Nie napiszę nic odkrywczego, ale gra to przepiękna historia o dorastaniu, pojednaniu i unikaniu powtarzania dawnych błędów. Fabuła, mocny punkt gry, jest wciągającym i dopełniającym tłem dla rzezi, jaką Kratos zgotował kolejnym przeciwnikom, którzy sami się o łupnia prosili.
W porównaniu do GOW III, walka jest bardziej urozmaicona i właściwie tak już się do niej przyzwyczaiłam, że walka w GOW III aktualnie średnio mi leży. Jest mniej quick-time'owej mechaniki, a więcej akcentu na walkę. Eksplorację fajnie dopełniają zagadki. Jest więc coś dla ciała i dla umysłu.
PS4 już zasysa od wczoraj. Mój mąż jest zrozpaczony - przez najbliższe dni będzie się żywił sam :P
Przecież z jakieś 3 lata temu, krótko przed wyborami, głośno było, że Angela Merkel sama przyznała, że CDU dawało Kongresowi Liberalno-Demokratycznemu (partia Tuska po zmianie systemu politycznego) pieniądze. Podobnie Tusku miał dziadka w Wehrmachcie i dokumenty na to są.
Może i film nie jest w 100% wiarygodny, ale trochę prawdy o grzeszkach Tuska na pewno jest. Inna sprawa, że wśród polityków nie ma ludzi świętych i każdy ma tam coś za uszami. Tylko jednym się to publicznie wytyka, a innym nie. Gdyby Mazowiecki, zamiast stosować grubą kreskę, od razu rozliczył wszystkich - tak jak zrobili to Niemcy po zjednoczeniu - to wówczas nie byłoby tylu wojenek teczkowych i już dawno mielibyśmy spokój.
Jestem ciekaw ilu ludzi pracuje w Blizzard na codzień. Od Overwatch nie wypuścili nic nowego. Niby dwa lata, ale wcześniej długo nie było nic. Dodatki do WoW. Remastery. Postacie. Kilka map. Najgorsze czego nienawidzę to tryby sezonowe - horda zombie w overwatch czy summer games. Jakby nie można było tego dać raz i zostawić na zawsze.
Activision Blizzard = amerykańskie Square-Enix = wiecznie odgrzewane kotlety
W praktyce jeszcze chyba nikt tego nie przerabiał odnośnie gier (żadne terminy nie są nawet bliskie upływu), więc trudno powiedzieć, ale moim zdaniem można ostrożnie założyć, że akurat programy komputerowe łatwo się nie poddadzą wygaszeniu praw autorskich :).
Persecuted - nic tylko się z tobą zgodzić. Swoją drogą bardzo ciekawy casus dla szerokiego gremium prawniczego.
https://www.gry-online.pl/forum/blokada-administracyjna/zbe0de85?N=1 - myślałam, że uratowałam wątek merytoryczną odpowiedzią, ale po mnie zaczyna się typowy spam. Trudno - stracę punkt rankingu, ale wyciąć to trzeba.
Dosyć sporo ludzi lubiło jego komiksy - na forum jest co najmniej jeszcze jeden wątek o tym. Link tutaj: https://www.gry-online.pl/newsroom/nie-zyje-stan-lee/komentarze/z11b57b?N=1
Jeszcze jedno. Znam osoby, które zostały fanami Super Mario czy Metroida właśnie dzięki emulacji i są teraz regularnymi klientami N.
Dla mnie działania Nintendo to przede wszystkim wizerunkowa wpadka.
Dokładnie taka sama jak wtedy, gdy Lars Urlich rzucił się na Napstera - rację miał, to fakt - a kilka lat później sam przepraszał. :)
Swoją drogą - mam pytanie. Produkty i dobra objęte prawami autorskimi mają chyba okres ochronny ze 20 lat, podobnie jak patenty. Po tym czasie - jeśli źle pamiętam, to proszę mnie poprawić - abandoware nie jest już nielegalny, chyba że wyda się reedycję gry. Tak robi np. Square-Enix odgrzewając 10 razy tego samego kotleta ze starymi Final Fantasy.
Pytanie powinno koncentrować się chyba na tym, jak tu było naprawdę z tymi Romami na NESa/Pegazusa.
Windows Adult Edition (to brzmi trochę jak nazwa windowsa do której dorzucają pornosy w HD xD)
To wtedy nosiłby nazwę Windows XXX Edition ;)
Pomysł nie ma większych szans na realizację z prostych przyczyn: kupują dorośli, którzy potrzebują system "pełnosprawny". Z tego punktu widzenia filozofia all access jest jak najbardziej logiczna. Poza tym, to każdy rodzic winien decydować co i kiedy jest odpowiednie dla dzieci tam, gdzie prawo nie wdaje się w szczegóły. Ma to dobry efekt uboczny: rodzic musi zainteresować się tym, co ogląda jego pociecha.

Wallace ma rację - przypomina stare ozdoby choinkowe - nawet z czasów dziecięcych zachowałam kilka. Jedną daje na foto - zastrzeżenia co do jakości proszę kierować do mojego męża ;p
No cóż. Zawsze można powiedzieć, że to nieuchronne i należało się tego spodziewać, a on sam dożył bardzo pięknego wieku. Prawda, ale i tak każda śmierć, w mniejszym czy większym stopniu, boli - no może poza zbrodniarzami otrzymującymi słuszną karę. Ale wracamy do Stana Lee, bo zmiana wątku w polityczną dyskusję to ostatnia rzecz, jakiej chce.
Tak czy siak, brak Stana Lee będzie bardzo odczuwalny: obecne komiksy to już nie to samo. Wolę w ciemno każde wydanie spod ręki Stana Lee, niż cokolwiek nowego z Marvela. Kilka lat temu, gdy na Facebooku była jeszcze gra Marvel's Avengers Alliance, podczas jednej z misji specjalnych można było wygrać kod dostępowy do komiksu z cyklu Infinity War. Dostałam, obejrzałam i do dziś mam mieszane uczucia. A i tak było nieźle, bo obyło się bez "smaczków" a la zmiana Thora z mężczyzny w kobietę, czy zmiany rasowe albo orientacyjne innych herosów.Tak więc albo komiksy autorstwa Lee były tak dobre i pozostało nam żałować, że nie będzie już więcej, bądź obecne są tak złe, że twórcy muszą koniecznie odwołać się do wzoru, jakim Stanley Lieber vel Stan Lee niewątpliwie był. Ja mam we wdzięcznej pamięci Spider Mana i Spider Woman, których stworzył.
a potem będziesz żałował, że sprzedałeś swoje konto.
Niekoniecznie - na GoGu funkcjonuje coś takiego jak Connect. Wystarczy powiązać swoje konta Gog i Steam. Okresowo jest możliwe, aby dodać do biblioteki na GoGu gry, które są na koncie Steam, bez dodatkowej opłaty. Wiedźmin mógłby spokojnie przejśc na konto GoGowe, ale reszta zależy od czasowych współpracy między Steam a GoG.
Jedynka ma niższą ocenę ogólną, niż dwójka, co w moim zdaniem jest nie do końca słuszne. Jedynka ma bardzo ciekawy wątek intrygowo-polityczny, który przystawałby nawet do dziejów demokracji naszej niepodległej Rzeczypospolitej Polskiej. A jak komuś niespieszno do Baldur's Gate to może przemierzać knieje na południu pod granicą z Amn i mieć główny wątek w pompie. Co najwyżej można się doczepić topornego interfejsu, który zdecydowanie lepiej sprawdza się w BG 2 czy IWD 2.
Zgoda - pacjencji miewają szalone pomysły, że nie raz się człowiek łapie za głowę. Ja mam nieco inną optykę, bo na co dzień w pracy mam styczność z pacjentami, ich dramatami i historiami, acz nie jestem lekarzem, więc nie dam się ukrzyżować za konowałów, których niestety jest sporo ;). Wiem znakomicie jak choroba potrafi rozpieprzyć życie, a choroba zakaźna potrafi rozwalić ich wiele. To co prawda będzie zły przykład, ale pewna sprzątaczka Volkswagena rozbiła przenoszoną przez siebie kiłą całkiem sporo rodzin. Niemniej mechanizm działania chorób zakaźnych jest ten sam, dlatego nie można w żaden sposób ustąpić pola antyszczepionkowcom, ani dać im szansy dotarcia do ludzi, którzy nie czują tematu szczepień.
Pole do działania jest przede wszystkim dla GISu, MZ i środowisk medycznych.
Dlatego też uważam, że trzeba na serio podejść do radykalnej zmiany procedury kwalifikacyjnej. Zgadzam się, że trzeba wzmóć jej transparentność. Niemniej zgadzam się z GIS, że nie można pozwolić STOP NOP i et cetera, na szerzenie defetyzmu, demagogi i dezinformacji.
Blue2grass - nie da się inaczej nazwać nawołujących do nieszczepienia, jak oszołomami. Bo to co oni proponują to cofnięcie się wstecz o 300-500 lat. Do mnie bardziej niż własne zdrowie, dzięki szczepieniom, o które dbała moja mama-lekarz (na podwórku uganiałam się z kolegami po płotach, drzewach, drutach kolczastych i ostrych kamieniach i bez szczepień spokojnie zdążyłabym się ze 6 razy przekręcić na tężec) - najbardziej przemówił przejmujący list jednej pediatry, która opisała historię kilkumiesięcznego dziecka, które prawie zmarło, bo oczekując na wizytę w gabinecie złapało infekcję od nieszczepionego kilkulatka i nie zostało przez to samo zaszczepione. Nieszczepienie jest skrajną nieodpowiedzialnością.
We Francji czy Niemczech stawiają sprawę krótko: kara finansowa i brak dostępu do publicznych przedszkoli i szkół. Włochy właśnie wróciły do obowiązku szczepień. Stara zasada głosi zaś, że lepiej jest zapobiegać (i taniej) niż leczyć.
To, że szczepienia doprowadziły do wyplenienia co najmniej kilku zakaźnych chorób jest faktem.
To, że kwalifikacje do szczepień często są robione na łapu capu, też jest faktem - wygląda jak dostanie zdolności do pracy.
To, że nieszczepieni są zagrożeniem dla populacji innych nieszczepionych i w mniejszym stopniu szczepionych (pamiętajmy, że są choroby atakujące układ immunologiczny), tez jest faktem. Ba, leczenie takich osób kosztuje nas wszystkich jako społeczeństwo i to całkiem sporo. A co dopiero mówić o dostępności MRI, TK, PET-CT, endoprotezoplastyk, programów lekowych i innych bardziej skomplikowanych procedur medycznych.
Co do zasady należy utrzymać obowiązek szczepienny, ale powinna zrewidowana lista obowiązkowych szczepień i procedura kwalifikująca, bo to ona kuleje najbardziej. Kalendarz szczepień też mógłby być inaczej rozplanowany, z uwzględnieniem aktualnej wiedzy naukowej. Z kolei solidniejsza kwalifikacja mogłaby wyeliminować co niektóre przypadki NOPu, a przede wszystkim odebrałaby oręż antyszczepionkowym oszołomom do szerzenia swojej demagogi.
Niekoniecznie - świadczenia doraźne mają tak samo przewidziane usunięcie zęba jedno- lub wielokorzeniowego. Oczywiście robi się to, gdy ząb jest do wyrzucenia i nic się z nim nie da zrobić. Owszem kilka głośnych, dyskusyjnych przypadków położyło się cieniem na doraźnej pomocy stomatologicznej, ale zasadniczo tam też robią jeśli trzeba.
Po kolei:
@ Enx [2.4] - święta racja. Ta sama idea przyświecała ubezpieczeniom społecznym, które powstały jeszcze za czasów poczciwego kanclerza Otto von Bismarcka. To właśnie za jego urzędu Cesarz Wilhelm ogłosił w latach 1881-1889 pierwsze ustawy wprowadzające ubezpieczenia społeczne, które były formą zabezpieczenia klasy robotniczej przed następstwami wypadków w pracy, niezdolności do pracy i pozostawania bez środków do życia. A stało się to musem w obliczu Rewolucji Przemysłowej. Dzisiaj ustawowy obowiązek objęcia ubezpieczeniem daje zatrudnionym na różne formy, gdzie jest to obwarowane prawem, te minimum zabezpieczenia, by nie być kompletnie z palcem w d.
@Aurelius - dokładnie. Wszyscy uważają, że jak miesięcznie łącznie z podatkiem, składkami społecznymi zdrowotną odciągną pi razy oko ten tysiąc złotych, to już TYLE im się należy. Powiedzmy to sobie krótko: składki przeciętnego Kowalskiego odkładane przez kilka lat nie starczą nawet na 1 dzień pobytu na OIOMie. Jak to dobrze, że wszyscy zrzucamy się do wora.
@b212 [16] - i to jest realne podejście. Jak się nie daj Boże coś stanie i przywiozą od razu na stół, by w trybie nagłego zagrożenia zdrowotnego poskładać do kupy, to przynajmniej wiadomo, że ubezpieczenie to pokryje.
Pomoc doraźna stomatologiczna jest kontraktowana, bo jest ujęta jednym z załączników do rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia stomatologicznego.
Matko Boska, Częstochowska, że Wam się dalej jeszcze chce po tylu latach... Ostatni raz bawiłam w Karczmie... może z 7 lat temu (albo więcej ?).
No nic, pozdrawiam karczmianą gawiedź i ruszam do innego wymiaru pomagać niejakiemu Noctisowi. Czarodziejki nie mają zbyt wiele okienek w grafiku, zwłaszcza przed Halloween i Wszystkich Świętych.
Aktualnie od lat na dysku:
Diablo 2,
Baldur's Gate
Final Fantasy VII, FVIII, FF Xi i FFX
Fallout, Thief i Dungeon Keeper , o zgrozo, czekają do dziś na ogranie, daleko w kolejce na Finalami, a mam chyba z 7 części do ogrania/wyśrubowania wyników.
Ta gra to swoisty "sleeper hit". W roku premiery, a był to bodaj 1995, grę przyjęto chłodno, choć byli tacy (w tym i ja), którzy docenili pełno smaczków w grze. Gra ma ciekawą, choć dość liniową, fabułę, a jej zaletą jest duża ilość ciekawych zagadek logicznych. Twórcy postawili na minimum obciążenia przy ekwipunku i czarowaniu: ekwipunkiem jest magiczny zwój Aquili, który gromadzi dosłownie wszystko co bohater podniesie. Magia realizowana jest poprzez runy: 1 runa = 1 czar, nie licząc run modyfikujących. Dialogi pisane z humorem, resztę załatwia Faerie Relm. No i klimatyczny zły Shadowking.
Ośmielę się dać grze mniej niż "ustawowe 10", bo uważam, że są części zdecydowanie lepsze od "legendarnej siódemki". Tak, wszyscy wiemy, że Sephy (Sephiroth) jest postacią tragiczną, a Słowacki wielkim poetą był. Wszyscy wiemy, że VII spopularyzowała Cyberpunk (vide wielki miecz Clouda), ale mimo solidnej fabuły, są lepsze części. Niemniej gra zasługuje na uznanie: mnogość minigierek, ciekawy system materii, dobra mechanika gry, Weapony, sporo "sekretów" do odkrycia, znakomity OST, czy wreszcie ciekawi bohaterowie. Fabuła standard, tylko Sephy jakoś tak dziwnie sporo zżyna od Kefki z FF VI.
Moja ukochana ósemka, przez wielu znienawidzona za wątek miłosny i system Junction, który zastąpił materie. Na jej niekorzyść przemawiało też, że następowała po "legendarnej siódemce". E tam. Postacie zapadają w pamięć, jest z czego się pośmiać, jest dwóch mega bossów do pokonania, są questy, mini gry, i Junction do spółki z Devour dające dużą możliwość optymalizacji statystyk postaci. Dla mnie gra ma wszystko czego trzeba. Jako fanka Star Treka jestem przyzwyczajona do gmerania w kontinuum czasoprzestrzennym, więc mi wątek główny bardzo odpowiada.
To nie moja recenzja na Steamie, ale postaram się streścić co istotne. Fabuła nie jest super oryginalna ale pcha do przodu - spora w tym zasługa dialogów i zawartego w nich humoru. Pod względem mechaniki Mobius jest najtrudniejszy ze trzech mobilek i nadaje się dla p2W lub old schoolowych grinderów. Tu trzeba przysiedzieć, poznać mechanikę. Innowacją są karty zdolności/jobów/broni jakie podpinamy kreowanemu przez siebie bohaterowi. Jest wątek główny są i zadania poboczne, często na zasadzie współpracy z daną częścią (aktualnie FFXII ZA). Są lochy rankingowane i bonusy. Warto rzucić okiem.
Brave Exvius, podobnie jak Mobius FF, opiera się na własnej historii. Oczywiście po 30 latach istnienia FF, nie oczekujmy nic rewolucyjnego, niemniej historia potrafi wciągnąć. Gra ma swoich unikalnych bohaterów, ale można przywołać postacie z innych części. Dialogi pisane z humorem, klimatyczni antagoniści (Sworn Six of Paladia, głównie veritas of the Dark). Oprócz wątku fabularnego są cykliczne zadania poboczne, czy tzw. group bossowie, tj. potwory z trylionami HP, które cyklicznie trzeba bić, by zdobywać żetony i fanty. Ciekawa, choć dość techniczna, mechanika rozwoju postaci. Dobra gra.
1. W sprawie ZLA wszystko rozbija się o to, czy masz 10 lat stażu ub. chorobowego lub poprzednie ub. chorobowe skończyłeś w okresie krótszym niż 30 dni od obecnego zatrudnienia. Jeśli tak, to prawo do wynagrodzenia za czas choroby z art. 92 §1 pkt 1 KP nabędziesz, jeśli nie to lipa - nie zapłacą Ci nic za to i sprawozdają do ZUS "okres nieobecności usprawiedliwionej, niepłatnej". Okres w którym czekasz na nabycie uprawnień do wypłaty świadczenia nazywa się okresem wyczekiwania. Nie zmienia to faktu, że złe wykorzystywanie ZLA może stać się przyczyną zwolnienia dyscyplinarnego w trybie art. 52 KP, jeśli pracodawca Cię na tym nakryje. Sąd Najwyższy rozpatrywał takie sprawy. Pamiętaj: dyscyplinarka to poważny wilczy bilet na przyszłość.
2. Ciekawe jaką to zdolność dostałeś: 2-3 lata, brak orzeczenia o warunkach szkodliwych, czy konieczności przystosowania miejsca pracy etc? Czyli badanie na zdolność do pracy lekarz odbębnił byle tylko wziąć forsę.
3. Poratuję przepisem prosto ze strony ISAPu (Internetowy System Aktów Prawnych Kancelarii Sejmu) - polecam wszystkim link przy okazji isap.sejm.gov.pl.
Art. 34. Okres wypowiedzenia umowy o pracę zawartej na okres próbny wynosi:
1) 3 dni robocze, jeżeli okres próbny nie przekracza 2 tygodni;
2) 1 tydzień, jeżeli okres próbny jest dłuższy niż 2 tygodnie;
3) 2 tygodnie, jeżeli okres próbny wynosi 3 miesiące.
Tak więc masz rację - w twoim przypadku okres wypowiedzenia wynosi 2 tygodnie.
4. Pomijając kwestię tego, czy naprawdę jesteś chory/ niezdolny do pracy (kłania się kwestia, czy lekarz orzecze niezdolność, jak i kontrola lekarska z art. 59 ustawy zasiłkowej), to możesz wdrożyć swój plan. Często gęsto tak właśnie ludzie robią, względnie pracodawca wysyła przymusowo na urlop, by nie płacić ekwiwalentu. Nawet jeśli nie nabyłeś prawa do świadczenia, pracodawca może żądać od ZUS kontroli z art. 59 ustawy zasiłkowej (tj. czy naprawdę jesteś chory i czy lekarz słusznie wystawił ZLA) i równocześnie sam skontrolować cie pod kątem prawidłowości wykorzystywania ZLA (art. 17 ustawy zasiłkowej) lub zlecić to ZUS, w zależności, czy zakład na 30 listopada 2016 ubezpieczał do 20 lub ponad 20 osób. Zasada jest taka: "duże" zakłady pracy zasiłki wypłacają same i same mogą dokonać kontroli z art. 17 ustawy zasiłkowej, choć mogą o to ZUS poprosić. Małe zakłady pracy wypłacają tylko gwarantowane przepisami KP wynagrodzenie za czas choroby (33 dni lub 14 dni w przypadku osób 50+) pod warunkiem nabycia uprawnień (co najmniej 30 dni ubezpieczenia chorobowego obowiązkowego).
Kotlet podsunął Ci też dobre rozwiązanie: może faktycznie wystarczy dogadać się i odejść za porozumieniem stron. Z punktu widzenia norm prawno-moralnych tak by było najuczciwiej i, co ważne, najszybciej czasowo.
U mnie było tylko Secret Service od numeru 31 do samego, smutnego końca, wliczając w to "reaktyweację" po 13 latach przerwy (czyli do numeru 98). Co miesiąc bieganie do kiosku, na początku z kolegami, bo przecież dziwnym było, by dziewczyna prosiła o pismo z grami dla siebie, a potem w liceum już samodzielnie. Po tzw "lekcjach" odpływałam na długie godziny czytając i snując kolejne marzenia o x tytułach, które czytanymi tekstami jawiły mi się niczym błyszczące klejnoty (niektóre takie były - to były po prostu dobrze lub rewelacyjnie zrobione gdy, dziś będące legendami). Pierwszy rok studiów to moment zgonu pisma. Ah... piekne czasy, ale to se ne vrati, chociaż już próbowano: najpierw e-zin SS-NG, którego przez moment byłam częścią, a w 2014 ta "prawdziwa" reaktywacja.
Pewnie nie za bardzo wpiszę się w temat wątku, ale wydarzenia z prawie 3 lat wstecz skłaniają mnie w tym temacie do takiej, a nie innej, refleksji. Powiem uczciwie: to jak zrobiono nas w konia już jako dorosłych ludzi, w wyniku gierek wokół prawa do nazwy pisma Secret Service i kreowana Pixela na fali sukcesu crowdfundingu poświęconego reaktywacji SS, bardzo ostudziło to płomienne uczucie jakim darzyłam pismo. Nie chce odgrzewać tego tematu całkiem na nowo, bo shitstormów wokół tego było już niemało. Powiem tylko tyle: czytałam komunikaty Micza i Łopusza, czytałam wersje wydarzeń Pegaz Assa i z pewną dozą goryczy muszę przyznać, że czytelnicy, w tym ja, dali się drugi raz zrobić na szaro. Jeden "darmowy" Pixel do mnie trafił, ale leży do dziś przeczytany tylko w części. Dla mnie, jak zapewne dla wielu fanów niestety, legenda Secret Service umarła bezpowrotnie. Zresztą dla mnie nadszedł czas by przestać się rozwodzić nad szczenięcymi latami.
No, ale nie będę Wam psuć atmosfery wspominkowej. Odmeldowuję się.
Dokładnie.
Mała uwaga: ZUS ZLA, a nie L-4 (które odeszły do lamusa w 1999r. i Bóg tylko raczy wiedzieć, dlaczego nadal prawie 20 lat po ich wycofaniu nadal funkcjonują w świadomości ludzi), masz do 21.08.2017 włącznie. A więc jesteś niezdolny do pracy przez cały dzisiejszy dzień.
Nie radze iść na ZLA do pracy, bo pracodawca albo ZUS haknie cię z art. 17 ustawy z dnia 25 czerwca 1999 r. o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa, którą popularnie nazywa się "ustawą zasiłkową". Przepis w skrócie: "kto wykonuje prace w okresie zwolnienia lub wykorzystuje zwolnienie niezgodnie z przeznaczeniem traci zasiłek za cały okres zwolnienia." Tak więc te 2 godzinki mogą być bardzo kosztowne ;). Dobra rada zatem: jesteś chory = siedzisz w domu, jak Bozia przykazała.
Jako osoba żywotnie zainteresowana seria Final Fantasy i połowa Krypty Final Fantasy nie mogę pozwolić sobie na niepodzielenie się swoją oceną gry. Częściowo się zgodzę z zarzutami Miszczogrzmota, choć moim zdaniem nie wszystko w tej grze jest złe. Gra ma potencjał, tylko ogólne wrażenie spieprzył fatalny sposób narracji i strasznie, wręcz przytłaczające, nakładanie na gameplay sztucznych ograniczeń. Żeby jednak w pełni sprawiedliwe ocenić grę, trzeba rozłożyć ją na co najmniej kilka czynników pierwszych.
1) Ogromne ograniczenie możliwości eksploracji świata
Zacznę od tego, jako że uważam to za jednego z trzech największych minusów gry - razi szczątkowa eksploracja świata i nie obroni tego żaden kontrargument. Weźmy nawet FF VI czy FF IX. Tam można iść wszędzie po korytarzach, byle tylko je obszukać i znaleźć ukryte itemy w skrzynkach. Ba, nawet można podejść w sobie każdy zaułek - nie ważne że ślepy, że nad przepaścią, ale można podejść by popatrzeć co niżej. W FF XIII jak się diagram mapy kończy to już dalej nie podejdziesz. Rzucało mi się do w oczy przy penetracji Lake Bresha, którą uważam za piękne, malownicze miejsce. No i właśnie - nie mogę podejść sobie na skraj skrystalizowanej fali, by popatrzeć w toń, bo mi się kończy diagram mapy i ten kawałek już nie podejdę - w poprzednich Finalach na dalej planszy można było poruszać się względnie wszędzie, o ile nie było fizycznej przeszkody ograniczającej ruch.
Układ korytarzy faktycznie jest prościutki, co najlepiej widać na przykładzie Gapra Whitewood i znajdującego się w nich kompleksu badawczego. Rozstrzelone przestrzennie, wielkie niemal puste przestrzenie z kilkoma Lobo na krzyż, chyba tylko po to by pokazać możliwości wydajnościowe sprzętu PS3. Naprawdę razi złe zagospodarowanie takiej wielkiej przestrzeni - w Palumpolum jest nie lepiej. Ogromne marnotrawstwo potencjału.
Najbardziej jednak cierpi ekspolracja mapy świata - do skończenia Cocoon właściwie nie ma o tym mowy, bo ciąg zdarzeń jest narzucony siłą. Dla porównania: w FF III mamy Floating Continent, unoszący się tak samo jak Coccoon nad Grand Pulse w FF XIII, tyle że Floating Continent można zwiedzać do woli i ma się wpływ na to, kiedy i jak odwiedzamy dane lokacje. W FF XIII przez jakieś 60-70% gry takiej swobody w ogóle NIE MA.
2) System walki
Z tym mają lub będą mieć problem osoby "wychowane" na tradycyjnym systemie ATB (FFIV-FFIX), do których się zaliczam. Na początku przychodzi reflekcja "WTF, to ma być Final Fantasy, a nie Devil May Cry albo Mortal Kombat lub ich połączenie". Kiedy jednak się przecierpi zderzenie z rzeczywistością mutacji tego systemu na potrzeby FF XIII, okazuje się, że nie jest aż tak tragicznie.
Z jednej strony rozumiem opinię Miszczogrzmota o zbytniej automatyzacji rozgrywki, bo ja też wolę mieć kontrolę nad całym składem mojej ekipy, a AI nie zawsze wie, co w danej sytuacji MOIM zdaniem jest najlepsze - tak potwierdza się, to co mój przedmówca napisał o marnowaniu ataków na dobijanie dogorywającego moba. Trzeba jednak wziąć pod rozwagę, że z uwagi na znaczne udynamicznienie przebiegu walki, kontrola 3 postaci na raz mogłaby być trudna (teamy 2 osobowe jeszcze by się dało okiełznać), więc niejako sama idea walk niemal wymusza taką konwencję. Podzielam też opinię Miszczogrzmota w stosunku do Eidolonów: poza walką, gdzie gra wymusza podczas Boss fightu na "stadionie" w Palumpolum zrobienie dobrego użytku z Shiva Sisters, że Eidolonów właściwie nie ma po co używać - dobrze dobrana ekipa sama sobie bez Summona poradzi i wydanie tych 3 Technical Points to marnotrawstwo.
Od siebie dodam, że na odczucie "WTF! To nie Devil May Cry albo Mortal Kombat" wpływa bardzo rating gwiazdek za zakończenie walk. Uważam to za zupełnie niepotrzebne, a dodatkowo wpływ ratingu walk na wyrzucany loot jest krzywdzący (z czasem człowiek opanowuje walkę na tyle, by 90% potyczek kończyć z wysokim wynikiem). Wypadanie lootu też jest bardzo nieregularne (zwłaszcza potrzebnej gotówki), co sztucznie wydłuża czas gry i piętrzy niepotrzebne problemy, czego w poprzednich częściach nie było.
Z drugiej strony, udynamicznienie walk podniosło atrakcyjność rozgrywki - większość walk z mobami nie trwa długo, więc aż tak dużo czasu się nie marnuje. Bardzo przydaje się opcja wykorzystania naładowanych segmentów ATB i odrzucenie nienaładowanych i szubko dopełnić pasek Chaina i zestaggerować wroga. Zmiana paradigmów, poza atakami blokującymi tę możliwość (walki z Barthandelusem) jest szybka i zapewnia dostęp do poznanych umiejętności, co na czas walki pozwala pozbyć się negatywnego odczucia bezsensownego przywiązania konkretnych zdolności tylko pod określone joby.
3) System progresji
Skoro już o role'ach wyżej ("jobach") wspomniałam to czas przejśc do drugiego największego minusa gry. Odgórne ograniczanie progresji jest czymś co również mnie bardzo się nie podoba i tu w pełni zgadzam się z Miszczogrzmotem:
Nawet levelowanie jest tak liniowe, że przez te pół gry mamy stopniowo możliwość rozwijania tylko tych części, które autorzy nam udostępnili. Mało tego, dokładnie kiedy kończymy już upgradeować dane segmenty, po prostu wiadome jest, że zaraz akcja przerzuci się na innych bohaterów
Do tej pory nie zdarzyło się, aby twórcy aż tak ograniczali rozwój bohaterów. W poprzednich grach z czasem były dodawane nowe elementy (czy to nowe materie, czy zdolności pod nowymi GFami, czy jakkolwiek inaczej), ale gracz miał pełną swobodę w podejmowaniu decyzji czego się nauczyć/będzie korzystać i będzie mógł dalej sam wpływać na rozwój bohaterów i korzystać z tego co do tej pory osiągnięto. FF XIII po dotarciu do punktu "!" znowu przerzuca gracza na inną drużynę, a nawet jeśli nie, to po wymaksowaniu określonego poziomu Crystarium nie ma co myśleć o dalszej nauce nowych zdolności, póki nie dotrze się do momentu, który odblokowuje nowe obszary rozwoju. Dla mnie takie wynaturzenie progresji bohaterów, co jest jednym z kluczowych elementów KAŻDEGO RPG, jest karygodne.
Rozstrzał na role/joby już kiedyś był, ale w starszych produkcjach była opcja samodzielnego ustawiania przez Gracza zestawu zdolności, którymi postać będzie się posługiwać. Ograniczenie używania np magii leczniczej u danej postaci tylko do jej roli medyka jest dla mnie nietrafione, ale (jak pisałam wyżej) da się to przeżyć szybką zmianą paradigmów. Inna sprawa, że paradigmy przypominają mi zmiany Dress Spheres, które w X-2 przyprawiały mnie (jak cała X-2) o mdłości.
Samo Crystarium w esencji to mutacja systemu AP znanego z FF VIII - zbieramy AP, by się nauczyć zdolności i włączamy następna do nauki. Nauczenie się jednej daje niekiedy (na rozgałęzieniu) opcję wyboru jednej z dwóch ko0lejnych zdolności do nauki. Ubieranie tego w zawiłą prezentacje graficzną (hybryda Sphere Gridu i Materii) jest moim zdaniem niepotrzebna - wprowadza jedynie chaos.
4) Fabuła i postacie
Z jednej strony mamy trzeci główny minus - rażąca liniowość i nieumiejętna narracja, z ze złym wykorzystaniem antagonistów włącznie. OK, przyznajmy, że gry z serii Final Fantasy w przeważającej większości nie sa ostoją wielowątkowej fabuły, ALE dawały Graczowi pewną dowolność w podejmowaniu niektórych decyzji, co mniej lub bardziej wpływało na fabułę. W FF VII widać to było przy wyborze kolejności odzyskiwania Huge Materia i ewentualne niepowodzenie misji miało wymierny wpływ na wynik (niepowodzenie co najmniej jednej misji powodowało przepadek Blue Huge Materia i zamknięcie drogi do stworzenia Bahamut ZERO Summon Materia). Skrewienie w tunelach Centra na CD 1 w W FF VIII utrudniało potem penetrację Lunatic Pandora na CD 3. Do tego gry oferowały mniej lub więcej subquestów, że o mini grach nie wspomnę. W FF XIII nie ma właściwie nic. Miałam wielką ochotę na pojedynek z Jihl Naabat, "złą siostrą Quistis" i srodze się zawiodłam. Biorąc pod uwagę ile razy ekipa na nią trafia oraz jaka z niej manipulatorka, spodziewałam się, że uświadczę co najmniej jednego pojedynku z nią oraz Yaagiem Roschem. A tu ni hu hu. Ogromna strata.
Kolejna sprawa to problem, który Miszczogrzmot juz opisał, z czym sama zmagałam się przez pierwszą godzinę gry w FF XIII:
ubrana w głupie, mieszające tylko i utrudniające odbiór, sformułowania fabuła(fal'cie, l'cie, cieth, focus, orphan, itd.)
Nie wiem, czy to zamierzone, czy też nie, ale zmusza do zapoznania się z materiałami w dość często olewanym data logu, aby pozbyć się dręczącego pytania "a o co właściwie chodzi - kimsą Fal'Cie, L'Cie, Cie'th i pozostała banda?".
Skakanie po wątkach fabularnych to japońska specjalność, ale tu w grze jest ich zdecydowanie za wiele. Szkoda, że ograniczeniu rozwoju danej postaci towarzyszy poszatkowanie ątków na jeszcze mniejsze mini segmenty. Tu wolałabym rozdział jaki ma m iejsce w FF VI w World of Balance, gdzie osobno mieliśmyu do rozegrania cały wątek Locke'a, Sabina i Terry. Rozegranie wątku do końca i cofnięcie się na chwilę by kolejna drużyna rozegrała swój etap do końca bez zbędnych przerw byłoby moim zdaniem lepsze i przyjaźniejsze dla odbiorcy.
Nie zgadzam się natomiast z zarzutami względem postaci. O ile część ich cech charakterologicznych gdzieś już była (Squall, a nie Cloud w przypadku Lightning, Tidus w przypadku Hope'a, Zella dla Snowa, Lului dla Fang, Selphie i Rikku dla Vanille), o tyle to jednak są inne postacie niż ich duchowi krewni. Przemiana Light niańczącego Hope'a wyszła moim zdaniem naturalnie, podobnie Hope przez emulację Lightning i podjęcie pierwszych męskich decyzji zmężniał. Fang to Fang - twarda seksowna babka, z niewyparzonym jęzorem, silnym charakterem i określonym celem, Snow uzmysławia sobie co to naprawdę oznacza być bohaterem na jakiego się kreuje. Wielu chwil zwątpień i rozterek nie odbieram jako zbędnych tylko jako dobrze pokazujących rozwój postaci jako osobowości. Sazha zostawiłam sobie osobno, bo to osobny przypadek - z jednej strony element comic relief, z drugiej mający swoje dramatyczne 5 minut. W jego przypadku nie obserwujemy może zmiany, ale po kroku odkrywamy coś, co chowa głębiej.
Bardzo podobają mi się interakcje między postaciami i uważam, że dialogi są świetnie napisane. Mnie bardzo rozbawiły zwłaszcza "pogawędki" Sazha i Lightning, czy Sazha z Vanille, miło patrzyło się na interackję pomiędzy Light i Fang. Gdyby storytelling nie był tak spieprzony, a gra bez grindowania nie była tak krótka.
Coś, co koniecznie muszę pochwalić to muzyka, nie tylko z uwagi na świeżość jaką wniósł Masashi Hamauzu, ale fakt, że nagrała ją Orkiestra Filharmonii Narodowej w Warszawie. Mamy więc doniosłe utwory symfoniczne, jak też melanż muzyki j-pop z klasycznymi skrzypcami, tak jak było to np. przy Sailor Moon, gdy na polu walki meldowały się Sailor Satrun, Sailor Uranus, Neptune i Pluto. Przepiękną ścieżkę ma Lake Bresha. Muzyka to definitywny atut gry.
Gra naprawdę ma potencjał - gdyby nie koszmarne błędy opisane wyżej: przede wszystkim lepszy sposób narracji, nieograniczanie progresji bohaterów i lepszy system rozwoju, wątpię czy fani wieszaliby na niej tak bardzo psy. Gdyby FF XIII była pozbawiona swoich bolączek z czystym sumieniem mogłabym dać ocenę 9,0. Oceniając to co jest, nie mogę dać więcej niż 5,5 - dając mniej nie byłabym sprawiedliwa (nie wszystko w grze jest złe), ale w tym kształcie grze daleko do wielkich poprzedniczek. Gra jest krótka, ale jednak mnie wciągnęła na tyle by ją dokończyć - największa w tym zasługa postaci. Nie mniej firmie Square-Enix moge powiedzieć tylko jedno: "wstyd Panie i Panowie - to poniżej waszego poziomu i talentu".
Adamus - mam w sumie tylko jedną, drobną uwagę odnośnie znalezionego w Twoim tekście byka. Chodzi mi o drugi akapit poświęcony Stonekeep. Byk polega na tym, że to nie Thera uratowała Drake'a, ale Wahooka. W Palace of Shadows przed dołączeniem się do drużyny Drake'a Wahooka wypowiada sławetną kwestię "As you may guess, it was I who saved that dark day so long ago", dając jasno do zrozumienia, że to on był ową zakapturzoną postacią co nas wyteleportowała w trakcie upadku Stonekeep.
Co zaś się tyczy treści merytorycznej, nawet nie masz pojęcia jak mi się obie części historii przydadzą do pewnego projektu naukowego. Poza tym, dzięki obu artykułom naszła mnie ponownie ochota na Dungeon Mastera 2 oraz na Stonekeepa, których długo nie wyjmowałam z szuflady, jak również zaznajomienie się choćby z częścią wymienionych rpgów (do roku 1996 byłam konsolarą) . Dzięki.
Jezu... ja to mam tyły z grami i środowiskiem growym od czasu zmiany profesji O.O Mam tylko nadzieję, że Marcinowi nic śmiertelnie poważnego nie jest, bo z tego tonu wynika jakby wybierał się na chemioterapię... Zdrowia Gulash, zdrowia.
No ładnie... Pod moja nieobecność Piotrasq robi porządki i wywala cały dorobek 150 Diablomanii (wstępniak). This is gonna end something like.. "Silence! I kill you"
No nie mówcie, że nikt w to nie grał.
Grali, grali - w niezapomnianym 1990-ym na komputerze kumpla z bloku namiętnie graliśmy w Targhana. Któregoś razu w końcu dotarliśmy do final bossa, ale dopiero ze 2-3 lata później zdobyliśmy broń, która dawała 100% szans na jego pokonanie. Dużo przedmiotów do zdobywania i używania: broń miotana, magiczne klejnoty i puchary, sporo różnych przeciwników, dużo (ważne) zróżnicowanych lochów do zwiedzania. Bardzo dobra w wykonaniu i ciekawa gra jak na "tamte" czasy.
Btw,: oficjalna klasyfikacja Targhana to raczej gra zręcznościowo-platformowa, z elementami RPG.
Co do [4] - no comment.
o to za serwer? Mówisz o jakiejś grze na CBN? Podałbyś chociaż krainę - czy to Europa?
Jasne że podałabym. Europe, a numer serwera oznacza, że grę trzeba założyć na tym serwerze, aby trafić na klona.
Obecnie na sieci są zaznaczone dwa serwery jako klononośne: 213 i 50.
Ja przed chwilą ponownie trafiłam klona na serwerze 43. To już drugi Anni w ciągu 24 H - chyba Blizzard majstrował coś przy soj counterze, bo tak częste występowanie DC było ostatnio w październiku/listopadzie 2003, gdy wprowadzili P 1.10 i praktycznie co grę na Hellu wyskakiwał Diablo Clone. Być może zatem nieoficjalne informacje odnośnie zawartości P 1.13 związanych z DC są częściowo prawdziwe, a Blizz być może potajemnie testuje sobie właśnie mechanizm.
Na serwerze numer 219 szaleje DC. Jakież było moje zdziwienie, gdy po zmaksymalizowaniu gry z paska zobaczyłam "Diablo walks the Earth'. Dosłownie fart. Próbujcie, może go jeszcze na tym serwie dorwiecie.
Edge, Harmony, Insight, lawbringer, Obedience, Spirit, Voice of Reason, też wymagają śmiesznych run a mody mają dośc pokaźne, wiec to rzekomo nowe słowo runiczne niczym nie odbiega od ladder crapu ;)
Darth Wiader, Volk - uprzejmie dziękuję za uświadomienie mnie z tym rejestrowaniem gier i ich ściąganiem. Ściągnęłam i znowu zapadłam na bardzo ciężki przypadek Diablomanii ;) Obiektywnie muszę przyznać, że jeśli chodzi o samo podkładanie głosów, to polska wersja nie jest tak zła jak pierwotnie myślałam. Część głosów : Gheed, Warriv, Greiz, Drognan, Lysander, Meshif, Larzuk i Nihlathak brzmią lepiej po polsku, podobnie większość bossów, którzy wypowiadają jakieś kwestie. DIablo II i jego polska wersja to ciekawy obiekt do badań translacyjnych - są błędy w tłumaczeniu (przykładowo Jedwabie Victora powinno być przetłumaczone na Jedwabie Zwycięzcy [the Victor po ang Zwycięzca]), gdzie niegdzie pododawano głosy tam, gdzie ich nie ma, ale ogólnie jest nieźle. Już ostrze sobie ząbki na Warcrafta 3 po ang (w podstawkę ang juz kiedyś grałam, natomiast jestem ciekawa jak Maiev wyszła w wersji oryginalnej).
Mam do Was pytanie natury technicznej. Na Win 98 nie było problemu z wyśietlaniem informacji o pingu po wpisaniu /fps. Na Win XP po wpisaniu tej komendy nie wyświetla się żadna taka informacja. O ile pamiętam, to Dakid kiedyś mówił coś o zmianie ustawień, chyba w czcionce. Próbowałam kiedyś to zrobić, ale nie udało mi się. Czy ktoś wie, co trzeba zrobić? Będę dźwięczna za pomoc.
Ekipa GOLa na CBN: Standard i Ladder:
toaster / *fatality01
Radaar / *radaar
YackOO / *yack
Yo5H / *1nsAne_
Vismerhill / *Ezrael
Lady / *Cammy, *Sephiria
Danley / *sorcereros
zela / *zela
Kosmit / *KielichNKF
BmrQ3 / *BmrQ3
QrKo / *qrko
mikhell / *mikhell i *mikhell666
Child of Bodom / *childrenno
Tigerek / *tigerek-pz
wilqu / *cnoop
lutus / *feanore
zandarus / *10ben1805
.Albatros / *albatros3
Kentril / *Cranne
1500 / *t1500man
Indoras / *babiczka
Sir Skull / *sirskull
moszeusz / *AdamNs
Marinus / *marinus
Wo_Ja_Ann / *WojAnn
elv33 / *elv33
Mondragorn / *Mondragorn
kasztaneczuszek / *kasztan89
raz0r / *GateOfOblivion
Caine / *Sayniel
TiGeReK / *c36ciu
Czlonkowie ekipy nieaktywni lub na emeryturze ;)
Piotrasq ---> Piotrasq
Gandalf-Szary ---> Pawel..
_ARTi_ ---> _ARTi_ , Maseguf
Bodziu ---> Bodziu_MBKO, Lord_M
Savanna ---> Savanna_PL
Cainoor---> Cainoor
Antrax ---> nilfaard, piwosz
War --> Wojna
Dabster ---> Dabster,Dabster2
Davidian ---> Davidian78
Spider2000 ---> Spider200000, spider_L
tygrysie ---> tygrysie
craym ---> junior-iii
Belert ---> Belert
Fixus_1 ---> fixus
1500 --> *t1500man
Radaar --> *radaar
Słowniczek:
PvM - Player versus Monster - Postać zwalczająca potwory(więcej o PvM niżej)
PvP - Player versus Player - Pojedynki między graczami(więcej o PvP niżej)
MF - Magic Find - znajdywanie magicznych przedmiotów(więcej o MF niżej)
OBN - Open Battle.net czyli otwarty BN, a.k.a Overcheated Bogus Net
CBN - Closed Battle.net czyli zamknięty BN potocznie zwany Cheated Biglag Net
Duel - Patrz PvP
exprun - Zabijanie potworków, w celu zdobycia większej ilości doświadczenia(więcej o exprunach niżej)
cowrun- najczęściej stosowany exprun aż do wejścia patcha 1.10
baalrun - najczęściej stosowany exprun od wejścia patcha 1.10
resy - odporności
statsy - statystyki
itemy/itemki - przedmioty
Newbie - początkujący gracz
Noob(n00b) - początkujący gracz zgrywający mastaha, kozak niemający pojęcia, o czym mówi.
Player versus Monster
Aby większości graczom nie nudziło się tępe nabijanie doświadczenia i kreowanie postaci na duele, stworzone zostały postacie tylko na tępienie potworków
Player vs Player
TvT - Team vs Team, drużyna przeciwko drugiej drużynie. Najczęściej taka forma jest spotykana w wojnach klanowych.
Mirror Match - Pojedynki dwóch postaci tej samej klasy(amazonki vs amazonki, barbarzyńcy vs barbarzyńcy itp.)
Rodzaje zasad duelów
1. Zasady powszechne(umówione między graczami)
2. Zasady PR(Post Reality, mające na celu wyrównanie szans wszystkich klas postaci na zwycięstwo)
MF
Magic Find, powszechna sztuka szukania magicznych przedmiotów praktykowana przez wielu graczy. Im wyższy mamy MF (szansę na zdobycie magicznego przedmiotu), tym wyższa szansa że trafi nam się unikatowy/setowy przedmiot. istnieją jednak pewne wyliczenia, że przy MF powyżej 300% częściej trafia się magiczny syf. Poza tym, może nam się trafić Arcaine's Valor po 200 mf runach z mf 1xxx, a może się trafić po 5 runach z mf 0, więc to też zależy od szczęścia. Drugim czynnikiem, który wpływa na to, co może wypaść jest TC (Treasure Class - określa, do jakiego typu przedmiotów potwór jest w stanie wyrzucić przy zgonie).
Potwory mogące rzucić najlepsze przedmioty:
Colenzo, Achmael, Bloody Bartuc, Ventar, Lister - sala tronowa
Pindleskin (pryszczoskór) - snujący się trup w świątyni Nihlathaka, zaraz za czerwonym portalem Anyi, acz od patcha 1.10 zmniejszono mu TC
Thresh Socket (Niszczyskała) - Na Lodowej wyżynie przy uwięzionych Barbarzyńcach
Snapchip Shatter (Szczerbiciel) - Lodowe Jaskinie, subpoziom przy Drodze Starożytnych
Frozenstein (j/o) - Zamarznięta Rzeka, obok uwięzionej Anyi
Gorsze potworki(w nawiasie podaję ilvl, którego nie mogą wyrzucić:
Andariel (72< oraz lepszej runy niż LO)
Mephisto (81< oraz runy ZOD)
Diablo (87<)
Baal (90)
Hell Bovines (90) - od 1.10 mają obcięte TC
Cow King (69< oraz runy wyższej niż VEX)
Hephasto (87<)
Eldritch (84<)
Shenk (87<)
Bonesaw Breaker (87<)
Nihlathak (90)
Skróty nazw popularnych przedmiotów:
VG, Gaza - Spojrzenie Wampira (Vampire Gaze), hełm
GF - Dziadek (GrandFather), miecz
SoJ - Kamień Jordana (Stone of Jordan), pierścień
Raven - Kruczy Lód (Raven's Frost), pierścień
CBB - Okrutne Kolosalne Ostrze (Cruel colossus blade), miecz - od 1.10 nieużywane
CMB - Okrutny Matrarchialny Łuk (Cruel matriarchal bow), j/o od 1.10 nieużywane
Storm - Tarcza Burzy (Stormshield)
Czako - Przyodziewek Arlekina (Harlequin's Crest)
Eagle - Orli róg (Eaglehorn), łuk od 1.10 nieużywane
WF - Siła Wiatru (Windforce), łuk
AF,Arreat - Twarz Arreatu (Arreat's Face) zabójcza garda
Doom - Siewca Zagłady (Doombringer), czampioński miecz
Skullder - Gniew Czaszkowca (Skullder's Ire)
Świetlik - Miecz Świetlny (Lightsabre), fazowe ostrze od 1.10 nieużywane
Baranek - Gwiazda Baranara (Baranar's Star), diabelska gwiazda od 1.10 nieużywane
Shaft - Laskoszczyt (Shaftstop) kolcza zbroja
AV - Odwaga Arkaine'a (Arkaine's valor) balrogowa skóra
Stringi, sznurek - Sznur Uszu (String of ears) pas z demoniej skóry od 1.10 mało używane
Verdungo - Sznur Verdungo (Verdungo's Hearty Cord), pas mithrilowa kolczuga
Templar - Moc Teplariusza (Templar's Might), święty pancerz
Tyrael - Moc Tyraela (Tyrael's Might), święty pancerz
Zaka - Herold Zakarum (Herald of Zakarum), pozłacana tarcza dla paladyna
Tytki - Zemsta Tytana (Titan's Revenge), ceremonialny oszczep
Szpiki - Szpikoczłapy (Marrowalk), buty z kościskarabeusza
Dancer - Tańcerz Cienia (Shadow Dancer), myrmidońskie nagolenice
Andyface - Oblicze Andariel (Andariel's Visage)
dracule - Chwyt Drakuli (dracul's Grasp), rękawice z kości wampira
soule - Duszołap (Soul Drainer), Wampiręcze
Steele - Stalorwij (Steelrend), ogrze rękawice
Ormus - Szaty Ormusa (Ormus Robes), Wieczorny całun
Tomb - Łupieżca Grobów (Tomb reaver), zagadkowy topór
Dżin - Zabójca Dżinów (Djinn Slayer), Agatan
Azure - Błękitny Gniew (Azurewarth), fazowe ostrze
Popularne słowa runiczne:
ogólnodostępne
HOTO - Serce Dębu (Heart of the Oak) KO Vex Pul Thul
Enigma - Jah Ith Ber
BOTD - Ostatni Oddech (Breath of the Dying) Vex Hel El Eld Zod Eth
COH - Okowy Honoru [a nie Horroru] (Chains of HONOR) Dol Um Ber Ist
CTA - Wezwanie do Broni (Call to Arms) Amn Ral Mal Ist Ohm
Delirium - Lem Ist Io
Doom - Zagłada (Doom), Hel Ohm Um Lo Cham
Exile - Wygnanie (Exile) Vex Ohm Ist Dol
Oświecenie - Oświecenie (Enlightment) Pul + Ral + Sol
Słowa rankingowe (ladder)
Des - Znieszczenie (Destruction) Vex Lo Ber Jah Ko
Drag - Smok (Dragon) Sur Lo Sol
Dream - Sen (Dream) Io Jah Pul
Forti - Hart (Fortitude) El Sol Dol Lo
Grief - Żal (Grief) Eth Tir Lo Mal Ral
Infi - Nieskończoność (Infinity) Ber Mal Ber Ist
Ins - Olśnienie (Insight) Ral Tir Tal Sol
Phoenix - Feniks (Phoenix) Vex Vex Lo Jah
Duch - Duch (Spirit)
FAQ
Players x (można także wpisać playersx - nie robi to różnicy w w efekcie działania) - dodane przez Blizzarda w łatce 1.09 i jest całkowicie legalna (jeżeli zamiast x damy liczbę większą niż 8, to potworki będą silniejsze, ale expa będą dawać tyle samo co na ppl 8). Działa na Sinlgu i OBN
Patch 1.12 - aktualny patch, przy wchodzeniu na Battle.net gra sama sprawdza, czy na komputerze jest aktualna wersja i w razie konieczności dokonuje sama aktualizacji
synergie - od patcha 1.10 większość umiejętności dostała dopałki w postaci pasywnych bonusów od innych zdolności. to są właśnie synergie
Krowi Poziom - należy zabić Baala, po czym udać się do Tristram i zdobyć nogę Wirta. Nogę umieścić w kostce razem z Księgą Portalu. Uwaga - najlepiej wkładać księgę z 20 zwojami -> więcej krów, na Cow Levelu. Dokonać transmutacji. Na krowi poziom można wchodzić nieskończoną liczbę razy, ale gdy zabijemy krowiego króla, nie będziemy mogli więcej otwierać krowiego portalu. Jeżeli króla zabije ktoś, kto nigdy go jeszcze nie zabił, to niezależnie czy jest w naszej drużynie czy nie, nie będziemy mogli otwierać portalu.
A teraz jeszcze kilka porad jak uchronić się przed złodziejami:
1) Najstarsza sztuczka świata - to komunikat (najczęściej po angielsku) w stylu: " W związku z rychłym wejściem patcha 1.XX (obecnie ma wejść 1.13) konta będą usuwane. Kto chce zachować konto i postacie niech whispnie nazwę konta i hasło" - na ten numer zazwyczaj nabierają się osoby, które są nowe na CBN i dopiero co zdobyły niektóre cenniejsze itemy;
2) Też dość popularne - "Wyjeżdżam do sanatorium/Nie chce więcej grać w Diablo 2 i oddam swoje konto za darmo". Wszystko sprowadza się do wpisania linijki /join konto hasło - ta komenda służy do dołączania się do kanału i tą komendą tworzysz kanał, którego nazwą jest twoje konto/hasło. Złodziej czeka aż się wylogujesz i wtedy wchodzi na twoje konto i zmienia hasło;
3) Trzeci wariant bazujący na tym samym tricku jest związany z komendą /dnd , uruchamiającą tryb do not disturb . W tym stanie nie otrzymuje się szeptów. Złodziej znowu przy uruchamianiu /dnd każe wpisać konto/hasło i czeka aż wyjdziesz z BNu;
4) Podczas handlu uważajcie na trade hack - niektóre osoby jeszcze go mają;
5) Ponownie w trakcie handlu - czasem ktoś się pyta czy wasze przedmioty są znalezione czy skopiowane. Złodzieje puszczają bajeczkę, że wyrzucenie przedmiotu i szybkie podniesienie jest oznaką, że przedmiot jest legit (a duplikatu podnieść się nie da). NIE dajcie sobie wcisnąć takiego kitu . Kiedyś czarodziejki telekinezą mogły od razu w mieście zabierać przedmiot, dziś na szczęście muszą podbiec i tu dziękuję Blizzardowi za to. Około 2 miesięcy temu pewien przyjemniaczek chciał mnie w ten sposób okraść, ale 12 lat stażu grania wyćwiczyło u mnie refleks. Tak więc żałosny złodziej obszedł się tylko smakiem, a potem jak mu jawnie zarzuciłam zamiar kradzieży to powiedział coś takiego: "Przecież jestem Polak komu jak komu ale przecież swojemu można ufać. Nie ufasz rodakowi?" Zwłaszcza POLAKOM NIE UFAJCIE - niestety najwięcej złodziei jest właśnie wśród naszych rodaków.
6) Następna rzecz - ogłoszenia w stylu "Zapuszczę Mef/Pindle bota za jakiś fajny Item" - krótko podpucha na naiwnych . Ignorować i piętnować takich na kanale.
7) grupa profesjonalnych złodziei - niestety ci korzystają z programów do łamania haseł, a ostatnio chodzą słuchy, że jest bot wykradający hasła. Program robi to na tzw. "chama", czyli próbuje kombinacje a, b, c aż do z i potem aa, ab itd. Na takich jest tylko jedno rozwiązanie. Róbcie hasła MAKSYMALNIE długie, czyli 12 znaków i niech w haśle będą litery, cyfry i znaki stawiane z shiftem. Poniżej przykład:
a2%&1e*)30%e . Tak skomplikowane hasło zajmie nawet potężnemu komputerowi tydzień albo i więcej czasu na rozgryzienie, dlatego co miesiąc warto zmieniać hasło.
8) Najczęściej podczas duelu po twojej śmierci obok ciała ktoś może wyrzucić jakiś przedmiot, należy uważać żeby go przypadkiem nie podnieść, gdyż po zabraniu później zwłok tak naprawdę podnosimy tylko itemy a ciało zostaje na ziemi wtedy tylko wystarczy ze ktoś was zabije i się wysypiecie. Należy uważać szczególnie na postacie z lvl mniejszym niż 9, czasami potrafią napisać spam zasłaniający wasze zwłoki.
9) Różne wispy na kanale "chcesz zdupować przedmiot" a później w grze rzeczy typu alt+f4, pełne inv+kostka.
10) Podczas handlu możecie usłyszeć zaczekaj, bo nie mam miejsca, po czym gość podmienia przedmiot na taki sam z wyglądu, przed naciśnięciem "OK" należy zawsze sprawdzać przedmiot, oraz uważać by koleś od odwrócił waszej uwagi np. spamujac.
11) Jest jeszcze numer z teleportem który polega na tym, ze ktoś nam próbuje kit wcisnąć żeby wywalić swój przedmiot na ziemie, sam wyrzuca swój za miastem. Sztuczka polega na tym ze on może się przeteleportować do miasta, i nie koniecznie musi to być czarodziejka.
Kilka ciekawszych linków do stron:
http://diablo2.battlenet.pl/
http://dclone.eskysse.com/
http://www.diabloii.co.uk/items/page_1/any/any//
http://www.diablo.phx.pl
DIABLO III strona oficjalna: http://www.blizzard.com/diablo3/
link do poprzedniego wątku: https://forumarchiwum.gry-online.pl/S043archiwum.asp?ID=8079018&
mszakal - Oria to ostatnia rzecz jaką załatwia się w świątyni. O ile dobrze pamiętam, to klucz zdobywa się po opanowaniu Kwadratów Bitewnych. Na pewno pamiętam, że w którymś momencie Oria złamie swoją laskę i przeniesie się do sfery eterycznej, przez co stanie się odporna na ataki. Na szczęście w tej samej sali z Kwadratami Bitewnymi jest mechanizm, który przeniesie cię do tej samej sfery astralnej co oria i znów będzie śmiertelna.
Co do innych wypowiedzi - zgadzam się ze zdaniem goodgamesfan i również uważam dwójkę za lepszą od jedynki. Nie tylko jest obszerniejsza (jak na grę bez dodatku), nie tylko fabuła rozwija się szybciej i czuć w niej ducha Baldur's Gate I (władza i polityka, bez seksu ;P), ale sama rozgrywka jest dużo bardziej dynamiczna. Mi osobiście strasznie się sam gameplay w walkach i eksploracji strasznie ślimaczył w jedynce, a w dwójce szło to dynamicznie. Następna sprawa - w dwójce było bardzo dużo nawiązań do jedynki i miało się poczucie, że tu trzeba iśc, bo jest coś sensownego do zrobienia. Dla kontrastu, w jedynce denerwował grobowiec Kresselacka, bo jakiś taki trochę na siłę dodany był. Kolejna sprawa, muzykę w dwójce uważam za lepszą, bardziej kinową (choćby Kuldahar czy Bitwa na rzece Shengarne). Skoro o Bitwie nad Shengarne mowa, to nie sposób nie wspomnieć o wspaniałych klimatycznych adwersarzach, jak: Oria, Lysara i Catin, czy moja ulubienica, pół-smoczyca Sherincal (namęczyłam się z nią znacznie bardziej niż z całą bandą sióstr-trojaczków), czy wreszcie sam awatar boga Iyachtu Xvim, czy też wreszcie para głównych mącicieli w osobach Isaira i Madae (strasznie z tej dwójki przypadł mi do gustu Isair). Za to rozczarowują bossowie z jedynki - Yxunomei jakaś taka bezpłciowa była, za to Belhifet pomimo głosu Henryka Talara (znakomitego zresztą w tej roli!), też nie powalał na kolana - jego (Belhifeta) dzieci, zdecydowanie lepiej się prezentowały. W IWD II pojawił się też między innymi ciekawy pomysł z cofaniem się czasu w wulkanie, a także kolejny extra uber-boss smok do obicia.
No ba...
Komentarza od Naczelnej Diablicy z GOL-owej Diablomanii nie może zabraknąć... a i serce rośnie, gdy widać ilu jest miłośników starej dobrej części pierwszej. Oryginalne Diablo to Klimat przez duże K - mroczna i (zgodnie z kanonami literatury amerykańskiej) gotycka aura, rozwalona katedra, przygnębiający nastrój, półmrok, zjawiska nadprzyrodzone, ogólnie panoszące się zło, a do tego garstka ludzi starających się przetrwać. Zupełnie jak w choćby 'The Fall of House of Usher' Edgara Allana Poe.
Na to opuszczone przez Boga miejsce trafia trójka śmiałków, z której każdy znajdzie swojego faworyta pod swój styl gry (czy to dystansowiec z łukiem, tankowiec z wojem, czy... wybaczcie :P psychol bombardujący wszystko zaklęciami maga :D). Pomimo, że zadania poboczne (jak i to główne) ogranicza się do schematu "idź-znajdź-zabij/zabij i przynieś", to questom towarzyszy znakomite wprowadzenie, które buduje KLIMAT, a część opisów zadań znakomicie przedstawia stopniowo realia przygody i zło, z którym gracz musi się zmierzyć. Znakomitym zabiegiem są jeszcze księgi z mitologią gry, usytuowane na każdym czwartym poziomie katedry, katakumb i jaskin, które losowo występują w trzech wariantach: albo jako dzienniki Arcybiskupa Lazarusa, Kroniki Bractwa Horadrim lub Księgi Wiedzy Tajemnej spisanej przez anonimowe Siły.
Zbrojownia jest imponująca - różne rodzaje zbroi, od lekkich skórzanych po najcięższe płytowe. Dzisiaj, po Baldurach, Gothicach, czy choćby Diablo II to standard, ale w tamtych czasach (rok 1996), to było naprawdę sporo sprzętu. Do tego większość unikatów miała piękne charakterystyczne tylko dla siebie grafiki. Do dziś pamiętam, jak czytając z kolegami ś.p. pismo RESET śliniliśmy się na widok Messerschmidt's Reaver, czy wielki Runiczny miecz Grizzly... mieliśmy po prawie 15 lat, a chcicę na te przedmioty mieliśmy jak dzieci w sklepie na lizaka. Oczywiście magia "chłodnych" graficznie unikatów prysła, jak dotarła do głowy świadomość, że najlepszy jest stuff magiczny z prefixem King's i suffixem Haste lub ich gorszymi odpowiednikami, ewentualnie Godly of Whale lub niżej na zbrojkach, a na amuletach "Amber/Jade/Obsidian of Heaven, czy Zodiac.
Kolejna sprawa to całkiem pokaźny zestaw czarów, który i tak ostatecznie uszczuplono o choćby Apocalypse, Novę (tylko w różdżkach i scrollach), Identify, Resurrect i Infravision. Skoro o scrollach mowa to warto wspomnieć o Potionach i Elixirach.
No i wreszcie menażeria, bardzo bogata jak na tylko 16 poziomów, nie licząc już faktu, że każdy typ stwora ma 3-4 warianty, z wyjątkiem oczywiście samego Diablo. Koniecznie trzeba nadmienić też bossów, którzy zapadają w pamięć, a więc The Butcher, King Leoric (który w D 3 zanotuje powrót), The Warlord of Blood, czy Archbishop Lazarus.
Ta gra to KLIMAT MIÓD i lata z godzinami wyrwane z życiorysu.
Nie chcąc być sentymentalna powiem, że jest to jedna z gier mojego późnego dzieciństwa na PC. Grając z razem z kolegą doszliśmy chyba Angarath, gdzie skutecznie zniechęcił nas minotaur pilnujący mostu.
Niedawno, po latach, odnalazłam ten tytuł i postanowiłam spróbować ponownie, bogatsza o przeprawy ze Stonekeep. Dungeon Master II: the Legend of Skullkeep, Baldury, Icewindy i bogatsza o wiele lepszą znajomość języka angielskiego. Straciłam niejedną godzinę przy tej grze,a i tak wciąż jej nie przeszłam, bo gram od czasu do czasu i samodzielnie bez poradnika. Gra nie jest łatwa - wymóg 1000 GP za save to naprawdę sporo na start, choć aż tak drastycznie trudno na początku nie jest. Schody pojawiają się od labiryntu pod lasem w Rhudghast (zagadka logiczna - można się zamknąć w pułapce i game over, czy ciężki golem strażnik). Potem też łatwiej nie jest, bo gracz dostaje jedynie strzępki informacji i śladowe wskazówki, które nie każdego nakierują na prawidłowy tok postępowania. Mapa świata nie jest zła, ale mogłaby być lepsza, natomiast BARDZO razi brak map w miastach. System szkolenia i uczenia nowych czarów trochę kuleje, za to warzenie wywarów daje poczuć tą "magiczność" uprawiania wiedzy tajemnej. Odgłosy dobrze dobrane jak na produkt z początków lat 90-tych, niezła grafika, ciekawa fabuła. Co ciekawe: gra oferuje możliwość grania w czterech wersjach językowych: angielski, niemiecki, francuski i chyba włoski.
Polecam wprawionym Rolplejowcom, mającym doświadczenie z old schoolowymi cRPGami. Newbies muszą mieć motywację i zacięcie, bo można się zniechęcić.
Po tym co zobaczyłem jestem zszokowany ta gra to istne guwno!!
Podobnie jak komentarz nr [6] napisany przez dziecko wychowane na G-Force "9 000 000 DUŻY LOTEK". Nawet sensownych argumentów brak.
Powiem uczciwie, że z jedynką miałam krótką i pobieżną styczność, ponieważ niestety jest z racji bycia pierwszą częścią cyklu dużo bardziej toporna w obsłudze. Sterowanie jakby takie "drewniane" i przyznaję, że w porównaniu z dwójką mocno demotywuje do grania. Również minusem jest fakt, że akcja dzieje się wyłącznie w lochach, jak zresztą podobnie w pokrewnym Eye of the Beholder i chyba dopiero Ishar: The Legend of the Fortess to zmienia, kładąc nacisk na eksplorację otwartych przestrzeni i dungeonów. Nie jestem graphic whore, ale oprawa graficzna też nie zachęca - dwójka prezentowała się znacznie ładniej, plastyczniej, ale z racji bycia prekursorem jedyneczka zasługuje na uznanie. Z cech pozytywnych: na pewno komnata wyboru postaci z zamrażarek i przebogaty zestaw kombinacji czarów, robienia Potionów wyróżnia tą pozycję. Jeśli chodzi o mnie, to gra chyba zasługuje na drugą szansę.
Dwójeczkę z czystym sumieniem mogę polecić, ale o tym przy okazji Dm2 :)
Zgadzam się z Adamusem - grę również mam od premiery z tym zarąbistym pudełkiem z hologramem. Co jakiś czas regularnie wracam do tej gry, ostatnio grałam przez Weekend i nadal nie mogę się nią nacieszyć. Jest to o tyle fajna gra, że po po prostu wciąga. Co ważne: 1) fabuła i akcja rozwijają się etapowo, więc newbie nie będzie od razu rzucony w wir walk z 20-ma wrogami etc. 2) sporo zagadek logicznych, niektóre proste inne dość wymagające (poziom rośnie wraz z kolejnym etapem). Ostatnio odkryłam kilka rzeczy, na które przez lata nie wpadłam... ciągle można w tej grze coś znaleźć. 3) część poziomów tak w środku gry ma ukryte korytarze, które stają się dostępne pod koniec gry, dzięki czemu można później jeszcze trochę poszwędać i przeszukać labirynty, które się opanowało 4) Fabuła i NPC, którzy towarzyszą nam w podróży + znakomita interakcja między nimi (Farli, Dombur, Karzak, Skuz, Sparkle, Enigma, Wahooka) 5) zabawne dialogi wrogich i przyjaznych NPC (wspomniane faeries - studia filologii angielskiej pozwalają na nowo czerpać radość ich śmiesznych acz czasem rubasznych pioseneczek ;) 6) w kwestii systemu magii zgadzam się z Adamusem: dużo rodzajów czarów runicznych: ofensywnych, statusowych, defensywnych, użytkowych (czar "Języki") i run wzmacniających 7) dodatkowym plusem jest osoba naszego głównego przeciwnika - Khull-Khum po prostu rox swoim metalicznym bad-ass "chłodny drań" głosem. Do tego zrobili go na "cool ziom w ciemnej zbroi". 8) znakomity podkład dźwiękowy - muzyka do niemal wszystkich poziomów jest dobrana znakomicie, bardzo klimatyczna. Część poziomów jest podzielona na sekcje, gdzie gra konkretny motyw muzyczny. 9) menażeria - całkiem bogata jak na grę, którą na upartego da się skończyć w jeden dzień grając od rana do wieczora (sharga, mrówki, throggowie, borowiki, drapieżne rośliny, węże, smok etc.) 10) bardzo fajny system rozwoju drake'a - minimum statystyk, a sposób rozwoju bardzo intuicyjny. Co ważne - da się go wyszkolić w taki sposób, by osiągnął mistrzowstwo w używaniu każdego rodzaju broni, czy magii.
Stonekeep 2: The God Maker miał powstać, ale ostatecznie go zarzucono około 2001-go roku, co jest zrozumiałe patrząc na trwającą od kilku lat fatalną sytuację firmy Interplay. Chociaż ostatnio wpadłam przypadkiem na stronę Interplaya i coś tam się wreszcie dzieje. Kto wie? Może wrócą do pomysłu Stonekeep 2 w perspektywie kilku lat?
Mam takie trochę nasączone ironią pytanie: Czy GOL dba o własny interes, czy też macha ręką na wszystkich, którzy po cichu udostępniają w sieci za free GOLowe płatne poradniki? Już dwa razy zgłaszałam (pierwszy raz Miszy, a wczoraj na [email protected] -w sprawie reklamacji płatnych usług na serwisie w tym wszystkie problemy z usługami za SMS), że na Rapidshare siedzi sobie kompletny poradnik do Final Fantasy XII, a pomimo dwóch maili nikt z GOLa nie zdaje się tym interesować. W sumie to nie moja brocha, ale taką postawą udowadniacie że okradanie was jest bezkarne i w porządku względem was.
Jeżeli chodzi o specyfikę zjawiska to nie ma w tym nic złego - wielu słynnych kiedyś lub obecnie aktorów od czasu do czasu zajmuje się podkładaniem głosu. Przykładowo we Freespace 2 udział brali między innymi Stephen Baldwin i Kurthwood Smith (aktor kojarzony między innymi z serialami Star Trek: TNG i Voy) i przyznam, że wywiązali się z zadania znakomicie. Także przedstawiony na fotografii do artykułu Keith David jest zdolnym aktorem - ostatnio w filmie zdaje się był w "Barber Shop", natomiast ja poznałam go przy okazji "Final Fantasy The Spirits Within", gdzie podkładał głos do mniejszej roli ale za to był naprawdę dobrze dobrany do postaci i dobrze się wywiązał z zadania.
Natomiast nie do końca zgadzam się z tezą, że podkładanie głosu postaciom do gier jest "odmrażarką dla upadłych gwiazd". Przykładowo wspomniany Michael Ironside dość regularnie zajmuje się tym z czym związał swoje życie - aktorstwem. Dokładnie jego biografii nie znam, ale głównie jest aktorem teatralnym i telewizyjnym, stąd najczęściej widać go w TV. Nie tak dawno temu grywał od czasu do czasu w Andromedzie (serial doczekał się 5-ciu serii, więc należał do popularnych), zatem na brak rozgłosu nie narzeka i jego udział w voicingu można traktować jako poszerzenie horyzontów, czy po prostu zwykła kolejną rolę, ale nie jako odświeżanie dawnej sławy. W amerykańskiej branży gier nie każdy aktor podkładający głos musi od razu być jakimś zabytkiem z lat 80, czy wcześniej, bo również młodzi aktorzy chętnie podejmują takie role (czy to ze względu na początki kariery, nowe doświadczenia, czy fakt, że są fanami danej serii i chcą zagrać w kolejnej części dając swój głos).
Zupełnie inaczej ma się tutaj polska specyfika dubowania. Na wstępie się przyznam, że NIE ZNOSZĘ polonizacji gier, ponieważ dobre 75% z nich jest po prostu spartolone. Kardynalny błąd jaki CD Projekt, czy Cenega popełniają to zły dobór aktorów - głos często nie pasuje do charakteru postaci i słysząc różnicę między oryginałem a lokalizacją często nie sposób nie schwytać się za głowę i nie pomyśleć sobie "o ja pie, ale spiep...i". Stąd na przykład wysoko ceniona polska wersja BG II jest w mojej ocenie skiepszczona - miałam do porównania angielską (bo taką posiadam) i polską wersję (kumpla). Powiem tyle, że gdy usłyszałam polskiego Irenicusa, czy Minsca to płakać mi się chciało, ponieważ nie było w tych rolach NIC z polotu aktorów wcielających się w te postacie w oryginale. Polscy aktorzy silili się by brzmieć podobnie, ale efekt był dokładnie odwrotny od zamierzonego.
Drugim błędem jest zbytnia dosłowność tłumaczenia i jedna taka wpadka została odpowiednio skomentowana na antenie Hypera. Tutaj również wspomniany Baldur's Gate nadaje się jako przykład - sztywno i nieumiejętnie przetłumaczone kwestie przełożyły się wprost na koślawe wypowiedzi aktorów, co tylko potęguje poczucie beznadziejności polskiej wersji. Na szczęście nie wszystkie lokalizacje są złe - wysoko cenie sobie polską wersję Warcrafta 3, którego dodatku (The Frozen Throne) recenzję miałam przyjemność popełnić, gdy pisałam jeszcze w SS-NG(Next Genefration) oraz lokalizację Freespace 2, o której od kilku osób słyszałam negatywne opinie (co uważam za bezpodstawne - głosy zostały dobrane bardzo dobrze, tłumaczenie dobre, pojawiło się sporo żargonu wojskowego, co bardzo pozytywnie wpływa na odbiór polskiej wersji).
Wreszcie ostatnia tytułowa kwestia - w przypadku polskich aktorów niekiedy faktycznie podkładanie postaciom głosu można traktować jak taką odmrażarkę. Przykładowo Wiktor Zborowski - nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widziałam go w jakimś filmie od czasu "Ogniem i mieczem" i pomijam tu różne rólki w serialach a la "Klan" itp. Piotr Fronczewski, który często działa na tym polu jest w moim mniemaniu aktorem nieco innego kalibru - on jako jeden z pierwszych przełamał stereotyp, że "aktorowi nie godzi się występować w reklamie", poza tym chyba się przebranżowił, bo jego specjalnością stały się seriale oraz właśnie podkładanie głosu postaciom z gier komputerowych. Mam więc zatem trzy rodzaje aktorów w polskim dubbingu: sezonowych - czyli tych właśnie z takiej odmrażarki, czekających na lepsze czasy, przebranżowionych a la pan Fronczewski oraz rasowych podkładaczy głosu (tych jest w sumie najmniej, bo to wbrew pozorom nie jest wybitnie dochodowe zajęcie).
"Hej ho, Hej ho, Kaczkę z jabłkami na obiadek by się zjadło :)"
To pół żartem, pół serio, natomiast poważniej - 2 lata temu sondaże dawały zwycięśtwo PO, a co wyszło sami wiemy. Oby TYM RAZEM do wyborów poszło MINIMUM 80% uprawionej Polski i by wynik na forum przełożył się na wynik ogółnokrajowy. POwodzenia i uwaga w tym sezonie na PiStacje :)
Heh, widzę po niektórych wypowiedziach, że ich autorzy cierpią na "kult FF VII" (bez pokazywania palcem). Siódemka wcale taka super nie jest, bo sporo motywów w niej już się powtarza z poprzednich części (główny bohater mający problemy egzystencjalne etc.), a główny cel wyprawy jest motywowany czymś tak banalnym jak zwykła chęć zemsty :D. Szóstka pod względem fabularnym i humorystycznym jest na pewno lepsza od siódemki i chwilami bardziej poważna.
CJ - 10 według mnie jest poprawna, ale gorsza od 7. Co prawda X ma większe możliwości dzięki Sphere Grid, mnóstwo dodatkowych przeciwników, świetną ścieżkę dźwiękową (imo jedną z najlepszych), ale niestety gra jest tylko przeciętna. Sporo dodatkowych bossów jest słabych, a fabuła jest denna, niestety za sprawą wiecznie hiperoptymistycznego Tidusa (który śmiałby się nawet na pogrzebie) oraz arcy-cnotliwej i dobrej-do-bólu-że-aż-nierealnej Yuny.
Zrasz - w większości przypadków to prawda, ale zaczynałam od siódemki, a za najlepszą stawiam ósemkę, dzięki bardzo naturalnemu rozwijaniu się relacji między głównymi bohaterami.
Piotrek - malkontent jesteś :D Z wyjątkiem Edena, fajnie jest oglądać chociażby Doomtraina jak rozjeżdża Iron Gianta, Turtapody czy inne paskudztwa, a większość ludzi która pisze o GFach non-stop zachwyca się wejściem Bahamuta na scenę. Poza tym po kilkuletnich obserwacjach zauważyłam, że najwięcej na Junction psioczą ci, którzy nie lubią myśleć i kombinować bo wolą wygodę jednego najlepszego ustawienia, które poradzi sobie z każdym oponentem. OK, tylko wtedy KAŻDA gra robi się nudna. Co do nudy walk w FF 8 - też nie do końca prawda, zważywszy, że przeciwnicy też lvl upują i zmieniają swoje taktyki.
Tylko po co robić BG 3? Już wiele razy była dyskusja na ten temat i prawie za każdym razem wniosek był jeden: "nie ma już chyba nic do dodania w historii wychowanka Goriona". Ja ten wniosek podzielam, bo ToB zwieńczył w znakomity sposób cały cykl.
Czego właściwie moglibyśmy doświadczyć w BG 3? Może Black Isle zamierza jednak zmusić dziecko Bhaala do wstąpienia w szeregi bogów, tylko po co? Nasz/a bohater/ka stanie się Bogiem/Boginią Mordu i będzie pstryknięciem palca wyżynać wszystko co żyje albo wda się w wojnę z wszystkimi innymi bóstwami(Ogma, Selune, Talos, Umbrelee, Lathander, Helm, Bane, Cyric itd)? Poważnie obawiam się o jakoś merytoryczną tej trzeciej części, bo już nie raz życie pokazało jak komercja niszczy sequele najznamienitszych serii. Nie ma nic gorszego niż dorabianie na siłę do zamkniętej Historii kolejnych, często banalnych i wyssanych z palca opowiastek, nawet jeśli mamy tu do czynienia z cRPG, gdzie fantazja to chleb powszedni.
A na podtytuł dla 7-mki proponuję "The Funeral of Lara Croft" - jasne i czytelne. jeżeli Gra będzie równie "udana" co Angel of Darkness, to to rzeczywiście będzie gwóźdź do trumny Lary(no i mamy wtedy rzeczony pogrzeb :D)
Poligon chciałeś powiedziać dla kilku MILIONÓW dolców :D
Fakt faktem jednak, że męczą strasznie tą Larę i w sumie jakoś ostatnio w ogóle nie słyszy się o innych grach Eidosu, a to już źle. Rzeczywioście mogliby zabrać się za coś innego, może jakąś innowacyjną grę.
Sir Klesk - raczej ludzie narzekają na TR, bo od części 4-ej klimat zaczął się psuć, a od 5-tki już ewidentnie widać, że Eidos po prostu odcina kolejne kupony. Po ostatniej klapie Angel of Darkness już spora część samych fanów zaczęła głośno się zastanawiać nad tym czy nie lepiej już zakończyć serię. O nowszych TRach zdania nie mam, bowiem na 3-jce przygody z Larą zakończyłam.
Tak dla uściślenia pełna lista Sagi to:
1) TR feat Lara Croft
2) TR Staring Lara Croft
3) TR 3 The Adventures of Lara Croft
i właśnie od 4-ki mam problemy z chronologią. Jak lecą dalej podtytuły( wiem, że jedna to Chronicles, kolejna Angel of Darkness i brakuje...?)
Solidna, rzetelnie napisana recenzja - widać, że pisał ją miłośnik gatunku cRPG ze sporym doświadczeniem. Sama przyjemnośc z czytania. To by było na tyle z mojej strony.
Buuuuuuuuuuuuuuuu ;( I WANT SOUL BACK- komu ja teraz będę dokuczała, podczas gdy Soulcatcher siedzi gdzieś tam na mrozie ;p(Soul jak tam misie tybetańskie :-P?) W geście protestu zaprzestanę pisać do zina i szelki ślad po SSie zaginie ;p. Domagam się wydelegowania innego redaktora albo zablokuje drogi :PPPP
Skoro już bracia Mario byli wspomniani to przypominam, że też doczekali się adaptacji filmowej i chyba był to pierwszy film oparty na grze komputerowej. Jeśli o film chodzi imo był naprawde ciekawy, a niektóre momenty filmu wręcz przezabawne - na przykład tańczące Gumbasy :D. Mortal Komabt 1 podobał mi się ze względu na klimat - był dość mroczny zupełnie jak gra Mortal Kombat 1. Niestety w sequelu liczyła się już tylko "nawalanka" i dla mnie też dwójka jest nieco od jedynki gorsza. Tomb Raider - Angelina Jolie zagrała rewelacyjnie. Co prawda sama nigdy nie grałam w TB, ale pokazywał mi gre kumpel i Angelina była niczym Lara Croft. FF The Spirits Within nie widziałam.
Po prostu wszystko zależy od pomysłu - niektóre adaptacje są dobre lub bardzo dobre, a inne średnie lub słabe.
Jo Joro dokładnie te same wrażenia ,a na dodatek okładka sprawia ,że mam wrażenie że czytam Twój Styl a nie Top Secret.
A do tego prawuie zawsze o te 10 czy 20 złotych TANIEJ ,co ma duże znaczenie dla portfeli każdego przeciętnego gracza.
Piotrek to mam następującą propozycję. Gdybys przypomniał sobie blisko jakiego bossa mialeś swoją najdalej zapisaną grę w FF VIII to moglabym ci pliczek podeslać. Ja od FF VII przyjęłąm strategie save'owania przed bossami ,ponieważ lubie walki z godnymi siebie przeciwnikami ,a część bossów taka jest.I imho walki z bossami powinny być dlugie -przynajmniej ja delektuje się dobrą walka ,kiedy przeciwnik pokaże wszystko na co go stać. A co do FF 8 ,to moim zdaniem szkoda by było gdybyś nieukończył gry tylko dlatego ,że animacje Guardianów ci się przejadły. Podobnie jak reszta chłopaków ja także lubie niektóre GF ,np.: slodziutki Moomba , Shiva która nie raz mi pomogła ,Diablos ,Doomtrain oraz oczywiście Bahamut ,Odin i Phoenix. Przykładowo zarith -złowieszczy uśmieszek Diablosa na moment przed rzuceniem Graviballa ( Graviball to mój patent zaznaczam :P) -zawsze z prawdziwą przyjemnościa go przywoluje.
Zastrzeżenia mam co do animacji Edena - i wcale nie chodzi mi o to ,że za długa - przeciez na ten boost 250 trzeba troche czasu :) , a nikt 50 000 damage nie pogardzi. W mojej opinii Eden to troche takie niewiadomo co - odnosze wrażenie ,że twórcy nie bardzo mogli się zgodzić co do tego jak miał wyglądać ten NAJ GF. Tak właśnie powstało to dziwadełko czyli nasz Eden.
W kwestii FF VII czy FF VIII powiem tak: FF 7 ma moim zdaniem lepsza fabułę ,ale FF 8 nadrabia daniem graczowi większego wpływu na GFy ,wprowadzeniem Junction oraz także za zróżnicowanie postaci nadając im wyjątkowe tylko dla nich właściwości. Chodzi mi tutaj na przykład o Enemy Skill u Quistis itd. Poza tym ma sie wrażenie ,że w FF 8 bardziej interreagujemy z otoczeniem ( np. Devour i kilka innych komend) , mamy więcej różnych sposobów oddzialywania na siebie na wrogów itd. Suma Sumarum obie gry są świetne ,ALE zupełnie ODMIENNE i dlatego nigdy tak naprawde nie dojdziemy która gra jest lepsza.
A co do Arcanum i innych Rolplejków to też bardzo cenie sobie: Baldur's Gate'y ( w Icewind Dale nie grałam) Summonera (Summoner 2 juz tuż tuż - hip hip hurra). Arcanum zalyczlam tylko demo ale odczucia jak najbardziej pozytywne.