U mnie plan na Tłusty Czwartek zawsze jest taki, żeby trochę pobawić się smakiem i tradycją, ale bez przesady raz w roku można sobie pozwolić na więcej niż zwykle. Zazwyczaj zaczynam od dwóch klasycznych pączków, a jeśli mam dostęp do chrustu albo faworków, dorzucam kilka sztuk dla urozmaicenia. To taki dzień, kiedy kalorie przestają być głównym tematem, a liczy się sama przyjemność z jedzenia.
Ogląda się to z podziwem, ale i z lekkim przerażeniem. Ultimate w Deadfire to już bardziej projekt inżynieryjny niż zwykłe granie.