Po tym jak zasmucony Grimes porozmawiał z Miltonen, drużyna dosłyszała z pobliskiego korytarza narastający huk.
Umierający Milton powiedzał.
- Przybywają moje posiłki. Moje ,,dzieci”.
I padł z uśmiechem na ziemię.
W następnej sekundzie z korytarza wypadła kolejna fala ,,dzieci” Miltona.
Grimes widząc że nie mają szans z przeważającą liczbą monstr, wrzasnął jedyny rozsądny rozkaz.
- UCIEKAĆ.
I pędzili. Grimes na czele, tuż za nim Sha`anks i Vera, na końcu biegła Micareth odpierając ataki co poniektórych potworów które zdołały do skoczyć, wspierana przez zaklęcia Very.
I tak biegli i biegli przez niekończące się korytarze rozświetlane tylko od czasu do czasu przez świecące grzyby. Uciekając nawet nie zwracali uwagi na to gdzie prowadzi korytarz.
Biegnąc na oślep dobiegli do ogromnego pomieszczenia ze świecącymi grzybami na ścianach, których światło odbijało się od tafli całkiem dużego podziemnego jeziora i z zamkniętymi wrotami naprzeciwko nich. Zatrzymali się szybko rzucili okiem na miejsce do którego dobiegli, a następnie spojrzeli po sobie. Wtedy Grimes wyczerpany odezwał się do drużyny w te słowy.
- To bez sensu, ślepy zaułek. Nie mamy wyjścia, musimy się bronić. Wyciągać broń, ty Vera przygotuj się. Stajemy w kółku i czekamy. Za chwilę tu będą.
Gdy tylko Grimes skończył wydawać polecenia, potwory wylały się z ciemności korytarza z którego właśnie przybiegli i zaczęły otaczać drużynę, która była świadoma tego że ich sytuacja jest beznadziejna.
Bronili tak się długo, Grimes ponownie wpadł w szał nordów, Micareth zbesztana wcześniej przez Grimes`a również cięła nie patrząc zbytnio na technikę, Sha`anks robiąc zwinne uniki i odskoki ciął dwoma krótkimi ostrzami przeklinając przy tym po Khajicku, Vera miotała rozpaczliwie wszystkimi zaklęciami ofensywnymi jakie znała. I tak walczyli i walczyli. Wydawało im się że potworów przybywa bez końca a oni tak walczą już przy najmniej tydzień. Nagle kiedy wyglądało na to że to już jest ich koniec, monstra przestały atakować i zaczęły się wycofywać. Vera jeszcze rzuciła ostatnią kulą ognia w uciekających wrogów zabijając trzech z nich.
- Nie mam pojęcia dlaczego, ale się wycofały skurczybyki. Nie wiem co jest grane, ale nam to pasuje. A skoro już się tu znaleźliśmy rozejrzyjmy się po tym pomieszczeniu. - powiedział Grimes.
Rozglądając się zauważyli wrota i podeszli do nich. Zauważyli że wrota są pięknie rzeźbione. Na obu skrzydłach tychże wrót wyrzeźbione były dwie kobiety, Cesarskie, ubrane w togi i rzymianki.
Obie przytrzymywały w pozycji pionowej miecz z inskrypcjami na klindze w pradawnym Smoczym dialekcie, a na rękojeści natomiast znajdowały się wyżłobienia na klejnoty. Właśnie, znajdowały się, albowiem tych klejnotów tam nie było.
Kiedy tak przyglądali się wrotom, Vera odezwała się do ekipy.
- Spójrzcie na rękojeści są puste miejsca, tak jak by kiedyś tu były jakieś klejnoty, ale ktoś je stąd zabrał.
Sha`anks podszedł do wrót i przyjrzał się rękojeści. Po kilku sekundach zauważył ślady po wyraźnym wypychaniu klejnotów sztyletem. Ślady te były dość świeże. Sha`anks odwrócił się do reszty mówiąc.
- Vera ma rację. Przyjrzałem się rękojeści i są na niej wyraźnie ślady ingerencji za pomocą sztyletu w celu wypchnięcia znajdujących się w niej klejnotów. I wiecie co? Te ślady są dość świerze. Jeśli się rozejrzymy to może znajdziemy ciało, może nawet w tym pomieszczeniu. Podejrzewam że nasz złodziejaszek nie uciekł daleko. Rozejrzyjmy się.
I drużyna spędziła dobrych kilka minut na przeszukiwaniu komnaty, każde w innym miejscu. Nagle Vera która rozglądała się przy wodzie zauważyła ciało na dnie.
- Hej, chodźcie tu wszyscy, chyba coś znalazłam.
Kiedy wszyscy przybiegli i spojrzeli w miejsce które wskazywała Vera zaczęły się pomruki zadowoloenia, a Sha`anks powiedział.
- No to chyba mamy naszego złodziejaszka. Dobra wskakuję do wody może coś przy nim znajdę ciekawego.
Jak powiedział, tak zrobił. Po krótkiej chwili wrócił na powierzchnię z małą sakiewką w dłoni. Po rozwiązaniu jej wysypał na dłoń kilka pięknych klejnotów.
- A o to mamy naszą zgubę. Chodźcie wsadzimy je do rękojeści. - powiedział
Kiedy wszyscy podeszli do wrót, Sha`anks powsadzał klejnoty w wyżłobienia. Kiedy wsadził ostatni z nich wrota się otworzyły.
Weszli do komnaty tak ogromnej że wszystkim zabrakło tchu. Wokół komnaty wyżłobione przy ścianach były półki połączone czterema długimi kładkami. Kiedy szli po jednej z nich spojrzeli w dół lecz nie ujrzeli dna. Na ścianach tylko rosły świecące grzyby, co wyglądało pięknie, tak jak by na dnie były setki gwiazd. U sufitu również rosły świecące grzyby. Pośrodku na lewitującej, płaskiej skale znajdowało się coś. Coś jak by Dwemerskie urządzenie.
Kiedy tak stali i przyglądali się temu urządzeniu, Micareth odezwała się do Grimesa.
- Grimes, jak myślisz co to może być.
Grimes na to.
- A cholera to wie, najpewniej coś Dwemerów, wnioskując po złotawym kolorze.
Całkowity brak fabuły to poważny minus dla graczy takich jak ja którzy wolą singla i skupić się przede wszystkim na historii w grze (nawet jak to jest mmo).