Śmieszy mnie to podejście, że miłośnicy soulslike'ów to tacy"prawdziwi" gracze, ceniący dobry gameplay, a reszta to casuale, nie mające pojęcia co to znaczy dobra gra.
Nie każdy lubi ginąć po kilkadziesiąt razy zanim ubije bossa, jak jakiś masochista. Niektórzy grają by się zrelaksować, odpocząć, spędzić miło czas, a nie dostawać furii i rzucać bluzgami z wściekłości po kolejnej śmierci.
Przeszedłem kilka tego typu gier i według mnie to gry dla masochistów. Ja osobiście lubię wyzwania w walkach, ale nie ma co ukrywać, że te gry niesamowicie wyprowadzają z równowagi i często nie mają nic wspólnego z relaksem.
Chociaż Ghost of Tsushima przeszedłem na zabójczym poziomie trudności, nie było to szczególne wyzwanie, ale walki i tak były satysfakcjonujące, a gra koiła swoją piekną grafiką, klimatem i spokojem. Gdyby GoT to był kolejny soulslike, odebrałoby to grze wiele przyjemnych aspektów, które w niej ceniłem.