Brak znajomości angielskiego (dziś to podstawa), ogarnij język i nie będziesz narzekał
Sterowanie MAKO, to tragedia. Walka z ruchomym przeciwnikiem, jest w zasadzie niemożliwa. W pierwotnej wersji, też nie było różowo, ale obecne zmiany obniżają ocenę o co najmniej 3 pkt.
Pomimo kilku rażących błędów i niedoróbek, gra jest zjawiskowa, a dla mnie ma ten cudowny urok beztroskich lat '90, kiedy z przyjaciółmi graliśmy w "papierowego" Cyberpunk'a 2020.
Skończyłem w 127 godzin, polecam wszystkim, nie tylko fanom klimatu.
Gra ma tyle wspólnego z Werewolf the apocalypse, co jamnik z rottweilerem.
Jak widzę "gra dostępna dla każdej kategorii wiekowej", to zaczynam się obawiać o przesadne "ugrzecznienie". Ale zobaczymy...
Starałem się, próbowałem, ale nie. Mod Kościuszko, jest tak zbugowany, że nie da się grać. Mało mnie szlag nie trafi, kiedy po raz n-ty musiałem zaczynać od początku, bo coś się spier***liło. Zdecydowanie nie polecam. Może po poprawkach, bo ma ogromny potencjał, ale na razie, omijać szerokim łukiem.
Byłem szczerze rozczarowany. "Wychowałem" się na Baldurze, Tormencie etc, więc miałem być może zbyt wygórowane oczekiwania, ale nawet biorąc to pod uwagę, oceniam tą grę bardzo nisko. Nie wiem, czego jej brakuje, może to moje subiektywne odczucia, ale jest nudna i bezpłciowa. Wydaje mi się, że czas gier z izometrycznym rzutem przeminął i jedynie gracze, którzy pamiętają nieprzespane noce przy grach spod znaku Forgotten Realms, spojrzą na nie przychylnym okiem. Tu jednak czegoś brak. Za cholere nie wiem czego, ale mnie odrzuciło. Jakiej pół roku temu po raz setny przeszedłem Baldura, tym razem edycję poszerzoną i choć mam czasu tyle co kot napłakał, zajrzałem pod każdy kamień, chociaż znam ją na pamięć.
Sword Cost Legends jest nudna, nie porwie młodych graczy, mam pasierba w gimnazjum i nawet nie chciał na nią spojrzeć, ani tych starszych, bo brak jej uroku Baldurów, Tormentów, czy Icewind Dale.