Lato w pełni, a więc i sezon ogórkowy trwa w najlepsze. Nie mniej mimo mniejszego zagęszczenia premier, w lipcu na komputery i konsole zawita Pyre - niezależny tytuł od SuperGiant Games. Niewielki, bo zaledwie dwunastoosobowy, zespół deweloperów zdążył zasłynąć już z świetnego Bastiona oraz Transistor - w mojej opinii najlepszej gry Indie z jaką miałem przyjemność obcować. Dlatego też nie mogę obojętnie przejść koło kolejnego projektu ekipy z San Francisco. Niebanalna opowieść, charakterystyczny styl graficzny, fenomenalna ścieżka audio Darren'a Korb'a (na czele z utworami wykonanymi przez Ashley Barrett, których systematycznie słucham po dziś dzień), jak i dominujący głos narratora to cechy wspólne łączące wszystkie te tytuły, jednocześnie świadczące o ich wyjątkowości. Te elementy znajdują sie również w Pyre, choć twórcy poczynili krok w ciekawą stronę mocno eksperymentując z elementami gameplay'u. Wariacja na temat gry sportowej to coś do czego, przyznaję, nie byłem specjalnie przekonany w momencie pierwszej zapowiedzi. Z drugiej zaś strony cieszyła mnie kreatywność zespołu i chęć zaprezentowania nam czegoś kompletnie innego, bez odcinania kuponów od sprawdzonej już wcześniej formuły. Z tego właśnie powodu z czasem coraz pozytywniej patrzyłem na tę ideę, a wraz z jego dalszym upływem Pyre urosło w moich oczach od tytułu wywołującego mieszane uczucia, do jednej z najbardziej pożądanych gier roku. Dlatego właśnie, mając ochotę na coś oryginalnego, wyczekuję na ten tytuł. Na więcej charakterystycznego stylu Gigantów, w ponownie niebanalnej formie i nadzwyczajnej warstwie audiowizualnej - chwili oddechu od coraz bardziej podobnych do siebie gier AAA.
Mój romans z serią Mass Effect okazał się nieco burzliwy. Namawiany przez kuzyna - zresztą wielkiego fana marki, sięgnąłem w końcu po pierwszą część trylogii z Shepardem. Nigdy nie uważałem się za sympatyka klimatów kosmicznego sci-fi, stąd mimo trzech podejść za każdym razem odbijałem się od tytułu. Kilka lat później, już po wydaniu części trzeciej, zdecydowałem się dać Komandorowi kolejna szansę... I tym razem wsiąknąłem bez reszty. Pomimo wszelkich niedociągnięć i problemów ze scenariuszem trójki z powodu niesławnego wycieku, nie można odmówić trylogii wciągającej historii w której po dziś dzień można się zatracić. Jestem wdzięczny tej serii za dostarczenie nie tylko emocjonującej przygody z plejadą pamiętnych postaci na pierwszym planie, ale również przekonania mnie do kosmicznych uniwersów. Stąd mimo bolesnego braku quarian w zestawie ras wyruszających na Andromedę, w marcu zdecydowanie najbardziej wyczekuję na nowego Mass Effect'a. Pokładając jednocześnie nadzieję, że BioWare ponownie dostarczy nam wysokiej jakości tytuł skoncentrowany na opowieści, a otwarta struktura świata nie będzie sztucznie wydłużać rozgrywki, tylko dopełni doświadczenia płynące z rozgrywki.
1.Dark Souls Kolejna konfrontacja z klątwą rządząca tym uniwersum.Przed nami kolejna porcja niezapomnianych pojedynków i brutalnej nauki na błędach, która skradła moje serce.
2.Horizon Oryginalne podejście do świata kupił mnie już od pierwszej prezentacji, pomysł na potyczkę ludzi z resztkami dawnej cywilizacji intryguje i zapowiada ciekawą przygodę.
3.Dishonored Poprzednik wysoko podniósł poprzeczkę, opowieść osadzona w mieście Karnaca aspiruje na jeszcze bardziej kompletne i angażujące dzieło.
Miło było ponownie zobaczyć logo Zewu, mimo że nie jestem ogromnym fanem Japonii to wciąż pozostaje on moim ulubionym programem na TVGry. Póki co zostało mi wracanie do najbardziej lubianych przeze mnie odcinków, ale mam nadzieję, że ten materiał zwiastuje jego powrót w pełnej krasie. Dobra robota Jordan:)
Wa… Death, death never changes… Ekhm, nie ta gra. Ale stwierdziłem, że pasuję. W końcu nie zmienia się, szczególnie w Dark Souls, chociaż z drugiej strony tak wiele może nas nauczyć. Jedni powiedzą, że to gra dla masochistów, dla tych, którym nie straszne wydanie kolejnych złotówek na nowego pada, bo stary „przypadkiem” roztrzaskał się o ścianę bądź podłogę. Przecież jak ciągłe umieranie może nie frustrować, nie denerwować? Zaś druga grupa, w towarzystwie napisu „You Died” tracić będzie dziesiątki godzin przy konsoli, jak nie trudno się domyślić – należę do niej. Swoja przygodę z tą serią zacząłem przy okazji Demon’s Souls i mimo początkowych obiekcji gra wciągnęła mnie bez reszty, czegoś takiego nie doświadczyłem w grach dawno. Strach przed każdym kolejnym zakrętem, bo nuż zza niego wyskoczy na nas ukrywający się przeciwnik by pozbawić nas wszystkich, ciężko zdobytych, dusz. Ogromni bossowie, przy których spędzało się kilka godzin na wyciąganiu wniosków z ciągłych porażek. Świat, który charakteryzuje się wielką tajemniczością, mnogością zagadnień których nikt nam nie wyjaśnia. Będący jak spacer po dzikiej dżungli bez żadnego sprzętu. Społeczność, która z jednej strony pomaga, a z drugiej lubi wyprowadzać nas w pole.
Hidetaka Miyazaki powiedział, że gry powinny przestać na silę udawać filmy. I o ile nie mam nic przeciwko takiemu sposobu opowiadania historii, tak niekiedy brakuje mi porządnej dawki rozgrywki. Coś takiego właśnie dostarczyła mi seria od FromSoftware. I z wielką niecierpliwością oczekuję nowych przygód, bossów i niebezpiecznych krain w Dark Souls II.
Od momentu kiedy ogłoszono Thief'a na konsole mijającej generacji od razu czekałem na niego z niecierpliwością. Uwielbiam skradanki, a swoją miłość do tego gatunku odkryłem właśnie dzięki pierwszym przygodą Garretta
Świetnie, że za grę wzięli się twórcy Deus Ex'a, wierzę, że nie schrzanią roboty. Niezmiernie cieszy mnie ich oddanie hołdu starym wyjadaczom w postaci wybierania opcji rozgrywki - Ci którym skradanie weszło w krew i nawet najtrudniejsze wyzwania nie są im straszne z całą pewnością docenią tę możliwość. Ja z pewnością nie omieszkam dodać nieco trudności do mojej rozgrywki.
Ostatnimi czasy na rynku nie pojawia się dużo skradanek - a szkoda, mam nadzieję, że Garrett znów stanie się ich królem, tym razem w nieco nowocześniejszej wersji. Już nie mogę się doczekać!