@ zompi
W celu pogłębienia tematu zachęcam do lektury dokumentów, do których linki podaję pod tekstem - raportów ONZ i wywiadu z prof. Jaworowskim. Właśnie z nich pochodzą zawarte w artykule informacje.
@ Runcajs2
@ Zonk3R
Dzięki za czujność i wskazanie tych przeoczeń - już poprawione. Człowiek może czytać swój tekst dziesięć razy, a i tak wszystkiego przed publikacją nie wyłapie :)
@ Cziczaki
Jest "ta Prypeć", a nie "ten Prypeć", więc odmiana dobra.
@ sszaki
Autorstwo zdjęć podane jest pod tekstem, podobnie jak źródła, z których pochodzą wszelkie zawarte w nim informacje na temat katastrofy.
@ Vegger
Nazwałeś "bujdą na resorach" opinię nie moją, tylko prof. Zbigniewa Jaworowskiego, członka Polskiej Komisji Rządowej ds. Skutków Katastrofy w Czarnobylu, wybitnego specjalistę w dziedzinie skażeń promieniotwórczych.
@ hedasw
To prawda, teoria niesamowitej doliny zawdzięcza sporo Freudowi, ale przywoływanie jego nazwiska w kontekście tekstu bądź co bądź o grach wydało mi się już lekką przesadą :) W każdym razie jeśli ktoś zechciałby zgłębić temat, tu znajdzie tłumaczenie na angielski oryginalnego eseju Freuda z 1919 roku o "niesamowitości": http://www-rohan.sdsu.edu/~amtower/uncanny.html Po niemiecku termin brzmi "Das Unheimliche".
@ neozes
Do poruszenia tego tematu zainspirował mnie sam trailer Heavy Rain i reakcje na niego (oraz wypowiedzi twórców), a dodatkowo przypomniałam sobie, że dwa lata temu przy okazji pierwszego zwiastuna nieco się o "niesamowitej dolinie" już mówiło. W myślach czytać nie umiem (i dobrze), ale cieszę się, że temat trafił na podatny grunt.
@ Turism0, adamlut
Nie wiem, czy powinnam się cieszyć, że "pierwsze", ale mimo to dzięki :)
--
Tak w ogóle to ostatnio opublikowano jeszcze jeden filmik, o którym w tekście nie wspomniałam, ale który świetnie wpisuje się w temat:
http://technology.timesonline.co.uk/tol/news/tech_and_web/article4557935.ece
Jego twórcy (odpowiedzialni za animację w serii GTA i wielu innych grach) również twierdzą, że przekroczyli "niesamowitą dolinę" i efekt rzeczywiście robi wrażenie, ale chyba znów jest to stwierdzenie na wyrost.
@ Danelux
"Homo Ludens" Huizingi to nie artykuł, tylko cała książka:
http://merlin.pl/Homo-Ludens-Zabawa-jako-zrodlo-kultury_Johan-Huizinga/browse/product/1,592896.html
Ale tak, zgadza się - mimo, że powstała jeszcze dwadzieścia lat przed typologią Caillois, wiele koncepcji w niej zawartych z powodzeniem odnieść można do gier wideo.
Przedmówca mnie uprzedził - tak, to na pewno reklamy Lyncha, informacja pochodzi z kilku wiarygodnych źródeł.
A to inny spot z tej serii, gdyby ktoś był ciekawy. Nieco mniej "zlynchowany":
http://www.youtube.com/watch?v=T4tOvkvCvwQ
@ Asmodeusz
Słuszna uwaga, ale gry MMO to właściwie nieco inna para kaloszy. W ich przypadku nielinearność i otwartość wpisana jest prawie zawsze w samą istotę rozgrywki, więc określanie ich mianem "sandbox" jest w pewnym sensie masłem maślanym - choć zdaję sobie sprawę, że tak się robi. Niemniej jednak termin ten w znakomitej większości przypadków stosowany jest do rozgrywki jednoosobowej i takie też jego rozumienie przyjęłam w tekście.
@ Dowodca_Pawel
Słuszna uwaga, bardzo ciekawa sprawa w kontekście gier jako opowieści - nie spotkałam się jednak wcześniej z tym zjawiskiem, więc dlatego nie wspomniałam o nim w tekście. Cóż, człowiek uczy się przez całe życie :)
@ Backside
1. Nie robię z pieniędzy diabła. Wśród gier wysokobudżetowych, nawet od demonizowanego EA, bywają perełki i temu nie przeczę. A poza tym nie każda gra musi od razu rewolucjonizować gatunek, by być dobra. 2. Wśród gier niezależnych, co może powinnam była podkreślić, jest też mnóstwo tytułów niepotrzebnych czy zwyczajnie kiepskich - temu też nie przeczę.
Chodzi o to, by pamiętając o tych dwóch faktach, nie zatracić jasności widzenia branży gier jako całości i nie popadać w skrajność polegającą na głoszeniu opinii, że dziś w ogóle nie powstają już gry świeże i innowacyjne. Czy miłośnik kinematografii traci czas na narzekanie, że filmy z multipleksów są do niczego? Nie; nie musi tego robić, bo wie, gdzie znajdzie interesujące go tytuły. Jest dojrzałym i świadomym odbiorcą kultury. Wierzę, że takich graczy będzie coraz więcej, choć nie oni oczywiście będą najbardziej słyszalni i widoczni w internecie choćby.
@ TechCum
Zgadza się: to nie była analiza tematu. Ale wiesz co? Nie miała nią być. Teksty z cyklu Ludo ergo sum to nie "rzetelne, surowe artykuły z dystansem" ani (tym bardziej) tuba służąca do wyrażania poglądów redakcji, raczej felietony, które z definicji prezentują osobisty punkt widzenia autora. Kilkukrotnie pisałam już, że moim zamysłem jest sygnalizowanie różnych problemów czy zagadnień połączone z dozą osobistej refleksji. Mam prawo wyrazić własne zdanie, a ty masz prawo się z nim nie zgodzić. Co też uczyniłeś. I świetnie. O to między innym chodzi.
Pozwolę sobie jedynie odnieść się do trzeciego akapitu twojego postu: trzeba by było być naiwnym, by wierzyć, że oceny punktowe faktycznie znikną i ani razu nie wyraziłam przekonania, że tak się stanie. Ale daleka też jestem od przechodzenia do porządku dziennego nad faktem, że dzieci chcą mieć coraz mniej wspólnego z tekstem pisanym. Czy to znaczy, że powinno się po prostu stwierdzić "trudno, jest jak jest" i obniżyć poziom wyrażając tym samym niemą zgodę na lenistwo i wtórny analfabetyzm?
@ Shiefo
*Wzdech* A ja cię proszę, byś nie szukał nadmiernych znaczeń tam, gdzie ich nie ma. Nie napisałam, że recenzent ma sprawdzać oceny innych PRZED wystawieniem własnej ani tym bardziej się nimi sugerować. Ale wiedza o recepcji danej gry w mediach przed opublikowaniem tekstu jest dla każdej redakcji obowiązkowa - choćby po to, by mieć świadomość, że idzie się pod prąd.
@ Taven
Twój tekst nie odpadł w przedbiegach, wręcz przeciwnie - dotarł do eliminacji finałowych (zachowując nomenklaturę sportową :) Tak jak jednak napisałam, za główne kryterium oceny obrałam pomysłowość w doborze tematu, a ta akurat - w przeciwieństwie do języka - nie była w moim odczuciu atutem twojego tekstu. Przekonanie o słabej kondycji współczesnych gier i zagubieniu potencjału medium w komercyjnej otoczce i pogoni za technologicznymi nowinkami jest obecnie dość powszechne i raczej mało kontrowersyjne. I wbrew pozorom pojawia się nawet przy okazji pisania o takich grach jak BioShock.
@ Sandro
Wystarczająco dużo, by było w czym wybierać, ale o wiele mniej, niż w przypadku tradycyjnych GOL-owych konkursów :)
@ Deadeye
Tu muszę przyznać ci rację, faktycznie z tekstu może wynikać, że XNA jest proste, natomiast chodziło mi w tym przypadku raczej o kwestię bezpłatnego udostępniania przez firmę narzędzi do tworzenia gier - w tym sensie jest to realizacja założeń Web 2.0 i nawiązanie do pecetowej sceny moderskiej zarazem. Swoją drogą, skoro szef XNA zapowiada, że gry tworzone za pomocą oprogramowania będą w przyszłości udostępniane w serwisie a la YouTube, można przypuszczać, że w późniejszych wersjach będzie ono bardziej intuicyjne w obsłudze i w efekcie możliwe do opanowania dla większej liczby osób.
Tak czy inaczej, mea culpa, wyraziłam się nieprecyzyjnie i wypada mi podziękować za zwrócenie uwagi :)
@ KaczoR
Zgadza się, Metaplace faktycznie jest dobrym przykładem na realizację koncepcji grania 2.0. Najprościej rzecz ujmując, będzie to graficzny kreator wirtualnych światów MMO opartych na strukturze internetu, a więc świat będzie jak serwer, każdy obiekt funkcjonować będzie jak url itp. Tylko czekać, aż ktoś zrobi w tym drugiego WoW-a ;)
@ zekke
Nie do końca tak jest. Każuale (fonetyczny zapis terminu traktuję raczej jako językowy żart, a nie oficjalny polski odpowiednik) mogą również spędzać przy grze godziny czy nawet się uzależniać. Oto cytat z oficjalnego raportu International Game Developers Association poświęconego casual games:
(...) the term "casual" doesn’t accurately depict that these games can be quite
addictive, often delivering hours of entertainment similar to that provided by more
traditional console games. To be sure, there is nothing "casual" about the level of loyalty,
commitment and enjoyment displayed by many avid casual game players – just as there is
nothing "casual" about the market opportunity and market demand for these games.
http://www.igda.org/casual/IGDA_CasualGames_Whitepaper_2006.pdf
@ $aimon
Hę? Chyba wlasnie nie ominela, a wrecz przejączyła sie przez japonskie gry. Chocby MGS gdzie nawet Rambo i Człowiek Demolka nie maja szans z tamtejszymi wymiataczami. A tak BTW: skoro japonczycy to taki narod tlumiacy negatywne i destruktywne ekspresje, to skad tyle, czesto wiecej niz w zachodnich produkcjach, przemocy, zniszczen, wybuchow i smierci? MGS, DMC, Tekken, Resident, Lost Planet, FF - to sa gry mniej 'brutalne' od zachodnich? A co do immersji - zdawalo mi sie ze w jGRACH jest jej wlasnie ogrom...
Przeczytaj proszę jeszcze raz pierwszy akapit tekstu. Gry, które wymieniasz, to oczywiście gry japońskie, ale tworzone pod powszechne, w tym zachodnie, gusta. Stąd m.in. przemoc i wybuchy. Są to gry, które trafiają do nas, ale to wierzchołek góry lodowej, jaką jest całość japońskiej produkcji gier - to mało reprezentatywny kawałeczek. Znaczna większość japońskich gier w ogóle oficjalnie nie wychodzi poza granicami kraju - i to są właśnie gry prawdziwie "japońskie", o których przede wszystkim pisałam. Z polskiej muzyki w Japonii znany jest Vader i Szopen... czy to daje prawdziwy obraz naszego rynku muzycznego?
@ Taikun
Nie zgadzam się ze stwierdzeniem że tzw. każuale to Pokemony, Dragon Balle czy Gundamy, Ty jedynie podałaś gry będące adaptacjami mangi czy anime (Gundam i DB) bądź gry które zyskały wielką popularność i zostały stworzone na ich podstawie filmy (jak Pokemony). Dla mnie każuale to Wii Sports, Wii Play, EA Playground i cała masa innych gier. Więc albo Ty albo ja źle rozumiemy pojęcie "casual games"
Tak naprawdę sprzeczności tu nie ma, bo casual games to bardzo szeroka kategoria. To po prostu gry nieskomplikowane, przeznaczone dla szerokiego kręgu odbiorców - zarówno gry typu Wii Sports, jak i oparte na popularnych licencjach (w Japonii np. Pokemon i Dragon Ball, u nas dajmy na to Shrek). Innymi słowy produkcje, które kupią ludzie niekoniecznie myślący o sobie w kategoriach "graczy" - i tacy właśnie stanowią zdecydowaną większość japońskich nabywców gier.
@ Mephistopheles
Jeśli już idzie o ścisłość, Comic Book Guy ma w sobie najwięcej z geeka. Ale jest też w równym stopniu i nerdem, i fanbojem. Tym drugim słowem zresztą sam siebie w którymś z epizodów określa. Tak czy siak, to "nasz" człowiek ;)
No tak, widzę, że uderzyłam w naprawdę czułą strunę, ale z drugiej strony tego się przecież można było spodziewać. Spróbuję wyjaśnić, o co mi chodziło:
1. Homofobia to "silny lęk wobec osób tej samej płci, wiążący się z niepokojem co do własnej orientacji płciowej, z wrogością wobec gejów i lesbijek". To jest definicja prof. Starowicza, autorytetu w dziedzinie seksuologii. W takim rozumieniu użyłam tego słowa we wstępie. I również sprzeciwiam się określaniu nim wszystkich, którzy nie zgadzają się z postulatami środowiska LGTB. Ale na boga, nie odpowiadam za to, że niektórzy nie rozumieją znaczenia tego słowa i poczuli się dotknięci, bo pomyśleli, że oskarża się ich o homofobię, skoro nie lubią, jak geje całują się na ulicy...
2. Grzecznie zasugerowałam we wstępie, by homofobowie nie czytali dalej, bo nie będą w stanie normalnie podyskutować na temat artykułu. Jest on kontrowersyjny, dlatego wymaga spokojnego, rozsądnego podejścia pozbawionego zarówno uprzedzeń, jak i sympatii dla którejkolwiek ze stron.
3. Młodzież Wszechpolska jest organizacją jawnie homofobiczną, i wcale się z tym nie kryje. Oto słowa byłego prezesa, Wojciecha Wierzejskiego: "Nie pozwólmy na tolerancję dla osób o świadomych przekonaniach homoseksualnych. Nie zatrudniajmy ich w pracy. (...) Osoby zidentyfikowane jako czynni, skrajni, aktywni działacze homoseksualni powinne być poddawane obyczajowej, społecznej, towarzyskiej nietolerancji, aby nie mogły potem świadomie, jawnie, publicznie, odważnie chodzić i pokazywać twarzy oraz chełpić się tym, że są nienormalne." Troszeczkę się niestety przeliczyłam, mając nadzieję, że na GOL-u nie ma homofobów, bo wypowiedzi niektórych osób świadczą o tym, że w MW przyjęli by ich z otwartymi ramionami.
4. Mam nadzieję, że za kilka lat w podobnej dyskusji bez problemów będą mogli wziąć udział również grający geje i lesbijki. Tak jak napisałam w tekście, to oni powinni się wypowiedzieć na temat tego, jak się czują w środowisku graczy. Na razie gadają sami hetero i jest strasznie jednostronnie.
5. "bo kurwa rzeczywiscie 2 pykajacych sie w domu kolesi to generuje wojny i biede :< a 99% tych hipokrytow wali konia przy lesbi filmach." Może nie ujęłabym tego tak dosadnie :) ale trafiłeś niestety w sedno.
Ufff... za tydzień wybiorę łatwiejszy temat, obiecuję to sobie i wam ;)
Ech, mogłabym odpowiadać na każdy post z osobna, ale nie widzę sensu, bo nie rozmawiamy tu przecież o homoseksualizmie jako takim, tylko o sensowności (czy jej braku) tworzenia społeczności gejów w środowisku graczy - szkoda, że niektórzy tego nie rozumieją. Otwarcie nienawistne wypowiedzi w ogóle na jakikolwiek komentarz nie zasługują.
Ale na bezpośrednią krytykę pozwolę sobie odpowiedzieć:
@ Haron
Louvette-> po pierwsze, problem polega na tym, że ludzie tacy jak Ty nazywają homofobami wszystkich, którzy mają krytyczne zdanie na temat homoseksualizmu. z jednej strony macie poczucie, że walczycie ze złem w postaci nietolerancji, ale sami nie potraficie zaakceptować tego, że ktoś może mieć inne zdanie na ten temat.
Niestety jest to całkowita nadinterpretacja, a raczej niezrozumienie moich słów. Nie nazwałam nigdzie homofobami tych, którzy mają krytyczne zdanie na temat homoseksualizmu. I nie prowadzę żadnej prohomoseksualnej krucjaty - wręcz przeciwnie, w tekście starałam się zachować obiektywizm, poddając między innymi w wątpliwość celowość i sens manifestowania swojej orientacji w środowisku graczy.
@ Luxxx
Proszę bardzo:
"Although the causes of homophobia are unclear, several psychoanalytic explanations have emerged from the idea of homophobia as an anxiety-based phenomenon. One psychoanalytic
explanation is that anxiety about the possibility of being or becoming a homosexual may be a major factor in homophobia (West, 1977). For example, de Kuyper (1993) has asserted that
homophobia is the result of the remnants of homosexuality in the heterosexual resolution of the Oedipal conflict. Whereas these notions are vague, psychoanalytic theories usually postulate that homophobia is a result of repressed homosexual urges or a form of latent homosexuality".
Is Homophobia Associated With Homosexual Arousal?, Henry E. Adams, Lester W. Wright, Jr., and Bethany A. Lohr, University of Georgia, http://www.oogachaga.com/downloads/homophobia_and_homosexual_arousal.pdf
"Homophobia entails not only the fear of those who are abjectly identified (and depended on) but also the fear of being abjectly identifiable onself: the fear, as the word most literally means, of being 'the same as'. This latter fear is arguably a much stronger component of homophobia than of, say, sexism or racism (despite the mechanisms of projection and abjection doubtless at work in those forms of hatred), because the sexist male or the racist white is in much less 'danger' of being 'mistaken' for a woman or a nonwhite than the straight is of being 'mistaken' for a queer."
Thomas, Calvin, ed. (2000). "Straight with a Twist", Straight with a Twist: Queer Theory and the Subject of Heterosexuality, p.27. University of Illinois Press.
@ Amo
Z tymi sympatycznymi stworkami, jakimi są orki/orkowie to różnie bywa. Obie formy są używane i obie są tak naprawdę poprawne. Podobnie jak elfy/elfowie. Jeśli ktoś ma ochotę zagłębiać się w filologiczne szczegóły:
http://so.pwn.pl/lista.php?co=ork
http://groups.google.pl/group/pl.hum.polszczyzna/browse_thread/thread/e9953f483cb7e1b9/f0c0dc65e3f814e2?lnk=st&q=orki+czy+orkowie&rnum=10&hl=pl#
@ kom-pan
Zgadza się, że Alternate Reality Games mają trochę wspólnego z LARP-ami (np. rolę mistrza gry pełni w nich tzw. puppetmaster), ale to jednak nie do końca to samo. Podstawowa różnica jest taka, że w grze RPG, do jakich LARP należy, gracze przyjmują określone, fikcyjne role i działają w obrębie fantastycznego świata (są wyjątki, wiem, ale taki jest standard). Tymczasem w ARG nikogo nie gramy, to po prostu alternatywna rzeczywistość nałożona na tą zwykłą. Poza tym uczestnicy LARP-ów znają zawczasu zasady i granice gry, a uczestnicy ARG muszą sami je odkryć na podstawie skąpo dozowanych przez twórców wskazówek.
@ metaborg
Pasuje, owszem. Nie da się jednak napisać o wszystkich ARG, dlatego wybrałam kilka reprezentatywnych przykładów. Zainteresowanych informacjami na temat innych gier tego typu odsyłam na http://en.wikipedia.org/wiki/Category:Alternate_reality_games
@ $aimon
Cel jest inny i kilka razy już o nim pisałam, ale jeśli przy okazji stanie się tak, jak sugerujesz, to czemu nie? ;)
@ Elum
Zgadza się, to moje niedopatrzenie - pobierałam Facade jeszcze wtedy, gdy zajmowało 800 MB, od pewnego czasu faktycznie dostępna jest wersja ze skompresowanym audio (dokładnie 167 MB).
I jeszcze w ramach dopowiedzenia - w 2006 roku Facade zdobyło główną nagrodę na festiwalu niezależnych gier Slamdance. W rezultacie twórcy otrzymali od inwestorów 2 miliony dolarów na swój kolejny projekt, tym razem komercyjny (obecnie jest w trakcie realizacji). Czyli jednak coś drgnęło :)
@ Backside
Widzisz, użyłam słowa przełom całkiem świadomie. Ewolucją w kwestii interakcji z bohaterami niezależnymi jest dla mnie np. system wpływu na członków drużyny w drugiej części KOTOR-a. To, z czym mamy do czynienia w Facade, jest już czymś znacznie większym - rozpoznawaniem, iterpretowaniem i reagowaniem (oczywiście niedoskonałym) na tekst wpisywany przez gracza (i nie chodzi proste "go north", z którym mieliśmy już do czynienia w MUD-ach 30 lat temu, ale złożone gramatycznie zdania spotykane w normalnej ludzkiej rozmowie - ważne jest też to, że rozmowa odbywa się między trzema osobami i nie jest dwustronnym dialogiem, z którym mieliśmy do czynienia w dotychczasowych programach symulujących konwersację).
Co do pytania o odpowiedź rynku... Hm, gry to nie tylko rynek, ale też naukowe i artystyczne poszukiwania rozgrywające się na małą skalę i bez udziału gigantycznych nakładów finansowych. Rezultaty tych poszukiwań przez rynek są tylko czasami zauważane i przetwarzane - wtedy, gdy mogą być wykorzystane do przygotowania produktu, który lepiej się sprzeda... Obecnie chyba znajdujemy się na takim etapie, że gdyby wprowadzić rozwiązania z Facade do "normalnych" gier, reakcją 95% graczy przyzwyczajonych do utartych schematów rozgrywki (mniej myślenia, więcej klikania) byłoby kompletne niezrozumienie... Nie ma jeszcze klimatu dla takich gier. Są niszą i możliwe, że zawsze nią pozostaną.
A w ogóle, to zagrałeś w Facade? :)
P.S.
Odpowiedź na post z poprzedniego tematu w stosownym wątku.
@ Backside
Cóż mogę powiedzieć? Tylko tyle, że chyba faktycznie obracamy się w nieco innych środowiskach. Zarówno w szkole podstawowej, jak i średniej oraz na studiach, w pracy i w gronie znajomych - wszędzie spotykałam osoby grające, nie było ich wiele, to prawda, ale były, i nie były traktowane jako prymitywne. Chyba podstawową kwestią jest dobór środowiska, w jakim się obracasz, po co przebywać w gronie osób, które mają klapki na oczach? Inna sprawa, że nie zawsze mamy wybór takiego środowiska, może miałeś w tym względzie nieco mniej szczęścia...
@ Deepdelver
OK, może nie wyraziłam się do końca jasno, mea culpa :) Miałam na myśli nie tyle kwestie merytoryczne, co raczej atmosferę pracy (która po części wpływa na wydajność i jakość). Chodzi o to, że sytuacja, w której w jednym miejscu zatrudnieni są sami mężczyźni albo same kobiety, jest może nie tyle niezdrowa (to za mocne słowo), ale niewskazana choćby ze względu na higienę psychiczną i samopoczucie pracowników. Zobacz np. jak często bibliotekarki to śmiesznie wyglądające i zachowujące się dziwaczki - w bibliotekach pracuje za mało facetów :)
Oczywiście to wszystko nie znaczy, by w statusie zakładu pracy było napisane, że zatrudnionych kobiet i mężczyzn musi być dokładnie pół na pół, koniec i kropka. Oby wszyscy zatrudniali patrząc na kwalifikacje, a nie uprzedzenia, a względna równowaga powinna wytworzyć się samoistnie.
@ Deepdelver
Przyznam, że nie znam naszej branżowej prasy na tyle, by móc się wypowiadać o całości. Te czasopisma, które co jakiś czas przeglądam, w redakcji dziewczyn nie mają, a jeśli już pojawia się jakiś głos kobiecy, to zazwyczaj jako list do redakcji i jest traktowany jako ciekawostka. Piszesz, że jest nadreprezentacja redaktorek w stosunku do udziału kobiet w społeczności aktywnych graczy - kompletnie nie zdawałam sobie z tego sprawy i skoro rzeczywiście tak jest, muszę chyba sięgnąć po inne tytuły i przekonać się na własne oczy :)
I zgodzę się, że dawanie dziewczynom forów przy zatrudnianiu to jak najbardziej klepanie po pupie - zawoalowane, ale jednak. Decydować powinna fachowość i umiejętności bez względu na płeć. A inna sprawa, że równowaga w stosunku (bez skojarzeń ;) mężczyzn i kobiet - i to w każdej branży i sferze życia - jest stanem, do którego warto dążyć, bo obie płci wzajemnie się uzupełniają.
@ Pilav
Napisałeś: Świetny tekst, gratulacje (klep, klep po pupci ;)). Nie jestem uprzedzona, bo wiem, że to żart, tak samo jak to, co ja napisałam o klepaniu facetów :) A za pochlebną opinię dziękuję.
@ frer, Judith
Bardzo proszę, nie mieszajmy do tego feminizmu, to temat na osobną dyskusję, zresztą trudno o zagadnienie, wokół którego narosłoby więcej nieporozumień. Chodziło mi o to, że nazywanie kącika dla kobiet "kącikiem feministycznym" jest zwykłym błędem rzeczowym, bo sugeruje, że kobieta = feministka. Podobnie jak tytuł artykułu o kobietach tworzących gry, na który kiedyś trafiłam - "Feministki świata gier". Dlaczego feministka? Dlatego, że zrobiła karierę? Co za dziwne myślenie.
@ Judith
Bo temat ciekawy, szkoda jeno że w wersji dla dzieci z ADHD - to co mogło być wstępem do artykułu jest jednocześnie jego zakończeniem.
Wiesz, mogłabym pisać elaboraty, ale nie ma to chyba większego sensu w tym miejscu, zwłaszcza, gdy pamięta się o tym: http://firma.gry-online.pl/g_dane_demograficzne.htm
Widzę jednak, że boli, gdy ktoś nie daj boże zmienia czasem swój pogląd :) Tym niemniej nadal twierdzę, że cykl tych pogadanek niewiele ma wspólnego z filozofią i jego nazwa jest stanowczo zbyt "nadmuchana" względem zawartości.
Nigdy nie twierdziłam, że ten cykl ma cokolwiek wspólnego z filozofią... gdzież bym śmiała :) A nazwa? "Gram, więc jestem" nie należy traktować śmiertelnie poważnie - chodzi o ogólny wyraz tego, że granie jest dla nas wszystkich - piszących i czytających - ważne.
@ Pilav, frer
Skoro tak bardzo chcecie klepać mnie czy też dziewczyny w ogóle po pupie, to dla równowagi nastawcie też swoje - niektóre męskie pośladki całkiem nieźle nadają się do klepania ;)
@ Łosiu
W zasadzie sposób komunikacji pomiędzy odizolowaną grupą mężczyzn, czy też kobiet jest diametralnie różny gdy w jednym lub drugim gronie znajduje się osobnik lub osobnicy płci przeciwnej . Chyba każdy doświadczył tego czy w pracy w biurze, czy pubie czy w 100 innych miejscach i przypadkach. To samo ma miejsce w przypadku środowiska gier. Różnice będą zawsze bo… to w zasadzie prawa natury – tu samiec tam samica….. itd. :)
Jasne, że są różnice (i całe szczęście, bo inaczej byłoby nudno i wymarlibyśmy jako gatunek), chodzi o to, by traktować się nawzajem na poziomie i z klasą. A klepanie po pupie takim traktowaniem bym nie nazwała :)
@ Pilav
Mam wrażenie, że autorka za mało skupia się na przyczynie problemu - a są nią liczby. Chodzi mi oczywiście o dysproporcje ilościowe między graczami a graczkami. Mimo iż liczebność tej drugiej grupy cały czas wzrasta, to wciąż stanowi ona mniejszość. I póki ta mniejszość nie przestanie być mniejszością, tak długo będzie trwać klepanie po pupie.
W Stanach (wg badań ESRB) kobiety stanowią 40% graczy, czyli mniejszość jest w sumie nieznaczna. A i tam, z tego co czytam, narzekają na podobne traktowanie. W Polsce nie było badań na temat struktury płciowej graczy (a przynajmniej ja o takich nie słyszałam), ale wiadomo z obserwacji, że jednak do 40% nam jeszcze trochę brakuje. Tak naprawdę jednak myślę, że chodzi nie tyle o mniejszość/większość, ile o pewną zmianę w świadomości społecznej, na którą po prostu trzeba czasu.
@ Judith
feminizm = władza, nawet same feministki się z tym nie kryją
Przyznam, że nie za bardzo rozumiem, o co ci chodzi. Feministki mówią, że chcą rządzić? Chyba jednak o coś innego im chodzi...
@ Sandro
A ja się zastanawiam, skąd Louvette (a także Shuck) biorą swoje pomysły na artykuły :)
Trochę z głowy, trochę z nudów ;)
@ rob006_
A co to za "rodzime pismo branżowe", bo nie kojarzę...
Nie chciałam wymieniać tytułu, by nie piętnować pisma, które generalnie lubię - a już na pewno bardziej od ich jedynej bezpośredniej konkurencji (i niech to będzie wystarczająca wskazówka).
@ .BobiQ
A ja nie rozumiem dlaczego Simsy uważa się za grę dla bab? Przecież to bardzo dobra, innowacyjna gierka.
Pewnie, że kiedy pierwszy raz wyszła, to była innowacyjna i dobra! I pewnie dlatego spodobała się kobietom, które dotychczas stroniły od gier - bo to było coś innego, nowego. Niestety, utarło się, że kobiety lubią głównie Simsy. A tak nie jest.
@ globbi
W newsie jest błąd: obrazek przedstawia screen z Darfur is dying a podpisane jest Food Force
Faktycznie, dzięki.
Hmm... jeśli zabieg burzenia czwartej ściany miałby istnieć dla samego istnienia, to raczej nie miałoby to większego sensu, prawda? Skoro twórcy coś takiego obmyślili, to w konkretnym celu i właśnie po to, by do odbiorców dotrzeć.
@ $aimon
Nie jestem pewna, czy dobrze zrozumiałam, o co chodzi w twoim pytaniu... W każdym razie odpowiedź byłaby taka: burzenie czwartej ściany jest zabiegiem stosowanym przez twórców, natomiast efekty, jakie ten zabieg wywołuje, mogą być przeróżne: rozbawienie, zaskoczenie (te dwa przede wszystkim), poza tym zaniepokojenie, możliwość spojrzenia na przedstawione wydarzenia z innej perspektywy czy w nowym świetle, uzyskanie bardziej krytycznego odbioru... i wiele innych.
@ $aimon
Burzenie czwartej ściany działa w jednym kierunku dlatego, że opiera się na jednostronnej komunikacji twórcy z odbiorcą. Znajdując easter eggi czy bugi, nie wysyłasz twórcy żadnego komunikatu, dlatego nie burzysz ściany, a jedynie ją obchodzisz, odkładając na moment na bok opowieść przedstawioną w grze i koncentrując się na strukturze samego programu. Komunikacja ciebie jako gracza z twórcą ma miejsce właściwie tylko wtedy, gdy np. wysyłasz mu maila, ale to dzieje się już całkowicie poza światem gry, więc z burzeniem czwartej ściany nie ma nic wspólnego.
@ ffff
Ale mnie za słowa łapiesz :) Przecież napisałam, że są easter eggi odkrywane przypadkowo (i one burzą czwartą ścianę) i te, które trzeba samemu sobie "wywołać" wiedząc, że np. konkretna kombinacja klawiszy lub niestandardowe zachowanie je uaktywni. A skąd wiedzieć, jak je wywołać? Znaleźć sobie w sieci na przykład albo usłyszeć od znajomego, bo na własną rękę szukają chyba tylko ci, którzy mają za dużo czasu. Zresztą zerknij tu: http://www.eeggs.com/faq.html#discovered
Właściwie easter eggi w wielu przypadkach nie są przejawem burzenia czwartej ściany. W klasycznym rozumieniu easter egg to przecież humorystyczny motyw, odkrycie którego wymaga od nas wykonania odpowiednich czynności (np. wciśnięcia sekwencji klawiszy albo dotarcia w ukryte miejsce) i nie da się na niego trafić w trakcie normalnego biegu rozgrywki. Nie ma efektu burzenia, bo same poszukiwanie easter egga wymaga już od gracza świadomego obejścia czwartej ściany. Co innego easter eggi, które pomyślane są w ten sposób, by trafić na nie przypadkiem.
Powieść o niespełnionej miłości, romantyczny film i serial, opowiadający o codziennym życiu – oto co trafia do większości kobiet.
Warto by było dodać, że chodzi głównie o kobiety po trzydziestce :) I do tej grupy, z tego co wyczytałam, będą próbowali trafić producenci. Brawa za odwagę.
@ ffff
Nie miało być śmiesznie :) "Przymrużenie oka" może rzeczywiście jest w tym przypadku niefortunnym określeniem, raczej chodziło mi o dystans i nie branie całej tej koncepcji całkowicie serio.
@ ROJO
Tak jak pisze Mr.B-F, szanuję zdanie innych i nie zamierzam na siłę przekonywać do swoich opinii, a za słuszne odezwanie się uważam głównie wtedy, gdy padają bezpośrednie zarzuty pod adresem sensowności czy rzetelności tekstu. Cykl nie służy pokazaniu, co Louvette sądzi na dany temat (to akurat jest najmniej ważne), tylko... zresztą pisałam o tym wczoraj we wstępie i nie widzę sensu się powtarzać. Ale jeśli masz ochotę na polemikę, to nie będę się uchylać, czekam tylko na jawne zaproszenie ;)
Temat na siłę? Wodolejstwo? Ta zniewaga krwi wymaga ;)
A serio - temat nie jest bynajmniej wzięty z sufitu. Może nie napisałam tego wyraźnie (mea culpa), ale koncepcja grania jako religii czy też w ogóle jakichkolwiek powiązań gier z religią pojawia się od jakiegoś czasu w publicystyce growej. Odsyłam choćby do poświęconego w całości tej tematyce numeru mojego ulubionego magazynu "The Escapist": http://www.escapistmagazine.com/issue/91 (szczególnie artykuł "Counter /Cult/ure").
Moim zamierzeniem było pokazać, że można znaleźć analogie między graniem a religią, a nie, że granie jest religią - to subtelna, acz istotna różnica. Może pojadę teraz trochę zbyt mocno, ale w dzisiejszym zeświecczonym, areligijnym społeczeństwie Zachodu (od dawna mówi się o kryzysie wiary), właściwą swojej naturze potrzebę sacrum człowiek odnajduje w wielu innych, pozornie nie mających nic z religią wspólnego czynnościach (takich jak właśnie granie czy nawet wspomniane powyżej członkostwo w fanklubie "Ich Troje" albo kibicowanie drużynie piłkarskiej). I nie jest to moja osobista wydumana opinia, tylko ustalenia socjologów i antropologów kultury.
Mimo tego pozostaję na stanowisku, że warto jednak spojrzeć na to wszystko z lekkim przymrużeniem oka...
---> Dowodca_Pawel
Masz rację. Korzystałam z artykułu, którego autor najwyraźniej pomylił amerykański bilion (polski miliard) z brytyjskim bilionem (który równa się polskiemu): http://www.escapistmagazine.com/issue/89/7
Dziękuję za czujność :)
--> Viroxis
Nie chodzi o zastąpienie, lecz o uzupełnienie. Dzieci różnie przecież reagują i niektóre mogą odmawiać kontaktu z dorosłymi, grą natomiast mogą się zainteresować.
--> Misti
"Canis Canem Edit" to po łacinie "Pies zjada psa".
Disce puer latine ;)
Bijatyka bez pasków energii? Nie jest to może zupełna nowość, ale miła odmiana, a obserwowanie, jak wygląd przeciwników plastycznie zmienia się pod wpływem naszych ciosów to zawsze spora frajda. Świeży i ciekawy jest natomiast pomysł muzycznego aspektu interakcji z otoczeniem. Grałam w demo na X360 i muszę przyznać, że Icon zapowiada się smakowicie. W ogóle do tej serii mam sentyment, mimo, że moje gusta muzyczne leżą na przeciwległym krańcu w stosunku do dźwięków, którymi gra jest przesiąknięta :)
--> Rijen
Wybacz, ale w instrukcji gry nie znajdziesz porad na temat projektowania i hodowania, radzę dobrze ją przejrzeć.
Natomiast opisy gatunków w poradniku zawierają również informacje, które nie są podane w grze ani instrukcji i do których dojść można spełniając dopiero określone warunki. To ważne zwłaszcza dla osób, które zamierzają zdobyć dany gatunek pinaty (albo też wszystkie z nich).
Radzę przeczytać poradnik przed skrytykowaniem go :)
Zwróćcie uwagę na to, że w badani grali przez jedną godzinę dziennie. Podobno wszystko w nadmiarze szkodzi :)
---> U.V. Impaler
Niedługo raka będą grami leczyć.
Może nie od razu leczyć, ale...
https://www.gry-online.pl/newsroom/gry-pomagaja-dzieciom-chorym-na-raka-w-zwalczaniu-bolu/zd5116
---> jasio12346
1. tytuł newsa odzwierciedla ton wypowiedzi Coopera
2. naszym zadaniem jest, między innymi, informowanie o wypowiedziach ważnych osób w branży, niezależnie od tego, czy są to rewelacje, spekulacje czy "odkrywanie Ameryki", jak w tym przypadku
pozdrawiam serdecznie :)
$heyk -->
A że dziewczyny grają tylko w Simsy i rpg? Kolejna bzdura. News z daleka trąci feminizmem.
Cóż, to są obiektywne wyniki badań i feminizm nie ma tu nic do rzeczy. Nie chodzi przcież o to, że wszystkie dziewczyny grają tylko w Simsy i RPG, tylko że większość woli w nie grać.
Goozys[DEA] -->
Takie "Play Vanilla" trafi właśnie do takich kobiet, które wiedzą co z czym się je + reszta, którą to autor uraczył określić stwierdzeniem "kobiety należą do rzadkości i patrzy się na nie z mieszaniną nieufności, pobłażania i podziwu". Odpowiadając na pytanie z newsa... Tak drogi redaktorze, jest inaczej i to zdecydowanie.
Akurat jestem "autorką" a nie "autorem", ale mniejsza o to. Pytanie postawione było trochę prowokacyjnie i dobrze, że wzbudziło kontrowersje. Oczywiście, że są kobiety, które wymiatają w FPSach i bijatykach, ale przecież nikt nie zaprzeczy, że należą do mniejszości. Możesz się uważać za szczęściarza, że twoja druga połowa "wie co z czym się je", ale założę się, że większość obecnych tu panów wiele oddałaby za dziewczynę, która nie tylko toleruje ich zamiłowanie do gier, ale również je podziela.