Równie dobrze można zapytać: ciekawe, kiedy bułki w osiedlowym sklepie będą za darmo? Gra nie przejdzie na free to play, bo już jest free to play :) Nie ma w tej grze abonamentu, wystarczy kupić kopię i grać.
Czułem, że No Man's Sky spotka taki los - może za jakiś czas twórcy (lub gracze - moderzy) wprowadzą jakąś funkcjonalność, która urozmaici rozgrywkę? Pożyjemy, zobaczymy.
To raczej ciekawostka w branży - nie jest to gra, tylko jeden z ciekawych pomysłów, który w praktyce nie ma racji bytu. Gra, moim zdaniem, zbierze średnią ocen ok. 65 proc. i będzie obecna w rubrykach "największy zawód 2016 r.".
Winny jest marketing - nagrzana do czerwoności promocja tej gry rozbudziła apetyty graczy, którzy - nie wiedzieć czemu - szukają w No Man's Sky cudów na kiju. Każdy chce (i chciał przed premierą) od tej gry czegoś innego.
Czytałem swego czasu sporo książek mistrza Lema i pierwszy pokaz No Man's Sky też rozbudził moją wyobraźnię - szybko jednak ostudziłem nastrój, bo przecież nie da się stworzyć "doświadczenia ostatecznego". Da się stworzyć imitację, malować marzenie o grze pikselami i teksturami.
Krzyżyka na No Man's Sky nie stawiam, ale wszystko wskazuje na to, że gracze nie będą pocieszeni - gra nie udźwignie ciężaru marketingu.
A po co komu remaster na PC? We własnym zakresie do gier PC można wrzucić nieco ostrzejsze tekstury lub pobawić się ze sweetFX, aby zrobić lekki lifting - każdy może sobie zrobić remaster samemu. Ja sobie zrobiłem remaster pierwszej części Soulsów: pograłem ostatnio trochę w rozdzielczości 4K na 24-calowym monitorze (dzięki DSR od nvidii), do tego znacznie "większe" tekstury otoczenia, tekstury niektórych tarcz/pancerzy/broni + mod na 60 klatek na sekundę + obsługa pada lub myszki/klawiatury do wyboru. Gra wygląda niemal tak świetnie, jak "trójka", a gra mi się nawet lepiej - bo trójkę mam na PS4 z blokadą 30kl/s. I co - mam teraz wydać ten swój remaster za 99 zł? ;)
@Fett, ej, Liga Polska Manager nie była zła (oczywiście poza tym, że wyniki generowały się losowo ;) Dziś by powiedzieli, że "proceduralnie" i ludzie też by kupili - w którejś odsłonie, jeśli dobrze pamiętam, można było kupić mecz.
Z ciekawości: to jacyś znani ludzie? Też zaczynałem od Amigi 500 - z 1MB na pokładzie. Droga była, cholera. I też dobrze pamiętam te zmiany dyskietek w MKII - szczególnie dyskietka nr 2 na zmianę z "czwartą". Tragedią było, gdy z 4-dyskietkowej gry np. jedna padała. No i pamiętam, że "na dzielni" ktoś miał do Amigi nawet dysk twardy - 20 MB, legenda głosiła, że można było wrzucić na niego nawet 5-6 gier i swobodnie je uruchamiać przez WorkBench. I te "demówki" na Amigę (w sensie: filmy z muzą od różnych grup). Później był mój pierwszy PC - najpierw z S3 Virge, a później z VooDoo2. Pamiętam jak dziś - po włożeniu tego akceleratora Tomb Raider 2 wyglądał jak zupełnie inna gra, pikselozę zastąpiły wyrównane krawędzie, podobnie np. w Fifie 99, kolegom opadła kopara. A pod blachą: Pentium 200Mhz MMX, 64 MB RAM (to też był wówczas luksus) i dysk o pojemności 2 GB. Gry często kupowało się "w ciemno" - sugerując się np. tylko pudełkiem.
Dzięki, @Mwa Haha Ha ha, obecnie zanurzony jestem po uszy w Pillars of Eternity (ukończyłem tuż po premierze, ale teraz wziąłem się za to drugi raz, bo doszły jeszcze dwie części White March - wcześniej grałem paladynem, tym razem enigmatykiem, więc gra jest zupełnie inna - tym bardziej, że do drużyny dobieram innych towarzyszy niż przy pierwszym podejściu). Później na liście miałem Darkest Dungeon, ale ni z tego, ni z owego wyrósł właśnie Salt and Sanctuary, który może być świetnym czekadełkiem przed trzecimi soulsami. Miłego grania! :) Pozdrawiam
Oczywiście, że nie chciało się oglądać - bo wolę sam to przeżyć. Jeśli chodzi o tego typu gry, to nigdy nie oglądam fragmentów rozgrywki zanim sam nie zagram - po co sobie psuć zabawę? :) Dziękuję za odpowiedzi!
@Mwa Haha Ha ha: czyli poziom trudności zbliżony - powiedzmy - do Lords of the Fallen? Wygląda to naprawdę ciekawie, niepokoi mnie tylko ten problem z zapisami - ponoć czasami znikają z konsoli...
Orientuje się ktoś może, ile +/- zajmuje jednokrotne przejście gry? (najlepiej z perspektywy weterana soulsów).
Szanowna Redakcjo!
Byk w tytule: "w głąb", nie "wgłąb". Proszę poprawić, bo aż w oczy razi.
Materiał ciekawy. Pozdrawiam
Innymi słowy: wersję pecetową trzeba samodzielnie łatać. Kolorystykę naprawi sweetfx - z tym nie będzie problemu i akurat ten aspekt będzie można dostroić lepiej aniżeli na konsoli. Kwestia murawy będzie bardziej skomplikowana - ale jest szansa, że pojawi się jakiś mod. Remis w przypadku licencji szybko zmieni się w miażdżącą przewagę PC - od lat powstają ogromne modyfikacje składów (z instalatorami), w łatwy sposób można dodać całe ligi i rozgrywki - to tylko kwestia czasu. W przypadku zachowań piłkarzy/uboższych animacji oraz zmiany pogody w trakcie spotkań - zapewne nie da się nic zrobić. Lekcja logiki dla Konami: PC traktowany po macoszemu, bo sprzedaje się gorzej, a sprzedaje się gorzej - bo traktowany jest po macoszemu!
Adexx: przekręć zawór x3 (dlaczego akurat trzy razy? - czytaj uważnie wszystkie notki w grze, jest tam dużo podpowiedzi i wskazówek). Miłego grania.
Redakcjo, z ciekawości (ponieważ nie zostało to obwieszczone): kiedy można spodziewać się wyników? :) Siła przyciągania Pillarsów jest coraz większa! Pozdrawiam
Trzecia i ostatnia moja propozycja tematu do serii Side Quest: ołów kontra stal w grach RPG. Niezależnie od realiów świata wykreowanego w grze RPG lub MMO, twórcy często pozostawiają wybór graczowi. Przykładowo w serii "Fallout" możemy ruszyć na niemilców zarówno z bronią naręczną, łomem czy potężnym młotem, jak i całą galerią giwer. W steampunkowym "Arcanum" ołów to też normalka, ale niektóre gry (np. "Dungeon Siege III", "Torchlight II", "Fable III", "Guild Wars 2" czy świeżutkie "Pillars of Eternity") to wybuchowa mieszanka fantasy z gałęziami cyberpunku. Czasami to świat u progu rewolucji przemysłowej, innym razem klasa inżyniera lub szalonego wynalazcy, który wprowadza do gry broń palną. Warto przedyskutować, czy takie rozwiązania psują klimat, a może wręcz przeciwnie - ołów dodaje fantastyce uroku i broń (dosłownie i w przenośni) wypaliła w tych produkcjach?
Druga propozycja tematu do serii Side Quest: systemy reputacji w grach RPG i wpływ dobrej lub złej sławy na rozgrywkę. Niby niuans, ale z perspektywy gry fabularnej to element niemal kluczowy podczas kreowania postaci (a często traktowany po macoszemu). W Falloutach - jako opinię społeczeństwa o nas - mamy Karmę, która przechodziła różne metamorfozy (np. w "dwójce" zależna była od miejsca, w "trójce" Karma podsumowywała całokształt naszych działań, zaś w "New Vegas" dzieliła się na reputację w poszczególnych bractwach). W Baldurach heroiczni bohaterowie otrzymywali zniżki w sklepach, zaś status "pogardzany" sprawiał, że całowało się w sklepach klamkę (i pozostawała tylko opcja kradzieży, a więc ciągłej deprawacji charakteru). Skrajnie niska lub wysoka reputacja sprawiała też, że niektórzy kamraci mogli nagle odejść z naszej drużyny (lub nawet nas zaatakować!). Z kolei w "Morrowind" istniała reputacja główna (postrzeganie NPC-ów), oraz sława w poszczególnych gildiach/rodach. Warto zastanowić się, jaka jest geneza tego systemu w grach? I wreszcie: które zastosowane do tej pory rozwiązanie było najlepsze?
Moja propozycja tematu do serii Side Quest: mistrzowie drugiego planu w grach RPG, czyli piątka Waszych ulubionych towarzyszy RPG-owych oraz najciekawsze wątki lub przygody z nimi związane. Jak dobrze wiemy, twórcy gier RPG próbują zainteresować gracza nie tylko wątkiem głównym oraz historią protagonisty, ale także bohaterami drugoplanowymi i bogatą otoczką wokół nich. Viconia, mroczna elfka z Menzoberranzan, która przestała oddawać cześć pajęczej bogini Lolth; przewlekle chory i pobożny zabójca Thane; nieprzewidywalna poetka Jack "Obiekt Zero"; Solaire z Astory - być może pierworodny Lorda Gwyna, który utracił swoją boskość, czy w końcu poczciwy berserker Minsc ze swoim kosmicznym chomikiem na ramieniu. A kogo Wy wybierzecie do swojej "złotej piątki" mistrzów drugiego planu w RPG-ach?
Irek22 - sam widzisz jak to jest po kolejnym komentarzu, tym razem od szaki666 ;)
Irek22 - sęk w tym, że ci wszyscy prości malkontenci nawet nie czytają recenzji, tylko patrzą na ocenę. To oczywiste, że w jednej cyferce nie da się upchnąć opinii o produkcie tak złożonym, jak gra, film czy książka. Żyjemy jednak w czasach upadku czytelnictwa. Ludzie kupują oczami, potrzebują do tego dużo obrazków, liczb, statystyk (najlepiej podanych w formie prostych do zrozumienia wykresów). Dlatego właśnie mamy do czynienia z takim podejściem. Z tego powodu cierpi cała branża - twórcy od jakiegoś czasu produkują gry pod ćwierćinteligentów, których przecież w społeczeństwie jest zawsze więcej niż ludzi mądrych. W efekcie na półkach z grami - miast sterty ciekawych i nietuzinkowych produkcji z jajem - otrzymujemy atak kolorowych klonów. Więcej wydaje się czasami na marketing danej produkcji - w studiach rosną działy odpowiedzialne za reklamę, a male liczba fachowców od szlifowania gier.
Ghost_ - z tego, co pamiętam, to PC Gamer np. grę Dragon Age 2 ocenił na 9,5/10 ;) Widocznie tym razem ich maszyna losująca wybrała inną liczbę.
mateuszsiema - nie no, jasne - ja również nie twierdzę, że to zaleta, po prostu staram się z takich przyczyn nie skreślać tytułu, co kilka osób powyżej uczyniło. Podobnie było z grą Thief - zmiażdżoną wręcz przez media. Mimo błędów i niedoróbek, przy grze spędziłem miło bardzo dużo godzin, odkrywając każdy zakamarek, podziwiając każdy detal i czasami śmiejąc się z błędów. Widać, że CI wespół z zespołem Deck 13 włożyli w LotF serce - tego nie można im odmówić. Dlatego warto dać im szansę, a - jestem przekonany - druga część będzie dzięki uwagom graczy i recenzentów wyzbyta wielu błędów i znacznie lepsza. Tak było choćby z Wiedźminem - Redzi osiągnęli bardzo dużo, ale małymi krokami. CI też uczy się na błędach poprzednich niewypałów, wypuszczając tytuł dobry z plusem.
mateuszsiema - tym modem mogą być tryby: New Game Plus i New Game Plus Plus, które odblokowują się po przejściu gry. Ponadto - smaczkiem nie jest samo ubicie bossa, tylko ubicie go w specyficzny sposób (tak aby zdobyć dodatkowe przedmioty). Każdy z przeciwników ma taki ukryty bonus, np.: ubijesz bosa bez użycia mikstury leczenia - dodatkowo otrzymasz jakiś sprzęt. To też są wyzwania, które warto realizować i w prosty sposób wydłużyć sobie grę na długie godziny. Jeśli ktoś przesiądzie się z Diablo na Lordsów to zapewne przejdzie przez wszystko jak przecinak, zaklikując na ślepo wrogów. Ale czy na pewno o to w tym chodzi? :) To tak, jak przeklikanie dialogów w starych Baldurach "bo jest dużo tekstu do czytania". Dla mnie to żenada.
nowaczek0007, wcogram - średnia z w/w ocen daje 77/100, czyli w zaokrągleniu 8/10. Gra w CDA oceniona została na mocną 9, w konkurencyjnym portalu Gram - 8,5/10, od PClab - rekomendacja, Eurogamer - 8/10, więc statystycznie to raczej wypada ocena nawet między 8 a 10, a nie 7. To raz, dwa: gatunek jest specyficzny i nie każdemu (również recenzentowi) odpowiada i dobrze leży wymagająca rozgrywka. Dużo osób w dzisiejszych czasach wymaga niezobowiązującej zabawy na łatwym poziomie trudności. Gry tego typu potrafią frustrować tych ludzi, bo stanowią pewne wyzwanie. Ponadto niektóre minusy zostały niedawno sprostowane przez T.Gopa w filmie poświęconym pierwszym reakcjom mediów (okazało się, że minusy - jak np. wolne uniki wynikały z nieumiejętności prowadzenia postaci).
Od kilku miesięcy mam nieodparte wrażenie, że Tomkowi Gopowi i ferajnie z City Interactive wreszcie udało się wessać wszystkie Mroczne Dusze od From Software. W efekcie powstało pełnokrwsite RPG akcji, z własną - może nieco mniej mroczną - duszą, rozmachem godnym heroicznego fantasy i starożytną krainą aż pękającą od tajemnic. W takich oto okolicznościach na scenie głównej Lords of the Fallen pojawia się nasz protagonista. Z zakazaną gębą i nieprzyjemnym toporaszczem lub mieciszczem w łapach oraz zbrojnymi naramiennikami sięgającymi samiutkiego nieba. A na końcu jego drogi - pokonany przez ludzi kilka tysięcy lat temu i odrodzony bóg. Spokojnie, ten jegomość z zaświatów nie zamieni wszystkiego w popielisko. Jest jeszcze Harkyn i mam nadzieję, że będę miał szansę wcielić się w tego "dobrego, złego i brzydkiego" zarazem. I spenetrować wszystkie dziury w Lords of the Fallen.
Konfratrzy od chmielu i słodu, słyszeliście już, jaki młyn i rejwach na bulwarach w Mieście zapanował? Pono szlachetki pękate kiesy pod magicznym skoblem trzymają, ich kochanice swoje sznury z pereł w łebskich skrytkach pochowały, a burmistrz to nawet po dwóch strażników w każdym kącie skarbca postawił. Mimo tych guseł i starań, w nocy wszystkie te błyskotki nowego właściciela znalazły! Jasnym się stało, że to Garrett, złodziejskiego fachu mistrz i kawał ancymonka. Gawędziarki powiadają, że ten wprawny grasant potrafi zagrabić wszystko. Ale nie zabiera tego ot tak, od razu. Podchody najpierw czyni, strażników podgląda i nawet sakiewki z ich pasa bez szelestu zrywa. Takiemu to tylko pozazdrościć rzemiosła - ba! - kiedy byłem gołowąsem marzyło mi się, by tańcować w cieniu tak, jak na dnie rzeki tańcują moczarki, a ręce mieć zwinne jak kokota ze stażem w zamtuzie. Do tego mieć palce niby wytrychy, którymi za cyngle i zapadki w zamkach pociągać można. Do dziś niczego innego nie pragnę, jak w skórę tego Garretta choć na chwilę się odziać, a bogatym pstryczka wymierzyć! Zdrowie Garretta, ja stawiam! Tylko znajdę moją sakiewkę... Mój wybór: Thief! :)
Verminus - nie ma za co przepraszać, zdarza się :) Poza tym psoty chochlików bywają urocze. Jeżeli chodzi o komentarz - sam takie kilka lat temu tworzyłem w korekcie, ale akurat nie miały prawa przejść, bo z komputera teksty trafiały do mnie później na biurko w formie papierowej, a później (na makiecie) trzecim czytaniem zajmowała się cała redakcja. No tak, ale trwało to cały wieczór, a gazeta wysyłana do druku była w nocy, tak aby trafiła do sprzedaży o poranku. W internecie obróbka materiału musi być błyskawiczna, stąd psoty chochlików zdarzają się częściej. Dzięki za ciekawy tekst o grze - bo to jest tu akurat najważniejsze. Do autora mam dwa pytania: ciekaw jestem, na ile tej gry wystarczy (czy będzie to przygoda porównywalna pod tym względem do Deus Ex: HR?). Druga sprawa to jej żywotność: czy często zdarzają się jakieś decyzje wpływające na rozwój wydarzeń tak bardzo, że warto zobaczyć to później z innej perspektywy? I trzecia rzecz, błaha: czy grze bliżej jest pod względem mechaniki do Dishonored czy Deus Ex: HR? Pozdrawiam
Redakcjo, do tekstu wkradł się Wam - jak mniemam - odredakcyjny komentarz z poprawkami do autora.
"rozumiem, że tych zmian domagali się ci weterani? Znaczy coś im się wcześniej nie podobało i kazali zmienić? Pytanie, czy zmiany wprowadzili ogólnie czy do tego „początkowego kierunku”, o którym mowa? Zdanie nie implikuje takiego wniosku, więc nie wiem, czy się po prostu pomylił ze składnią i chodzi o to, że zmienili początkowy zamysł, czy chciał powiedzieć że studio jednocześnie wprowadziło zmiany i posłuchało weteranów"
Pozdrawiam
A słyszeliście o grze Bad Trip? - http://magazynigra.wordpress.com/2012/10/10/aaaa-wspomnienia-sprzedam-lub-wymienie/
A słyszeliście o grze Bad Trip? - http://magazynigra.wordpress.com/2012/10/10/aaaa-wspomnienia-sprzedam-lub-wymienie/
A słyszeliście o grze Bad Trip? - http://magazynigra.wordpress.com/2012/10/10/aaaa-wspomnienia-sprzedam-lub-wymienie/
a widzieliście już akcję promocyjną Residenta z Ludzką Rzeźnią? - http://magazynigra.wordpress.com/wp-admin/post.php?post=150&action=edit&message=6&postpost=v2
a widzieliście już akcję promocyjną Residenta z Ludzką Rzeźnią? - http://magazynigra.wordpress.com/wp-admin/post.php?post=150&action=edit&message=6&postpost=v2