Wtedy było "to tylko gra, głupie baby się zesrały, woke debile, każdy NPC jest traktowany tak samo, gra cię do niczego nie zmusza, po prostu są opcje", ale teraz ludzie będą udawać wielkich sojuszników Japonii, "łączymy się z wami w bólu, zły Ubi!" - większość to gówno obchodzi, po prostu to kolejny powód na jechanie po tej grze.
Że gra jest kiepska to inna kwestia, co pisałem wyżej - ja w większości kwestii nie mam zamiaru bronić Ubi, ich wyborów np użycia Yasuke, ale to jest przykład debilizmu. No albo "to tylko gra", albo nie wolno nikomu krzywdy robić, nic niszczyć, bo zawsze się znajdzie ktoś, kto się o coś obrazi. Taka selektywność jest obrzydliwa.
EDIT: żeby zaraz się nie pojawił "inteligentny" post pokroju "a palenie kościołów by ci też nie przeszkadzało" - nie, jeśli jest to część mechaniki "mogę palić absolutnie wszystkie budynki w grze". Jak zabieg NIE jest wymierzony specjalnie w jakąś grupę, to dlaczego mamy tą grupę traktować lepiej? Jak w RDR2 byś nie mógł zabić nikogo POZA sufrażystkami - to zgadzam się, to jest problem, jawny przykład jakiegoś hejtu, dyskryminacji, nienawiści developerów - nazwij to jakkolwiek chcesz, ale jak to jest częścią mechanik? Jak można niszczyć budynki, no to albo można, albo nie można. Od biedy można ich nie umieszczać po prostu, jak tak bardzo komuś zależy na tym, aby "nie obrażać uczuć" ludzi (którzy nigdy i tak nie zagrają w tą grę, a o mechanice dowiedzieli się przypadkiem/przez kontrowersję).
Nie mogę uwierzyć, że mam zamiar bronić Ubi, ale jednak. Noż kur... a napier*alanie papieża pięściami w AC2? To w porządku? Albo odchodząc od Ubi - może Rockstar powinno zrobić patcha, że można zabijać wszystkich NPC, ALE NIE sufrażystki?
Może zajmijcie się, hmm, faktycznymi problemami tej gry? Mikropłatności w singlu typu pay to progress? Kolejna zasrana mapa? Fabuła pisana na kolanie?
I po raz kolejny napisze ze to nawet nie jest wina "wokeizmu".
Call me crazy, ale wydaje mi się, że w dużej mierze ludziom "woke" rzeczy nie przeszkadzają aż tak bardzo - jak są normalną częścią świata. Ellie z TLoU, Krem z DA:I, kurde - ile homoerotycznych wątków jest w BG3? A jakie ma recenzje?
Problem z Veilguardem jest taki, że te dialogi brzmią jak kabaret. Tego nawet nie da się brać na poważnie. Krem w Inkwizycji był trans i nie widzę, ani nie widziałem, jakiegoś oburzenia w sieci. No ale porównajmy dialogi tam a tu.
Poza tym ten fandom, do którego jest skierowana ta gra to LGBQTLPGQWERTY, o czym świadczy m.in. ów kreator postaci.
Jest jakiś powód takiej pogardy? Napisanie "LGBT" jest znacznie szybsze, to żeby ci się chciało pisać taką zbitkę, to musisz żywić naprawdę sporą nienawiść.
Wg mnie trochę na tym polega RPG - na tworzeniu SWOJEJ postaci. To, że tobie się nie podoba, że ktoś chce grać trans krasnoludem to znaczy, że nie ma prawa takiej opcji być? BG3 przeszedłem 5 razy, Cyberpunka raz i ani razu, żadna z tych gier, mnie nie zmusiła do... wybierania innej tożsamości płciowej niż bym chciał. A jeśli trans/niebinarność to "woke" to i Cyberpunk i BG3 są też woke.
W skrócie - czy ja chcę grać trans protagonistą? Nie. Ale dlaczego takiej opcji nie ma być w grze? To jest OPCJA, z tego co rozumiem, a nie PRZYMUS.
Z tego co widać jest o wiele bardziej "woke" niż wcześniejsze gry Bioware (aż boję się co mogą wymyślić w ME5) I nie, pojawienie się postaci homo, lub wątków z nimi związane, a nawet romansów z nimi jeszcze nie oznacza, że gra jest "woke".
I w sumie zamiast kontynuować tam, to jeszcze wkleję to - to co to znaczy w ogóle "woke"? Możesz mi napisać taką konkretną definicję i wytyczne, że "taki i taki element jest woke, a taki nie, wtedy homo jest woke, a wtedy nie"?
A co do "wokenessu" dawnych gier BioWare - może nie pamiętasz, ale był ból dupy w ME o homoseksualny romans z Liarą. Do takiego stopnia, że wywalono ją z podstawki 2 i spłycono jedyny romans homoseksualny i nie umieszczono innych.
Jeszcze pozwolę sobie przypomnieć o jednopłciowych asari i tym jak Liara w 1 się upierała, że "w sumie to technicznie rzecz biorąc nie jest kobietą, bo jej rasa ma tylko jedną płeć".
No i tak sobie pozwolę na koniec zapytać, patrząc po Cyberpunku i BG3 - czy problemem są faktycznie trans postacie? Czy raczej cringe dialogowy? Bo ja bym stawiał jednak na to drugie. W Inkwizycji była trans czy tam niebinarna postać - wśród kompanów Iron Bulla bodajże(?) i w sumie jakoś przeszło bez większego echa.
No ale wg autorki recenzji DA:V nie jest wcale tak bardzo "woke" jak wcześniejsze gry Bioware...
Zależy jak na to spojrzeć, przez jaki pryzmat. Co jest "mainstreamowe" teraz a kiedyś.
Teraz kwestia niebinarności jest w mainstreamie (i błagam, bez dyskusji czy to dobre czy złe - nie obchodzi mnie to i nie taki jest sens mojego komentarza), a w 2008 homoseksualny romans w grze był strasznym oburzeniem. Pamiętam jeszcze trochę recenzji, artykułów plus same dialogi z pierwszego ME - jak Liara uparcie twierdziła, że "nie nie, ona technicznie rzecz biorąc nie jest kobietą, bo jej rasa ma tylko jedną płeć, więc to nie tak, że femShep woli kobiety" (no i nawiasem mówiąc - jednopłciowa rasa) i tym próbowano "usprawiedliwiać" homoseksualny romans. Potem jakoś trochę zluzowano.
Więc co było bardziej "woke"? Niebinarna postać w 2024? Czy homoseksualizm w 2008?
Wiem o co ci chodzi, ale musiałem się pokłócić o szczegóły ;)
fanboy
Chłopie, weź się ogarnij. I zobacz co się dzieje przy wspominaniu CDP i Wiedźmina na tej stronie.
A po drugie, to nikt nie fanboyuje, tylko pisze w odpowiedzi na smutnego trolla, albo dzieciaka, który chyba nie kuma za bardzo procesu tworzenia gier. Zwłaszcza dzisiejszych. Tak, gra ma bugi. WOW. Tylko w przeciwieństwie do wielu innych gier, te są naprawiane.
simpy
Ponownie - pisz to do CDPowych simpow. Gry są oceniane w świecie, jakim wychodzą. Gdyby na świecie zostało tylko Call of Duty i Assassin's Creed, to najlepsza gra, byłaby oceniana wg standardów wyznaczanych przez te gry.
I akurat jestem z branży growej i "bronienie" Lariana to nic strasznego, bo zrobili faktycznie grę roku i już płakanie, byle tylko płakać, jest po prostu żałosne.
Nie wiem chłopie czy ty trollujesz tak słabo, czy po prostu masz IQ na minusie.
KAŻDA gra ma bugi, matołku. KAŻDA. I gra roku jest wybierana spośród gier, które wyszły, a nie spośród twojego wyobrażenia. A BG3 na tle innych gier JEST grą roku. W ogóle na tle wielu lat jest grą wybitną. Może jesteś za młody, żeby zrozumieć takie niuanse - nie wiem - ale przestań pier*olić takie smutne farmazony, pod każdym postem o BG3, bo to aż przykro się czyta, że ktoś ma tak niewielki stopień zrozumienia świata.
Poza tym, gra i tak nie miała za bardzo błędów. To, że ktoś tam płakał - zawsze się znajdzie. Ale BG3 nie było nawet W POBLIŻU sytuacji CP2077, gdzie naprawdę były problemy techniczne. A teraz Larian dodaje rzeczy, których nie do końca planował - np dodali ten epilog. Musieli? Nie musieli. To nawet nie jest naprawianie niczego. Tym bardziej dodanie wsparcia do modów - co robią teraz. Bo widzisz, może się nie orientujesz jak wygląda proces dodawania czegoś takiego jak edytory do gier, wsparcie modów - ale ja tak, bo pracuję w branży i naprawdę nie jest to ani łatwe, ani przyjemne dla developera. Wypuścił grę, a teraz daje nam tak jakby darmowe DLC w postaci oficjalnego wsparcia dla modderów. Ale koziołki-matołki jeszcze muszą płakać. Co, mieli do teraz się wstrzymywać z premierą, bo ty nie rozumiesz tak prostych rzeczy?
Także serio, dorośnij najpierw.
No faktycznie nie ma aktorstwa - Ashley Johnson pokazała jak bardzo "nie ma".
Albo Roger Clark.
Z racji, że miała być to gra o wikingach, gdzie wcielasz się w wikinga, to nie widzę sensu grania kimkolwiek innym.
Akurat gameplay Naoe wygląda całkiem spoko.
Ale i tak wolę wrócić do Valhalli. Przynajmniej w grze o wikingach gram rdzennym wikingiem.
O ile nie bronię gry, to co ty chłopie wiesz o fabule? Aha, bo przeczytałeś krótkie info o czym będzie gra i już znasz CAŁĄ fabułę, że nie robi wrażenia? Wróżbita Maciej po prostu.
zaloze sie Mass Effect jest duzo lepszy pod tym wzgledem
Najlepiej to zagrać i się wypowiedzieć, bo zgadywanki to wiesz...
Główny wątek fabularny z trylogii Mass Effect robi większe wrażenie niż ten z BG3
Eee... w którym momencie? Jak się space kid pojawia czy wybierasz kolorki do zakończenia?
Nie no, ale tak nawet poważnie mówiąc - to raczej kwestia gustu. Mass Effect też nie jest nie wiadomo czym pod kątem fabularnym - podoba mi się, to dobrze, nawet niech będzie, że bardzo dobrze napisana historia, ale do głębi Planescape'a to raczej "trochę" jej brakuje.
Tylko raczej w ocenianiu jak dobra jest fabuła, trzeba patrzeć na takie rzeczy jak ogólna jakość - fabuła nie musi być filozoficzną rozkminą dla profesorów filozofii, tylko musi wiedzieć co chce robić i robić to dobrze, spójnie i tak dalej. Sto razy bardziej wolę prostą i spójną opowieść, niż jak twórca się sili na nie wiadomo co, wychodzi z tego papka, bez żadnego składu.
A BG3 ma bardzo dobrą, przyjemną, spójną historię fantasy. A wątki niektórych postaci uważam, że naprawdę robią wrażenie. Zwłaszcza cała postać i historia Emperora jest ciekawa. A ogólnie co jest lepsze? Co kto woli. Jedni uważają, że Cyberpunk ma najlepszą historię ever i wciąga Planescape'a dupą i co zrobisz? To nie test prędkości, żeby jednoznacznie i obiektywnie ocenić co jest lepsze.
Widziałeś co napisałem?
Ludzie raczej potrafią co najwyżej minusować posty, bez odpowiedzi. Albo odpowiedzieć w stylu "jak nie wiesz, to ja ci tłumaczyć nie będę, lewaku", albo prościej "jesteś debilem", "pier*olisz bzdury" - bez wskazania co, według nich, napisałeś nie tak
I jaką inteligentną odpowiedź dostałem/dostaliśmy (poza zaminusowaniem mojego postu i zignorowaniem go xD)?
No cóż, twoja ignorancja na mnie nie działa, ale jak znajdziesz kiedyś jakieś argumenty, nie zmieniając kontekstu mojej wypowiedzi, to chętnie poczytam
Szczerze powiedziawszy, to w tym wypadku wolałbym nie mieć racji, bo to wręcz przykre, ale cóż... coś w stylu "jaki człowiek, takie argumenty".
EDIT: Dopiero się przyjrzałem i zobaczyłem, że część twojego cytatu to nie była moja wypowiedź, więc twoja odpowiedź chyba nie była skierowana do mnie? Ale tak czy siak moje wypociny zostawię ;)
Czyli ostatecznie przyznajesz, że to cynicznie wybielane za pomocą PR-owego wybiegu woke. :) To się ceni.
Po tym co napisałeś wnioskuję, że coś tam przeczytałeś co napisałem, ale chyba nie do końca. Brzmisz, jakby cię striggerowało moje pytanie pod innym postem, o definicję "woke", bo dla mnie jest to tak używane do porzygu, że straciło jakąkolwiek moc i wydźwięk. Woke "jest" AC Shadows, Baldur's Gate 3, The Last of Us, Aliens: Dark Descent (tak, na steamie się też na takie wątki natknąłem)... także w pewnym momencie sensowność używania "woke" jako obelgi(?) traci moc, sens, słuszność i w zasadzie staje się synonimem "w grze jest ktokolwiek poza białym facetem przedstawiony w pozytywnym świetle". I jak chcesz sobie mnie wyzywać od turbo lewaka, to spoko, z niektórymi osobami porozmawiać i szukać wspólnego języka się nie da, ale tak to wygląda - z jednej strony jedni krzyczą, że "diveristy wszędzie", a z drugiej drudzy krzyczą jak tylko zobaczą geja, czarnego albo kobietę (która robi coś więcej niż jest celem do uratowania).
I tak w ogóle to tu, na golu, nawet w jednym i tym samym wątku, zostałem nazwany "pier*olonym faszystą" i "durnym lewakiem" także... naprawdę hasełka przestają mieć jakikolwiek wydźwięk.
Czyli ostatecznie przyznajesz
A wracając do tego fragmentu, to nie "ostatecznie przyznajesz" - zawsze uważałem, że Yasuke-protagonista to głupi pomysł. I zawsze to piszę - protagonista, nie. NPC pokroju Basima w Valhalli, czemu nie.
Także nic tu wielkiego nie "przyznaję ostatecznie", to żaden coming out, piszę to, co piszę cały czas.
Myślę, że się nie dowiemy ;)
Ludzie raczej potrafią co najwyżej minusować posty, bez odpowiedzi. Albo odpowiedzieć w stylu "jak nie wiesz, to ja ci tłumaczyć nie będę, lewaku", albo prościej "jesteś debilem", "pier*olisz bzdury" - bez wskazania co, według nich, napisałeś nie tak ;)
Dokładnie, dlatego ich obecność tam była historycznie uzasadniona, tak samo jak obecność Yasuke w Japonii.
No tak i nie. Były setki anglików w kształtujących się Stanach. I jeden czarny w Japonii. Dodatkowo to jeszcze nie jest "taka sama" sytuacja. Teoretycznie obcokrajowiec mógł zostać samurajem, ale takich przypadków jest NAPRAWDĘ niewiele. Historia zna chyba 9 przypadków.
Jeśli chodzi o piratów, to oni są raczej przedstawiani jako dość demokratyczni. Zapewne ktoś by się kłócił na ile faktycznie tak było, bla bla bla, ale raczej mieli wywalone na kolor skóry, także czarny pirat nie jest niczym niezwykłym - przynajmniej w tym, co się przyjęło w mediach, przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Były i kobiety i niebiali i generalnie, z tego co czytałem, przyjmuje się, że piraci mieli właśnie takie podejście do załogi - nieważne kim jesteś.
I wracając, ta sytuacja nie jest ani trochę podobna.
W AC 4 graliśmy walijskim piratem grasującym na Karaibach
W AC III mieliśmy dwóch protagonistów, rdzennego Amerykanina (Connor) i jego ojca Anglika (Haytham),
Eee... nie wiem jak ci to powiedzieć, ale zdajesz sobie sprawę, że Stany Zjednoczone były stworzone z kolonii europejskich państw, prawda? WŁAŚNIE między innymi Anglii. Także walijski pirat na Karaibach jest czymś absolutnie normalnym. Czego oczekiwałeś? Pirata z paszportem USA? No sorry...
No i Connon i Haytham IDEALNIE się wpasowują w tamtejsze klimaty - miejsce akcji, czas akcji. Anglik w kształtującym się dopiero USA? Plus rdzenny Amerykanin? Muszę więcej wyjaśniać?
rozgrywające się w Luizjanie Liberation z Aveline de Grandpré w roli głównej, której rodzicami byli Francuz i niewolnica z Afryki
Noo... w dalszym ciągu wszystko jest pasujące - w klimacie miejsca i czasu. To dalej nie jest ANI TROCHĘ zbliżone do AC Shadows.
Z resztą nic, ŻADEN protagonista z ŻADNEGO AC nie jest ani trochę zbliżony do sytuacji z Shadows. Najbliższy temu jest Basim w Valhalli, ale to NPC, który nie pojawia się tam nawet jakoś często. Gdyby Yasuke był takim NPCem, nikt by się nie czepiał.
Mnie tak tylko zastanawia, jak dzisiaj ludzie definiują "woke"? Ale tak konkrety, a nie "promuje ideologie woke', bo to takie masło maślane.
Ok, z krytyką Yasukę się zgadzam, umieszczenie go jako protagonisty nie uważam za dobry ruch, zwłaszcza, że każdy poprzedni bohater/bohaterka był rdzenny dla regionu, w którym rozgrywała się gra.
Ale z drugiej strony na steamie raz po raz pojawiają się tematy w stylu "oh no, Baldur's Gate 3 is woke garbage". W sensie... co? To, że możesz sobie stworzyć bohatera/bohaterkę jaką chcesz? To, że w drużynie jest czarny człowiek? To, że gdzieś tam trzecioplanowe bohaterki są homoseksualne?
Krytykę AC rozumiem, BG3 nie. Ale jeśli obie krytyki są "valid", to jak rozumiem "woke" jest po prostu umieszczeniem niebiałych, nieheteroseksualnych (i jeszcze ewentualnie żeńskich, bo z tym też są problemy) postaci w pozytywnym świetle?
Mam nadzieję, że to kosmici w grze uczynili Yasuke samurajem, bo przecież to tylko fikcja, prawda? ;)
Bo AC wcale nie ma wątków kosmicznych i nie-ludzkich cywilizacji...
Ode mnie pieniędzy nie zobaczą
Ode mnie też nie i co z tego? Myślisz, że się popłaczą? I tak się znajdzie wystarczająco dużo płaczków, którzy to kupią. Będą płakać, stękać i biadolić jaki to zły Ubi i złe decyzje i jak to nie kupią... a kupią.
nie ma żadnej zasady, która nakazywałaby twórcom opowiadać o postaciach rdzennych czy typowych dla danej lokalizacji
Generalnie, prawda... ALE... przez chyba wszystkie gry to robili. A przynajmniej w tych, które ja kojarzę:
- AC 1 - Altair, syryjski asasyn
- AC 2 i Włochy - Ezio, włoski szlachcic
- AC 3 i Stany Zjednoczone - Conor, rdzenny Amerykanin
- AC Origins i Egipt - Bayek, Egipcjanin
- AC Odyssey i Grecja - Kassandra/Alexios, grecka wojowniczka/wojownik
- AC Valhalla i Norwegia, Anglia zdominowana przez wikingów - Eivor, norweski wojownik/wojowniczka
- No i AC Shadows...
Ja nie mówię, że pomysł przedstawienia historii przybysza, który zdobywa szacunek wśród lokalnego ludu, jest złym pomysłem na historię. Tylko, że zawsze przedstawiali jednak historię kogoś rdzennego, do tego jesteśmy przyzwyczajeni i tego oczekujemy. W grze o wikingach nie oczekiwałem "jakiegoś tam białego", nie jakiegoś Siemowita, tylko faktycznego WIKINGA. I myślę, że nie tylko ja, tylko zdecydowana większość tego oczekuje. Jak słyszysz "wikingowie" to chcesz wikinga, jak słyszysz "Need For Speed" to pewnie oczekujesz samochodów, a nie popylania na rowerku.
Poza tym żaden z bohaterów nie był postacią historyczną, z tego co kojarzę, więc skąd teraz parcie, żeby wyszukać historycznego? I to jeszcze nie Japończyka? Bo myślę, że jak ktoś się nie interesuje jakoś mocno historią Japonii, to nawet nie wie, że ktoś taki jak Yasuke istniał. Ja nie wiedziałem, musiałem poczytać. Także jego wybór wydaje się siłowy, idący po tanią kontrowersję, a przez to reklamę.
Tylko, że... co z tego? On może być fikcyjną postacią, z tego co kojarzę wszyscy nasi poprzedni protagoniści NIE byli postaciami historycznymi. Więc skąd teraz to ciśnienie, żeby udowodnić, że Yasuke był faktycznym samurajem?
Ch*j mnie to, jak i wielu graczy. Yaskue by był całkiem spoko, jako jakiś tam NPC - nawet ważna postać. Przykładowo - Valhalla i Basim (tak się zwał?). W świecie wikingów, chcę grać rodowitą, nordycką postacią, Basim był spoko jako NPC, fajnie rozwijał asasyńskie wątki - ok, ale gdyby miał być protagonistą? No ni ch*ja.
I, przynajmniej jak dla mnie, kolor skóry nie jest tu faktycznym "problemem". Z resztą, raczej na ogół graczom niebiałe postacie nie przeszkadzają. Czy był jakiś backlash, że w BG3 jest Wyll? No nie. D&D jest takim settingiem, że możesz sobie wrzucić dowolnego bohatera, pod kątem rasy, płci, seksualności i nie będzie to burzyło świata i praktycznie nikt na to nie narzeka. Wiadomo, że zawsze komuś się coś nie podoba, ale tak "ogólnie" nie ma co do tego obiekcji - oceny na steam mówią same za siebie.
Gdyby zamiast Evior, w Valhalli, protagonistą był jakiś Siemowit, to też by mi się to nie podobało. Gra miała nas wrzucić w buty rodowitego wikinga, postaci nordyckiego pochodzenia. I tego od niej oczekuję. Od Odysei oczekiwałem kogoś greckiego pochodzenia - i znowu, GREK/GRECZYNKA, a nie (np.) podróżujący w czasie Ezio, mimo, że go lubię, ale on był bohaterem swoich czasów, swojego miejsca.
Zróbcie Assassin's Creed Zulu i naprawdę (prawie) nikt nie będzie na to narzekać.
Bo ludzie na golu to straszne z*eby. Nie wszyscy oczywiście, ale niektórzy będą się czepiać o absolutnie wszystko. BG3 jest naprawdę najsolidniej zrobioną grą... no od dawna. Ale nie, dalej słychać trzaski pękających dup.
Swoją drogą ciekawe, czy ci co tak płaczą na BG3, też tak narzekali na CP2077, czy łyknęli jak pelikany. Bo niektórych komentarze to widziałem akurat pod artykułami o jednej i drugiej grze...
Ja szczerze mówiąc przeszedłem grę (za pierwszym razem) na dość ziemniaczanym kompie i jedyne na co mogłem narzekać, to mało FPSów, ale to mój komp, nie optymalizacja.
Na nowym kompie przeszedłem jeszcze 4 razy i nie miałem żadnych problemów, także...
niedopracowana
Pod jakim kątem?
poobcinana
Co obcięli?
bezsprzecznie
No bardzo sprzecznie.
Ja nie wiem, niektórzy mają ból dupska o absolutnie wszystko. Dobrze, to powiedz mi jaka gra jest taka super? Hmm? Dopracowana, idealna pod każdym względem. Zero bugów, zero problemów.
Poza tym według zasady dwóch uczeń najpierw zabijał swojego mistrza, a dopiero po tym zaczynał poszukiwanie ucznia.
Eee... a oglądałeś... COKOLWIEK ze Star Warsów, kiedykolwiek? W sensie, jak tak dobrze znasz Star Warsy, to na pewno wiesz, że, gdy Sidious trenował Maula to Plagueis żył, prawda?
W sensie - tak, była taka reguła i miała takie założenia, tylko, że mało kto ją przestrzegał. Kiedykolwiek. Tenebrous miał dwóch uczniów w legendach, z tego co pamiętam, Dooku miał 3 różnych uczniów, Vader miał Starkillera - i tak dalej i tak dalej. Ja wiem, że niektórzy pitolą "ale to nie był prawdziwy sith" - tylko, że to takie smutne pier*olenie, jak "zespół X nie jest pRaWdZiWiE metalowy". Fakt jest taki, że sithowie mieli wy*ebane na tą regułę i łamali ją jak im się tylko podobało.
"The Rule of Two was a decree for the Sith established by Sith Lord Darth Bane so they could operate in secret and eventually get revenge on the Jedi Order for their near extinction in the Jedi-Sith War. It was the successor of the Doctrine of the Dyad. The decree commanded that only two Sith Lords must exist at any given time: a master to represent the power of the dark side of the Force, and an apprentice to crave it and train under the master and to one day fulfill their role. "
Definicja z wiki. Tak, znawco, Rule of Two zakładało, że w galaktyce może być jednocześnie tylko dwóch sithów. To, że nikt tego nie przestrzegał, to inna kwestia. Ale jak chcesz kogoś pouczać, to sam się najpierw doucz. Bo DEFINICJA Rule of Two jest DOKŁADNIE taka.
Biali faceci razem z Azjatami to jest lwia część przemysłu gamingowego. Więc co w tym dziwnego?
Dziwnego? Nic. Tylko, że petycja ma ile, 30k podpisów? A póki co asasyny zarabiają nieźle, Valhalla z tego co widziałem też (a też gracze płaczą, jaka to zła gra). Shadows podobno też ma już niezłe wyniki pre-orderowe - nie wiem czy to prawda, mówię tylko PODOBNO. Ale jeśli tak, to ta petycja jest jak 10 osób pod pałacem prezydenckim, żądającym ustąpienia ze stanowiska. No na pewno by to podziałało.
Gdyby ta petycja zebrała milion podpisów, no, to już coś. Ale tak czy inaczej, petycje, płakanie jest o kant dupy rozbić, chcecie faktycznego bojkotu? To, hmm, nie kupujcie gry może? Gdyby chociaż połowa płaczków była konsekwentna i nie kupowała/nie oglądała krytykowanych przez siebie rzeczy, to może byśmy nie mieli takich bubli.
Prawda jest taka, że jak chcesz pokazać firmie, że robią gówno, to nie kupuj ich produktu. Gdyby płaczki faktycznie przestały kupować niektóre rzeczy, to taki AC by nie powstawał. Co z tego, że (np) Rings of Power ma ch*jowe oceny, ludzie robią memy i się śmieją z tego, jak oglądalność miało na tyle dobrą, że powstał następny sezon? Tak samo AC, możecie wyzywać i płakać i oceniać 0/10, ale jeśli gra się sprzeda, to Ubi się zaśmieje ostatni. Znowu.
Wiesz, jak ci się nie podoba nowomowa, to też nie powinieneś jej stosować. Bo wyłazi hipokryzja, oburzenie na "białych męskich frustratów" ale zaraz potem "kretyńska, feministyczna" i "czarne, żeńskie".
Jeszcze brakuje żebyś się oburzał, że ktoś coś złego na białych powiedział, a sam dodał "j*bane cz*rnuchy i p*dały".
Jakby to powiedział Jeremy Clarkson - "oh no! Anyway..."
Żeby zaraz komuś żyłka nie pękła ze złości, z powodu tej arcyważnej sprawy - mi się to też nie podoba, ale po prostu nie kupię gry i tyle. A większość krzykaczy będzie płakać, krzyczeć i wyzywać, a grę i tak kupi. A potem będzie wypisywać z płaczem "ale niedobra gra, ale niedobry Ubi". No naprawdę, się tak przejmą tymi wypocinami pisanymi na różnych forach jak będą liczyć kasę, bardzo się przejmą.
Nie kupujcie gry. I tyle. To najlepszy sposób okazania niezadowolenia i braku wsparcia dla twórców.
Dalej akceptujcie zjazd jakości...
Aha, czyli po prostu wystarczy, żeby gra była długa? Ciul, że może być nudna, questy typu przynieś, wynieś, pozamiataj, ale dla ciebie ważne, że fetch questy będziesz robić przez 300h?
Czyli twoim tokiem rozumowania Inkwizycja jest tak samo dobra jak Wiedźmin 3 (wg how long to beat mają tak samo długą kampanię główną). A Cyberpunk przy niej, to kompletny gniot. Ja tam lubię Inkwizycję, ale tok rozumowania ciekawy.
Krótki wątek główny równa się słabej, mało rozbudowanej historii, niewielu lokacjom do odwiedzenia, ograniczonemu rozwojowi postaci...
Czyli Skyrim i Cyberpunk mają albo tak samo słabe albo tak samo zajebiste historie. AHA!
W twoim "rozumowaniu" Disco Elysium ma strasznie słabą historię, ba, ma gorszą historię od Diablo IV.
A co wspólnego mają karciane albo inne RPG w realu z grami komputerowymi AAA wydawanymi pod skrzydłami obrzydliwie bogatego corpo w XXI?
A to, kolego, że nie wiem czy wiesz (chyba nie), ale papierowe RPGi też miewają historie. Obejrzyj sobie na youtube - jest tam mnóstwo zapisów kampanii, one shotów, z różnych systemów. W 5h jesteś w stanie wykrzesać ciekawsze historie niż wszystkie kampanie Elder Scrollsów razem. Oczywiście chyba, że wrócimy do punktu 1 i dla ciebie liczy się sztuczny czas gry i nieważne ile, ważne, że długo. Lepiej 1000 fetch questów niż 50 fabularnych.
Tak by można więcej przykładów wypisywać, co wynika z twoich "mądrości".
Pokaż mi jakąś obiektywną definicję RPG, która mówi, że "aby gra została uznana za RPG musi być na minimum X godzin". Poczekam.
PS: Co z tabletop one shotami? Jak grasz z ziomkami one shota na 5h? Chyba mało wiesz o RPGach kolego.
Akurat walka wygląda ani jak Dragon Age, ani jak Soulsy ani jak AC. Mam wrażenie, że ktoś tam chciał przekombinować, ale nie bardzo mieli odwagę pójść w cokolwiek do końca, przez co to tak wygląda jak pół dupy zza krzaka.
Jak już chcieliście koniecznie zmienić system walki (nie wiem czemu, ale ok), to przynajmniej trzeba było wziąć jakiś konkretny wzór, czy to Soulsy czy to jakiś AC czy cokolwiek innego i brnąć już w to na całego.
Aczkolwiek i tak mam wrażenie, że gdyby, np., Original Sin 3 wyglądało jak Soulsy 4 i walka gniotłaby wszystkie Soulsy, to i tak nie byłoby "to". Od OS gracze oczekują czegoś innego, tak samo od DA. Pamiętam jak był leak z rok temu, albo jeszcze wcześniej, i ktoś tam pisał, że twórcy inspirują się Dark Soulsami, odnośnie walki. Już wtedy pomyślałem, że kiepski pomysł, nie tego oczekuję od Dragon Age'a, nawet gdyby zrobili ten system świetnie.
Czyli spróbowałeś i stwierdzasz, że jednak nie? Spoko, ale wyznanie na inne forum raczej.
Aha, bo tobie się wydaje, że jeśli Jezus w ogóle istniał, to wyglądał jak Cesare Borgia? xD
I gdzie jest napisane, że nie może istnieć czarny elf czy krasnolud? W sensie, nie wiem, antropolog jakiś tak powiedział? To jakaś powszechna wiedza historyczna?
Wszystko zależy on kontekstu. Czarna królowa Anglii to debilizm, czarne elfy u Tolkiena też, ale już czarne elfy w D&D to nic nadzwyczajnego.
ŻADNA skrajność nie jest dobra, kolego. Skrajna lewica mi się nie podoba, ale skrajna prawica jest tak samo zła.
Ty trollujesz czy jesteś "lekko" ślepy? Przecież BG3 było na premierę 100x lepsze niż jakakolwiek gra AAA ostatnich... 10(?) lat.
spoiler start
Ta, a niby skąd to wiesz, he? Nie masz pewności co się działo w studiu
spoiler stop
A ty skąd wiesz, że to coś usuniętego? Larian mówi "to coś nowego, nie usuniętego" - jak chcesz temu zaprzeczyć, to trzeba podać dowody, argumenty. "Wydaje mi się" jest najbardziej idiotycznym argumentem. Tfu - to nie jest ŻADEN argument.
A jest to coś nowego - nie było tego w plikach gry, nie ma po tym śladu, jest nagrywane teraz.
Weź się chłopie przyczep czegoś innego, gdzie ma to sens.
Ktoś z branży z tej strony. Jeśli crunch trwa dłużej niż tydzień (no góra dwa) to twój zarząd jest do dupy. Macie za mało ludzi w stosunku do projektu. Zdarza mi się teraz, że chcąc coś dokończyć posiedzę sobie godzinkę dłużej, ale sytuacje, że crunch trwa 10 miesięcy i codziennie ludzie siedzą po kilkanaście godzin, łącznie z weekendami... sorry, ale jeśli ktokolwiek uważa, że to jest ok, to ma gówno zamiast mózgu.
Ja z CP pamiętam jednego questa, jak się jeździło ze skazańcem po mieście. Dość ciekawa historia, ale to tyle. A reszta? Czymś wielkim się różnią od misji z np Deus Exa? Dostań się gdzieś, coś znajdź, kogoś zabij, znajdź info... nie no, tak, rzeczywiście - nigdy w historii gier komputerowych nie było tak unikalnych, innowacyjnych questów jak w CP.
Zanim się ktoś znowu przyp*erdoli - questy są po prostu średnie, poprawne. Nie mówię, że są złe. Ale nie są ani wybitne, ani na najwyższym poziomie światowym, ani niszczące całą branżę, że nikt im nie dorasta do pięt - są po prostu POPRAWNE.
Dio nie lubił Long Live Rock 'n' Roll, a Tolkien nie uważał Władcy Pierścieni za swoje najlepsze dzieło. Ale jak chciałbyś się przyczepić, że oni nie lubili swojego dzieła, a Straley nie jest związany z TLoU II to proszę bardzo - Keith Richards nie cierpi Led Zeppelin. I cytując Milesa Davisa - So What? W sensie to ma być jakiś obiektywny wyznacznik "jemu się nie podobało, to znaczy, że OBIEKTYWNIE jest ch*jowe"? Christopherowi Tolkienowi się BARDZO nie podobała adaptacja Jacksona, a ta jest nielubiana chyba tylko przez naprawdę zagorzałych kultystów Tolkiena.
Ale jeszcze tak co Bruce Straley powiedział o TLoU II, skoro już go przywołałeś? Zacytujmy:
"Yeah i will play it. I will definetly, a hundred percent play it BUT it's gonna be so hard. I don't know if i should be playing it with somebody or by myself. Should i like TAKE SOME SORT OF ANTI-DEPRESSANTS"
114: The Last Of Us Director Bruce Straley Kotaku Splitscreen
Przeszukałem neta, ale nie znalazłem więcej jego wypowiedzi na ten temat (na temat odejścia i firmy tak, ale samej gry nie). Może jest więcej, ale to powiedz chociaż co powiedział, gdzie powiedział. Bo szczerze mówiąc z tej wypowiedzi wcale nie wynika, że ma zły stosunek do gry, ewentualnie uważa, że jest mroczna/ciężka, ale czy to dobrze czy źle?
Ja go zabiłem przy pierwszej okazji. Dość miałem tego że z diabelstw zrobiono wrażliwe i dobre istotki, a napalony druid( przepraszam za słowo ale tak się on zachowuje), to już było za wiele.
No dobrze, że w społeczeństwie nie masz zbyt wolnej ręki. Biedny płatek śniegu, fikcyjny druid do mnie podbił, moje ego ucierpiało.
wymuszoną różnorodność
Co to jest? Masz człowieka, elfa(elfy), tieflinga, githyanki... nie wiem, to jest taka "wymuszona różnorodność"? Githzerai, tanar'ri, modron, latająca czaszka już nie były "wymuszoną różnorodnością" tylko, nie wiem, "naturalną różnorodnością"?
Trochę za daleko z tym poszli
Ale to nie Larian zmieniło wygląd tieflingów. WotC zmieniło ich już ładnych parę lat temu. Larian korzysta z tego co jest.
Zgadzam się w 100%. Takie zakończenie by było najgorszym, najgłupszym co twórcy by mogli zrobić. Tak samo jak Harry Potter był cały czas w komórce i pewnie kilka innych by się znalazło. Generalnie zakończenie "wszystko to sen" kasuje automatycznie uniwersum w zasadzie. Tak by można (na pewno jakoś) skasować uniwersum Star Wars, LOTR i kilka innych. I wtedy nie ma po co, ani jak (logicznie) zrobić kolejnych gier, filmów, książek...
Fajne to jako jakieś zakończenie typu UFO w Silent Hillach - trochę beki (w tym wypadku fajny nawet twist), niekanoniczne, ale to tyle. NIEKANONICZNE.
Swoją drogą produkcje bez lokalizacji nie powinny być w Polsce dostępne
No jasne, zgadzam się. W ogóle wiesz co? Dlaczego tak słabo? Ja bym poszedł z tym dalej - zakaz sprowadzania produktów niepolskich, chociaż... słabo, nie? W ogóle jak nie jesteś Polakiem (rodzice muszą być Polakami też oczywiście) to zostajesz deportowany... gdzieś tam.
Ach, jeszcze teoria spiskowa, że jestem multikontem? xD No brawo dla twojej "logiki" naprawdę.
Wg twojej spier...onej logiki jak napiszesz, że w filmie o japonii X wieku jest za dużo czarnych to jesteś rasistą
Po pierwsze, to gratuluję elokwencji, inteligencji i argumentacji. Dwa zdania i dwie prywaty próbujące obrazić rozmówcę, coś zarzucić, zamiast odpowiadać na faktycznie postawione argumenty. Naucz się najpierw rozmawiać, to po drugie.
Po trzecie, niezły chochoł, bo nic takiego nie napisałem, ale to trzeba umieć czytać. Ale po twoich postach nie powinienem się spodziewać wiele. Otóż, geniuszu, który jest zbawieniem naszych czasów, nie - przykład z Japonią (pisze się z wielkiej litery, tak przy okazji) jest chochołem, albo jak nie wiesz co to znaczy - błędem logicznym. Kontekst jest ważny, a w zasadzie najistotniejszy. Pisałem ogólnie "czarnuch vs czarny", jak chcesz rozszerzać to o konkretne przykłady, to np uważam, że czarny samuraj w nowym AC jest głupotą. I co teraz? Jaką teorię spiskową na mój temat teraz rzucisz? Może mówię to nieszczerze? No bo dla ciebie to na pewno jestem przecież skrajnym, turbo lewakiem, prawda? Po stwierdzeniu "problem dzisiejszych czasów" w sumie nie muszę nawet pytać.
już na część z 'nienawidzę' nawet nie chce mi się odpowiadać...
Nie odpowiesz, bo nie masz co, bo przykład rozwala twoją teorię. Jedyne co potrafiłeś napisać, to zarzucić, że jestem multikontem i wyjechać dwa razy z prywatą, w ciągu dwóch zdań, czekam na kolejne epitety. Bo taka to dyskusja z tobą.
"Nienawidzę" było przykładem, rozumiesz co to jest "przykład"? Poza tym przykładem ogólnym, bez podania gdzie jest kogoś "za dużo". A ty odpowiedziałeś przykładem z dupy - Japonią X wieku, o której ja NIC nie mówiłem, a do tego jeszcze przyznaję rację - np wybór czarnego samuraja do AC jest głupi. Także niezły chochoł, spróbuj jeszcze raz, ale tym razem, dla odmiany, odpisz na coś, co faktycznie napisałem.
Poza tym, gdy ktoś mówi "za dużo X", to zastanówmy się co to znaczy. Przykładowo - byli ludzie, którzy narzekali, że jest "za dużo" homoseksualnych/biseksualnych postaci w BG3. To ok, powiedz mi zatem ile to jest "nie za dużo"? Ile "wolno" twórcom umieścić? Jedną? Dwie? Czy może procentowo? Bo akurat świat D&D jest takim miejscem, gdzie kolor skóry, płeć, orientacja seksualna nie psują jakiejś immersji czy spójności lore/świata - jak twój "czarny w Japonii X wieku".
I dlaczego twoja opinia (czy opinia tych, którym to przeszkadzało - a była to mniejszość) jest istotniejsza od innych? Może to ty jesteś "problemem dzisiejszych czasów"? Zwłaszcza, że strasznie szybko wysnuwasz (błędne) wnioski o innych, odpowiadasz bardzo pogardliwie, agresywnie... nie ma z tobą rozmowy żadnej.
I użycie konkretnych słów zmienia wszystko. Słowo 'czarny' nie ma nic wspólnego z rasizmem. Jest zwykłym określeniem koloru skóry, tak jak i 'biały'.
A ty umiesz czytać ze zrozumieniem w ogóle?
Jeżeli powiesz "moim zdaniem jest trochę za dużo czarnych w tej grze. Dodatkowo są zbyt pozytywnie przedstawieni" zamiast "w tej j*****j gówno grze jest za dużo cz*****ów", to sorry, ale to nic nie zmienia. Wciąż jesteś rasistą. Jedyna różnica jest taka, że w pierwszym przypadku użyłeś ładniejszych słów.
Przeczytaj to co napiszę, bo jak znowu masz zamiar olać 99% to nawet nie odpisuj:
Tak, "czarny" i "biały" jest zwykłym określeniem koloru skóry - masz rację. ALE jak piszesz "za dużo tych czarnych" to CHYBA nie jest to takie neutralne stwierdzenie, nie? Tak samo jak ludzie piszą "no ja nie mam nic przeciwko gejom, ale czemu muszą być w tej, 'MOJEJ', grze" - to jest taki sam przejaw nietolerancji jak napisanie wprost "nie chcę pedałów w tej grze".
Bo według twojej "logiki" jak rozumiem napisanie "za dużo czarnych" - ok, kulturalna opinia, ale "za dużo czarnuchów" to już rasizm? No to gówno a nie logika ziomek, bo to DOKŁADNIE TO SAMO, tylko jedno jedno jest próbą elokwentnego zawoalowania swojej nietolerancji.
"Nienawidzę gejów" i "nienawidzę pedałów" też uważasz, że "zmienia wszystko"? Jak tak to gratuluję braku logiki.
Ty naprawdę masz kłopot z logicznym rozumowaniem.
No właśnie ty masz. I to ogólnie z rozumowaniem.
i czemu to ona ma się dostosowywać do tego, że ktoś nie jest przystosowany do życia w społeczeństwie
Bo KAŻDY Z NAS dostosowuje się do życia w społeczeństwie, bo też KAŻDY Z NAS jest częścią tego społeczeństwa.
Nie, nie, nie, ty naprawdę, na poważnie to napisałeś? Ona ma się przystosowywać do ku*wa STALKERA? Czy ty jesteś normalny? Poza tym dobrze, zadzwonił, powiedziała "nie", to powinien przestać, jak sam to napisałeś, że powiedziałbyś tak albo nie - no to ona powiedziała nie, no i co? Typ nie rozumie i dalej wydzwania.
Nie wiem czy wiesz, ale były takie przypadki, kiedy stalker przekroczył granice i to bardzo. No może potem ofiara miała święty spokój, tylko, że wieczny.
Czy stalker w twoim mniemaniu, jest uczciwą, pożądaną, dobrą, częścią społeczeństwa i trzeba się do nich dostosować? "No trudno, no są ludzie, którzy są nienormalni, cholera wie co im odbije, czy na kogoś napadną, takie jest życie, ale trzeba się do nich dostosować". Kobieta ma siedzieć w domu, ukryć się przed światem, bo imbecyl nie rozumie, że stalking etc NIE JEST ok? Nie no fajnie, co jeszcze tam mądrego powiesz? Jak założy mini to prowokuje gwałt i jest sama sobie winna?
Myślałem, że 38 to twój wiek, ale jednak IQ.
No tak, bo przecież nigdy nie było przypadków, żeby stalking się przerodził w coś groźniejszego i poważniejszego. Nigdy, przenigdy.
Zacznij myśleć, jeśli potrafisz.
Alex, czy ty w życiu napisałeś coś sensownego? 100 gier rocznie grą roku, myślałem, że to dno twojego IQ, jak bardzo się pomyliłem.
Słuchaj, matołku... to, że ona sobie wrzuca fotki, NIE JEST zaproszeniem do NICZEGO. Wrzuciła fotki to zostaw jej komentarz. Pierdolisz jak umysłowe ameby twierdzące, że kobieta w miniówce "sama się prosi o..." (wiadomo o co). Ogarnij się. Jeśli to jeszcze możliwe.
Technicznie rzecz biorąc, to nie jest biseksualna. Ktoś z obsady to komentował, że założenie było takie, że postacie są "playersexual". Jak grasz facetem to Shadowheart jest hetero, jak kobietą, to homo.
Chyba jedyną postacią, o której można łatwo i jasno wywnioskować, że jest bi, to Astarion. Reszta, z tego co kojarzę, nie ma jakichś jasnych przesłanek kogo wolą (poza tym, że gracza). Ewentualnie jeszcze Gale, wiemy, że był kochankiem Mystry.
Trochę jak w Dragon Age'u 2 - z tego co pamiętam Anders miał różne dialogi, zależne od płci postaci gracza. Jak się grało facetem, to wspominał o jakimś tam romansie z facetem, a jak grało się kobietą, tych dialogów nie było.
Ok - z perspektywy gracza "wynik" jest ten sam, ale w kwestii lore jednak nie.
"Pewnych kategorii ludzi" w kontekście kobiet, które stanowią około połowę populacji brzmi ciekawie.
Szczerze mówiąc to trochę nie rozumiem tych stwierdzeń, że coś jest "na siłę". Zwłaszcza jeśli chodzi o kobiety jako główne bohaterki, bo ok, mamy Netflixa i takie akcje jak Anna Boleyn - to rozumiem, w kontekście adaptacji, zmian w stosunku do oryginału, to akurat mnie też drażni. Ale w przypadku oryginalnego contentu? Trochę mi to przypomina właśnie komentarze ludzi, pod "netflixowymi" adaptacjami i teksty, że "no gdyby to była oryginalna postać to ok", i co? I mamy oryginalną historię i dalej ludzie biadolą, że "o nie, babą trzeba grać".
Zawsze są jakieś tam standardy, których twórcy się trzymają i jak coś się zmienia, to pewna grupa ludzi podnosi raban. Kiedyś czytałem trochę o historii kinematografii i jak się ludzie oburzyli o jedną z pierwszych scen pocałunku. Potem seks, brutalność (o tym to chyba większość z nas pamięta w kontekście gier, prawda?), teraz mniejszości - zawsze jak następuje jakiś "przełom" jest oburzenie. I zawsze tym, co się oburzają, wydaje się, że mają rację, a to, na co się oburzają, jest "obrazą moralności".
No cóż, w sumie przy CP przełamali pewne granice - 90% budżetu na marketing, 9% na Keanu i 1% na grę ;)
(zanim się jakiś uber simp przypier*oli - tak, to przerysowany żart)
czemu sie tak oburzyłeś na czyjś inny pogląd?
Tylko autor ma prawo się oburzać?
Hipokryzja bardzo, wy się możecie oburzać o wszystko, ale inni na wasze dziecinne reakcje nie mają się prawa oburzać?
Wiesz, pisząc co ciekawe zaczynamy murzynka brak możliwości wyboru sugeruje już stosunek autora do tej postaci - tylko i wyłącznie przez jej wygląd. Także no... cóż, jeśli z góry przeszkadza ci, że postać jest czarna, biała, hetero, homo (i tak dalej) ma swoją nazwę.
To, że napisałem, że GTA San Andreas lubię? Ch*j z tym. Że AC u Zulusów spoko? Ch*j z tym. Jedyne co widzisz, to nie chcę czarnego samuraja i przez to jestem rasistą.
Gdzie napisałem cokolwiek o seksualności? Gdzie napisałem, że ja chcę białego samuraja? Do k*rwy przestań KŁAMAĆ!
Na 99% mojego posta nie potrafisz odpisać, potrafisz tylko wyciągnąć jedną rzecz i jeszcze nie zrozumieć i podpiąć ją pod swoją narrację, żeby kogoś oskarżyć o rasizm.
Ale gdybym napisał, że nie chcę białego Zulusa, to byś przyklasnął, prawda?
Powiem jedno - przestań KŁAMAĆ! To jest obrzydliwe.
Słuchaj, dostajesz W KOŃCU, po LATACH błagań AC w Japonii, grasz samurajem... który nie jest Japończykiem. No trochę jakby dostać pierwszą w historii grę o rycerzu jedi, tylko po to, żeby nie użyć mocy ani nie odpalić miecza świetlnego.
Pisałem o tym w innym komentarzu, ale skoro już oskarżasz ludzi o rasizm, to zapytam - dlaczego czarny samuraj, a nie np historia u Zulusów?
Na myśl przychodzi mi Mafia 3 i Lincoln Clay, więc czarny może być spoko bohaterem.
A ktoś mówi, że nie? Czy ludzie serio piszą, że "ło matko, czarnuch, blee" czy może komentarze są podyktowane tym, że zamiast oczywistego wyboru, dostajesz jakąś historyczną ciekawostkę?
Albo inaczej - skoro gracze to tacy rasiści, to czemu GTA San Andreas jest tak uwielbiane? Ostatnio jak sprawdzałem, to bohater tam nie był biały.
Ja chcąc AC wśród samurajów, chciałem grać samurajem/onna-bugeishą (no czy tam kobietą-wojownikiem, jak ktoś się przyczepi, że to nie to samo - w/e) Japończykiem. Tak samo jak wśród wikingów chcę, żeby moja postać była rodowitym wikingiem.
Ja może jestem jakiś głupi, ale dlaczego nie zrobić AC u Zulusów, np? Tylko silić się na czarnego samuraja. No spoko, że był - fajnie, ale były też tysiące Japończyków-samurajów. I to chyba k*rwa przede wszystkim Japończyków. Trochę jakby po latach błagań dostać pierwszą grę o jedi, tylko po to, żeby w całej grze nie użyć ani razu mocy ani nie wyciągnąć miecza świetlnego.
Mam nadzieję, że będzie jak w Odyssey - wybierasz bohatera, a nie, że musisz grać obydwoma.
Plus faktycznie chyba Shepard-kobieta jest bardziej popularna wśród graczy, a przynajmniej na podobnym poziomie. Plus przy okazji promocji Andromedy przecież było video, gdzie Shepard wysyłała ostatnią wiadomość głosową - pamiętam tu tylko właśnie Jennifer Hale, nie pamiętam, żeby Mark Meer też to dubbingował. Ale może się mylę - pamiętam tylko Jennifer.
Chłopie, po co ty się rozdrabniasz? Po prostu postuluj żeby kobiety były zbanowane. Wszędzie.
Ludzie już chyba naprawdę mają kompletne niedo*ebanie mózgowe. Albo brak gejów/czarnych/kobiet albo "ło matko" bo gej/czarny/kobieta. Ze skrajności w skrajność.
PS: Jakby co to "chujowo" się pisze przez "ch", matołku. Wujek Adolf widzę nie nauczył polszczyzny.
Co ty pier*olisz w ogóle?
Po pierwsze, mechanicznie można poznać czy gra jest dobra czy nie, po kilku godzinach grania. Jak jest ch*jowa to zobaczysz to na początku, jak jest dobra, też zobaczysz to na początku.
Po drugie, jak nie skończyłeś BG3, to znowu - nie pier*ol, bo JEST powiązane z fabułą serii, ale oczywiście trzeba się sugerować ocenami 1/10 i geniuszami, którzy się popłakali o tryb turowy i nie przeszli dalej niż poza pierwszą lokację.
Po trzecie, jak niemożliwym w akcie 3? Skończyłem grę dwa razy, jak i setki, tysiące, innych osób. Znowu więc, co ty pier*olisz?
A AC może sobie działać na klamce od zaporożca, i co z tego? Jak gra jest np nudna to może sobie działać na klapie od kibla i nie zmieni to oceny.
Często się pojawia płacz o tryb turowy (co w sumie głównie widzę tylko na golu) więc aż muszę zapytać, o c*uj z tym chodzi? Z tego co pamiętam, np w Neverwinterze i tak musi minąć X czasu, zanim postać zrobi drugi atak, więc w pewnym sensie i tak musi minąć "tura", szybsze klikanie nie daje szybszej walki.
Tak serio pytam, w czym wam przeszkadza tryb turowy? Ja rozumiem preferencje, ale "nie zagram, bo tury"? Ja tam wolę tury, ale i tak sobie wracam do starych Baldurów czy Neverwinterów, mają tryb taki, no trudno, nie będę płakać. W dużej mierze nie zmienia to za bardzo rozgrywki. I tempo rozgrywki się wam wcale nie zwiększa w trybie aktywnej pauzy, to tylko iluzja - jeśli ktoś by chciał powiedzieć, że gra jest wtedy "szybsza". Nie jest, a w każdym razie nie jest zauważalnie szybsza.
Poza tym - pauzowanie co dwie sekundy, żeby zoptymalizować drużynę jest lepszą opcją?
Nie no, jak ktoś tak uważa to spoko. Przynajmniej tym razem nikt tu nie napisał, że "BG3 nie jest prawdziwym D&D, jak BG1 i 2, bo jest turowe"...
No to wygrywa, czy obie gry 10/10? ;)
Nie powiedziałbym, że wygrywa. Jak dla mnie są na tym samym poziomie (pisarskim znaczy).
To trochę inne style - inni ludzie w końcu to piszą, ale ogólnie mam wrażenie, że to trochę jak stwierdzenie "kawa jest smaczniejsza od herbaty".
Aczkolwiek z twoim 10/10 się zgadzam. Ale z tym czy któraś fabuła jest "lepsza"... nie bardzo. Takie trochę porównywanie Life is Strange do Red Deada 2 np. Według mnie poziom techniczny pisarstwa (konstrukcja zdań i tak dalej) jest na takim samym poziomie, a reszta to już kwestia subiektywnego gustu.
taki bełkot marketingowy był nam sprzedawany
No to jest Bethesda... I nasz kochany prawdomówny Todd...
Jak ktoś się na to nabrał i oczekiwał gry, która nie będzie wyglądać jak typowa gra Bethesdy, to już jego wina.
Mi się akurat najbardziej podobał wizerunek Maxa z 3. I twarz i głos McCaffreya pasowały idealnie. Z całym szacunkiem do Sama Lake'a - robi świetne gry, ale nie kupuję jego buźki w roli kogoś takiego jak Max Payne.
W 1 wyglądał trochę... no tak jak mówię - bez obrazy dla Sama ;)
A tutaj, w Alanie 2 wygląda bardziej jak Mr Scratch momentami, jak psychol.
IMO - James McCaffrey jako głos i twarz to idealne combo.
James McCaffrey był absolutnie WYBITNY jako Max. Mam nadzieję, że i w tego detektywa jeszcze mu się przyjdzie wcielić.
John Riccitiello. Typ, który miał genialne pomysły w EA, wcześniej w Pepsi. Nie wiem czy kreskówki miały złoczyńców tak chciwych jak on. Bo to co on wyprawia jest już groteskowe.
Plus tego jest taki, że może pozbędą się go z tej firmy jakoś i może następna firma zastanowi się dwa razy, zanim go przyjmie.
Naprawdę rozumiem, że masturbacja Wiedźminem na golu to codzienność i prawdopodobnie już tak zostanie, ale no naprawdę, nie można zachować minimalnej ilości obiektywnego spojrzenia? Tak z 1% chociaż?
To, jak w dzisiejszym fantasy są przedstawione elfy czy krasnoludy (zwłaszcza te drugie) zawdzięczamy jak już Tolkienowi. Zanim ktoś powie, że obie rasy pochodzą z różnych mitologii, bla bla bla - tak, tylko dzięki Tolkienowi mamy bardziej "ludzko" wyglądające elfy, piękne, wyniosłe i magiczne, czy krasnoludy, które uwielbiają siedzieć w kopalniach i chlać wszelkiego rodzaju trunki. Uproszczam, ale jeśli już mamy komuś przypisywać taki obraz tych ras, to Tolkienowi. Potem chociażby D&D. Wiedźmin ziomuś, to jest daleko daleko daleko w kolejce.
No i co potem jest oryginalnego? Smoki? Pani Jeziora może? Polowania na czarownice są w 100% oryginalne... prawda? Kreatury... a nie, te są zapożyczone z różnych folklorów. Sir Galahad! A nie, czekaj, to arturiańskie legendy.
W sensie żeby nie było - ja nie mówię, że to źle, ani że Wiedźmin przez to jest ch*jowy czy coś. Większość (jak nie każdy) autorów zapożycza z różnych źródeł i to jest naturalne. Jak bierze sobie elfy i robi z nimi coś fajnego w swoim świecie to super! D&D wzięło niziołki od Tolkiena - nawet chciano je nazwać hobbitami, ale to już była nazwa tolkienowska i nie mogli jej wykorzystać. Także, po prostu zachowajmy minimum obiektywnego spojrzenia. Bo zaraz ktoś napisze, że Sapkowski wymyślił cały gatunek fantasy.
Przy każdym RPGu gry Bethesdy to symulatory chodzenia...
Według mnie tak jak masz souls-like'i, to powinna być nowa kategoria - bethesda-like czy coś takiego. Bo stawianie Skyrima czy Starfielda obok BG3 czy Pathfindera to naprawdę policzek dla tych drugich.
Jak czytam komentarze niektórych (nie będę pisać nicków i tak pewnie ta osoba sama napisze - coś tam jak się uderzy w stół...) simpów, to naprawdę Howard powinien założyć konto na OnlyFans i tam opowiadać swoje bajeczki. Nawet nowego TESa by nie musiał robić.
Żałosny to jesteś ty, matołku. Bo nawet nie rozumiesz o co napisałem, ale już cię dupsko boli. Już tylko żeby komuś dosrać, bo śmiał powiedzieć coś na moją ukochaną firmę/grę. "Nie rozumiem o co chodzi, ale na pewno mnie chciał obrazić". Jeszcze może zróbmy dekonstrukcję twojego walenia w klawiaturę:
Nie grałem ale się wypowiem :)
A wiesz, że nie grałem? Mocne słowa, potrafisz je czymś poprzeć? Bo "wydaje mi się" jest zerowym argumentem.
Czyżbyś próbował właśnie obrazić te miliony ludzi na świecie, którzy grają i świetnie się bawią?
Jeśli uważają, że ta oraz inne wypowiedzi Kłamczuszka Howarda są na miejscu to chyba tak. Chociaż nie, to nie obrażanie, tylko stwierdzenie faktu.
Żałosny to ty jesteś kolego. Cóż chciałeś tym komentarzem osiągnąć? Pokazać, że jesteś lepszy, mądrzejszy, poprawić sobie ego? Przecież i tak nikt tu nie wie kim jesteś. Jak napisałeś, żałosne.
A po co inni piszą tu komentarze? Rozumiem, że tu są sami celebryci i ja jeden, jedyny no-name? Mhm, ty to pewnie też jakiś Brad Pitt jesteś i twoje zdanie o mnie jest ważniejsze. No tak, zero hipokryzji z twojej strony, rzeczywiście ZERO.
Strona jest PUBLICZNA, dla wszystkich i się PUBLICZNIE mogę tu wypowiedzieć. Przepraszam bardzo, że nie jestem takim celebrytą jak ty. I przepraszam, że nie jestem simpem Howarda.
A ja jeszcze nie grałem, ale na pewno zagram i będę się raczej świetnie bawił. A ty w tym czasie? Będziesz dalej żółć wylewał.
No i fajnie i baw się dobrze. Ale wróżbitą Maciejem to raczej nie jesteś. Napisałem chyba dwa komentarze odnośnie Starfielda, a ciebie ten jeden komentarz, który zresztą jest słuszny, bo Howard zachował się jak kompletny burak, tak zabolał, że już musisz zgrywać rycerza w lśniącej zbroi, chroniąc honoru Howarda i Bethesdy. Na pewno wkrótce zadzwonią do ciebie z podziękowaniami.
Także, wróżbito Macieju, nic nie zamierzam wylewać. A jak będę miał ochotę coś skomentować, to sobie skomentuję. Jak mi się będzie podobać to pochwalę, jak nie to nie. I nie potrzebuję twojej zgody do tego.
Chociaż ktoś normalny się znalazł.
Tak, chodziło mi o to, że Howard jest takim samym bajkopisarzem jak Piotruś Molyneux i jego obiecanki są gówno warte. A to, z czym teraz wypalił, to jest już bezczelność i gdyby gracze nie byli simpami, to powinni to wytknąć. No ale zawsze się znajdą tacy, którzy na klęczkach łykną wszystko, bo ło taka super gra, a Toddziu obiecał, więc na pewno tak będzie. Piotruś naobiecywał tyle rzeczy do Fable 3, że to byłby Star Citizen 8. Tylko przynajmniej nie jest bezczelnym burakiem.
Dalej bym się kłócił - zależy od poziomu rozumienia oryginalnego tekstu. Jeśli rozumiesz, w tym wypadku, polski i angielski na podobnym poziomie i oryginał jest angielski, to polski nie da ci tego samego doświadczenia. Przynajmniej ja czuję, że "to nie to", jak ze wspomnianym "drakonem" chociażby.
Oczywiście, jak ktoś nie jest w stanie grać w oryginale, to na pewno ojczysty język będzie lepszym wyborem - wiadomo. Tak jak już (chyba) wspominałem, za dzieciaka oczywiście grałem w gry po polsku, czy to Baldury, Planescape, The Longest Journey czy Gothic (i oczywiście inne) i mam do tego pewien sentyment, ale dziś już nie odpalam żadnej gry po polsku, no chyba, że byłoby to coś w stylu tego polskiego horroru, którego nazwy zapomniałem, gdzie raczej język polski byłby dość istotny w odbiorze samego klimatu. Ale D&D po polsku mówię stanowcze "nie".
EDIT: Porównując Hale i Różdżkę nie miałem na myśli, "który głos mi się bardziej podoba" tylko właśnie umiejętności aktorskie i tak dalej.
Każda gra narracyjna jest "lepsza" (ciekawsza ?) w ojczystym języku takie jest moje zdanie
Zależy od poziomu rozumienia oryginału. Ja raczej nie korzystam z polskiego (chyba, że za dzieciaka grałem po polsku pierwszy raz i został jakiś sentyment), a już na pewno nigdy w życiu w D&D. Ani w sesjach, ani w grach video. Sam "drakon" mnie drażni, nie mówiąc o wielu innych tłumaczeniach.
Plus też trzeba trochę spojrzeć na jakość dubbingu, a nie tylko spuszczać się, że "jest polski". Dragon Age Origins uważam, że miał paskudny, okropny wręcz dubbing, podpadający pod amatorkę. Pograłem chwilę i skasowałem, bo nie szło tego słuchać. Także... no nie wiem, wolałbym słuchać głosów, które średnio rozumiem, niż rozumieć wszystko i zgrzytać zębami z żenady.
Zanim ktoś się przy*ieprzy, to jeszcze raz zaznaczę - dobry dubbing ok, tylko nie brandzlujmy się samym faktem istnienia polskiego, bez względu na jakość. Fajnie, że Mass Effect miał dubbing, tylko co z tego, że do Jennifer Hale, Magdalena Różdżka (chyba) nie ma nawet podjazdu.
Wysarczy troche wyobrazni i checi wsiakniecia w dany świat
No nie, ku*wa, od gry, od twórców, oczekuję, że to oni dadzą mi w co wsiąknąć. Wsiąknąć mogę w BG3 czy RDR2, a w grach Bethesdy? Albo sam muszę się wysilać i szukać powodów do grania, albo czekać na mody. No super, równie dobrze mogę pograć w Minecrafta.
I jak dla mnie to jest największą bolączką gier Bethesdy, że o RPGa roku może się starać i Starfield i BG3.
Chłopie, weź bądź szczery i po prostu napisz, że najbardziej hajpowanym tytułom AAA dajesz 10/10 i tyle. Jako ARCYDZIEŁO opisujesz co chwilę jakąś grę. Jakby ciebie słuchać, to by wyszło, że na rynku mamy mnóstwo ARCYDZIEŁ, a to chyba średnio prawda.
Może weź trochę ochłoń przed kolejną oceną? Bo widać, że oceniasz w chwili, gdy jesteś wciągnięty i dostajesz pierwszy strzał dopaminy.
Niektórzy recenzenci określili ją wręcz mianem najlepszej fabuły w grach Bethesdy
To trochę jak zostać "najseksowniejszym uczestnikiem Embarrassing Bodies"
NIEKTÓRZY bronią CP? Przecież tu wystarczy, że powiesz coś złego na CP albo Wiedźmina 3, to zostaniesz wyzwany od hejterów i debili nie znających się na wybitnych grach i pewnie grasz w Limbo of the Lost.
Ale co do samego BG3, to z jednej strony fakt, 10/10 to nie jest, mimo tego, że naprawdę jestem fanboyem BG3. Trochę mniejszym niż fanboyostwo W3 i CP na golu, ale jednak, dla mnie BG3 jest wybitne, ale 10/10 by zakładało, że ta gra jest idealna w każdym aspekcie... no a tak nie jest. Są rzeczy, które by można zrobić lepiej, poprawić etc.
ALE... no właśnie jak ktoś zauważył, jeśli Diablo 4 ma ocenę 88/100, to BG3 jaką powinno mieć? Szczerze, to jeśli D4 to 9/10, to BG3 to jakieś 30/10.
Jezu, błagam, dość o tym, że lvl 12 to mało. Od 13 lvlu dzieją się takie popier*oleństwa, że nawet jeśli będą w stanie je zaimplementować (co będzie ciężkie, a w niektórych przypadkach niemożliwe) to potem zacznie się płacz, że coś jest OP albo nie tak zaimplementowane jak w podręczniku... NIE. Lvl 12 jest wystarczający. D&D to nie Skyrim czy Wiedźmin, czy 99% innych RPGów, gdzie wyższy lvl to więcej cyferek i fajniejsza animacja. Tam naprawdę się dzieją pop... rzeczy, które potrafią rozjechać sesję.
Nie, nie chcemy 20 lvlu. Serio, kto grał w D&D chociaż jedną kampanię ten wie.
Nie. Lvle 13+ wprowadzają na tyle zamieszania, że jak zaczęliby z tym kombinować, to i tak byłoby to na tyle zmienione, że znowu ktoś by płakał, że pozmieniali coś.
Lvl 12 jest wystarczający.
Ziomuś... jako gracz D&D od 15 lat błagam cie... NIE! Serio, naprawdę żadnego lvl 20. Ani nawet lvl 13. Pozwól, że wyjaśnię, trochę przynajmniej.
Od lvlu 13 możesz mieć dostęp do zaklęć 7 poziomu. I ktoś może powiedzieć "wow, ale fajnie", ale jakby to powiedział pan Tadeusz Sznuk - "otóż nie!". Wśród tych zaklęć jest chociażby Plane Shift, w skrócie - przenosisz się do innego wymiaru.
Plus ogólnie jeśli chodzi o wyższe lvle spelli masz rzeczy, które ingerują/zmieniają rzeczywistość, pozwalają trwale zmienić jakąś postać w chociażby smoka, zabić większość istot na życzenie i tak dalej i tak dalej. Ale przede wszystkim spelle ingerujące w rzeczywistość są trudne do implementacji.
Na sesji DM, teoretycznie, panuje nad tym wszystkim, jak ci się gracze przeniosą do Dziewięciu Piekieł, to może je przedstawić, urwać sesję i się przygotować w ostateczności. Gra musi z góry mieć takie rzeczy przygotowane.
Plus oczywiście dochodzą inne rzeczy, nie tylko zaklęcia, jak shapeshift druidowy, persistent rage i tak dalej i tak dalej.
Do wszystkich płaczących, że jest "tylko" lvl12 - pograjcie sobie w papierowe D&D, w ostateczności obejrzyjcie Critical Role, pierwszą kampanię, jakieś ostatnie odcinki. To już jest naprawdę takie Supernatural sezon 16.
Na 20 lvlu to kłóciłbym się czy aby na pewno tylko "pół" :P
Nie no, naprawdę, pomijając już wręcz niemożliwość implementacji niektórych mechanik, zaklęć i umiejętności (co by trzeba zmienić albo wyciąć, a wtedy znowu część by się spłakała, że czegoś nie ma) to później masz jakieś akcje w stylu Supernatural, gdzie naparzasz jakiegoś boga, bo w sumie wszystko inne może ci naskoczyć.
Mam nadzieję, że Alan Wick powalczy trochę ołówkiem ;)
Ale nie no, tak poważnie, to trailer świetnie wygląda. Czekałem dłuuuuugo na dwójeczkę.
Jasne, to, że ktoś wystawia, to nie znaczy, że tyle jest warte i że ktoś to kupi - jasne. ALE... większość tutaj broniących stwierdzenia, że "się nie sprzeda" chyba nie zdaje sobie sprawy, że to jest jednak towar ograniczony, tych kolekcjonerek nie ma dużo, więc za jakiś czas, rok, dwa, pięć, cena na pewno podskoczy. Bo część graczy odpakuje i przez to wartość spadnie, plus część nie będzie chciała tego sprzedawać, tylko ustawi sobie na półeczce wszystko, a część kolekcjonerek będzie leżała sobie nieodpakowana (jak druga moja) i jej wartość będzie rosła. Bo nikt nie dorobi kolejnej sztuki za te 250 euro.
Nawet jak te "setki tysięcy" grę spiraciły, to zobacz ile nie spiraciło, ile gra oficjalną drogą. Larian zbankrutował na tym? Wielkie korpo nie myślą praktycznie po prostu i wydaje im się, że jak będziesz się gapić w te kosmetyki to zaraz coś kupisz. No k*rwa pomyślcie raz jeszcze.
Autor tekstu osiągnął inny cel - pokazał, że polscy gracze to naprawdę bezmyślne simpy. Wystarczy, że ktoś nie lubi Wiedźmina, to zaczynają się teksty "no tak, ktoś słucha gówna, to potem poważnej, dobrej muzyki nie rozumie" i tak dalej. I nawet niech nikt nie mówi, że nie, bo wystarczy poszukać w komentarzach.
Można coś lubić, można nie lubić, ale obsesyjny, bezmyślny onanizm jest potwornie głupi. Zwłaszcza zachowywanie się jak obrońcy... pewnego słynnego Polaka. No są ludzie, którym się coś nie podoba, ogarnijcie się, bo niektóre reakcje są naprawdę żenujące.
Tak, tylko ten artykuł odsłania co innego - w Polsce napisać, że nie lubisz Wiedźmina, to jak powiedzieć, że jesteś fanem pewnego austriackiego, wąsatego malarza. Zobacz tylko na komentarze, ile jadu wylało się na autora. I większość można podsumować jako "nie lubisz Wiedźmina, więc musisz być idiotą".
Bardziej to jest problemem polskiego community, że tutaj nie wolno żadnej wady na świętego Jana P... przepraszam, Wiedźmina napisać. Ta gra po prostu nie ma wad, obiektywnie mówiąc jest idealna, ma najlepszą fabułę od czasu wymyślenia Biblii, najlepszą mechanikę od czasu wymyślenia koła - po prostu ideał pod każdym względem. Jak tego nie rozumiesz, nie zgadzasz się, to po prostu jesteś imbecylem, który słucha disco polo i nie rozumie poważnej muzyki (nie moje słowa tak btw). To podejście dobitnie pokazał ten artykuł.
Kupiłem dwie, właśnie mając zamiar z jedną przycebulić i opchnąć za jakiś czas.
Nie podniecałbym się jednak, że już teraz jest tyle warta - może być, ale jeszcze jak na razie to dopiero te kolekcjonerki rozsyłają, więc... nie spinajcie pośladów jeszcze.
W sensie, gdyby autor uprawiał bezkrytyczną masturbację do Wiedźmina, jak większość tutaj, to by była "słuszna" opinia? Ale jak mu się nie podoba, to "obwisła i parchata" i "opinia opinii nierówna"? AHA.
Artykuły takie jak te, a konkretniej komentarze pod nimi, przekonują mnie, że polscy gracze to tak niewyobrażalne simpy Wiedźmina i CDP ogólnie, że CDP powinno założyć profil na OF i w życiu nie musieliby wydać już żadnej gry.
Bezkrytyczny fapping i wszystko co W3 i CP2077 to święte? Jest.
Hejt na każdego komu się nie podoba i jazda od hejterów, lubiących gówniane gry? Jest.
Jak ktoś z CDP czyta to serio - zakładajcie konto na OF.
Jakim wałem, parówy? Bo co, bo nie ma gry na steamie? Grał ktoś chociażby w Tarkova? Star Citizena? Już abstrahując od tego, czy te gry są dobre, czy będą skończone i tak dalej - są jak najbardziej grywalne, rozwijane (o Star Citizenie może się wypowiadać nie będę, bo nie grałem) i to żaden wał.
Skoro już wywołałeś fantasy RPG, to powiem o swoim przykładzie. Piszę książkę, fantasy właśnie i część rozdziałów, które napisałem już jakiś czas temu, mam po polsku (obecnie piszę po angielsku). I będąc z natury leniwy uznałem, że spróbuję wykorzystać ChatGPT do tłumaczenia. I co? I... muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolony. Przy dobrym wykorzystaniu promptów, możesz mu ustawić jakieś słowotwórstwo (w sensie jak ma tłumaczyć pewne nazwy etc) i z efektów jestem zadowolony.
Oczywiście, to też nie jest długość takiego Baldura, bo mi ChatGPT przetłumaczył około 50000 słów. Plus też trzeba Chat pilnować, bo zdarza mu się popełniać różne dziwne błędy.
Ale aczkolwiek jest druga strona tego rozwiązania. Bo nawet powiedzmy, że z pomocą GPT przetłumaczymy sobie takiego Baldura - dalej będzie nam potrzebny ktoś do obsługi promptów i faktyczny, żywy, tłumacz, który sprawdzi pracę GPT. AI by musiało być... no naprawdę już na poziomie Star Warsowym, żebyśmy mogli zawierzyć tłumaczenie bez korekty.
I teraz jeszcze najważniejsze, o czym chyba nie myślisz - kwestia aktorów głosowych. Bo piszesz, że do AI udającego lektora ustawisz sobie emocje i jazda. No... nie. Sorry, ale czegoś w stylu emocji Chloe i Max przy samym końcu LiS nie osiągniesz komputerem. To już musi być świadoma istota. A jakoś nie wierzę, żebyśmy byli blisko stworzenia replikantów z Blade Runnera. Wyobrażasz sobie ile byś musiał siedzieć nad kilkuminutowym dialogiem i wyklikiwać z palca "tu bądź zdziwiony, tu podniecony, tu zły" i tak dalej? Prędzej szczoteczką do zębów wypolerujesz podłogi w Belwederze. No albo musiałbyś, znowu, zatrudnić osoby, które odpowiadałyby za obsługę AI i wklepywania im emocji. To już prawie jak zatrudnianie aktorów, bo to też by byli specjaliści, byle Jasiu by tego nie zrobił, więc...
No i ostatnia kwestia - nawet jak już ustawimy sobie wszystko i będzie AI udawało człowieka tak, że nikt się nie pozna, że to AI... to czyim głosem przemówi? Piotra Fronczewskiego? No dobra, a to nie pomyślałeś, że trzeba by panu Fronczewskiemu zapłacić, za jego głos tak czy inaczej? Czy jakimś randomowym, nieistniejącym głosem? To znowu ekspert by musiał taki wyklikać.
Także sorry, ale kwestia tłumaczenia przez GPT jest bardziej skomplikowana niż się tobie wydaje. Film, książkę - spoko, możliwe, że w kilka lat tłumaczenia tekstów będą robione przez GPT i tłumacze będą obsługiwać prompty. Ale dubbing? Że tak pozwolę sobie po angielsku - there is no dick in the village ;)
Czekam aż ktoś, nieironicznie, napisze "ale i tak by się to im przecież opłacało, bo WSZYSCY...".
Jak widzę imbecyle potrafią się czepiać tylko o to, co jest tak bardzo popularne. Jak są inne przykłady z tego gatunku, to już ich nie znają, bo trzeba by było poczytać, nie? A czytanie boli.
W Original Sin Arhu, w jednej rozmowie, wyraża jakąś formę pociągu do kotki, kiedy on sam przybiera postać kota.
A co powiesz na mitologię? Sleipnir coś ci mówi?
Raz, że kontekst, dwa, że Larian ma specyficzne poczucie humoru i albo to kupujesz albo nie (Halsin nie jest niedźwiedziem), trzy, nie musisz tej sceny nigdy oglądać.
(Cztery trzeba mieć przynajmniej dwucyfrowe IQ, żeby zrozumieć punkt 3)
To zależy - czy chcesz pograć w grę, która ma faktycznie zaimplementowane zasady D&D? Czy uproszczonego rpga dostosowanego do gier video (aktywna pauza i te sprawy)?
BG3 (poza Solastą) to póki co najlepsze odwzorowanie zasad D&D 5e. Nie tylko przeniesienie zaklęć i umiejętności, ale też struktury tur.
Także jak chcesz faktyczne D&D, to polecam. Jak chcesz "klasycznego" rpga, to pewnie nie, pewnie lepiej będziesz się bawić z Pathfinderem, Pillarsami, etc.
No trochę się nie zgodzę. W np. Icespire Peak też nie wbijesz 20lvlu. A to oficjalna przygoda, oficjalny podręcznik wydany przez Wizardów ;) Po prostu nie każda przygoda jest przystosowana do 20lvlu, który wprowadza dużo rzeczy, które są czasem problematyczne z balansem.
A czy BG4 powstanie? Wydaje mi się, że to nie zależy od Lariana, tylko Wizardów, którzy ogólnie są ostatnio niechętni na dawanie licencji komukolwiek. Z tego co czytałem, to Larianowi się poszczęściło, a Wizardsi skasowali 5 innych gier Forgotten Realms, które były w produkcji (nie przez Lariana, ale ogólnie). Także... Oczywiście, może jak zobaczą sukces BG3 to wpłynie to na ich decyzję, ale generalnie nie wstrzymywałbym oddechu, to jednak Wizardzi i wszystkiego się można spodziewać, łącznie z tym, że już żaden RPG nie powstanie.
Ja pierd... te posty są tak idiotyczne, że to jest przykre czytać.
Czy wy rozumiecie, że poprzednie Baldury mają 20 lat z hakiem? Czy w ty do ch*ja pana spodziewacie się, że w 2023 roku ktoś zrobi tak samo archaiczną grę, żeby wasze różowe okularki ją zaakceptowały?
20 lat temu inaczej się robiło gry, pewnych rzeczy się zrobić nie dało w ogóle. Nawet RPGi robione na wzór "klasycznych" dokładają elementy, które 20 lat temu by nie były możliwe.
Kracy to już w ogóle wytrzepany ze starożytności chyba jest, skoro uważa, że ludzie, którzy grali 20 lat temu w Baldura już umarli ze starości. No to cię zasmucę, ale nie. W oryginalne Baldury zacząłem grać mając jakieś 9-10 lat i, proszę o jakiś werbel - DALEJ ŻYJĘ! SZOK!
Ale no tak, kiedyś to było, teraz to nie ma. Kiedyś to się prało ręcznie, a nie jak teraz, ludzie wrzucają brudy do pralki, nie mając pojęcia co znaczy słowo "pranie" i mówią, że "piorą" w pralce.
Trochę z dupy ten post, bo przypominam, że na steamie oceniasz w systemie 0-1 - polecasz albo nie polecasz. Pozytywna ocena albo negatywna ocena. Tyle. Z tego liczy się średnia i masz 97% pozytywnych ocen. Ale to, że ktoś indywidualny dał pozytywa, to nie znaczy, że ocenia to na 10/10. Może na 7/10? Ale "mechanika" steama tego nie bierze pod uwagę.
A po drugie, to część z nas grała w early access, ja mam (przed premierą) nabite ponad 100h, a po premierze jeszcze koło 20h. To co, uważasz, że nie mam prawa ocenić gry po 100h? Tak wiem, że w ea miałeś dostęp do 1/3 gry, ale na ogół jednak po takim czasie gra odsłania swoje karty i wiesz, czy warto grać czy nie i jak bardzo ci się podoba to, co dostałeś.
No ja akurat bym powiedział, że fabuła Cyberpunka to nic szczególnego. Tzn sposób prowadzenia ok, ale treść jest miałka. Trochę patosu, przeintelektualizowania i filmowości, a zakończenie da się przewidzieć gdzieś po pierwszej godzinie. IMO - Human Revolution był lepszy i mechanicznie (biorąc zwłaszcza pod uwagę ile lat już ma i jak wypada w porównaniu) i fabularnie. Cyberpunk wygląda trochę, jakby David Cage próbował skopiować po swojemu styl Chrisa Avellone'a, z czasów Tormenta.
Nie ma co się silić na wielkie filozofie, lepiej zrobić fabułę "prostszą", ale na miarę zdolności, co wyjdzie lepiej.
Wiesz, tylko różnica jest taka, że Cyberpunk to były opowieści z cyklu "ej, zobaczycie jak jest zajebiście, no serio, ta nasza gra to najlepsza rzecz od czasu wymyślenia tlenu", a BG3 masz w early accessie od... 2? 3 lat? W każdym razie widzisz faktycznie czym to jest a czym nie.
BG3 to jest RPG roku. A według mnie nie tylko roku. Pierwszy akt już wciągnął d*pą większość RPGów ostatnich lat.
Ale prawda jest taka, że Todd "Naopowiadam Pierdół" Howard wywali gruby marketing i branża to łyknie. Tylko, gdyby recenzenci mieli chociaż jedną, wspólną nawet, działającą komórkę mózgową, to zobaczyliby różnicę między takim Skyrimem i Starfieldem a BG3, Pathfinderem czy Wiedźminem.
Podpowiem, że pierwszym to bliżej do Minecrafta, zresztą jak te gry są reklamowane? "Możesz latać tu, latać tam, zrobić statek w kształcie k*tasa" i tak dalej. Jakoś o ciekawej fabule i tego typu rzeczach się tam nikt nie zająknął. No, ale kto grał w jakąkolwiek grę Bethesdy to chyba wie, że jedynym dobrym scenarzystą tam jest Howard, z jego bajkopisarstwem w obietnicach i marketingu, taki drugi Piotruś Molyneux.
DLC w formie kontynuacji głównego wątku np. Grałeś w Solastę? Teraz jak wyszedł Palace of Ice, to podnieśli maksymalny poziom i możesz albo wczytać stan z głównej kampanii, albo stworzyć nowe postacie i podbić im poziom do 10 bodajże.
Albo Dragon Age: Awakening - ta sama mechanika.
I coś w tym guście też bym widział w BG3, zgadzam się w 100%.
Pewnie nie chcieli dawać 20lvl do głównej fabuły, bo na tych lvlach to są jednak powalone czary i umiejętności. Wyobrażasz sobie BBEG druida na 20lvl? Kto grał w 5e ten wie ;)
Weźcie matołki może odpalcie BG3, zobaczcie jakie to uniwersum, mechaniki i tak dalej. BG3=OS3 jest tak trafione jak stwierdzenie, że Ziemia jest płaska.
Fajnie gdyby to był bardziej remake niż tylko remaster. Dodane jakieś sceny i dialogi, które nawiązywałyby do RDR2. Jednak jak tworzyli jedynkę, to nie mieli (chyba) Arthura w koncepcji, a fajnie byłoby usłyszeć jakieś odniesienia, w odświeżonym Red Deadzie.
No bo w Pathfinderze ostatni poziom jest taki, jak nazwa wskazuje - nieuczciwy. AI ma potworne buffy i gra się w to jak z cheaterem poniekąd.
Jak ktoś lubi takie wyzwania to spoko, ja tam nie oceniam, ale według mnie jednak ten normalny, czyli wszystko 100% zgodne z podręcznikiem, jest najlepszym trybem.
W 2009 na pewno. Dziś jest ok, może, ale nie wiem czy to materiał na zbieranie nowych fanów. No i też kwestia czy mówisz tak, bo grałeś wczoraj? Czy pamiętasz, że było fajnie? Bo jak to drugie, to ja pamiętam, że Crysis ma najlepszą grafikę ever.
Gry się muszą rozwijać, a nie wychodzić 10 części takich samych.
Tak samo jak mamy teraz tzw "klasyczne RPGi" - też przecież nie są dokładnie tym, czym były 20 lat temu. Pathfinder, Pillars czy Tyranny, one nawiązują do starych RPGów, starają się odwzorować tamto podejście, ale w nowym stylu.
A teraz w przypadku AC - też wątpię, że to będzie gameplayowo taki powrót do korzeni, że nagle zagramy praktycznie w AC1. Między innymi wątpię dlatego, że (sorry ludzie w różowych okularkach nostalgii) stare asasyny są... W K***Ę nudne. Zwłaszcza AC1.
Nowe Doomy też wracały do korzeni, ale ze "współczesnym twistem", w postaci chociażby upgrade'ów, znajdziek, cinematiców etc. Jak ktoś się spodziewa, że studio rozmiaru Ubisoftu wypuści grę taką, jakie się robiło 15 lat temu, to pozdrawiam serdecznie.
Bo większość ludzi jest "edgy" i lubią "mroczne" rzeczy? ;) Co chwilę się czyta komentarze, że ta gra fajna, bo taka mroczna, albo wychodzi mroczny RPG. Nowy sezon serialu X będzie bardziej mroczny. I taki tiefling jest z diaboła, więc cool, bo jest mroczny.
Nie no, nie wiem czemu aasmiarzy nie są podstawową rasą xD
Tylko grając w "mniejsze" gry masz inne oczekiwania. Sam pracuję w firmie, gdzie jest nas 11 osób. No żeby zrobić Baldura 3 to potrzebowalibyśmy... nie wiem, z 50 lat? xD Przy założeniu, że w ogóle by to było możliwe.
No nie, szukając indyków, pokroju Isaaca czy zostając przy RPGach - Solasty - wiesz, że ta gra nie będzie Red Deadem 3. Sam sobie pykam we wspomnianą Solastę i uważam, że to bardzo solidnie zrobiona gierka, wiadomo, że nie może się "równać" z Baldurem, ale to co próbuje robić, robi dobrze.
Oczekując od takiej Solasty bycia Baldurem, to tak jakby iść na koncert Behemotha i oczekiwać, że będą śpiewać kolędy.
Nie jestem pewny, ale czy BG3 nie korzysta tylko z podstawowych podręczników? Bo aasimarzy, w 5e, chyba są w Volo's Guide to Monsters?
Nie chce mi się wstać i szukać po podręcznikach xD
Jasne ziomuś, wystarczy skopiować mechanikę z gry mającej 17 lat. Najlepiej jeszcze silnik do tego, żeby nostalgia była na pełnej.
Chyba ty serio nie rozumiesz jak D&D działa, a przynajmniej tego, że Larian chciał WIERNIE (a przynajmniej tak wiernie jak to możliwe) odwzorować mechaniki z D&D. WIERNIE, rozumiesz takie słówko, WIERNIE?
Uwielbiam NWN2, ale walka ma tam tyle wspólnego z papierową wersją, co Rings of Power z Silmarillionem.
Twoje narzekanie, i innych, przypomina mi ludzi, którzy nigdy nie czytali Tolkiena, ale pograli w Shadow of War i twierdzą jaki to dobry lore jest, mmm mmm, jaki wierny książkom.
No widzisz. I sporo graczy tak, chyba, ma - uważa, że BG1 i 2 to "prawdziwe" D&D i w ogóle chyba nie za bardzo zdaje sobie sprawę, jak D&D wygląda. No co za problem z aktywną pauzą? No... na tamte lata może i to było rozwiązanie ok, ale prawda jest taka, że tyle to ma związku z D&D co Rings of Power z tym, co pisał Tolkien.
Jeśli się znajdzie ktoś narzekający na brak grania 3 dni wcześniej to tylko przypominam - dostajemy grę MIESIĄC wcześniej matołki.
Czyli lepiej byłoby dostać grę 28.08 (czy którego tam miała być) i dostęp 3 dni wcześniej, niż dostać grę 03.08?
Poziom logiki czy chęci szukania dramy u niektórych jest zabójczy.
Chyba kolega nigdy w D&D nie grał. Ani w BG3, early access. Ani w żadne X-Comy etc.
Gra się świetnie, płynnie, bez żadnego zamulania. W końcu to jest naprawdę dobra reprezentacja D&D w formie elektronicznej. Aktywna pauza to śmiech a nie D&D. Jak sobie wyobrażasz przeniesienie struktury tur na aktywną pauzę? Czas trwania tury i zaklęć? A ruch, akcja i bonusowa akcja? To by musiała być osobna gra, osobny system.
A co do Pathfindera, to z całym szacunkiem, aktywna pauza to dalej śmiech według mnie. Robi się z tego "jakiś tam RPG", a nie adaptacja systemu.
Jak ci się nie podoba tego typu gra, to po prostu pograj w gry, które luźno podchodzą do adaptacji papierowych systemów. Tu chcieli odwzorować to w miarę wiernie. Chyba nie za bardzo jesteś fanem papierowych RPGów.
Jeszcze na początku tego roku grałem w JA2 i mam niedosyt tego typu gier. Czekam bardzo! Jeszcze jak będą mody? Panie, jeśli będzie to choć w połowie tak dobre jak 2, to mody już przedłużą życie 3.
No to jak się pomyliłeś, to tylko potwierdzasz moje stwierdzenie - jesteś niewyobrażalnym imbecylem, jeśli homoseksualizm przyrównujesz do zoofilii, nekrofilii czy pedofilii.
Dlaczego? Podpowiadam - homoseksualizm jest orientacją seksualną, osoba A tego chce, osoba B tego chce. Reszta wymienionych nie zakłada obopólnej zgody albo jeszcze dokłada bezczeszczenie zwłok.
Jak chcesz być zabawny to ci nie wyszło, bo pieprzysz takie pierdoły, że przykro czytać.
Rozumiem, że przez "każdą miłość" pijesz do homoseksualizmu. I jeśli jesteś tak niewyobrażalnie głupi, że nie rozumiesz różnicy między dwojgiem ludzi, którzy się na coś zgadzają, a stosunkiem bez zgody czy bezczeszczeniem zwłok... no to sorry, ale przy tobie nawet płaskoziemcy już nie są tak głupi.
Bo DD2 to gra na jeden raz. Jak przejdziesz to w sumie nie masz po co grać, masz odblokowane większość rzeczy i cały gameplay loop jest identyczny, nie dostajesz nic, nie tracisz nic, nic nowego się nie dzieje i tak dalej.
W DD1 przynajmniej masz to zarządzanie miastem, ludźmi, grind - generalnie coś się dzieje, czujesz każdą porażkę i każdy sukces cię umacnia. W DD2 tego nie masz, każdy run jest osobnym bytem. Trochę jak w Diablo po ukończonym dungeonie byś tracił wszystkie zdobyte tam rzeczy, no raz może by można zrobić taki dungeon, żeby się pobawić, ale jak nic z tego nie masz, to po co powtarzać?
No tak, generalnie BG3 stoi fabułą, gry Bethesdy eksploracją świata. Ale nie powiedziałbym, że te gry jakoś ze sobą "konkurują", w dosłownym tego słowa znaczeniu. Jasne, wychodzą w tym samym roku i technicznie rzecz biorąc, obie te gry to RPGi, ale no jednak przyciągają innych graczy.
Ja w Skyrimie nie mam nawet 50h (od premiery), a w tym early accessie BG3 już mam prawie 200h. W Fallout 4 mam 30h, a do 1 i 2 wracam raz na rok-dwa, mam już w nich grube setki. I pewnie Starfielda też kupię, trochę polatam po planetach, bo wygląda to ładnie, ale też pewnie, jak większość gier Bethesdy, rzucę Starfielda szybko w kąt.
Dubbingu nie będę komentować, bo płakanie o to już jest trochę... no.
A co do możliwości budowania drużyny, to jak koledze się nie chce czytać, to może w ogóle nie warto grać w Baldura. Mamy 5 "głównych" postaci (a gdzieś czytałem, że ma być ich 8, ale nie wiem czy to dalej prawda), które borykają się z tym samym co my, plus bodajże 4 postacie, które będzie można zrekrutować, a być może więcej. Plus potencjalne DLC?
Chyba kolega nie grał ani nie widział BG3 na żadnych gameplayach, bo to najlepiej odwzorowane zasady D&D w historii gier komputerowych, prawdopodobnie. Komentarz w stylu "a bo kiedyś to było, teraz to nie ma", bez nawet znajomości materiału.
Starfield na pewno, niestety, wygra przez sam marketing. Hype nabijają jak nie przymierzając CDP z Cyberpunkiem. Tylko trzeba pamiętać, że to Bethesda i jak sięgasz po ich gry, żeby pograć w dobrą fabułę, to tak jak słuchać Behemotha w poszukiwaniu kościelnych pieśni ;)
Akurat uważam, że to całkiem dobrze, że levelowanie jest szybsze. To nie jest D&D, że wbijesz level i "ło matko, co teraz, będę zbyt OP", tylko raczej wręcz dążysz do tego, żeby ten level wbić jak najszybciej. Prawdziwa zabawa się zaczyna na wyższych lvlach, nawet na maksymalnym, nie? Zwłaszcza na sezonach, gdzie czas będzie ograniczony. Nikomu to nie powinno jakoś szczególnie przeszkadzać, wbijesz 100 szybko? To docierasz do prawdziwego mięska, ewentualnie zrobisz nową postać. Akurat fajnie, że w perspektywie sezonów, zdobywanie max levelu stanie się bardziej przystępne.
Do wszystkich, którzy simpują jak szaleni, że "rEaLiZm" - wygooglujcie sobie taki termin jak "science-fiction". Z naciskiem na "fiction"...
Chcecie dalej realizmu? Okej! To może porozmawiajmy o tym, dlaczego napęd nadświetlny i podróżowanie po kosmosie w stylu Star Wars (czy Starfield) prowadziłby do wielu paradoksów. Hmm? Nikt? A myślałem, że "rEaLiZm".
Jak każda gra Bethesdy? Rozbudowanym symulatorem chodzenia, poszerzonym o latanie w kosmosie. Taki ładniej wyglądający No Man's Sky w swojej pierwotnej wersji.
Co w sumie jest dość zabawne, że pierwotny No Man's Sky nie miał contentu i gracze narzekali, a gry Bethesdy mają podobnie, a simpy się spuszczają jakie to wspaniałe gry.
fabuły, narracji
Powiem ci, że to zalicza się do top 10 żartów jakie słyszałem w życiu.
Co jest w niej arcydziełem? Nie no, rozumiem, że się może podobać, też nie powiem, że to była jakaś zła gra, no ale kurde, może troszkę jednak skręcić "simp mode" i włączyć tak ciutkę, ciutkę obiektywnego spojrzenia?
Arcydzieło to naprawdę już coś, gdzie nie możesz się do niczego przyczepić, wszystko jest idealne.
Ziomuś... czy ty serio właśnie napisałeś, że cena = jakość i długość dodatku? xD
W sensie jak tak będzie to spoko, ale poleciałeś już ostrym simpingiem, naprawdę. Ja wiem, że w Polsce CDP ma oddanych simpów i nawet CP to 11/10, najlepsza gra ever, story jak u Shakespeare'a, a takich mechanik gamedev nigdy nie widział, ale ludzie, naprawdę, zachowajcie chociaż to minimum obiektywizmu xD
Argument "a bo gra ma dobry soundtrack" mi przypomina Miecia i jeden odcinek masochisty, jak mówił o jakimś tam filmie, gdzie ludzie go też bronili argumentami "ale jest tam fajna muzyka", na co Mieciu stwierdził - to se kup tą muzykę i jej posłuchaj, film ma być dobry ;)
I szczerze mówiąc to wolałbym, żeby Bethesda może ucięła trochę budżetu z dźwięku i dodała do story designu, bo to też by można podsumować memem ;)
No dokładnie nie. Przytoczyłeś dobrą definicję partacza, ale problem jest taki, że wychodzisz z założenia, że twój gust jest obiektywną miarą.
Ja nie lubię Wiedźmina - nie powiem, że to gówno, choć według ciebie chyba powinienem, bo skoro "mi się nie podoba"...
I tak, wiem, że większość, albo przynajmniej spora część osób, podchodzi do oceniania w taki sposób - mi się nie podoba, a więc to gówno, no ale nie.
Może ci się nie podobać Red Dead 2 - ale nie znaczy, że to gówno.
Może ci się podobać Limbo of the Lost - ale nie znaczy, że to dobra gra.
Jak ktoś nie rozumie, że XCOM nie pokazuje faktycznych procentów, to powinien poczytać o tej mechanice więcej.
O co chodzi - w XCOMie masz zrobiony rzut na początku tury, za team, nie za indywidualnych żołnierzy.
Tryb save scum z 1 (i mod o tej samej nazwie do 2) to naprawia i wtedy gra faktycznie rzuca za żołnierzy, indywidualnie, nie za całą turę, na jej początku.
Plus, jeśli 95% to faktycznie 95%, to spodziewałbym się, że skuteczność będzie w tych granicach. A nie, że 95% zostanie spudłowane 50% razy. W kilku misjach pod rząd. Ale...
Ale... on nie grał w Powrocie...
Tzn wiem, o jaką postać ci chodzi, ale:
1) nigdy nie zostało potwierdzone, że to Rex, oficjalnie ta postać nazywa się Nik Sant
2) to zupełnie inny aktor - L. Burner.
Jako narrative designer/writer pozwolę się wtrącić do dyskusji.
Jak już ktoś wspomniał, nad nami na ogół czuwa ktoś jeszcze, kto kieruje ogółem projektu, wyznacza kierunek, akceptuje oddawaną pracę i tak dalej i tak dalej. Pełną kontrolę, nad tym co i jak piszę, mam w tym momencie tylko w trakcie pisania książki. W pracy nawet jeśli wydaje mi się, że moja propozycja jest "lepsza", to lead i tak może mi napisać "zmień to" i tyle. Nie przegadam tego. "Niech będzie mniej tekstu" etc. Gdy masz jeszcze przypadek Binding of Isaac (tak wiem, tekstu tam niewiele, ale o co innego mi chodzi), gdzie Edmund robi co chce w zasadzie, to co innego, w takim BioWare nawet jak zatrudnisz noblistę, to jeszcze nie znaczy, że napisze coś dobrego. Wystarczy "odpowiedni" lead, który pokieruje podwładnymi i masz w rezultacie sieczkę.
Trochę jak jakiś aktor kiedyś mówił w wywiadzie, że dla sztuki to grasz/robisz filmy niezależne, a żeby przeżyć, grasz blockbusterach. To, z czego jestem dumny, to rzeczy, które robiłem sam, nad którymi miałem pełną, albo chociaż częściową kontrolę. Jak uda mi się skończyć książkę, to mam nadzieję, że z niej będę dumny, ale to co piszę w pracy? Mam nadzieję, że graczom się spodoba, ale jak nie to trudno, jestem tylko trybikiem w większej maszynie i robię, co ktoś inny uważa za słuszne.
Co nie zmienia faktu, że oczywiście można oczekiwać więcej od gier, tylko twórcy, "więksi" twórcy, chyba mają inne zdanie o tym co "należy" tworzyć. Nawet Cyberpunk nie był fabularnie niczym szczególnym według mnie, ot no "poprawna" historia, której zakończenia możesz przewidzieć prawie na samym początku.
Stworzenie najbardziej uniwersalnego i wpływowego mitu XX wieku jest mało błyskotliwe
No... tylko, że to nie Lucas, a Campbell. "Bohater o tysiącu twarzy", polecam przeczytać. Zresztą, Lucas mówił o wpływie Campbella. Gwiezdne Wojny nie "stworzyły" mitu, tylko go wykorzystały. Zrobiły to dobrze, ale to dalej odtwórstwo.
Ale względem historii Nowa nadzieja nigdy szczególnie dobra nie była
Nie byłbym aż tak surowy. Może nie była szczególnie "oryginalna" (pod kątem podróży Luke'a jako bohatera), ale jednak wykorzystała monomit całkiem zgrabnie. I wydaje mi się też, że Nowa Nadzieja pokazała, że nie trzeba się silić na nie wiadomo co i próbować przeintelektualizować swoje dzieło. Coś może być proste, ale dalej zrobione w ciekawy sposób.
Czy ja dobrze rozumiem - gracze chcą odwołać zamówienie, bo twórcy użyli grafiki AI na tweeterze?
Mam wrażenie, że to tylko dowodzi, że ludzie chcą narzekać, chcą być przeciwko czemuś. Bo baba, bo geje, bo czarni, bo Tusk, bo coś tam jeszcze... a jak nic nie ma, to do*ebmy się do grafiki AI. Weźcie może, nie wiem, znajdźcie sobie hobby? Albo najlepiej pracę.
Wyjazdy za granicę z dużymi/mieszanymi grupami Polaków, czy cudzoziemcy pytający o drogę zdezorientowanych Polaków, trochę mi pokazują inne statystyki.
No to jeszcze musiałbyś znaleźć potwierdzenie, że ów rodak, który nie potrafił po angielsku wskazać drogi, jest jeszcze graczem i desperacko żąda dodania języka polskiego.
To, że iluś tam spotkanych przez ciebie Polaków nie ma słuchu muzycznego, nie znaczy, że my wszyscy jesteśmy głusi.
Głównie znam graczy, którzy ograją kilka tytułów rocznie. Ci zwłaszcza nie znajdą motywacji na naukę EN w grze, nawet wyrażają zadowolenie, że jest po polsku. Większość z tych osób preferuje dobrą fabułę, taki sobie gameplay więc np. Wiedźmina 3, czy wspomniane turówki. Gry typu Ark Survival czy CS Go - nie liczyłyby się jako angielski, o którym piszemy.
Wiesz, jak już (chyba) pisałem, widziałem od strony developerskiej jak wygląda sprzedaż gry i jaki procent graczy jest zdania "brak PL? Nie kupię" i jest to dużo dużo dużo mniejszy procent niż się tobie wydaje.
Ja znam różnych graczy i nie znam (osobiście) ani jednego, który by powiedział "brak PL, to nie kupuję". Czy są tacy, którzy chcieliby mieć polski język? Oczywiście, pewnie nawet większość, ale nie znam nikogo, dla kogo byłby to warunek sine qua non. A raczej mam znajomych, którzy grają w klasyczne RPGi.
Może ujmę to w ten sposób:
- Czy jest duży procent graczy, którzy na pytanie "czy chcesz język polski w grze?" odpowiedzieliby "tak"? Oczywiście, przytłaczająco duży, pewnie prawie 100%
- Czy jest duży procent graczy, którzy na pytanie "czy MUSI być język polski żebyś kupił grę?" odpowiedzieliby "tak"? Raczej nie
A to różnica.
Oczywiście, nie wiem tego na 100%, ALE ty też nie. Natomiast to, na co ja zwracam uwagę, jest to, że z jakiegoś powodu tłumaczenia w niektórych grach się nie pojawiają. I jeśli nie jesteś zwolennikiem teorii spiskowych w stylu "wszyscy nas nienawidzą i chcą nam robić na złość" to logiczny wniosek nasuwa się taki, że albo:
A) PL nie jest AŻ tak niezbędny do grania i polscy gracze dają sobie radę bez niego i wbrew temu co ty widzisz, jednak nie podnoszą aż takiego rabanu o tłumaczenia
B) Polska nie generuje aż takich dochodów, żeby robić tłumaczenia i nawet jeśli mnóstwo graczy tego chce, to po prostu się NIE OPŁACA twórcom w to inwestować, bo się inwestycja nie zwróci
C) Jesteś indie studiem, które ma ograniczone możliwości i ten punkt jeszcze wiąże się z B)
ale jaki jest rzeczywisty poziom Polaków/graczy, którzy kupią dany produkt?
Nie aż tak mała jak ci się wydaje, na pewno nie jestem w jakiejś przeraźliwej mniejszości, która kupuje gry bez względu na to, czy są po angielsku czy po polsku. Wiem, że może się wydawać, że "wszyscy" chcą tłumaczenia, a jak nie to "nikt" gry nie kupi... no chociażby ludzie z game devu w dużej mierze wiem, że mają obojętny stosunek do tłumaczenia. W pracy operujemy angielskim i nie mamy z nim problemu, jeszcze nigdy nie usłyszałem od kogoś, kogo znam realnie "o nie, nie kupię gry bo jest tylko po angielsku". A przynajmniej nie od jakichś 10 lat.
Oczywiście nie jestem w stanie stwierdzić, która grupa jest większa, ale skoro w pewnym stopniu tłumaczenia znikają, zwłaszcza dubbingi, to pokusiłbym się o teorię, że jednak to nie jest opłacalne.
Więc, wracając do pytania - jaki procent graczy kupi grę bez polonizacji? No raczej w dalszym stopniu zadowalający. Albo ogólnie zyski z Polski są małe, więc nie ma znaczenia, że troszkę spadną.
Plus wiem jak kilka gier, bez polonizacji, się sprzedawało w Polsce. Oczywiście, nie musi to odzwierciedlać ogółu, ale generalnie nie jest to nawet w połowie tak źle jak to sobie wyobrażasz, że brak wersji polskiej oznacza, że, nie wiem, 90% graczy z Polski gry nie kupi. Powiedziałbym, że nawet niemal odwrotnie. Tak, wiem, może się wydawać, że na forum jakimś tam jest mnóstwo graczy, którzy deklarują, że brak ojczystego języka to nie kupię... ale wiesz ilu jeszcze jest graczy w Polsce? Którzy np w ogóle nie wchodzą na fora?
Ogólnie - odchodząc od znajomych i "moich kręgów" i patrząc tylko na ogół sprzedażowy, to na pewno nie jest źle. Z jakiegoś powodu chociażby dubbingi zniknęły. Nie dlatego, że ktoś nam robi na złość. Czy gracze chcieliby mieć język polski w grach? Oczywiście. Czy jednak jest to aż tak wielki, potworny problem, że znacząca większość się wypnie na grę, jeśli będzie tylko angielski? Raczej nie.
mała litera brzmi obraźliwie i jeszcze jak podkreśliłeś Clarksona
Ok, mała litera to mój błąd (edytor tekstu mi tego nie zaznaczył jako błąd xD), nie celowy zabieg. Nie musisz wierzyć, ale to po prostu błąd.
A co do Clarksona to gdybyś nie wspomniał tego incydentu, to w życiu bym nie wiedział o co ci chodzi. Chodziło mi o "oh no... anyway...", kojarzysz to? Chodzi mi tylko o tego mema i tyle. Równie dobrze mogłem wstawić Lokiego zamiast Clarksona, bo tam była podobna scena "yes, very sad... anyway...", tylko Clarkson był jednak pierwszy i raczej mem z tej sytuacji jest dużo bardziej znany.
Ludzie są coraz bardziej wygodni, a tu jeszcze ktoś mówi: ucz się angielskiego i nie narzekaj.
Tylko wiesz, w 2023 angielski jest ogólnie dość potrzebny, a przynajmniej przydatny. Nie tylko po to, żeby grać sobie w gierki, tylko ogólnie. Znajomość angielskiego to nie znajomość cosinusów, czy czegoś w tym guście - czegoś, co przyda ci się tylko w szkole, a potem, w życiu, już nigdy (chyba, że się zwiążesz z matematyką w tym wypadku). Angielski jest bardzo przydatny, czy ktoś to chce przyznać czy nie.
mam kontakt z wielom nativami, nauczycielami angielskiego czy też IT Developerami pracującymi z ludźmi za granicą.
Ja tak samo i mam inne obserwacje. Także... dowód anegdotyczny.
Gry typu Planescape może mają coraz więcej szans na istnienie jak horror games, ale Planescape/Fallout1-2 był nudny. Baldurs gate dobrze balansował gameplayem jednak upór przy DnD/planszówkach nazwał bym brakiem postępu w następnych grach.
No nie wiem, ja akurat uwielbiam Planescape'a i Fallouty (stare). A miałem bodajże 6 lat jak wychodził Planescape, więc nie grałem w niego na premierę, tylko jednak później. Więc kwestia gustu.
Brak tłumaczeń to głównie lenistwo niedbałość developerów, bo łatwo można skonstruować pliki do kwestii dialogowych, które ktoś może po prostu puścić leniwie w translator, a potem mniej leniwie poprawić to co translator zrobił.
No... absolutnie nie. Puszczenie tekstu w translator to samobójstwo. Ja teraz dla testu używam ChatGPT i jest dość ok, ale jednak musisz trochę wysiłku w to włożyć też.
Ja wiem, że każdemu się wydaje, że "wystarczy tylko X", ale no właśnie - wydaje się.
Po 95% tekstu zrozumienia zbyt dużo rzeczy już nieraz umyka i totalnie można zgubić wątek. Te 5% to hazard i najczęściej kojarzy mi się w pewnym momencie z brakiem przypominajki. Nawet jak coś się w 100% zrozumiało to jednym uchem wejdzie drugim wyjdzie po tym angielsku.
Pamiętam, że (chyba) w podstawówce grałem w Maxa Payne'a. I wiadomo, jak na tamten poziom znajomości angielskiego, to zrozumiałem tak piąte przez dziesiąte, ale ogólny sens fabuły rozumiałem. Wiedziałem co się dzieje i po co. I oczywiście, gdy zagrałem w liceum zrozumiałem fabułę w pełni, ale mimo wszystko da się zrozumieć sens i czerpać przyjemność z gry, nawet jak nie masz znajomości języka na perfekcyjnym poziomie.
Teraz np coraz częściej gram w pełni po angielsku, niekiedy polskie tłumaczenie mnie drażni. Weźmy D&D - dragonborn i polski drakon bodajże. Albo tiefling/diablę. Nie wiem dlaczego, ale te tłumaczenia wydają mi się takie mało... "eleganckie". To tylko taki drobny przykład oczywiście.
No i też nie zaobserwowałem, żeby jednym uchem mi coś weszło, drugim wyszło, kiedy gram po angielsku. Tak samo chłonę fabułę, lore po polsku, jak i po angielsku. Nie mam z tym żadnego problemu. A przeszedłem gier po angielsku sporo, nawet w D&D (tabletopa, sesje) grywam po angielsku, także... Więc tu znowu dowód anegdotyczny.
Tak jak cię czytam, to mam wrażenie, że masz już po prostu z góry negatywne podejście, że nie dajesz temu szansy nawet, tylko widzisz "angielski" i już z góry zakładasz, że czegoś nie zrozumiesz, coś ci umknie i w ogóle całe doświadczenie będzie okropne.
Przecież wszyscy mieliśmy angielski w szkołach, no ludzie. A potem YouTube przecież: po angielsku się słuchało recenzji gier, wywiadów, kanałów, ulubionych channelów
Otóż to, otóż to. Najpierw było oglądanie filmów po angielsku, z polskimi napisami, potem jak nie było napisów, to się okazywało, że jednak rozumie się dużo więcej, niż się myślało.
Mój angielski, dokładnie tak jak piszesz, w dużej mierze doszlifował youtube. I filmy i gry właśnie. Tylko no jak się ma podejście z góry "ja nie umiem, ja nie rozumiem, nie spodoba mi się" no to tak, nie nauczysz się, nie zrozumiesz, nie będzie ci się podobać.
Jak ktoś całe życie gra w gry i nie zna angielskiego to dla mnie to jest jakiś żart. Pewnie z lenistwa się tylko na tłumaczenia czekało, filmy tylko dubbing etc
No właśnie ja tak miałem gdzieś w gimnazjum/liceum, a potem po prostu zacząłem oglądać/grać po angielsku. Okazało się, że jesteś w stanie dojść do zadowalającego poziomu szybciej, niż by się wydawało. Granie po angielsku to nie fizyka kwantowa.
"To tylko twoje, bardzo subiektywne, odczucie" - wiesz co to "sentyment"? To tylko jedno z "odczuć/uczuć", właśnie bardzo subiektywnych. Dajmy np. słowo "morze" i po angielsku "sea". Obydwa generują dość odmienne skojarzenia chociażby sentymentalne. Przykład wycieczka z rodziną nad "morzem" w Polsce, a w drugim angielskim przypadku przychodzi mi jedynie do głowy "słówko/nauka" lub "ucz sie jezykow i nie wymyslaj". Jeśli jesteś nauczycielem lepiej zmień sposób zachęcania bo to nie jest motywujące.
Co ma "sentyment" do stawianej teorii? Możesz nie przekręcać sensu wypowiedzi? Swojej (pierwszej) i mojej?
Pozwól, że wyjaśnię:
Założę się, że większość ludzi
I na to odpowiedziałem, że to jest twoje subiektywne odczucie, nie poparte danymi. Wiesz, że jest różnica, między "odczuciem" w sensie "wydaje mi się, że..." a "odczuciem" jakie możesz mieć np patrząc na to wspomniane morze? Nie mam zamiaru się kłócić z twoimi uczuciami, co tam czujesz jak grasz, ale jak twoje "widzi mi się" zaczynają opisywać ogół ludzi, no to sorry, przedstaw jakieś dane może? Bo mi "mi się wdaje", że nie masz racji. I tak się nam może "wydawać".
Także proszę cię, powiedz mi co ma "odczucie na temat morza" do "wydaje mi się, że większość graczy...", czyli hipotezy/teorii? To chyba dwie różne rzeczy, dwa różne typy odczuć, nie uważasz?
Aha, nie, nie jestem nauczycielem, jestem game/narrative designerem jeśli już musisz wiedzieć. Aczkolwiek miałem epizod z nauczaniem i studenci nie narzekali, także... Miałem tu co innego napisane, ale nie będę złośliwy, powiem tylko - może powstrzymaj się z tego typu uwagami?
jak się ktoś nastawił na korepetycje 24h na dobę to masz jak znalazł receptę, ale mi się nie chce, choć próbowałem. Na pewno nie szybko się googluje takie rzeczy
Tylko... zdajesz sobie sprawę, że nie musisz rozumieć 100% tekstu, żeby zrozumieć jego sens? Jak ktoś jest nawet średnio bystry to na poziomie gimnazjalnym da radę zagrać w grę po angielsku i wyciągnąć z niej sens. Oczywiście, dziś rozumiem dużo więcej niuansów, ale tak chyba jest ze wszystkim. Generalnie - jak nie chcesz się nawet spróbować uczyć, no to tak, nie zrozumiesz nic. Ja się też nie nauczyłem angielskiego w tydzień, oczywiście, że to trwa, ale żyjemy w takich czasach, że raczej obrażanie się na angielski jest średnio sensownym pomysłem.
pisowni się nie czepiam
No raczej stosując taką pasywno-agresywną formę to jednak się czepiasz. A tak w ogóle, to pamiętaj, że takie czepianie się działa w dwie strony, więc może nie brnijmy jednak w tego typu dyskusję, co?
tutaj wyjątkowo brzmi obraźliwie
Jest szczere i zgodne z faktami, więc może w dzisiejszych czasach "obraźliwe". Sorry not sorry, ale taka jest prawda - jeśli się coś nie opłaca, to twórcy tego nie zrobią i tyle. Możesz podawać tu swoje "odczucia" jako argument, ale jeśli twórca; a) nie ma środków, b) nie ma możliwości, c) nie opłaca mu się to, to NIC co napiszesz go do tego nie przekona. Zwłaszcza w przypadku punktu c). I tak, ja wiem, że "ty byś kupił" i kupiłoby całe forum, na którym jesteś (prawdopodobnie nie, ale to temat na inną dyskusję), ale zrozum, że to co tobie się "wydaje", że byłoby dobre, to jest dobre z twojej perspektywy, byłoby dobre dla ciebie, ale może nie dla twórcy. NIKT ci nie robi na złość, nie ma developera, który przegląda forum i patrzy i sobie myśli "O, Jaya z Polski by chciał tłumaczenie, a takiego wała, hehe", no nie. Gdyby była możliwość, byłoby tłumaczenie, filmy dalej są tłumacze, czyli widocznie się to opłaca, w przypadku gier prawdopodobnie opłaca się to coraz mniej. Tyle.
Jak to jest obraźliwe no to... oh no... anyway.
Co do wspomnianych Baldurów i Falloutów, to tak, grałem w klasyczne RPGi, w tym jeszcze chociażby mój ukochany Planescape, który miał świetne tłumaczenie. Może nie zwerbalizowałem tego dostatecznie jasno, więc napiszę to teraz - ja NIE jestem przeciwny tłumaczeniu. Mówię ci, wam, tylko jak jest - sprowadza się to do kasy. Podawałem ten przykład gdzie indziej - Marvel Snap. Jakiś tam jeden Timmy z drugim narzekają, że ceny iapów są zbyt wysokie i też argumentują to w stylu "a mi się wydaje, że...". No ok, fajnie, fajnie... ale taki wojownik reddita jeden z drugim, ma "wydaje mi się", a Second Dinner ma faktyczne i obiektywne dane zebrane na przestrzeni miesięcy i zyski. Póki im się to opłaca, to po co mają obniżać ceny?
spoiler start
krzaku_
spoiler stop
Wydaje mi się jednak, że hiszpański nie jest aż tak "uniwersalnym" językiem jak angielski. A generalnie o to się rozchodzi, jakby to powiedział pewien Ferdynand. Jednak jak chcesz mieć jakieś "uniwersalne" wydanie, to celujesz w angielski, nie żaden inny język. Gdyby hiszpański osiągnął taki sam status, to ok, ale na razie tak nie jest, więc żaden inny język nie będzie dobrym przykładem, bo żaden nie ma takiego "statusu" co angielski.
Nie wiem czy będziesz czytać cały komentarz czy nie, więc zaznaczę to raz jeszcze dla ciebie - ja NIE jestem przeciwnikiem tłumaczeń. Mówię tylko, że jeśli twórcy nie robią tłumaczenia, to nie jest to spowodowane tym, że chcą zrobić polakom na złość, tylko widocznie się to nie opłaca. A argument na "misia" (mi się wydaje) nic nie zmienia.
jeśli producent gry liczy na popularność gry, kiedyś musi dodać tłumaczenie
Eee... nie. Nic nie "musi". Jest mnóstwo indyków, zwłaszcza roguelike'ów, które tłumaczenia nie mają i są bardzo popularne wśród polskich graczy. Plus gry pokroju Pathfinder też są raczej dość popularne, więc...
Nawet jeśli się można cieszyć, że w 95% rozumiesz co mówią postacie, to zbyt łatwo zgubić emocje w tym wszystkim. Założę się, że większość ludzi z poziomem native wymięka przy wielu dowcipach po angielsku, słowotwórstwie, sytuacjach wymagających skojarzeń.
To tylko twoje, bardzo subiektywne, odczucie. Poza tym jak ludzie już grają po angielsku, zwłaszcza z wyboru, bez marudzenia, to w przypadku opisanym przez ciebie, dowcipach czy skojarzeniach, szybko sobie wygooglują o co chodzi i tak się wiedza poszerza.
Generalnie oglądanie/granie po angielsku (czy jakimkolwiek innym obcym języku) jest dużo prostsze niż to tu przedstawiasz.
Dla systemu walki może ludzie kupią i estetyki.
Też, ale kupią też dla ciekawego lore i świata.
Wydaje się, że znowu się robi przesyt tego typu gier i znowu może zrobi się nierentownie (chyba, że nie jest to gra tylko dla cierpliwych i dodadzą np. język pl - nawet w modach 3rd party).
Wiesz... tak trochę bez obrazy, ale myślę, że twórcy się nie popłaczą i nie splajtują jak grupka polaków, bez znajomości angielskiego, nie kupi gry. Rynek growy nie opiera się na nas i teraz jak tysiąc osób nie kupi, to jest problem, krach i trzeba pospiesznie robić tłumaczenia, bo Polacy się wkurzyli i zaraz gry nie będą się sprzedawać! Jakby... jest mnóstwo innych krajów, w tym te osoby w Polsce, które mają obojętny stosunek do tego, czy język polski w grze jest czy nie, że jak ty i inni z podobnymi poglądami tej (czy innej) gry nie kupią, to twórcy raczej jedynie odpowiedzą ci memem z Jeremym Clarksonem.
Obstawiam (nie wiem na pewno, bo nie śledzę japońskiego rynku gier), że wyszło trochę gier japońskich, po japońsku i tylko po japońsku. I pewnie ich nie znamy, bo... nie wyszły z Japonii.
I dlaczego gry miałyby być tylko po japońsku? Przepraszam bardzo, ale twój przykład jest kiepski, bo japoński nie jest tak "popularnym" językiem jak angielski. W 2023 możesz założyć, że sporo osób w przedziale wiekowym 20-30 będzie znało angielski w stopniu komunikatywnym, o japońskim bym tego nie powiedział.
Poza tym pisałem już to w innym komentarzu - kwestia tłumaczenia gier to nie jest "a bo ja tu mam forum takie i my wszyscy chcemy gry po polsku i róbta nam po polsku, paczta jak dużo nas jest" i twórcy popatrzą i od razu zrobią. To wszystko jest kwestią pieniędzy i jak tłumaczenia nie ma, to znaczy, że albo się nie opłaca, albo twórców nie stać. Prawdopodobnie pamiętasz, że gry swego czasu wychodziły po polsku, nawet z dubbingiem i stopniowo od tego odchodzono. I teraz dlaczego tak się stało? Czy to:
A) Twórcy są wredni i chcą robić graczom na złość?
B) Twórcy zebrali dane i okazało się, że się nie opłaca?
Tak jak Marvel Snap i jego ceny iapów - ktoś może marudzić, że drogo i co oni sobie wyobrażają. No ale Snap jest ekstremalnie popularny i zarabia, więc twoje "wydaje mi się, że jest za drogo" nie pokrywa się z danymi, które mają twórcy. Analogicznie "wydaje mi się, że tłumaczenie by się opłaciło" jest tylko "wydaje mi się".
Wiesz, tak jak już to Inquerion pisał - to kwestia opłacalności. Tłumaczenie jest potwornie żmudne i nudne, to nawet nie jest "tłumaczenie" a pisanie od nowa w pewnym sensie. Sam teraz piszę w dwóch językach i już dla mnie to jest upierdliwe, a to przecież mój tekst, wiem co w nim jest, więc nawet nie wyobrażam sobie tłumaczenia czegoś pokroju Pathfindera. No i dochodzi do tego kwestia finansowa, ile to kosztuje vs ile osób to kupi. Szkoda, że jesteś w takiej a nie innej sytuacji, ale jeśli takich osób jest mało, to nie opłaca się robić tłumaczenia.
Plus chyba też coraz więcej osób gra po angielsku, albo przynajmniej im to nie przeszkadza. Aczkolwiek nie wiem, to tylko moje odczucie, może nieprawdziwe.
Cóż no, na to pytanie znajdziesz odpowiedź w moim poprzednim poście.
I masz rację, nie ma się co przerzucać, bo to nie ma sensu.
"A to, że dziś wiele osób jest przewrażliwiona i napiszesz normalną, negatywną, recenzję i ktoś zaczyna płakać, że to hejt, rasizm, homofobia i tak dalej to jasne, zgadzam się - jest tak często."
Jak chcesz kogoś zacząć obrażać i zarzucać komuś nieumiejętność czytania, to sam doczytaj najpierw, co dana osoba napisała. Bo pisałem tu i jeszcze chyba w innym komentarzu, że owszem, przewrażliwienie i zarzucanie hejtu o wszystko to inna sprawa. I w każdym komentarzu zaznaczałem, że jasne, nie ma problemu z negatywną recenzją. I, że owszem, "hejt" jest często utożsamiany z po prostu negatywną recenzją, co jest głupie bo odbiera możliwość wyrażania faktycznej opinii i tworzenia obiektywnej oceny produktu. Tylko jednak jest pewna granica, gdzie "recenzja" się kończy.
A micin napisał bardzo wyraźnie paragraf o social mediach, do którego makaron się nie odniósł, dlatego poruszyłem to jeszcze raz. Bo panowie tutaj mówią o dwóch różnych rzeczach, micin porusza kwestię zaczepek w social mediach a makraon o problemie całościowym jakim jest "hejt = negatywna opinia" wg niektórych dzisiejszych twórców i mediów.
Gdybym był złośliwy, to napisałbym coś o czytaniu ze zrozumieniem, ale uważam, że takie przepychanki są kretyńskie i sprowadzają dyskusje na wzajemne docinanie sobie, zamiast rozmawianie o faktycznym problemie.
Tak na przykładzie - ostatnio kupiłem pewną grę. Pograłem, uważam, że z punktu widzenia designerskiego ta gra jest strasznie zaprojektowana, bez większego pomyślunku. Zostawiłem reckę na steamie, skasowałem, ruszyłem dalej z życiem.
I teraz co, wejście na instagrama jakiegoś deva, który był odpowiedzialny za ową grę, i wypisywanie mu "typie, jaki ty głupi jesteś, weź nie rób już gier" to by było przedłużenie mojej recenzji? No chyba nie. Mam nadzieję.
A to, że dziś wiele osób jest przewrażliwiona i napiszesz normalną, negatywną, recenzję i ktoś zaczyna płakać, że to hejt, rasizm, homofobia i tak dalej to jasne, zgadzam się - jest tak często. Ale to inny problem. A robienie komuś śmietnika z social mediów i wpychanie tych "recenzji" do każdego postu, jaki dany aktor/aktorka wrzuci to co innego.
Do paru osób, którzy bronią tej... "krytyki" jakże konstruktywnej. Tak, napisanie recenzji "słabe (albo nawet niech będzie - gówniane) jest to co zrobiłeś" jest ok, ale nie jest ok wbijanie do kogoś na social media i nap... wiadomości, że zrujnowałeś mi grę, weź się zabij albo przynajmniej skończ karierę.
Tak przykładowo - kupiłem ostatnio pewną grę, pograłem kilka godzin, nawkurzałem się, skasowałem, zostawiłem reckę na steamie. Nara. I to jest ok. Ale uważam, że nie byłoby ok, gdybym zaczął wbijać twórcom na instagramy czy inne twittery i zaczął wypisywać "Jezu, ale wy gówno tworzycie, co za debile z was". Jakby... są miejsca, gdzie możesz sobie wrzucić recenzję, nawet negatywną, nie musisz się wyżywać na aktorze w jego prywatnych social mediach, to trochę wykracza poza "konstruktywną krytykę" i "recenzję". Według mnie. Nawet jeśli nie pisałbym "recenzji" w stylu "zabij się", to i tak spam, stalking na social mediach wykracza poza to, co powinno być akceptowalne.
Super, bo skradanie w podstawowej grze było na poziomie Deus Exa. Tego z 2000 roku.
Dragon Age: Origins był bardziej nieliniowy, bo jednak żeby zaszły pewne zmiany w końcówce gry, trzeba było podjąć niektóre decyzje wcześniej.
Kurde, w Assassin''s Creed Odyssey miałeś większą nieliniowość w pewnym sensie, bo o zakończeniu też decydowały wybory wcześniejsze. Jak uwaliłeś Nikolaosa na samym początku gry, no to elo. Wydaje mi się, że w CP jednak dokonujesz decyzji pod koniec gry. Możesz zapisać przed ostatnim aktem i potem wczytywać grę żeby obejrzeć inne zakończenie.
"Dlaczego więc, zdaniem graczy, Cyberpunk 2077 sprawia wrażenie bardziej liniowego niż wiele starszych produkcji?"
Eee... bo jest liniowy? Co ma czyjeś zdanie albo "sprawianie wrażenia" do faktu?
Prawda, ale jeśli chodzi o wierność odwzorowanych zasad, to po Baldurze 3 mamy już chyba od razu Solastę.
Powiem tak - sam gram w RPGi dla fabuły, ale w Solaście po prostu walki są miodne, odwzorowanie każdej części tury (ruch, akcja, bonusowa akcja), umiejętności, zaklęć... według mnie to wciąga. W żadnym komputerowym RPGu (poza BG3 właśnie) nie miałem wrażenia, że "ok, to jest jak na sesji" a tu jednak, przynajmniej za sprawą tych walk, czuć ducha D&D.
Ale to gra czysto do zabawy mechaniką.
Zamówiona od razu jak zapowiedzieli :)
Rozważam kupno drugiej, żeby opylić za rok-dwa, jak ktoś praktykował takie zagrania to niech się podzieli czy się to opłaca ;)
Dla mnie żaden TLOU nie był jakiś wybitny gameplayowo, gdyby nie historia to nie wiem czy by mi się chciało grać, to trochę nie dla mnie gameplay. Ale no właśnie, przez rekomendacje historii zagrałem i to mnie trzymało przy ekranie.
I tak, przeładowanie emocjonalnymi momentami było, dla mnie, największą wadą TLOU2, ale dalej to nie była dla mnie aż taka wada, żeby to określić mianem gówna. Trochę tak dla mnie miała Gra o Tron - na początku śmierci postaci były szokujące, potem pojawia się ktoś nowy i już masz tylko takie "aha, to ciekawe kiedy i jak brutalnie zginie". Szokowanie zmienia się w autoparodię. Ale TLOU2 jeszcze aż tak nie przegięło i trójeczkę bym przytulił chętnie, zwłaszcza jak wyciągnęliby wnioski po dwójce.
Natomiast wracając do samego tematu wątków LGBT, to jeszcze poruszyłeś pewną rzecz odnośnie LiS, że te wątki były częścią tej historii. I często właśnie w argumentach przeciwko wątkom LGBT czytam, że "jak dla fabuły jest istotne, że postać jest homoseksualna to ok", tylko dlaczego musi to być jakoś istotne dla fabuły? Czy w ogóle jej częścią?
Z tokenami także się zgadzam, chociaż zarzuty tokenizmu padają też chyba zbyt często. Jedynym takim przykładem, gdzie naprawdę postać homoseksualna była takim chamskim dodatkiem, który widać było, że był siłowy, to było zrobienia Kaidana biseksualnym w ME3. Żeby chociaż w ME1 można go było podrywać, a on miałby jakieś wahania i potem się ich pozbył w ME3 to spoko, byłby to może nawet ciekawy wątek. Ale tak to, znowu tylko mi się wydaje, gry raczej nie mają aż takiego problemu siłowego "diversity" jak seriale chociażby.
Dla mnie po prostu napisanie "LGBT" jako argument, że gra/fabuła jest zła, to nie jest argument żaden. Bo to jest tak ogólnikowe, że jedynie pokazuje czyjeś uprzedzenie, a nie faktyczny problem z danym dziełem. Wykaż, że to akurat tokenizm, to spoko, ale "LGBT" to nie jest argument. A widziałem posty krytykujące, że możesz być gejem/lesbijką w Cyberpunku czy Dragon Age''u, gdzie jest to absolutnie dobrowolne i nikt cię do niczego nie zmusza.
Także tylko podsumowując - według mnie napisanie "LGBT więc fabuła zła" to nie argument a uprzedzenie.
O problemie z polubieniem zakończenia też słyszałem, ale tu znowu, wydaje mi się, że o to chodziło w grze, o odpuszczenie i ruszenie z życiem dalej.
Jasne, to nie jest idealna gra, ale żeby płakać jakie to gówno, straszne i niedobre i twórcy źli, scenarzyści pisać nie umieją... no kur*a come on...
Szczere pytanie, bez ironii i sarkazmu - czy ktoś potrafi mi wyjaśnić, dlaczego ta gra jest tak strasznie hejtowana?
Tylko błagam, jak ktoś ma napisać "bo to LGBT wszędzie" to dziękuję, ale szukam sensownej odpowiedzi.
Ok to powiedz mi, skoro taki wybitny pisarz-scenarzysta z ciebie, w jaki sposób LGBT, czy wątki homoseksualne, przeszkadzają w dobrej fabule?
Pierwszy przykład z brzegu - znasz taki film Filadelfia? Jak powiesz, że to kiepska historia no to... cóż, ale jesteś takim znawcą jak ta psia kupa na trawniku.
Ciekawe podejście.
No to podziękuj, myślę, że twórcy nie będą płakać za niezbyt dojrzałym dzieciaczkiem, który się tak triggeruje o homo, czy biseksualne, piksele :)
W sensie... czy ludzie naprawdę są aż tak... mało bystrzy, żeby zrozumieć, że nie są oni pępkiem świata? I że twoje poglądy to twoje poglądy i jest prawie 8 miliardów innych ludzi na świecie? I że pewnie mnóstwo z nich jest innych niż ty? I przede wszystkim - twoje poglądy, opinie i tak dalej, NIE SĄ obiektywnie słuszne i NIC nie sprawia, że to właśnie nimi się ludzie mają kierować?
Ludzie są różni i do tych różnych ludzi właśnie gry, filmy, książki są kierowane. Nie wiem, ja nie przepadam za Wiedźminem i wiesz co? Taka tajemna porada - NIKT mnie nie zmusza do grania w niego! Serio, naprawdę, mogę po prostu nie grać, nie oglądać, nie czytać i nic mi się nie dzieje z tego powodu. A w grach BioWare też żadna opcja romansowa mnie do niczego nie zmusza, jak nie chcesz to nie musisz romansować z nikim. Proste jak masz minimum oleju w głowie.
Oho, kolega Drenz postanowił pokazać jakim troglodytą jest. Brawo, naprawdę brawo, jeden komentarz i pokazuje dobitnie, że masz mentalnie 15 lat i 15 IQ.
Nie potrafisz zrozumieć czegoś takiego koziołku matołku, że wśród księży np też są pedofile i NIE oznacza to, że ogólnie księża to pedofile? Albo, że KK jest pedofilski?
Pewnie jest i polityk jakiś pedofilem, czyli twoim absolutnie genialnym tokiem... "myślenia", polityka jest pedofilska?
Pewnie jest nauczyciel jakiś pedofilem, czyli, AHA NO TAK - system nauczania jest pedofilski.
Już np nie potrafisz zrozumieć i pokazać przedstawicieli LGBT, którzy potępiają pedofilię? Bo to by godziło w twój tok "myślenia" i zaburzałoby retorykę, prawda?
Weź skorzystaj z mojej rady i wróć do dyskusji jak zmądrzejesz.
Niektórzy to serio mają IQ na poziomie swojego wieku.
1. LGBT nie ma nic do zoofilii ani pedofilii. Jak stawiasz homoseksualizm obok tego i nie rozumiesz różnicy, to już od razu pokazujesz, że jesteś kompletnym imbecylem i nie powinieneś się wypowiadać publicznie, bo twój poziom intelektualny się do tego nie nadaje. A na pewno nie w takich sprawach. Doucz się, wróć jak wyjdziesz ze średniowiecza.
2. Jak masz problem z gejowską czy lesbijską postacią w grze, to *drum roll* NIE WYBIERAJ TEJ ŚCIEŻKI! Nie wiem, naprawdę o ch*j wam chodzi. Mnie nie interesują żadne romanse w grach (ok, w 90%) i w większości gier nie widziałem romansów. Ani w Cyberpunku ani w Dragon Age'u ani w Mass Effect... I co? Mam waszym sposobem się spłakać, że "o nie, ktoś wrzuca do gry to co mi się nie podoba"? Albo "zboczeńce jedne, tylko te seksy w grach, o nie o nie"? Serio? To jest wasz poziom dojrzałości? To chyba nie dorośliście za bardzo do spraw "romansowych".
3. Przyzwyczajcie się, że ludzie na świecie są różni i mają różne poglądy od was. I to, że pan Gienek uważa, że homoseksualizm to grzech, to sprawa pana Gienka i nic, NIC, nie daje panu Gienkowi prawa do próby cenzurowania, wykluczania tych ludzi z przestrzeni publicznej.
4. Kolejny idiotyczny tekst "nie mam nic do tego, ALE po co to WSZĘDZIE wciskać?". No tak, słynne "I'm not a racist, but..." - ok, a po co "wciskać wszędzie" pary heteroseksualne? Po co w jakimś tam filmie akcji bohater na końcu zdobywa jakąś laskę? Ot taki przykład, po co? Co to daje? Fabularnie w 99% przypadków daje to... NIC. To odpowiedź - bo jest jakaś widownia, której się to podoba. Tak samo w przypadku wątków homoseksualnych - są osoby homoseksualne, są osoby biseksualne i są takie, które mają wy*ebane jaką parę pokaże film czy gra, byle historia tego związku była dobra. A przypadku gier, znowu - na ogół masz dowolność czy w to brnąć czy nie. No chyba, że cię świerzbi żeby w to brnąć i się tego boisz...
I też wracając do punktu 3 - no właśnie generalnie ludzie są różni i to, że TY jesteś heteroseksualnym chrześcijaninem to nie sprawia, że jesteś obiektywnie "najlepszym" ani "najważniejszym" odbiorcą. Homoseksualiści istnieli, istnieją i istnieć będą, po prostu teraz takie osoby nie muszą "siedzieć w szafie" a co za tym idzie producenci filmów, gier czy pisarze widzą, że jest to jakiś kolejny typ odbiorcy. I tak, oczywiście, są przypadki, gdzie takie wątki są wrzucone absolutnie na siłę, byle były, byle pokazać "o, ja jestem taki otwarty" - jasne, że takie przypadki są. Ale w większości jednak są postacie, które po prostu są innej orientacji. Taki Aaron z Walking Dead - mógłby być hetero, mógłby być aseksualny, niewiele by to zmieniło w jego postaci. I "po co" jest gejem? A "po co" jakiś twój potencjalny sąsiad jest? No po prostu jest i tyle. Są ludzie hetero, są i homo. Nie każda postać homoseksualna musi mieć znaczenie fabularne, jak Filadelfii np. Niektóre osoby po prostu są i tyle.
Na koniec - pamiętajcie też, że sytuacja się może kiedyś zmienić i to wasze poglądy mogą być takim "LGBT" i zobaczymy jak wtedy będzie wam przyjemnie.
A ja akurat bym wolał nową historię, nowego bohatera/bohaterkę. Osobiście nie przepadam za opieraniem świata na jednej postaci, gdzie wyrzucisz V/Geralta i nagle "ło jeju nie można historii żadnej stworzyć, bo postaci nie ma". Takie Star Warsy lata lata po Vaderze, Luku i innych zrobiły Revana np i wyszło świetnie.
Ale dobra, bo tu zaraz i tak zostanę zjedzony za "hejt" CDPu i tak dalej ;)
Mam wrażenie, że gdyby Ubi wywaliło animusa i współczesność, wydało to jako "RPG o wikingach" to komentarze "słaba gra" by drastycznie spadły. Większość hejterów tych nowych Asasynów to, mam wrażenie, absolutni ortodoksi tej starej formuły, która (imo) jest na dzisiejsze standardy jednak strasznie nudna i dobrze, że Ubi postanowiło coś zmienić.
Jak dla mnie - Odyssey i Valhalla to dwa najlepsze Asasyny. W Valhalli jeszcze dopracowali questy i już naprawdę chyba nie ma ani jednego takiego typowego fetch questa. Nawet jak masz coś przynieść, to quest ma swoją otoczkę fabularną.
Zająłem chyba póki co trzy terytoria (swoją drogą to każdy teren ma zupełnie inną, swoją własną fabułę i jeszcze misje innego typu) i wsiąknąłem w aktywności dodatkowe.
Możliwe, że i prawda, tylko stare Asasyny są już nudne w dzisiejszych czasach. Przynajmniej wg mnie.
AC1 było nudne już na premierę, początek fajny, ale to jest jednak ileś tam naście/dziesiąt misji, które się absolutnie niczym nie różnią. Idziesz, zabijasz, ta sama gadka-szmatka i od nowa. 2 była już trochę lepsza, trochę się starała urozmaicać rozgrywkę, ale jednak te nowe Asasyny, zwłaszcza Odyseja i Valhalla (Origins mnie nie kupiło jakoś) dodały ciekawsze aktywności, questy i ogólnie całą formułę grania. Ja nie jestem jakimś fanem gier Ubi, a dwa poprzednie Asasyny mnie wciągnęły na maksa, ostatnio tylko RDR2 mnie naprawdę wciągnął.
Mogliby jednak wywalić animusa i wątek współczesny (na cholerę to?), przemianować grę i wydać pod inną nazwą i wątpię, żeby ktoś się wtedy czepiał, że to słaba gra.
Ale no mi akurat Valhalla bardzo podeszła. Nie lubię świata Wiedźmina w ogóle, wikingowie to też nie jakiś mój wymarzony klimat (wolałbym piratów albo feudalną Japonię) ale grało mi się wyjątkowo przyjemnie. Fajna fabuła, przynajmniej ta Eivora, część z animusem i wątkiem współczesnym by mogli wywalić, na cholerę to komu? Quest poboczne też były fajne, nie były nudne, nie polegały na naparzaniu hord potworów, ani "przynieś, wynieś", więc... jak dla mnie najlepszy Asasyn, bo te ze starej formuły są (dla mnie) już teraz strasznie nudne i powtarzalne po trzech misjach.
Tak, ale przynajmniej nie spuszczajmy się nad tym, że to jakieś wybitne osiągnięcie.
Poza tym dalej uważam, że robiąc grę takim studiem, z takim budżetem i wielkością teamu (robiąc przy tym hype jakby przynajmniej odkryli podróże w czasie) można było zrobić coś lepszego, niż skrypt, który da się ogarnąć w w jakiś miesiąc pracy, na takie miasto (i to jeszcze daję zapas czasu).
Jak dla mnie akurat lore Dragon Age'a jest bardzo ciekawy i do mnie trafia. Tak jak nie trafia do mnie zupełnie lore Wiedźmina czy A Song of Ice and Fire. Ale no to już jest kwestia gustu w sumie.
Ale tak - dla mnie seria DA jest świetna, przy każdej części się świetnie bawiłem, uważam, że każda część miała (przynajmniej) bardzo dobrą fabułę i potrafiła wciągnąć. Sporo dialogów i postaci, które się pamięta, tak samo questy i osobiste historie innych postaci (Kieran, Blackwall)... no nie wiem czego się tu czepiać, zwłaszcza tak bardzo. Rozumiem jakiś tam "hejt" na DA2, ale tutaj? Kwestie grindu i "MMO" były w dużej mierze opcjonalne, zwłaszcza na niższych poziomach wcale nie trzeba było wydobywać wszystkiego na 100% i craftować najlepszego sprzętu.
Z drugiej strony ludzie narzekają, że questy nie mają tylu dialogów co Wiedźmin 3, ale jak w Valhalli każdy quest jest bardzo fabularny, to w sumie też źle więc... może po prostu uznajmy, że każdy RPG co nie jest Wiedźminem 3 jest słaby i tyle xD
No ale to nie trzeba robić stu tysięcy NPCów naraz, żeby się pochwalić "patrzcie, mamy pierdyliard NPC na ekranie, jacy jesteśmy zajebiści", tylko można zrobić mniej i zrobić ich bardziej naturalnymi.
W RDR2 tak samo - nie poszli w ilość, ale jakość. Zachowań zwierząt nawet nie będę poruszać, bo to w ogóle już lata świetlne wyprzedza CP, ale NPCów jest mniej, ale zawsze jak takiego mijasz, to nie jest to klon klona, ale można uwierzyć, że to jakiś typek, który coś tam ma do roboty. Oczywiście - to też nie jest tak, że każda postać jest żywa i gra symuluje jej całe życie i tak dalej. Ale no jednak przechodnie w CP to jest poziom gier z początku lat 2000. I tak naprawdę to nie byłby jakiś wielki problem, ale no zachowajmy trochę obiektywizmu i krytycznego myślenia, a nie CDP zrobił, to jest WYBITNE i w ogóle nigdy lepszej gry nie było. Bo to serio są dość mało obiektywne i "simpiarskie" komentarze.
Co mają robić? No właśnie zachowywać się jakoś żywiej. "Ludzie idą" - no właśnie i to jest jedyne co robią - idą. Jak w GTA 3 z 2001. Idzie X metrów, zatrzyma się, popatrzy, obróci i idzie znowu. I tak się snują bez żadnego celu, bez żadnej własnej "tożsamości" powiedzmy. W Gothicu właśnie jak typ szedł do tej roboty i na odwrót, to faktycznie o pewnych godzinach miał swoje zachowania, o 8 wstaje, o 10 kuje miecze, o 14 je, o 16 gada przy ognisku ze znajomymi, o 20 jest w domu i tak dalej. W CP ludzie po prostu idą i wygląda to tak sztucznie, jak sztucznie to wyglądało w grach 20 lat temu, tylko wtedy to tak nie raziło, bo wow, duża otwarta mapa, no ale teraz to by się chciało (przynajmniej ja) czegoś ciekawszego niż zachowania na poziomie kotów czy psów z RDR2.
(Ta misja z Blood Money to jest właśnie miasto z CP - ludzie zrobieni sztuczką programistyczną żeby nie zżerali zasobów kompa i mogło być ich mnóstwo na ekranie, ale tak naprawdę nic nie robią)
CDPowi onaniści ruszyli do akcji widzę.
Gra nie jest zła, tego nie powiem, ale uprawianie takiej masturbacji pt "najlepsza gra ever", "fenomenalna", "wybitna" i tak dalej to już gruba przesada. Bądźmy trochę obiektywni. Gra jest fajna, ale do wybitności jej bardzo daleko.
Szczerze to jakoś po trailerze mam wrażenie, że mają podejście mocno filmowe, jak te crapowe filmy.
Zwłaszcza ten Red Pyramid Thing na końcu, który pojawia się jak jakiś Michael Myers - antagonista typowego slashera. Trzymam kciuki, bo to mój ulubiony horror, ale coś wątpię żeby oddali ducha oryginału.
Jakby spoko, każdemu się podobają różne rzeczy, ale mam wrażenie, że tutaj to niektórzy uprawiają już kompletnie bezkrytyczną i obsesyjną masturbację do Wiedźmina i Cyberpunka. Zwłaszcza jak czytam, że świat wsysa i człowiek zapomina o rzeczywistości... To jest już onanizm na cztery kończyny, trochę krytyki, serio. To, że to polska gra to jeszcze nie znaczy, że musi być 12/10 i najlepsza rzecz od narodzin papieża.
Jak zawsze jakiś inteligent musi wtrącić swoje trzy grosze pt. "mi się nie podoba = ścierwo"
Akurat to, że Gaiman jest pisarzem to mało znaczy w tym wypadku. On nie stworzył świata Tolkiena i jego opinia jest na takim samym poziomie ważności co opinia Muska. To, że jest pisarzem nie ma żadnego znaczenia. To nie jego dzieło, więc jego opinia jest na poziomie mojej opinii czy Muska czy kogokolwiek innego.
No sorry, ale Kylo nawet nie stoi koło Vadera. W 1 połowie Przebudzenia... nawet ok, tu się zgodzę, był całkiem spoko. Nigdzie blisko poziomu Anakina, ale spoko. Ale kuźwa, ten typ przegrał WSZYSTKO, zwłaszcza każde starcie z MaRey Sue.
Vader w OT wzbudzał respekt, bo od wejścia w ANH był potężniejszy od wszystkich a na końcu zabił Obi-Wana. Potem wygrane starcie z Lukiem, torturowanie Hana etc etc. Gdzie się nie pojawił wzbudzał jakiś respekt.
Anakin/Vader z PT był ciekawy bo widzimy jego origin story. Od dziecka do przemiany, co go pchnęło do tego wszystkiego. To jest interesujące. Jak ktoś tam chce twierdzić, że prequele są słabe to jego opinia, ale historia jest dalej dobra i spójna. Sequele... nie są.
Kylo przy Vaderze to taki emo dzieciak, który chce być super mroczny. Nie widać ani szczególnego powodu jego przemiany, ani nie jest jakimś szczególnym zagrożeniem... Vader, gdyby jego postać pisali członkowie Evanescence. Plus nawet niczego nigdy nie wygrał, nic nie osiągnął, jak MaRey Sue była obok niego to wiadomo, że musi przegrać więc... ani respektować ani bać się go. Jedyne co mu się udało to:
- Zabicie Snoke'a - co jak się okazało gówno dało, bo Snoke i tak nie miał żadnego znaczenia i "jakimś cudem" Palpatine wrócił i potencjał na rozwój Kylo prysnął
- Zabicie Hana Solo - co jakimś cudem go osłabiło zamiast wzmocnić. Ktokolwiek napisał tę scenę chyba nie rozumie do końca Star Warsów. Wystarczyło przeczytać (w 15min) historię Dartha Malgusa i Eleeny Daru
Także no nie, dużo można o Kylo powiedzieć, ale na pewno nie jest lepszy od Vadera. Lepszy w przegrywaniu chyba.
Akurat w świecie Marvela jest przecież nieskończona ilość wszechświatów. W jednym Spider-Manem jest Tom Holland, w innym Andrew Garfield.
W jednym to nie Steve Rogers wziął serum tylko Peggy Carter.
Więc może nie Charles Xavier, zwłaszcza z "głównego" uniwersum, ale jakaś alternatywna wersja, "wariant"?
Tu jest akceptowalne tylko uwielbienie Redów. Nie wolno krytykować niczego co zrobili.
Ja zawsze uważałem, że ocenia się gameplay, fabułę, mechaniki...
Oczywiście wiesz, jeśli to dla ciebie wyznacznik dobrej gry no to stary - Matrix Awakens - 15/10 gra!
Czyli jak jesteś indywidualistą to MUSI ci się podobać CP2077? Nie można mieć własnej opinii na ten temat? Obiektywnie to po prostu gra wybitna, ale źli, niedobrzy ludzie zepsuli jej opinię? No... ciekawe podejście, nie powiem.
Ale CP jest średniakiem. Fabularnie nie będę oceniać - według mnie bez szału, niektóre motywy zbyt siłowo wepchnięte, próbowano przeintelektualizować niektóre aspekty, ale luz, kwestia gustu. Ale mechanicznie? Ziomuś, come on. Grałeś w jakieś gry poza CP (i Wiedźminem 3 pewnie też)? Human Revolution miało mechaniki na tym samym poziomie, a nawet lepszym (między innymi dlatego, że działały dobrze).
Strzelanie - bez szału, walenie do bullet sponge'ów
Walka wręcz - od biedy ok, ale też nic rewolucyjnego
Skradanie - kompletna porażka
Hackowanie - ujdzie, ale Human Revolution robił to (przynajmniej) na tym samym poziomie 10 lat temu
Dodatkowo kwestie dialogów i immersja - dialogi też nie były dziełem Shakespeare'a, fajnie się obserwowało wszystko z oczu postaci, ok - to faktycznie na plus, ale historia była taka sobie, więc nawet tej immersyjności i dialogów nie pamiętam
Kto zagrał to się świetnie bawił - no... zagrałem, bawiłem się ok, nigdy więcej gry nie odpalę. I przypuszczam, że nie jestem jedynym. Świetnie bawię się przy Tarkovie, mimo, że gra ma pełno błędów, balans jest tak debilny, że szkoda gadać - czy to dobra gra? Nie ma po prostu konkurencji.
No tak, mogli, ale tak czy inaczej mamy przynajmniej słowo Tolkiena, że faktycznie mają ciemniejszą skórę. Gdzie elfy nie miały. Nigdy. Żaden. Ani jeden.
Ah shit, here we go again...
Jedynymi niebiałymi ludźmi byli ludzie zamieszkujący Harad i Rhun. Natomiast tereny czy to Godoru czy Numenoru wyglądały jak krainy z celtyckich, anglosaskich legend.
Spoko, jak ktoś lubi Fallout 4: Simis/Valheim Edition, ale dla mnie Fallouty to RPGi. Tak jakby dostać Baldur's Gate 3 bez fabuły (no ok, z fabułą w stylu Bethesdy czyli napisaną w przerwie na obiad) ale za to możesz sobie pobiegać po świecie, w którym się nic nie dzieje, ALE modderzy dodadzą pierdyliard super ciuszków do pobrania i innych modów. I masz grę na nieskończoną ilość godzin, z haczykiem, że biegasz, budujesz i ch** się dzieje w sumie. No Baldur to nie survival pokroju RimWorld.
To może jest spoko w jakichś survivalach, ale nie o tym myślę, kiedy myślę "Fallout".
Szczerze mówiąc, to może zająć i 200h, tylko co z tego jak wątki fabularne Bethesdy wyglądają jak ze strony generatorfabuły.com?
Jest ktokolwiek na świecie, kto serio uważa, że te wątki fabularne są warte śledzenia?
Ja bym powiedział, że nie dają "4" w nazwie, bo to nie do końca prawda. Dragon Age'owi jest bliżej do czegoś w rodzaju MCU jako ogółu niż konkretnej serii, jak Thor.
W każdej części gramy kim innym, historia odbywa się gdzie indziej, są nawiązania, to fakt i ogólnie zdaje się, że wszystko gdzieś się połączy, ale dalej nie można powiedzieć, że DA2 jest kontynuacją Origins. W dosłownym tego słowa znaczeniu, dlatego, że cóż - nie kontynuuje tamtej historii.
A dziękuje. Ja się bardzo dobrze bawiłem przy każdej części (i to kilka razy). Przypuszczam, że przy 4 również będę.
Pozdrawiam również :)
No przypuszczam, że jak w końcu ten serial wyjdzie to wszyscy będziemy zdumieni. Pytanie czy pozytywne.
A odnośnie "fanów" i "znawców" Tolkiena, to tacy sami "fani" jak tamta trójka, która walnęła tyle cringe'u, że Amazon się obsrał (jak zobaczył ratio pozytywnych do negatywnych reakcji) i ukrył filmik?
Już Corey Olsen się jakiś czas temu wypowiadał i widać było, że dostał w łapę, bo pier***** takie bzdury, że przykro było słuchać. Nie trzeba było czytać niczego poza trylogią, żeby wyłapać ile pierdół powiedział w tym jednym filmie.
Amazon się boi i próbuje się ratować i tyle. Chcieli ulepszyć istniejący świat, ale sorry, to tak nie działa. Chcesz zrobić świat po swojemu? Spoko, napisz swój własny, od nowa.
Prequele są dobre fabularnie, są spójne i przedstawiają jedną, całą, historię.
Jasne, mają wady. Lucas nie potrafi pisać dialogów, ale dalej to spójna historia. Mimo swoich wad. Mi się bardzo dobrze ogląda prequele.
Trylogia Disneya (bo w żadnej definicji sequelami to to nie jest) nie jest spójna ani z oryginalną trylogią, ani z prequelami, ani nawet ze sobą. Postacie to jakieś wydmuszki bez charakterku, historia jest głupia, pozbawiona sensu, niespójna z lorem i ze sobą samą... Taki bardzo, bardzo kiepski fanfic.
Moja opinia o grze jest taka, że gdyby ta gra wyszła jako konkurencja dla Deus Ex Human Revolution (czyli w 2011) to byłaby świetna.
Na 2020 była... średnia co najwyżej.
Jak dla mnie ta gra była średnia i to, że teraz ładniej wygląda to żaden argument. To ładniej wyglądający średniak.
Mechaniki nie zachwycają ani trochę, to coś co mógłby mieć Deus Ex, gdyby mieli większy budżet. W sensie strzelanie, skradanie, hakowanie i tak dalej - to wszystko są mechaniki, które w Cyberpunku są... meh. Inne gry robią to lepiej. Fabuła jest średnia - co się stanie z Johnnym można przewidzieć dokładnie w momencie, w którym się pojawia pierwszy raz.
Może jakoś nie dostrzegam tej znakomitości, no albo to kwestia gustu.
Tzn nie chcę tu być sarkastyczny, ale naprawdę nie rozumiem spuszczania się nad fabułą w Cyberpunku. Jest absolutnym średniakiem, niczym specjalnym się nie wyróżnia. Nie wiem, może nie dostrzegam w tym jakiegoś kunsztu.
Harrison Ford za Nową Nadzieję dostał $10000.
Także warto sprawdzić realia jakie panowały 45 lat temu.
Musk pisał o wolności słowa i tym, że będą mogli się wypowiadać tam nawet ludzie jemu nieprzychylni, jego krytycy. Krytyka nie musi prowadzić ani oznaczać "gróźb, nękania czy wzywania do przemocy".
Otóż nie przeszkadza czarny ani żaden inny aktor czy aktorka. Przykładowo - Tenet, film Nolana. Czy John David Washington jest biały? No chyba nie. Więc jakim cudem nikt się tego filmu nie czepia? Albo Blade'a? Otóż mój drogi, odpowiedź:
- Tenet to ORYGINALNY twór, nie bazujący na niczym. Autor mógł sobie zrobić postacie jakie chciał, obsadzić jak chciał
- Blade w komiksach jest czarny, gra go czarny aktor
I przechodząc do Hermiony i innych kretyńskich zmian - Hermiona BYŁA opisywana jako biała w książkach. To nie jest już przedstawienie postaci. Masz coś jasno opisane w książce, chcesz ją adaptować, to przedstaw ją tak, jak jest opisana, jakiś problem z tym? Oczywiście, że tak, bo doskonale wiadomo czemu takie zmiany są robione. Nie z powodów artystycznych.
PS: Rozumiem, że biały Blade jak dla ciebie jest też absolutnie w porządku i nie ma z tym problemu? I nie mam na myśli jakiejś zastępczej postaci o pseudonimie Blade, tylko Eric Cross Brooks.
Nie uważam, że sukces kasowy automatycznie = wybitność. Przykładem trylogia Star Warsów Disneya - większego gówna nie widziałem od dawna, jest jechana z góry na dół, wystarczy poszukać artykułów i na youtube ile błędów, głupot itp zostało wytknięte przez fanów. Ale kasowy sukces te filmy miały, mimo bycia kompletnym shitem.
"Dla mnie" - no ja np nie pamiętam w ogóle fabuły Elder Scrollsów, żadnych. Jak dla mnie nie ma RPGa z gorszą fabułą niż Elder Scrollsy. I chyba nikt w nie nie gra dla fabuły tak swoją drogą.
Poza tym gry mają jeszcze mechanikę, więc fabularnie gra może błyszczeć, a mechanika odstraszać. Rule of Rose ma świetną fabułę, ale mechanicznie ta gra jest strasznym syfem, symulator chodzenia za psem mówiąc w skrócie. Więc to, że nie zapamiętałeś jej nie znaczy, że nie ma dobrej fabuły, może odrzuciła cię mechanika i stąd niewiele pamiętasz, gra cię odrzuciła, nie poznałeś historii itd.
Poza tym, kolejny przykład - Blade Runner, z tego co kojarzę na premierę wcale nie był sukcesem, dopiero po latach stał się klasykiem. Arcanum też trochę takie jest, w tamtych latach miało trochę konkurencji, więc gracze sięgali po gry z dobrą i fabułą i mechaniką, ale dziś Arcanum jest jednak dosyć popularne.
Memem byli z Wiedźminem 3, teraz to już są pośmiewiskiem xD
Ale w końcu nieważne jak mówią, ważne, że mówią, prawda? Albo raczej - ważne, że się klika, nie?
No to jest już pudelek gamingu. Albo raczej pudelek wiedźmina, bo "dziennikarze" z tego portalu chyba naprawdę nie potrafią pisać o niczym innym. Nie żeby o Wiedźminie umieli, bo 99% to spekulacje, a 1% to powtórzenia, no ale...
Że też ktoś na górze pozwala na taki wysryw xD
Gry-online - pudelek świata gier. Albo raczej pudelek wiedźminowy. Naprawdę nie myślałem, że uda wam się podnieść poziom żenady. Rozumiem, zrobić artykuł jak coś jest pokazane, ale nie, po co, lepiej walić codziennie bezsensowny artykuł.
Jaki wasz liberalizm? Typie ja mówię o rozwoju ŚWIATA fantasy. A ty mi wyjeżdżasz z Bondem. Otóż nie wkładaj mi poglądów w usta bo jesteś taką wróżką jak ja baletnicą. Bond powinien być biały i facetem. Nie kwestionuję też tożsamości Geralta i tego jak ma być przedstawiany. Natomiast ŚWIAT fantasy powinien się rozwijać. Wg mnie. Star Warsy nie wciskają w każdą historię Luka mogą stworzyć coś innego, Mass Effect, gry sygnowane D&D i tak dalej. Jeśli Wiedźmin ma do zaoferowania w kółko jednego bohatera to co to za świat fantasy?
Dziennikarstwo na najwyższym poziomie. Redzi dają coś o Wiedźminie, gry-online zmienia się w wiedźmin-online. Weźcie trochę się uspokójcie, bo to naprawdę jest żenujące.
Druga kwestia, równie żenująca, to ten ciągły onanizm do Geralta. Wiedźmin to chyba jedyne fantasy, które nie posiada świata tylko posiada Geralta. A nie, przepraszam, jest jeszcze Conan.
Dajcie może ludziom stworzyć coś ciekawego? Rozwinąć świat? Słyszeliście kiedyś termin "worldbuilding"? Przecież to komiczne jest, jeśli świat istnieje w ramach życia jednego bohatera i wszelkie epickie historie muszą się akurat jemu przydarzyć. Po to jest świat fantasy, żeby go rozwijać i tworzyć coś nowego, a nie opierać go na jednym bohaterze.
Otóż nie Mareczku, nie mam problemów z czytaniem ze zrozumieniem. Sam napisałeś, że "Wiedźmin to Geralt a Geralt to Wiedźmin". Nawet nie potrafisz sobie wyobrazić tworzenia własnej postaci. No to co to ma być za świat fantasy? Zbudowany na jednej postaci właśnie.
"Każda inna postać to będzie twór wiedźminopodobny" - no come on... w każdym zdaniu potwierdzasz to, że dla ciebie to właśnie jest świat jednej postaci. Geralt albo nikt. A dla mnie to porażka świata. Świat powinien mieć do zaoferowania... hmm... świat?
A co do Star Warsów, komiksy zawsze były w porządku, było kilka fajnych książek. Gry ze Starej Republiki i tak dalej. 30 albo więcej lat po Nowej Nadziei powstał Revan, postać niemal tak ikoniczna jak Vader (przynajmniej dla graczy). Da się? Da się. Tylko trzeba przestać się masturbować do jednej postaci i dać twórcom rozwinąć świat.
Natomiast gdzieś patrząc na stary (i jedyny słuszny) kanon, gdzie mieliśmy czasy Starej Republiki np, pojawiło się mnóstwo postaci, które stały się niemalże tak ikoniczne jak Vader.
Jak dla mnie, żeby Wiedźmin stał się pełnoprawnym światem fantasy, to właśnie CDP powinno odejść od tej "ery Geralta" i ekipy, dodać nowy okres historyczny, nowe postacie etc. Bo Wiedźmina (sagę) teraz równie dobrze by można nazwać "Geralt" i za kilka lat mało kogo będzie obchodzić, jak Conan. Miał swoją chwilę, ale budowanie świata w tej sadze nie istnieje, więc nie ma czego z tym światem robić. A robienie setnej opowieści o Conanie jest tak głupie i groteskowe, jak robienie kolejnej gry czy książki o Geralcie. Ile realistycznie może się przytrafić epickich przygód jednej osobie? W pewnym momencie to już jest po prostu żenujące.
Mam nadzieję. Ja akurat przyznaję, że fanem Wiedźmina nie jestem, a odrzuca mnie od niego tym bardziej, że wszyscy się tak obsesyjnie onanizują do Geralta. No come on... Jestem zdania, że świat fantasy powinien przede wszystkim zaoferować dobry świat.
Ale świat fantasy powinien działać na więcej niż jednym bohaterze. A nie, że milion wątków jest upchniętych w jeden okres - wtedy kiedy żyje ten jeden jedyny bohater. No proszę cię.
Wyobraź sobie, że w Star Warsach zamiast Revana masz Luke'a, który się cofnął w czasie czy coś, tylko po to, żeby upchnąć znaną, lubianą postać. W Mass Effect do Andromedy poleciał Shepard i tak dalej.
Jeśli świat budujesz na jednej postaci, to znaczy, że coś ci w worldbuildingu nie pykło. Właśnie Geralt musi iść kompletnie w odstawkę, żeby ten świat (w końcu) trochę ożył.
No to znaczy, że to gówno a nie świat fantasy. Porządne fikcyjne światy działają nawet wtedy, kiedy zmienisz bohaterów - ile epok było w Star Warsach? O Śródziemiu też można opowiadać bez Drużyny Pierścienia.
Jak musisz świat budować na jednym bohaterze, to ktoś tu nie umie w worldbuilding. Świat istniejący tylko w czasie, kiedy żyje Geralt, nic nie było wcześniej, nic nie będzie potem... WOW!
Może i Shepard powinien zostać na emeryturze, ale już tego próbowali raz i ktoś przypomni co wyszło? Ktoś w ogóle pamięta Andromedę i Rydera?
Mass Effect NIE jest Dragon Agem, gdzie formuła zmiany bohaterów się sprawdza. Historia Dragon Age'a jest o "historii" samej w sobie, jakkolwiek dziwnie to brzmi - Strażnik, Hawke, Inkwizytor - oni wszyscy są po prostu częścią historii, która się dzieje, ale zamiast każdego z nich mógłby wejść kto inny i historia dalej ma sens i działa. Z resztą jest już taka opcja -
spoiler start
Awakening, gdzie oryginalny Strażnik może już być martwy, przez wydarzenia w Origins, a my tutaj tworzymy sobie nowego Strażnika.
spoiler stop
Historie pokroju Mass Effecta czy Wiedźmina opowiadają, jak konkretny bohater sobie daje radę w historii, która dzieje się wokół niego, z tym, że tam różnica jest taka, że jak zabraknie Sheparda czy Geralta, to historię trafia szlag. I stąd płacze i jęki, że "wIeDźMiN bEz gErAlTa tO nIe wIeDźMiN".
Więc o ile fajnie byłoby zostawić Sheparda (a jeszcze lepiej Geralta) na emeryturze, to raczej w tej sadze się to już nie sprawdzi, bo ME jest pamiętany głównie dzięki Shepardowi.
Ale goli hobbici to nie jest jakiś wymysł scenarzysty, z tego co pamiętam to w książce gdzieś hobbici biegali nago przez chwilę, albo u entów albo u Toma Bombadila, już nie pamiętam dokładnie.
Tilda Swinton nie może grać postaci, która w oryginale była pochodzenia azjatyckiego, ale w innym artykule te same osoby będą się kłócić, że kolor skóry nie ma znaczenia przecież i dlaczego niby czarny aktor by nie miał zagrać Bonda albo innej postaci, która oryginalnie nie jest czarna xD
"Trudno będzie uzasadnić budowanie „ogromnego świata” bez zaangażowania do roli żadnego azjatyckiego aktora."
Otóż nie, geniuszu, będzie dziecinnie proste. Tylko trzeba myśleć, ale cancel culture i poprawność polityczna już niektórym widać zrobiły g**** z mózgu. Budowanie "ogromnego świata" nie musi wcale polegać na zasraniu go przedstawicielami NASZEJ społeczności. Bo Śródziemie nie odzwierciedla niczego, tylko jest tworem wyobraźni Tolkiena. I ten świat już jest ogromny i różnorodny, bardziej niż większość współczesnych "dzieł" fantasy.
Poza tym do wszystkich płaczków - czy ktoś wam broni stworzyć coś własnego? Usiądź, napisz opowiadanie, książkę, scenariusz i wrzuć tam co ci się tylko podoba. Chyba nikt nikomu tworzyć nie broni, nie? Skoro świat jest tak rasistowski i niepostępowy, to zrób dzieło, które się temu przeciwstawi i zaistnieje. Nie jest tak prosto, co? Najłatwiej się krytykuje, jeszcze coś czego się nie zna i nie rozumie.
PS: Czy np ktoś się burzył o Dragon Age'a i to, że tam były postacie o różnych kolorach skóry i orientacjach seksualnych? Pewnie ktoś tak, ale na ogół każdy to przyjął, bo to był oryginalny twór, który tak ktoś sobie wymyślił. I fajnie, każdy tam mógł znaleźć coś dla siebie, ale nie przerabiajmy na siłę wszystkiego, bo raz, że nie każdy się do wszystkiego nadaje, dwa, nie wszystko jest dla wszystkich i trzy, gdyby wszystkie dzieła robić pod takie "wytyczne" to byłyby bliźniaczo podobne do siebie.
Po to jest tekst źródłowy, jeśli przenosisz go na ekran, no to przenieś TEN tekst na ekran, a nie jakieś udziwnione wariacje, które nawet nie wiadomo po co są. Bo jednak zwróć uwagę, że tak, gdyby np Boromir był czarny w książce i miałby go w dzisiejszych czasach zagrać ktoś biały, to wiesz co by się działo w mediach? No bo proszę cię, nawet nie wmawiaj, że nie byłoby gadania o rasizmie. I też nie ma co ukrywać, ale nie każdy się nadaje do wszystkiego, nie każdy może się wcielić w każdą rolę, nie każdy się nadaje do każdej pracy i tak dalej i tak dalej. I tak, płeć, kolor skóry, nawet akcent (Christopher Lambert z tego powodu nie chciał zagrać Bonda, mimo że mógł) mogą cię powstrzymać od pewnych rzeczy. Nie udawajmy, że wszystko jest dla wszystkich.
Tak jak napisałem, od biedy można stworzyć nową postać, jak ktoś ma takie parcie na poprawność polityczną, ale od zmieniania wizerunku niech się jednak trzymają ludzie z daleka.
Dokładnie. Dlatego chciałbym żeby powstał remake tego filmu. Wszystko niech zostanie takie samo, łącznie z obsadą nawet i wszystkimi scenami, tylko niech zmienią głównego "bohatera" na Gerarda Depardieu np. Jestem bardzo, ale to bardzo ciekaw jak szybko by ten film został zdjęty. Bo coś takie mam wrażenie, że ludzie by mogli uznać, że gwałt jednak nie jest fajny, jak gwałciciel nie jest atrakcyjny.
Tylko, wydaje mi się, że jest różnica między filmem akcji, nawet weźmy przykład z tym włamaniem - The Strangers z 2008r. Chyba jest różnica między filmem, gdzie dość wyraźnie są pokazani antagoniści i raczej nikomu się to co robi nie podoba (w sensie protagonistom) a 365 dni, który w sumie mówi widzowi "ej, jesteś przystojny? To możesz gwałcić absolutnie bezkarnie". Bo to "dzieło" ma dokładnie taki przekaz :D
Aczkolwiek mimo wszystko, film powstał, prawa chyba nie łamie to niech sobie wisi. Miejmy nadzieje, że pokaże ludziom jakie to gówno i nie powstanie więcej ekranizacji tej "pisarki".