Połowa mojego życia to soulsy, nie tylko te od From Software. Nie mogłem się więc doczekać piątku, kiedy będę mógł odpalić jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie gier w historii i... sam nie wiem. Czuję się jakbym zamówił schaba z ziemniakami i mizerią, a dostał mielonego z ryżem i fasolką szparagową. Przez cały weekend zmuszałem się do grania licząc, że w końcu dostanę coś innego, coś co sprawi że warto było wydać te trzy stówy i czekać tyle miesięcy. Być może kiedyś wrócę, ale na ten moment mam syndrom RDR2, gdzie tak samo cały świat się zachwycał, a ja nie mogłem się przekonać.
Zapłaciłem 40 ojro za poważne problemy z optymalizacją, brak kompatybilności z autorskimi trybami gry które na starym warcrafcie działały, niespełnione obietnice w sprawie odnowienia kampanii i pustkę która pozostaje w sercu. Odebrali nawet kwestie "a co z tymi których zabrały orki". Prawdziwym wrogiem Azeroth nie jest Ner'zul, Legion czy old godowie, tylko Blizzard. Pół punkta daje za... naprawdę długo nad tym myślę i chyba po prostu zostawię pół punkta by nie dawać okrągłego zera.
Po obejrzeniu zwiastunu gameplayu muszę stwierdzić, że nic nie czuć. Są niby postacie ze Star Warsów, ale nie czuć ich. Sam gameplay jest dziecinnie prosty jakby gra była nastawiona dla jak najprostszego odbiorcę. Moc jest zdecydowanie przepakowana, walka wygląda na ciągłe mashowanie jednego przycisku i w sumie tyle. Nawet graficznie trochę się zaskoczyłem widząc tekstury wookich, zdecydowanie brzydsze od tych z Battlefronta 2. Wyczuwam średniaka o zbyt dużych kosztach produkcyjnych i ambicjach który może doprowadzić do fali zwolnień wśród pracowników EA
No akurat kiedy wojownicy spartańscy szli na wojnę, to właśnie kobiety zajmowały się zbrojną obroną domu. W Sparcie wszyscy musieli znać się na wojaczce
Seria CoD zawsze będzie w moim serduszku. Czy to lasy Ardeńskie w UO, rzucanie ziemniakami w dwójce, czy grzyb w MW. Ucieczka z Workuty, śmierć Ghosta, wykończenie Makarova jako Prince. Później nocna misja w Rio, którą mogę przechodzić dzień w dzień, a także wojna jednodniowa z siłami FOK. Tylko te części ruszyłem (głównie z powodów finansowych i nieefektywnego zarządzania czasem), ale niczego nie żałuję. Liczę, a wręcz jestem pewien że ten CoD również mnie nie zawiedzie.
Widziałem komentarze jak ten CoD wieje nudą i ogląda się jak film. Ale czym niby są gry? Właśnie interaktywnym filmem. Jeśli płaczki chcą twistów fabularnych wielu możliwych rozwiązań problemów to niech pograją sobie w Wieśka (który mi osobiście nie przypadł do gustu). Lubicie filmy jak Predator, Szklana pułapka czy Zabójcza broń? Można je oglądać co roku i zawsze się przy nich dobrze bawimy, nie zmieniamy losów bohaterów i choć wiemy co się zaraz wydarzy to i tak podoba nam się to co dzieje się na ekranie. CoD jest taki sam.
Więc teraz wyobraź sobie że dostajesz jedną wyjebistą mapę o powierzchni 1km2. No i co robisz? Biegniesz, biegniesz jakieś 10 min, aż snajper cię zabije. Wnerwiasz się na grę i piszesz gówniany komentarz na gry-online.pl mówiąc że powinni robić mniejsze mapki. Ludziom nigdy się nie dogodzi, więc nie próbuj mówić, że twórcy mogli to zrobić lepiej. NIE. Zrobili to najlepiej jak tylko mogli i to o wiele lepiej niż w BF.
Żebyś człowieku więcej łapek w górę zebrał, bo gimbusowy fanbase cię zje. Mówisz prawdę. Początkowo dość sceptycznie podchodziłem do nowego CoDa, mimo iż jestem fanem futurystycznych strzelanek (ile razy można odpiekać tego drugowojennego kotleta). Kupiłem i jestem z niego bardzo zadowolony. Nie można patrzeć na każdą grę jako część serii. Mi podoba się CoD IW, HoM&M VII i inne, niejako nieudane, gry. Same z siebie są świetne. Nie możemy porównywać tego co jest teraz do tego co kiedyś. Kiedyś robiono lepsze filmy, to prawda, ale te które są teraz nie są złe, jak odpowiednio się na nie patrzy.
Jako fan wszelkiego sci-fi jestem bardzo skłonny do kupna, jednak mam pytanie do ludzi o IQ powyżej typowego dla gimnazjum. Czy na multi gra wystarczająco dużo ludzi? Bo kampanie to się przejdzie w parę godzin, a tak to na multi chociaż miło spędzi się czas.