Pamiętam to, jakby było wczoraj. Wczesne lata 2000, wracam styrany po 4 lekcjach w szkole, wtaczam się ledwo widząc na oczy do domu i siadam przed telewizorem nie oczekując niczego szczególnego. Nagle - du du du... Czy już wszystkieee masz... Cholera fajne te te stworki. Pikaciu, bulbabulba i wiele innych potworków niemal od razu staje się największym marzeniem na domowe zwierzątko. Potem przychodzą tazosy, kurde jakie to było dobre: zbieranie, wymienianie, walki (- mój Charizard niszczy Twojego Blastoise'a!), a potem już w gimnazjum człowiekowi przeszło. W liceum z nudów na lekcji przeglądałem spisy fajnych gier na telefon. Kurczę, gra-pokemon, to tak jak ta bajka (przecież na początku odcinków nie dodawali podpisu "film oparty na grze"). Emulator, pokemon red - orzeszkutwa.iso. W ciągu semestru przeszedłem ze 3 razy, zawsze z Charizardem w pierwszym składzie. A największym bólem była niemożność wyewoluowania Kadabry w Alakazama... Dlatego możliwość zagrania w nowe "Poxy" na Switchu (szczególnie Pokemon Sword) byłaby spełnieniem moich dziecięcych marzeń :D
Wybaczcie, że się czepiam, ale w opisie Waszej recenzji użyliście zwrotu: koniec lat dwudziestych - jeżeli dobrze rozumiem - mając na myśli rok 2018. Jako historyk pragnę zaznaczyć, że ten typ określenia danej dekady w konkretnym wieku tyczy się okresu rozpoczynającego się od stosowanego skrótu. Mówiąc prościej: lata dwudzieste zaczynają się w roku xx20 i kończą w xx29 i tak dalej odnosząc się do innych dekad. Chcąc zachować poprawność, napisałbym o końcu drugiej dekady XXI wieku, co odnosi się do naszych właśnie lat. Przepraszam za taki wywód, ale z własnego doświadczenia wiem, że takie pomyłki potrafią zakorzenić się w świadomości czytającego :)
Napisałem dość rozbudowane opowiadanie, dlaczego chciałbym wygrać Monster Hunter: World na PC, ale oczywiście komputer musiał się obrazić. Niemniej z tych gier właśnie wyżej wspomniana interesuje mnie najbardziej. Emocje polowania, walki i modyfikacji sprzętu, które widziałem u streamujących wywołały u mnie opad szczeny, a to tylko oglądając, więc aż się boję, co by się stało, gdybym dostał kopie w swoje ręce ;)
Wielkie Imperium Gruzji w swej historii przeżyło już niejedno. Począwszy od walki z Imperatorem Wszechrusyji, który ostrzył swe petersburskie zęby na najpiękniejszą stolicę świata, Tbilisi, poprzez rozbijanie szarż husarskich - wysyłanych przez piękną królową - na stokach swych twierdz, kończąc na obronie swych ziem przed radiacją atomową, którą pragnął zesłać wielki miłośnik pokoju (hej, tam gdzie nie ma ludzi, nie ma wojen). Wiele było wzlotów i upadków. Ileż to razy kultura rozkwitała, lud był szczęśliwy, a plony obfite. Ile też razy Gruzja przeżywała największe boleści. Obce najazdy, bunty poddanych, w tym wasali, podjudzanych przez nieprzychylne mocarstwa. Mimo to nieugięci, mimo to chcący dalej walczyć (jeszcze jedna tura!), pragnący tylko jednego - przyniesienia chwały Imperium Wielkiej Gruzji!
Tak właśnie wyobrażam sobie jeden ze scenariuszy, które chętnie bym rozegrał, mając dodatek Civilization 6: Rise and Fall.
Dragon Ball FighterZ. Co tu dużo mówić, jestem fanem uniwersum od dawna, no i nie mogę się doczekać, by sprawdzić jak bardzo Yamcha jest silniejszy od Beerusa :D
Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Ale mimo wszystko chyba nie zaprzeczysz, że nawet, kiedy te problemy występują, jesteś w stanie określić kto jest od kogo silniejszy z drużyny Z/villainów
W końcu ktoś zrobił to, o czym najbardziej marzyłem w bijatykach dragon ball - poziom mocy adekwatny do kanonu. Mimo, że w bijatykach balans jest kluczowym, tu mnie to tak nie boli, zwłaszcza, że zrównoważą to poprzez walki 3na3
Najbardziej oczekuję oczywiście Wiedźmina 3. Uzasadniam ten wybór faktem, iż po pierwsze jestem patriotą(wżdy Polacy nie gęsi iż swoje gry mają), a po drugie chciałbym choć przez chwilę poczuć się jak osoba posiadająca moc i wpływ na coś, co w moim życiu byłoby czymś nowym ;D