Eh... Im więcej się dowiaduję z news'ów o Wiedźminie 4, tak mam wrażenie, że wyjdzie z tego taki Wiedźmin 4: Przebudzenie Mocy/TLoU2. Mam nadzieję, że się mylę i nie ma się co nakręcać negatywnie (i tak ogólnie myślę, że gra będzie całkiem dobra, ale i tak nie sprosta oczekiwaniom), ale no to co już wiemy sprawia, że nie mogę odpędzić się od myśli, że będzie to "zmarnowany potencjał".
Ciri główną bohaterką? No ok, do przeżycia (chociaż powoduje to wrażenie małości świata i myślę, że seria nie powinna się kręcić wokół "dziedzictwa Geralta" a rozpocząć całkowicie nowy rozdział) ale pomysł z tym, żeby przeszła mutacje wydaje się bardzo na siłę. Rozumiem, że to po to, żeby zachować lubiane przez graczy mechaniki (zmysły, znaki, eliksiry), ale to albo mogli wybrać jakiegoś wiedźmina znanego z sagi (Eskel, Coen, Lambert) albo pokombinować z jakimiś nowymi mechanikami i nie robić z Ciri pełnoprawnego wiedźmina (nie wiem, np. jakieś rozstawiane pułapki i narzędzia w walce z potworami?).
Jeżeli chcieli, żeby mc była kobieta, to mogli np. rozbudować lore szkoły Mantikory (która znacznie odbiegała od innych szkół) i tam wprowadzić kobietę albo jakąś szkołę na dalekim Południu.
Z resztą... Skoro to się dzieje stosunkowo niedługo po W3, to ciekawi mnie jak zaimplementują decyzje z poprzedniej odsłony - mam tu na myśli przede wszystkim zakończenia, bo w jednym z nich Ciri zostaje Cesarzową.
Nie wiem, trzymam kciuki, ale nie napawa mnie to optymizmem.
Z częścią wymienionych argumentów się zgadzam, ale nie z wszystkimi.
- fatalne tempo fabuły:
Mamy w miarę angażujący wstęp i końcówkę (czyli jakieś 5 godzin gry), ale to co jest pomiędzy to jakiś dramat. Robisz jedną misję główną, a potem 10 misji dla towarzyszy. Zamiast skupiać się na ratowaniu świata, bawimy się w psychologa, prowadzimy przydługie rozmowy z towarzyszami i robimy ich niekończące się misje.
- brak logiki w fabule
Mamy do czynienia z największym zagrożeniem w historii Thedas , którym powinien zajmować się cały świat. Zamiast tego zażegnaniem zagrożenia zajmuje się jakiś randomowy Rook. Wspomóc nas mogą jeszcze w większości wymyślone specjalnie na potrzeby tej części frakcje - które tak naprawdę w tym uniwersum mało znaczą. Żeby tego było mało to zamiast skupiać się na walce z tym zagrożeniem to nasz bohater musi rozwiązywać osobiste problemy towarzyszy i przepracowywać ich śmieszne traumy.
Generalnie fabułą jest po prostu słaba i sztampowa. Pod tym względem każda cześć serii jest na zupełnie innym poziomie. Dodam jeszcze, że bardzo mi się nie podobał ubogi epilog i żenujące "tajne zakończenie".
Odniosę się zbiorczo. Część zarzutów wobec gry można dosłownie przypisać do każdej gry z towarzyszami. Serio. Bycie "psychologiem" i pomoc towarzyszom nawet w obliczu egzystencjonalnego zagrożenia dla świata jest w każdej jednej tego typu grze. Wszystkie Mass Effecty, poprzednie odsłony tej serii, Baldur's gate 3 (inwazja ithilidów czy plany Martwej Trójki są tego typu zagrożeniem). Nie rozumiem tego zarzutu, w wyżej wymienionych przypadkach nikt nie robił z tego problemu.
Nie do końca wiem, co to znaczy, że fabuła jest "prosta i sztampowa", bez wejścia w szczegóły czy przedstawienie przykładów, które mają właśnie fabułę złożoną i skomplikowaną jest pustosłowiem. Fabuła jest po prostu dobra. Tylko tyle i aż tyle. Uważam, że jest lepsza niż w Origins, która tam dopiero była sztampowa i lepsza niż w Inkwizycji - Veilguard ma lepsze tempo, lepszych antagonistów, lepsze zakończenie i żaden wątek nie jest tak niedorzeczny jak wątek Szarych Strażników w poprzedniej odsłonie. II jednak nadal pozostaje najlepszą w serii.
Zgodzę się natomiast, że Rook raczej na początku fabuł powinien uderzać raczej wprost do władz Tevinter, natomiast to, że wszyscy nie jednoczą się uniwersalnie przeciwko większemu zagrożeniu nie jest niczym dziwnym. W przypadku Plag, które też były zagrożeniem dla całego Thedas, też królestwa też z sobą nie współpracowały.
-fatalni napisani towarzysze:
Mimo, że poświęcono im ze 3/4 gry to nic nie zmienia. Skoro są oni napisami według jednego schematu - każdy z nich jest zafiksowany na jakimś jednym temacie/problemie i musimy mu z nim pomagać. Na przykład taki Darwin na tego swojego gryfa i na tym oparto całą jego postać i wątek. Temat gryfów to w zasadzie jedyne o czym można z nim porozmawiać. Strasznie jednowymiarowe. Jedynie Emrich i Bellara nieco się tutaj wyróżniają, bo ich wątki są w miarę ciekawe.
Każdy z nich ma też na końcu swojego wątku jakiś wybór, ale poza Emrichem to w zasadzie te wybory nie mają żadnego znaczenia i nie wiem po co one są wrzucone.
Mimo, że towarzyszom poświęcono multum czasu to tak naprawdę żadnego z nich specjalnie nie polubiłem - pewnie przez fatalnie napisane dialogi.
I znowu - nie do końca rozumiem, dlaczego jest to zarzut. Baldur's gaste 3 (które przytaczam tutaj, przez wzgląd na to, że jest to gra powszechnie lubiana i też oparta o towarzyszy) też jest oparta o jeden główny problem danego towarzysza - Lae'zel i wieroność Vlakith, Karlach i jej serce, Wyll i jego kontrakt, Gale i jego Kula, Shadowheart i jej wiara, Astarion i jego pan.
- infantylność dialogów
Niektóre dialogi takie są. Inne są naprawdę dobre a inne po prostu średnie. Nie powiedziałbym, że dialogi są w tej grze (tak zbiorczo) słabe a raczej średnie.
- fatalnie napisane romanse
W zasadzie się zgadzam, ale w ramach sprostowania, to akurat za napisanie towarzyszy i ich wątków jednak odpowiadali jeszcze weterani Bioware, którzy pracowali tam od dawna.
- kompletne zmarnowanie świata Thedas:
Akurat jeżeli grało się w poprzednie części, to niezniewolone elfy w Tevinter nie są niczym dziwnym - siostra Fenrisa pojawiająca się w Dragon Age II i ogólnie instytucja libertati. Nie jest też tak, że niewolnicy w antycznym Rzymie czy Grecji wszędzie chodzili skuci łańcuchami, tym bardziej, że tutaj klasę wyższą stanowią magowie i magia krwi nie jest zakazana, więc łańcuchy nawet nie są aż tak potrzebne, więc tutaj też analogicznie możemy założyć, że część NPC, których mijamy to niewolnicy. Przyznam szczerze, że grając w poprzednie odsłony, tak mniej więcej wyobrażałem sobie Tevinter a nie jako "hardcorowe złe imperium fantasy".
- wciskanie woke na siłę
O "woke" nie ma sensu dyskutować. Przekonanych się nie przekona.
- uproszczenia elementów RPG
Tutaj akurat nie zostało nic uproszczone, przynajmniej nic względem Inkwizycji. Ten sam poziom skomplikowania a można by się kłócić, że Veilguard jest jednak trochę bardziej skomplikowany, chociaż nieznacznie.
- mała ilość przeciwników
W zasadzie przez całą grę włączymy z tymi samymi typami przeciwników, którzy tylko z upływem gry dostają wyższy lvl...
Akurat przeciwników jest relatywnie sporo - kilka typów demonów, kilka typów mrocznych pomiotów, elfie konstrukty, nieumarli, kilka typów Qunari z Antaam, kilka typów Venatori, elfy z wizji przeszłości Solasa itd.
Odniosłem się, bo całość sprawia wrażenie merytorycznej krytyki, ale jeżeli przeczyta się całość, to jednak przebija takie zafiksowanie na punkcie "woke" i jednej sceny z gry.
W zwiastunie mamy:
> Silną, niezależną kobietę walczącą z potworami i patriarchatem wykorzystującym kobiety
> Narzucenie jednego, kanonicznego zakończenia Wiedźmina 3
W to mi graj, ale cholera... Czy tylko ja mam wrażenie, że gdyby to był zwiastun gry Ubisoftu czy tam EA to ludzie z wymienionych wyżej względów już by a priori uznali za totalny crap?
A co do samego zwiastuna, to ok. Po cichu liczyłem, że jednak pójdą drogą Cyberpunk 2077/Dragon Age Veilguard i dadzą nam bohatera z zarysowanym charakterem, którego będziemy mogli stworzyć w generatorze.
No i też kuje mnie to narzucone zakończenie Wiedźmina 3.
Niestety
To nie gra Bioware czy Larianów.
Powiedz mi, że nie grałeś w żadną grę CD Projekt Red, nie mówiąc mi o tym:
Wiedźmin 2: Filippa Elihart i Cynthia, Detmold, Margot i Derae z Flotsam
Wiedźmin 3: Myśliwy z Białego Sadu
Cyberpunk 2077: Clarie Russell, Judy
Wymienione przykłady to tylko tak z pamięci, możliwe, że o czymś zapomniałem.
Pozwolę sobie napisać przemyślenia, które mam po ukończeniu tej odsłony. Być może napracowałem się na darmo, ale może znajdzie się ktoś, komu ta amatorska recenzja pomoże w podjęciu decyzji o zakupie tej gry.
Gra jest... Po prostu w porządku, określiłbym ją jako lepszy średniak, czyli dokładnie to, czego się spodziewałem i jest (mniej więcej) na poziomie innych odsłon serii, którą bardzo lubię, ale te gry nigdy nie były dla mnie jakimś objawieniem.
Bez sprzecznie jednak, jest ona inna od poprzednich odsłon, które oczywiście też między sobą się różniły, ale ta chyba najbardziej odeszła od korzeni serii. Zasadniczo, jeżeli komuś tak radykalna zmiana przeszkadza, to w pełni to szanuję. Gra nie jest dla niego, recenzja zapewne i tak nie zmieni zdania tej osoby i to jest w pełni w porządku.
Grę można streścić zdaniem: "Słaby RPG, przyzwoity akcyjniak z bardzo dobrym systemem walki i koszmarnie nierówną fabułą."
Zaczynając od wspomnianych aspektów RPGowych, to jest jednak pewien element, który się broni - backstory postaci. Wybór frakcji, do której należy nasza postać, wprowadza zaskakująco dużo interakcji z nią związanych, powiedziałbym, że mniej więcej na poziomie reaktywności, jakie wprowadzało pochodzenie postaci w Cyberpunku 2077. Są też wybory, które mają znaczenie - oczywiście, są one do pewnego stopnia iluzoryczne, ale w praktyce każdy RPG ma z tym problem. No ale z dobrych elementów w tym aspekcie to tyle, praktycznie każdy pozostały element jest albo słaby albo przeciętny. Bioware zdecydowanie powinno porzucić kołowe menu dialogów z parafarazami i oznaczonymi ikonkami tonu, to relikt przeszłości. Poza tym, te oznaczenia tonu są bez sensu, bo w praktyce wiele opcji dialogowych oznaczonych jako "agresywne" są jedynymi racjonalnymi. Powinni albo powrócić do klasycznego modelu, jaki był w Origins albo kompletnie zrezygnować z wyboru dialogów i narzucić nam bohatera z silnie zarysowanym charakterem.
Muszę za to pochwalić model walki, gdyż jest on bardzo przyjemny. Oczywiście, nie jest on taktyczny, ale nie znaczy, że jest on samoistnie zły. To po prostu kompletnie inna para kaloszy. Często można się spotkać z porównywaniem go do God of War, u mnie jednak bardziej budzi skojarzenia z Wiedźminem 3 - mamy nawet odpowiednich znaków, w postaci aktywnych umiejętności i skillów towarzyszy. Twórcy bardzo dopracowali "basic combat", oparty o parowanie, lekki i silny atak, unik i atak dystansowy. Feeling z niego płynący jest bardzo przyjemny. Odpowiednie ścieżki obrane na drzewku rozwoju pozwalają dodatkowo na ulepszanie tej walki, poprzez wprowadzanie dodatkowych combosów. Dodatkowo, do modelu walki zaimplementowano kilka ciekawych mechanik, jak synergie pomiędzy skillami kompanów, odporność przeciwników, którą trzeba zeskrobywać z nich odpowiednimi atakami czy wreszcie system run. Rozczarowuje natomiast bardzo niewielka ilość skilli aktywnych, gdyż tak naprawdę nic nie stało na przeszkodzie, żeby można było używać ich więcej. Zawodzi też nieco uboga możliwość customizacji towarzyszy, która choć dalej istnieeje, to w bardzo ubogiej postaci.
Wspominani towarzysze są ok, ale problemem jest to, że część z nich jest strasznie przerysowana - zwłaszcza Lucanis czy Neve. Pozostali są w porządku. Fajne jest to, że towarzysze wchodzą z sobą w interakcje i odwiedzają się w swoich pokojach w Latarni. Brakuje jednak między nimi jakiegoś konfliktu, rywalizacji. Przyznam, że największym zaskoczeniem dla mnie okazała się Belara, bo chociaż na początku sprawia wrażenie kolejnej PeeBee czy Sery, tak wraz z poznawaniem tej postaci widać, że bliżej jej do Merrill i twórcy starali się napisać ją tak, by nie miała tych cech dwóch wspominanych postaci, które zrażały do nich fandom.
Nie samą walką jednak żyje człowiek. Fabuła jest mocno
nierówna - gra ma bardzo słaby prolog, który jest kierowany przede wszystkim do graczy niezaznajomionych z serią, pełno w nim ekspozycji. Nie pomaga też fakt, że postać Varrica bardzo źle się zestarzała. W dobie, gdy wszystkie postacie są "wygadane", Varric nie jest już tak interesujący jak kiedyś. Gra jednak z każdą kolejną godziną staje się pod tym względem coraz lepsza, aż do kontrowersyjnego finału, który pewnie zepsuje całość wrażenia niektórym graczom. Sama konstrukcja fabularna sprawia, że w głowie pojawiają się uzasadnione pytania, np. dlaczego Rook, wiedząc, że mierzy się z "elfickimi bogami", nie stara się w pierwszej kolejności uderzać do władców Tevinter, a skupia się na pomniejszych frakcjach? Takich pytań w trakcie całej rozgrywki pojawia się jeszcze kilka, co bezsprzecznie jest wadą.
Spotkałem się z narzekaniami na voice acting, ale moim zdaniem jest on przyzwoity. Nie jest wybitny, ale daleko mu do złego. Ma nieco niechlujny voice directing, ale nadrabia to aktorami - zwłaszcza niski ton 1 głosu męskiego Rooka, Belara czy Neve starają się oddać postać, w którą się wcielają.
Gra ma vibe serialów czy książek fantasy z gatunku "young adult". Całkiem przyzwoitego young adult, ale jednak w dalszym ciągu "young adult". Jest to spowodowane tym, że postacie nie reagują zbyt na to, co widzą i się w małym stopniu do tego odnoszą. Widok wioski dotkniętej plagą czy sali tortur może zaburzy im humor, ale tylko na jeden krótki dialog - np. w queście, którym rekrutujemy Lucanisa, nikt nie reaguje na to, co Venatori robili z swoimi więźniami. Wiem, że starsze odsłony nie były lepsze pod tym względem, ale po grze wydanej w 2024 należałoby tego oczekiwać.
Wymieniając pomniejsze zalety, które zapewne nikogo do zakupu nie przekonają, ale dopełniają obrazu gry: świetny design pancerzy i broni (oczywiście nie wszystkich), cudnie zaprojektowane lokacje, styl graficzny który w faktycznej rozgrywce prezentuje się dużo lepiej (a z wyłączonym bloom'em, gra wygląda niemalże jak Inkwizycja), świetny kreator postaci (w którym można stworzyć naprawdę dobrze wylądającego Qunari), dużo różnych, przyjemnych detali i niektóre designy były strzałem w dziesiątkę - zwłaszcza bardziej eteryczny wygląd demonów i duchów z Pustki czy rezygnacja z absurdalnych hełmów Venatori.
Z pomniejszych wad, mogę wymienić niektóre decyzje designerskie - zwłaszcza nowy design mrocznych pomiotów czy cała stylistyka Antiviańskich Kruków, która jest zbyt edgy. Pewnie kilka innych wad by się jeszcze znalazło, ale będąc szczerym, to były one na tyle małe, że nie przeszkadzały mi w rozgrywce.
O reprezentacji osób LGBTQ+ czy neurodywergentnych nie ma co się rozwodzić, jednym to będzie przeszkadzać, jedni uznają to za zaletę a większości będzie to obojętne.
spoiler start
Mam też przemyślenie odnośnie świata przedstawionego - w Veilguard zostało bardzo mocno zarysowana różnica w poziomie rozwoju pomiędzy południem i północą Thedas. W jednym z dialogów zostaje wspomniane to, że w Tevinter funkcjonują już gazety. Przypomina mi to trochę świat Pillars of Eternity i różnice pomiędzy zaściankowym Jelenioborzem i Republikami Vailiańskimi.
spoiler stop
Mam jeszcze jedno przemyślenie:
Gra w trakcie produkcji przeszła przynajmniej jedną, diametralną zmianę koncepcji - od sieciowej gry-usługi do singlowej gry, a niektóre źródła donoszą, że zanim pracowano nad grą usługą, to pracowano nad kontunuacją Inkwizycji, w której mielibyśmy się wcielić w znanego z poprzednich odsłon Inkwizytora. Dlaczego w ogóle o tym wspominam? Bo to bardzo widać. Oczywiście, możemy tylko spekulować, ale nie trudno przypuszczać, że wiele mechanik to pozostałości po grze usłudze, które przez brak czasu i oszczędność wykorzystano ponownie - cały system frakcji i ulepszania ich sklepów wygląda jak żywcem wyjęty z Destiny 2 czy Warframe. Huby tychże frakcji budzą analogiczne skojarzenie czy wreszczie ograniczenie do tylko 3 sklli aktywnych możę sugerować, że pierowotnie rolę kompanów mieli sprawować inni gracze i pewnie po to została ograniczona ich ilość, żeby ułatwić graczom twqorzenie combosów.
Oczywiście, są to spekulacje, ale bez względu na to, jak ta gra się sprzedała i czy była sukcesem (nadal możemy tylko spekulować), to wydaje mi się, że była ona tańsza w produkcji, niż podejrzewa wiele osób. No ale pewnie się kiedyś o tym przekonamy. No i też trzeba przyznać, że gra wyszła z producenckiego limbo i że Bioware udało się dostarczyć całkiem przyzwoitą grę - i odbieram to jako dobry prognostyk, bo jeżeli prace nad Mass Effect 5 rozpoczną z jasno wytyczoną wizją, to mogą usprawnić to co działało w Veilguard i nie powielać błędów.
Wracając do tematu Veilguard, to oczywiście nie jest to gra bez wad, które z resztą wciągu tej recenzji wymieniłem. Myślę, że warto dać tej grze szansę, ale gdy będzie na jakiejś poważniej przecenie. Osobom niezaznajomionym z serią, doradziłbym jednak rozważenie, czy nie warto zapoznać się z tą grą już teraz, bo co prawda najprawdopodobniej nie będzie to najlepsza gra, jaką kiedykolwiek zagrają, ale może być to bardzo przyjemna i luźna przygoda, która dostarczy prostego acz często potrzebnego funu.
Myślę, że ciężko porównywać wyniki sprzedaży tak różnych gier. Targety tych gier są inne. Poza tym, wydaje mi się, że survival horrory to jednak niższa, Myślę, że istnieje relatywnie spora część graczy, która może by i zagrała, ale nie lubi się bać. Takiej bariery wejścia wyżej wymienione gry nie mają. Wydaje mi się, że też powinno się uwzględnić siłę poszczególnych marek. Np. wymienienie w tej liście Warhammera wydaje mi się bezsensowne, bo to jednak funkcjonująca od wielu lat multimedialna marka o ugruntowanej pozycji a w dodatku jest to gra multiplayer, więc też porównywanie bazy graczy powinno to uwzględniać. Dragon Ball też jest nieporównywalnie bardziej rozpoznawalne. Jedynie ReFantazio można by tu sensownie porównywać, ale też wydaje mi się, że ta marka też jest dużo silniejsza niż Silent Hill, który przez ostatnie lata było martwe.

Opierając się na SteamDB:
https://steamdb.info/stats/globaltopsellers/?category=&tagid=
Jeżeli przefitrujemy wynik wyszukania, wyłączając z listy:
1. Gry, które już miały swoją premierę (co wydaje mi się tutaj kluczowe)
2. Gry mulitplayer (bo to jednak w zdecydowanej większości zupełnie inny target i raczej w większości nie ma między nimi bezpośredniej korelacji)
3. Gry free-to-play
4. DLC
To nowy Dragon Age będzie wysoko.
Nah, ogólnie tematyka bluźnierstw, wypaczania motywów związanych z religią czy przedstawiania jej jako złej przy równoczesnej pochwale pogaństwa, szamanizmu czy przedstawianiu demonów jako "niezrozumianych" jest już tak bardzo przeruchane w wszystkich mediach, że teraz to tylko powoduje znudzenie i poczucie odtwórczości. I piszę to jako ateista.
Akurat co-op w tej serii to bardzo dobry pomysł, przynajmniej od czasu Origins. Strasznie brakowało tego e Odyssey, gdzie mógłby to być fajny dodatek do systemu z tymi najemnikami, którzy nas ścigali (gdyby dodali elementy rywalizacyjne). Pytanie w jakim stanie jest Shadows i czy nie będzie to niepotrzebne marnowanie zasobów, na grę która może mieć szereg innych problemów.
ale ogromna część fanów oczekiwała gry w Japonii z Japończykiem jako głównym bohaterem.
Czyli to Naoe w końcu wycieli czy jak?
chciałbym w Japonii grać Japończykiem
A to mi ludzie tutaj wmawiali, gdy napisałem ironiczny komentarz pod artykułem dotyczącym Ghost of Yotei, że to wcale nie jest tak, że istnieje grupa graczy, która wypowiada się tak, jakby w Shadows nie będzie można grać jako Naoe.
To, że niewątpliwie istnieją gorsze produkcje, nie znaczy to, że Seven Deadly Sins jest jakkolwiek dobre. To anime ma wszystkie te elementy z japońskiej kultury, które są dla europejskich widzów za ciężko strawne/ich obecności nie postrzegamy jako zalety oraz dużo tych mało interesujących - zboczony protagonista, postacie loli (ale mają 1000 lat, więc chill), groomingujący King, brzydki lub bezsensowny design strojów różnych postaci (zwłaszcza Merlin), dziwna niekonsekwencja w kreacji świata przedstawionego (np. czemu Drole ma 4 ręce, jak funkcjonują demony itd.), dziwne skalowanie mocy itd.
O ile pierwsze dwa sezony były jeszcze do przełknięcia, głównie za sprawą fajnych walk i kilku postaci, tak kolejne sezony mocno straciły na jakości i już nie było nic wartego oglądania.
Lepszym rozwiązaniem byłby tryb co-op w jakiejś głównej odsłonie (mógłby nawet zawierać jakieś elementy rywalizacji, nie tylko współpracy) albo wrócić do trybu multi jak w starszych odsłonach i gdyby się on pozytywnie przyjął to dopiero potem wydać jako samodzielny tytuł.
Ok, rozwinę swoją myśl. Nie chodziło o to, że ktoś się czepiał Naoe, chociaż i takie głosy były, lecz niekoniecznie na tym forum.
Chodzi mi o narrację typu: "No jak Ubisoft mógł stworzyć grę osadzoną w Japonii bez rdzennego Japończyka? To obraża ich kulturę!" Jasne, to pewne uogólnienie z mojej szeregu różnych komentarzy na temat AC Shadows. W całej tej otoczce wokół postaci Yasuke Naoe stała się całkowicie niewidoczna, jakby nie była równorzędnym (a powiedziałbym nawet, że ważniejszym) bohaterem. Problem z tą argumentacją, że Yasuke nie jest rdzennym Japończykiem i będzie zabijał Japończyków był obalany przez właśnie obecność postaci Naoe, którą będziemy mogli kierować. Oczywiście, ten argument był stosowany bezpośrednio w kontekście Yasuke, ale był to argument w złej wierze. Ludziom przeszkadzał nie brak postaci, która pochodzi z Japonii bo taką postać mamy i osoby które powoływały się na ten argument doskonale o tym wiedziały.
Nie wiem czy wiesz, ale robisz dokładnie to samo co skrajności po przeciwnej stronie robili z Jamesem Gunnem czy Giną Carano.
Co??? Ganie kobietą? Przecież japońskie kobiety nie są równorzędne z japońskim mężczyznami. Gdzie jest turbo męski mężczyzna-samuraj? Bez niego ta gra jest obelgą wobec japońskiej kultury. Ta postać przynajmniej nie powinna być brana pod uwagę jako główna bohaterka czy jakoś tak, nie wiem, bo nie stosuję podwójnych standardów.
Nowe pokolenie gejmingu.Wydam 300 ziko pogram do dwóch godzin,skrobnę reckę, ponarzekam na wymóg konta zrobią zwrot zassam na lewo,i mam 300 ziko w kieszeni.Polityka nowych gejmerów
Źródło: Przemyślenia i przeczucia, przyprawione szczyptą niskiej samooceny, którą trzeba ratować poprzez próbę umniejszania innym.
Mam takie samo podejście. Też mnie zmęczyła formułą współczesnych cRPG i z chęcią zagram w bardziej korytarzową przygodę.
O ile byłem ostrożnie optymistyczny w stosunku do Veilguard, tak to nagranie mnie totalnie kupiło:
https://www.youtube.com/watch?v=PrqR1vbTSbk
Ale hej - ostateczny wyrok wydam po tym, jak już sam ogram.
Tak, wyglądają brzydko, ale z drugiej strony - nie każda rasa musi wyglądać atrakcyjnie. W Baldur's Gate 3 pół-orkowie są brzydcy i nikt nie robi z tego powodu żadnych wyrzutów
Pewnie nikt się ze mną tutaj nie zgodzi, ale co tam...
Tak, nowy model Qunari jest bardzo brzydki.
Uważam jednak, że to dobrze.
Naprawdę nie każda rasa w świecie fantasy musi być atrakcyjna. W Baldur's Gate 3 czy w Skyrim mamy np. Orków/pół-orków i nie wyobrażam sobie, żeby mieliby oni być domyślnie atrakcyjni.
Nie zgodzę się też co do oceny tego, że wyglądają jak ludzie z rogami. To właśnie też bardzo duże czoła nadają im bardziej unikalnego wyglądu. Wcześniej to po prostu byli ludzie z rogami albo tieflingi w domu (o czym najlepiej świadczy mod do BG3, który dodaje rogi qunari z DAI do wyboru dla diabelstwa).
No i ostatnia kwestia - nie uważam, żeby Iron Bull czy Arishok oraz jego żołnierze byli reprezentatywni do tej rasy, tak samo jak żołnierze oddziałów specjalnych nie są reprezentatywni dla przeciętnego mieszkańca danego kraju. A tym właśnie byli Qunari w Kirkwall.
Kiedyś ogram... Jakieś Legendary Edition czy coś. Pewnie też ten overhaul z Star Wars będzie jeszcze bardziej dopracowany, więc wtedy myślę że będzie to całkiem przyjemna gra, jak Fallout 4, którego ograłem po kilku latach od premiery.
Panie, zawsze możesz pograć w Dragon Age Fortnite Edition, tam powinno być ciekawie
Tymczasem Inny użytkownik kilka komentarzy powyżej:
Co to jest fortnajt z tym spadniem ?
Kurcze, coś dużo tych klonów Fortnita, co nie?
No niestety... Obie strony (twórcy jak i widzowie) nie potrafią odróżnić hejtu od krytyki. Teraz z jednej strony każda przejaw krytyki jest wkładany przez twórców do jednego worka z hejtem, z drugiej niektórzy myślą, że jak napiszą "gówniany serial lol XD" bez żadnej argumentacji to jest to konstruktywna krytyka.
No nie? Widząc tego typu newsy czy też newsy o wynikach takich gier jak Concord oraz SS:KtJL a także o problemach w Ubisofcie zastanawiam się, czy szykują się jakieś większe zmiany na rynku gier
No proszę, różnica pomiędzy Archetype, a "nowym"/obecnym Bioware (da podstawie nowego Dragon Age) - mnóstwo wyborów które będą mieć wpływ na świat i towarzyszy oraz samego bohatera vs. brak istotnych wyborów które wpłyną na zakończenie/otoczenie.
Skąd takie informacje o jednej i o drugiej grze?
Prawda jest taka, że na sukces gry, jej odbiór i późniejszy ewentualny status "legendarnosci", ma wpływ więcej czynników niż kto jest developerem.
Często nawet sami twórcy nie mają pojęcia dlaczego ich wcześniejsze dzieło okazało się spektakularnym sukcesem i nie potrafią już tego sukcesu powtórzyć, pomimo starań. Dzieje się tak nie tylko w grach, ale filmach czy muzyce również.
Mhm... No popatrz, a na GOLu panuje powszechne przekonanie, że osoby, które są nazywane w tego typu newsach weterranami danej firmy były dosłownie spiritus movens swojego poprzedniego miejsca pracy i bez nich dany developer nigdy, podkreślam nigdy nie ma szansy stworzyć dobrej gry, więc idąc tropem tego myślenia, ci weterani powinni być zawsze w stanie dowowzić świetne tytuły.
Storytelling leży i kwiczy na twoim queście by usunąć kijanke postanawiasz... włożyć więcej kijanek!
Ehhhh... Trochę zbyt daleko idące uproszczenie.
Nie wkładasz więcej kijanek, tylko "wchłaniasz" z niej moc (w scenie kijanka w obłokach magii unosi się w powietrze po czym znika, więc nie zagnieżdżamy jej w mózgu jak w przypadku tej pierwszej) i to nie jest losowe działanie, tylko robimy to pod wpływem rad Strażnika (którego możemy zignorować).
Tacy ludzie, jak twórcy tej gry najbardziej szkodzą branży, bo przez ich durne praktyki i wypowiedzi potem gry, które nie mają silnego ideologiczne przekazu potem są postrzegane w taki sam sposób, bo np. mają czarnoskórego bohatera czy główną postacią jest kobieta.
Zgadzam się. Jej historia powinna była się zakończyć w Rebeliantach.
Eh... Jak zawsze wszystkiemu winne są te mityczne "silne kobiety" a nie Dave Filoni który wpycha swoją waifu do niemal każdej produkcji od czasów początku Wojen Klonów (czyli jeszcze na długo przed czasami Disneya) i nie pozwolił jej zginąć w Rebeliantach gdy była ku temu dobra okazja.
To tragedia. Gdzie rynek gier komputerowych jest zabijany, ponieważ wszystkie gry muszą wyglądać tak samo
Niby źle, że wszystkie gry wyglądają tak samo, ale jak gra nie celuje w realistyczną grafikę, to już jest źle, co widać na przykładzie nowego Dragon Age.
Że z wyglądu w sensie? To ok. Bo z charakteru to tak ciężko ocenić tylko po udostępnianych przez Ubisoft materiałach.
Na pewno zagram, bo lubię świat przedstawiony, ale walka wygląda niezbyt zachęcająco (pewnie jest lepiej bez kompana) a UI uważam za mało czytelne, ale to chyba plaga w ostatnio zapowiadanych grach (tak samo jest w przypadku Veilguard). Chociaż pewnie UI będzie się dało pewnie wyłączyć, więc luz.
Huh? No może się "łudzę", nie wiem. Po prostu chciałbym, żeby ta gra była dobra. Zawsze myślałem, że im więcej dobrych gier, tym lepiej, ale chyba jednak gracze chcą, żeby jak najwięcej gier było słabych.
Oczywiście, gra może się okazać słaba. Jak najbardziej dopuszczam taką możliwość. AC Valhalla na przykład przed premierą też dla mnie zapowiadała się bardzo dobrze, a potem się okazało, że w mojej ocenie była to najgorsza odsłona w serii, także ja się z osądem wstrzymam.
Nie wiem jaki jest Starfield nie grałem.
Też nie zagłębiłem się w swoją ocenę Andromedy. Stwierdziłem tylko, że była lepsza niż wiele osób ją ocenia, bo sporo osób oceniało ją jako totalny syf, a dla mnie to był przyjemny średniaczek, gorszy od OG trylogii.
Natomiast stwierdzenia typu: "Studio X nie wydało żadnej dobrej gry od tytułu Y" jest dla mnie bardzo dziwne, bo po pierwsze zakłada, że istnieje pewna stała pula poziomu umiejętności na świecie. W sensie tylko starzy pracownicy coś potrafili, nowi nie potrafią nic (co jest często zrozumiałe, bo jakoś trzeba zyskać doświadczenie w branży) ale (co stanowi clou całego założenia) nowi nie uczą się niczego nowego a jedynie pozostają na tym samym poziomie. Na szczęście tak nie jest, czemu dowodzi chociażby Studio Spiders, którzy z każdą kolejną premierą wydawali coraz lepsze tytuły, także możliwym (co znowu zostanie zweryfikowane po premierze) jest, że po dwóch porażkach będzie to punkt zwrotny dla studia i ludzie pracującym w Bioware/EA nauczyli się na swoich porażkach.
No tylko... Że tak gra jeszcze nie wyszła, to co mam wypierać?
Tak, po Inkwizycji nastąpił spadek jakości gier Bioware. Tak, Andromeda była gorsza od oryginalnej trylogii (chociaż i tak lepsza niż niektórzy przedstawiają). Tak, Anthem było niewypałem.
Czy Veilguard będzie słabe? Odpowiedź brzmi: Nie wiem. Po prostu. Może tak, może nie. Materiały upublicznione przez twórców na to nie wskazują, ale taka ich rola. Ja się przekonam po premierze i tyle. Można mieć swoją intuicję, ok, ja też mam.
Ale daru prekognicji nie mam
Czy mógłbyś trochę rozwinąć swoją wypowiedź? Zwłaszcza ten fragment o dymie.
Przecież na gameplay widzimy atak smoka, to chyba normalne, że wszystko płonie. No chyba, że chciałbyś płonące budynki z samym ogniem, ale bez dymu?
No właśnie. Było wiadomo. Już przed jej prezentacją. Działa tu efekt samospełniającej się przepowiedni – jeśli od początku zakładamy, że coś będzie złe to każda drobna wada będzie się wydawała potwierdzeniem naszych założeń a dobre elementy są spychane na dalszy plan.
Obejrzałem ten gameplay wcześniej na stronie EA i mam następujące przemyślenia:
1. Bez sensu, że dają ważne spojlery w materiale promocyjnym, gdy wcale to nie było potrzebne. Ogólnie mam wrażenie, że w tej grze będzie bardzo dużo potwierdzania fanowskich teorii i się trochę martwię, czy twórcy nie odsłonią zbyt wielu tajemnic świata przedstawionego i nie pójdą w fan-service.
2. Ekran Ekwipunku jest utrzymany w stylu II/Inkwizycji (mam na myśli to, że nie ma rozbicia na rękawice i buty tylko dostajemy hełm + pancerz)
3. Dalej mamy do czynienia z 3 aktywnymi skillami, przypisywanymi do paska.
4. W praktyce mamy 5 umiejętności aktywnych: 3 z drzewka, specjalny atak, rzut tarczą (pewnie w przypadku innych klas będziemy mieć odpowiednie zamienniki)
5. Patrząc po drzewku umiejętności, budzi ono nieciekawe skojarzenia z AC: Valhalla. Co ciekawe, można odnieść wrażenie, że niektóre zdolności z drzewka działają a podobny sposób jak te zdolności aktywne, ale nie trzeba ich przypisywać. Mam tu na myśli to, że możemy zadawać płonące ataki jeżeli wykonamy perfekcyjną kontrę (1:25)
6. Tak jak podejrzewałem, core walki został rozbudowany względem poprzednika. W Inkwizycji mieliśmy de facto jeden atak podstawowy, reszta to były przypisane do paska umiejki. Tutaj widzimy, że takie czynności jak zasłona tarczą czy unik są wykonywane bez skillów aktywnych (a w Inkwizycji to już były dwa sloty na pasku). Widzimy też, że postać jest w stanie atakować tarczą w trakcie zasłony czy wykonywać ataki z wyskoku.
7. Nie jestem fanem takiego zarządzania towarzyszami i przynajmniej na ten moment postrzegam to jako minus. Może okaże się fajne w praktyce, może nie. Lepiej by było, jakby zostali przy starym systemie lub porzucili zarządzanie w całości. W każdym razie ten element geampalyu sprawia, że jest on stosunkowu unikalny.
8. Design mrocznych pomiotów, przynajmniej tych zwykłych "hurloków" nie podoba mi się. Natomiast pozostałe typy widoczne na gameplayu (te z oszczepami i toporami) są dużo lepsze. Ogólnie widać, że odeszli od designu opartego o "a'la orków" chodzących w zbrojach i tworzących własną broń do bardziej dzikich bestii/zombie. Może będzie to mieć uzasadnienie fabularne i jest to wpływ Elfich Bóstw? Widzimy też na nich (chyba) czerwone lyrium (lub coś podobnego) więc to też może mieć związek.
9. Mam nadzieję, że będzie się dało wyłączyć dużą część UI w menu, zwłaszcza podeświetlenie ataków dystansowych przeciwników.
10. System run może być fajnym rozwinięciem systemu walki, w zależności od tego jak duży będą miały wpływ na rozgrywkę (czy tylko podbicie statystyk czy jakieś dalej idące zmiany). Z resztą - wydaje się, że runy też działają trochę na podobnej zasadzie jak aktywne skille. W 0:40 widzimy, że 2/3 z zaprezentowanych run mają działanie zbliżone do właśnie tych zdolności (leczenie i zamrażanie).
11. Specjalizacje (Podklasy) są takie same jak w Inkwizycji.
12. Ciekawi mnie, patrząc po ekranie ekwipunku, czy będzie się dało w locie przełączać między bronią główną a drugą (w tym przypadku pomiędzy mieczem i tarczą oraz dwuręczną). W końcu widzimy, że ma wyekwipowany młot, chociaż w opisie elementów ekwipunku w zwiastunie został kompletnie pominięty. Dodatkowo, wskazuje na to, że w menu zarządzania drużyną widzimy zbindowany do d-pada przełączenie na drugą broń.
Podsumowując, że jest zupełnie inne niż poprzednie Dragon Age, ale to bynajmniej nie znaczy, że ten model walki będzie zły, a ten gameplay wskazuje wręcz przeciwnie.
Z jednej strony niezmiernie śmieszą mnie komentarze typu: płytki model walki (jakby w poprzednich częściach mieliśmy tylko jeden atak) czy narzekanie na to, że korytarze (co z tego, że Inkwizycja była krytykowana za zbyt duże mapy), z drugiej zastanawiam się, jak duży jest to odsetek graczy i czy w dobie easy rage baitów (jak grafika jak z gry mobilnej/fortnite) czy śmiesznych obrazków nie skończy się to failem gry na premierę i po kilku latach będziemy dostawać zalew materiałów wspominkowych na YT, że w sumie to była spoko gra i szkoda, że teraz już takie nie wychodzą..
Akurat trafiłeś. Szczerze, to nie mam nic do ich wyglądu, po prostu machiawelicznie liczyłem na polubienia, zainspirowany tym jak wyglądała dyskusja pod newsem o petycji dotyczącej anulowania AS Shadows ale jak zawsze Internet mnie zawiódł. Chyba nie mam dobrej intuicji co do przewidywania zachowań ludzi w Internecie.
Ha, spodziewałem się takiej odpowiedzi... I odpowiem tak:
Nie może się pośmiejemy, a na pewno byśmy się pośmiali. Ja wiem, że jestem brzydki. Rozumiem, że gdybym upublicznił swój wizerunek, to na 100% znalazłbym licznych krytyków.
To jest sednem sprawy. Ja to wiem, a naprawdę nie jestem geniuszem i dojście do takich wniosków zajęło kilka chwil.
A ci ludzie najwyraźniej tego nie wiedzą. Albo wiedzą i się z tym liczą. Można powiedzieć, że sami wystawiają się na strzał.
Świetny pomysł. Zacznie się od tego, że ktoś celowo napuści Johna Wicka na rodzinę Torreta, ale wraz z biegiem fabuł filmu, Dom pokaże mu, że został wykorzystany, więc potem się pojednają i pokonają wspólnego wroga, dzięki czemu John stanie się częścią rodziny a w ostatniej scenie przyjedzie na niedzielny obiad.
Kolejny wątek i znowu taka sama wrzutka, nie związana z tematem newsa . Nie śledzę jakoś bardzo wpisów, ale pamiętam, że odpisywałem na twój komentarz pod innym newsem. Niby był on o Veilguard, a jednak o tym samym. Nawet był użyty dokładnie ten sam bon mot o silnych kobietach.
A co do Johna Wicka, to akurat to serii jest potrzebne nowe otwarcie bo już przy 2 część była wyraźnie gorsz niż 1 a im dalej w las tym gorzej. Także spokojnie Keanu powinna zastąpić nowa postać i po tym co pokazała Ruby Rose w 2 niemiałbym nic przeciwko, żeby jego miejsce zajęła silna, niezależna kobieta.
Ja tam akurat w Valhalli wolałbym grać kimś z wysp brytyjskich lub jako Basim/Heytham, ale reasumując to dla mnie bez znaczenia, nawet gdyby inne problemy Valhalli nie istniały.
To akurat byłaby coś nowego, bo jakoś dużo idealistów w serii nie było. Jedynym, który przychodzi mi na myśl to Bayek i może Arno? Nie wiem jak Basim, bo w Mirage nie grałem, ale ciężko powiedzieć, by Alexios/Kassandra, Altair, Edward czy Eivor tacy byli.
IMO. Origins warto dać szansę, inne bez żalu można olać (zwłaszcza Valhalle). Główny wątek nie jest jakoś bardzo długi, mechaniki RPG nie są aż tak nachalne jak w następnych częściach, Bayek jest jednym z lepszych bohaterów w serii a Egipt jest na tyle interesującym settingiem, że to był jeden z nielicznych AC, które ukończyłem na 100%
Czyżby konta autora kanału? Czy mógłbyś mi powiedzieć, gdzie ja napisałem o przychodach tego typa itd. czy używasz takiej hiperboli bo próbujesz mi w tej chwili dorobić gębę? Jak Ci clickbaiotwe miniaturki nie przeszkadzają, to oglądaj śmiało, przecież Ci nie bronię.
Poza tym ta miniaturka odrzuca do oglądania mniej niż to co robią z silent hillem 2 zniechęca do grania, więc nie wiem w czym problem.
Powinno być: Ta miniaturka odrzuca mnie od oglądania niż to co robią z silent hillem 2 zniechęca mnie od grania.
Jak sobie przeczytasz ten fragment z naniesionymi poprawkami, to zauważysz misiu, że twój gust nie jest prawdą objawioną oraz dostrzeżesz, "gdzie jest problem", skoro próbujesz mi, że zarzucić bycie hipokrytą.
Czyli w skórcie, twoja wypowiedź jest głupia. Dlaczego? Bo jest kiepsko uargumentowana.
Gdybym zakończył swój komentarz tylko na zdaniu powyżej, to byłby on równie bezwartościowy jak twój. Może mój komentarz jest trochę chamski, ale trudno tak nie odpisać na "komentarz-slogan", który dodatkowo sugeruje, że z powyższy tekst można tak podsumować. Jeżeli tak, to które jego fragmenty tego tekstu wskazują na taką ocenę gry?
Dlaczego Silent Hill 2 stał się kultowy? Przez fabułę i atmosferę, nie przez gameplay, który jakoś bardzo nie różnił się od innych survival horrorów a czasem potrafił wybić z immersji (walka z Eddiem). Jeżeli tak jest, to dlaczego remake ma być średniaczek 6.5/1o, skoro autor pisze:
Uspokajam też, że fabuła przebiega niemal dokładnie tak samo jak w oryginale, dodano do niej tylko trochę smaczków i niuansów tła.
Obecni na pokazie twórcy powiedzieli, że szykują coś na kształt nowego zakończenia albo wariacji na temat już istniejącego. Nie chcieli podawać szczegółów, ale potwierdzili, że podobnie jak wszystkie inne obecne już w grze, tak i ten nowy finał będzie wynikał z tego, w jaki sposób prowadzimy interakcje Jamesa ze światem gry.
Więc fabuła pozostanie nienaruszona a jeżeli nawet, to pewnie w taki sposób jak w przypadku Resident Evil 4 Remake
Także mógłbyś jakkolwiek uargumentować swoje stanowisko czy poprzestaniesz na rzucaniu pustych frazesów?
Eh, no nie wiem, czy chcę oglądać filmik, który ma prymitywną, clickbaitową miniaturkę. To już samo w sobie zniechęca do oglądania.
Ech... Najpierw może napiszę co mi się nie podoba. Mianowicie już po samym zwiastunie można zobaczyć, że skala zagrożenia jest jeszcze większa niż w Inkwizycji i to mi się niezbyt podoba. Trochę wygląda jak zagrożenie na poziomie Żniwiarzy z ME 3. Nie podoba mi się też nowy design Mrocznych Pomiotów.
No ale z drugiej strony mam oczy i wiem, że "grafika jak z Fortnita" to taki chłopiec do bicia. Wiadomo, nie każdemu ten styl będzie się podobał (mam neutralny stosunek do niego), ale dużo mu bliżej do serialu Arcane, Divinity Orignal Sin 2 czy Bioshock Infinite. Co ciekawe jednak, w przypadku żadnej z wymienionych produkcji nie zarzucano, że "taki styl graficzny nie pasuje do mrocznej/dojrzałej opowieści".
Wiadomo, każdy kto ma inny gust niż ja, ma gust fatalny.
No ale nawet gdyby dało się to obiektywnie zmierzyć, to co ludziom zrobisz? Niech każdy cieszy się takimi grami jakie mu się podobają, bo chyba o to chodzi w "elektronicznej rozrywce", co nie?
Niestety my (ty) raczej nie jestesmy mile widziani.
Zaskakujące wnioski. Nie każda gra jest kierowana do każdego i sygnatura obok twojego nicku sugeruje, że powinieneś o tym wiedzieć, także nie rozumiem zarzut pobrzmiewającego w tym komentarzu.
Nie. Polecam wychodowac choc szczatkowa wrazliwosc artystyczna.
Nie no, jak ty polecasz to nie ma wyjścia i trzeba się zastosować.
Mam rozumieć, że jak pokazali kawałek rozgrywki to nie powinno się go oceniać, bo się nie widziało całości lub się jeszcze nie grało?
No... I tak i nie, to zależy od tytułu. Tak, są takie gry jak GTA 5 czy Wiedźmin 3, gdzie pętla gameplayowa praktycznie w żaden sposób nie ewoluuje w trakcie rozgrywki i tutaj możemy śmiało oceniać całość po krótkim wycinku.
Są też jednak takie tytuły jak np. gry Fromsoftware, gdzie na początkowych etapach rozgrywki mamy za mało punktów magii/staminy i musimy faktycznie rozsądnie nimi zarządzać a rozgrywką na wyższych poziomach gdzie mamy już wylewelowaną postać i mamy tych punktów dużo.
Mamy też Baldur's gate 3, gdzie walka postaciami na pierwszych levelach jest nieporównywalnie gorsza niż gdy mamy ten 12 lv i nieporównywalnie więcej zaklęć.
Warframe też jest na początku inna, gdy gramy żeby wyfarmić pierwsze Frame'y i zebrać surowce a później gdy mamy już dużo itemów i gramy dla fabuły/lore.
Także lepiej poczekać do 19 sierpnia jak będzie pokaz późniejszych etapów rozgrywki.
W nowym Dragon Age nie będzie niczego czego nie byłoby wcześniej w serii. Jednak wcześniej jakoś tych narzekań co teraz są nie było. Ciekawe...
Też mnie zastanawia to, że np. nikt już nie pamięta o trans postaci z Inkwizycji (Cremisius z Szarżowników) czy o tym, że już w Origins Leliana i Marjolaine były kochankami. Przecież ta seria była od zawsze turbo ideologiczna. Z resztą, większość gier taka jest, chocioaż to zależy jak bardzo chcesz się jakichś wpływów ideologicznych doszukać. Resident Evil, Dishonored, Wiedźmin, Fallout, Bioshock mają pełno takich treści i tak można by jeszcze długo wymieniać. Jak Ci przeszkadzają wpływy polityczne w tej serii, to znaczy, że bardzo nie uważnie grałeś w wszystkie poprzednie odsłony i ta seria nie jest po prostu dla ciebie. Z drugiej strony, też tak krytyka jest "ślepa na jedno oko", bo o ile Zakon w oczywisty sposób nawiązuje do kościoła, tak Qunari (a raczej ich system wierzeń) jest połączeniem islamu z państwem komunistycznym i w II oraz w Trespasser byli głównymi antagonistami.
Pamiętam jakiś czas temu, jak np. Gina Carano została odsunięta od produkcji Mandalorianina, bo twitterowe płaczki przyczepiły się o jej post o wyborach w USA. Pamiętam też, że James Gunn został odsunięty od produkcji Strażników Galaktyki 3 bo ktoś też znalazł jakiegoś starego tweeta.
Zabawne, że osoby, które kiedyś stawały w obronie w przypadku analogicznych sytuacji, teraz robią dokładnie to samo (chociaż na szczęście mają takiego samego przebicia jak osoby, po drugiej stronie barykady, które niestety takie przebicie mają).
Nawet postacie muszą być zróżnicowane
Najlepiej by było, gdybyśmy mieli w drużynie samych białych facetów, najlepiej wszyscy z blond włosami i błękitnymi oczami, każdy o klasie wojownika używającego miecza i tarczy. Wtedy gra była by taka based i i tak dalej.
Koreański elf i czarny elf
Bo to takie novum w serii
Którzy przez całą rozgrywkę będą emocjonalnymi idiotami
W znakomitej większości gier większość postaci to emocjonali idioci (przynajmnje jeżeli rozumiem kontekst, w jakim jest użyte to określenie). Jedyne gry, które stanowią wyjątek od tej reguły i przychodzą mi teraz do głowy, to RDR 2 (chociaż Dutch jeżeli nie był obłąkany, to był idiotą), Wiedźmin 3 i Sekiro.
Bo zawsze będzie ich ratowała silna niezależna kobieta, która nienawidzi heteroseksualnych samców
Czy ta silna, niezależna kobieta, która nienawidzi mężczyzn jest teraz z tobą w pokoju?
Ale żarty na bok. Tak, czasem są takie produkcje, w których można przypuszczać, że niektóre postacie (lub ich twórcy) czują jakieś uprzedzenia czy urazy wobec mężczyzn. W większości jednak przypadków, to o tej "nienawiści" to sami sobie wmawiacie, żeby się tylko bardziej nakręcać.
Poza tym, tutaj jest jeszcze fikołek logiczny, bo jeżeli nienawidziłaby mężczyzn, to dlaczego miałaby ich ratować? A poza tym, "koreański elf" to też jest kobietą, więc dlaczego ona miałaby być "emocjonalnym idiotą" a nie "silną kobietą"?
Lepsza plastelina, niż plastik Inkwizycji czy szaro-burość Origins.
Poza tym, nie każda gra musi celować w realistyczną grafikę. Ten styl mi siadł. Przypominam, że Bioshock Infinite czy Drivinity Original Sin 2 też miały "bajkowy' styl graficzny i niczego tym grom to nie odejmowało.
19 sierpnia będzie kluczowy. Jak nie zawalą walki na późniejszych etapach rozgrywki a gra na premierę nie będzie w złym stanie technicznym i gracze nie będą donosić o jakichś problemach typu agresywna monetyzacja, to będzie grane w okolicach premiery.
Jak ginie jakaś osoba w uniwersum, która jest dla niego ważna, to cały wszechświat się rozpada i wszyscy umierają.
Akurat z wszystkich głupich pomysłów, to ten wbrew pozorom taki nie jest. To jest meta komentarz do tego, że filmy 20th Century Fox o X - menach były oparte de facto o postać Wolverina i bez Hugh Jackmana nie były już tak samo pozytywnie odbierany, co było widać po Apocalypse i Dark Phoenix.
Fajnie, że przypomniano ten tytuł. Kilka tygodni temu oglądałem anglojęzyczny materiał objaśniający fabułę i po jego obejrzeniu miałem takie przemyślenie, że FramSoftware jest mistrzem w przetwarzaniu motywów z swoich starych gier w nowy sposób, co w kontekście tej gry widać w Sekiro (skolopendry i odrodzenie) czy Elden Ring (bliźnięta i powstrzymywanie zła za pomocą igły/kołków).
Rozwiniesz? Może podasz jakieś argumenty co jest nie tak z Visions zamiast lecieć ad personam.
Sorry, dwójkę też ograłem, tylko przeoczyłem to, że o niej nie napisałem. Ta część mi się podobała, ale nie jest moją ulubioną odsłoną w serii. Przyznam, że troszeczkę nie rozumiem fenomenu tej gry.
Trójka chyba najbardziej podobała mi się gameplayowo i Heather jest chyba najsympatyczniejszą główną postacią w serii.
Fabułę ogarnąłem, bo przed rozpoczęciem ogrywania serii zrobiłem sobie drobny research, poczytałem recenzje oraz fora i po prostu 1 (przez starość, której się troszeczkę obawiałem) i te słabsze/miej interesujące odsłony pominąłem. Obejrzałem sobie recap fabuły 1, Origins, Homecoming i Shattered Memories.
Downpour miał najciekawszą fabułę, ale gameplayowo jak dla mnie była najgorszy.
The Room jakoś najbardziej mi przypadło do gustu. Główny antagonista, przyzwoita fabuła, motyw z zamknięciem w mieszkaniu i z tym, że z czasem przestawało ono być bezpieczne a także motyw upiorów postaci które spotkaliśmy wcześniej sprawiają, że najlepiej wspominam tę odsłonę.
Gry z serii Silent Hill (konkretnie 3, 4, Room i Downpour) pierwszy raz w życiu ograłem kilka miesięcy temu, podobały mi się, ale jakoś hardcorowym fanem nie zostałem. W gruncie rzeczy uważam, że te gry nie potrzebują remaku, nadal dobrze się trzymają i przydałby się im bardziej porządny remaster, ale z drugiej strony też nie będę przekreślał tego tytułu.
Tak naprawdę zwiastuny nie wskazują na nic, co miałoby mi jakoś nie odpowiadać. Poza zmienionym wyglądem jednej postaci, na które nawet nie zwróciłbym uwagi, to nie spotkałem się z jakimś innymi argumentami przemawiającymi przeciwko temu remakowi choć przyznam, że nie zagłębiałem się w dyskusje fanów aż tak bardzo.
Także co jest nie tak z materiałami promocyjnymi remaku?
Nie pamiętam, żeby w poprzednich grach FromSoftware trudność walki z bossem była oparta o zalanie ekranu migającymi światłami jak w przypadku ostatniego bossa w DLC.
Wydaje się, że problemem w DLC jest złe komunikowanie jaki poziom błogosławieństwa powinniśmy mieć do walki z danym bossem. W podstawce czy w serii Dark Souls poziom postaci był regulowany normalnym tokiem rozgrywki gracza. Jak ci dobrze szło, to miałeś niższy poziom jak docierałeś do bossa, ale jako że masz wyższy skill, to nie sprawiło ci problemu. Jak miałeś większy problem, to powtarzałeś dany etap kilkukrotnie i zdobywałeś wyższy poziom i tak przechodziłeś kolejne etapy gry.
Uzależnienie od itemów znajdowanych w świecie gry powoduje, że bardzo łatwo było mieć zbyt niski poziom (zwłaszcza w przypadku Relanny, gdzie wielu graczy się odbija) lub w późniejszych etapach nawet zbyt wysoki (Midra, Bayle czy Gnijący rycerz).
Przede wszystkim w ME i Wiedźminie mogłeś zaimportować swój save z poprzedniej części.
Prawda. Tylko, że (przynajmniej dla mnie) w tym przypadku liczy się cel a nie droga do niego. Naprawdę nie obchodzi mnie czy wpływ na zastany stan świata będziemy mieć przez import saveów czy wybory w grze.
I Wiedźmin 3 jest doskonałym przykładem, jak bardzo jest to nieznaczące. Jedynym na co tak naprawdę miałeś wpływ przez import savów to posiadanie tatuażu lub jego brak. Nawet jak przez całą II olewałeś Rocha i trzymałeś się z Iorvetchem to i tak potem z nim współpracowałeś a ten drugi nawet się nie pojawił. Także tu nie miało znaczenia czy importowałeś save czy wybierałeś opcje w Wyzimie.
Zresztą, ile było tych pytań w Wiedźminie 3 w Wyzimie? Ze 2? To co to jest?
Coś koło tego, ale po co więcej, skoro i tak na nic innego by to nie wpłynęło? Lepiej mniej konkretnych, niż dziesiątki wyborów w Keep, które kompletnie nie miały znaczenia.
W komentarzach narzekanie dla narzekania. W pełni byłoby to zasadne, gdyby nie dali nam możliwości wyboru i narzucili nam jeden, domyślnie przygotowany stan świata.
Byłby Keep, to niektórzy by narzekali, że jest on zbyt rozbudowany, zbyt dużo wyborów i komu by się chciało to wypełniać a w dodatku to online itd.
Jak byłby import save'ów, to część osób by narzekała, że kot trzyma save'y po 10 latach od premiery poprzedniej części.
Na coś musieli się zdecydować i wybrano taki sposób i dla mnie jest on jak najbardziej ok. Tak samo było w 2 i 3 Mass Effect (w formie interaktywnego komiksu) czy w Wiedźminie 3 (rozmowa w Wyzimie).
Taaa... W opór oczywisty... Wcale w artykule nie pojawia się fragment z AC Unity, olimpiada nie dzieje się w Francji a w serii nie mieliśmy już 2 innych czarnoskórych protagonistów.
Gdzie tu Yasuke, gdzie tu Japonia?
A ja jako lewicowy ateista mam świadomość skąd wzięły się religie, że wielu osobom jest ona potrzebna i pomaga im w codziennym życiu i o ile potrafi być niebezpieczna oraz korumpująca, tak również potrafi wyciągnąć z niektórych ludzi ich najlepsze cechy.
Tak, tęż mnie to martwi. Liczę, że zostanie to rozwiązane w jeden z tych sposobów:
1) Dostaniemy jakieś skille "fabularne" przypisane do konkretnych klawiszy i zdobywane na konkretnych etapach wątku fabularnego.
2) Bazowy model walki zostanie rozbudowany. W poprzednich odsłonach mieliśmy bazowy atak + skille aktywne, w tym unik. Tutaj patrząc po samym gameplayu widać, że unik będzie od razu bazową czynnością. Dodatkowo widzimy, że łotrzyk może przełączać się pomiędzy łukiem i sztyletami, także być może mag i wojownik też będą mieli możliwość przełączania się pomiędzy broniami do walki w zwarciu i na odległość
3) Będzie można odblokwoać dodatkowe paski na poszczególnych poziomach postaci. Jeden pasek to już by było 6 skilli aktywnych a dwa aż 9 więc to już by mocno zwiększyło różnorodność rozgrywki.
Ogólnie jeżeli to zwalą, to nie tylko walka będzie nudna ale również sprawią, że levelowanie i tworzenie buildów postaci będzie nudne.
Do czego? Do głupoty? Bo na pewno nie do tego, że może zachodzić rozbieżność poglądów, gdyż ja nie mam z tym problemu. Może nie wyłapałeś, ale mój poprzedni komentarz parodiował twoją odpowiedź na wypowiedź użytkownika Persecuted, także to chyba ty masz problem z tym, że ktoś może mieć inne zdanie na jakiś temat.
Przyznam, że nie do końca rozumiem. Dlaczego kolor skóry miałoby być jedynym kryterium oceny? Dla mniei żeby się do tego ustosunkować to jednak samo to czy postać byłaby czarnoskóra to troszeczkę za mało. Ważnym dla mnie byłoby tło fabularne postaci i jej historia sprzed rozpoczęcia fabuły gry, właściwa fabuła, setting oraz implementacja reakcji środowiskowych na odmienność postaci.
A w kontekście stricte ewentualnego, polskiego settingu bardziej by mnie interesowało przedstawienie Polaków jako całości i tego jaki stosunek wobec niego miałby protagonista, bez względu na to czy byłby biały, czarny czy zielony.
Znowu temat Yasuke...
Eh, przecież włączając każdą odsłonę AC widzimy planszę głoszącą, że jest to dzieło fikcyjne, także to żadne novum.
Tak poza tym, to ciekawi mnie co osoby, którym przeszkadza Yasuke myślą o np. Andrzeju Kmicicu z "Potopu" Sienkiewicza.
To nie jest dwójmyślenie. Dwójmyślenie u Orwella było wynikiem indoktrynacji członków partii zewnętrznej.
Komunikat Ubisoftu to tylko pr.
A ja wręcz odwrotnie. Zawodowi recenzenci stawiają na szali własną karierę i dobre imię (bo podpisują się pod wszystkim własnymi personaliami i stanowi to ich źródło utrzymania)
W teorii - masz rację. W praktyce niestety, co widać choćby po tym portalu, ludzie lubią hatereading/hatewatching i nawet jak wejdą w 15 recenzji danego autora i zobaczą, że jest niewiarygodny albo że jego gust kompletnie nie pokrywa się z gustem tej osoby, to i tak będą dalej w nie wchodzić a nawet napiszą mu komentarz pod recenzją co generuje ruch na stronie.
Poza tym, jestem w stanie się założyć, że jest też naprawdę spora grupa osób która nawet nie sprawdza kto jest autorem danej recenzji, więc znowu - rola autora staje się drugorzędna.
Wydaje mi się, że lepiej porównywać gry z gatunku. Z porównaniu z takimi grami jak Wolcen, gry z serii Torchlightt, Grim Dawn czy nawet Path of Exile to Diablo IV ma bardzo dużą bazę graczy. Poza tym, Steam to nie jedyna platforma na której Diablo miało premierę, pytanie jaka baza jest na Battle Necie.
Mam wrażenie, że ta gra jest już z góry skazana na porażkę, nawet jeżeli okaże się dobra.
Jasne, jeżeli okaże się crapem, to oczywiście porażka finansowa oraz wizerunkowa będzie w pełni zasłużona. Gdy założymy jednak na chwilę optymistyczny scenariusz, to przykrym będzie jeżeli nawet pomimo bycia w miarę przyzwoitym tytułem, gra spotka się z nakręconym hejtem.
Zdaję sobie sprawę, że często używa się argumentu hejtu oraz obwiniania odbiorców o słabe przyjęcie danej produkcji i mam świadomość, że jest to nadużywane. Z drugiej strony nie możemy zapominać o tym, że niektóre tytuły spotykały się z chłodniejszym przyjęciem w okolicach swoich premier a lata później zyskiwały szersze grono odbiorców - np. Dragons Dogma Dark Arisen, Dragon Age II czy AC Unity. często jest to spowodowane materiałami wspominkowymi na YouTube no i właśnie o media społecznościowe mi chodzi, bo w nich o ile z jendej strony można wzbudzić do czegoś sympatię czy zainteresowanie, tak jeszcze łatwiej nienawiść grając na negatywnych emocjach.
Tutaj dopuszczam oczywiście możliwość, że to po prostu moja bańka informacyjna i ogólnie panuje optymistyczne nastawienie do tego tytułu, ale nawet przeglądając komentarze pod newsami o grze są one negatywne. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że nie jestem też osobą, która oczekuje że każdej osobie będzie się podobać dany tytuł a nawet uważam za zaletę, jeśli jakaś gra ma swoją, nomen omen tożsamość. Moja krytyka wobec negatywnych reakcji wynika z tego, że tak właściwie to informacje o tej grze są... Nijakie/neutralne. W sensie nie powinny one wzbudzać tak negatywnego odbioru. Do tej pory mieliśmy słaby pierwszy zwiastun - i krytyka tutaj była uzasadniona. Potem dostaliśmy gameplay z pierwszych 20 min. rozgrywki, informacje o tym, że towarzysze którzy będą dostępni jako opcje romansowe nie będą mieli preferencji co do płci głównej postaci, że będzie można customizować poziom trudności i wygląd postaci. Niby ni ziąbi ni grzeje a jednak niektórzy bardzo negatywnie reagują na te informacje.
Oprócz tego, wielu komentujących dokonuje pewniej projekcji. Rozumiem, że odejście od poprzedniego systemu walki może wzbudzać kontrowersje, ale to, że model walki będzie inny, to nie oznacza, że nie będzie on dobry. Fakt, niepokój budzi okrojona ilość skilli, ale z drugiej strony uniki były przypisane jako aktywne skille do odblokowania w drzewku zdolności - po gameplayu wydaje się, że będzie to element sterowania. Tak samo nie wiemy czy nie będzie podziału na silne i lekki ataki, ciężko było tak naprawdę dużo wnioskować po samym fragmencie rozgrywki. Czas pokaże. Tak samo absurdalnym są zarzuty o pojawienie się czarnoskórego elfa jako kompana, skoro przecież w uniwersum Dragon Age od Origins mieliśmy czarnoskóre elfy i krasnoludy (Kto pamięta Frandlina Ivo?). Krytyka tego, że towarzyszy są różnorodni? Chyba o to chodzi w grach, w których jest wiele ras. To tak jakbyśmy w Mass Effect w załodze mieli tylko ludzi. Zdaję sobie sprawę, skąd takie zarzuty się biorą - z niechęci wobec "woke" czymkolwiek by to nie było. Tutaj dochodzi do pewnego błędu, w jaki wiele ludzi popada - to nie jest tak, że coś jest złe bo jest woke. Raczej jest tak, że coś złe i przy okazji jest woke, ale również może być tak, że coś jest woke i jest dobre. Np. Baldur's Gate 3 czy serial Arcane.
Wiem, że napisałem bardzo długi komentarz dlatego podsumowując: Uważam, że krytyka Dragon Age: Veilguard na tym etapie jest mocno przesadzona. Nie znaczy to, że już teraz przesądzam że gra na 100% będzie objawieniem gameingu. Po prostu mam zdrową rezerwę do obu możliwości, ale w razie spełnienia się optymistycznego scenariusza nie chciałbym, żeby tak ciekawe uniwersum zostało zagrzebane przez porażkę finansową nakręconą spiralą kanałów jadących na motywie "walki z woke".
Oczywiście że nie wszystkie daty sie zgadzają, ale nie muszą
Ja już nie jarzę... To które fakty historyczne muszą się zgadzać a które nie?
W AC1 dosłownie jest dialog między Vidiciem a Desmondem, o tym czemu, to co widzmy w Animusie nie zawsze zgadza sie z wiedzą z książek
Czy tym zdaniem właśnie nie potwierdziłeś tego, że Yasuke może być samurajem?
Biorąc sprawę en bloc, to dla mnie Elden Ring był trudniejszy niż Sekiro, ale pod takim względem, że Sekiro było jednak pod tym względem wyrównane a w ER część bossów była bardzo łatwa a część piekielnie trudna.
Mam takie samo zdanie. Ogólnie też na początku walki wydawały mi się trudne, natomiast jak pozwiedzałem świat, pozbierałem fragmenty ostrodrzewa to z kolei większość bossów okazywała się zbyt prosta. Większym problemem DLC jest wszechobecna powtarzalność, bo czy naprawdę do szczęścia było potrzebne upchnięcie kolejnych, mechanicznie takich samych smoków (jakby w podstawce było ich za mało), kolejnej królowej półludzi czy ptaka rytuału śmierci?
Bardzo długi komentarz, który może miałby jakieś ręce i nogi, gdyby nie to, że krytykując odejście od realiów historycznych przytacza się przykład z kuszami jako elementu zachowania realiów, ale kusze w czasie Trzeciej Krucjaty znajdowały się już w użyciu na tyle powszechnym, że na ich temat wypowiedział się nawet Sobór laterański II a źródła wspominają o używaniu ich przez wojska Ryszarda Lwie Serce.
Także pojawienie się ich byłoby zgodne z realiami. Najprawdopodobniej ich brak był spowodowany tym, że developerzy nie potrafili jej zbalansować. Także to "nitpicking", że tak użyję angielskiego pojęcia.
A wystarczyło dać jako głównego bohatera japońskiego samuraja jak w GoT i nie byłoby takiego cyrku
No jakby nie było? Ludzie by pisali coś w stylu: Brzydki Ubisoft, GoT kopiujo.
Nie wiem skąd ten sentyment do długości gry. Bardzo lubię W3 i CP2077, ale wątek główny w Wieśku zaczynał pod koniec już męczyć, był za długi. Czas potrzebny na ukończenie wątku głównego w Cyberpunku był idealny.
Czyli twoj poprzedni komentarz byl bezsensowny
Może jestem głupi, ale wytłumacz mi jak krowie na rowie dlaczego był bezsensowny? Może zrekapituluję swój pierwszy komentarz:
Nadrzędnym celem mojego pierwszego komentarza było dowiedzenie się, jakie według użytkownika o pseudonimie Smoke gry mają gameplay, który nie jest prostacki. Co jest bezsensownego w zadawaniu pytania w celu poznania drugiej strony? Liczę, że może mnie oświecisz.
W późniejszej części mojego komentarza przytoczyłem ten nieszczęsny przykład Pathfindera w takim celu, żeby użytkownik Smoke miał jakiś odnośnik z mojej strony jaka na przykład gra nie ma prostackiego gameplay w przypadku dalszej dyskusji. Co z tym było bezsensownego, poza tym, że niestety użytkownik Smoke mi nie odpowiedział? Nie wiem.
Za to Dragon Age bedzie mial beznadziejny system walki, gdzie tu stawiac gry takie jak MOnster Hunter czy Devil May Cry obok
Widzę, że kolega miał dostęp do wersji beta. Zazdroszczę. Ja też na ten moment sądzę, że model walki nie będzie na poziomie MH czy DMC, ale to tylko moje przypuszczenia. Będę mógł to ocenić dopiero po premierze. Także nikt tu nie stawia tych tytułów obok siebie.
Sekiro, Soulsy prostacki system walki aha.
Prawda boli. Sam jestem fanem Soulsów i Sekiro, ale to że gry mają wysoki próg wejścia i ogólnie wysoki poziom trudności nie jest spowodowane tym, że podstawy gameplayu są skomplikowane. Na poziom trudności soulsów wpływa znacznie więcej czynników niż sam model walki, który można streścić:
Sekiro: Głównie klikaj prawy przycisk myszy, czasem lewy i czasem podskocz. Możesz czasem użyć jakiegoś narzędzia, jeśli jakieś znajdziesz i uznasz za użyteczne.
Soulsy: Zaatakuj, odturlaj się wystarczająco daleko czekając aż boss skończy animacje ataków, zaatakuj ponownie. Czasem spójrz na pasek staminy, żeby ci jej przypadkiem nie brakło, ale to tylko na początku gry, potem ten problem znika.
Tak, mam świadomość, że wiele gier można streścić w podobny sposób - stąd moja opinia że zdecydowana większość gier ma prosty system walki, ale w przypadku wspomnianych DMC dochodzi system ocen uzależniony od wykręcanych combosów (a przecież w te gry się gra głównie po to) a z kolei w przypadku MH nie możesz nie opanować combosów danego typu broni żeby w ogólne móc skutecznie w to grać. W obu przypadkach poziom trudności konfrontacji z poszczególnymi przeciwnikami jest wtórny wobec podstaw gameplayu.
kiedy bioware zrobilo dobra gre albo przynajmniej srednia?
Przynajmniej średnie robiła aż do Anthem, ale tutaj sugeruję się ocenami innych, sam nie grałem.
Niemniej ten argument nie uważam za trafiony. Np. Spiders przez cały czas tworzyło słabiaki, to Technomancer nie mógł być średniakiem. Albo Larian, który zaczął bardzo dobrze z pierwszymi dwoma odsłonami Divinity po czym spadł z rowerka po Beyond Divinity i wydawał średniaki aż do Original Sin II. Tutaj też moglibyśmy założyć, że po takim czasie robienia średniaków nie wskoczą o oczko wyżej i nie zaczną robić gier na wyższym poziomie.
Może będzie mierna, może nie będzie mierna. Po 20 min. gameplayu z wczesnych etapów gry ciężko wnioskować o całokształcie tytułu. Oczywiście, lepiej być powściągliwym jak chodzi o hype, ale tez nie ma się co antagonizować do danego tytułu.
Nie do końca rozumiem kontekst, w jakim pada to pytanie, ale postaram się na nie odpowiedzieć.
Wydaje mi się, że grałem w relatywnie sporą ilość gier. Pathfinder (będąc bardziej precyzyjnym, WotR) jako gra, w której gameplay, a konkretnie model walki, bo do jego poziomu trudności w przypadku Dragon Age odnosi się powyższy artykuł i trudno wnioskował o całej pętli gameplayowej Veilguard po 20 min. zapisu rozgrywki, jako ten, który jest dobrze wyważony pomiędzy skomplikowaniem a prostotą. Do takich gier po namyśle zaliczam jeszcze Kingdom Come Deliverance, Monster Hunter Rise i DMC 5.
Wszystkie gry, które jak sobie przypominam tak "z biegu" miały prosty/prostacki model walki: Wiedźmin 3, stare Dragon Age, Soulsy, Assassyny, Sekiro, Star Wars Jedi, Elder Scrolls, Banishers, Greedfall, Baldur's Gate 3 itd.
Na koniec zaznaczę, że oprócz tego, że to oczywiście tylko moje subiektywne przemyślenia, to rozróżniam poziom trudności rozgrywki jako takiej od poziomu skomplikowania modelu walki oraz też nie uważam, że prostota jest czymś złym.
Tak z ciekawości... Czy możesz mi podać grę z gameplayem, który nie jest prostacki, ale równocześnie nie jest przekombinowany? Ciekawi mnie twoja opinia, bo w mojej to niewiele jest takich gier i tak z biegu to mogę wymienić tylko Pathfindera. Reszta jest właśnie prostacka lub przekombinowana.
Bruh... Przecież zostało to już potwierdzone w Fallen Order:
https://www.youtube.com/watch?v=VhcaxfUsqyw
Pozwolę się nie zgodzić. Moim zdaniem nie można stwierdzić, że na "każdym kroku", bo fabuła w II była lepsza niż w Origins oraz rozwój postaci był ciekawszy, zwłaszcza jak chodzi o klasę łotrzyka i wojownika.
Zgodzę się, że BG3 jest genialne. Mogę to stwierdzić z czystym sumieniem, bo gra już miała premierę i mogłem w nią zagrać.
W tym miejscu tylko skromnie zaznaczę, że AC Shadows nie miało jeszcze premiery, więc ja nie rozumiem skąd to rozróżnienie, skoro AC Shdows po premierze też może być genialne. Jasne, może też nie być, nawet uważam to za bardziej prawdopodobne, ale tego nie wiemy.
Wybacz bracie, ale nie rozumiem. Chyba nie próbujesz mi wmówić, że w języku polskim nie ma takich słów ani stwierdzeń, jak przytoczyłem w pierwszym komentarzu, no raczej sobie ich nie wymieniłem. Czy moje środowisko jest patologiczne? Nie wiem, nikt nie może być sędzią we własnej sprawie, więc ci na to nie odpowiem. Niemniej to nie ja wstawiam takie obrazki, więc nie do końca rozumiem stawiane wobec mnie zarzuty.
Rozumiem twój punkt widzenia, ale rozmijamy się w zasadniczej kwestii. Piszesz o gameplayu i tu się z tobą zgodzę. Ja z kolei zwróciłem uwagę na aspekt fabularny i to będzie można ocenić po premierze.
Nie będę się jednak wypowiadał co do oceny samego Ubisoftu, bo nie wychodzę z założenia, że albo zawsze tworzy się złe lub dobre gry. Dobrym przykładem jest np. Larian, który zaczynał z przyzwoitym pierwszym Divinity, potem było mocny spadek i dopiero przy Original Sin wrócili na dobre tory, także to wszystko jest płynne i zmienia się z czasem.
Im jestem starszy, tym bardziej zauważam, że zaskakująco duża ilość ludzi bardzo lubi tematy okołofekalne (jeżeli mogę tak to nazwać). Wskazuje na to nasz język (nazywanie czegoś "gównianym", używanie określenia "zesrać się" w dyskusji z kimś, określenie "gówniarz" itd., pytanie jak jest w innych językach) czy właśnie takie obrazki, które są używane, w mojej opinii, zaskakująco często w internetowych dyskusjach. Ciekawi mnie, czy jest to cecha globalna dla ludzkości czy może cecha typowo Polska.
Abstrahując od użycia postaci Yasuke w grze itd., chyba nie ma sensu się w to zagłębiać, każdy już sobie opinię wyrobił, to uważam tweet Muskacza to trochę fikołek logiczny.
No może ja się nie znam, ale wydaje mi się, że w tym konkretnym przypadku sensowne napisanie postaci Yasuke jest dużo większym wyzwaniem niż stworzenie kolejnej postaci Japończyka czy Anglika w Japonii. Czy Ubisoft temu podoła? Tego nie wiem, bo w przeciwieństwie do zaskakującej sporej ilości graczy nie mam zdolności prekognicji i nie wiem jaka będzie fabuła w tej grze, czas pokaże. Wydaje mi się, że jednak wybór takiej postaci jest wymaga większej kreatywności, więc chyba ciężko tu mówić o "zabijaniu sztuki".
Ok. Po prostu oparłem się o ten fragment:
Także skręcili jeszcze bardziej w kierunku casualizacji tej marki. Jak ktoś liczył na powrót do Origins lub 2, to może się rozejść.
W Inkwizycji miałeś więcej opcji dialogowych. Nawet 6. Można też było się dopytać rozmówcy o szczegóły. Tutaj tylko max 3. Przynajmniej w tym prologu. Przypomina to regres jaki zrobili w ME3 względem ME1 i ME2.
Rozumiem. Niemniej uważam, że wnioskowanie na tej podstawie jest zbyt daleko posunięte. W Inkwizycji też bywały dialogi tylko z 3 opcjami do wyboru, więc to będzie można osądzić po premierze.
Wybacz, ale nie do końca rozumiem do czego w mojej wypowiedzi się odnosisz. Co ma do tego co napisałem poziom trudności? Przecież nie wiemy, jak trudne będzie Veilguard na różnych poziomach trudności. Zdecydowana większości graczy raczej nie gra na najwyższym poziomie trudności.
Inquerion
O, potwierdzasz tylko to, o czym pisałem w moim komentarzu powyżej.
Z jednej strony, krytykujesz gameplay z Veilguard, równocześnie sugerując, że poprzednie odsłony były lepsze, a przecież wiele z krytykowanych elementów gameplayu pojawiło się już w starszych odsłonach cyklu.
https://www.youtube.com/watch?v=YfDGF5pbgrA&t=151s
Obejrzyj sobie fragment rozgrywki z Dragon Age II. Rozgrywka łotrzykiem wyglądała niemal identycznie, też było tyle samo podskoków. UI w Inkwizycji a zwłaszcza w II konsolowe UI było utrzymane w takim samym duchu (w obu wymienionych grach UI jednak różniło się pomiędzy wersjami konsolowymi i PC). Po samym gameplayu ciężko też ocenić, czy faktycznie jest auto loot czy po prostu nie ma animacji podnoszenia, bo nie wiemy, czy osoba grająca nie klika jakiegoś klawisza gdy jest obok lootu (np. w Wiedźminie 3 też nie było). Sam loot też ciężko jest ocenić, bo poza miksturami leczniczymi zasadniczo żaden w gameplayu nie są pokazany, a już w Origins przecież mikstury lecznicze wypadały w masowych ilościach z beczek i drewnianych skrzynek. Sam loot też mniej więcej od II części jest świetnie podkreślony, żeby był widoczny dla gracza. Z resztą, w każdej nowej grze występuje jakaś forma świetlnego podkreślenia lootu. Pętla gameplayowa w tej serii to zawsze była w zdecydowanej większości walka, przede wszystkim właśnie w Origins tak było.
Wybory dialogowe ograniczają się do tego kółka z Inkwizycji, tylko są jeszcze bardziej ograniczone.
A to możesz rozwinąć? Tego fragmentu kompletnie nie rozumiem.
Zdecydowanie nie uważam, że każda gra jest dla każdego. Zdecydowanie nie.
Patrząc jednak po komentarzach na GOLu, to gra jest krytykowana za to, co było w tej serii od II i w przypadku wcześniejszych odsłon, nie było krytyki tych elementów. Design, na jaki się zdecydowano, jest naturalną konsekwencją tego, jak ta seria się zmieniała od właściwie od początku. Czarnoskóre elfy były od Origins (w tym uniwersum nie ma mrocznych elfów), postacie kobiece były wojownikami a drużyna zawsze była zróżnicowana.
Nie wiem jakie są nastroje graczy na zagranicznych forach, ale mam wrażenie, że bez względu na to co by pokazali, to ta gra chyba skazana jest na porażkę, ale nie przez wzgląd na fabułę, gameplay czy konstrukcję świata, bo tego na ten moment nie wiemy i tak - ta gra może być bardzo słaba, ale to będzie wiadome po premierze. Niestety, nie jestem w stanie stwierdzić, co jest przyczyną aż tak złego nastawienia.
Też tego nie rozumiem. Przecież styl graficzny niekoniecznie oddaje to, jaka będzie fabuła. Wystarczy spojrzeć na to w jakim kierunku artystycznym poszedł Bioshock Infinite. Z resztą... Divinity II też było bardzo kolorowe oraz bajkowe i chociaż faktycznie było tam dużo żartów, to w grze nie brakowało też poważnych momentów.
A jaka byla stylistyka pierwszego dragon age i co wrzucalo bioware w sequelach?
Pierwszy Dragon Age? On faktycznie skręcał w przyziemny (jeśli można tak to ująć) styl graficzny, ale od II przez Inkwizycję ta seria skręcała właśnie w mniej więcej w taki styl. Wystarczy sobie porównać zwiastuny Inkwizycji I Veilguard (to, że w Veilguard widać biedę jak chodzi o jakość tekstur to swoją drogą, ale mówimy tu jednak o designu)
Przecież w tym uniwersum, czarnoskóre elfy to nie jest żadne nowum. Dlaczego to nikomu nie przeszkadzało w Origins a teraz jest to problemem?
Aaaa, to tym lepiej. Właśnie moim głównym zmartwieniem było to, że zwiastun jak chodzi o jakość grafiki wyglądał strasznie biednie jak cinematic, ale skoro to jest na silniku, to wiele wyjaśnia.
Zwiastun średnio mi się podoba. Wydaje mi się jednak, że to głównie kwestia muzyki. Pamiętajmy, że to jednak cinematic. A stylistycznie, to nie odbiegał on od klimatu jaki był w cinematicach Inkwizycji, więc nie wiem za bardzo o co chodzi. Ta seria już od II miał mniej więcej taki styl. Poza tym, bajkowy styl nie konieczniae oznacza coś złego. Divinity czy Baldur's Gate III też taki mają a były to bardzo solidne tytyuły.
Uważam, że Origins było najsłabsze. Pierwszym Dragon Age, którego ograłem, była II. W następnej kolejności było właśnie Origins i na końcu Inkwizycja. Gdy porównujemy gry z serii, to Origins bardzo źle się zestarzał. Zarówno pod względem technicznym, jak i światotwórczym. Gdy porównamy pierwszą odsłonę z kolejnymi, to była ona bardzo sztampowa. Wilkołaki, krasnoludzkie miasto w górach, Arcydemon jako antagonista, wszystko szaro bure, edgy itd. Nie twierdzę, że wymienione elementy nie pojawiały się w późniejszych odsłonach, ale pojawiły się w mniejszym natężeniu, wprowadzając dużo ciekawszych wątków oraz elementów światotwórczych i ciekawszą fabułę. W mojej opinii, towarzysze też byli ciekawsi w II i Inkwizycji niż w Origins. Model walki też był w mojej opinii lepszy w kolejnych odsłonach, bo trochę przeniesienie modelu walki z starszych RPG do TPP niezbyt się udało, dopiero w pełni powiodło się to Larianowi i to głównie przez wprowadzenie tur.
Rozumiem, można być sceptycznym, ale trochę przedstawione myślenie jest dla mnie nie do końca zrozumiałe. Po pierwsze, to nie do końca wiem, co się kryje pod określeniem "woke", bo to pojęcie jest bardzo mocno zdewalułowało i stało się takim trochę odpowiednikiem "toksycznej męskości", tylko po drugiej stronie barykady. Na dobrą sprawę, seria Dragon Age od początku (niektórzy powiedzą, że od 2 części) była "woke". Poza tym, że coś jest "woke", to nie znaczy, że jest inherentnie złe - seriale jak Arcane czy Blue Eye Samurai albo Baldurs Gate 3 czy Cyberpunk 2077 były woke a były bardzo dobre.
Druga sprawa - no to nie śledzę wszystkich zwolnień i zatrudnień w Bioware. Z resztą to nie ma aż takiego znaczenia, bo kreujesz trochę taką wizję jakby istniała skończona pula talentu na świecie. Mam na myśli to, że nawet jeśli jakieś studio wydało słabą grę to nie znaczy że w przyszłości nie może wydać dobrej i vice versa. To tak jakby uznać, że Larian po wydaniu Ego Draconis już nie wyda dobrej gry.
A po trzecie, to tak naprawdę nie wiemy na jakim etapie zmieniono model gry z multi na single, więc nie wiemy również w jakim stopniu to wpłynie na grę, tym bardziej biorąc pod uwagę, że gra wychodzi już bardzo długo, więc może przejście z single na multi mogło skutkować całkowitym restartem (kto wie). A problemem Anthem nie była strona techniczna gry, tylko kompletnie nieprzemyślany model wsparcia po premierze, słaby marketing i mało contentu w okolicach premiery gry.
Poczekamy, zobaczymy. Na chłodno, lecz bez zbędnego hejtu. Może akurat się pozytywnie zaskoczymy.
Dzieci nie pamiętają ale 20 lat temu dawanie przeciwnikom x razy więcej życia było najbardziej leniwym, krytykowanym podejściem - pójściem po linii najmniejszego oporu. Minęło kilka lat, pojawiło się nowe pokolenie i łyka takie leniwe podejście jak pelikany.
Branża gier zmierzała w dobrą stronę i wszystko by się udało, gdyby nie te wścibskie "Zetki" i ich smartfony
Poza tym Bayek jest z Egiptu i gramy w Egipcie. A Yasuke nie jest z Japonii...
A przypomnisz mi proszę, skąd pochodził główny bohater Assassin's Creed Revelations?
Nie do końca rozumiem, czy mógłbyś rozwinąć myśl? Gra będzie osadzona w Japonii, jedną z dwóch grywalnych postaci będzie Japonka. Yasuke, jako outsider, którego oczami będziemy poznawać kulturę japońską, będzie starał się zasymilować z lokalną społecznością a nie społeczeństwo będzie się dostosowywać do Yasuke (zanczy wiadomo - to Ubisoft i fabuła oraz worldbuilding mogą być po prostu głupie, ale nie jest to inherentnie związane z pojawieniem się tej postaci, ocenimy dopiero po premierze). Czy film "Avatar" nie jest o kulturze Na'vi, bo główny bohater jest de facto człowiekiem, który próbuje się zasymilować z tą społecznością? Czy "Ostatni Samuraj" z Tomem Crusiem nie jest pochwałą japońskiego stylu życia, pomimo tego, że widzimy go oczami Amerykanina? A "Nioh"? Przecież w tej grze wcielamy się w Brytyjczyka, a gra mimo że, jest grą fantasy, to jednak bardzo ciekawie prezentuje kulturę kraju kwitnącej wiśni. A czy "Assassin's Creed Revelations" nie jest o Konstantynopolu, bo główny bohater nie jest ani Grekiem ani Turkiem? A jeśli nie jest, to gdzie byli ci zachodni strażnicy kultury i godności innych nacji? Czyżby Grecy i Turkowie byli za mało sexy w porównaniu do Japończyków?
z dupy główny bohater byłby biały.
No ale przecież fabularnie nikt nie będzie wmawiał, że Yasuke jest rodowitym Japończykiem, tylko będzie uzasadnione skąd się wziął w Japonii, więc nie będzie "z dupy".
Yasuke nie będzie assassynem, a przynajmniej nie w tradycyjnym tego słowa znaczeniu (twórcy wprost powiedzieli, że nie będzie miał ukrytego ostrza) a co do zbroi... No to od Origins są "over the top".
AI to narzędzie
Coś jak topór obosieczny :-D
Mnie zastanawia ilu z tych co tak piszą jest hipokrytami i kupuje w marketach, które zabiły małe sklepy
Akurat tego nie możesz mi zarzucić, bo zakupy robię w jednym i tym samym sklepie od 20 lat w mojej małej miejscowości.
Chociaż uważam, że to jest trochę źle postawiony problem. Mam na myśli to, że jak byłeś ekspedientem w małym sklepie, to nawet jak otworzy się duży dyskont w okolicy, to masz dużą szansę na znalezienie pracy, tym bardziej, że w CV możesz sobie dopisać doświadczenie na podobnym stanowisku. O właścicielu nie piszę, bo to jednak trochę inna para kaloszy - gdy ktoś decyduje się na prowadzenie własnej działalności, to w ryzyko zawodowe ma wpisaną konkurencję.
A sytuacja z AI jest taka, że jak wrócimy sobie do przykładu z ekspedientem, to nie tylko straci miejsce pracy w tym małym sklepie, który został zamknięty, ale też już pracy w tym zawodzie nie znajdzie. Jak się jest młodym, ma się 20 - kilka lat, to się można przebranżowić. Gorzej jak jest się po 60 roku życia. Z resztą... Młodym też jest teraz ciężko, bo nie wiedzą co robić - jaką i czy w ogóle iść na studia itd.
Prawda jest taka że jak rozwój AI będzie tak postępował to może już za 3-4 lata zamiast czekać na kolejny napakowany gównem serial, film weźmiesz sobie książkę, wrzucisz do AI i każesz zrobić z niej serial :P
Mnie osobiście to wcale nie jara. Ok - funkcję rozrywkową czy funkcję estetyczną taka opcja spełni świetnie. Dla mnie jednak najważniejszą wartością kultury jest spotkanie z spojrzeniem na świat innej osoby, który może być zupełnie inny od mojego. W tym aspekcie jest pewna szansa - więcej wartościowych twórców dostanie szanse na tworzenie własnych tworów, ale pytanie czy wartościowe treści nie znikną w zalewie średnich i słabych produkcji.
Ja na to czekam, a że przy okazji część ludzi straci pracę, cóż jestem konsumentem jak 99.9% społeczeństwa które ma w dupie skąd, ważne żeby było dobrze i tanio. Hipokrytów którzy twierdzą "jak tak można", a robią dokładnie to samo co ja, mam w dupie :D
Ok. Po pierwsze, to prawdziwie i nieironicznie życzę Ci, aby AI nie odebrało Ci zarabiania i utrzymywania się. Po drugie to wiem, że tak jest, ale czy tak być powinno? Przez takie myślenie np. przeniesiono tyle gałęzi przemysłu z Europy do Chin itd. Może powinniśmy jednak trochę mniej mieć w dupie innych, to może ten świat będzie trochę mniej obrzydliwy, nie sądzisz?
Prawda, też mnie to zastanawia skąd taki brak empatii. Jest to wręcz przerażające. Ciekawe czy jeden z drugim, jakby zaczęły się masowe zwolnienia w różnych branżach, to czy by poszli z koleżkami protestować lub walczyć o zostanie w firmie czy, tak jak tutaj, uznaliby, że ponoszą słuszną ofiarę na ołtarzu rewolucji.
Kiedyś czytałem artykuł że bethesda robiąc fallouta 3 czytała artykuły na wiki aby poznać fabułę i lore falloutów 1 i 2 xD
Źródło artykułu: Trust me bro.
Ja bym powiedział, że gra jest wyjściowo średnia i może być albo dobra albo słaba w zależności od stosunku każdego gracza do cech charakterystycznych produkcji, takich jak system pawnów jako kompanów, którzy z założenia mają być pozbawieni charakteru, ograniczony system szybkiej podróży, model walki bardzo mocno uzależniony od zarządzania czasem ataków specjalnych i wchodzenia w okno czasowe przeciwników itd.
Przyznaję - kiedyś myślałem, że bohaterka zwiastunu Fable celowo została przedstawiona jako "brzydka", bo miało to być śmieszne - w końcu Fable często naigrywało się z różnych, oklepanych motywów fantasy. Teraz widzę, że chyba jednak się myliłem.
Niemniej oprócz głupich zapisów jak ten: Czy tworzysz grywalne postacie kobiece, które pod względem umiejętności i zdolności dorównują swoim męskim rówieśnikom? - dlaczego mają dorównywać? W jednych aspektach powinny być lepsze, w innych gorsze - tak jest kilka spoko: Czy twoje postacie kobiece są wyposażone w ubrania i zbroje odpowiednie do ich zadań? oraz Jeśli historia na to pozwala, czy pokazujesz postacie męskie, które okazują pełen zakres emocji, w tym radość, smutek i wrażliwość? - chociaż w tym drugim przypadku dziwnie trochę dopisek "jeśli historia pozwala" - jakby... przy innych zapisach tego nie ma.
Gdyby gra nie odniosła sukcesu, to nie powstał by artykuł na GOL a ty byś nie wiedział, czy wypowiedziała się w taki sposób czy nie.

Uważam, że rola była bardzo w porządku, ale moim zdaniem trochę zmarnowali Farrella - ta charakteryzacja była niepotrzebna. Lepiej wygląda na grafikach koncepcyjnych - wiem, że mało "pingwinowo", ale byłoby to oryginalne podejście:
Często jak spotykam się w internecie z tekstami o "patriarchacie", "toksycznej męskości" itd. to myślę sobie, że to są jakieś dyrdymały...
A potem widzę komentarze, które w zasadzie opierają się o to, że jeżeli w jakimś filmie główną rolę gra kobieta to tenże film jest "głupi" i mi ręce opadają.
Znaczy... Ja zakładam, że za częścią tego typu komentarzy to taki nieszczęsny skrót myślowy i że chodzi w nich o topornie napisane postacie kobiece, których w współczesnych mediach nie brakuje - takie postacie mi również przeszkadzają. No ale można to napisać komentarzem dłuższym o parę linijek więc takie "skróty myślowe" są zbędne.
Mam wątpliwości, czy brak wierzchowców to faktycznie brak zdolności do ich zaimplementowania. To jednak Japończycy - ich są często siermiężne właśnie w takich aspektach. To chyba po prostu taka szkoła gamedevu.
Różnica jest taka, że prawdziwa 15-latka sama decyduje o tym, jak się ubrać, i może świadomie seksualizować własny wygląd, jeżeli ma na to ochotę. Tutaj jednak sytuacja jest taka, że to dorośli ludzie decydują o jej ubiorze, więc eksponowanie jest biustu rzeczywiście można uznać za nieco dziwne.
Skoro w prawdziwym świecie, istnieją 15-latki, które mogą się tak ubierać i nie oceniamy tego negatywnie, to jeżeli według wizji autorów świat przedstawiony ma być wiarygodny i do pewnego stopnia odzwierciedlać elementy naszej rzeczywistości, to czy faktycznie powinniśmy negatywnie takie decyzje autorów, biorąc pod uwagę, że mówimy tu tylko o ubiorze a nie żadnych kontrowersyjnych interakcjach?
Uprzedzając, chodzi mi tylko i wyłącznie o ten konkretny przypadek. Pozdrawiam.
Luj tam, że placówki na Zachodzie wprowadzili Minecraft na lekcjach informatyki już kilka lat temu (np. w Finladnii). Trzeba się chwalić swoją ignorancją, trzeba.
Ktoś się może orientuje, czy jakaś grupa zajmująca się spolszczeniami do gier ma w planach zajęcie się Genshin Impact?
Jezu znów to samo. Piękna grafika i animacje to nie wszystko (patrz Ghost Reacon Breakpoint). Ważne, żeby fabuła i gameplay był dobre (patrz GreedFall, Mount & Blade Warband czy ubóstwiany w Polsce Gothic). Wiadomo, nie oczekuję po tej grze mesjasza elektronicznej rozrywki. Ba, nie oczekuję nawet gry na poziomie Skyrima, jednak liczę na porządnego średniaka
Tu nie chodzi o konkurencję w całym segmencie gier komputerowych, lecz chodzi tylko i wyłącznie o gry erotyczne. Poza tym (mimo że sam nie korzystam), to nie widzę nic złego ani bulwersującego w pornogierkach, bo jak dobrze wiemy są one przeznaczone dla dorosłych.

Gdy zobaczyłem news na głównej, bez przeczytania tytułu, myślałem, że to Radzik Kobyła jedzie dziarsko przez wieś zapowiadając Kingdom Cone Deliverance 2.
Anthem mogło być grą roku (a przynajmniej grą roku dla mnie). Lepiej by zrobili gdyby gra była takim trochę Dragon Age. O co mi chodzi? Chodzi mi o to, że dużo lepsza byłaby gra single player, w której kontrolujemy czteroosobowy oddział Javelinów (każdy innej klasy) i tak jak w serii Dragon Age możemy w dowolnym momencie przełączać się pomiędzy postaciami. Każdy z czterech bohaterów byłby gotową postacią i po prostu obserwowalibyśmy ich losy. Z bohaterów zrobić sympatycznych ludzi (a Bioware wielokrotnie już udowodnili, że potrafią tworzyć ciekawe postacie), i wtedy skupić się na fabule. Mogliby nawet zostawić te pseudo-MMO questy (choć oczywiście wolałbym, żeby wzorowali się na Wiedźminie 3 czy Kingdom Come Deliverance), gdyby główny wątek był rozbudowany, ciekawy fabularnie i długi (W przeciwieństwie do wątku głównego Inkwizycji, który mi się podobał, ale był turbo krótki i wymagał grindu). Grze na pewno udał się model walki i poruszanie się Javelinami i to pozostawiłbym bez zmian. Kooperacja mogłaby zostać, ale jako aktywność poboczna, anie główny pomysł na grę.