Dziwne te argumenty dlaczego dali 4 w tytule i nie bronią się zbyt dobrze. Ubi przestało numerować Asasyny po zakończeniu trylogii z Desmondem i jakoś nie odbiło się to na sprzedaży ani nikt nie miał problemów z określeniem co powstało po czym. Wystarczy dać sensowny i niezbyt długi podtytuł. Wiedźmina 3 też raczej powszechnie nie nazywa się "Wiedźmin 3" tylko Dziki Gon. Argument z Wojną krwi też bez sensu bo to może i niezła ale jednak poboczna odsłona z w dodatku zupełnie innym typem rozgrywki niż gry z głównego nurtu.
pewnie grają bo z tego co wiem to kilka osób ze starego dobrego Blizzarda odeszło stamtąd i dołączyło do GG Games.
Lubię oglądać streamy z gier jeśli wiem że w nią nie zagram lub jeśli chcę zobaczyć jakiś fragment i zdecydować czy warto. Takie Dark Soulsy nie są dla mnie ale fajnie popatrzeć jak ktoś w nich wymiata.
Kto grając w Dziki Gon lub Cyberpunka miał myśl w stylu "ten świat mógłby być większy"? W Dzikim Gonie pytajniki po jakimś czasie nudziły i jedynie warto było odwiedzać miejscówki fabularne lub związane z poszukiwaniem rynsztunku różnych szkół. W Cyberpunku poza miastem nie było co robić bo pustynie były na prawdę puste. Patrząc na kierunek w jakim idą dzisiejsze gry to jeszcze chyba tylko Ubi myśli że większym światem kupią graczy. Wolę małe lokacje ale w których czuć rękę ludzką i zamysł przy projektowaniu niż molochy bijące po oczach powtarzalnością i przeciętnością niczym wygenerowane proceduralnie.
A oni dalej swoje. Całej tej afery by nie było gdyby po prostu powiedzieli że wzięli postać historyczną której dopisali własną historię. Wcześniej jakoś potrafili zręcznie przeplatać fikcję z prawdziwymi wydarzeniami to nie rozumiem czemu tutaj to dla nich taki problem. Raczej wcześniej nikt nie pomyślał że papierz Rodrigo Borgia napierniczał się na pięści z asasynem w podziemiach Watykanu.
Nie powiedział natomiast nic o tym by nie miała być soulslikiem i nie zawierać elementów citybuildera, przypadek?
Z jednej strony rozumiem - koszty produkcji rosną itd. Z drugiej natomiast pojawia się pytanie czy to nie jest tak, że współcześnie korporacje pokroju Ubisoftu pakują masę pieniędzy w zbędne rzeczy i stanowiska i to przez to te koszta rosną do tak niebotycznych sum? Drwal Rębajło niedawno pokazywał w swoim materiale ile mają działów nie związanych bezpośrednio z produkcją gier. Może też gdyby ograniczyć rozdmuchany marketing to nagle okazało by się że te sumy nie są już takie ogromne.
Ciekawe czy Microsoft rzuci jakąś bombę. Sony miało dość słaby pokaz to może zieloni dadzą jakąś petardę.
Gra zapowiada się świetnie ale hasła w stylu "ogromna mapa" mało kogo tu przekonają bo to już zbyt oklepany i nadużywany frazes. Ciekawi mnie głównie jak zmienią walkę. W jedynce była ona... dziwna choć dużym plusem było to że autorzy spróbowali czegoś nowego zamiast iść w oklepany styl a la Skyrim. Nie jestem pewien czy uproszczenie to to czego tu trzeba. Główną wadą tego systemu było dla mnie to że słabo działał przy starciach z grupą przeciwników a już bitwy to była masakra. Mi wystarczy jeśli popracują nad starciami w grupie i by nie było konieczności by zawsze był "namierzony" jakiś przeciwnik i będzie ok.
Moim zdaniem nie sam Yasuke jest tu problemem tylko cała otoczka wokół niego. Podział historii na perspektywę kogoś miejscowego, znającego kulturę i obyczaje oraz przybysza z zewnątrz z zupełnie innego kręgu kulturowego może sam w sobie być ciekawy. Przykładem może tu być choćby niedawny serial Shogun który świetnie ukazywał te różnice w postrzeganiu świata. Tutaj też mogło by to zagrać gdyby nie kilka głupich decyzji i tłumaczeń Ubisoftu.
Może i będziemy kazać wam płacić więcej za gry ale za to mniej pracy włożymy w wyprodukowanie ich.
Porównania są nieuniknione. Już o jedynce mówiło się że to trochę taki asasin w settingu o który prosili fani. Poza tym jeśli się nie mylę to akcja Yotei dzieje się w tym samym wieku co Shadows. Dla Ubi niekoniecznie musi to być duży problem. Wciąż zostanie im na wyłączność rynek PC i Xboxa. Yotei pewnie kiedyś trafi na blaszaki ale patrząc na dotychczasowe porty raczej nie wcześniej niż za 2 lata od premiery. Po drugie nie znamy dokładnej daty premiery. Nie było żadnych fragmentów bezpośrednio z rozgrywki więc stawiam na jesień-zimę. Ubi będzie zatem miało minimum pół roku osiągnąć przyzwoitą sprzedaż. Inna sprawa że stanąć im na drodze mogą inne głośne premiery jak choćby Kingdom Come 2. Ja bym bardzo chciał żeby Shadows okazało się po prostu dobrą grą bo mimo wszytko bardzo lubię serię AC. Niestety patrząc na to na czym się skupiają to mam bardzo duże obawy.
Valhalla na premierę miała bardzo dużo błędów a i tak ją puścili. Strach pomyśleć w jakim stanie musi być Shadows skoro tylko wtopa z Outlaws odwiodła ich od wypuszczenia go jesienią.
Ale tak jest w każdej branży gdzie pojawiają się wielkie pieniądze. Korpo będzie liczyło tylko tabelki w excelu i zysk w stosunku do pracy. W każdej branży im idziesz wyżej tym większa presja i patrzenie na ręce. Jeśli chce mieć swobodę z tamtych dni to pozostaje niezależne studio lub klepanie projektu hobbistycznie po godzinach.
Nie oczekuję tutaj rewolucji w rozgrywce a równie dobrej fabuły, walki i eksploracji. Za to liczę na zdecydowanie lepszą optymalizację. Cieszę się że w dwójce skasowali backtracing którego była masa w jedynce ale wolałbym powrotu metroidvaniowych, skondensowanych poziomów zamiast dalszego iścia w otwarty świat. Mam też nadzieję że nie będą dalej kombinowali z dziwnymi stylami walki (miecz świetlny plus blaster).
Chcą się sugerować ceną GTA 6? Proszę bardzo tylko niech dostarczą taką samą jakość jakiej można się spodziewać po Rockstarze. Na razie nie ma tu pokrycia. Wyobraźcie sobie że ktoś wziął 1,5 miliona za dom na pięknej działce blisko Warszawy, pięknie wykonany, ściany równe, podłogi idealnie prosto, wysoka jakość materiałów, dach pokryty dachówką. Zobaczył to jakiś chłop i stwierdził że za tyle samo sprzeda swoją starą ruderę do remontu z zagrzybionymi ścianami, brakiem mediów położoną na jakimś odludziu. Mniej więcej tak teraz wygląda sytuacja w grach.
Chcą sprzedawać gry za cenę jaką wywinduje GTA 6? Proszę bardzo tylko niech za tym stoi taka sama jakość. Minęło blisko 6 lat od premiery RDR 2 i ciężko znaleźć produkcje które zbliżyły by się do tej jakości i dbałości o detal. Zamiast tego będziemy dostawać jeszcze więcej takiego dziadostwa jak choćby Skull and Bones które na start powinno kosztować góra 100 zł ale twórcy będą się zasłaniali że to przecież AAA (czy już nawet AAAA). Ehh, tęsknię za czasami gdy tym biznesem nie rządzili jeszcze tak mocno faceci w garniturach i od tabelek w excelu.
Wygląda to nieźle. Aczkolwiek skoro będzie rozdawane za darmo mając wersję unlimited to ciężko oczekiwać by była to zupełnie nowa odsłona. Raczej spodziewam się takiego DL 2.5 gdzie będą testować pewne rozwiązania. Moje obawy budzi obecność auta jako środka transportu. W obu częściach podobało mi się to to że dostawaliśmy raczej skondensowany obszar. Tutaj boję się żeby nie poszli w "wielki, otwarty świat z masą aktywności". Jeśli fabuła będzie ok (co nie jest tak oczywiste patrząc po dodatku do DL 2) to może być całkiem przyjemna ciekawostka.
RDR 2 bez wątpienia ma wspaniały i dopracowany otwarty świat w którym człowiek czuje się niemal jak w prawdziwym. Dla mnie ma on jednak wadę która pewnie nie dla każdego jest istotna. Mianowicie brakuje tu fizycznej motywacji do zaglądania w każdy kąt. W takim choćby Elden Ringu zawsze jest szansa że natrafi się na nową broń czy jakiś przydatny przedmiot. Tutaj tego brakuje bo wszystko kupi się w sklepie a samej gotówki gdzieś w połowie gry ma się tyle że może jej braknąć jedynie jeśli chce się wykupić wszystkie ciuchy lub elementy ozdobne. Oczywiście samą motywacją może być to że zwiedzi się ciekawe miejsce czy spotka postać z intrygującą historią i jakimś mini zadaniem. Mi jednak brakowało tej namacalnej nagrody.
Pytanie tylko ile faktycznych kosztów zjadają rzeczy mało istotne lub niemal całkowicie zbędne. Stawiam że spora część kosztów niejednej współczesnej gry AAA to rozdmuchany marketing.
Jeśli ktoś się nastawia na serial z intensywną akcją co odcinek to nie tutaj bo to raczej serial polityczny z elementami akcji. Mi akurat drugi sezon ogląda się przyjemniej niż pierwszy. Jedynym z powodów jest to że nie mam wrażenia że twórcy próbują na siłę wzbudzić sensację jak choćby scenami porodu które jak dla mnie nic nie wnosiły. Tutaj widać że mamy postacie z krwi i kości. Nikt nie jest idealny i każdy ma swoje interesy. Jedynie Daemon jest irytujący momentami ze swoim snuciem sięz robieniem ponurych min i ogólnym wrażeniem jakby sam nie wiedział po co jeszcze jest w tym serialu. Nikt mi też nie wmówi ze tutaj akcja jest jakoś dużo mniej dynamiczna od Gry o Tron. Owszem, ostatni sezon czy kilka momentów to było gnanie na łeb na szyję ale ogólnie wszystko musiało trwać i nim bohaterowie wprowadzili w czyn swoje zamiary musiało przelać się sporo beczek wina.
Jeszcze nie słyszałem by jakiś producent o swojej nowej grze mówił że to najmniej ambitny projekt jaki robili więc nie ma się co dziwić. Ja im kibicuję by faktycznie by wyszedł tak ambitny. Dobrych Battlefieldów nigdy za wiele.
Całkiem ładnie zaprojektowany świat i to wszystko. Nie widzę tu niczego co nie było by mielone na wszystkie możliwe sposoby w wielu wcześniejszych grach od Ubi i innych deweloperów. Jeśli fabuła nie będzie uciążliwa to może być przyzwoita gra dla fana uniwersum SW. Dla mnie to wszystko wydaje się jakieś takie zbyt wygładzone i grzeczne a bohaterka sprawia wrażenie jakby zaraz miała zaproponować ciastko.
Akurat tutaj system reputacji dla mnie kłóci się trochę ze światem przedstawionym. Wiedźmini jako tacy byli traktowani przez ogół jako zło konieczne i mało kto patrzył na nich pochlebnie. Nie miało znaczenia czy przysłużył się okolicy zabijając siejącego grozę potwora. Jeśli mowa o jakichś cieplejszych relacjach to jedynie z pojedynczymi postaciami ale nigdy z większą grupą/społecznością czy całą rasą.
Pomijając kolor skóry bohatera dla mnie ta gra ma inne, znacznie poważniejsze problemy i niewiadome. Trafiamy w miejsce można by powiedzieć idealne dla asasynów - Japonia z najbardziej znanymi na świecie cichymi zabójcami poza asasynami a kto jest głównym bohaterem? Facet o profilu tanka, wywijający wielkim żelastwem i słabo nadający się do skakania po dachach czy działania w ukryciu (sami twórcy zapowiedzieli że będzie się wolno wspinał). Wiem że jest bohaterka którą gra się po cichu tylko pytanie jak to będzie w rozgrywce wyglądało. Po raz pierwszy od dawna nie dostosowujemy bohatera do naszego stylu gry tylko wybór bohatera definiuje ten styl. Niby mówią że można będzie skupiać się na grze jedną postacią ale skoro to Sasuke jest czołową postacią na materiałach marketingowych to obawiam się że wątek Naoe będzie potraktowany po macoszemu i bardziej jako drugoplanowy. Myślę że to może być niezła gra ale słaby Asasyn.
Na studiach miałem profesora od malarstwa który mówił że jeśli musisz każdemu tłumaczyć co przedstawia Twój obraz to coś poszło nie tak i by nie tłumaczyć bo widz sam powinien móc sobie poukładać po swojemu to co ma przed oczamj. Mam wrażenie ze obecnie takie milczenie przydało by się bardzo w branży gier. Obietnice i wizje ubrane w piękne słowa zachowajcie dla potencjalnych inwestorów. Nam graczom dajcie po prostu gotowy produkt i sami ocenimy czy to rewolucja, gniot, kategoria AAAA a może po prostu średniak który trafi jedynie do fanów danego gatunku.
Bloodlines 2 ma za sobą takie przejścia że będę zdziwiony jeśli wyjdzie z tego choćby średnia gra. Mimo wszystko ciekawi mnie Shadows. Ubi ma wreszcie porzucić zakon starożytnych i wrócić do klasyka asasyni vs templariusze więc może być ciekawie. Pytanie tylko czy pod względem rozgrywki będą w stanie pokazać cokolwiek nowego.
Sam pomysł by bohater/ jeden z bohaterów był kimś "z zewnątrz" nie jest zły. Na tym bazuje przecież świetny serial Shogun. Dzięki temu wydarzenia są przedstawiane z różnych perspektyw co dodaje im kolorytu. Pytanie tylko dlaczego akurat tu? Do tej pory przecież główna postać była przedstawicielem kręgu kulturowego w którym osadzona była akcja. Czemu więc w wypadku Japonii postanowili to zmienić ?
Gdyby to mówiło jakiekolwiek inne studio produkujące gry AAA to popukałbym się w czoło i stawiał że pewnie będzie coś tam skopane. Jednak Rockstarowi wierzę bo kto jak kto ale oni potrafią wypuścić genialny produkt który jeszcze wiele lat po premierze robi wrażenie jakością.
W jednym można się z nią zgodzić - nie ma co krytykować (jeszcze) młodszego Hemswortha. Cavill był ok ale też nie idealny do roli Geralta i aktorsko jakiegoś wybitnego kunsztu nie ma. Prawda jest taka, że producenci tak spartolili ten serial, że nawet najlepsi aktorzy by tego nie uratowali. Niestety
Na dzisiejsze standardy to Kingdom Come nie ma wcale wysokich wymagań. Ja ogrywałem na lapku z GTX 1050 i działało bez problemu. Co do stylu rozgrywki to nie ma się co zrażać zanim nie spróbujesz. Sam myślałem, że to nie gra dla mnie bo nie jest w stylu Wiedźmina innych rgpów akcji a tu niesamowicie mnie wciągnęła. Walka tylko jest specyficzna i mi akurat średnio podszedł ten system ale można się do niej przyzwyczaić i mimo wszystko doceniam, że starali się stworzyć coś nowego.
Jak rozumiem obawy o przesadę z epickością tak myślę, że tutaj można być o to spokojnym. Jedynka jasno wytyczyła kierunek w jakim chcą podążać twórcy i zdają sobie sprawę, że za jej sukcesem stoi między innymi bardziej przyziemny klimat. Nie jest to kolejny Skyrim czy Assassins Creed. Stawiam, że tutaj będzie oznaczało to starcia na większą skalę, przyjemniejszą w obsłudze walkę i ciekawsze ujęcia. Nie oszukujmy się, jedynka była trochę drewniana w pewnych elementach i dobrze jeśli tutaj je usprawnią.
Bioware to nie jest już ta sama firma i wątpię by obecnie dali radę dowieźć choć w połowie tak dobrego Baldura jak Larian.
Wątpię by aktorom udało się z czasem tu coś ugrać. A już pomysł Newbona o całkowitym zakazie korzystania z AI można wsadzić między bajki. Duże firmy będą publicznie mówiły jak to troszczą się o aktorów i innych pracowników a stopniowo będą coraz mocniej wdrażały AI wraz z jego rozwojem. Zbyt mocno będzie to pozwalało przyśpieszyć pracę i obciąć koszta by byli w stanie się przed tym wzbraniać. Gdzie będzie granica i czy w ogóle jakaś? Myślę, że tego nikt nie wie bo to wciąż świeża technologia która w dodatku bardzo szybko się rozwija.
Spoko ALE jeśli mógłbym wybrać czy napiwek daję całej firmie czy np. konkretnemu zespołowi lub pracownikowi. Trafiają się gry gdzie jest skopany projekt od strony marketingowej bo np. agresywne mikrotransakcje albo np ma słabą fabułę. Za to świetnie zostały zaprojektowane i wykonane lokacje czy postacie. Wtedy chciałbym na przykład móc dać napiwek i docenić pracę działu 3D bo widzę, że robili to utalentowani ludzie i włożyli w to masę serca. W innym wypadku pewnie będzie tak, że całą kasę zgarnie sobie góra.
Świetna wiadomość. W stosunku do pierwszej części liczę przede wszystkim na usprawnienie systemu walki. Był on ciekawy ale gubił się przy starciach z kilkoma przeciwnikami a już zupełnie podczas większych bitew.
Przypomina grę z ery PS4? Proszę Cię. Daj obok siebie kadry z tej gry a np. z The Last of Us, Red Dead Redemption 2 czy Ghost of Tsushima. To są gry z poprzedniej generacji. Przy nich Rise of Ronin wygląda jak prototyp. Bliżej temu do ery PS3 a i tam znalazły by się tytułu z o wiele lepszym cieniowaniem czy mimiką twarzy.
Rozumiem oburzenie ceną i innymi praktykami Ubi. Nie rozumiem natomiast skąd taka nagonka na połączenie z internetem podczas instalacji. Przecież dzisiaj praktycznie każda gra przed uruchomieniem dociąga masę danych z internetu. Ba, lata temu byłem zły że Diablo III wymaga ode mnie stałego połączenia z internetem podczas gry bez opcji offline to na jednym forum zostałem wyśmiany. Skąd więc tutaj takie oburzenie tym? Może mi coś umyka więc będę wdzięczny jeśli ktoś mi go wyjaśni.
Dzisiaj w grach mocno nadużywany jest termin odgrywania roli. Co on oznacza najczęściej? Masz otwarty świat, bohatera z jakąś przeszłością, kilka ścieżek rozwoju i okazyjne (często tylko pozorne) wybory w dialogach. Z nowych gier dobrym przykładem prawdziwego roleplaya jest Baldurs Gate 3. Tam jeśli wymyślę sobie że będę brutalnym złolem mordującym kogo popadnie to świat będzie reagował na moje poczynania. Czy więc Elden Ring może być postrzegany jako rolepay? Pod względem walki myślę że tak. Mogę sobie wymyślić najdziwniejszy zestaw uzbrojenia i umiejętności i przejść nim grę. Jak się będzie sprawdzał to już inna kwestia ale nikt nie postawi mi ściany bo nie walczę tak jak by gra chciała. Natomiast nie jest to absolutnie roleplay pod względem narracyjnym. Cokolwiek się nie zrobi to w świecie gry będzie się postrzeganym tak samo. Nie zdobędę innych sojuszników, nie będę traktowany jako wróg przez określone osoby, nie zobaczę konsekwencji swoich decyzji czy innego zakończenia.
Zawsze lubimy wracać do tego co znane. Tyczy się to nie tylko gier ale również filmów i książek. Nie oznacza to że nie pojawiają się nowe warte uwagi ale do nich siłą rzeczy nie możemy jeszcze czuć tego sentymentu.
Myślę że problem mógłby tu być wątek współczesny. Wydarzenia wewnątrz animusa można bez problemu traktować w każdej części jako osobne historie luźno ze sobą połączone motywami asasynów i templariuszy. Jednak to co dzieje się "na zewnątrz" w Origins jest już bezpośrednio kontynuowane w Odyssey. Dodawanie na siłę jakiejś mikro fabuły pomiędzy tymi wydarzeniami nie miało by sensu.
Dragons Dogma zbiera zasłużoną krytykę ale to nie oni przetarli szlak z agresywnymi mikrotransakcjami. Oni tylko pchnęli ten wózek dalej i nie było by o tym tak głośno gdyby nie próbowali ich wcisnąć po cichu w dniu premiery. Diablo IV też przecież zawiera masę mikrotransakcji. I co? Sprzedało się świetnie A FIFA? Jak masz kasę to w pięć minut możesz mieć skład którego zdobycie zajmie graczowi bez kasy długie miesiące. Niektórzy gracze na to narzekają ale jaki jest efekt ? Każda kolejna edycja sprzedaje się świetnie nawet jeśli różni się tylko aktualizacjami składów i nowymi animacjami biegu zawodnika. Można sobie marzyć i wyhamowaniu tego procederu ale prawda jest taka że od czasu słynnej zbroi dla konia nie stało się nic co by spowodowało zatrzymanie wprowadzania nowych mikrotransakcji i wątpię że kiedykolwiek się wydarzy.
REDzi przywiązują dużą uwagę do historii i jakości dialogów. Jednak w wielu produkcjach ten aspekt wygląda często bardzo słabo (choćby najnowsza Dragon Dogma 2 czy ostatni Asasyn). Zakładam więc że oni szybko zaczną wykorzystywać AI do tworzenia zadań. Niekoniecznie z wątku głównego ale z pewnością poboczne. Natomiast jeśli kiedyś AI będzie tworzyła sporą część gry to ciekaw jestem jak korpoludki będą nam wciskały ile to się musieli napracować przy produkcji i dlaczego znowu ich gry stają się droższe.
U mnie często dobór poziomu trudności zależy od tego jaki jest efekt jego zwiększenia. Jeśli efekt jest tylko taki, że przeciwnik staje się gąbką na pociski/ciosy a ja ginę na jedno uderzenie to zostaję na aktualnym poziomie nawet jeśli czuję, że idzie za łatwo. Jeśli ktoś gra na łatwym i sprawia mu to przyjemność to nie widzę powodu by z tego rezygnował lub się tego wstydził. Dla mnie zwykle najlepiej sprawdza się poziom normalny. Myślę, że jest to domyślny poziom zaprojektowany przez twórców najbardziej oddający doznania jakie chcieli dać graczowi a wyższe i niższe to jego wariacje.
Oczywiście nie da się zaprzeczyć, że gry uzależniają i to jest problem gdy ktoś całe dnie spędza tylko na nich nie mając kontaktu z realnym światem. Nie można jednak tego traktować tak ogólnie i mówić, że gry są złe bo to kwestia indywidualna. Jeśli już to powinno się walczyć ze złymi praktykami stosowanymi w grach, które mogą to uzależnienie pogłębiać i pogarszać. Mówię tu o nachalnych mikrotransakcjach czy elementach hazardowych w których płaci się prawdziwą gotówką.
Jest coś narcystycznego w tym gdy gra daje Ci duże możliwości w stworzeniu idealnego herosa a zamiast tego robisz swoją podobiznę.
Mi się już nie chce słuchać wypowiedzi producentów bo to wszystko jeden korpo-bełkot. Zmieniają sobie narrację tak by wychodziło na ich. Kiedy mówimy o zwolnieniach to prowadzą biznes i muszą podejmować radykalne decyzje. Kiedy gracze jadą po ich produkcjach to oni robią wszystko z miłości i pasji do gier.
Jeśli Larian nie czuje chęci by stworzyć kolejnego Baldura to nie widzę sensu by to robili. Lepiej dostać inną produkcję w którą włożą całe serce niż by mieli zajechać serię. Myślę, że całej branży wyszło by na dobre gdyby inni twórcy mieli podobne podejście.
Capcom za akcję mikrotransakcjami powinien dostać tytuł "gra która w tym roku najbardziej wy****ała graczy". A z udziału we wszelkich poważnych plebiscytach powinni być wywaleni.
Nie mam nic przeciw mikropłatnościom jeśli dotyczą one kosmetyki jak nowe skórki zbroi itp. Jeśli jednak dotyczą podstawowych mechanik gry jak szybka podróż to już gruba przesada. A już totalnym pluciem w twarz graczom jest trzymanie w tajemnicy tych mikropłatności do dnia premiery. Jest to też jawne zakłamywanie rzeczywistości. Wiedzieli doskonale, że recenzenci którzy otrzymali kopie wcześniej krytykowali by mocno formę mikrotranzakcji i ocena poszła by w dół. A tak to był hałas, masa zachwytów. A wydawało się, że to Ubi czy EA są pazerni.
Ma rację i to tyczy się nie tylko gier. Co chwile przecież słychać też w innych branżach jak to jest ciężko, trzeba ciąć koszta, nie chcemy ale musimy podnosić ceny i inne tego typu korpo pie****enie. A za jakiś czas ta sama firma chwali się rekordowymi zyskami.
Gra mimo pewnych bolączek wydaje się ciekawa i może być dobrym kompromisem dla kogoś jak ja kogo na dłuższą metę męczy poziom soulslikeów i ich skąpa fabuła. Orientuje się ktoś czy jest planowana premiera na PC? Zdaje się że Sony coraz śmielej zapuszcza się ze swoimi ekskluzywami na blaszaki więc może jest nadzieja?
Gra jest po prostu przeciętna. Nie ma niczego co wybijało by się poza oklepane schematy a w dół ciągnie ją słaba fabuła.
"Tam przy szynkwasie siedzi Evangelina Parr. Jest ona, trzeba przyznać, pokaźna. Ba, nawet wielka. Ale mimo jej rozmiarów ponad wszelką wątpliwość nie jest to k***a zdolna położyć kres wszystkim k***om." - jakoś tak skojarzył mi się tu fragment Wiedźmina...
Ryzykowne rozwiązanie. Jedną z obaw jakie mam to odpowiedni poziom postaci w stosunku do podejmowanego zadania. W jedynce nieraz brałem zlecenia, które musiałem odkładać na później bo mój bohater był za słaby. Czy tutaj gra będzie ostrzegała, że postać ma zbyt niski poziom?
W czasie gdy nawet duże studia zaliczają wtopy przy premierach, ciężko nie obawiać się o jakość gry zrobionej przez mało znaną firmę. Hasła w stylu "mamy byłych pracowników CDP RED" nie znaczą nic bo nie wiemy za co odpowiadali tam ci pracownicy i jak duży wpływ mieli na kształt ich produkcji. Nie uważam też by branie się za głośny tytuł książkowy było tu pomocne. Z jednej strony jest łatwiej bo jest już gotowy zarys świata, fabuły i bohaterów. Z drugiej pojawia się dodatkowa presja oczekiwań od fanów książek. Zwłaszcza saga Grzędowicza myślę że jest trudna do przedstawienia w grze gdyż nie jest to typowe fantasy a ostra mieszanka średniowiecznego fantasy z Sci-fi i psychodelicznymi wizjami dawnych mistrzów malarstwa. Pierwsze pokazane koncepty jak dla mnie zupełnie tego nie oddają.
Wymagania nie interesują chyba tylko tych, którzy mają topowy sprzęt a to wciąż jest dość mały procent graczy.
Od Ubi w ostatnich latach kupiłem Far Cry 5 i Valhallę a od EA obie części Star Wars Jedi i nie żałuję żadnego z tych zakupów.
Super, czyli rozumiem, że skoro AI załatwi w kilka chwil masę elementów produkcji które ludziom zajmowały miesiące/lata to koszty spadną i gry będą tańsze...?
Najlepsze rozwiązanie to ignorować takich delikwentów a szybko im się znudzą krzyki. Jedyny słuszny powód do bojkotu to gdy na swojej platformie dostaje się wersję gry okrojoną z zawartości, w fatalnym stanie technicznym lub po prostu gorszą jakościowo. W przeszłości na PC tak bywało choćby ze Spider Manem 2 który na PS 2 był genialny a wersja na blaszaki wyglądała jak demo z wczesnego etapu produkcji. Podobnie bywało z Fifą. Nie życzę żadnemu graczowi by to przeżywał.
Nareszcie! Chyba jedyna gra z PSa którą chciałbym ograć jeszcze. Mam nadzieję że nie odlecą z wymaganiami sprzętowymi.
Szkoda, brakuje dobrych gier w świecie SW z innej perspektywy niż Jedi. A choćby serial Andor pokazał że da się opowiedzieć ciekawą historię bez mieczy świetlnych. Wolałbym żeby Mandalorianin powstał a Ubi skasowało swoją produkcję w tym świecie bo tam mam poważne obawy czy to będzie cokolwiek warte.
Ja rozumiem, że można być tak napalonym na jakąś produkcję, że ciężko wytrzymać. Jednak dzisiaj w dniu premiery wiele gier AAA jest strasznie zabugowanych więc kupowanie ich jeszcze wcześniej zakrawa o masochizm.
"Pewnie projektuję sobie na nią rzeczy, których w niej nie ma. W trakcie mozolnej żeglugi dopowiadam sobie historie, które tak naprawdę w grze się nie wydarzają." - skoro musisz sobie coś dopowiadać to znaczy że z grą jest ewidentnie coś nie tak. Dopowiadania można było bronić w czasach prehistorii gier. Po ekranie biegały ludki złożone z kilkudziesięciu pikseli i w głowie trzeba było sobie stworzyć obraz herosa z mieczem walczącego z potworami. Teraz mamy dość realistyczną grafikę, możliwość zaprezentowania wszystkiego w formie wizualnej czy wykonywanej przez gracza. Zwłaszcza nie powinno to być problemem dla takiego giganta jak Ubi. Wyobraźnię zostawmy w książkach. W grach powinna stać zdecydowanie na dalszym planie.
A jest jakaś rzecz którą ta gra robi lepiej od Black Flag? Na razie nie potrafię takiej znaleźć. Po premierze przygód Edwarda Kenwaya wyszła wersja mobilna i Skull and Bones wygląda jak ulepszona wersja mobilki a nie pełnoprawnej produkcji AAA.
Niektórzy robią remastery starych gier. Rocksteady zrobiło nową grę żeby zachęcić graczy do starych. Marketing level hard.
Cały czas nie rozumiem jak Ubi mogło tak skopać gotowy przepis na sukces tanim kosztem. Mieli świetny model morskiej rozgrywki w Black Flag. Wystarczyło poszerzyć rozwój statku, załogi i ekwipunku by starczał na dłużej, stworzyć nowe misje i dać możliwość walki z innymi graczami i mieli by samograj na długi czas.
Z perspektywy gracza PCtowego - jak najbardziej czekam. Przy Dziedzictwie Złodzieja bawiłem się bardzo dobrze (jedynie uważam że słabe były etapy gdzie przez długi czas szło się za kimś i nie można było gdzieś wejść dopóki druga postać się nie dostanie w dane miejsce). Choć dziwne będzie poznawanie tej historii juz po ograniu ostatniej części. No i pytanie na ile będzie to odświeżony produkt bo podejrzewam że mechanicznie zdążyły się już mocno zestarzeć.
Wygląda dobrze aczkolwiek to wciąż za mało by być spokojnym, że będzie to dobra gra. Studio też mało znane i dotąd bez dużej produkcji. Mam nadzieję, że będzie to coś więcej niż kolejny soulslike z nieco pozmienianymi mechanikami.
Ktoś mądrze powiedział, że wyrosło nam teraz pokolenie ludzi, którzy za swoje słowa nigdy nie dostali po mordzie i oto są tego skutki.
Zachwyty nad poprawkami ale ja nadal nie mam problemu by natrafić podczas gry na jakiegoś buga. Grałem pierwszy raz około 2 miesiące po premierze. Kilka dni temu zacząłem ogrywać ponownie z dodatkiem. Przyznaję jest o niebo lepiej. Nie zdarza już się by przeciwnicy się zacinali podczas walki, policja działa sprawnie i ogólnie całe miasto funkcjonuje lepiej i sprawia większe wrażenie czegoś żywego. Nadal natomiast dość często trafiam na dialogi gdzie postać nie otwiera ust. Zdarza się, że gdzieś nie wczytają się tektury lub z dużym opóźnieniem (raz jadąc motocyklem zniknął asfalt pod kołami). Kilka razy auto wystrzeliło w powietrze po zaparkowaniu lub lekkim zetknięciu z innym obiektem a przy scenkach pojawiały się postacie płynące w powietrzu z rękami rozłożonymi na boki jak jakiś bazowy manekin. Nadal jest więc co łatać.
Nie wydaje mi się by w pełni otwarty świat był tej grze tak bardzo potrzebny. W Zabójcach Królów było kilka mniejszych lokacji i myślę, że to był jeden z plusów tej gry. Wolę mniej a konkretniej.
Pytanko do bardziej obeznanych w Cyberpunku. Obecnie posiadam jedynie podstawkę zaktualizowaną do najnowszej wersji. Niedawno rozpocząłem grę i zastanawiam się czy po zakupie dodatku będę mógł kontynuować obecną grę czy do korzystania z zawartości dodatku wymagane jest rozpoczęcie gry od nowa? Czy też jeśli zaczynam grę bez dodatku to już na początku coś mnie omija?
Pytanko do bardziej obeznanych. Mam samą podstawkę i chciałbym zacząć już grę. Czy jeśli w trakcie gry kupię dodatek i go zainstaluję to by korzystać z niego będę musiał zaczać grę od nowa czy bez problemu będę mógł kontynuować tą samą rozgrywkę?
Dużo ocen na poziomie 7,5 -7 to ma być słabe? Dla mnie to brzmi jak przyzwoita gra, nie hot ale dobra do ogrania w wolnym czasie. Szkoda że system ocen jest tak obecnie zwalony że gdy gra nie ma ocen na poziomie 9 to w skali jest crapem.
Jako PCtowiec jestem jak najbardziej za. Ciągle liczę, że jeszcze dane będzie mi zagrać w Ghost of Tsushima.
Niby marudzenie że rosną koszty a potem chwalenie się coraz to nowymi rekordami zysków i sprzedaży. Też niby ograniczanie ilości pracy nad nowymi projektami a tymczasem takie Ubi już pracuje nad kilkoma nowymi grami tylko z serii Assassins Creed.
Plagiat to zawsze śliski temat a prawda jest taka, że przy ewentualnym procesie rozstrzygnęło by się o to kto by miał lepszych prawników. Z nieco innej dziedziny jaki był szum gdy opublikowano nowe logo Twittera czyli X. Podobnych logotypów powstałych wcześniej można było znaleźć od groma i spokojnie można by posądzać o plagiat. Nikt natomiast nie był na tyle głupi by pozywać takiego giganta jak Musk bo sprawa była by z góry przegrana.
Na pewno Ciri odpada. Fajnie wypadła jako druga postać dla urozmaicenia rozgrywki ale nie jako główna postać. Raz, że nie jest wiedźminem. Dwa, że musieli by ja trochę osłabić bo w Dzikim Gonie już była OP. Dla mnie zarówno opcja bohatera narzuconego jak i stworzenie własnego wydają się sensowne. Na początku przecież bohaterem wcale nie miał być Geralt a inny wiedźmin więc może wrócą do tego pomysłu. Z drugiej strony przez trylogię pozwolili graczowi dobrze poznać to uniwersum (książki odcinam, nie każdy gracz na pewno je czytał) więc pokierowanie własną postacią wydaje się tym bardziej kuszące. Osobiście stawiam, że będzie można stworzyć własną postać ale z narzuconą historią. W Cyberpunku dobrze się to sprawdziło i nie widzę powodu by nie wyszło i tu.
Nie dziwi, że marketingowcy i przedsiębiorcy chwalą AI. Dla nich oznacza to szybciej i taniej. Czy lepiej? To już kwestia dyskusyjna i zależy w jakiej dziedzinie i zakresie.
Wybór zależy w dużym stopniu od tego jak bardzo zaawansowanymi graczami są obie osoby. Jeśli oboje grają dużo w produkcje bardziej wymagające niż Simsy to wtedy wybór jest bardzo szeroki. Problem zaczyna się gdy jedna osoba gra bardzo mało lub wcale. Wtedy myślę, że takie Baldura można sobie darować bo nawet mimo najniższego poziomu trudności rozgrywka poza rozmowami będzie mało interesująca. Zwłaszcza podczas walk. Wybrałbym wtedy coś jak najmniej skomplikowanego by szybko można było opanować wszystkie zasady i cieszyć się samą rozgrywką.
Słabiutki pokaz. Jedynie ciekawe były fragmenty z rozgrywki Indiany Jonesa. Brak konkretów odnośnie premier. Liczyłem, że na końcu zrzucą jakąś bombę, jakieś info o grze która ukaże się na dniach lub nowej produkcji. Tego zdecydowanie zabrakło.
Ach Emperor's Tomb. Do dzisiaj niewiele gier wzbudziło we mnie takie emocje jak poziom z gigantycznym krokodylem w ruinach.
Ubi tak chętnie podaje przykład muzyki i filmów ale przecież nadal można bez problemu kupić je na płycie! Nie trzeba przy tym instalować specjalnej platformy, mieć stałego dostępu do internetu i nie ma ryzyka, że nagle ktoś wyłączy serwer lub w inny sposób uniemożliwi ponowne obejrzenie/wysłuchanie. To że w ich wypadku świetnie sprawdza się model subskrypcji na różnych platformach wynika ze sposobu w jaki się je konsumuje i nie znaczy to, że jednakowo jest to równie dobry model dla gier. To tak jakby nagle przestać sprzedawać auta bo popularne są rowery miejskie i hulajnogi.
Bez sensu jest stawianie w jednym szeregu gier z filmami i muzyką. Na film poświęcisz maks 3 godziny (a częściej 2 z hakiem) i jeśli był spoko to wrócisz do niego po kilku miesiącach lub latach. Tymczasem na grę poświęcasz wiele godzin każdego dnia (może rzadziej ale załóżmy że gra się regularnie ) i w zamyśle mają starczać na jak najdłużej. Nie mam nic do platform z abonamentem bo sam nieraz korzystałem choćby z gamepassa od Microsoftu ale dla mnie mają one sens dopóki mam możliwość kupienia danej gry na własność.
Mimo, że mam sentyment do starych Gothików to nie płakałbym zbytnio po Piranhy. Powód? Ostatnia ich dobra gra to pierwszy Risen. Czuć tam było klimat Gothika i przyjemnie się eksplorowało teren. Chciało mi się w to po prostu grać. Kolejne produkcje to już co najwyżej poprawne dziwactwa. Wątpliwe by nagle zrobili coś genialnego.
Takie czysto izometryczne rpgi to jednak pewna nisza, która nie jest mocno atrakcyjna dla przeciętnego gracza. Masa statystyk i mechanik do ogarnięcia oraz ciągłe przebijanie się przez spore ściany tekstu to coś co szybko może znudzić. Sam się przekonałem o tym na przykładzie gier Lariana. Oba Divinity znudziły mnie po kilku godzinach. Tymczasem w Baldurze mam około 50 godzin i chcę więcej. Kluczową różnicą okazało się dla mnie to że dialogi i niektóre sceny toczą się w bardziej filmowym ujęciu i dają wytchnienie od trybu izometrycznego. Podobnie przy innych produkcjach. Ukończyłem gry jak KOTORy i Dragon Age a szybko odbijałem się od starych Baldurów czy nowszych gier jak Pilarsy. Niektóre gatunki wraz z rozwojem technologii przestają być na równie atrakcyjne jak wtedy gry królowały i stają się niszą. To samo można powiedzieć choćby o przygodówkach point and click.
Myślę że takie niepotrzebne porównywanie do asasynów ta gra nie odniosła sukcesu. A szkoda bo to na prawdę solidna produkcja z ciekawą historią i rozgrywką. Z Zeldą ma bardzo dużo wspólnego, wiele rzeczy małpuje (z różnym efektem) ale ma tą przewagę że przystępniej podaje fabułę. Z Asasynami ma tym wspólnego że jest w otwartym świcie, rozwijamy postać, zdobywamy i ulepszamy ekwipunek i dużo walczymy ale idąc takim tokiem myślenia to równie dobrze można powiedzieć że Dark souls to taki asasyn na hardzie.
Spodziewałem trochę większej ilości zmian w walce a na razie wygląda to jak jedynka z lepszą grafiką. Dla mnie paradoksalnie starcia z wielkimi przeciwnikami były też słabością jedynki. Przez chwilę fajne ale gdy potrzeba kilkanaście minut by zdjąć przeciwnikowi pasek zdrowia a ma ich kilka to robi się to już po prostu nużące.
Z Baldurem miałem tak że chyba z 3 razy robiłem od nowa postać po kilku godzinach bo gdy nieco się zagłębiłem w mechaniki to stwierdzałem że innym typem postaci będzie mi się lepiej grało. Ogólnie myślę, że lepiej do grania w ten sposób sprawdzą się gry niezbyt mocno skomplikowaną rozgrywką. Bardziej więc celuję w gry akcji. Choć nie do końca działało to też u mnie z Elden Ringiem. Jak grałem codziennie to spoko ale gdy trafił się tydzień przerwy to już miałem trochę problem z ponownym wkręceniem się i rozeznaniem gdzie iść, co robić itp. Liczyłem, że kolejną taką grą będzie u mnie Starfield. Jednak po obejrzeniu kilku materiałów i przeczytaniu opinii stwierdzam, że szkoda czasu.
Coś w tym jest. Miałem tak z RDR 2. Początkowo przez powolne tempo rozgrywki wydawała mi się grą kompletnie nie dla mnie przy bardzo ograniczonym czasie na granie. Tymczasem okazała się świetnie sprawdzać. Odpalałem, zrobiłem jedną-dwie misje z głównego wątku, jakieś zadanie poboczne, trochę pokręciłem się po świecie i wyłączyłem. I tak przez ponad miesiąc aż do ukończenia. Niestety myślę, że nie każda długa gra się tak sprawdzi. Nie zadziałało u mnie to w wypadku Baldur's Gate 3, którego miałem zamiar ogrywać w podobny sposób. Problemem okazało się większe skomplikowanie rozgrywki. Ciężko było mi wkręcić się w rozgrywkę gdy wracałem po tygodniu bo potrzebowałem dość długiej chwili by ogarnąć co, gdzie, jak.
Czyli idąc jego tokiem myślenia nie może mi nie smakować danie zjedzone w restauracji bo go nie ugotowałem, kupionym autem nie może się źle jeździć bo nie byłem nigdy w fabryce a obrazu w galerii nie mogę uważać za brzydki bo nie jestem malarzem. Chłop się odkleił konkretnie. Chcąc nie chcąc tworząc grę tworzy się produkt konsumencki. A sukces tego zależy w największym stopniu nie od krytyków czy ekspertów tylko zwykłych obywateli którzy go kupią bądź nie. Oj zbyt pewnie się czują już producenci gier.
Wciąż nie rozumiem zachwytów nad stroną wizualną. Może i detale są ale mam wrażenie, że słabo działa oświetlenie. Przez to jest kiepski kontrast i wszystko wydaje się płaskie. Oglądając różne materiały miałem flashbaki z przeszłości gdy przez słaby sprzęt odpalałem gry na najniższych detalach z niemal wyłączonymi cieniami.
Ja bym się wstrzymał z tym optymizmem chociaż do pokazania jakiegokolwiek fragmentu rozgrywki. Nie żebym wątpił w Rockstara bo niemal każda ich gra w momencie premiery robiła wrażenie grafiką (może poza San Andreas i Vice City) ale jednak pełno jest gier które na trailerach wyglądały mega a w praktyce kończyło się to średnio.
Ciekawi mnie czy będzie można grać stale jedną postacią czy trzeba będzie przeskakiwać pomiędzy nimi. Nie interesuje mnie płeć bohatera ale jednak wolę zawsze mieć jedną główną postać bo przeskakiwanie pomiędzy nimi jak choćby w GTA V wybija mnie z immersji. Co do braku info o wersji PCtowej to mam nadzieję że nie wracamy do słabych praktyk jaka miała z tym miejsce przy premierze "czwórki". Patrząc na dzisiejsze standardy to bardziej spodziewałbym się zapowiedzenia na PC i czasowo jedną z konsol. Cenowo aż strach pomyśleć co to będzie patrząc na to co dzieje się obecnie a Rockstar nigdy nie był łaskawy w tym względzie. Na razie wygląda to jak każde GTA na zwiastunach. Osobiście wolałem poważniejszy klimat "czwórki" lub z RDR 2 a tutaj raczej nie ma co na niego liczyć.
Hogwarts Legacy to po prostu średnia gra i nic więcej. Wybija się pięknie zaprojektowanym światem. Walka jest poprawna ale już fabuła, postacie i zadania są nijakie. A za pomysły jak rozwijanie umiejętności otwierania zamków poprzez znalezienie określonej ilości figurek rozsianych po całym świecie (i widocznych tylko o określonej porze) powinno się palić na stosie. A tak na marginesie to czuję ogromne rozczarowanie, że Ubi tak spartoliło Mirage'a, że nie było mowy by znalazł się na tej liście. Bardzo liczyłem, że po rozwleczonej Valhalli będzie takim zebraniem najlepszych rozwiązań z ostatnich części w nieco podrasowanej formie i skondensowanym w mniejszym świecie ale przez to z bardziej konkretną zawartością. Szkoda
Bloodlines 2 powstaje w takich bólach że będę w szoku jeśli będzie z tego choćby średniak.
Myślę że to od początku był drugorzędny gatunek i jednak żadna produkcja tego typu nie przebiła się do mainstreamu na tyle by uznać ten typ rozgrywki za przyszłościowy i opłacalny w kontekście dużych produkcji. To raczej takie gry do relaksu na chwilę w sezonie ogórkowym czy pomiędzy poważnymi tytułami.
Jedyna różnica jaką widzę to lekko podbity kontrast. Powariowali z tymi remasterami już. Tutaj spuszczanie się nad grą która nadal wygląda dobrze i przez ładne parę lat będzie jeszcze wyglądała. A nowego KOTORa nie ma komu robić.
Ciężko tu oczekiwać tak dużego przeskoku w jakości bo pierwszy Cyberpunk nie jest wcale drewniany. Jedyne czego mi brakowało to lepszego funkcjonowania policji (które już poprawiono) i większego poczucia przebywania w żyjącym mieście poprzez różne przypadkowe wydarzenia.
Mnie jakoś ta grafika nie zachwyca na materiałach. Jest bardzo nierówna. Są miejsca gdzie wygląda pięknie ale też widziałem sporo takich gdzie można było odnieść wrażenie, że ogląda się produkt ze średniej półki i to z przed ładnych paru lat.
W moim osobistym rankingu wygrywa Black Flag a po nim jest Odyssey. Black Flag kupił mnie przede wszystkim bardzo dobrą historią i kapitalną eksploracją morza gdzie bitwy w żadnej późniejszej odsłonie nie były tak widowiskowe (strzelanie z łuków jednak nie może się równać armatom). Cieszyło mnie też mocne ograniczenie wątku współczesnego z animusa, którego do dziś nie jestem fanem. Odyssey to natomiast moja ulubiona odsłona z "nowych asasynów". Bardzo podobał mi się klimat starożytnej Grecji, możliwości wyborów w kluczowych momentach fabuły, ogromny świat w którym było co robić i sympatyczny bohater z charakterem po dość nijakim Bayeku. Oczywiście zdaję sobie sprawę z jej wad ale mimo to spędziłem tam ponad 100 godzin więc to o czymś świadczy. Valhallę również postawiłbym wyżej. Choć zgadzam się, że kiepsko sprawdza się jako asasyn.
Nie rozumiem czepiania się walki. Moim zdaniem to duży plus, że jest teraz trudniejsza. Oczywiście nie oczekuję tu wyzwania na poziomie Dark Souls. Jednak starcia w grze o skrytobójcach gdzie w pojedynkę rozwala się w otwartym starciu ze 20 przeciwników to też była przesada. Wolę gdy skradanie ma sens niż jest tylko sztuką dla sztuki bo o wiele szybciej i prościej można wykonać zadanie wpadając na pełnej....
Zobaczymy jak będzie gdy gracze ruszą do boju. Na razie niepokój budzi to, że jest embargo na publikowanie przy recenzjach materiałów z własnej gry a jedynie z tych nadesłanych od REDów. Niby tłumaczą, że to w obawie przed spojlerami ale jakoś mało przekonująco to brzmi.
"...zastanawiałem się, co takiego musiałoby się stać, byśmy wszyscy (gracze) powiedzieli: „Wow, nie no, tego to się nie spodziewaliśmy”. Doszedłem do zabawnego wniosku, że w zasadzie nie da się wymyślić koła na nowo w przypadku takiej serii." - Dlatego też od lat uważam, że wydawanie co roku Fify z perspektywy gracza nie ma sensu. Mechaniki w niej nie starzeją się zbyt szybko i jedna edycja wspierana i aktualizowana mogła by spokojnie pociągnąć z 6 lat. Nie dziwię się natomiast, że EA tego nie robi bo po co skoro co roku zbija na nowej odsłonie ogromne pieniądze a konkurencja praktycznie nie istnieje.
Wymagania wyglądają przyzwoicie. Pytanie jak będzie z optymalizacją. W poprzednich częściach zawsze najgorzej było z tym w dużych miastach a wygląda na to, że tutaj będzie to główna oś gry więc oby to dopracowali.
Bardziej by się przydała opcja pomijania tur przeciwnika. Na początku to nie przeszkadza ale gdy pojawiają się starcia z dużymi grupami to trochę już irytuje nawet kilka minut czekania aż wszyscy wykonają swoje ruchy. Poszerzenie drużyny jeszcze tylko wydłużyło by i tak już nieraz bardzo długie starcia. Miało by to sens większy gdyby właśnie można było pomijać tury przeciwnika lub gdyby walka była w czasie rzeczywistym. W kwestii drużyny przeszkadza mi jeszcze to, że w trakcie wielu wydarzeń cała drużyna poza wybraną postacią jest nieaktywna. Przykładowo spotykam magiczne zwierciadło, które pyta mnie o coś gdzie do poprawnej odpowiedzi przydaje się wiedza tajemna. Moja postać to wojownik więc kiepsko z tym u niego ale w drużynie mam maga, który bez problemu odpowiedziałby poprawnie w danej chwili ale nie mam opcji by "wywołać go do tablicy".
Szybko przeszli od robienia z siebie ofiar i lamentów by nie oczekiwać jakości jak w Baldur's Gate 3 do pokazywania graczom środkowego palca.
Zamiast nowych strojów wolałbym gdyby przemodelowali stare. Trudno było dobrać strój z dobrymi statystykami by nie wyglądał kiczowato.
Szkoda że po tym dodatku nie będą poszerzać Cyberpunka o nowe historie. Teraz wydaje się że gra jest w miejscu w którym oczekiwało się by była w dniu premiery i fajnie by było gdyby systematycznie wypełniali ten świat nową zawartością. Dobre historie to akurat coś co potrafią robić bardzo dobrze.
Dla mnie ocena liczbowa gry jest bez sensu bo ciężko obiektywnie dać jakiejś 10. Każda gra ma wady mniejsze lub większe. Z podanych tu 10 w które grałem : Dziki Gon - słaby rozwój postaci, RDR 2 - często długie i monotonne dojazdy na misje i ogólna powolność, Skyrim - choćby nudny wątek główny, dużo podobnych misji gdzie wchodzi się do podziemi i ubija draugry. Oczywiście wiele elementów dla jednego gracza może być wadą a dla drugiego zaletą. Baldur 3 dobrze to pokazuje. Ja bym wolał gdyby recenzje zawierały tylko opis gry z wymieniem wad i zalet a jeśli ktoś potrzebuje cyferek to niech sobie sam w głowie po zagraniu oceni na ile dla niego to była gra na 10. O jeden powód do kłótni wśród graczy mniej.
Mam za sobą około 15 godzin i jest to sukces bo do tej pory wszystkie gry Lariana odrzucały mnie po góra 5 godzinach a tu wciąż chcę więcej. Zgadzam się z tym, ze gra potrafi przytłoczyć mechanikami. Sam dość rzadko grywam w taktyczne rpgi a o systemach papierowych mam zerowe pojęcie więc tu czasem przez to jest ciężko. Tłumaczenie mechanik to jedno ale uważam, że Baldur ma nie do końca przemyślany interfejs i raz że szybko staje się zagracony i mało przejrzysty a dwa że nieraz trzeba chwilę szukać opcji która mnie interesuje. Po obejrzeniu kilku streamów widzę, że nie tylko mi się to zdarza. Szkoda też, że nie da się sterować postacią za pomocą klawiatury w kilku miejscach ułatwiło by to grę. Jeszcze tylko przeczepiłbym się do pracy kamery, która słabo działa w małych pomieszczeniach. Jednak to drobiazgi wobec masy pozytywów które można powiedzieć o tej grze. Taki mamy efekt gdy studio dba o zespół i bazuje na doświadczeniach z poprzednich produkcji zamiast do wciąż rotować składem.
"W dzisiejszych czasach, gdy ceny gier w premierowych wydaniach każą się mocno zastanowić, co kupić, a z czym poczekać na przecenę, takie okazje do samodzielnego sprawdzenia lub przeczytania wrażeń innych stają się szczególnie cenne i potrzebne. Szkoda trochę, że branża tych największych wydawców skręca w kierunku ukrywania swoich gier." Tym większa szkoda, że ukatrupiono model udostępniania wersji demo do gier. Fajnie było zwłaszcza gdy zostawał udostępniony jakiś nieco późniejszy etap rozgrywki. Można było przetestować czy typ rozgrywki odpowiada bez żadnych kosztów.
Tylko, że żadna z tych gier nie miała takiego marketingu i na żadną nie było aż takiego hypeu jak na Cyberpunka. Gothic 3 wychodził w zupełnie innych czasach gdzie jeszcze opinie w sieci nie rozchodziły się tak szybko i nie było ich aż tak dużo. Nie oberwało się mu? No do dzisiaj przecież się mówi, że to najbardziej zabugowana produkcja Piranhy, która pogrzebała tą markę. Skyrim miał bugi ale nie były aż takie jak w Cyberpunku. Grałem w obie produkcje tuż po premierze i jak dla mnie nie ma porównania. W Skyrimie czasem gdzieś jakiś NPC przeszedł przez ścianę lub jakaś tekstura się wywaliła. Tymczasem w Cyberpunku w niemal każdym starciu psuł się jakiś przeciwnik, działanie policji to był żart, jednego zadania nie mogłem w ogóle ukończyć a o ilości problemów z grafiką nawet nie wspominam.
Pytanie tylko czy tego potrzebują gracze? Mi do szczęścia wystarczyłby Skyrim ze współczesną grafiką (nie zarzynającą komputery jak Oblivion w dniu premiery), poprawioną walką, ciekawymi zadaniami i światem reagującym na poczynania bohatera (w Skyrimie strasznie irytowało mnie, że NPCe często nie reagowali na to co się dzieje i np. nadworny mag w Smoczej Skale nadal uparcie powtarzał swoje "jeśli masz zadatki dołącz do akademii magów..." mimo, że byłem już arcymagiem tejże).
Chyba nikt po tej grze nie oczekuje, że będzie rewolucyjna. Widać, że to bardziej wariacje na temat dotychczasowych mechanik z kilkoma usprawnieniami. Osobiście mi to nie przeszkadza bo nadal uważam, że oś rozgrywki w nowych asasynach jest bardzo przyjemna. Jest ciekawa fabuła, przyzwoita walka i przyjemna eksploracja. Problemem jest rozsmarowywanie tego na zbyt dużej powierzchni. Jeśli tutaj będzie to skondensowane do mniejszej powierzchni z mniejszą ilością aktywności ale konkretnymi i dobrą fabułą to będzie dobra gra. Bardzo chciałbym też poprawy inteligencji przeciwników ale wątpię by tutaj nastąpiła znacząca zmiana.
Może nie jest super ale jest czytelne a to najważniejsze w menu. Myślę, że było by super gdyby poszli w jeszcze większy minimalizm i zostawili same napisy na ciemnym tle i by podświetlana była jaśniejszym paskiem jedynie aktywna opcja. Minimalizm jest zwykle mało doceniany. Tutaj nie wyszedł ekstra ale na pewno daleko temu do najgorszego menu jakie widziałem w grach w ostatnich latach.
Mi jednak znudziła się po blisko 100 h. Aktywności poboczne i otwarty, niesamowicie interaktywny świat są super ale nawet to się z czasem nudzi gdy gra nie daje nowego celu. Na początku byłem przekonany, że RDR2 odrzuci mnie po kilku godzinach a tymczasem okazał się kapitalny dla takiego niedzielnego gracza jak ja. Włączyłem, pokręciłem się trochę po okolicy, wykonałem zlecenie na jakiegoś bandytę, zrobiłem jedno zadanie z wątku głównego i wyłączyłem. Idealna gra nie wieczorny relaks.
Wiedźmin 3 jest przede wszystkim świetną grą akcji w otwartym świecie. Kapitalna jest tutaj fabuła, postacie i sposób w jaki to wszystko jest podane graczowi. Bardzo przyjemna jest również walka oraz eksploracja. Wady? To kwestia czego ktoś szuka. Jeśli ktoś szuka rpga w stylu Elden Ring gdzie godzinami można kombinować nad rozwojem postaci to pewnie może być zawiedziony gdyż tutaj jest to dość płytki aspekt rozgrywki. Patrząc na całą trylogię każda część kładła nacisk na trochę inne elementy. Jedynk była walką z silnikiem i stała w rozkroku pomiędzy rpgiem zręcznościowym i w stylu Diablo. Dwójka stawiała mocno na podporządkowanie całego otoczenia historii i mniejsze lokacje. Trójka to już otwarty świat z jego wszystkimi plusami i niektórymi minusami. Nie wiem czy obiektywnie może ktokolwiek powiedzieć, że jedynka lub dwójka są lepsze od trójki. Myślę że zwłaszcza przy pierwszej części przez każdą opinię będzie przemawiał sentyment. Dla mnie trójka jest najlepsza bo dała mi to czego od początku oczekiwałem od gry o Geralcie - poczucie bycia wiedźminem, błąkanie się po świecie i polowanie na potwory. Nie da się też nie powiedzieć że Dziki Gon wyznaczył pewne standardy na lata i wzorowało się na nim choćby Ubisoft przy nowych asasynach. A to już coś znaczy.
Witam wszystkich. Od kilku dni gram w Baldura 3 i jak pewnie wielu z was mam róże rozterki w kwestii rozwoju postaci i doboru drużyny. Obecnie gram półeflem paladynem z nastawieniem na broń dwuręczną. W drużynie mam Galea, Posępne Serce i do niedawna Astariona. Ostatnio przyłączyła się do mnie Karlah i zastąpiła Astariona gdyż bardziej pasuje mi jej charakter a Astarion w niemal każdej sytuacji się ze mną nie zgadza a nie chcę mieć w drużynie negatywnie nastawionej postaci. Problem jest taki że teraz mam dwie postacie o podobnym typie walki i nikogo kto byłby dobry w skradaniu czy otwieraniu zamków. Jednak bardziej mnie martwi czy taka drużyna nie będzie kłopotliwa na dalszych etapach gry? O zmianie pozostałych towarzyszy nie ma mowy bo chcę mieć czarodzieja w drużynie a z Posępnej robię uzdrowicielkę i chce z nią mieć romans. Zastanawiam się czy nie zresetować mojego bohatera i nie przerobić go na łowcę walczącego łukiem. Co o tym myślicie? Czy skład drużyny nie jest tu aż tak istotny. Jednak chciałbym by ktoś w drużynie miał wysoką percepcjię i potrafił otwierać zamki i rozbrajać pułapki.
Nie czytałem dokładnie opisu żeby nie zaspojlować sobie fabuły. Jednak uważam, że to plus jeśli gra stwarza takie możliwości. Zawsze podobało mi się w Far Cryach że dawali takie ukryte zakończenie pozwalające zakończyć grę w kilka minut. Wiadomo, że nie po to się kupuje grę ale doceniam takie możliwości.
Trochę na wyrost jest mówienie o bardzo bogatym kreatorze. Brakuje mi tutaj większej opcji ingerencji w wygląd twarzy niż wybór jednego z pięciu modeli. Nie mówię o ręcznym modelowaniu płatków uszu ale już wybranie kształtu oczu, brwi, nosa, ust i uszu z pewnej bazy gotowych modeli było by super. Mam też wrażenie że łatwiej stworzyć przyjemnie wyglądającą postać kobiecą niż męską oraz ze znacznie więcej fryzur jednak bardziej pasuje pod kobiecą postać. Mogli by na to poświęcić czas zamiast na opcje zmiany genitaliów. Oczywiście biorąc pod uwagę całość to mało istotna wada.
Współczujesz ale czego? Diablo 4 już teraz sprzedało się świetnie. Są mankamenty ale wiele rzeczy mogą jeszcze usprawnić jak choćby w ostatnim patchu który spotkał się z pozytywnym odbiorem. Konkurencja? Last Epoch to jednak indyk i wątpię by poważnie zagroził takiemu gigantowi. POE 2 w połowie przyszłego roku rusza dopiero zamknięta beta. Na TQ 2 pewnie trzeba będzie poczekać gdzieś do 2025. Blizzard ma więc jeszcze sporo czasu by poprawić swój produkt. A nawet gdy owe produkcje wyjdą to nie oznacza, że automatycznie wszyscy przestaną grać w Diablo. Rynek jest na tyle duży, że wystarczy spokojnie dla kilku dużych produkcji.
Pytanie do tych którzy już trochę ograli nowego Baldura. Czy bardzo łatwo zepsuć sobie tutaj postać błędnymi wyborami przy kolejnych poziomach? Jestem leszczem w turowych rpgach i boję się, że przez mnogość możliwości źle rozwinę swoją drużynę ale wyjdzie to dopiero gdzieś po 20 godzinach gry, nagle wszystkie walki staną się koszmarnie trudne ale już nie będzie mi się chciało zaczynać od początku. Miałem coś takiego w pierwszym Dragon Age. Nie mogłem sobie poradzić w jednym starciu. Jednak zainstalowałem moda który umożliwiał reset umiejętności i podobne ich rodzielenie. Po ponownym rodzieleniu inaczej niż wcześniej tą walkę udało się wygrać za pierwszym podejściem może nie na luzie ale bez dużych trudności. Czy tutaj łatwo o coś takiego?
Biorąc pod uwagę rozmiar gry trudno oczekiwać by BG 3 doczekało się wysokiego procenta graczy którzy ukończyli główny wątek. Poprzednie gry Lariana też nie miały tutaj wysokich statystyk ale to ogólny problem długich gier bogatych w zawartość poboczną. Od Divinity 1 i 2 odbiłem się po kilku godzinach ale Baldurowi dam szansę pewnie gdzieś za miesiąc jak trochę go połatają. Przekonuje mnie to, że na rozmowach są zbliżenia na postacie. Niby nic ale mi robi to ogromną różnicę w grach gdzie dużo czasu spędza się w widoku izometrycznym.
1. "Zawsze maruderzy więcej robią szumu niż Ci, którym się podoba" - zależy od produkcji i jakie emocje wzbudza. W wypadku np. gier From Software uważam, że więcej szumu robią ortodoksyjni fani, którzy zjadą każdego kto ośmieli się skrytykować np. Elden Ringa. W drugą stronę w wypadku gier Ubi. W wielu miejscach łatwo wywołać burzę jeśli tylko powiesz, że podobała Ci się Valhalla.
2. "A no i klasyka to narzekania graczy z 10 000 godzin na liczniku, że "wieje nudą" :D " - gdyby nie chodziło o Diablo to zgodziłbym się z tym argumentem. Ale tu chodzi o Diablo, które Blizzard zrobił właśnie z myślą o ludziach którzy spędzą w nim te 10 tysięcy godzin. Jeśli nie masz co robić po 50 godzinach w singlowej grze akcji to może oznaczać, że na tyle została zaprojektowana i nie będzie to wadą. Ale jeśli np. po 100 godzinach stwierdziłbyś że nie masz po co już uruchamiać WOWa to by oznaczało, że coś poszło nie tak.
Dzisiaj gry są robione tak, że przeważnie nawet na tych najniższych ustawieniach dostępnych z poziomu menu gry wyglądają bardzo dobrze. Nie ma tu już takiej przepaści pomiędzy ustawieniami niskimi a wysokimi jak była lata temu. Przez to nieraz nawet schodząc poniżej tych najniższych ustawień grzebiąc w plikach gry można wciąż mieć całkiem nieźle wyglądającą grę zamiast czegoś co wygląda jak wczesny prototyp.
A ja rozumiem argument o "przytłaczającej złożoności". Jasne, jak ktoś jest fanem klasycznych rpgów i poświęca dużo czasu na granie to ta złożoność będzie dla niego zaletą. Jednak dla bardziej niedzielnych graczy może to być bariera nie do przeskoczenia. Mnie w dużym stopniu to ostatecznie odrzuciło od Divinity 2 gdy wracając po kilku dniach przerwy musiałem poświęcić chwilę by przypomnieć sobie co i jak. Choć nie powiedziałbym, że to cecha konkretnie danej gry a bardziej całego gatunku. Nie są one tak przystępne dla każdego jak na przykład rpgi akcji.
Oj tam bez przesady z tym brakiem czasu. Nie trzeba przecież od razu poświęcać 8 godzin dziennie. Sam nie mam zbyt dużo czasu na granie a udało mi się ukończyć choćby RDR 2 znane z dość ślamazarnego tempa akcji. 2 godzinki wieczorem, czasem dłuższe posiedzenie przy łikendzie i każdą produkcję można ograć.
Na razie wychodzi na to, że będzie to taka mieszanka różnych mechanik ze wszystkich odsłon. Z jednej strony nie przeszkadza mi to bo we wszystkich odsłonach w które grałem bawiłem się świetnie. Jednak z drugiej strony miałem nadzieję, że przeprojektują pewne elementy rozgrywki. Najbardziej liczyłem na rozwinięcie skradania. Trochę też nie pasowało mi to jak Basim jest w stanie wykończyć kilku oznaczonych przeciwników jednocześnie teleportując się(?) pomiędzy kolejnymi celami. Wydało mi się to zbyt magiczne nawet jak na tą serię i wolałbym gdyby było to zrealizowane w inny sposób (na przykład rzucenie trzech sztyletów które zabijają trzech przeciwników). Po tym gameplayu mój entuzjazm nieco opadł ale i tak na pewno zagram jeśli tylko technicznie nie będzie dramatu i fabularnie będzie przyzwoicie.
Też nie lubię skalowania przeciwników. Dla mnie jest to po prostu pójście na łatwiznę gdy twórcą nie chcę się projektować świata tak by dać wyzwanie zarówno weteranom ale i nie zajechać nowicjuszy. Nie kojarzę do tej pory chyba żadnej gry, która robiła by to dobrze. Już Oblivion pokazywał paradoks tej mechaniki i niewiele się do dzisiaj zmieniło. Momentami nieźle to wyglądało w Odyssey. Myślę, że skalowanie miało by większy sens w ograniczonym zakresie. Na przykład tak jak w asasynach każda lokacja ma swój bazowy poziom ale w przeciwieństwie do nich nie powinny one levelować do końa już razem z graczem tylko przez pewien czas np. 10 poziomów lub gdyby levelowali tylko niekórzy przeciwnicy jak w asasynach można by było spotkać potężniejszych najemników polujących na nas z których wypadały by lepsze przedmioty.
Wszytko rozbija się o to ile faktycznie Starfield. Jeśli będzie to gra na kilkadziesiąt lub ponad 100 godzin z ciekawą zawartością i przyjemną rozgrywką to jestem w stanie dać te 350 zł. Oczywiście to drogo i też nie podoba mi się że coraz więcej gier ukazuje się w tej cenie. Ale właśnie dziwi mnie to nagle teraz wybucha jakieś oburzenie skoro nie jest to pierwsza gra w tej cenie. Nie pamiętam takiego oburzenia gdy w podobnej cenie wychodziło tragiczne Forspoken.
Koła na nowo raczej tu nie odkryją. Ogólnie nie przeszkadza mi to bo sama rozgrywka z nowych Asasynów jest przyjemna. Problemem było zbytnie rozwlekanie niektórych elementów lub ich niedopracowanie. Tutaj liczę na mniej ale konkretniej. Cieszę się, że pracują nad poprawą inteligencji przeciwników. Wcześniej bywało z tym słabo. Frajdę z wykoszenia obozu po cichu psuło zabijanie kilku przeciwników stojących na warcie w kącie zwróceni twarzą do ściany czy nie zwracających uwagi na zwłoki. Jeśli tutaj będzie większy nacisk na działanie po cichu to oczekiwałbym też nieco więcej możliwości w kreatywnym pozbyciu się celu. A na razie wygląda to na pójście na łatwiznę i użycie metod ze starych odsłon. Mam nadzieję, że będzie coś więcej ponad to co pokazali i fajnie gdyby dało się np. upozorować wypadek. Nie oczekuję takich możliwości jak w Hitmanie ale fajnie było by zobaczyć większą różnorodność w tym zakresie niż dotychczas. W każdym razie czekam i na pewno przetestuję.
Bardzo dobra gra. Długo się zbierałem by w nią zagrać bo bałem się, że zniechęcą mnie te realistyczne mechaniki ale szybko można się do nich przyzwyczaić. Podoba mi się, że bohater nie jest wybrańcem mającym uratować świat tylko szarakiem, którego przez długi czas szlachta ma za nic. Trochę mimo wszystko nie podobał mi się system walki. Fajnie że twórcy eksperymentowali z czymś nowym a nie oklepaną walką w stylu Skyrima ale mam wrażenie, że do końca im to nie wyszło. W walce jeden na jeden było jeszcze ok ale gorzej wypadało to w starciach grupowych. Mimo to polecam i niecierpliwie czekam na kontynuację.
Nie przesadzał bym z tym przesuwaniem granicy przez Blizzard. Nie oni pierwsi i nie ostatni. To nie Blizzard jako pierwszy zrobił płatne dlc które wcześniej były darmowe. To nie Blizzard pierwszy wprowadził dodatkową, płatną zawartość do gry w pełnej cenie. Prawda jest taka że każda firma kombinuje jak najmniejszym kosztem wydoić jak najwięcej. Co do samego Diablo 4 to może bym i zagrał ale odstrasza mnie nie tyle cena czy prawdopodobnej przyszłości gry. Odstraszają mnie sezony i kasowanie postaci z rozpoczęciem każdego nowego sezonu. Ja jako niedzielny gracz lubię sobie powoli rozwijać postać i eksplorować świat w wolnych chwilach a tutaj trochę się mi to odbiera.
Czy gra podaje gdzieś informację że jest wierna historycznym realiom? Jeśli nie to równie dobrze można by się dowalić do niemal każdej gry dziejącej się w czasach historycznych bo niemal każda zawiera mniejszą lub większą fikcję. Choćby wspominany Assassin's Creed ma bardzo dużo prawdy z pradawnymi, kawałkami Edenu i konfliktem asasynów z templariuszami...
Mimo pewnych trudności, premiera Diablo IV przebiega pomyślnie – przynajmniej w porównaniu do wczesnodostępowego debiutu gry.
Skąd te doniesienia o problemach we wczesnym dostępie? Oglądałem wiele streamów z tamtego czasu i żaden ze streamująch na żywo nie miał problemów z grą. Może ze 2 razy zdarzyło się że wywaliło komuś grę lub pojawił się jakiś glicz ale były to sporadyczne sytuacje. I nawet tych legendarnych kolejek na serwerach brakowało. Duże problemy pamiętam tylko podczas bety.
Czekam na Finał Fantasy XVI gdy wyjdzie na PC. Choć boję się że będzie to słaby port z przesadzonymi wymaganiami i masą problemów technicznych. Szkoda też że nie zanosi się by były choćby napisy po polsku. Z innych gier tutaj raczej nic mnie nie ciekawi. Może sprawdzę kiedyś Diablo 4 ale odstrasza mnie brak rozgrywki offline lub chociaż bez dostępu innych graczy. Trochę za bardzo robi mi się z tego MMO.
Ehh a liczyłem, że kolejnym z exclusivów z PS będzie Ghost of Tsushima. Były pogłoski, że się pojawi w tym roku a tu cisza.
Jeżeli po obejrzeniu jednego zwiastuna filmowego już masz takie spostrzeżenia to wygląda na to że cokolwiek nie wyjdzie to i tak będziesz marudził. Brak oryginalnego autora nie musi być wadą czego przykładem jest choćby niedawny remake Dead Space. Rozumiem że ciężko dogonić oczekiwania gry którą wspomina się jako wybitną i ma do niej sentyment. Jednak nie oznacza to że zmiany wyjdą tej produkcji na złe a czasem są konieczne. Popatrz jaki kloc wyszedł z Shenmue 3 którego autor uparcie tkwi przy stylu gry z poprzednich części.
Dodałbym do listy :
Sleeping Dogs - świat mniejszy niż w GTA ale konkretny i bardzo ładnie przedstawiony.
Fable The Lost Chapters - genialna gra której do doskonałości brakowało jak dla mnie jedynie większego świata zamiast dość mocno korytarzowego.
Risen - jak dla mnie najlepsza część gdzie czuć było klimat Gothika. Świat nie tak duży jak choćby w Skyrimie ale napakowany zawartością i przyjemny w eksploracji
Wątpię by była tu rewolucja na miarę Origins. Widać, że są tu te same rozwiązania co w Valhalli po poprawkach. Mi to nie przeszkadza bo w poprzedniczkach bawiłem się dobrze. Fajnie gdyby tutaj przeciwnicy byli silniejsi i skala starć mniejsza tak by opłacało się skradać i pozostawać niezauważonym zamiast w otwartym starciu w pojedynkę rozbijać kilkunastoosobowy oddział. Również liczę, że poprawiona będzie sztuczna inteligencja bo z tym było kiepsko do tej pory i przeciwnicy potrafili przechodzić obojętnie obok zwłok kompana albo stać na straży odwróceni do ściany w rogu pomieszczenia. Jeśli do tego dojdzie ciekawa fabuła i mniej ale konkretniejszych zadań pobocznych to mi to wystarczy do szczęścia i na pewno kupię jeśli się okaże, że stan technicznych pozwala na to.
Dla mnie od pierwszych zapowiedzi był to kandydat do porażki a każda kolejna wiadomość i zwiastun tylko utwierdzały mnie w tym przekonaniu. Golum to ciekawa postać ale ze względu na dramatyzm i wątpię by ktoś był zajarany na myśl o pokierowaniu nim. Zwłaszcza że w jego historii nie było jakichś znacznych niedopowiedzeń i czegokolwiek co wymagało by wyjaśniania lub mogło rzucić nowe światło na to jak jest odbierany.
Podobają mi się te informacje i cieszę się, że Mirage obiera trochę inny kierunek niż ostatnie trzy odsłony. Bawiłem się w nich dobrze ale coraz mniej miało to wspólnego z asasynami i widać było, że twórców dusi konieczność trzymania się marki. Zwłaszcza wikingowie pasowali tu jak pięść do nosa. Cieszę się, że idą bardziej w skradanie ale mam w związku z tym pewne obawy. Po pierwsze rzekoma trudność otwartej walki. Nie posądzam Ubi o zrobienie Assassin's Souls. Bohater ginący na 2-3 uderzenia? Bardzo proszę ale oby przeciwnicy nie byli gąbkami na ciosy co potrafiło być irytujące w poprzednich częściach. Jeśli gra ma w dużym stopniu opierać się na skradaniu i szukaniu sposobu jak dobrać się do celu to przeciwnicy muszą mieć przynajmniej przyzwoitą inteligencję. Z tym niestety ostatnio bywało bardzo słabo. Ciekawe też na czym ma polegać ten ulepszony parkour? Od Origins został raczej wykastrowany niż rozwinięty i sprowadzili go do trzymania klawisza ruchu do przodu bez potrzeby patrzenia gdzie się idzie.
Jeśli nie będziemy kupować to po prostu niektóre firmy upadną i przestaną produkować gry. Myślę że dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek ważna jest rozwaga w zakupach by pokazywać twórcom że pewne praktyki nie przejdą (np. fatalny stan w dniu premiery). Wysokie ceny też nie biorą się znikąd bo dzisiaj koszt produkcji gry AAA jest znacznie większy.
Kolejny prequel z jeszcze wcześniejszych czasów jak najbardziej. Późniejszy czas z samochodami? Tutaj już niebezpiecznie zaczyna pachnąć bezpośrednią konkurencją dla GTA a tego Rockstar by sobie nie zrobił. Patrząc na to, że wydają jedną dużą grę co 3-4 lata i krążą plotki o nowym GTA gdzieś w przyszłym roku to nowego Red Deada przy skali projektu zobaczymy pewnie gdzieś w 2027 roku najwcześniej.
Z jednej strony fajna opcja by sprawdzić czy komputer "uciągnie" daną grę. Z drugiej strony na Stemie można zwrócić grę jeśli się nie grało dłużej niż 2 godziny więc nie wydaje się to taką dużą rewolucją. Poza tym przetestowanie pierwszych etapów gry nie jest zawsze miarodajne. Zwłaszcza jeśli na początku trafia się do ograniczonego obszaru i po jakimś czasie wychodzi się na otwartą przestrzeń lub dopiero później trafia się w miejsce bogate w szczegóły. Dobrym przykładem może tu być choćby Novigrad z Dzikiego Gonu czy Ateny w AC Odyssey. Spadki płynności w takich miejscach potrafią być na prawdę znaczne.
Ukończyłem grę i przynajmniej u mnie w ostatnich etapach doświadczyłem znacznie więcej bugów niż przez całą resztę gry. Kilka razy zabity przeciwnik żył nadal ale nie dało się go uderzyć ani nie reagował na mnie. Miałem też sytuacje gdy nie mogłem przejść do kolejnego etapu bo np. winda miała ruszyć dopiero gdy wszystkie postacie się na niej znajdą a jedna stała w innym miejscu. Optymalizacja to dziwna sprawa. Obawiałem się że będzie dramat gdy tylko wyjdę na otwarty teren na Koboh. Tymczasem największe spadki płynności miałem w raczej zamkniętych i niezbyt bogatych w detale lokacjach. Na przykład jedna - nieuduża plansza na której znajdowało się kilka przeciwników, kilka namiotów i całość oddzielona drzwiami od innych plansz.
Całkiem ładnie skonstruowany świat w którym jest co robić. Również walka jest zaskakująco przyjemna. Zaskakująco bo na zwiastunach wydawała się drętwa i nudna. Do samego systemu czarów mam jednak pewne zastrzeżenia. Z jednej strony pomysł z różnymi tarczami ciekawy. Dzięki temu nie nawala się bezmyślnie atak tylko obserwuje pole walki i konkretne rodzaje kieruje w odpowiednich wrogów. Niby niewiele a dodaje głębi. Z drugiej strony z boku dziwnie wyglądają starcia gdzie co chwilę kogoś komicznie podrywa się w powietrze. Same zaklęcia też mam wrażenie nie są do końca przemyślane. Po pewnym czasie zaczyna brakować na nie slotów i konieczne jest wchodzenie do slotu czarów i ręczne zmienianie używanych pod przyciskami zależnie od sytuacji (na PC łatwo dało by się to rozwiązać gdyby można było przypisać czary pod więcej niż 4 klawisze numeryczne). Poza tym różnorodność czarów jest trochę na wyrost. Nie ważne którego czaru konkretnie się używa byle mieć pod ręką po jednym z każdego koloru by móc kasować każdy rodzaj tarczy. Słabo wypada również fabuła. Początkowo wydaje się interesująca ale szybko staje się powtarzalna bez jakichś ciekawych zwrotów akcji. Chociaż tutaj rozumiem trudne wyzwanie przed jakim stanęli twórcy. Z jednej strony Harry Potter to zawsze był tytuł skierowany do młodszego odbiorcy więc historia nie może być zbyt brutalna. Z drugiej strony masa fanów, która wychowywała się na książkach jest już dorosła i chciała by mroczną i poważną historię. Ciężko to pogodzić. Mimo to na pewno można było zrobić ciekawsze dialogi i dać więcej głębi głównemu bohaterowi o którym gracz wie bardzo mało. Ogólnie to całkiem udany debiut. Chętnie zagram w kontumację jeśli zaoferuje ciekawszą historię i prawdziwy system dobra i zła.
Dzisiaj ukończyłem grę na moim laptopie z Ryzenem 4800h, GTX 1660ti i 16 GB Ram. Daleko mu do dobrego sprzętu na dzisiejsze standardy a i tak grało mi się przyjemnie na średnio-niskich. Oczywiście miałem spadki płynności ale nie na tyle dużo i nie w momentach by rozgrywka była utrudniona. Co dziwne zdarzały się one nieraz w miejscach, które nie porażały efektownością. Nie były to otwarte lokacje, z masą obiektów a nierzadko małe, zamknięte obszary. Nie wiem ile miałem klatek. Dla mnie było to wystarczające ale na pewno dla wielu graczy było by to za mało.
Bardzo dobry sequel. Rozwija niektóre mechaniki z jedynki i zostawia to co było dobre. Świat jest bardziej rozległy ale na szczęście daleko mu wciąż do asasynów. Ukończenie zajęło mi 26 godzin i nie czułem przez ten czas znużenia. Wciąż bardzo przyjemnie odkrywa się nowe obszary i walczy. Oczywiście są też minusy. Podstawowy to szeroko już komentowana optymalizacja. U mnie mimo dość słabego sprzętu jak na dzisiejsze standardy gra działała zaskakująco płynnie przy ustawieniach średnio-niskich. Co dziwne spadki płynności zdarzały się w dość niespodziewanych miejscach. Nie były to zwykle rozległe, otwarte przestrzenie a małe zamknięte. Więcej nie będę się rozpisywał o optymalizacji bo zostało tu już chyba wszystko powiedziane i nic bym nie dołożył. Z innych minusów to chwilami bardzo słaba praca kamery. Dramatycznie wypada to zwłaszcza w ciasnych lokacjach. W większych najgorzej jest gdy przeciwnicy przyprą gracza do ściany. Kamera wtedy głupieje i nie widać nic. A na najwyższych poziomach trudności taki moment może zakończyć starcie. Ogólnie ta gra ma średnio zrównoważony poziom trudności. Grałem na mistrzu jedi i czasem czułem jakbym obniżył poziom a potem go zwiększył. Na początku wiele starć wymaga pełnej uwagi. Potem gdy nieco rozwinie się Cala większość starć staje się łatwa (również z bossami) i nagle w drugiej połowie gry ten poziom rusza w górę. Nie jest to złe w wypadku bossów którzy stają się bardziej wymagający a starcia z nimi ciekawsze. Jednak w wypadku szeregowych przeciwników nie pojawiają się tacy którzy biją mocniej tylko po prostu gracz nagle zostaje zalany falami wrogów. Ma to sens w kilku momentach ale przez większość czasu wzbudzało we mnie frustrację i poczucie, że komuś zabrakło pomysłu na nowe wyzwanie. Podobna nierówność występuje przy fabule. Ma niezły początek potem zmienia kierunek w jaki gracz mógłby się spodziewać, że pójdzie historia i staje się dość schematyczna ale po nagłym zwrocie akcji nabiera rumieńców i zostawia w napięciu już do końca. Z mniejszych błędów zdarzyło mi się pod koniec gry zacięcie się jakiegoś przeciwnika. Raz też nie chciała ruszyć winda, która miała zabrać mnie na kolejną planszę ale na szczęście po kilku próbach zejścia i ponownego wejścia na nią ruszyła. I taki jest ten Ocalały. Z jednej strony udanie rozwija mechaniki wypracowane w poprzedniczce ale z drugiej pokazuje, że przydało by się mu trochę więcej dopracowania.
Zgadzam się i dodałbym do tego niezbyt rozległe lokacje. Dzisiaj świat zbyt zachłysnął się otwartymi światami podczas gdy Jedi pokazuje, że lepiej mniej a konkretniej.
U siebie akurat nie narzekam na to jak działa. Mam jak na dzisiejsze standardy dość przestarzałego już laptopa z GTX 1660 ti a mimo to działa płynnie na średnich ustawieniach. Zdarzają się chrupnięcia ale bardzo rzadko.
mehow91 to już kwestia gustu. Mi się ta mechanika nie podoba zarówno w Jedi jak i w Elden Ring. Odbiera mi to uczucie czyszczenia mapy które bardzo lubię. Ponadto w Jedi brakuje mi sensu w tym. Odpocząłeś i co się stało ? Była dostawa szturmowców? Brakuje mi sensownego wyjaśnienia tej mechaniki.
"Czasem, będąc już prawie u celu, przychodzi nam wracać się połowę drogi" - w połączeniu z bardziej rozległymi poziomami niż w jedynce obawiam się jeszcze bardziej upierdliwego backtrackingu. Szkoda też, że nie skasowali soulsowej mechaniki odradzania się przeciwników po odpoczynku.
Czy to nie jest tanie tłumaczenie się? Implementują do gry jakąś skomplikowaną mechanikę a potem tłumaczą się, że przez nią coś musiało zostać uproszczone. Pytanie więc czy winne jest faktyczne skomplikowanie czy twórcy niepotrzebnie kombinują tam gdzie nie jest to potrzebne? Nikt nie prosił Ubisoft by kolejne asasyny miały coraz większe światy. Każdy przymknie oko na jakieś wygaszenia czy inne sztuczki jeśli w zamian za to pozostałe elementy rozgrywki będą dopieszczone. W Ghost of Tsushima brakowało animacji np. wsiadania do łodzi czy na wóz a jakoś nie widziałem by ktokolwiek zwracał na to zbytnio uwagę w recenzjach. NPCe w Elden Ring nie ruszają ustami przy mówieniu a jakoś nie przeszkodziło to w zgarnięciu tytułu gry roku. Nie twierdzę oczywiście, że twórcy mają się trzymać starych rozwiązań i nie dodawać niczego innego. Jednak dzisiaj bardziej niż wcześniej konieczne jest robienie tego z głową. Jeśli ktoś w swojej produkcji wstawił mechanikę, która mało kogo obchodzi i potem tłumaczy, że przez czas poświęcony na nią nie zrobili innej której brak zauważają gracze to znaczy, że został popełniony błąd w procesie produkcji i tyle.
Całkiem przyjemnie ogląda mi się gameplaye z rozgrywki ale sam raczej nie zagram (chyba, że kiedyś dorwę na fajnej promocji). Na plus na pewno grafika, system rozwalania zombiaków i że nie robili na siłę w pełni otwartego świata. Jednak walka, eksploracja i klimat o wiele bardziej podobały mi się w Dying Light 2. W pierwszej Dead Island grałem i znudziłem się po kilku godzinach. Tutaj myślę, że miałbym podobnie.
„różnorodność, równość i integracja” - to takie piękne korpo pierniczenie. Typowe gadanie jak to najważniejszy jest dla nich pracownik a nie dojenie kasy ile się da.
Przetłumaczenie prostych zwrotów to jedno. Inna sprawa to kontekst i odpowiednie przełożenie bardziej skomplikowanych wypowiedzi. W jakimś prostym FPSie może i to by się sprawdziło ale myślę, że upłynie jeszcze sporo czasu nim taki system będzie warty użycia w grach gdzie tekst ma większe znaczenie jak np. rpgi
Nie uważam serialowej adaptacji za zły pomysł. Przy filmach widać było jak mocno trzeba było okroić wiele ciekawych wątków z książki (choćby sceny z życia Toma Riddla z Księcia Półkrwi) żeby się zmieścić w sensownym czasie a przy serialu ten problem by zniknął. Oczywiście główna obawa to czy za bardzo nie polecą tam z "uwspółcześnieniem" świata i przeniesieniem chorej poprawności. Nie zawsze nowa opowieść to najlepsze rozwiązanie co pokazały nijakie Fantastyczne zwierzęta.
Witam, postanowiłem wrócić do Gothica 3. Jakie mody polecacie zainstalować przed rozpoczęciem gry? Nie interesują mnie raczej modyfikacje dodające nowe zadania (chyba, że są z dubbingiem ale chyba takich nie ma) a raczej usprawniające walkę, dodające nowe elementy, poprawiające grafikę i różne elementy usprawniające rozgrywkę. Na razie zainstalowałem tylko Community patcha 1.75.14. Co polecacie poza tym? Z góry dziękuję za pomoc.
Hogwarts Legacy to przyzwoity średniak i nic poza tym. Za mało tam głębi i za dużo niedociągnięć by można było mówić, że to gra wybitna. O reszcie się nie wypowiem bo nie grałem
"Poza tym dotarcie do końca należy również rozpatrywać jako sygnał: „Ej, to się jednak podobało!”"" - przepraszam bardzo ale od kiedy? W wypadku filmów, książek i gier również są ludzie którzy trwają do końca nawet jeśli im się nie podoba (no chyba, że to faktycznie już straszny gniot to wtedy byłby to już masochizm). Niektórzy mimo wszystko chcą zobaczyć jak się historia skończy. Ale to nie znaczy od razu, że uważają daną grę za wybitną. Tobie autorze nigdy nie zdarzyło się ukończyć gry, którą później uznałeś za słabą lub co najwyżej przeciętną? Nie wsadzajmy też wszystkich do jednego worka. Nie każdy kto krytykuje jest hejterem. Dzisiaj niestety trochę jest takie podejście na świecie. Jeśli recenzenci i krytycy się zachwycają a ktoś oceni słabo to jest od razu argument, że nie zrozumiał dzieła.
Mówienie, że Elden Ring ma fabułę na 100 godzin jest mocno na wyrost. Jakby tak zebrać wszystkie fragmenty gry prowadzące do jej poznania to może wyszło by tego z kilkanaście godzin. Bardziej trafnym określeniem było by "gra na ponad 100 godzin rozgrywki". A tak na marginesie to niefortunna wypowiedź Techlandu przed premierą Dying Light 2 pokazała jak łatwo można manipulować tymi liczbami.
Fabularnie i ogólnym klimatem Infinite najbardziej przypadł mi do gustu. Jednak już samą rozgrywkę i eksplorację lepiej wspominam z poprzedniczek.
Kurde mam GTX 1660 Ti, myślicie, że dam radę pograć komfortowo na niskich? To chyba ostatnia gra w tym roku na jaką czekam i strasznie było by mi szkoda gdyby nie poszła.
Mnie interesuje tylko Star Wars Jedi. Jedynka bardzo przypadła mi do gustu. Przyjemna walka i eksploracja, ciekawa historia i sympatyczny bohater. Tutaj liczę na po prostu więcej tego samego. Jedyne zmiany które chętnie bym zobaczył to skasowanie soulsowego odradzanie się przeciwników po odpoczynku przy ogn.... po medytacji oraz mniej backtrackingu. Może jeszcze wypróbuję Dead Island 2 jeśli po obejrzeniu kilku streamów z gry uznam, że może mi się spodobać. Jednak małe są na to szanse bo zombie na wesoło to kompletnie nie moje klimaty.
Może będzie coś jak na przykład w Gothiku 3. Zaczynasz jako całkiem sprawny zabijaka ale jednak grupka przeciwników czy jakiś silniejszy stanowią już duże wyzwanie.
Gra zapewne jest świetna. Tylko, że po obejrzeniu serialu kompletnie nie mam ochoty w nią zagrać. Pierwszy sezon bardzo mi się podobał i już uważam, że to jeden z najlepszych seriali jakie oglądałem. Problem mam taki, że gry Naughty Dog są bardzo filmowe (w Uncharted 4 mocno mnie to męczyło miejscami) a tutaj dodatkowo nie miałbym motywacji w postaci dowiedzenia się "jak to się skończyło" skoro już wiem.
300 zł za dopracowany tytuł w którym spędzę kilkadziesiąt godzin? Proszę bardzo. Produkt który w dniu premiery ledwie można nazwać wczesnym dostępem starczający na góra 10 godzin? Dziękuję. Oczywiście nie chodzi mi tu o Call od Daty czy inne strzelanki i absolutnie nie wymagam od nich by miały fabułę na kilkadziesiąt godzin. Tutaj taką rolę pełni multi. Jednak coraz częściej mam wrażenie że płacimy coraz więcej za coraz mniej. Abonamenty niby są ok ale nie dla kogoś kto przez 2-3 miesiące gra w jeden tytuł więc to też nie zawsze jest rozwiązanie. Poza tym nie każdy nowy tytuł można od razu gdzieś dostać w abonamencie. To że gry są droższe to jedno. Martwi też że w niektórych wypadkach mimo lat nadal cena potrafi być wysoka. Przykład choćby nowego Modern Warfare. Po premierze dwójki za pierwszą część na PC nadal trzeba było zapłacić 250 zł. Na konsoli przynajmniej można odsprzedać grę i odzyskać część kasy. Bardzo obecnie brakuje takiej opcji na PC.
To by był już cyrk gdyby w grze wydanej 11 lat później nie było widać znacznej poprawy grafiki względem poprzedniczki :D Skalowanie się poziomu świata to zawsze jest dyskusyjna sprawa i wiele gier robi to źle. Wkurzało to już w Oblivionie gdzie po jakimś czasie byle bandyta latał w płytowej zbroi. Ja jednak wolę gdy gra pozwala poczuć potęgę postaci i móc pójść w miejsce gdzie jednym uderzeniem rozwalę stado przeciwników. Z drugiej strony to szybko by się znudziło więc jestem zwolennikiem czegoś po środku. Czyli na danym obszarze nadal są przeciwnicy o wiele już za słabi dla bohatera ale też pojawiają się nowi przez co można nadal trafić na wyzwanie. Coś jak w Gothiku 2 gdzie w miarę ogarniało się już teren ale wtedy pojawiali się gęsto rozstawieni poszukiwacze przez co znów trzeba było być czujnym. To przestało stanowić wyzwanie to w kolejnym etapie pojawiają się patrole orków.
Diablo czy nie Diablo nie jestem już w stanie zaufać żadnemu twórcy na tyle by kupić grę w dniu premiery. Tutaj pomijając inne problemy techniczne na 100 będą kolejki na serwerach i minie pewnie z tydzień zanim sytuacja się ustabilizuje.
Niestety tak to jest gdy się nie szanuje pierwowzoru, na siłę wrzuca poprawność polityczną i gada pierdoły, że wie się lepiej o czym była książka. Tak jest z Wiedźminem tak jest i Pierścieniami Władzy. Jako odwrotną sytuację można pokazać tu The Last of Us (tak wiem, inne medium było wzorem ale nadal jest to adaptacja). To nie przypadek, że jest tak dobrze odbierany i popularny. Autorzy podeszli z szacunkiem do pierwowzoru i z głową oddzielili to co istotne od tego co zbędne oraz to co się sprawdza w grze ale nie sprawdziło by się w ekranizacji.
Myślę, że bardziej niż jakość nieliniowości graczy rozczarowały cuda na kiju i pompowany balonik marketingowy, które nie znajdowały odzwierciedlenia w realnej rozgrywce. Widocznie czegoś się nauczyli bo teraz o dodatku cicho i nie trąbią na lewo i prawo jaki to będzie Graal gamingu.
Brak jakichkolwiek wyborów moralnych nie byłby tak dotkliwy gdyby sama historia i postacie nie były tak nijakie. Wiele jest gier gdzie wybory są tylko pozorne (np. Mass Effect 2 gdzie przy rozkazie oddania broni miało się wybór pomiędzy "Nie" a "Nigdy") ale przez to, że sama historia jest dobrze napisana nie rzuca się to tak w oczy. Myślę, że tutaj chcieli dać takie możliwości ale zwyczajnie zabrakło czasu. Co do zaklęć niewybaczalnych to moim zdaniem cały dobór dostępnych czarów jest trochę nieprzemyślany. Zbyt szybko zaczyna brakować na nie slotów przez co trzeba zmieniać je z poziomu menu zależnie od sytuacji. Uważam, też że spokojnie mogło by ich być mniej lub więcej z nich używanych kontekstowo jak alohamora (na przykład levioso czy reparo). I tak finalnie nie ważne którego zaklęcia się używa byle mieć w walce po jednym z każdego koloru tarcz. Zaklęć niewybaczalnych przy braku skutków ich użycia mogło by w ogóle nie być a efekt zabicia przeciwnika jednym atakiem może z powodzeniem zastępować starożytna magia.
Jako PCtowiec nie grałe mnigdy w The Last of Us. Mimo, że pierwszy sezon serialu bardzo mi się podobał (miał oczywiście swoje minusy ale nie popsuło to ogólnego wrażenia) to po obejrzeniu nie mam zupełnie ochoty by wypróbować grę. A to dlatego, że grałbym głównie by poznać historię a to już się stało. Dziki Gon i Cyberpunk to jednak inne przypadki. Seriale z nimi związane opowiadają inne historie (zwłaszcza Cyberpunk). Ponadto otwarty świat sprawia, że ma się jeszcze głębsze poczucie przebywania w tym świecie.
O to może wreszcie się przekonam na dłużej do któregoś Diablo. Do tej pory przeszkadzało mi często w hack & slashach, że trzeba się przekopywać przez tony tekstu zamiast otrzymywać fabułę zaprezentowaną w bardziej nowoczesnej formie. Choć i tak na pewno poczekam na obniżki cen bo jednak nie jestem na tyle zapalonym graczem by wydać na grę 350zł.
Tutaj akurat cieszę się, że ostatecznie nie dodali systemu towarzyszy. Dialogi z NPCami są mocno nijakie i myślę, że wymiana zdań z towarzyszem przy eksploracji tylko by mnie irytowała. Poza tym jeśli się nie mylę to nie jedyna i nie najpoważniejsza rzecz, którą wycięto. Poprawcie mnie jeśli się mylę ale z tego co pamiętam to w jednym z pierwszych materiałów z fragmentami rozgrywki twórcy mówili o wpływie decyzji na fabułę i o tym, że faktycznie będzie można być złym czarnoksiężnikiem. Co jak wiadomo nie jest możliwe.
Na razie zapowiada się całkiem ciekawie. Boję się głównie, że będę miał podobnie jak z pierwszym Dead Island i znudzę się po kilku godzinach. Dying Light niby podobne ale tam walka była urozmaicana parkourem.
Podstawowa kwestia to jaką zawartością jest ten świat wypełniony i ile jej jest. Jeśli jest pełno zadań pobocznych ale są one słabe to siłą rzeczy po kilku próbach przestaję je wykonywać. Podobnie ze znajdźkami. Rozmiar świata tu nie pomaga. Poza tym lubię widzieć, że moje akcje wpływają na wygląd świata i mogę go "wyczyścić". Bardzo mi brakuje tego w Elden Ring i to jeden z powodów dla którego odstawiłem tą grę. Dla mnie najbliżej idealnego świata gry był Gothic 2. Nie był on wielkie ale dobrze zaprojektowany i potrafił nagrodzić gracza za wnikliwość. Zauważyłem, że w moim wypadku szybciej przestają ciekawić mnie światy które eksploatuję intensywnie. Najlepiej bawiłem się tam gdzie dawkowałem sobie przyjemność. Tutaj świetnie sprawdzał się RDR 2. Włączyłem grę, wykonałem zadanie z głównego wątku, pokręciłem się po okolicy i sprawdziłem kilka ciekawych miejsc, zapolowałem na bandytę z listu gończego i koniec. Myślę, że gdybym nie dawał sobie tego czasu na powolne cieszenie się grą to znudziła by mnie ona znacznie szybciej.
Mimo, że jestem fanem Władcy Pierścieni to kompletnie mnie ta gra nie interesuje. Nie rozumiem wyboru postaci na głównego bohatera. Smeagol to ciekawa postać ale drugoplanowa. Nigdy nie miałem myśli, że fajnie było by nim sterować. Jest tyle bohaterów, których losy można by przedstawić z przed wydarzeń z filmu. Chętnie bym ograł na przykład jakąś historię z Legolasem. Jeśli już koniecznie miała być skradanka to wolałbym kolejnego hobbita wyruszającego na przygodę po śródziemiu.
Z Fifą niemal od zawsze jest tak, że przez kilka edycji powstają wersje w których zmiany są kosmetyczne plus aktualizacja składów i nowe grafiki. W starszych odsłonach mniej to było widać bo szybciej rozwijała się grafika i na przestrzeni 2-3 lat skok od strony wizualnej było nie do przeoczenia. Teraz nie dzieje się to tak szybko. Zmiany oczywiście co roku są ale jeśli ktoś nie spędza w każdej odsłonie masy godzin to łatwo może je przeoczyć. Zresztą wcale mnie to nie dziwi. Nie da się tu jak w innych gatunkach zmienić zasad gry, dodać nowe ruchy, wprowadzić nowe lokalizacje. Zawsze będzie to powtarzalna rozgrywka. Z perspektywy gracza sensowniejsze by było gdyby raz na kilka lat wydawali jedną odsłoną i aktualizowali ją regularnie a nową wprowadzali gdy już silnik gry zacznie wyglądać kiepsko. Ale nie dziwię się, że EA tego nie robi skoro mogą co roku osiągać rekordowy zysk wydając nową odsłonę.
Przyjemnie grało mi się we wszystkie trzy odsłony z nowej serii. Myślę, że w dużym stopniu dlatego, że czas kiedy grałem w każdą z nich dzieli minimum 2 lata. Mimo to i tak dość szybko pojawiało się uczucie, że wszystko jest znajome i gra przestaje zaskakiwać. Nie przeszkadzało mi to bo sama rozgrywka jest bardzo dobra ale nie wyobrażam sobie powtarzać ją co rok. Nie ma opcji by poza odmienną lokalizacją kolejne odsłony miały w sobie znaczące różnice. Po drugie bardzo obawiam się jak w takim wypadku będą wyglądały te gryna premierę. Valhalla wyszła 2 lata po Odyssey a i tak w dniu premiery miała dużo bugów (nie tyle co Cyberpunk ale i tak zbyt dużo by przymknąć na nie oko).
Mimo wszystko w książkach wiele postaci pasowało do tych stereotypów i sama autorka je tak kreowała. Ravenclaw i Hufflepuff stały na drugim miejscu. Zwłaszcza puchoni to odczuwali co było pokazane w Czarze Ognia. Po tym jak Harry podstępem został przyjęty do turnieju Trójmagicznego wszyscy z tego domu zaczęli okazywać wobec niego wrogość i było to argumentowane tym, że przez tyle lat byli w cieniu a teraz gdy mają swoje pięć minut to już jakiś gryfon im je zabiera. Oczywiście, że nie można powiedzieć, że ślizgoni byli tylko źli a gryfoni tylko dobrzy ale jednak przeważały u nich te cechy. James znęcał się nad Severusem ale w przeciwieństwie do niego w dorosłym życiu stanął po stronie dobra. Nie kupuję też argumentu ze strachem. Każdy odczuwa strach ale nie znaczy to by godzić się na zło.
Gry zwłaszcza zręcznościowe z otwartym światem mają to do siebie, że wymagają lekkiego przymrużenia oka na pewne niespójności i niedoskonałości. Często są akcje typu bohater rozwala armię przeciwników a inni traktują go jak amatora i tego typu rzeczy się nie uniknie bo gra stanie się nudna. W wypadku Hogwartu uważam, że dobrze zrobili dając nieco starszego bohatera zamiast pierwszoroczniaka. Wolę przymykać oko na to, że jest w stanie rozwalić wielkiego trolla czy bandę zbirów i mieć w zamian ciekawe starcia niż wrócić do typów przeciwników ze starych Potterów (nic do nich nie mam i sam świetnie się bawiłem jako dzieciak przy Kamieniu Filozoficznym ale wiecie, jednak inny kaliber).
Poziom dialogów z tego co widziałem na streamach to
faktycznie nie jest mistrzostwo świata ale nie widzę też powodu by robić z tego dramę. Wiele gier z większym budżetem, tworzonych przez bardziej doświadczone studia nie m ich wcale na wyższym poziomie a nikt na to nie zwraca aż takiej uwagi.
Ponadto myślę, że tworząc grę w świecie Pottera pojawia się dodatkowy problem dogodzenia różnym grupom odbiorców. Wielu fanów, którzy dorastali gdy ukazywały się kolejne tomy i filmy dzisiaj są już dorosłymi ludźmi. Chcieli by więc bardziej dojrzałą i mroczną historię. Z drugiej strony to jednak zawsze była opowieść głównie pisana pod kątem dzieci i nastolatków (ostatnie tomy nieco przesunęły górną granicę) więc nie można też całkiem odrzucić tej grupy. Mając oprócz tego na uwadze, że spora grupa NPCów z którymi się rozmawia to nastolatkowie, ciężko oczekiwać przesadnie dojrzały i rozbudowanych dialogów. Mimo to część uważam, że trzyma dobry poziom. Na osobne wyróżnienie zasługują różne notki i historie znajdowane po całym świecie. Są przyjemnie napisane i czasem zaskakują nienachalnym humorem.
1. Jestem raczej niedzielnym graczem i rocznie ogrywam ze 2-3 duże tytuły i sporadycznie jakieś mniejsze do pojedynczych wieczorów dla "odmóżdżenia". Na więcej nie bardzo znajdę czas. Nie opłaca się mi więc kupować sprzętu jedynie do gier a komputer służy mi również do codziennej pracy i hobby jakim jest digital painting.
2. Nierzadko tytuły, które ogrywam to strzelanki a mimo prób na padzie nie wyobrażam sobie celowania w nich innego niż na myszce.
Korci żeby kupić już ale chyba jeszcze się wstrzymam aż poprawią optymalizację na PC. Obejrzałem kilka streamów z gry i nadal nie przekonuje mnie walka. Po pierwsze za bardzo wydaje się sprowadzać do spamowania przycisku ataku i kojarzy mi się z walką Redhoodem w Gotham Knights a to nie jest dobre towarzystwo. Po drugie strasznie mało ruchawi przeciwnicy. Przy starciu z grupą raz na kilkanaście sekund któryś rzuci zaklęcie a tak to stoją jak kłody. Zdecydowanie przydałby się tu jeszcze jeden poziom trudności gdzie była by zwiększona agresja przeciwników.
Zgadzam się, że Harry Potter lepiej sprawdziłby się jako serial. Filmy i tak były dość długie a mimo to masa wątków musiała zostać obcięta. Oczywiście nie wszystko z książki jest warte rozwinięcia (osobiście nie brakowało mi Irytka). Przede wszystkim szkoda mi było tego jak bardzo zostały okrojone historie z przeszłości Voldemorta oraz rozmowy Harrego z Dumbledorem (zwłaszcza ta z Zakonu Feniksa w filmie ograniczona do kilku zdań). Mimo wszystko uważam, że całość została na prawdę dobrze zrealizowana i przemyślana. Jak to by wypadło dzisiaj? Boję się, że w czasie gdy obserwujemy dziwne rzeczy z poprawnością zostało by tam narobione dużo niepotrzebnych nowych wątków i zmian z postaciami.
Dla mnie na pierwszym miejscu stoją Elden Ring i Dying Light 2. Obie mocno mnie wciągnęły. Mimo to nie uważam by Elden Ring był grą wybitną. W zestawieniu z Soulsami wprowadza bardzo mało nowości i w pewnych aspektach jest przestarzały.
W najbardziej oczekiwanych grach brakuje mi Where Winds Meet.
Batman jakoś mnie nie porwał. Ogólnie to kibicowałem temu projektowi i uważam, że Patinson świetnie pasował do tej roli ale liczyłem, że jego wersja będzie w stylu Batman Beyond a nie aż tak ciężka i w pewien sposób toporna. Film był niezły ale przydługi i pod koniec już się nudziłem.
Menu to ciekawy film i trzymał w napięciu. Jego wadą było jedynie to, że przez cały seans jakoś nie mogłem się wczuć w te wydarzenia i odbierać ich serio. Nie wiem z czego to wynikało bo poza tym warty zobaczenia.
Pewnie to nie jest zbyt popularna opinia ale ja bym do zestawienia dodał "Trzy tysiące lat tęsknoty". Poszedłem na seans z zerowymi oczekiwaniami a historia momentalnie mnie wciągnęła swoim baśniowym klimatem.
Poprzedni pokaz trochę mnie rozczarował ale po tym nabrałem zainteresowania. Bardzo podoba mi się podróżowanie na miotle. Górzyste lokacje wyglądają pięknie i bardzo klimatycznie. Nadal nie jestem do końca przekonany do walki ale tutaj myślę, że z ostatecznym werdyktem będę musiał poczekać aż sam ją wypróbuję.
Dla mnie duża różnorodność broni była akurat na plus. Jeśli czegoś miałbym się czepić w kwestii ekwipunku to zdecydowanie jest to ubiór bohatera. Mało dobrze wyglądających zestawów ubrań a większość wygląda strasznie tandetnie i kiczowato. Ja wiem, że to rpg ale bawiło mnie gdy lepsze statystyki obronne miała koszulka od kamizelki kuloodpornej.
Nie rozumiem takiego kierunku. Coś takiego sprawdziło się co prawda w Far Cry 3 Blood Dragon ale to była osobna produkcja a nie dodatek. Jeśli komuś się podobał Far Cry 6 to liczy na nowe misje i ogólnie zawartość. Jeśli się nie spodobał to taki dodatek tym bardziej tego nie zmieni. Ta seria potrzebuje nowego pomysłu na siebie a iście w stronę Borderlandsów to nie jest dobry kierunek.
Najbardziej ciekawi mnie High on Life. Lubię humor z Ricka & Mortyego. Chociaż boję się, że tutaj jedynymi plusami będzie właśnie ten humor i zakręcone projekty świata a sama rozgrywka szybko stanie się nużąca. Może jeszcze sprawdzę Marvel's Midnight Suns. Nie jestem fanem turowych rpgów a mimo to X-Com mnie wciągnął więc może tu będzie podobnie.
Karny może i z tyłka ale wcześniej też był wolny z tyłka dla Ghany gdy Ronaldo strzelił gola. Można powiedzieć, że wyszło na zero.
Ehh a było tak blisko i wpadłby kolejny punkt. Jutro mam nadzieję, że wszystko wpadnie. Chociaż obstawiłem na Polskę... rozsądek mówił jedno ale jednak serce nie pozwalało inaczej zagłosować.
Zawsze będę bronił Immortals bo uważam, że to świetna gra skrzywdzona właśnie takimi bezzasadnymi porównaniami do Assassins Creed. Przede wszystkim Fenyx ma na siebie pomysł. Historia może nie jest jakoś specjalnie odkrywcza ale ma swoje momenty i ogólnie przyjemnie się ją śledzi. Nie miałem tu uczucia zażenowania czy jakiejś bezsensowności tego co robię a to już dużo. Walka była przyjemna i wraz z rozwojem postaci poszerzała się o nowe możliwości. Jedynym problemem w niej byli przeciwnicy, którzy zbyt szybko zaczynali się powtarzać a nowi to były po prostu większe i mocniej bijące wersje starych. Dziwi mnie, że autor pominął tutaj kwestię zagadek bo były one świetne. Zgadzam się, że dużo zostało tu zapożyczone z Zeldy i nie zawsze z sensem ale gra nie opiera się tylko na bezmyślnym kopiuj wklej tylko ma swoje pomysły. Dla mnie była to przyjemna, relaksująca gra w której czyściłem mapę bo zwyczajnie dawało mi to radość.
Z Daenerys jest taki problem, że za dużo się z nią stało zbyt szybko. Poza tym ona spaliła miasto MIMO dzwonów oznaczających kapitulację.
Z postaci których mi najbardziej szkoda bezapelacyjnie na pierwszym miejscu jest Ned Stark. Został wplątany w wydarzenia w których wcale nie chciał brać udziału i nie pociągała go władza a chciał jedynie siedzieć z rodziną w Winterfell. Szkoda mi też było Oberyna choć z innych względów. Był po prostu postacią, której poczynania chciało się śledzić przez jego pewność siebie i nonszalancję.
Jeśli jako postać drugo lub trzecioplanowa to ok. Na pewno nie chciałbym by powrócił jak główny antagonista. Zwłaszcza jeśli nowy Wiedźmin będzie prequelem. To, że będą jakieś smaczki dla fanów poprzednich odsłon jest pewne ale wolałbym by wchodzili zbyt mocno w sentymenty.
Legalizex jak bardzo podobał mi się Dying Light 2 tak nie uważam by na tyle wypełnił rynek gier o zombiakach by nie było miejsca na inną w tej tematyce. Zwłaszcza, że Dead Island 2 stawia na mniej poważny klimat. Równie dobrze można by powiedzieć, że nie było miejsca na Saints Row po wyjściu GTA V czy dla Apex Legends na rynku pełnym batlle royale. Zawsze znajdzie się miejsce dla dobrze zrealizowanej produkcji, która ma na siebie pomysł. Osobiście jestem Dead Island 2 umiarkowanie zainteresowany bo wolę spokojniejszą rozgrywkę ale może się skuszę jeśli opinie będą dobre po premierze.
To logiczne, że branża się zmieniła skoro tak mocno się rozwinęła i jest obecnie potężną gałęzią przemysłu. Duże studia to obecnie takie molochy, że nie mogą sobie pozwolić na wydanie czegoś mocno nowatorskiego bo w razie porażki mogło by się to skończyć utratą pracy przez dużą grupę ludzi. Branża to jedno ale warto zauważyć, że przeciętny gracz też się zmienił. Dawniej były to głównie dzieci. Teraz oczywiście też jest ich sporo ale też znaczy procent to ludzie dorośli. Wymagania odbiorcy stały się więc większe. Kilka razy miałem tak, że wróciłem do starej gry bo w mojej głowie była genialna po czym odbijałem się od niej po kilkunastu minutach. Pomijam grafikę ale po prostu męczyła mnie różnymi topornymi mechanikami (np. żeby odpalił się filmik ruszający akcję dalej trzeba wcisnąć przycisk schowany gdzieś w rogu pokoju kilka poziomów wcześniej). Często gra tutaj sentyment do nich. Ja tam wolę współczesne produkcje.
Jedyne co opłaca się kupować w black friday w naszym kraju to oprogramowanie. Regularnie jest wtedy np. cały pakiet Adobe w dużo niższej cenie a widziałem też, że dużo innych jest w niezłych obniżkach. Przy sprzęcie elektronicznym niestety u nas jest to zwykłe szukanie jeleni przez sieciówki. Smutne
Tak Gotham Knight, przepraszam mój błąd.
W poprzednich materiałach walka wyglądała trochę drętwo a tu jest jeszcze gorzej. Kojarzy mi się ze starciami w Arkham Nights gdy gra się Red Hoodem a to nie jest dobre towarzystwo. Starcie wyglądało bardzo statycznie i brakowało w nim dynamiki. Chociaż liczę, że to przez to, że to początkowy etap i później gdy rozwinie się postać i wyjdzie ze szkoły to rozkręcą się w coś bardziej w stylu pojedynków aurorów ze śmierciożercami z filmowej sagi.
Dla mnie jedynym i prawdziwym następcą Gothika był Risen (ale tylko pierwsza część). Tam od początku czuć było ten klimat w stylu, który miał Gothic 2. Świat nastawiony na eksplorację i mniejsze ale ciekawsze lokacje. Gdyby jeszcze był dubbing z aktorami z pierwszej serii Piranhy to już w ogóle było by identycznie. Szkoda, że w kolejnych częściach poszli w klimaty pirackie i dziwne eksperymenty.
Tu się zgodzę. Do końca pierwszego Dying Light bałem się wychodzić nocą. Do dzisiaj pamiętam te emocje gdy już zachodziło słońce a ja zagapiłem się przy eksploracji i gonię szybko do najbliższej kryjówki z niepokojem czy zdążę przed zachodem. W Stay Human niestety ani razu tego nie poczułem. Może za pierwszym razem gdy zapadła noc. Jednak było to głównie przez to, że pamiętałem noce z poprzedniczki i myślałem, że tutaj będzie podobnie.
Bardziej adekwatnym tytułem było by "10 oczywistości w grach z otwartym światem i zręcznościowym systemem walki". Trafiają się gry gdzie świat jest tak rozbudowany, że pewnych mechanik można nie dostrzec ale tutaj są omówione podstawy. Równie dobrze można by było napisać, że w Valhalli opłaca się rozwijać postać, ulepszać uzbrojenie i używać ukrytego ostrza.
Przy Dragon Ball uważam Super za zbędne. Z Goku zrobili błazna a cała historia poszła w dziwną stronę. Również brakuje epickości i pomysłu na kolejne poziomy siły. W starych odsłonach gdy Goku zamieniał się po raz pierwszy w SSJ to było coś, również SSJ3 robiło wrażenie. GT zgadzam się, że pomysł z małym Goku był niepotrzebny i też mam wrażenie, że sztucznie osłabiło się Goku i Vegetę. Jednak trzeba oddać tej serii, że nie była sztucznie przedłużana, pierwsza przemiana w SSJ4 robiła mega wrażenie (ach ta muzyka w tle) i zakończenie było po prostu piękne (ja się wzruszyłem gdy pierwszy raz je oglądałem). Dragon Ball Z mimo, że najbardziej kultowe to było momentami zbyt przegadane. Walki zbyt często wyglądały tak, że bohaterowie wymienili kilka ciosów i potem do końca odcinka gadanie kto co i dlaczego. Pewnie to niezbyt popularna opinia ale ja wciąż najbardziej lubię pierwsze Dragon Ball. Tam było to wszystko jakoś najlepiej wyważone i całość miała wspaniały klimat podróży i przygody. Poza tym moce postaci były bardziej różnorodne i miały w sobie coś mistycznego. Później to było już tylko który mocniej dupnie.
A od kiedy to w grach musi być wszystko realistyczne? Poza tym mówienie co jest realistyczne i zgodne z nauką w świecie za 50 lat według dzisiejszej wiedzy i domniemań jest bez sensu. Wystarczy popatrzeć na wizje świata współczesnego z przed kilkudziesięciu lat i to jak odbiegały od rzeczywistości. Ja tam wolę kolorowy i pełny różnorodności świat Cyberpunka niż sterylnego Deus Exa.