko się czyta. Rozumiem, że można mieć inne zdanie na temat gry, ale tam praktycznie w każdym temacie jest personalny najazd, wyzwiska na twórców gry i wszędzie zarzuty o bycie SJW itp. Z drugiej strony jest podobnie gdzie reddit /r/gamingcirclejerk uważa, że większość osób nie lubiąca TLOU2 to osoby przeciwne LGBT itd. Oba reddity moim zdaniem to tzw. echo chamber gdzie ludzie rozładowują emocje, reddit LastOfUs2 ma zabawne memy, ale normalnie rozmawiać się tam nie da.
Obie strony mocno odleciały i zrobiły szambo wokół dyskusji o grze i ciężko przez to prowadzić jakąś konstruktywną rozmowę o TLOU2. Z bardziej normalniejszych redditów to polecałbym /r/PS4 i tamtejszy temat o Last of Us 2. Ludzie bez zbędnych osobistych najazdów, przemyślanie analizują grę i fabułę.
Ok, w takim razie musisz mi wybaczyć, zbyt pochopnie oceniłem to co jak myślałem masz na myśli. Teraz jak bardziej rozwinąłeś swoje odczucia ma to jak najbardziej sens, chociaż nie do końca zgadzam się z ocenianiem historii i nazywaniem jej nudną/interesującą po samych recenzjach (które same w sobie mają pod tym względem spore obostrzenia) i spoilerach, ale też rozumiem, że nie masz powodu do ryzykowania kupna gry na premierę jeśli masz też inne zastrzeżenia. Tak czy inaczej sorki za poprzedni post, po prostu zabrakło mi chyba większego kontekstu ;). Miłego dnia i udanego długiego weekendu.
Pewnie, że możesz mieć inne zdanie i nie chcieć w dwójkę zagrać, ale ludzie nie śmieją tutaj z Twoich poglądów a z Twojej argumentacji (która sprowadza się do przeczytania spoilerów, które po części nie są prawdziwe). Mamy wrażenie, że nawet jakby tych spoilerów nie było to i tak byś nie chciał zagrać :P.
Devil May Cry 5 i Resident Evil 2 były rozdawane do sprzętu AMD na długo przed premierą obu gier więc i tutaj nie będzie problemu :P.
Raczej jak już to nie było planów wydać tego w ramach usługi Netflixa, Prime Video czy HBO GO a jako płatny VoD za ustaloną cenę.
Jak nie daje kompletnie nic? Od początku było wiadomo ile DLC będzie miał pierwszy season pass, nikt nie kupował kota w worku. Drugi Season Pass nie był raczej w planach i dopiero świetna sprzedaż gry sprawiła, że powstanie. Dla fanów gry to super wiadomość, bo rzadko się zdarza, że gra tego typu jest tak długo rozwijana (a pierwszy Season Pass był naprawdę bardzo dobry i wart zakupu).
550$ w USA to jakieś 605 euro z VAT u nas (patrząc mniej więcej jak cena Switcha v2 i lite'a się przełożyła na Europę). Daje to jakieś 2600 zł, pamiętaj że marża sklepu jest wliczona w MSRP, ale znając nasze markety to przyjanuszą i stówkę do ceny pewnie dorzucą czyli można powiedzieć 2700.
Jednak zakładam, że cena 499$ jest bardziej realistyczna. Da to mniej więcej 550 euro z vatem co powiedzmy w Polsce da 2399-2449 zł.
Należy pamiętać, że Sony nie zależy na tym by zarabiać na sprzedaży konsoli. Im zależy by sprzedać ją jak najtaniej się da (oczywiście by na niej też nie tracić). Kasa przy konsolach nie jest w sprzedaży samego sprzętu a w "wciągnięciu" konsumenta w swoją sferę usług. Sony dostaje % za każdą sprzedaną grę na swoją konsole. W poprzednim roku Sony miało 12,5 miliarda dolarów przychodu z samego PSStore, PS+ i PSNow. Tutaj jest nieziemska kasa, a nie w hardware. Dlatego Sony nie będzie miało problemu sprzedawać konsoli z praktycznie zerowym zyskiem.
Sprzedaż konsol nie ma na celu bezpośredniego zarobku, czemu tak ciężko to zrozumieć? W sprzedaży konsol chodzi o to, by jak najwięcej ludzi zebrać na swoją platformę a potem zarabiać na sprzedaży gier (Sony za każdą sprzedaną grę na swoją konsolę dostaje %) czy usług (PS+). Sony nie będzie miało problemu ze sprzedażą PS5 z praktycznie zerowym zyskiem, bo jest to inwestycja w ogromną kasę w przyszłości. W samym 2019 Sony miało 12,5 miliarda $ dochodu z cyfrowej sprzedaży, PS+ i PS Now. Tutaj jest kasa, a nie w sprzedaży konsol.
""Bo części drogie"" ... części były są i będą drogie i jakoś wcześniej nie było z tym żadnego problemu xD
Jest też coś takiego jak inflacja (globalna wynosi jakieś 3,5% rocznie) i ceny po prostu rosną. Jeśli plotki się potwierdzą i cena PS5 będzie wynosić 500$ (co zakładam da jakieś 2300-2400 zł w Polsce) to i tak uważam, że to będzie dobra cena patrząc na dzisiejsze ceny sprzętu komputerowego i żywotność takiej konsoli. Naprawdę nie jest to jakiś spisek i w interesie Sony jest sprzedać konsolę najtaniej jak się da.
Wiedźmin w budowie świata zawsze miał więcej nut germańskich/celtyckich niż słowiańskich. Mit słowiańskości powstał w głównej mierze przez język jaki Sapkowski używał przy budowaniu dialogów. Jakby ktoś przeczytał Wiedźmina po angielsku to niewiele by się tej słowiańskości dopatrzył. Winne też są gry, które ten aspekt mocno wyolbrzymiły, a jako, że gry są tworem audiowizualnym to mają raczej większą moc sugestii od książki i tylko ten mit się umocnił.
W tytule: Dragon Ball Z Kakarot - sprzedano ponad milion egzemplarzy w tydzień
W tekście pod tytułem: Firma Bandai Namco Entertainment poinformowała, że w ciągu tygodnia od premiery Dragon Ball Z: Kakarot rozeszło się w ponad 5 mln egzemplarzy gry.
W pierwszym akapicie: Firma Bandai Namco Entertainment ma powody do zadowolenia. Wydawca właśnie pochwalił się, że gra Dragon Ball Z: Kakarot przez pierwszy tydzień od premiery rozeszła się w ponad 1,5 mln egzemplarzy.
To jak jest w końcu :P?
Koszt tak ogromnego tłumaczenia znacznie przekracza potencjalne zyski. Jak do tej pory nie wydali polskiego języka to raczej już nie ma co się spodziewać. RPGi nie mają jakiś zawrotnych wyników sprzedaży a liczba osób, które jeszcze gry nie kupiła w Polsce ze względu brak tłumaczenia nie jest na tyle duża by to się opłacało.
Ubisoft to ogromna firma. Zatrudnia 16 tysięcy osób ( CDPR jakieś 16x mniej). 5 gier AAA w ciągu pół roku i to w okresie, gdy wychodzą nowe konsole nie jest czymś niezwykłym, ale łatwiej napisać "EA/Ubi BAD, CDPR GOOD XD", co nie?
To ty sobie dorabiasz teorie do faktu. Odkąd Reforged został ogłoszony to Blizzard mówił, że oryginalne cut-scenki będą przerobione na wzór tego dema ze Stratholme i to nie jest tak, że sobie Twoi "eksperci" to wymyślili tylko developerzy tak mówili na Blizzconie 2018. Na jesień zeszłego roku wyszło, że tak jednak się nie stanie i stare scenki będą wyglądały tak jak w oryginalne tylko z nowymi modelami.
Nikt nie oczekiwał dodatkowych godzin nowych cut-scenek, masz problem chyba z czytaniem ze zrozumieniem. Ludzie po prostu oczekiwali, że cut-scenki, które były w oryginalne będą przerobione tak jak to z dema Startholme czyli będą miały specjalne animacje i "filmowe ujęcia", bo tak zapowiadali na Blizzconie 2018.
To jest kłamstwo i pokazuje jak gracze mają problem z myśleniem, te 4h to przerywniki które już są w grze, a nie żadne nowe przerywniki które miały zostać dodane, chodziło o ulepszenie tych starych pod względem graficznym.
Nie masz racji. Te "4h przerywników filmowych" wisiało tam na stronie promocyjnej Blizzarda od czasu ogłoszenia gry i chodziło o ulepszenie cut-scenek w taki sposób jak pokazano na demie misji "Culling" na Blizzconie 2018 (link byś zobaczył jak wyglądała wersja demo a jak teraz)
https://www.youtube.com/watch?v=kwG5ct900B0
Bodajże w listopadzie 2019 ogłosili, że z powodu braku czasu muszą wycofać się z cut-scenek w takim stylu i zamiast tego otrzymamy tak jak były w oryginale. Nie wszystko jednak zostało do końca "olane", bo np. cut-scenka gdy Arthas zdobywa Frostmourne'a ma własne animacje i nie jest zrobiona do końca w "starym stylu", ale wciąż nie jest to co obiecywano.
Niektórzy jeszcze się trzymają. Ubisoft w pudełkach Assassinów wrzucał jeszcze płyty. Origins miał ich 5 a Odyssey aż 6. Podejrzewam, jednak że w 2020 już od tego odejdą, bo trochę dodatkowych kosztów to robi.
Wątpię by procent ludzi, którzy posiadając PS4 będą chcieli czekać z zakupem tych gier na PS5 będzie aż tak duży. Może niektórych co najwyżej to odwiedzie od kupna PS4 (jeśli nie posiadają) do ogrania tych gier i poczekania na PS5 co dla Sony podejrzewam jest lepszą opcją. Pamiętaj, że przy ogłoszeniu PS5 ogłoszą pewnie tytuły startowe i dla nich też trzeba zacząć kampanie reklamową (jak i dla samej konsoli). Nie zapominaj o E3 2020, oczekujesz, że Sony znowu je odpuści, by poczekać aż wyjdzie Ghost of Tsushima?
Podejrzewam, że Sony uważa, że ogłoszenie wstecznej kompatybilności o wiele bardziej zachęci ludzi do kupowania gier teraz na PS4, bo kupujący będą wiedzieli, że ich pieniądze nie pójdą całkowicie "w błoto" jak kupią PS5.
Co autor miał na myśli? Ale autor sam tłumaczy co ma na myśli stawiając tezę w tytule "Skasowanie Expanded Universe w Star Wars to jedyna dobra decyzja Disney". Tutaj nie mamy do czynienia z literaturą piękną gdzie trzeba doszukiwać się ukrytych wątków i interpretacji.
Znowu wkładasz mi słowa w usta. To nie jest tak, że z którymś artykułem się zgadzam czy nie, to nie ma znaczenia. Problem jaki mam z artykułem o EU jest taki, że autor porwał się na niego nie mając odpowiedniego przygotowania w temacie o jakim pisał. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie taki artykuł pisać. Można nawet na takiej podstawie zrobić dobry tekst, ale autor wybrał ścieżkę, w której postawił odważny punkt widzenia, który wymagałby trochę więcej wiedzy w temacie.
Artykuł tutaj nie stawia sprawy takiej sytuacji. Autor ma pełną wiedzę o temacie i nikt tego nie może podważyć (w przeciwieństwie do EU). Jest to wyliczanka, gdzie w każdym punkcie autor stawia czytelnikowi pytania, które mają go zmusić go zastanowienia się na sensem rozwiązań scenarzystów. Omija mówienie nam bezpośrednio "to jest absurd", stara się tak zadać pytania aby czytelnik sam do tego doszedł.
W artykule o EU mamy inną sytuację. Autor z miejsca nam mówi, że EU jest do bani i stara się to uargumentować. Problem jest jednak taki, że potem sam przyznaje się, że nie ma pełnej wiedzy w temacie a sam tekst opisuje same negatywy EU to jak traktować taki tekst w pełni poważnie? Jakby tytuł tekstu o EU brzmiał np. "9 największych absurdów EU" i pominął fragment o "najlepszej decyzji Dinseya" to kompletnie nie miałbym do artykułu pretensji, bo wtedy treść w pełni zgadzałaby się z założeniem tekstu. Jednak autor postanowił rzucić się na głęboką wodę z "najlepszą decyzją Disneya" i trochę moim zdaniem nie do końca wyszło.
Sama ilość negatywnych komentarzy (i "łapek" w dół) też coś mówi. Oczywiście, trzeba to traktować ze sporym (z naciskiem na sporym) przymrużeniem oka, bo dużo osób po prostu nie zgadza się z samym założeniem a nie jakością artykułu i durnie wystawia łapkę w dół, ale było też pod tekstem trochę wyważonych komentarzy, którzy może nie krytykowali samego zdania, ale przygotowanie autora.
Tak czy inaczej są święta i nie ma co chyba prowadzić aż takich długich dyskursów. Moim zdaniem tekst o EU mocno nie wyszedł, zdarza się. Raczej już widzę, że nie dojdziemy do konsensusu więc nie ma chyba sensu tego ciągnąć.
Tobie i Panu Marcinowi życzę więc wszystkiego dobrego a w nowym roku wielu fajnych gier i dobry tekstów (tekst Pana Marcina o czekoladzie np. był bardzo dobry!).
Zgadzam się, że tamten artykuł nie był pełnoprawną recenzją, ale jego celem było wyrażenie opinii o EU i miało namiastki moim zdaniem "recenzji". Sam tytuł i postawiona teza na to wskazują.
Nierzetelność tamtego artykułu polegała na tym, że autor postawił sobie (nawet podejrzewam przed przemyśleniem tematu) tezę "EU jest do bani i dobrze, że je skasowano" i aby to potwierdził wybrał największe głupoty ze zbioru ogromnej ilości książek. To tak jakbym teraz napisał artykuł "Nowa trylogia jest super i dobrze, że Disney ją zrobił" i wypisał najlepsze momenty z nowych filmów a o wadach wspomniałbym może w jednym zdaniu.
Nawiązując do porównania z jabłkami, to oczywiście, że jak komuś 15 pierwszych książek nie podeszło to nie ma po co się zmuszać do czytania dalej. Ale po co wtedy pisać opiniotwórczy artykuł o temacie nad którym się nie ma pełnej (bądź sporej) wiedzy? Jeśli już chcemy się za to zabierać po przeczytaniu tych powiedzmy 15 książek to można było taki artykuł sformułować inaczej. Stawiać pytania, podejść do tematu łagodniej (świadomi swojej niepełnej wiedzy) po to by zachęcić do dyskusji (albo ew. zrobić wyliczankę jak w artykule tutaj) a nie posługiwać się absolutami (tylko Sithowie tak robią :P). Wtedy sam tekst miałby zupełnie inny odbiór.
Mówisz że tamten artykuł był tendencyjny i Ci to najwyraźniej przeszkadza, ale tekst "9 absurdów trylogii Disneya" już tendencyjny nie jest tylko dlatego że się z nim zgadzasz?
Ale ja nic nie mówiłem o artykule tutaj, komentowałem artykuł poprzedni (trochę tutaj z Twojej strony tzw. straw man argument). Tego artykułu tutaj nie nazwałbym tendencyjnym, bo ma zupełnie inny cel (i w przeciwieństwie do EU autor zapoznał się z całym materiałem czyli obejrzał wszystkie filmy). Autor napisał ten artykuł, aby wykazać jego zdaniem błędy logiczne w nowej trylogii i każdy uargumentowuje (czy już się ktoś z tym zgadza czy nie to nie jest takie ważne). Sam nie wyraża opinii o filmach (cytat "Nie będę analizować całej nowej trylogii, każdy ma już na jej temat własne zdanie").
Zabawne jest, że struktura tego artykułu jest bardzo podobna do tego o EU (autor w obu po kolei opisuje różne absurdy). Różnica jednak polega na tym, że celem napisania artykułu o EU była ocena wartości książek a celem tego artykułu było tylko wypisanie niespójności nowej trylogii. Naprawdę nie widzisz różnicy i dalej uważasz, że w tekście o EU wszystko było w porządku?
Oj już tak nie śmieszkujmy. Tamten artykuł o EU był bardzo tendencyjny, autor postawił sobie na początku tezę i kolejno wyciągał skrajne przykłady z EU, aby ją potwierdzić nie prowadząc żadnych konkretnych dywagacji. Autor sam przeczytał małą część wszystkich książek i zabrał się za artykuł oceniający całą serie. Po co zatem w ogóle zatem zabierać się za taki artykuł?
Przy recenzji Wiedźmina napisanej przez Entertainment Weekly (gdzie autor obejrzał dwa pierwsze odcinki i ostatni po czym wystawił serialowi ocenę 0) nazwaliście ją nieprofesjonalną i nabijaliście się z niej. To czemu nie mówiliście nic przy tekście Pana Marcina? Zrobił on podobną rzecz w stosunku do EU jaką EW zrobiło w stosunku do Wiedźmina. Oczywiście nie można tego porównać 1:1, bo tekst Pana Marcina to nie recenzja, ale nie oszukujmy się że jest jakieś podobieństwo dwóch sytuacji. W artykule o EU znalazło się co prawda "zabezpieczenie" w stylu "może coś tam dobrego jest, ale nie znalazłem i za dużo czasu by Disneyowi zajęło to szukać", ale to jest dosyć leniwa argumentacja ze strony autora, któremu bardziej o chodziło przedstawienie swojej racji niż staranie się o rzetelny artykuł.
Ale cóż efekt najwidoczniej osiągnięty, bo podejrzewam, że "kliknięć" na artykuł było mnóstwo a gównoburza w komentarzach zacna. Jakość artykułu w dzisiejszych czasach nie jest tak ważna jak jego "sprzedawalność". Szkoda jednak, że redakcja nie stara się podejmować jakiś merytorycznych dyskusji w komentarzach. Bardziej skupiacie się na odpowiadaniu na te bardziej skrajne komentarze (dosyć nieprzemyślane/emocjonalne) niż na te, które rzeczywiście próbują z tekstem normalnie dyskutować. Nie wspominając już o tym, że czasami zdarza się Wam używać "karty męczennika" w stosunku do tych "mniej ambitnych komentarzy" (bo w stosunku do nich jest to dosyć łatwe) i robicie z siebie ofiary hejtu internetowego.
Widać, że trochę Blizzarda przerósł projekt. Za dużo naobiecywali a za mało czasu sobie dali. Najlepiej by im wyszło przełożyć premierę na 2020, ale jestem ciekaw jakie będą tego konsekwencje, bo według prawa Unii niewywiązanie się z daty preorderowej jest chyba traktowane jako false advertising. Ciekawe czy za coś takiego jest jakaś grzywna.
Nie widzę powodu dlaczego Google miałoby zejść ze swoich 30%. Raczej nie widzę nigdzie pośród tutaj komentujących apeli, aby Sony, MS i Nintendo mieli zrobić to samo. Ludzie są naiwni jeśli sądzą, że po obniżce marży Google ceny w sklepie Fornite'a na Stadii by zmalały, po prostu Epic brałby większą kasę dla siebie.
Raczej nie tak szybko. Square znacząco poszerza oryginał. Sam wątek główny pierwszej części ma zajmować ok. 30h (nie licząc questów pobocznych). Dla porównania ten sam fragment (Midgard) w oryginale zajmował ok. 5-6h. Oczywiście kolejne części będą powstawać dużo szybciej, bo mają już przygotowany silnik, system walki, sporo assetów, ale i tak spodziewam się, że nie będą kolejnych części wydawać częściej niż co rok/półtora. Możliwe, że zaserwują nam kolejną część przy okazji premiery PC (kwestia czy druga część też nie będzie czasowym exclusivem).
Ale, że jakoś źle im się wiedzie w tym momencie teraz? Poza tym przy zapowiedzi było napisane "Play first on PS4" więc to już dawało do myślenia , że to będzie czasowy exclusive. Shenmue to gra specyficzna, już 1&2 były tak jak mówisz "drewniane" na swoje czasy, ale miały swoje specyficzne grono odbiorców. 3 była robiona dla fanów poprzednich części i oni są z gry zadowoleni. Poza tym na E3 w 2015 pokazali pierwszy raz Horizon Zero Dawn i Dreams więc to też nie tak, że poza tym nic nie było.
Widzę, że większość ludzi tu piszących nie zdaje sobie sprawy jaka ilość pracy jest włożona w takie figurki. Stworzenie modelu, wydrukowanie go a potem ręczne pomalowanie to dziesiątki godzin. Prawda, że jeden stworzony model wykorzystuje się do wszystkich, ale samo malowanie trwa bardzo długo a ludzie chcieliby płacić za całą figurkę pewnie maks 200-300 zł co jest w porównaniu do ilości godzin włożonych i wykwalifikowania osoby robiącą figurkę żałosną kwotą. Nie porównujcie tych figurek do tych jakie dostajemy w Edycjach Kolekcjonerskich.
zdziwiłbyś się ale w czasach, gdy jakiś procent graczy nie przechodzi nawet tutoriala (a kolejny porzuca ge po pierwszej czy drugiej misji wątku głównego) nazywanie grę na 15-20h „krótką" jest lekko niepoważne....
Ale jest spora różnica pomiędzy nazywaniem gry krótką a "nie jakoś kosmicznie długą", nie sądzisz?. 15-20 godzin jest to moim zdaniem rozsądny kompromis jak na ten gatunek gry, bo gracz ani nie będzie czuł poważnego niedosytu po ukończeniu ani nie zacznie odczuwać dłużyzn. Poza tym jeśli ktoś kupuje grę za 200zł a potem porzuca ją po godzinie czy dwóch to raczej jest to moim zdaniem nieprzemyślany zakup i dla takich osób istnieje refund Origina.
No to jak nie ma czasu w tym miesiącu to kupi w takim jak go będzie miał. Gra jest na 15-20h więc nie jest to jakoś kosmicznie dużo, aby bardzo trudno byłoby wygospodarować na nią czas w przeciągu miesiąca. A jak chce zagrać np. za rok to niech kupi normalnie. Jestem w stanie się założyć, że 70-80% osób (może nawet więcej), które przejdą nowe Star Warsy raczej do nich nie wróci w przyszłości. Jest to po prostu gra "na raz" i dla sporej grupy osób rozwiązanie z wykupieniem Origin Acess Premier może być świetnym rozwiązaniem. Nie rozumiem robienia problemu tam gdzie go nie ma. Fajnie, że jest wybór, nikt nikogo do abonamentu nie zmusza.
A co do braku triala to też nie wiem czemu miałby ten trail służyć. W każdej grze, która była objęta trialem Origin Acesss nie można było przejść dalej niż do pewnego początkowego momentu (zazwyczaj max. 1-2h gry) i nawet jak coś zostało z tych 10h to nic nie można było z tym zrobić.
Jak ktoś chce grę przetestować to przypominam, że każdą grę kupioną na Originie można zwrócić w przeciągu 24h od pierwszego jej odpalenia.
Jak się postarasz to pewnie można, ale z tego co recenzenci [piszą gra jest na 15-20h. Nie widzę w tym nic złego ze strony EA by blokowali triala przy takiej grze. Ew. mogli zrobić jak przy Andromedzie czyli dać 10h triala, ale z ograniczeniem do pierwszych misji.
W VIII części mieli idealny moment, aby postać Lei uśmiercić, ale zdecydowali się na jeden z głupszych momentów w historii Star Wars (a wliczając prequele to naprawdę imponujące).
Szkoda, bo liczyłem, że na Blizzconie w ten weekend ogłoszą coś w stylu "Warcraft 3 Reforged jest dostępne od dzisiaj". A ta beta raczej wyklucza ten scenariusz. Dziwnie to wygląda, bo grę muszą wydać w tym roku (zgodnie z prawem, który obowiązuje przy pre-orderach) i Blizzcon tak jakby wyglądał na idealną datę by coś takiego zrobić.
Wydawanie W3 Reforged bliżej grudnia byłoby trochę dziwne ze względu na to, że nałożyłoby się to prawdopodobnie z patchem 8.3 do WoWa i dodatkiem do Hearthstone'a więc powstałby straszny kocioł dla osób, które grają w gry blizzarda (a podejrzewam trochę demografia tych gier się pokrywa).
@Dharxen
Aha, czyli od kilku lat nie ruszasz gier Ubisoftu, ale masz o nich wyrobione pełne zdanie na bazie czyiś recenzji, filmików itp. ? No zabójcza logika :). Nie żebym bronił Ubisoftu, bo sporo gier robią na jeden schemat, ale akurat nowe Assassyny im się bardzo udały (a Odyssey jest naprawdę bardzo dobrą ewolucją tego co zapoczątkowało Origins i nie traktowałbym tego jako kompletny skok na kasę).
@TobiAlex
No, ale o co Ci chodzi? Że wszyscy mają takie same koszulki z symbolem gildi? Ich gildia to poniekąd jest już marka i organizacja e-sportowa, ale też nie jest tak, że wszyscy rajdujący są tam zatrudnieni (niewielka część z nich ma normalne normalne kontrakty, które pozwalają im z grania wyżyć, ale są to głównie osoby grające na turniejach bądź regularnie streamujące). Oczywiście podejrzewam, że jakieś pieniądze ze streamowania progressu są do podziału (poza tym, że sporo osób z gildi streamuje indywidualnie podczas rajdu), ale przecież rajd jest powiedzmy maksymalnie kilka razy w roku więc nie da się z tego wyżyć. Aż tak ciężko uwierzyć, że większość z nich normalnie pracuje?
@Kowalus20
Większość z nich ma normalną pracę i rodziny, niewielu z nich żyje z grania. Zwykle jest tak, że biorą dwa tygodnie urlopu na progress i wtedy grają non-stop. Razem nie mieszkają, zbierają się tylko (i to nie wszyscy) na tak jakby "bootcamp" na czas progresu. Wielu z nich po takim progressie odpoczywa i niewiele gra i poza tygodniowym "czyszczeniem rajdu" (które dla nich przy dobrych wiatrach to kilka godzin jednego wieczora). Są oczywiście tacy, którzy dalej bardzo dużo grają, ale wciąż nie są to godziny zbliżone do tych jakie mieli podczas progressu (i często są to osoby, które z tego grania żyją czyli streaming albo kontrakty drużynowe za turnieje pvp/m+). Już ich tak nie demonizujmy :).
@MrPawlo112
A źródło tych rewelacji? Oczywiście nie przeczę kompletnie, bo pewnie ktoś tam grał, ale przekonanie, że polska wersja była bardziej popularna (albo chociaż równie popularna) na zachodzie wydaje się być naiwne. Procent takich osób był raczej
bardzo znikomy i zdziwiłbym się gdyby przekroczył 1%. Dużo bardziej rozpoznawalny jest głęboki, niski głos aktora Geralta z angielskiej wersji językowej niż głos Rozenka.
"Słowiańskość" Wiedźmina to mit, który powstał w głównej mierze przez gry (a dodatkowo w drobnej mierze przez język w jakim Wiedźmin był napisany). W samych książkach dużo więcej jest odniesień do kultury germańskiej i celtyckiej niż do słowiańskiej. Jakby ktoś wziął do ręki Wiedźmina przetłumaczonego na angielski to słowiańskości praktycznie nigdzie by nie odczuł. Gry mocno wyolbrzymiły ten aspekt i teraz wszyscy powtarzają jak papugi "gdzie słowiańskość?", bo głównie pamiętają grę, która bardziej zapada w pamięć niż książki.
@Lutz
Switch spadł trochę z ceną w stosunku do swojej premiery, niewiele ale trochę spadł (startował z około 1500). Wypuszczenie rewizji i Lite'a w tym samym okresie jest dla mnie totalnie głupie, bo sklepy muszą coś zrobić z normalnym Switchem, którego podejrzewam w tej chwili wciąż jest sporo w magazynach.
Problem powstaje taki, że ceny normalnego Switcha nie mogą za bardzo spaść, bo Lite wtedy będzie kompletnie nieopłacalny. Rewizji też nie mogą wydać w tej samej cenie, bo muszą coś zrobić z normalnym Switchem, który zalega na magazynach. Jedynym rozwiązaniem jaki mają na ten moment sklepy to sprzedawanie rewizji po trochę wyższej cenie (czyli mniej więcej startowej Switcha sprzed dwóch lat) czyli jakieś 1500zł.
@Exca
Cena pewnie na początek trochę droższa będzie na start, przynajmniej powiedzmy w Polsce. Teraz Switch kosztuje 1200-1300zł. Nowa ulepszona wersja wejdzie pewnie na start z cenami jakie Switch miał u nas na premierę czyli ok. 1500. Obecna wersja Switcha na bank nie stanieje by zrobić miejsce nowej, bo wtedy Lite już kompletnie nie miałby sensu.
Wzrost wydajności w nowej wersji nie będzie jakiś duży, z tego co podają różne serwisy to będzie jakieś 10% (za to lepsze temperatury i czas baterii) maksymalnie, więc bardziej adekwatne porównanie byłoby nie do wersji PRO konsol, ale do wersji SLIM, które były w takich samych cenach co oryginalne wersje więc trochę porównanie nietrafione.
Dla mnie co jest nie do zrozumienia to wypuszczenie Switch Lite w takiej cenie i praktycznie w takim samym okresie. Jednym z głównych cech mających sprzedać Lite była mobilność, której jedną z głównych cech miał być lepszy czas baterii. Przy nowej wersji normalnego Switcha, która ma mieć lepszą baterię od Lite to podejrzewam, że marketingowcy będą się głowić jak Lite'a sprzedać ludziom (bo ani nie jest on dużo mniejszy a na dodatek oferuje dużo mniej a różnica w cenie nie jest tak duża by to usprawiedliwić). Podejrzewam, że ceny Lite'a szybko spadną do poziomu 800-850zł.
@Gerr
To już nawet nie chodzi o kopiowanie typu gry i niektórych rozwiązań, to jest zrozumiałe, bo ciężko zrobić coś co czego jeszcze nie było. Styl graficzny (ikony, kolorystyka, styl animacji, niemal taka sama komiksowa grafika) i UI są niemal kalką DD i tu jest problem, dla mnie to wygląda wręcz na plagiat pod tym względem i jakby ktoś mi powiedział, że to mod do DD to bym uwierzył.
@kAjtji
Ostatnią konsolą, do której Sony dopłacało było PS3. Na PS4 zarabiali (niewiele, ale zarabiali). Nie wiem jak Microsoft, ale podejrzewam, że może być podobnie.
@animatiV
Z 2060 racja, ale 2070 wychodził w październiku a on jest "cenowym konkurentem" tego 2060 Super.
Jaki postęp? Prawie żaden. Super 2060 to będzie taki refresh 2070. Cena może 100-200 zł niższa a wydajność będzie pewnie standardowo około 10% wyższa. Nie wiem jaki tu postęp (pamiętajmy, że RTX mają już prawie rok) biorąc pod uwagę fakt, że już RTX 2070 był uważany za drogo wycenionego (taka sama cena startowa jak GTX 1080, który wyszedł 2,5 roku wcześniej a wydajność tylko 10%-15% lepsza). Z resztą nowych modeli bardzo podobna sytuacja. Zaczynamy mieć taką samą sytuacje jak kiedyś z procesorami czyli dostajemy minimalny wzrost wydajności a cena taka sama albo wyższa.
Tak trochę dziwnie mówić o tym, że city buildery są zagrożone i Anno i Settlersi mogą je uratować, podczas gdy Cities: Skylines odniosło największy sukces w tym gatunku na przestrzeni ostatniej dekady. Akurat jeśli chodzi ogólnie o strategie to bardziej w tym gatunku ufam Paradoxowi niż Ubisoftowi i oni przyczynili się poniekąd do wskrzeszenia tego gatunku ostatnimi czasy (Crusader Kings 2, Hearts of Iron 4,Stellaris, Europa Universalis 4, Surviving Mars). Poza tym ostatni przeogormny sukces Warhammera 3K (nadal trzyma się w top10 gier na steamie i jeśli chodzi o statystyke "peak players" ma piąty najlepszy wynik w historii) pokazuje, że można zrobić ze strategi produkt mainstreamowy.
Poza tym to PCIe 4.0 to na chwilę obecną ciekawostka, która 95% użytkowników raczej nie obchodzi. RTX 2080Ti czyli obecnie najsilniejsza karta na rynku jako jedyna zbliżyła się do wykorzystania całej przepustowości PCIe 3.0 (wykorzystała 97%), tak więc jeśli ktoś nie kupuje najlepszej dostępnej karty jak tylko wychodzi to nie ma po co się szybko przesiadać na PCIe 4.0. Jeśli pamiętam to przesiadka z PCIe 2.0 na 3.0 prawie nic nie dawała kartom, które nie wykorzystywały pełnej przepustowości (dosłownie kilka procent albo na granicy błędu pomiarowego).
Jeju rozdmuchaliście to 8k jakby nie wiadomo co to by było. To hucznie zapowiedziane 8k to prostu chwyt marketingowy. Oznacza to, że nowy Xbox (i pewnie PS5) będą miały złącze HDMI 2.1 (które obsługuje do 8k 60hz i 4k 120hz) a wy robicie z tego jakby rzeczywiście do tych granic te konsole miałyby dojść _-_. PS4 obsługiwało 4k60hz i nawet na PS4Pro do tej granicy nie doszliśmy.
Podejrzewam, że gra będzie w stylu Deus Exa, czyli, że "typ" gry będzie zależał od tego jak gracz będzie chciał ją przejść.
Myślę, że ludzie nie obawiali się, że gra będzie cukierkowa tylko po prostu Larian nigdy nie miał w swoim portfolio poważnego/mroczniejszego RPGa. Sporo osób (moim zdaniem słusznie) ma po prostu obawy co do jakości historii i dialogów. Te elementy były bardzo ważne dla BG, a nie były one najwyższych lotów w Divinity.
Sam fakt, że gra osadzona jest w okresie Trzech Królestw sprawia, że lwia część tych liczb to gracze z Chin (którzy są największym rynkiem PC na świecie). Oczywiście nie ma w tym nic złego (szczególnie, że jest to prawdopodobnie najlepsza odsłona serii), twórcy po prostu bardzo inteligentnie dobrali docelową bazę graczy.
@herkulesim
Na razie chyba nic nie jest ustalone, ale nawet jeśli to będzie to obowiązywało wewnątrz UE. Mówiąc manipulowaniem cenami regionalnymi miałem na myśli kombinowanie z tańszymi kluczami np. z Rosji i aktywowanie ich poprzez VPN czy kupowanie Steam Giftów.
@Krothul
No wybacz, ale to chyba nie był Twój pierwotny argument przeciw temu systemowi:)? Teraz to już na siłę wymyślasz argumenty przeciw. Sklepów partnerów jest od cholery, na bank znajdziesz taki, który z opcją płatności Ci podpasuje. Powiedz mi jaki rodzaj płatności preferujesz, że tak ciężko Ci go będzie znaleźć gdzie indziej? No chyba, że mówimy tu o jakiś eurogąbkach z G2A wtedy nie mam pytań :).
@Krothul
Ubisoft ma na swojej stronie liste oficjalnych partnerów, czyli sklepów gdzie bezpiecznie można kupować klucze więc logowanie się poprzez nie nie powinno Ci sprawiać problemów. Sprzedaż kluczy sama w sobie jest legalna, ale często jest tak, że te na g2a pochodzą z nielegalnego (kradzież kart kredytowych) bądź wątpliwie legalnego źródła (manipulowanie cenami regionalnymi). Ponosisz o wiele większe ryzyko przy kupowaniu gier z nieoficjalnych keyshopów niż przy logowaniu się na stronie oficjalnego partnera Ubisoftu.
Toż Ubisoft już to wprowadziło jakiś czas temu, trochę do tyłu jesteście. Wiem, że sklep IndieGala ma ten system, podejrzewam, że kilka innych keyshopów także.
Każda większa firma co roku ma okres podsumowań, który zazwyczaj jest związany ze zwolnieniami. Wszędzie tak jest i niekoniecznie jest to związane ze złą kondycją finansową tych firm. W większości dużych korporacji właśnie czas na takie podsumowania wypada na luty/marzec więc też nie ma co robić wielkiej afery przy tych zwolnieniach.
Trochę się pogubiłeś. kopiowanie trybów gry czy mechanik nie jest niczym złym, ale jeśli jak w tym przypadku, że poza typem gry kopiujesz ten styl graficzny/animacje/ui to już jest problem. Jeszcze może by to przeszło jakbyś styl graficzny brał z gry A, animacje z gry B a ui z gry C, ale jest to już bardzo nie na miejscu, gdy wszystko to bierzesz z udanej gry A. Oczywiście, że w dzisiejszych czasach trudno zrobić coś innowacyjnego, ale też nie przesadzajmy do tego stopnia, że będziemy przymykać oko jak gra niemal 1 do 1 kopiuje inną, która była wydana całkiem niedawno.
Z przecieków to ma być wydajność RX 570 tylko 100-200 zł drożej. Troszkę żart ze strony Nvidii jeśli te przecieki się potwierdzą.
Już początkowe screeny zbyt mocno zalatywały mi Darkest Dungeon, ale teraz po wyglądzie walki (bardzo podobnie graficznie ikony, niemalże identyczny styl animacji, dosłownie identyczny sposób zbliżeń na postacie wykonujące akcje co w DD). To już nie jest "inspiracja" a bardziej podchodzi pod plagiat/kalkę. Jeśli ktoś by mi powiedział, że to jest mod do DD to bym uwierzył.
Avellone ma racje, ale z drugiej strony jeżeli jest szansa by dopiec Obsidianowi to akurat on stoi pierwszy w kolejce więc też tak trochę z przymrużeniem oka należy patrzeć czasami na jego opinie ;).
@kaszanka9
Sam sobie przeczysz. "Oferują tyle samo, tą samą grę" a zaraz potem wspominasz o dodatkach. Powiedz mi to czemu mam wybierać Epic jeśli steam oferuje to samo, ale daje mi dodatki? Nie obniżaj też wartości tych dodatków np. Steam Workshop to jeden z głównych powodów dlaczego wersja Steam jest czasami najlepszą możliwą do wyboru. Poza tym takich podstawowych rzeczy jak forum, recenzje, wsparcie techniczne wciąż nie ma a praktycznie od nich się powinno zacząć. Co z tego, że są w obietnicach jak dalej za gry w swoim sklepie bierze tyle samo oferując znacznie mniej.
Epic może i po części potrzebuje płacić by mieć większą siłę przebicia, ale jakby w swojej funkcjonalności chociaż minimalnie dorównywałby Steamowi to nie byłoby tyle narzekania. Chociażby sprzedawanie gier w swoim sklepie o jakieś 10% taniej niż Steam na początek (póki funkcjonalność sklepu się nie rozwinie) zrobiłoby im dużo lepszy PR, ale klientów jak widać mają głęboko w d... i na to nie pójdą.
Ciekawostką jest, że Sony nadal ma prawa do marki Beyond Two Souls i Detroit Become Human więc muszą być wydane na PC za ich "błogosławieństwem".
Z Dirt Rally 2.0 bym polemizował. Gra ma sporo wad i ogólnie nie jest najlepiej przyjęta przez fanów. Od problemów technicznych z durną polityką "always online" (ludziom serwery "zjadały save'y"), problemy z niedziałającym force feedbackiem, tryb rally, w którym AI głupieje a trasy rally w 3/6 są żywcem przeniesione z Dirt 4, season pass będący leniwym przeniesieniem tras z Dirt Rally. Gra ma też dużo problemów z oświetleniem, zabugowany system pogody, kijowy system przyczepności na asfalcie, źle zaprogramowanych co-driverów (często podają informacje za szybko albo czasami nie podają jej wcale) i bardzo średnią optymalizacje PC/PS4. Przy ilości problemów jakie gra ma w tym momencie i braku patcha od premiery czyli od 3 tygodni (!!!) gra nie zasługuje w byciu "najlepszych". Dirt Rally 1 jest w tym momencie lepszą grą i kosztuje grosze, o wiele bezpieczniej w niego zainwestować. Trochę też nie rozumiem robienia artykułu "najlepsze gry" gdzie 3 z 6 wymienionych gier nie są przez was recenzowane. Bardzo głupio to wygląda. Jeszcze brak recenzji Apex Legends zrozumiem, ale umieszczanie KH3 i wspomnianego przeze mnie Dirt Rally 2.0 bez recenzji na portalu już nie (autor zamiast jak zakładam jechał przy DR 2.0 po średniej w internecie a szkoda, bo może przy recenzji wyłapałby błędy, które moim zdaniem dyskwalifikują tytuł z "najlepszych gier").
Ale zdajesz sobie sprawę, że Sony to nie tylko gry? Sony jako firma ma multum oddziałów. Owszem Sony Entertainment (muzyka filmy) i Sony Interactive Entertainment (Playstation) mają główne siedziby w USA, ale to głównie ze względu rynku, o wiele łatwiej na filmach i grach zarobić mając siedzibę w USA niż mając siedzibę w Japonii. Inne potężne oddziały sony takie jak Sony Visual Products (telewizory) czy Sony Mobile (telefony) dalej mają główne siedziby w Japonii. Oddział sprzętu audio z tego co mi wiadomo też ma siedzibie w Japonii i nie planuje się zmiany. Nie wspominając już o u nas nieznanych finansowych inwestycjach (Sony Bank, Sony Assurance, Sony Bank Securities, Sony Life), które odpowiadają za lwią część rocznego dochodu Sony a działają głównie (i mają tam siedziby) w Japonii. Poza tym Sony jest jednym z największych producentów komponentów elektronicznych na świecie i zgadnij co, tak te oddziały też mają siedziby w Japonii. Nie mówiąc już o tym, że główna siedziba dalej jest w Japonii. Oczywiście w 100% japońska nie jest, ale nadal większość operacji prowadzi z Japonii.
Właśnie akurat z Darksiders 3 to GOL akurat przekleił jakiś news mówiący, że na SteamSpy jest tylko 71k posiadaczy Darksiders 3 i ogłosił porażkę porównując, ze Darksiders 2 ma prawie 2 mln itp gdzie twórcy sami mówili przed premierą, że przy 100k sprzednych kopi będą zadowoleni (SteamSpy oczywiscie nie wlicza sprzedaży wersji konsolowych więc można było myślę bezpiecznie założyć, że już wtedy było ponad 100k).
Tutaj warto jednak zwrócić uwagę na fakt, jak różne jest postrzeganie skali sukcesu lub porażki przez wiodących wydawców i małe studia. Dla Czechów sprzedaż 2 milionów kopii Kingdom Come to powód do świętowania, podczas gdy Electronic Arts uznało za klęskę fakt, że Battlefield 5 znalazł „zaledwie” 7 milionów nabywców
Trochę dziwne zdanie sugerujące, że EA jest super zachłanne i stawia wygórowane wymagania "od tak". Budżet Battlefielda 5 był o wiele większy niż Kigdom Come i logiczne jest by na siebie zarobić potrzebował sprzedać więcej (a, że sprzedał się chyba gorzej niż BF1 to wyniki były tym bardziej niepokojące). Taka sama sytuacja z Darksiders 3 tylko w drugą stronę. Trąbiliście namiętnie po premierze jak to się słabo sprzedało a w rzeczywistości się okazało, że gra osiągnęła finansowy sukces, bo miała niewygórowany budżet. Zdarzają się oczywiście sytuacje gdzie wydawca stawia nierealne wymagania sprzedaży (Square Enix), ale w sytuacji BF to raczej EA ma prawo być niezadowolone ze sprzedaży (chociaż sami są sobie winni).
@Gibsonn
Dodatek rzeczywiście jest dosyć drogi (jednak 130 jest blizsze 100 niz 200, ale wciąż drogo), ale już nie przesadzajmy, że nic nie daje. Wprowadza mnóstwo nowych mechanik, które sądząc bo reakcjach ludzi (dodatek jest dostępny trochę wcześniej dla streamerów itp) naprawdę wnoszą dużo dobrego. Poza tym, jeśli nie ma się poprzedniego dodatku (Rise and Fall) to kupując Gathering Storm dostajemy wszystkie mechaniki z nim związane, jedyne czego nie dostaniemy to cywilizacji, które poprzedni dodatek zawierał. Też nie przesadzajmy, że co parę miesięcy (chyba, że liczysz mini dlc w formie pojedynczych cywilizacji), Rise and Fall wyszło dokładnie rok temu. Rozumiem, ludzie mają prawo być źli, że dodatek jest drogi na premierę, ale takie gadanie głupot w stylu "nic nie daje", "marne DLC" to takie w stylu "nie wiem, ale się wypowiem" jadąc na sztampowym circlejerku. Trochę smutne.
Nie przeczę, że ze spolszczeniem byłoby lepiej grać, ale też trzeba patrzeć z punktu widzenia wydawcy. Myślę, że w przypadku Pathfindera koszt stworzenia dobrego spolszczenia przerósłby przychód z ewentualnej dodatkowej sprzedaży wynikającej z owego spolszczenia. Dla wydawcy to jest biznes i chociaż ubolewam nad brakiem spolszczenia jestem w stanie taką decyzję zrozumieć.
Asasyn to jakieś żarty
Nie zgodzę się. Tegoroczny Asasyn (jak zresztą i zeszłoroczny) to jest już tak naprawdę RPG. Jeśli uznawać (bardzo słusznie) Wiedźmina 3 za RPG to jak najbardziej też trzeba uznać Assassina, która w swojej odświeżonej formule (Origins, Odyssey) garściami bierze z Wiedźmina. Oczywiście fabuła i dialogi stoją na gorszym poziomie, ale nie widzę żadnego powodu by nie nazywać ich RPG.
Akurat co do spolszczenia do Pathfindera to się nie dziwię. RPGi to w dzisiejszych czasach bardzo niszowe gry, które nie sprzedają się w zawrotnych liczbach. Do tego mają nieporównywalnie dużą ilość tekstu w grach, Pathfinder ze względu na bycie chyba największym RPGiem (pod względem długości) w tym roku ma go szczególnie dużo. To wiąże się z baaardzo dużymi kosztami robienia spolszczenia, które w połączeniu z niewielką sprzedażą się wydawcy może nie opłacać. Nawet D:OS2, pomimo, że mniej tekstu i było głośniejszą grą dostało spolszczenie bardzo późno. Niestety, takie czasy, że angielski często jest wymagany przy tego typu grach. Wiem, że to takie gadanie typu "lepiej ucz się angielskiego", ale nie to mam na myśli, bo rozumiem, że ktoś może mieć angielski na dobrym poziomie, ale nie wszystko wyłapać w takim Pathfinderze gdzie tekst czasami może być dosyć skomplikowany i trudny do ogarnięcia. Jednakże trzeba rozumieć też względy ekonomiczne takich spolszczeń.
@Ejim
Odpowiem za kolegę.
Cytat z wywiadu z product development directorem z THQ Nordic
‘I couldn’t drop any sort of number,’ he said. ‘I mean, we’d be happy if it [sold] a good 100,000 copies in the first few months.’
Źródło https://www.videogamer.com/features/darksiders-3-interview-fury-switch-and-the-seven-deadly-sins
Już wcześniej wiele osób wypominało GOLowi nieścisłość, gdy GOL sam pokusił się sprawdzić na steamspy ile sprzedanych kopii ma Darksiders 3 na samym steamie. Sprawdzili, że miał ich ok. 71k (razem z konsolami 100k spokojnie jest przekroczone) i ogłosili porażkę nie sprawdzając jakie gra miała oczekiwania od wydawcy (biorąc pod uwagę bardzo mały budżet w porównaniu z resztą serii). Na chwilę obecną na steamie Darskiders 3 ma ponad 100k sprzedanych kopii.
No i GOL z clickbaitowym tytułem nawet nie sprawdzając skali gry i oczekiwań twórców. To, że kiedyś Darksiders było całkiem sporą marką to nie znaczy, że po wskrzeszeniu też ma nią być. Sami twórcy powiedzieli jak już niżej wspomniane, że 100k sprzedanych kopi mogą uznać za sukces. Jak wszyscy zauważyli gra była nisko budżetowa, kampania marketingowa była bardzo skromna to dla dużej ilości osób ciężko dodać 2+2, że gra nie miała wysokich oczekiwań w sprzedaży. Przytoczona liczba 71k na samym steamie (nie licząc konsol i GOGa) w pierwszym tygodniu można uznać za sukces studia. Ale widzę dużo osób już wiesza psy na studiu i grze, w którą najprawdopodobniej nie grała.
@Sir Xan
To nie jest gra AAA. To jest gra AA a może i nawet w tej kategorii jest bliżej dolnej granicy. Sami twórcy powiedzieli, że przy 100 tys. sprzedanych kopii będą mogli uznać grę za sukces.
@12dura
A skąd wiesz jak się sprzedają:)? Weź pod uwagę, że nawet jak przychód może i jest mniejszy przy takich grach to dochód wcale taki być nie musi. Gry, które wydaje THQ nie muszą się jakoś niesamowicie sprzedać by na siebie zarobić. Poza tym THQ robi jedną najinteligentniejszych rzeczy ostatnich lat w branży i skupuje za bezcen starsze marki, które kiedyś miały oddane grono fanów i zarabia na ich ciągłej sprzedaży w promocjach. Pod koniec ubiegłej generacji zapotrzebowanie na gry AA bardzo mocno spadło na rzecz indie i tytułów AAA. Średnie studia przez to poupadały. Teraz ze względu na przesyt rynku grami indie i spowolnienie na rynku AAA (bardzo duże gry nie są wydawane tak często jak kiedyś, chociaż pierwszy kwartał 2019 nieźle się zapowiada) to właśnie te średniej wielkości gry AA znalazły znowu zapotrzebowanie. THQ Nordic sprytnie weszło w tą niszę i zarabia na tym bardzo dobre pieniądze. Podobnie robi Paradox, który wie, że z gigantami nie ma co walczyć, ale można zrobić podobne pieniądze na dużej ilości mniejszych gier.
Raczej nie będzie z tym problemu. Gdy MS przejmował Compulsion Games i ich We happy Few powiedział, że nie będzie ingerował w już zawarte przez nich umowy itp. Wasteland 3 zostało ufundowane dzięki crowdfundingowi i jednym z ich punktów podczas zbiórki było wydanie gry na Windows/Linux/Mac/PS4/X1 więc podejrzewam, że akurat przy tym projekcie MS nie będzie się za bardzo czepiał.
Zanim odpowiem na poszczególne kwestie, tylko małe sprostowanie - Tekken 7 na start w żadnym razie nie miał największej listy postaci w historii serii, nie będzie go nawet miał wliczając wszystkie postacie z drugiego sezonu. Pod tym względem biją go Tekken 6 (40 postaci) i przede wszystkim Tekken Tag Tournament 2 (49 postaci na start + kolejne dziesięć udostępnionych za darmo jakiś czas po premierze).
Dzięki za sprostowanie z ilością postaci, nie sądziłem, że T6 miał więcej postaci a TTT2 nie wziąłem pod uwagę, chociaż powinienem (przyznam się, że akurat w TTT2 nigdy nie grałem :) ).
Co do Season Passów to zgodzę się, że pierwszy SP do Tekkena był baaardzo słaby i osoby, które go kupiły to mogą czuć spory niedosyt patrząc na to co już oferuje Season Pass 2. Z porównaniem Season Passów w obu grach bardziej mi chodziło o to, żeby wskazać na to, że w SFV poprzez DLC Capcom starał się naprawiać grę (mały roster) gdzie IMO przy Tekkenie DLC czuć, że są bardziej dodatkami. Cenowo zgodzę się, że dwa pierwsze SP są na plus SFV, ale wydaje mi się, że przy takim małym rosterze jaki był na początku te SP były bardziej "wymagane" niż w przypadku Tekkena.
Konkretnych liczb nie posiadamy, ale patrząc na ilość kostiumów, jakie regularnie trafiają do sklepiku Street Fightera V, czy absurdalnej ilości tego typu zawartości do Dead or Alive 5, wydaje mi się, że jest to jednak całkiem niezły biznes. Oczywiście nie tak dobry jak skórki do Overwatcha czy LoLa, bo i baza graczy jest mniejsza, ale ktoś to jednak kupuje, skoro tyle tego jest produkowane.
Co do skórek to nie wiem czy aż tak się na nich zarabia, ale myślę, że ich ilość może być podyktowana niskim nakładem pracy wymaganym do ich wytworzenia. Większość gier i tak sprzedaje i postacie i skórki, wiem, że tak możemy sobie tylko gdybać, ale sądzę, że dochód z postaci jest nadal większy (nawet uwzględniając wymagany nakład pracy).
No nie wiem. Osobiście kiedy urywam sobie w ciągu dnia trochę czasu na krótką sesję z grami, często wybieram właśnie bijatyki - nie ma problemu, by stoczyć kilka walk online, przejść sobie na szybko ścieżkę arcade jedną postacią czy w SFV zrobić zestaw tygodniowych misji i wrócić do obowiązków. Powiedziałbym wręcz, że to jeden z lepszych gatunków do takich krótszych sesji.
Mówiąc, że "pogram sobie 30 min - 1h dziennie i będę się dobrze bawił" patrzyłem bardziej na to z perspektywy nowego gracza. Jak już ktoś jest tam na jakimś poziomie bardziej zaawansowanym to tak - bijatyki są jednym z najlepszych gatunków na krótsze sesje, ale by do tego poziomu dojść to trzeba przy nich spędzić sporo czasu. W większości bijatyk więcej czasu spędza się w trybie treningowym niż przy właściwej grze. Przy takim Fortnite to po pierwszym meczu już mniej więcej wiadomo o co chodziło. Dlatego też MOBA wyparły tak mocno kiedyś RTSy - bo wymagały mniej czasu by załapać zasady i można było zacząć dobrze się bawić relatywnie szybko do włożonego czasu. W bijatykach to jest raczej walka z samym sobą i przyjemność z tego, że się opanowało jakąś rzecz (zablokowanie jakiegoś ciosu, ukaranie jakiegoś ruchu przeciwnika). Taka bardziej przyjemność z samodoskonalenia się niż z wygranego meczu.
Ciekawy artykuł, ale z tezą, że
"Zakup kolejnych season passów nie okazuje się więc opcją, tylko niemal przymusem, jeśli chcemy grać „na serio”.
Zgodzę się, że Capcom i Street Fighter przegięli konkretnie z ich polityką DLC, ale uważam, że stawianie Tekkena 7 i SFV w jednej linii nie jest do końca uczciwe. Tekken 7 przy premierze miał 36 postaci (37 licząc bonusową Elize za pre-order). Jest to i tak największy roster w historii serii. Od premiery doszły 4 dodatkowe postacie, które poza season passem można kupować oddzielnie po 20zł (postacie z season pass 1 często są też w promocjach po 10). Poza tym w rzeczywistości, przy takich grach wybiera się tak naprawdę góra kilka postaci i je się "mainuje" i ogrywa. Kupowanie postaci DLC nie jest w żaden sposób konieczne przy Tekkenie, ilość postaci jaka daje "podstawka" spokojnie powinna większości starczyć. Oczywiście rozumiem o co autorowi chodziło mówiąc "na serio" - że nie możemy ich wybrać przeciwko sobie w trybie treningowym i nauczyć się blokowania/kontrowania ich zagrań. Zgodzę się, że tutaj może być problem, ale w rzeczywistości postacie z DLC są tak rzadko spotykane, że moim zdaniem 99% graczy Tekkena może się bez tego obyć.
Teraz wracając czemu uważam, że niesprawiedliwe jest stawianie Season Passów Tekkena 7 i SFV. Jak wspomniałem Tekken 7 miał na start 36 postaci, od czasu premiery doszło 4 (+ 4 dodatkowe mają wyjść w przeciągu roku). Teraz porównajmy z SFV. SFV jeśli się nie mylę miał na start 16 postaci. W ciągu dwóch lat od premiery doszło ich w 3 paczkach DLC aż 18. Dla mnie to kompletna patologia, że w zaledwie dwa lata od premiery ilość postaci z DLC przewyższyła podstawową grę dlatego uważam, że porównanie season passów z obu tych gier jest niezbyt uczciwe.
Co do tezy
"Z tego względu w przypadku bijatyk dużo zdrowszy byłby system znany chociażby z Overwatcha, gdzie kupować można elementy kosmetyczne, a nowe postacie otrzymuje się za darmo. Niestety, twórcy niespecjalnie preferują taki model biznesowy."
Zgodzę się, że taki system byłby zdrowszy, ale w praktyce jest nierealny, ponieważ skórki w bijatykach nie są aż tak popularne jak w MOBAch czy OW. Powiem więcej sporo, że tak powiem "zatwardziałych" graczy bijatyk baaardzo nie lubi skórek, bo zaburzają im przejrzystość gry/postaci. Przy takim modelu raczej dochodów dużych by z tych płatnych skórek nie było. Twórcy wiedzą, że za target mają bardziej "zatwardziałych" graczy, których skórka nie skusi, ale nowa postać to już i owszem. Dodatkowo uważam, że stworzenie postaci do bijatyki wymaga więcej pracy (a więc i dodatkowych kosztów) niż stworzenie postaci do takiego LoLa czy OW (biorąc dodatkowo pod uwagę fakt, że w przypadku bijatyk balance patche są ograniczane do minimum).
Co do samego upadku bijatyk jako gatunku to głównie powodem jest rozwój innych gatunków gier, które mają "łatwiejszy punkt wejścia". Bijatyki podzieliły los RTSów, które też kiedyś były niesamowicie popularne a dzisiaj zostały zepchnięte na dalszy plan. Po prostu bijatyki (i RTSy) nie są grami typu "pogram sobie 30 min - 1h dziennie i będę się dobrze bawił", a ta cecha w dzisiejszych czasach jest bardziej ceniona. Poza tym kiedyś bijatyki były popularniejsze, bo są świetnymi "grami kanapowymi". W dawnych czasach przychodziło się do kolegi, który jako jedyny z grupy znajomych miał konsolę i młóciło się w bijatykę, bo ta pozwalała zaangażować dwóch graczy jednocześnie. Teraz kiedy internet i konsole są tak powszechne takie spotkanie są co raz rzadsze a jeśli już to zwykle gra się na nich w FIFĘ, która od tamtych czasów bardzo się rozwinęła i jest o wiele prostsza do podłapania niż taki Tekken czy SF.
Tak czy inaczej, bardzo fajny artykuł :).
Ludzie z reguły wyprzedają klucze z tych bundli. Talesy możesz kupić za mniej niż 20 zł na bazarze.
Też polecam, ale warto dodać, że Trials of Cold Steel 1 i 2 to tak naprawdę jedna gra, która ze względu na długość scenariusza została rozbita na dwie części. Cliffhanger na końcu 1 jest jednym z najokrutniejszych jakie widziałem.
Przyznam gra pod względem gameplayu jest świetna (chociaż wciąż AI kuleje i mogliby zrobić by na wyższych poziomach trudności komputer grał "mądrzej" a nie po prostu trafiał każdy, nawet najgłupszy rzut). Jednakże to co odwalili w tym roku pod względem mikropłatności to woła o pomstę do nieba.
Bardzo słabe możliwości modyfikacji podczas tworzenia swojego zawodnika (praktycznie głównego trybu obok MyTeam) tylko po to by musiał wydawać zdobytą walutę w grze na fryzury/tatuaże/buty/koszulki itp. Porównaj sobie tworzenie postaci w WWE 2k18, gra tego samego wydawcy a różnica niebo a ziemia pod względem możliwości. Ba, wystarczy popatrzeć na wcześniejsze NBA 2k, z roku na rok tworzenie postaci jest coraz uboższe tylko po to by gracz musiał wydawać na nie zdobytą walutę w grze. Gdyby nie shitstorm jakby wybuchł po tym, że trzeba rozegrać co najmniej dwa mecze by móc kupić nową fryzurę, której nawet nie możesz zobaczyć na sobie przed zakupem to 2k by nie zmniejszyło cen.
Następny zarzut to ich reklamowane "Road to 99". Zdobycie 99 overalla bez płacenia graniczy z cudem/bądź niekończącym się grindowaniem baaaaaardzo długi czas. Ja sam wiem, że może nie grałem może za dużo (mam nabite 90h grając praktycznie tylko w MyPlayer) i dobiłem 80 a im dalej się idzie tym ten overall wzrasta wolniej, bo ceny wykupu skilla osiągają ogromne wartości. Żeby było śmieszniej ten reklamowany overall 99 tak naprawdę przekłada się na rzeczywisty 85 (ktoś po wbiciu 99 overalla dodał swoje staty do nowej postaci i wyszło mu, że ma 85 overalla).
Ogółem mówiąc 2k po prostu bada na ile może sobie pozwolić z robieniem w konia graczy i zmuszaniem ich albo do potężnego grindu albo do wydawania co raz to większych ilości pieniędzy. Zmuszanie do wyboru pomiędzy zwiększaniem overalla a personalizacją swojego zawodnika jest jednym wielkim bullshitem. Nie mówiąc już o tym, że waluta w grze jest dzielona pomiędzy wszystkie tryby więc jak grasz MyPlayer i chcesz zagrać potem w np. MyGM będziesz miał świadomość, że wykorzystując punkty w MyGM tak naprawdę zabierasz je swojemu zawodnikowi w MyPlayer (a oczywiście grając w MyGM ich nie zarabiasz :>).
Najrozsądniejszym pomysłem byłoby wprowadzenie dwóch walut - jednej związanej z wyglądem zawodnika (buty, koszulki, fryzury, tatuaże itp.) i drugiej związanej z zwiększaniem overalla, ale teraz to oczywiście, że 2k na to się nie zdecyduje skoro ogromny skok na kasę jaki odwalili tak dobrze się sprzedał.
Mam nadzieję, że po całkiem udanym NBA Live 2018 (było naprawdę niezłe chociaż pod względem gameplayu wciąż mocno w tyle w stosunku do 2k) EA nie spartoli i w tym roku się mocno poprawi, bo przez monopol na rynku 2k to musimy znosić taki bullshit jaki mieliśmy w 2k18. Wiem, że EA to prawie synonim mikropłatności, ale akurat z NBA Live są na tyle "w dupie", że nie mogą sobie pozwolić na takie same akcje jak przy innych grach.
@Sttarki gdzieś kiedyś przed premierą była informacja, że Vampyr musi się rozejść w około milionie sztuk, aby wydawca uznał go za sukces, ale dodali, że potrzebują połowy tej liczby, aby zacząć na nim zarabiać. Więc można uznać, że praktycznie już prawie Vampyr się zwrócił a kolejne sprzedane sztuki to będą czysty zysk.
Uważam, że już samo sprzedanie tych 450 tys. to ogromny sukces biorąc uwagę na to, że twórcy postanowili wydać grę w okresie wakacyjnym (który nigdy szczęścia wydawcom nie przynosił) oraz to, że gra pomimo zauważalnych wad i niedoróbek to została moim zdaniem zbyt ostro potraktowana przez niektórych. Szczególnie tutaj gdzie hype na tą grę przed premierą GOL robił ogromny a potem wielkie rozczarowanie i trochę "wyżycie" się w recenzji. Serio dawno już nie widziałem aż tak skrupulatnej recenzji na tym portalu, oczywiście to bardzo dobrze, że recenzja była dokładnie robiona (pomimo, że nie zgadzam się z niektórymi jej punktami, ale to mniejszy problem) i mam nadzieje, że recenzenci GOLa będą podążać tym trendem i każdej grze tak dokładnie wypunktują wady i zalety. Wracając do hype'u jaki się nakręcił to też dla mnie był niezrozumiały. Gra wychodzi spod dosyć małego zespołu, którego ostatnim osiągnięciem było tak naprawdę Remember Me - gra, która miała kilka ciekawych pomysłów, ale w ogólnym rozrachunku była średnio przyjęta. Poza tym, co najważniejsze, gamplayów Vampyra była cała masa - pokrywały się one praktycznie we wszystkim z finalną wersją, każdy mógł zobaczyć jak gra wygląda i stwierdzić czy to dla niego. A tutaj po premierze wielkie rozczarowanie co u niektórych tak jakby pierwszy raz mogli grę zobaczyć na oczy.
@TheSkrilex Rzeczywiście mój błąd. Bije się w pierś, coś mi umknęło. Dzięki za skorygowanie :)
Raczej nie będzie. W Origins niby powstało pierwsze w historii ukryte ostrze a Origins dzieje się 400 lat po Odyssey. Zakładam, że role ukrytego ostrza do zabójstw z ukrycia przejmie broken spear of Leonidas (czyli ten artefakt dający wyjątkowe moce). Na prezentacji wspominali, że włócznia ma dawać cytując "combat and stealth abilities".
Toż tłumaczyli, że bohaterzy są w posiadaniu broken spear of Leonidas, który jest artefaktem pierwszej cywilizacji i on daje im specjalne moce (ten potężny kop z trailera, wyrwanie tarczy i odrzucenie jej na kilkanaście metrów i między innymi to podpalenie broni). W poprzednich assassynach też działy się często cuda na kiju więc coś takiego aż tak nie powinno dziwić :P.
Górnicy to już bardziej będą inwestować w układy ASIC, które już powoli wchodzą do użytku (jeśli chodzi o ethereum, przy bitcoinie już dawno się na to przerzucili) niż w nowe karty graficzne.
Paradox tylko wydaje Surviving Mars. Mówiąc dużo DLC to pewnie masz na myśli serie, których Paradox jest twórcą Crusader Kings/Europa Universalis/Hearts of Iron. Surviving Mars jest autorstwa Haemimont Games, twórców Tropico więc jakiejś absurdalnej ilości DLC jak przy wyżej wymienionych seriach bym się nie spodziewał. Podejrzewam, że kilka będzie, ale nie do przesady.
Zgodzę się, że fabularnie podstawka NWN1 była miałka, ale sama zabawa w multi i nieskończone możliwości jakie dawał edytor w pełni rekompensowały wszystkie wady podstawowej kampanii. Nie uważam, że sprawiedliwe jest ocenianie NWN jako gry słabej patrząc przez pryzmat single player. Bawiłem się na serwerach NWN o wiele dłużej niż przechodząc kilka razy BG2 czy BG1 (które, żeby nie było uważam za lepsze gry, ale do nich lepiej wracać co jakiś czas). Wystarczyło znaleźć dobry serwer, który zbudował interesujące lokacje z aktywnymi mistrzami gry (a takich kiedyś było niemało) i dostawało się sporą namiastkę zabawy jaką się miało dawno temu przy papierowych rpg z kolegami. Po prostu ten, kto nie doświadczył sieciowej gry NWN bądź nie bawił się fanowskimi modułami nie może w pełni obiektywnie oceniać gry, bo nie doświadczył jej w pełnym zakresie. Można polemizować, że przez ten fakt to społeczność sprawiła, że NWN stało się bardzo dobrą grą, ale za samo stworzenie takiej gry dającej tyle możliwości należy się uznanie.
Tak, bo Microsoft nie ma przy okazji swojego interesu przy "otwieraniu" swoich gier. Jakbyś nie wiedział, exclusivy Microsoftu, które za sprawą play anywhere trafiają na PC są dostępne TYLKO na Windows 10 i TYLKO przez Microsoft Store. Potraktuj platformę Windowsa jako oddzielną "konsolę", produkt Microsoftu i dojdziesz do wniosku czemu Microsoft jest taki "charytatywny". Sony nie ma praktycznie żadnego interesu w wydawaniu swoich exclusivow na PC, bo o wiele więcej zarobią na tym, że osoba potencjalnie skuszona ofertą PS4 kupi w końcu konsolę niż na dodatkowej sprzedaży jaką by wygenerowało wydanie gry na PC (nie wspominając o tym, że pośrednio wspierają tym Microsoft wydając grę na W10 i nie wspominając o dodatkowych kosztach jakie musieliby ponieść wydając grę na PC). Też nie jestem fanem exclusivów, ale też rozumiem czemu powstają i nie mam o to żalu. Sony opłaca ich tworzenie i ma prawo wydać je tylko na swoją konsolę.
Bo na switchu, który jest niesamowicie popularny, w tym gatunku nie ma konkurencji a przenośne diablo może być strzałem w dziesiątkę. Do tego port wymaga o mniej pracy niż nowa gra.
@Saspro666 Nie no przesadzasz. Po wydaniu piątej części może i takie stwierdzenie, że słyszał "każdy" może i mieć jakieś podstawy, ale przed Personą 5 to słyszały osoby tylko zainteresowane gatunkiem. Sama sprzedaż Persony poza Japonią mówi sama za siebie. Co do Ys to trochę chyba nie masz pojęcia o czym mówisz, bo seria Ys różni się kompletnie od klasycznych jrpg. Jest to action rpg nastawiony na zręcznościową rozgrywkę a nie jak chyba uważasz turowy rpg nastawiony na grind. Samo Ys było kiedyś bardzo popularną serią, która straciła na popularności w ostatnich czasach więc mówienie, że mało kto o serii słyszał może i obecnie mieć coś w sobie jednak na przestrzeni czasu nie oddaje sprawiedliwości serii.
Problem z serią Persony jest taki, że do czasu wyjścia jej piątej części to nie była ona zbyt popularna na zachodzie. Oczywiście wychodziły one poza Japonia, ale zwykle z opóźnieniem (Persona 5 nie była wyjątkiem w Japonii wyszła ponad pół roku przed premiera "światową"). Tutaj powstaje właśnie leży ten problem, że Persona ma w Japonii status kultowy i właśnie do czasu wyjścia Persony 5 sprzedaż serii na świecie rzadko przebijała sprzedaż w samej Japonii (chociaż wydaje mi się, że Persona 4 Golden mogła być tutaj wyjątkiem, ale to był praktycznie system seller Vity). Problem jaki tu powstaje jest taki, że tworząc Personę równolegle na PC musieliby poświęcić dodatkowe pieniądze i ludzi i nie wiadomo czy by się to zwróciło. W samej Japonii jestem pewien, że nie, bo tak rynek PC jest mizerny, za to króluje tam PS4, Switch, 3DS i Vita (tak tam nie jest martwa i gry na nią wychodzą regularnie, nie trafiają po prostu na zachód). Powstaje pytanie czy Atlus jest gotów zaryzykować by wydać teraz swoją flagową serię na rynek, którym ich główna grupa odbiorców (Japończycy) nie jest zainteresowana. Niestety, szczerze wątpię by tak się stało, o ile Nihon Falcom i ich serie Legends of Heroes i Ys trafiają w końcu na PC to Atlus pod tym względem jest bardziej konserwatywny. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że PS4/PS3 jest bardzo popularne na zachodzie i osób, które naprawdę chciałaby Personę i nie były w stanie w nią zagrać na PS4/PS3 może nie być tak dużo by usprawiedliwić koszty, które trzeba ponieść by wydać ją na PC. Oczywiście szkoda, bo sam grałem we wszystkie odsłony Persony, życzę serii jak najlepiej i fajnie jakby wszyscy mieli okazje ją poznać.. Chciałbym by była bardziej popularna na świecie, bo być może zwiększyłoby to częstotliwość jej wydawania (oczywiście przy jak najmniejszej możliwie stracie na jakości). Niestety na potwierdzenie moich słów może być fakt, że o porcie Persony 5 na Switcha (który nie oszukujmy się, przyniósłby Atlusowi górę złota) nic nie słychać i raczej się na niego za bardzo nie zapowiada (odnowione Catherine i dancingowe spin-offy Persony 3 i 5 wychodzą na PS4/PSVITA). Możliwe, że to po prostu przyzwyczajenie twórców do jednej platformy, ale jak dotąd Persona wychodziła tylko i wyłącznie na konsole Sony (nie licząc Persona Q na 3DS, które było dziwnym crossoverem i pewnie najprędzej na Switcha to dostaniemy właśnie Persona Q 2).
No niestety nie na pc, ale przynajmniej fajnie, że powstanie. Nie ma tu nikogo winić. Platinium Games całkiem niedawno mówiło, że gdyby to od nich zależało to by portowali wszystkie swoje gry na PC. Nintendo też nie ma co obwiniac, bo to oni wykładają kasę i stawiają swoje żądania. Bez Nintendo to nawet Bayonetta 2 by nie powstała więc pomimo żalu, że nie byłem w stanie zagrać w 2 i pewnie nie zagram w najbliższym czasie w 3 (brak switcha) to cieszę się bardzo, że seria nie umarła i może kiedyś, gdy oferta gier na switcha bardziej przypadnie mi do gustu to kupię konsole Nintendo.
Nie polecam R6 Siege w wersji starter. Powinniście raczej odradzać to ludziom, wersja starter może i daje dostęp do gry, ale sprawia, że kupowanie operatorów za walutę w grze jest katorgą. Wersja starter sprawia, że wyfarmienie podstawowego (jednego!) operatora wymaga od nas wielu godzin. W wersji starter podstawowy operator kosztuje 12500 punktow, gdzie w wersji normalnej jest to od 500 do 2000. By uświadomić jak dużo to jest to powiem tylko, że za zwycięstwo otrzymujemy ok. 300-400 punktów. Tak więc przestrzegam ludzi przed Starter edition, bo po prostu zakładając, że gra nas wciągnie te kilkadziesiąt złotych więcej zaoszczędzi nam wiele czasu i frustracji.
Właśnie o ten edytor może chodzić. Jeśli poprzez remastera wskrzesiliby multiplayer NwN (a taki pewnie jest plan) to bardzo chętnie bym go kupił. Problem może być taki, że kiedyś serwery/scenariusze tworzyli zapaleńcy, którzy wychowali się na papierowych RPGach. Boję się, że jak wyjdzie remaster NwN to takich zapaleńców dzisiaj zabraknie i serwery nie będą już tak wypełnione perełkami.
Zgodzę się z tym, że fabuła podstawki była mierna, ale największa siła NwN tkwila w edytorze, który dawał nieograniczone możliwości. Ludzie stawiali serwery i tworzyli w nich własne światy na których mogło się bawić kilkadziesiąt ludzi. Tryb mistrza gry pozwalał w czasie rzeczywistym na tworzenie scenariuszy i tak naprawdę dobrze postawiony serwer z ogarniętą ekipą mistrzów gry potrafił praktycznie robić z NwN rewelacyjne MMO dające realną namiastkę spotkań na "papierowe" RPG.
CDP W grudniu 2014 roku ogłosiło, że prace nad zawartością W3 zostały zakończone a dodatkowe miesiące maja być poświęcone nad optymalizacja i testami. No nie wiem czy brak jakiegokolwiek trailera/gameplayu/koncepcji jak ta gra ma wyglądać w ciągu niecałych 3 lat od rozpoczęcia poważnej pracy nad nią nie powinno martwić.
RTSy to obecnie niestety zbyt niszowy gatunek, by opłacało się Blizzardowi robić W4. Może jako mniejsza gra miałoby to sens, ale sam blizzard nie chciałby robić W4 jeśli nie byłby to tytuł AAA a RTS AAA przynioslby na chwilę obecną ogromne straty.
@Rumcykcyk
A niby w jaki sposób remaster W3 miałby rywalizowac z WoWem? Toż to dwa zupełnie różne gatunki z kompletnie różnicą się bazą graczy. To samo uniwersum nie ma tu znaczenia. W3 co najwyżej mogłoby zabrać część graczy Starcrafta.
@Sebastian_DamnGoodGamer
A tam takie pieprzenie. D3 porażką nie było, nie było może aż tak dobre jak D2, ale wiąż była (i jest) to dobra gra. Zauważyłem, że najbardziej na D3 narzekają osoby, które i tak przegrały w nim setki godzin. No rzeczywiście straszna gra, że musieli się zmuszać do gry w nią cały ten czas. I nie sądzę, że prawdą jest to co mówisz, bo jakoś nie przeszkadzalo blizzardowi wydać remaster Starcrafta, gdy jest teraz główną konkurencja Starcrafta 2.
Byłoby to dosyć ciekawe, ale z drugiej strony twórcy balansuja mapę tak by każda frakcja miała w miarę równy start. Poza tym mechanika, która sprawia, że dla jednych frakcji klimat niektórych lokacji jest nie do zniesienia (i przez to mają ogromne kary przy kolonizacji tych miejsc) strasznie by utrudniala nie takie rozwiązanie. Usunięcie tej mechaniki też nie byłoby dobrym pomysłem, bo większe na start frakcje zbyt szybko steamrollowaly by mniejsze. Namiastka tego co mówisz jest już teraz w postaci różnych lordow wewnątrz ras. Każdy z nich zaczyna zwykle w innym miejscu majac za sąsiadów różne frakcje. Nie jest to dokładnie to co mówisz, ale jakaś namiastka tego jest.
@Rumcykcyk
A potem byś narzekał, że nie da się grać, bo tura zajmuje wieczność a mapa ładuje się 5 min. Już nawet teraz ładowanie mapy po bitwie czy podczas wczytywania nawet na SSD zajmuje sporą ilość czasu(ok. 1 do 2 min) więc nie wyobrażam sobie jak by to miało wyglądać jakby przenieśli to 1 do 1(nie mówiąc też o ludziach bez SSD co nawet teraz bez tego dlc zahacza o masochizm). Tury może nie trwają aż tak długo, ale przy takiej ilości dodatkowych frakcji jak w 1(przypominam, że jak dotąd mamy czystą 2, do jedynki doszło mnóstwo frakcji w dlc) to by to prawdopodobnie trwało nawet więcej niż dwa razy dłużej. Niestety, robiąc tak ambitny projekt trzeba wziąć pod uwagę komfort gracza. Nie sztuka zrobić coś ogromnego, sztuka by to miało ręce i nogi.
Lwią cześć z tego zajmują pewnie cut scenki, które są nagrane a nie generowane przez silnik. Tak samo było bodajże przy Metal Gear Rising gdzie po wycięciu scenek gra zamiast 22 GB zajmowała 5. Podobne zjawisko występowało przy Nier Automata.
Zaktualizujcie newsa, dzisiaj obniżyli koszty fryzur, bród i kolory włosów do 100 VC, reszta dalej o wiele za droga, ale przynajmniej coś się ruszyło pod tym względem.
Zależy na co patrzeć. Pod względem raidów vanilla miała banalne mechaniki. Problemem było tam zebrać i skoordynować 40 osób. Teraz WoW może pod względem trudności klas nie jest tak skomplikowany jak kiedyś (Chociaż niektóre klasy są wymagające), ale za to mechaniki PvE na wyższych poziomach trudności raidów i dungeonów są już poważnym wyzwaniem i wymagają dużej wprawy.
To prawda, ze solo gra zależy często od szczęścia, ale jeśli masz znajomych do gry to o wieeele lepiej i bardziej taktycznie gra się w kilka osób i wtedy nie zależy już tak dużo od szczęścia.
No niby są te patche i mody, ale tylko na PC. Gry sportowe najlepiej się sprzedają na konsole a tam takiego moda już mieć nie będziesz. Poza tym tryb sieciowy jest jednak jednym z najważniejszych elementów takiej gry (zapewnia długą żywotność) i fakt, że ten element kuleje u PESa mocno odbija się na sprzedaży i popularności.
PS4 Pro na premierę kosztowało 1750zł w Polsce. Xbox One X jest według oficjalnych cen 25% droższy więc można się spodziewać czegoś koło 2200zł na start i pewnie zejdzie to do 2000zł kilka miesięcy po premierze. Trochę drogo i trochę do zbyt wąskiej grupy odbiorców. Jakoś ciężko mi przewidzieć sukces tej wersji konsoli...
@Paeo82
Nowa marka = nowa seria gier. Nie mówię, że nowa marka to coś dotychczas niespotykanego, bo w dzisiejszych czasach praktycznie nie da się zrobić czegoś czego już nie było. For Honor okazał się może niewypałem, ale nie można mu odmówić ciekawego pomysłu. Użycie w tytułach imienia Toma Clanciego to dzsiaj tylko pozostałość z dawnych czasów. Od dawna te gry nie mają prawie nic wspólnego z autorem (jedynie kilka pierwszych było opartych na książkach). Poza tym poszczególne "podserie" z "serii" Tom Clancy's nie są ze sobą w żaden sposób związane. Gier w stylu Division jest cała masa? Pokaż mi inne TPP shootera MMO, bo akurat Divsion w tej dziedzinie przecierało szlaki. Jedyne gry, które były do niej podobne to Defiance i Destiny (chociaż to jest FPS, ale założenia podobne). A co do obecnego stanu Division to się mylisz, owszem po początkowym hypie gra mocno osiadła, ale powoli się odradza, z tego co czytałem ostatni dodatek i patche mocno podniosły jakość rozgrywki. The Crew próbowało wbić się w niszę zręcznościowych sieciowych samochodówek, starając się podbić rynek PC(bo raczej na sukces na PS4 i X1 nie liczyli), na którym w tej kwestii do czasu Forzy Horizon 3 była bieda z nędzą. Zgodzę się, że strasznie zrobili z tego skok na kasę z DLC a sama gra była średnia. A co do Twoich pretensji w stosunku do The Crew 2 to nie rozumiem jaki masz z tym problem. Przecież nie będą wydawać dwóch gier tego samego typu pod rożnymi markami po to by ze sobą rywalizowały :P. Właśnie taka sytuacja gdzie każdy wydawca ma w swojej ofercie grę danego typu jest pożądana przez graczy, bo mamy duży wybór + konkurencja zapobiega stagnacji/leniwości wydawców. Co te gry wniosły? Może nie tak dużo, ale np. For Honor jest grą dosyć oryginalną i takiej gry od dawien dawna nie było, szkoda, że nie wyszło, ale może gra odżyje po jakimś czasie jak to gry Ubi mają w zwyczaju (R6 Siege czy nawet teraz Division). Division jest chyba drugim w historii podejściem do shootera TPP mmo i mimo, że po dobrym starcie gra trochę usiadła to powoli wstaje z kolan (a, że jest grą Buy to play to ludzie mogą powoli do niej wracać). The Crew powstało głównie po to by spróbować wcisnąć się w rynek arcadowych samochodówek, bo jak się nad tym zastanowić to nie mamy tego aż tak wiele, ale zgodzę się, że nie był to oryginalny pomysł. Watch Dogs mimo iż jest kopią GTA to nie jest złą kopią i stara się wprowadzać pewne urozmaicenia (hackowanie). Zresztą GTA ma to do siebie, że wychodzi co 4-5 lat, więc dla fanów gatunku seria Watch Dogs jest całkiem miłym urozmaiceniem.
W moim wywodzie chodziło mi oto, że Ubisoft próbuje wprowadzać na rynek nowe serie na co niewielu wydawców się decyduje. Oczywiście te nowe serie często nie są niczym odkrywczym, ale tak jak mówiłem ciężko wymyślić dzisiaj coś zupełnie nowego, a tak to dzięki temu mamy przynajmniej możliwość wyboru na rynku. Nie chce tutaj wmawiać ludziom, że Ubi jest ekstra/najlepsze itd., bo często pokazywali, że są chciwi, ich gry często są zabugowane a uplay to kompletna pomyłka. Jednak często ludzie wieszają psy na Ubi nie wspominając o tym, że jako jedni z niewielu próbują robić coś nowego a nie tylko odcinają kupony od swoich uznanych serii jak robi to np. Bethesda (w ostatnich 5 latach jedyna nowa seria to Dishonored), EA (ostatnia nowa seria to nawet nie pamiętam Dead Space, Mirror's Edge? Z 5 lat temu też co najmniej). Wyjątkiem może być szwedzki Paradox, ale oni mają dosyć specyficzną grupę odbiorców (strategie i rpgi nie są szczególnie popularne).
Wiecie, narzekacie tak na Ubisoft, ale prawdą jest, że mimo swoich wielu wad, jako praktycznie jedyni z dużych wydawców regularnie inwestują w nowe marki. Oczywiście mają swoje tasiemce jak Assassiny czy Far Cry, ale w ostatnich latach z nowych marek zrobili For Honor, Watch Dogs, Division, Steep, The Crew. Oczywiście, zaliczają często multum faili, ale trzeba im przyznać, że starają się inwestować w nowe marki AAA czego prawie nikt nie robi obecnie na rynku.
Ogólnie twórcy trochę dziwnie podeszli do tematu jeźdźców. Myślę, że twórcy nie chcieli rezygnować z Zarazy i Głodu i starali się znaleźć coś pomiędzy. Nazwa Furia nasuwa na myśl greckie Erynie, które również nazywane były Furiami. To by się zgadzało, ponieważ poza nazwą pasuje też broń postaci z Darksiders (Erynie w mitologi używały właśnie biczy). Co najciekawsze w mitologii na Furie na swoje ofiary zsyłały ... GŁÓD i ZARAZĘ. Dalej jest to naciągane, bo miesza się grecka mitologię, ale niemniej jednak ciekawa aluzja w stronę biblijnego Głodu (i Zarazy, chociaż jego istnienie nie jest zgodne z Biblią). Teraz właśnie pozostaje nam czwarty biblijny jeździec - Zwycięzca (lub, moim zdaniem lepiej brzmiący Podbój). Bądźmy szczerzy nazwanie w grze postaci Zwycięzcą byłby dosyć głupim pomysłem. Podbój brzmi lepiej, ale dalej jest to dalekie od ideału. W Darksiders mamy w jego miejsce Strife'a (wiemy, że on jest odpowiednikiem Zwycięzcy, bo w trailerze wspomniano, że koń Fury jest czarny, a więc pozostał nam tylko biały koń). Można to tłumaczyć na waśń, niezgodę, konflikt. Myślę, że całkiem nieźle to pasuje do czwartego jeźdźca zachowując balans pomiędzy wiernością Biblii a dostosowaniem postaci do gry. Podsumowując, można się nie zgadzać z postacią Fury(chociaż ma już ona 7 lat), też uważam, że Głód mógłby być ciekawszym bohaterem, ale myślę, że twórcy próbowali wrzucić pośród jeźdźców postać kobiecą i stwierdzili, że tak będzie najwygodniej.
@Killaherz Każdy ma swoje tempo :), w Andromedzie zrobiłem wszystkie zadania poboczne poza takimi gdzie miałem szansę, że z losowego obozu będę miał przedmiot potrzebny do zadania. Poza tym nie wydobywalem wszystkich zasobów na każdej planecie. Ponadto w dialogach czasami jestem niecierpliwy i jeśli przeczytam daną kwestie to nie czekam aż zostanie wypowiedziana i ją przeklikuje. Nie czytałem też za mocno różnych datapadow i wpisów w leksykonie napotkanych podczas gry. Ogólnie jeśli to Cię pocieszy to wydaje mi się, że Inkwizycje (bez DLC) przechodziłem krócej (a tam też robiłem wszystkie questy)
@ste100 przeczytaj to co napisałem wyżej + weź poprawkę na to, że procent ukończenia gry skacze mocno do góry po zrobieniu misji fabularnych. Ostatnie 30% zleciało mi o wieeeele szybciej niż pierwsze.
@tromec Spędziłem przy niej 55h, dobrze się bawiłem. Przy dzisiejszych grach jest to bardzo dobry przelicznik godzin na złotówki. Widzę, że jak zwykle najwięcej mają do powiedzenia Ci, którzy nie grali. Gra ma czasami problemy z mimiką, ale nie odbierają one przyjemności z gry.
@mareczeklubigry Zgadzam się, że cena dlc jest trochę zbyt duża (a przynajmniej brak sensownych promocji na nie), ale bez samych dlc gra jest warta uwagi. Sam ją kupiłem za ok. 50 zł (miesięczny abonament humble monthly) i kompletnie nie żałuję. Nie kupiłem żadnego dlc a mam nabite prawie 100h i jeśli ktoś jest fanem TotalWarów albo świata Warhammera to tą grę serdecznie polecam (nawet bez dlc). Nie można też powiedzieć, że twórcy w 100% zżynają kasę, bo np. ogromne DLC (Brettonia) oddali za darmo (z drugiej strony, ta frakcja powinna być w grze od samego początku:P). Chciałem tylko powiedzieć, że jak kogoś gra interesuje to niech nie zwraca uwagi na liczbę DLC, bo bez nich można się świetnie bawić.
Poza tym, ostatnio nie lubię takiej praktyki w internecie rozdysponowywania czyimiś pieniędzmi. Jak ktoś chce kupować pre-order/grę na premierę to jego sprawa, jego pieniądze. Jak gra okaże się bublem to nawet te pre-ordery nie uratują, bo większość sprzedaży to jest tydzien/dwa po premierze, więc branża nie idzie od tego w złą stronę. Z drugiej strony gracze też często przesadzają. Przykład to np nowy Mass Effect. Oczywiście animacje twarzy to coś co nie powinno się zdarzyć, ale multum osób (które gry pewne nie tknęły, bo "nie tknę bubla") już ukrzyżowało grę w internecie, mimo iż sama gra jest bardzo dobra. Po prostu jak bardzo nie lubię twórców wydających kompletnie niedopracowane gry tak bardzo nie lubię graczy, którzy nie mając kontaktu z daną grą, po premierze narzekających na grę (która pomimo większych, mniejszych bugów bywa bardzo dobra) bądź branże.
@Brat_Tarmus @Nerka Bo Starcraft miał być grą w uniwersum WH40k, ale Games Workshop w trakcie produkcji cofnęło im licencje.
Taa... serio będziesz narzekał, że ktoś Unity używa? Praktycznie 1/3 branży z tego silnika korzysta. Nie ważne, że grę tworzy inna firma i mają innego wydawce niż PoE zawsze się hater znajdzie. Klasyczne RPGi z widokiem izometrycznym to naprawdę nie jest tak popularny i przewałkowany typ gry jak fpsy i im więcej takich gier tym lepiej.
Nie po to Obsidian kreował całe nowe uniwersum Pillarsów by je po jednej grze porzucić :P.
System z ustrojami z Civ5 nie był do końca optymalny. Doprowadzał do wielu niechcianych sytuacji. Po pierwsze, o ile nie robiłeś 5+ miast w early game musiałeś brać Tradycje, bo była po prostu lepsza. KAŻDA, dosłownie każda cywilizacja (nieważne jak planowała wygrać) musiała brać Racjonalizm, bo inaczej zostawała niesamowicie w tyle. Z ideologiami było w miarę okej, ale i tak jak grałeś "tall" (czyli 5 lub mniej miast blisko siebie) w 90% przypadków najlepiej brać Wolność, przy "wide" (multum miast) bierze się Porządek a przy dominacji Autokracje. Było to za bardzo sztywne i doprowadzało do cywilizacji klonów. System kart powinien bardziej zdynamizować rozwój cywilizacji i wprowadzić nieco różnorodności. Ponadto daje graczowi więcej potencjału co w takiego typu grach raczej zwiększa żywotność gry (potrzeba więcej czasu by opanować dobrze mechanike/dokonywać właściwych wyborów w odpowiednim momencie).