Te nie za darmo zabrzmiało jak słowa złowieszczego profesjonalisty, który zna swoją wartość i nie zejdzie nawet o grosz. Prawie jak Wiedźmin. To znaczy Ciućmin.
Kot widzę wyczuł naładowane kiełbasą miejsce mocy.
A tak serio - nie wsadziłeś przypadkiem pod koszulkę reki? Jeśli nie to dość epicki kabzun. Biegać koniecznie zacząć trzeba, ale narazie baw się dobrze i korzystaj, maj to piękny miesiąc.
Panie xandon, teraz to mnie zaskoczyłeś :) Wrażeń z przygody z DS2 raczej się domyślam, ale i tak ciekaw jestem jak to ujmiesz. Ja (również?) uważam ją za ślamazarną, kanciastą, płaską i najsłabszą część trylogii, ale mam dla niej specjalne miejsce w serduszku przez pewne nostalgiczne względy, ale i lubię ją jako tego soulsa "gorszego" sortu mimo wszystko - a i kilka rzeczy robi fajnie. No i Majula i jej muzyka <3
Dlaczego na łatwiznę? Zapomniałeś dopisać że dla Ciebie może jest najłatwiejsza, bo nie każdy ma odpowiednią percepcję by przestawić się na walkę polegającą na odbijaniu ciosów w bardzo malutkich okienkach czasowych. I jak możesz pisać że jest "bezsprzecznie najłatwiesza", skoro nie grałeś w Demon's Souls, w Bloodborne, a w Dark Souls chwilę pobiegałeś i wróciłeś do ER :)
Ja już zdążyłem zapomnieć o Elden Ring i raczej nigdy do niego nie wrócę, w przeciwieństwie do soulsów 1-3, a nawet do dwójeczki.
W sumie to chyba moje największe rozczarowanie w przygodach z grami, choć przecież sama gra zła nie jest i dała mi kilka godzin względnej przyjemności jeśli chodzi o rozgrywkę i kilka estetycznych uniesień. Większość czasu jednak nudziłem się i obijałem o ten otwarty świat, który naprawdę fenomenalnie wygląda z daleka, w panoramie, jednak gdy się do niego zjedzie, oprócz kilku walk i znajdziek nie ma tam zupełnie nic. Postaci które spotykamy plotą te soulsowe smęty, które jeszcze bardziej ten open world rozwadnia. Szkielet ER to DS3, brak mu własnej tożsamości jeśli chodzi o gameplay i narrację, a Lordran i Yharnam gniotą Ziemie Pomiędzy w każdy możliwy sposób, wyjąwszy technologiczny. Rozumiem jednak że masie ludzie ER sprawił wiele radości i to jest jak najbardziej w porządku.
Wydaje mi się że wygląda to po prostu bajecznie, jednak ludzie są już tak rozpieszczeni audiowizualem, że po prostu już nic nie jest w stanie ich zadowolić. Oczekują kolejnej rewolucji, takiej którą był pierwszy Avatar, a chyba zapomnieli o tym, że i tak dostaną obraz, przy którym można będzie odlecieć i uciec od rzeczywistości - wystarczy wyłączyć się i poddać filmowi. Tu widać, że efekty specjalne to nie jakieś głupawe CGI, tylko faktyczna próba przeniesienia widza gdzieś indziej - mimo tego jak widać, i tak potrzeba ku temu odrobiny wyobraźni, której wielu brakuje.
Napotykam czasem jakieś historyczne miejsca i wiem, że mogę dowiedzieć się o nich czegoś więcej, nie wiem tylko jak. Wytłumaczy ktoś jak to robić? Gram na PS4.

Ja w oficjalną majówkę nie mogłem, a nawet jakbym mógł to raczej kompanii brak, a i ogniskowy bardziej jestem niż grillowy, więc dziś wypad solo, i jest przemiło. Ptaki trelają, trunek się chłodzi w jeziorze, zieleni się świat.
Zadziwiająca koincydencja, bo powstał taki temat, a ja dziś właśnie, po chyba dwóch latach zobaczyłem swojego dawnego przyjaciela, a raczej brata, bo to już było między nami braterstwo raczej, przez okno, jak jechał z już żoną i małym dzieckiem w foteliku na rowerach. Znaczy dziecko w foteliku, on na rowerze. I kurde, aż mi stanęły w oczach te wszystkie przygody, koncerty, granie we wspólnej kapeli w średniej, posiadówy do rana albo jeszcze dalej, bijatyki, zapewnianie że zawsze się będziemy się trzymać razem, a tu jakbym nie wyjrzał przypadkiem, to pewnie kolejne dwa lata albo lepiej byłoby to samo co wcześniej. A i tak nie gadamy ze sobą już o wiele dłużej. Smutłem tak trochę.
Chyba nas trochę baitujesz tym wątkiem mości Gęstochowo.
Agresywna, roszczeniowa, dzieciata kobieta z dorosłymi córkami i raczej uległy, spokojny, słuchający metalu na słuchawkach chłopak z Mazowieckiego - to nie może się udać. Coś tam pokorzystasz a potem będziesz po fajki dla niej i dla córek biegał, a na metal dostaniesz dożywotniego bana, albo przerzucisz się na disco.
Nie daj się, podziałaj ręką, potem głową i uciekaj.
I te tematy potem - "Robię dla niej wszystko, a Katerina i tak traktuje mnie jak psa. Nawet metal nie cieszy. Pomóżcie".
Orientuję się całkiem nieźle w uniwersum Gęstochowskim, śledziłem na bieżąco jak autor opisywał weekendowe zabawy z jedzeniem i napojami, a nawet sporo wcześniejsze posty i nadal uważam, że jego "problem" jest tu zbyt demonizowany. Ja wiem, że najlepiej jakby przerzucił się na jakieś diety pudełkowe czy inne wynalazki, albo został weganinem czy Bóg wie kim jeszcze, i napewno odczuł by to na plus, ale też jakiejś tragedii myślę że nie ma.
Bez przesady, Gęsty wypił kilka piw, zjadł trochę ogólnodostępnej kiełbasy, a tu post jakby szprycował się denaturatem i żarł tygodniowe wiewiórki potrącone przez samochód.
Mało to zdrowe pewnikiem, ale też nie jakoś promieniotwórcze jakby niektórzy chcieli.
Fabuła była klasyczna i banalna, ale ten film jedną rzecz zrobił czego innym od dawna się nie udało - zabierał w podróż na inną planetę. Naprawdę miało się wrażenie przebywania na egzotycznej Pandorze, i nie chodziło nawet o efekty 3D. Ludzie chodzili po kilka/kilkanaście razy do kina by to przeżyć, a po skończeniu projekcji nawet w telewizji mówiono o "poavatarowej depresji", kiedy ludzie wracali do szarej, grudniowej rzeczywistości (bo film puszczali zimą).
Oda do karkówki.
Ach, jak skwierczy karkóweczka pięknie
a zaraz przy niej mocny specjal pęknie
a po nim drugi, kiełbasa, i trzeci
ze szczęścia nam Gęsty w niebiosa odleci
Rozlegną się zewsząd odgłosy metalu
Na cały głos da go Gęsty bez żalu
Po czwartym specu nabierze kurażu
Aż go usłyszą Bożenki za stażu.
Ty Gęsty nie wiesz nawet jak się przeraziłem kiedy przeczytałem czy browarów staczy na pięciu chłopa, a na zdjęciu czteropak Okocima smakowego i policzalne na palcach jednej ręki jakieś koncerówki. Dopiero drugie foto uspokoiło. Baw się dobrze i dawaj jakieś grilowo - życiowe przemyślenia.
Sekiro i blokada za Pareczniku Żyrafie, mimo uciekania się do filmików na yt, gdzie wygląda to na walkę do ogarnięcia, po prostu za nic nie mogę tego ścierwa ubić. Rozbija mi postawę w pięć ciosów i wykańcza dwoma. Szkoda, bo bardzo chciałem zobaczyć dalsze tereny i walki.
No to fajnie, myślałem że kanał nieaktualny narazie. Czekam spokojnie zatem na premierę materiałów.
Ja miałem wrażenie, że Batman cierpiał na jakiś odłam autyzmu gdy był w kostiumie, zupełne zero charyzmy, wszyscy traktowali go jak idiotę.
Wkurzała mnie też ta wersja marszu żałobnego kiedy Nietoperz wchodził do akcji, jakie to było głupiutko patetyczne.
Film przehypowany, ogólnie dobrze że próbowali jakoś inaczej do niego podejść, ale nie zmienia to faktu, że to średnia produkcja.
Valhalla ma fajny klimat i muzykę, robi świetne pierwsze wrażenie, jednak zajechana jest przez powtarzalność, po 30h w Anglii widziało się już wszystko. Z wahaniem brałem używkę Odyssey bo przerażała mnie perspektywa powtórki z Wikingów, jednak Odyseja to zupełnie inna gra. Jasne, trzeba czasem coś podexpić, czyszczenie fortów też może się znudzić, ale ta gra to taki generator przygód w przepięknym świecie - po prostu fajnie pożeglować na jakąś wyspę, poznać jej klimat i mieszkańców, powalczyć, poeksplorować, popatrzeć na zachód słońca nad morzem. Valhalla to symulator zbierania świecących kropek.
Zalatuje Mortal Shellem, który też pięknie wyglądał na zajawce, a był taką sobie wariacją wiadomych gier w takim sobie świecie, małym i zamglonym, zupełnie nie do zapamiętania.
Można naprawdę godzinami po prostu zwiedzać sobie świat i nie wyciągnąć miecza (oczywiście przez ten czas spotkamy kilku maruderów, ale można dość łatwo im uciec). To jest całkowicie inna gra od Valhalli, zupełnie różne filozofie gier. Nie trać czasu na siedzenie na forum tylko kupuj i graj :)
Oczywiście że można liczyć na "swojskie, piękne krajobrazy" :) Ja je widziałem nawet na PS4 - kierunek artystyczny i muzyka skutecznie tuszują niedobory techniczne, bo fakt, tekstury są nieostre i doczytują się z opóźnieniem, ale projekt samej krainy - wzgórz, lasów, warowni, osad czy kopalń, to małe mistrzostwo.
Gra jedyna w swoim rodzaju i warta zakupu, mimo kilku grzeszków.
Dobrze się bawiłem w Lotro mimo chronicznej antyememowości. Nie doszedłem daleko bo jednak walka pozostawiała dużo do życzenia i byłem za słaby na dalsze przygody, ale sama kreacja świata jest genialna, mimo wręcz archaicznej grafiki. Czuło się podróż przez te krainy i faktyczne odległości. Chętnie zwiedziłbym całe dostępne Śródziemie gdyby nie konieczność grania w MMO i całej tej szopki przy tym.
Ale jakiej grafomanii? Oprócz zupełnie niepotrzebnego dla wątku "originu" dzieciaka, to była przecież niesamowicie ambitna historia mechanizmów zemsty i wszystkich jej konsekwencji, mistrzowsko zrealizowana i nieoczywiście podana, a że były tam historie osób pałających uczuciem do osób o tej samej płci? Nie ma to najmniejszego znaczenia dla całości opowieści i zupełnie nie przeszkadza to w prowadzeniu jej ku istotniejszym wątkom.
Średni ten Batman, a momentami wręcz jeszcze słabiej. Papierowe relacje między postaciami i ich dialogi, komisarz Gordon zupełnie bez charakteru, niesamowicie ciepła klucha - a zawsze to była przynajmniej ciekawa postać - a i inne nie błyszczą. Pingwina tak mało że szkoda pracy charakteryzatorki. Byłem pewien że Pattison poniesie ten film a był zaledwie poprawny jako Wayne i Batman, choć czasami miałem wrażenie, kiedy był w stroju, że zupełnie nie wie gdzie jest i po co, nie miał tego czegoś w oczach co posiadali jego poprzednicy, choć nawet nieźle prezentował się w pełnym kadrze. Czuć było że Reeves chciał uszczknąć dla swojego filmu trochę z tego co wypaliło w Jokerze, z różnym jednak skutkiem.
Chyba same Gotham wypadło najlepiej, bo fajnie łączyło w sobie noirowy, ciężki, deszczowy klimat z lekko nolanowskim realizmem.
Tak sobie ogólnie.
Ona wizualnie wygląda ładnie całkiem, ale w środku - płynne piekło. Na sobie nie testowałem, ale z ustnych przekazów osiedlowych wyłania się obraz czegoś apokaliptycznego. Współczuję doświadczenia tego.
Obejrzałem Zielonego Rycerza bo liczyłem na takie soulsowe doświadczenie w kinematografii, mroczne, niedopowiedziane, ale przy tym wciągające, tak jak studio A24 potrafi, a dostałem chyba najgorszy film jaki zobaczyłem w życiu. Tak nudnego, nie szanującego czasu widza barachła ze świecą szukać. Reżyser podał setki wymemłanych ze sobą składników a ty widzu, sam sobie je weź, przyrządź i spraw, by były zdatne do konsumpcji. Dwa dni chodziłem wku...ny po tym filmie.
Na Northmana idę do kina w poniedziałek, Eggers to mega reżyser.
Faktycznie, tak spolaryzowanych opinii na temat gry From jeszcze nie było, a przecież już poprzednie nieźle dzieliły graczy.
Ja na przykład tych pięknych emocji co inni w Eldenie nie uświadczyłem - w przeciwieństwie do trylogii soulsów i Bloodborne - Elden przy nich w mojej opinii to gra nudna, rozwleczona i pusta, ale rozumiem, że ktoś ceni ją bardziej, i to jest mega spoko.
Ja tam na stole dojrzałem bodajże butelkę wódki Chlebnyj Dar czy jakoś tam, i pamiętam z opowieści innych, że to sroga wódźitsu było i niejeden zaprawiony w bojach Mietek z Cześkiem po tym nie ogarniali.
Nawet uroczo to wygląda, ale i tak:
Lordran < Ziemie Pomiędzy
Yharnam < Ziemie Pomiędzy
Bardzo dobrze wspominam posiadówy z kumplem przy kuflu i Gwincie w Wiedźminie Czy, idealne kombo rywalizacji, muzyki i klimatu.
Budyń z Pogodna w wieku 48 lat się zawinął :( A wczoraj jeszcze pisał że jakąś nową kapelę z muzykami z Lao Che zakłada.
Od lat w sumie nie słuchałem, ale mam dobre wspomnienia z jego osobą i muzyką z dawniejszych czasów.
Alf był spoko, ale nie mogłem przeżyć że jego ulubionym żarciem były ziemskie koty.
Pewnie masz rację, ale Tyś jest Człowiek - Nauczyciel, więc wiesz ;)
Chodziło mi w porównaniu do Ciućmina, tam to oczy bolały i błagały o zakończenie męki, tu lektura przebiegła lajtowo.
I to dało radę czytać, wielki progres w porównaniu do Ciućmina. O wiele lepiej napisane, praktycznie brak błędów interpunkcyjnych, wiadomo, internetu jako pasta to nie podbije, ale to dość solidny literacki reportaż z piekła takiego gównozakładu z dziwnymi ludźmi, i kto miał z czymś takim do czynienia, ten poczuje klimacik takiego grajdoła. 6/10
Jednak Gęsty, na Twoim miejscu spróbowałbym z kanałem na yt.
Toż to Night City.
Zauważ jak zmalała w ostatnich dwóch dekadach częstotliwość filmów i zdjęć z ufo, kiedyś było tego dużo więcej, chociaż przy słabym sprzęcie łatwiej sfejkować niż przy współczesnych wypasionych aparatach i kamerach.
Trzymam kciuki za powodzenie ale wydaje mi się, że kosmiczni goście już dawno mają opatentowane jakieś systemy maskujące, żeby nie być przyłapanymi przez ziemskich paparazzich.
Bardzo chętnie przeczytam. Gęsty widzi mi się bardziej jako dramaturg i kronikarz bolesnej rzeczywistości niż paściarz jak w przypadku Ciućmina.
Merytoryczna i kulturalna odpowiedź, to lubię i szanuję.
Spoko, jak pisałem, serio się cieszę że Elden tak komuś podszedł. Tu akurat wychodzi na plus że nie grałeś we wcześniejsze soulsy oprócz trójki, więc jeszcze nie masz zmęczenia materiału, nie zaczynają drażnić podobne we wszystkich soulsach "soulsyzmy", podchodzisz do tego ze świeżą głową i to, jak widać, procentuje. Zazdroszczę :) Sam napewno jeszcze wrócę do Eldena, nie ukrywam że jego otwartość na ten moment trochę mnie przytłoczyła, człowiek wychowany na zamkniętych soulsach trochę tam dziczeje. Niemniej polecam Ci Dark Souls pierwsze, to może być dla Ciebie bardzo ciekawe doświadczenie zagrać w to po takim ogromnym Eldenie, a zaręczam, że DS wcale taki mały nie jest.
Naprawdę cieszę się, że gra aż tak Ci się spodobała, niemniej uważam jednak, że wręcz z lekkim ostracyzmem podchodzisz do każdego, kto śmie się wypowiedzieć o Twojej ulubionej grze w sposób inny niż padnięcie przed nią na kolana i bicie pokłonów, waląc czołem o ziemię.
W wątku ER, mam nadzieję że dobrze pamiętam, pisałeś chyba że w oprócz Elden Ring grałeś jedynie w DS3 i chyba Sekiro, tak? Jeśli sądzę dobrze, to pytam, jak taki ultras From Software i bojownik o wolność i sprawiedliwość dla ER, mógł nie grać w coś tak skończenie genialnego jak pierwsze Dark Souls i Bloodborne, czyli ich najlepsze gry, a odsądzać od czci i wiary wszystkich tych, którzy uważają że Elden Ring jest od nich gorszy? :)
U mnie też raczej lekki zawód Elden Ringiem. Po 50h i odkryciu całej mapy, nie licząc śnieżnej krainy, nie mam w ogóle ochoty wracać do tego świata. Jak ktoś wyżej napisał, open world zaszkodził tej grze (choć doskonale rozumiem że po prostu już musiał zostać wprowadzony), rozwadniając ją i czyniąc eksplorację nudnawą (nigdy nie sądziłem że powiem to o grze From Software). Świat ładny i klimatyczny, ale miałem deja vu z Shadow of the Colossus, gdzie niby też był klimat, ale co z tego, jak w ogóle nie chciało się tego zwiedzać, i Ziemie Pomiędzy powtórzyły ten wyczyn - patatanie tym koniem przez pusty i smutny teren będzie mi się śniło po nocach - gdzie temu do pięknej eksploracji z DS1 czy Bloodborna, odkrywania skrótów i sekretów. Oprócz tego zbytnio "soulsowość", brak jakiejś eldenringowej, osobnej tożsamości, zbytni feeling DS3 w walce i gameplayu. Zmiany w mechanikach mile widziane, ale zbyt kosmetyczne. Konieczna zmiana formuły, kolejna wariacja na temat soulsów w następnej grze, o ile powstanie, będzie już czymś na miarę ubisoftowego kotleciarstwa. Absolutnie pochwalić jednak muszę zachowanie skali - przed premierą ER zastanawiałem się, czy uda się From przenieść monumentalność tamtych bardziej zamkniętych światów do otwartego - i udało się. Wszystko ma należyty rozmiar i nie sprawia wrażenia miniaturyzacji.
No proszę, ja gram na PS4, i dalej są błędy, gra się czasem wykrzaczy, ale grywalnością, fabułą, dialogami i klimatem bije na łeb większość gierek AAA. Owszem, nie jest to może najbardziej komfortowa rozgrywka, ale ja nie jestem sprzętowym zboczeńcem który płacze jak mu z 60klatek spadnie do 58. Myślę, że wersja na nową generację jest już jak najbardziej przyzwoita i grywalna.
Kolejny, co powiela mit jakby Gęsty żywił się tylko klejem i kitem z okien. Chłopie, ja znam/znałem ludzi co lecieli na takich specyfikach że przy tym dieta Gęstego to kawior, i wyglądali normalnie, oczywiście do czasu, bo potem równia pochyła, ale już nie pierdzielcie komunałów, że to wszystko wina Gęstego. Gość ma po prostu problemy niezależne ze stylem życia, choć ten też pewnie jakoś na to wpływa, ale przynajmniej coś z tym robi. Przynajmniej nie demonizujcie bezpodstawnie.
Masakra, stary koń a wysyła jakieś swoje (czyżby napewno?) foty do obcych ludzi z forum o grach komputerowych, w wątku Gęstochowskim. Jak brakuje ci atencji to załóż konto na jakimś cieplejszym forum, a tam napewno znajdzie się niejeden chętny by słodzić ci tak jak ty sam sobie słodzisz, bo widać, żeś niedowartościowany.
Niezła artyleria, mam nadzieję że serio coś pomaga. Walcz z tym cholerstwem.
Ale o jakiej siwiźnie pan gadasz, bo taka szpakowata to faktycznie dodaje facetom nieraz na plus, ale ja mówię o gościu lekko ponad 30 letnim, który ma biały łeb jak 90 letni dziadek, w połączeniu z dość chłopięca twarzą wygląda to dziwnie.
A broda do uratowania jeszcze? Rób wszystko by ją zachować, łeb wal na zero, takie połączenie z brodą jest bardzo spoko i w rockowym/metalowym klimacie się mieści też.
Mam znajomego, wiek 30+, i chłop jest już całkowicie siwy, biały praktycznie, wygląda jak Lewandowski kiedy się kiedyś na tą platynę przefarbował, czyli śmieszno - idiotycznie. To jest imo gorsze od łysienia i perspektywy zgolenia na zero.
Akurat Sanderson to pisarska bestia, i co rozpocznie to też i skończy, a w międzyczasie postawi kropkę nad i w niedokończonych sagach innych pisarzy :)
Zadziwiające, jak mało empatii jest na tym forum. Gęsty podzielił się swoim problemem, a dostał co? Śmieszki i ironizowanie, a wręcz zyebke, jak takie coś jak problemy dermatologiczne może uważać za problem. Rozumiem, że odpisujący są tymi mitycznymi chadami z czeluści internetów i nie mają tak przyziemnych zmartwień, ale dla kogoś innego to jak najbardziej może być coś co spędza mu sen z powiek, bo chyba każdy chce wyglądać dobrze, a przynajmniej akceptować się w lustrze. No cóż, odpisującym życzę miłej kawusi i dalszego wybornego niedzielnego humoru, a Gęstemu powrotu do zdrowia. Trzymaj się.
Coś nam Gęsty przygasł ostatnio. Nie ma piątków z Gęstochową już, wątków takich jak zdjęcia podświetlonego kibla, urwały się przygody w pracy - ale to akurat zrozumiałe - no nie teges coś. A były wielkie plany, kanał, testy piw budget friendly.. Jedynie Ciućmin był, ale to trochę mało i zabrakło jakości. Gęsty, wracaj.
Patrząc po twoich postach z całą pewnością można stwierdzić że to nie fabuła w Cyberpunku słaba, tylko ty jesteś za głupi żeby ją ogarnąć.
A ode mnie Hubert łapie plusa, bo przynajmniej opowiedział coś z własnej perspektywy, a nie zarzucił jakimiś bieda sucharami jak w pozostałych "artykułach" o W4. I ja się z tą perspektywą najzupełniej zgadzam, bo jak uwielbiam Dziki Gon za masę rzeczy, tak Cyberpunk, mimo iż to nie moje klimaty, bo jestem zatwardziałym fantastą, jest dla mnie lepszą grą. Tu naprawdę obchodzi mnie wątek główny, problemy towarzyszy, słuchanie dialogów i czytanie drzazg, a miasto jest cudem wirtualnego citybuildingu i zwiedza się je bosko, mimo że chciałoby się więcej interaktywności z nim, ale cóż. Szkoda, że sami Redzi tak napluli na własne dziecko wypuszczając je w grudniu 2020 bo jakby wyszło w takim stanie jakim jest teraz, i pozwalało bez przeszkód wkręcać się w fabułę i klimat, to Cyberpunk rozjechałby Dziki Gon bez problemu, zostając jedną, albo po prostu najlepszą grą w swoim gatunku ever.
Przecież człowiek o ksywie dużego ssaka z rodziny kopytowatych, które w dużej liczbie występują na wschodzie naszego kraju jak i w Skandynawii, sam przyznał, że liczą się tylko i wyłącznie kliki, więc nie rozumiem oburzenia co niektórych.
Po ponad 50h i dotarciu do stolicy nie tyle co porzuciłem, co odsunąłem na bok Elden Ring, co nigdy nie przydarzyło mi się w żadnej grze od From. Gra oczywiście ma swoje gigantyczne plusy, nie można jej tego odmówić, ale w ogólnym rozrachunku nie związałem się z nią emocjonalnie, nie wsiąknąłem w ten świat, co w sumie bardzo mnie smuci, bo czekałem na Eldena latami, wypatrując go jak kania dżdżu. Zachwycałem się dalekimi panoramami i obietnicami przygód gdy już tam dotrę, a gdy docierałem, to się tam.. nudziłem :) Nie żeby zawsze, bo do tej pięćdziesiątej godziny chętnie powracałem do Ziem Pomiędzy, bo potrafiły dać tą soulsową przyjemność, ale dziwnie szybko łapałem zmęczenie materiału i grałem bo grałem. Utwierdziłem się w przekonaniu, że otwarty świat, choć był już zupełnie potrzebny w ewolucji tych gier, to jednak nie jest potrzebny, podobnie jak cykl dobowy - można złapać kilka ładnych zachodów słońca, owszem, ale jak dla mnie soulsy stoją jednak "półotwartymi" światami i predefiniowanymi warunkami w których te światy zwiedzamy, zamiast dość sztucznie wypadających zmian dobowych i pogodowych z Elden Ringa, choć to też było potrzebne i szanuję Miyazakiego i ekipę, że się na to porwali.
Ot, taka luźna opinia ode mnie, co by się ustosunkować do tak wyczekiwanej gry w równo miesiąc po premierze.
Powiem krótko: a spieprzaj dziadu i daj się cieszyć tym co się chcą tym cieszyć.
Kiedyś się tych waćpanów panicznie bałem, wystarczył jeden na ścianie w nocy i noc nieprzespana - jeśli uciekł. Teraz widuję je praktycznie tylko w łazience i zawsze łapię i eksmituję za okno. Zupełnie nieszkodliwe stworzenia, tylko po prostu to jak poruszają się i cała ich nieprzewidywalność i mało miły wygląd skazują je na ostracyzm. Zawsze jednak są i będą lepsze niż duża część Rosjan.
Wygląda to aż za dobrze, na Zeusa, i aż się boję że gdzieś w tym pięknie jest ukryty wielki haczyk, o którym przekonamy się na premierę. Narazie jednak go nie widać, więc można tylko chwalić ten pokaz i mega robotę, jaką wykonało to mało znane studio. Graficznie jest po prostu magicznie, poziom detali, klimat, oświetlenie - kosmos. Świetne twarze i postaci, widać, że mają swój charakter. Ujęły mnie zmiany pór roku, w których dziać będą się przygody, uwielbiam takie smaczki. Oby tylko nie zepsuli tego jakimś inwazyjnym badziewiem, czego jest podejrzenie przez te rosnące przez ileś minut roślinki. Mimo to, pokaz pozamiatał.
Zrobił mi dzień szkocki akcent jednego z profesorów i stworków, piękna rzecz :D
Gęsty, ale nie obrażaj nam się tu :) Pasty są raczej ciężkie do pisania, lepiej chyba zacząć od czegoś klasycznie prozatorskiego.
Moja krytyka Ciućmina odnosi się do pierw masy błędów interpunkcyjnych i braku spacji po kropkach i przecinkach, tekst wygląda niechlujnie jak Twój bohater i to też wpływa na odbiór. To jest aż niemożliwe, żeby to sprawdzać programem tyle czasu i nadal mieć w tekście takie bagno.
Dalej - czytając Twoje posty na forum, gdzie potrafisz konkretnie coś opisać, masz jakiś swój styl, aż niedowierzałem, jaki popełniłeś literacki zakalec - to jest coś naprawdę z poziomu późnego gimnazjum/wczesnej szkoły średniej, jeśli chodzi o stylistykę i budowę zdań, szczególnie na początku, bo potem jest już lepiej.
Wytworzyłeś hajp prawie jak Redzi przy Cyberpunku i liczyłem na coś faktycznie błyskotliwszego, ale spoko, łap szlify, a w międzyczasie startuj z tym kanałem na yt, może w takiej formie się bardziej odnajdziesz. Pokój.
Ja też po 50h gry i dotarciu do stolicy uważam, że światy z poprzednich soulsów, nawet ten z Sekiro, już nie mówię o Yharnam, bo to w ogóle kosmos, są o wiele ciekawsze niż Ziemie Pomiędzy. Te mają swój klimat i potrafią wywołać efekt wow, ale wiele razy wręcz nudziłem się przemierzając je, bo faktycznie każde podziemie jest na jedno kopyto, podobne ruiny, masa przestrzeni dla przestrzeni. I nie boję się tego przyznać.
No cóż, jak na taki hajp jaki roztoczyłeś nad debiutem, to tak średnio bym powiedział, ale od początku.
Masa błędów interpunkcyjnych, nie wiem Gęsty jakim programem to sprawdzałeś, ale zmień go. Totalnie rozwaliła mnie "wierza", nie wiem jakim cudem tego nie wyłapałeś.
Ogólnie miałem wrażenie czytania fanfiku spod pióra szesnastoletniego kuca, i nie chodzi wcale o preferencje głównego bohatera i całą tą "obleśność", ale opowiadanie leży pod względem stylistycznym, budowy zdań, braku znaków interpunkcyjnych w wielu miejscach, choć pod koniec jest zauważalnie lepiej i nawet dało radę to czytać. Kilka przygód i dialogów nawet wyszło, ale najlepsze były chyba fleszbeki z babką w roli głównej, tu się szczerze uśmiechałem.
Gdyby jednak nie marka Gęstochowy z forum, porzuciłbym opowiadanie przed końcem pierwszego rozdziału, po prostu spodziewałem się tego quality contentu, który autor zapowiadał. Pisanie to niełatwa sztuka, mam nadzieję że Studenci będą już napisane sprawniej i lepiej, bo Gęstochowa z forum raczej umie pisać, patrząc po postach.
Nowy temat od Gęstego w końcu, chyba podgrzewa oprócz gołąbków hype na jutrzejszą premierę.
Światy z trylogii Souls i oczywiście Bloodborne są najlepszymi światami jakie przemierzałem w swojej karierze gracza, jednak uważam, że ten z Elden Ring mocno od nich odstaje. Jasne, robi gdzieniegdzie piorunujące wrażenie klimatem i zasięgiem widoczności obiektów - które są naprawdę potężne - ale nie fascynuje mnie tak jak np. Yharnam i okolice, gdzie każdy metr kwadratowy terenu, każdy nagrobek czy latarnia były umiejscowione w idealnym miejscu. W Eldenie jednak rozwodniono to, ale taka jest cena za openworlda. Doceniam jednak, że Miyazakiemu udało się przenieść monumentalizm ze swoich półotwartych przestrzeni do otwartej, i nie ucierpiała na tym skala, jak np. w Wiedźminie 3, gdzie wszystko jest takie miniaturowe dość. Mimo to, nadal chętnie wracam do Eldena.
Słowo klucz - monumentalność właśnie. Do tego ta chóralna muzyka i rozkmina, że każde z tych drzew może prowadzić do innego świata, taki nexus jakby.

Siofra to naprawdę dobra lokacja, ale już bez przesady że jest jakoś totalnie zakamuflowana - schron/wejście do niej znajduje się zaraz obok Pomniejszego Złotego Drzewa, i każdy eksplorator prędzej czy później tam trafi. To jest nic w porównaniu do ukrycia Popielnego Jeziora z Dark Souls - a i same Ash Lake miażdży Siofre klimatem wielokrotnie.
Też jestem przy tej Renalii i powiem, że te fazowe walki z bossami to jest najgorszy pomysł From Software. Pokonałeś bossa? Poczekaj, zaraz wstanie na pełnym zdrowiu i z nowymi atakami, i lepiej dobrze wykorzystaj ostatnie dwie butelki z życiem - bo potem może wstać trzeci raz :p
Żaden wstyd, ja pokonałem go koło 30, ale uderzyłem na długo w inne rejony. Przez wielu Margit uważany jest za jednego z największych madafakerów w soulsach, jeśli chodzi o bossy początkowe.
spoiler start
tracenie 10h życia na jednego bossa żeby potem móc się pochwalić tym w internecie
spoiler stop
Za pisanie takich głupotek potem dostaje się właśnie te git gudy :)
Ja jestem raczej namiotowcem, chociaż chętnie spróbowałbym jakiegoś tarpa. Liofilizowane jadło raczej nie moją kieszeń, zapewne pójdą w ruch owsianki z biedry :p Będziesz startował z Beskidu Śląskiego czy z Bieszczad? Ja planuję z tych drugich, na odwrót. Powodzenia w planowaniu wyrypy :)
Sam wybieram się na przełomie wiosny i lata na GSB, oczywiście jeśli świat do tego czasu nie eksploduje, i chętnie poczytam jakieś porady dotyczące ekwipunku i żywienia na tak długiej trasie, jeśli ktoś był.
Raczej daje znać że nie wiem co myśleć, bo już dawno nie czytałem tak spolaryzowanej opinii w tak niedługim czasie, totalnie odwróconej o 180 stopni, a jednak napisanej całkiem rzetelnie i w sumie z niektórymi podpunktami nawet mógłbym się zgodzić, mimo iż z tamtymi z tamtej opinii również się zgadzam :P
Po tytule serio myślałem że Gęsty do pośredniaka się wybiera, a tu taki fajny temacik. Życzę świetnych przygód zatem.
Dzięki za dobre słowa, teraz jego porażka cieszy jeszcze bardziej. Pokonałem go gdzieś po 20stej godzinie gry, więc gdy już jego zamek widziałem z daleka z tej drugiej strony, ale wkurzało mnie że wiedziałem, że siedzi w nim niepokonany.
Z pewnością będę przyzywał i jak piszesz, żadna to ujma, po to dali taką opcję by z niej skorzystać, bo spodziewam się jeszcze większych koszmarów po drodze :)
Zwierzaki też dostają w kość przez wojnę, więc zapodaję linka do fundacji, która jeździ z darami na Ukrainę i zgarnia też od nich sporo psów i kotów, by mogły u nas przeczekać konflikt. Każdy sms pomaga.
https://fundacjabenek.pl/ukraina/
Margit, na następnych zawodach cię pokonam - i pokonałem, mimo iż skurczybyk wycierał mną podłogę ze dwadzieścia razy, często mając milimetr własnego zdrowia. Za punkt honoru obrałem sobie pokonanie bydlaka bez przydupasa przed mgłą i bez użycia dzwonków. Niesamowicie intensywna walka, chłop miał masę ruchów do wyuczenia, aż dziw że taki kozak praktycznie na samym początku gry udostępniony. Dobra, pochwaliłem się, teraz już wracam do umierania. Trzymajcie się w tych Ziemiach Pomiędzy.
Serio współczuję pecetowej braci takich problemów, szczególnie jeśli ktoś ma odpowiedni albo ponad odpowiedni sprzęt do gry. Tym bardziej dziwi mnie to, bo ja gram na starożytnym PS4 i złego słowa nie mogę powiedzieć o grze, zapewne ledwo to trzyma 30kl/s, ale grać zupełnie da radę (chociaż jestem tym typem, który w miarę komfortowo grał nawet w Bloodborne, więc może stąd przyczyna). Tak czy owak, tak nie powinno być, bo zamiast cieszyć się grą i walczyć z bossami, ludzie walczą z działaniem gry. Nieładnie, Japończyki!

Wiadomo, bardzo nie do śmiechu ostatnimi dniami, ale to naprawdę trochę poprawiło mi humor.
Tym porównaniem do Elexa cały misterny trolling i bait poszedł w pi**u. A było już całkiem nieźle!
From mistrzami grafiki i optymalizacji jak wiadomo nie są, ale kurde, zasięg rysowania obiektów i ogólnie cała malarskość gry, wszystkie te miękkie światła, to jak prezentują się te szalenie odległe wieże, zamki, to jest mistrzostwo świata po prostu. Wygląda to równocześnie realistycznie i baśniowo, w takim dark baśniowym sensie oczywiście. A gram na wysłużonym grubym PS4 i LCD TV z 2008 roku.
Jakoś przed Elden Ringiem pograłem trochę w Odyssey (mimo iż w Valhalli w Anglii umarłem z nudów) i po prostu zatraciłem się w tym świecie - jasne, wszędzie robimy praktycznie to samo, ale krajobrazy, klimat, rozległość, te poczucie przygody i wiatru w żagle, to było coś świetnego - i mówi to ultra fan światów od From Software. Można hejtować Ubi za wiele, wiele rzeczy, ale jeśli chodzi o światy, to jest to po prostu perfekcyjna wirtualna turystyka.
Oj, mam podobnie. Pierwsze pięć godzin byłem w szoku jakie to wszystko nieklejące się, a teraz już nawet jak nie gram to myślę o tym świecie, klasyczna magia From zaczyna działać.
Skrzynka jest w ruinach na jeziorku, gdzie wesoło hasa smoczek.
Nie wiem czy mówimy o tym samym miejscu, ale jak dla mnie ta miejscówa miała niesamowity, psychodeliczny charakter, napewno nie można było jej zarzucić generyczności zwykłego fantasy. W jednej wnęce znalazłem pewien okrągły obiekt z twarzami, który wyglądał wręcz ufologicznie. Mega sprawa.
Znalazłem w pewnych ruinach w Pogrobnie skrzynię ze skarbem, uderzam na wypadek Mimica, nic takiego się nie dzieje, no to otwieram - przewarpowalo mnie do jakiejś innej krainy, wyglądało to jak jakaś inna planeta, czuć było jeszcze większą dziwność niż z tych kosmicznych klimatów Bloodborna nawet. Jakby Beksiński zażywał LSD to pewnie coś takiego by malował. Jako ciekawostkę dodam, że kawałek tej krainy widać nawet z Pogrobna.
Miałem tak samo - za szybko poleciałem na zamek do bossa i bęcki okrutne dostałem. Wróciłem do Pogrobna i eksploruję, czyszczę jaskinie (prowadzą do nich te pomniki, warto ich wypatrywać), zaglądam po prostu wszędzie, i trochę po prostu farmię i ulepszam się. Pomału będę znów podchodził do starcia z bossem.
Panowie, rozumiem podniecenie, ale dawajcie w spojlery wszystko co Wam oczywiste, ale nie dla odkrywających.
Po paru godzinach dużego zawodu co do Elden Ring, pomału, acz zauważalnie zaczynam zmieniać osąd. Wróciłem do Pogrobna, które w pogoni za bossem odpuściłem gdzieś conajmniej w 60%, znalazłem lepsze rzeczy, umocniłem się, stoczyłem wygrany bój z pewnym znanym z soulsów jegomościem, za co otrzymałem piękną broń, i teraz o wiele, wiele lepiej się gra. Elden rozwija skrzydła, a jeszcze wczoraj prawie płakałem, że jest kiepsko. Oprócz tego oczywiście, chwała wolnej Ukrainie.
Ty wracaj do przedszkola chłystku, bo odpisywanie tymi słowami na opinię spokojną, rzeczową i w gruncie pozytywną to już jakiś trolling. Bardzo słaby trolling.
Tak jak piszesz, DS3 miało dopieszczone lokacje, spójne, mimo że tworzące różne biomy, i rzeczywiście parło się przez nie trochę do przodu, aczkolwiek ja i tak znajdowałem czas by "poczilować" i pocieszyć nimi oczy. Właśnie też tego oczekiwałem od Eldena, więcej chwil z tym czilem i swobody, no i natenczas zamiast tego trochę się w tym świecie wynudziłem, może przez brak tego dopieszczenia właśnie. Jestem jednak na początku i mocno wierzę, że geniusz From jeszcze nie raz "wejdzie" :)
Ja mam podobnie, jestem ultra fanem światów z soulsów jeden i trzy, Bloodborna, a ten w Elden Ringu, po kilku godzinach, wydaje mi się niespójny i wręcz niezachęcający do eksploracji. Trochę jestem tym odkryciem w szoku, ale gram dalej.
Ja jestem trochę w szoku swoim odbiorem Elden Ring, ale po kolei. Na ER czekałem lata, a ostatnie dni to była już ostra jazda z oczekiwaniami i hajpem. No i wyszło, praise the sun. Wczoraj zadekowałem się przy konsoli i mogłem zaczynać, co po tych wszystkich latach było.. dość surrealistyczne. Pierwszy kontakt z grą i jej światem - zachwyt. Jakie to ładne, jak dowolnie można biegać, ile tam czeka przed nami. I dwie godziny biegałem radosny i szczęśliwy. Szybko jednak powróciły fleszbeki z DS3 - faktycznie czuć w Eldenie ten sam feeling trójki, podstawowa walka to jest ten sam szkielet w 100%. Chciałem czegoś więcej, nie powiem. Gram dalej i napotykam neutralnych enpeców, i słyszę jak gadają do mnie tymi samymi regułkami co w każdych soulsach, co już strasznie denerwowało mnie w trójce. I tu jest tak samo. Dobra, ale zwiedzanie tego świata. Nie zobaczyłem wiele, jestem tam gdzie spotykamy czarodzieja i mamy panoramiczny pogląd na krainę, i może to jest właściwy początek gry, ale natenczas.. byłem po tych kilku godzinach Elden Ringiem trochę znudzony. Może te duże przestrzenie tak działają, bo człowiek był dotychczas przyzwyczajony do tych skondensowanych, mimo że dość przestrzennych, a tu jest sporo po prostu takiej przestrzeni dla przestrzeni, a i sam świat jakoś narazie mnie nie porwał, ot, takie postapokaliptyczne dark fantasy, trochę chaotyczne w budowie świata. Gram dalej jednak w nadziei że magia Miyazakiego w końcu zadziała jak należy.
Ja w oczekiwaniu na esemeska z ME, że pudełeczko jest już do odbioru, raczę się Miłosławem Pilznerem. I oby szybko mi napisali, bo może się to źle skończyć.
A mi przez sytuację na wschodzie zupełnie jakoś nie w głowie jaranie się grą, choć jeszcze wczoraj hype meter oscylował baardzo wysoko.
Cieszy fakt, że atak na Ukrainę to nie jest ogólnonarodowa psychoza rosyjska, tylko "wybryk" podstarzałego watażki z ambicjami i jego świty. Zapewne są tam zatwardziali imperialni narodowcy, to więcej niż pewne, ale takie obrazy jak powyżej dają jeszcze jakieś nadzieje.
Znajomy mówił mi dziś, że u niego w pracy płakali na kantynie koledzy i koleżanki z Ukrainy, straszna szkoda takich właśnie ludzi, zwykłych, normalnych. Sam mam kilku znajomych Ukraińców i złego słowa na nich powiedzieć nie mogę - ludzie tacy sami jak wszędzie, a wręcz ze wskazaniem na pozytywne cechy. Tym bardziej przerażają filmy takie jak ten z ostrzelanego przez myśliwiec cywilnego domu, bo takich aktów pewnie dzieje się tam więcej. Rzecz wręcz nie do wyobrażenia sobie w tych czasach, w prawie że środku Europy.
Zmarł Mark Lanegan ze Screaming Trees i kilku innych zespołów. 57 lat, ostry przebieg covida.
Będzie kusić by zerknąć bardziej niż na te premierowe filmiki, i to będzie Ostateczna Próba Woli. A potem już można będzie grać.
Myślałem że dednął i trafił gdzieś do Yharnam na wieczne łowy, ale jeśli to on, to spoko :D
Ja w MExpert zamówienie złożyłem, nigdy nie wykiwali z premierowymi grami (RDR2 np.), więc sądzę że i teraz dadzą radę. Odbiór za kesz w salonie.
Tak patrzę po tych postaciach i chyba astrologer pójdzie, sporo int, w sam raz na jakieś czary na początek, a i inne statystyki w miarę, do sensownego podbicia w niedalekim czasie, coby nie być lamusem z różdżką tylko. W sumie, to taki odpowiednik czarodzieja, ale nigdzie nie pisze że czarodziej, więc można bez żenuły brać go i grać.
+1
Ludziom po prostu od tego dobrobytu popaliło styki i zamiast cieszyć się, że sprzęt jest tak szeroko dostępny i można grać na wszystkim i we wszystko, zupełnie bez problemu, to wolą siedzieć na forum i szukać jakichś żałosnych wirtualnych zwad z kimś, kto ma po prostu inną maszynę do grania, z innym logiem, od innego producenta. Dwadzieścia lat temu gdyby pokazano jak będą wyglądać gry ówczesnym graczom, to pomyśleliby że to jakiś raj, że magia, dziś zamiast tego jakaś śmieszna zielono - niebiesko - szara wojenka ludzi z nadmiarem czasu i niedoboru masy mózgowej. Takim przydałby się taki tygodniowy, albo miesięczny blackout, posiedziałby taki jeden z drugim przy świeczce, pograł w warcaby, to potem doceniłby łapanie grzybków w Mario na Pegazusie.
W ostatnim tygodniu, paradoksalnie im bliżej premiery, hajp mi jakoś opadł, chyba już za dużo tego czekania po prostu, ale widzę ten zegar odliczający który zaraz pokaże że do premiery JEDEN DZIEŃ, tu powstał dedykowany wątek, i się człowiek czuje jakby święta nadchodziły, a on miał dwanaście lat :)
Teraz to niech się From w pompkę pocałują, przez tyle lat pastwili się nad ludźmi, nie dali choćby jednego screena, nic, a teraz, dwa dni przed premierą, jakieś epic trailery zapodają, no wstydu nie mają.
12dura przybywaj, bo jakieś trolle się pod Ciebie podszywają \[T]/
Jako że premiera za rogiem, to summonuje użytkownika
W tej grze morską sól dosłownie czuć przez ekran, a gdy łazi się po takiej Havanie to poci się razem z bohaterem. Black Flag ma mistrzowski klimat Karaibów i przygód tam, dobrze zarysowanych bohaterów (Kenway to jest gość) i podnoszące adrenalinę starcia na wodzie. Muzyczny motyw przewodni do dziś wywołuje ciarki nostalgii, wspaniałe są też szanty nawijane przez załogę na pełnym morzu. Szkoda tylko, że reszta to już taki średni koktajl oparty na ułomnej walce i masie misji typu podsłuch i śledzenie. Dobijają też te wszędobylskie znajdźki, latające nutki i reszta tych wydłużaczy czasu. Mimo to warto, właśnie dla tych kilku przygód w fajnej kompanii.
Po recenzji UV'a, jakoby Valhalla była tym asasynem, którego szukam, dałem się skusić. Początek genialny, potem w Anglii 20h też spoko, no i zaczęła się udręka. Po trzech sojuszach uznałem że nie ma sensu dalej w to grać, w dodatku te chamskie zbieranie kropek na mapie, to wszystko przelało pałę goryczy. Nigdy więcej asasyna, powiedziałem. Jakoś jednak wpadło mi w ręce Odyssey i podchodziłem jak pies do jeża. I owszem, jest tam trochę grindu i całej tej nowoczesno asasynowej bolączki, ale klimat, eksploracja, nawet idzie przełknąć te generyczne czyszczenie fortów, bo każdy jest inny i ładny, sprawia, że zupełnie Valhalli nie polecam, a zamiast niej Odyseję, gdyby ktoś miał chęć na jakiegoś nowoczesnego asasyna.
Dokładnie tak o nim właśnie myślę jak napisałeś. Smutny, kliniczny przypadek.
Na ten moment nie zdradzono jednak żadnych szczegółów dotyczących produkcji
Co ma się zatem świetnie zapowiadać, panie trollu?
Jakiś syntezator mowy to faktycznie będzie porażka, lepiej o wiele byłoby modulowanie własnego głosu jakimś programem. Byłby głos Gęstego, ale nie do końca, co mogłoby dać ciekawy klimat.
W internetach znajdzie się miejsce i dla wartościowych kanałów jak jakieś sci funy, jak i dla recenzji marketowych kiełbas od Gęstochowy, o to się, panie jarząbek, już nie martw.
Przeniósłbym się na około tysiąc lat i zobaczył jak wyglądały wtedy miejsca w których poruszam się co dzień, czy tam gdzie dom rosła jakaś puszcza, może zamieszkiwali w jakichś chatach już ludzie, tego typu obserwacje. Chętnie też obejrzałbym sobie taką bitwę pod Grunwaldem.
Z jednej strony pomysł ciekawy, ale czy tym samym nie padnie jakiś mit Gęstochowy, tego starożytnego tworu forumowego, dostępnego jedynie jako wpisy? Jak poznamy głos, wygląd (masz zamiar pokazać facjatę?), to może jakiś czar pryśnie i nic już nie będzie takie samo. Cholera, jakie skrajne emocje.
Dla ciebie wszystko zapowiada się świetnie, byle tylko odhaczało nośne ideolo podpunkty i srało na materiał literacki, stając się kolejnym generycznym niczym.
Trochę mam obawy, z tego co widziałem z niewielu co prawda źródeł, że za dużo będzie "biegania po planszy", że zniknie cała wertykalność soulsów/bloodborna, tego uczucia przebywania gdzieś wewnątrz ogromnej i pożerającej nas krainy, że z otwartym światem zmieni się to w bieganie koniem od ruiny do ruiny i odhaczania płaskich regionów, po drodze odwiedzając jakieś randomowe inne ruiny, które zostaną naniesione na mapę ot tak, żeby były sobie w tym otwartym świecie. Że las będzie zwykłym skupiskiem drzew z wrogami, zamiast jak np. w Bloodbornie, wielopiętrowym regionem z własną historią i unikalnymi zakamarkami, w których można się zgubić. Każda lokacja z soulsów (oprócz DS2) i BB miała uzasadnienie i była istotną częścią reszty świata, w ER trochę się boję, że open world jakoś to rozwodni. Jednak w Miyazaki we trust jak w Boga, więc to się zobaczy za dwa tygodnie.
Slasher11 - i to chyba i o Vipy chodziło, bo one miały bardzo podobną puchę do Specjala, zapewne jechały na jego ówczesnym fejmie :)
Krótko na forum jesteś, więc pewnie nie wiesz jak spojlował w wątku o Sekiro, mówił o KAŻDYM bossie i większym przeciwniku i zdradzał lokacje, a każdy normalny człowiek grający w soulsy chce to odkrywać sam. Gość popsuł zabawę wielu ludziom.
Fajnie, ale lojalnie uprzedzam - jeden najmniejszy spojler i od razu leci zgłoszenie, nie będzie tu powtórki z Sekiro.
drackula zapewne ubolewa że to nie polscy gracze odwalili taką wiochę, wtedy byłby kontent, i by se ponarzekał na nich, na kraj, etcetera, etcetera.
W nagrodę za trafną odpowiedź chciałbym zdjęcie autora wątku z podpisem i jakąś odpowiednią sentencją życiową.
Slasher11 - nie wiesz co piszesz, dwadzieścia lat temu Specjal był bardzo dobrym, regionalnym napitkiem z elbląskiego browaru, zepsuł się totalnie gdzieś dekadę temu, stając się zwykłym, koncernowym piwskiem.
Piękny dowód na to że po prostu wszędzie są idioci, nawet w tak "cudownym i starożytnym kraju kultury jak Włochy" :p
A także informacja zwrotna, może i na złość niektórym osobnikom, że nie tylko Polska jest takim zacofanym, mentalnym ciemnogrodem, jakim niektórzy chcieliby ją widzieć.
Dawno piąteczku u Gęstego nie było, i kurde, brakowało mi tego. Piwko na S to zapewne Specjal, ale czy Mocny czy jasny, ciężko powiedzieć z tego rzutu izometrycznego na nowy kufel.
Mando lepszy, wiadomo, w dodatku przygody Fetta długo się rozkręcają, ale może się to fajnie rozwinąć w przyszłych odcinkach. Ja tam po prostu bardzo lubię ten klimat spod ręki Jona Favreau, i nawet tych hipsterów na kosmo vespach przełknąłem (głównie dzięki bardzo przyjemnej dla oka przywódczyni). Czuć w tym trochę jazdę na sukcesie Mandalorianina, ale nadal dobrze się to ogląda.
Pójdę jeszcze dalej i powiem, że gdyby nie wyłączyli sieciowych serwerów Demon's Souls na PS3, to i tam można byłoby spotkać masę ludzi.
MMO omijam szerokim łukiem, ale te skusiło mnie tym rzutem izometrycznym ala Pillarsy. Ściągnąłem klienta, ale nie idzie stworzyć postaci nawet, pisze o utracie połączenia. Twórcy szybko muszą ogarnąć ten pożar.
Też liczyłem, że to będzie kolejna próba Montka na zdobycie sławy i pieniędzy. A tak nawiasem, to on nie miał już o tej porze mieć wielkiej kariery, którą odgrażał się w swoich wątkach sprzed dwóch lat?
Cudowna wiadomość, zatem pozostaje tylko miesiąc, czyli trzydzieści dni oczekiwania. A jeszcze rok temu zupełnie nic nie było wiadome o grze i premierze.
Jakimś trafem trafiłem pierwszy raz od wielu lat na ten blog i ze smutkiem zobaczyłem, że autor ostatni wpis zamieścił siedem lat temu, a do tamtego czasu publikował sporo i często. I były to rzeczy naprawdę przyjemne do czytania, więc tym bardziej szkoda, że od tylu lat cisza. Zastanawia jej powód.
Chyba rusza machina promocyjna, bo na Elden Ringowym twitterze nowy screen, postać chyba gdzieś w Tatrach albo Bieszczadach.
Jeszcze odniosę się do zarzutu że niby ludzie będą zmęczeni tłuczeniem potworków, bo trzy gry przed ER to mają - ludzie tłuką potworki od wczesnych lat 90' i tłuc będą dalej, aż wyłączą prąd lub spadnie na nas asteroida, także bez obaw, to napewno nie zaszkodzi Elden Ringowi (i dzięki za poprawę humoru, bo nawet śmiechłem z tego zarzutu).
Drugim Jackowskim nie zostaniesz, ale powróżyć z fusów i przecieków można, czemu nie :)
Co do sprzedaży - ta będzie duża. Nie jakaś gigantyczna, na miarę blockbusterów, ale będzie duża. Na Elden Ring czeka legion zapalonych soulsowców i pół legiona tych co wcześniej przy grach From polegli, i liczą że w końcu się tu odnajdą i zadomowią. Owszem, część przeklnie grę i będzie spamować ragem po forach, oczywiście i tu, ale cóż, życie. Liczby nie kłamią - na samym Steamie ER jest liderem, a zostają jeszcze konsole. Nie chce się bawić we wróżby, ale po miesiącu widzę sprzedaż na poziomie 3 - 4 milionów. Niesamowicie dużo wykręciło przecież Sekiro, a przy "legendzie" Elden Ring to prawie był indyk.
Zapewne na dniach ruszy ostrzej Elden Ringowy Twitter i cała reszta machiny, wszak do premiery lekko ponad miesiąc tylko. Zresztą popatrz na odzew przy każdym twicie - lajkują i komentują grube tysiące. Na Reddicie już w ogóle tracą zmysły w oczekiwaniu.
Sam jestem ciekaw "gry po" Elden Ringu. Formuła jak widać nadal pożądana, ale coraz częściej krytykowana i na skraju zmęczenia materiału, i Miyazaki będzie musiał teraz już naprawdę przysiąść i pomyśleć, nie wystarczy już zebrać do worka wszystkiego co wymyślił wcześniej, i to będzie niesamowicie ciekawe dla nas, graczy.
Jest i nasz forumowy biznesmen, wizjoner, znawca kosmosu i mistrz teorii muzyki. Jesteśmy wdzięczni, że przy tylu zajęciach ten wspaniały człowiek ma jeszcze czas pisać dla nas na forum. Dwie gwiazdki dla niego od razu poproszę.
2003 rok, pamiętam tylko że na pokładzie miał GeForca 4MX i Gothic 2 chodził na maksie, a kumplom którzy mieli pecety od już dwóch lat i bardzo się nimi chwalili - przycinał. A pierwszą grą którą odpaliłem był Shogun Total War, choć marzyłem o Medievalu. Sam zestaw komputerowy miał niesamowity klimat, ten zapach plastiku, szum z obudowy, odgłosy grubego monitora przy włączaniu i wyłączaniu, czuło się obcowanie z czymś metafizycznym prawie. Obudowa miała jeszcze niebieskie podświetlenie, co jeszcze bardziej dodawało jej magii. Na tym sprzęcie dobiłem do 2009 roku i był to już wtedy umarlak, wiatrak musiałem własną ręką kręcić by zaczął pracować, i potem padł na amen. Salutuję jego pamięci niniejszym.

Też mam wrażenie, że większość krytyków soulsów to ludzie z mema obok. Soulsom dostaje się też za popularność, są takim action erpegowym odpowiednikiem call of duty lub Fify dla wielu, co jest mega niesprawiedliwe. Kolejnym argumentem antyfanów jest ponoć ten mityczny soulsowy elitaryzm, co też jest rozdmuchane do potęgi. Jasne, jest kilku "git gudowców", jak w każdej dużej growej społeczności, ale już nikt nie widzi jak kreatywnie i pomocowo potrafi działać soulsowe community, czego przykładem niech będzie nadchodzący event Return to Drangleic. Po prostu soulsy padają ofiarą własnego sukcesu.
Ja miałem uczucie zawodu przy GoWie na premierę w 2018 roku. Połowa gry totalnie nudna, potem trochę lepiej, parę interesujących momentów i tyle. Przeszedłem z pewną przyjemnością, ale bez żadnej rewelacji jaką głosiły recenzje. Teraz zasiadłem po raz drugi w grudniu, kiedy nawet nie wiedziałem że ma wyjść wersja na pieca. I gdy podszedłem do gry już na zimno, spokojnie, to kurde, wtedy dostałem wspaniałą grę drogi, produkcję dojrzałą i wręcz wysmakowaną, ciekawą mechanicznie i piękną wizualnie. God of War strasznie traci poprzez hype, pada jego ofiarą, poniekąd sam przez siebie. Tu trzeba zimnej głowy, polecam podejść w innym terminie, gdy internety i mierniczy pikseli ochłoną. To kameralna gra, jednak z kilkoma przyprawiającymi o zawrót głowy momentami, jednak trzeba do niej odpowiedniego podejścia.
Jesteś takim samym biznesmenem jak pan sprzedający latem truskawki na murku, tylko w przeciwieństwie do Ciebie, on wkłada w to realny wysiłek.
W końcu podjąłem decyzję o nadrobieniu dodatków do tej wspaniałej gry i już wysupłałem 89 złotych groszy, gdy mym oczom ukazała się promocja w wysokości 70%. Zapłaciłem niecałe 27 złotych i gdyby ktoś chciał, to polecam jak najszybciej to zrobić. Jeden z deali życia chyba.
Na PS4.
Po pierwszym Dark Soulsie chyba wszystkie ich gry wychodziły na wiosnę, więc i mogą ER na nią przesunąć, ale już ta styczniowa premiera miała być niby taka niezagrożona, więc mocno wierzę że uda się jednak w lutym.
Nienajgorzej, ale jednak brak tu tego charakterystycznego próchna z jakiego były stworzone krzesła pamiętające lata 80, które królowały w mieszkaniach opętanych przez półdzikich tibijczyków z pierwszej dekady XXI wieku.
Ciekawe czy użyją sampla odgłosu uderzania krzesłem w jednego z członków rodziny.
A to nie są czasem prywatne gameplaye z tej złamanej PS4, z której na świat rozlały się ostatnio spojlery?
Za bestię dostaje się kilkanaście kryształów chiralnych i satysfakcję z ubicia tej ciekawej maszkary.
Ja również ogrywam Death Stranding teraz, wcześniej owszem, szanowałem Hideo za niepodważalny wkład w rozwój branży, bo siedzi w niej od lat 80 i to już jest coś, ale trochę drażniły mnie te jego ochy i achy nad własną osobą. No i Death Strandingiem mnie skubany zupełnie do siebie przekonał, bo gra jest fantastyczna. Dziwaczna, tak, pełna skrajnych motywów - owszem. Ale jest przy tym świetnie pomyślana i napisana, to wszystko co się tam dzieje ma sens w tym świecie, bałem się tej grafomanii o której tak wielu pisze, a nie dostałem jej po 50h rozgrywki praktycznie wcale. Może coś zmieni się na końcu, ale narazie dostałem przemyślaną i wyjątkową produkcję, przez którą będę wypatrywał innych tworów od Kojimy i jego ekipy.
Ale zleciało.. A pamiętam jak dziś jak szedł Gęsty w dżinsach i adidaskach, luźno i elegancko odziany, na swój pierwszy do pracy dzień. Ciekaw jestem ewolucji wątków w erze postrobotniczej, i życzę dobrego nowego roku!
Zawsze to jest bardzo smutne gdy zwierzakowi znikąd przytrafia się takie coś. Jak tam u niego? Mam nadzieję że tylko lepiej. Trzymajta się tam chłopaki.
No tak, logiczne to w sumie. Dzięki za odpowiedź.
P.S Ale czy i tekst będzie po naszemu, a nie tylko udźwiękowienie?
Tak, komnata Tyra to bajka, jak mówisz, ilość wszelakich zdobień, to jak jest odwzorowany metal w tej grze i inne kruszce, to mistrzowska robota.
Na Steamie jest bardzo dobra promocja na G2 w Złotej Edycji, całego piątaka trzeba dać, ale szkopuł taki że piszę o nieobsługiwaniu naszego języka. Prawda to, a jeśli tak, to da radę na tym zainstalować Kroniki?
Przecież robisz dokładnie tak samo, zabraniasz ludziom mówić że im się nie podoba, a mają do tego pełne prawo. Nie raz, nie dwa poparte naprawdę wyczerpującymi argumentami.
Ile Brewerów pod choinką Halford w stroju świętego postawi Gęsty? Wesołych dla Ciebie i rodziny!
Fakt, odświeżam właśnie przed Ragnarokiem jedyneczkę i też doceniam kunszt projektantów. Świat mały, ale dobrze upchany krajobrazami i klimatami. Widok gigantycznego.. giganta poległego w śniegu, jak wiatr mu hula po brodzie a w martwym oku odbija się zimowe słońce i własny młot to chyba mój ulubiony obrazek z całej gry.
No worries, prezenty prezentami, ale tak trafny podarunek jak ten od Graphosa nie zdarza się co roku :)
Odpaliłem niedawno na czteroletnim laptopie na którym grałem np. w Pillars of Eternity Deadfire, i Disco Elysium ledwo mi się załadowało, a o rozgrywce nie było absolutnej mowy.
Piękna rzecz. W te święta lepszego prezentu niż ten komiks już nie otrzymam.
Ktoś to przeczyta i będzie przeczuwał fabularny twist. Fajnie tak psuć ludziom zabawę?
Pewnikiem chodzi o Drogę Królów. Sam po kilkudziesięciu stronach rzuciłem ją w cholerę na chyba trzy lata w kąt, nie dawała mi jednak spokoju, zacisnąłem zęby i otrzymałem historię którą potem żyłem jak kiedyś Władcą Pierścieni. Słowa Światłości jeszcze lepsze, dopiero trzeci tom mnie ostudził, czwartego jeszcze nie czytałem a ponoć Sanderson wrócił do formy.
Bo twoje gónwo posty to nic innego jak pozbawione jakiejkolwiek wartości śmieszki dzieciaku, jedno wielkie iksde właśnie, zero chęci na normalną dyskusję, jakbym widział ratlerka który naszczeka a zaraz ucieknie, chowając się za plecami większych piesków. No i wycieczka ad personam, którą udowodniłeś że szkoda na ciebie czasu. Rodzice cię nie uczyli w domu kultury?
Żadnej innej odpowiedzi się nie spodziewałem :)
A tak swoją drogą, co wy byście biedaczyska bez tego iksde zrobili :p
Szybki przykład z Gry o Tron - mieli materiał Martina, cały świat siedział i oglądał z wywieszonymi językami. Materiału zabrakło - nakręcili taki paździerz że też była petycja o anulowanie go. Tu nie chodzi o "zmienienie podejścia i wyluzowanie", bo otrzymana jakość serialu jest po prostu żałosna, a ego jego showrunnerki wystrzelone w kosmos. Ale tak, serial "chroni powieści" i "honoruje opowiadania", a potem dostajemy marny fanfik.
Właśnie o to chodzi, żeby zwrócić uwagę na jakiś problem, niekoniecznie z nim wygrać, bo to często niemożliwe. Dla mnie sukcesem będzie jeśli sam przekaz dotrze do showrunnerki i jej kłamliwego serduszka i przez chwilę zastanowi się, że jej "chroniąca powieści" i "honorującą opowiadania" adaptacja nie jest wcale taka emejzing jak sama to widzi.
Cieszy niezmiernie, że Pan Eggers ma już kilku swoich "nadwornych" aktorów i jak widać większy budżet dla swojej wizji. Liczę na realistyczne i psychologiczne widowisko, oby jednak odrobinę mniej symboliczne niż Lighthouse.
Pewnie gdzieś tam jeszcze znajdą się tacy co nadal nie mogą się z tym pogodzić, ale chodziło mi, że krytyka serialu zmieniła swój tor w ogólnym rachunku.
Matysiak, właśnie przyznałeś że sam masz problemy z akceptacją czyjegoś stanowiska, a jesteś przecież takim wojownikiem o wolność i równość. I czy wiesz, ale petycję o odwołanie pseudo showrunnerki zainicjowali Rosjanie i ich najwięcej się wpisało, ale tak, musiały polecieć słowa o bólu POLSKIEGO fandomu - który nawet już nie wytyka tych ciemnoskórych elfów jak w pierwszym sezonie, ale ogólną gównianość całej produkcji, która jest po prostu marnym widowiskiem. Coraz słabsi w uszach jesteście chłopaki.
Kuchar, tu nie ma sensu dyskutować. Osobnik ten nie przyjmuje żadnych argumentów i nie umie poprowadzić chociażby odrobinę merytorycznej dyskusji, w dodatku nie umie pisać po polsku, jak widać. Mu się podoba więc tak musi być, reszta to plebs który ma czelność mieć jakieś wymagania. Dwie gwiazdki jak widać pomieszały w główce.
Do wszystkich wyciągających szabelkę i machających sztandarem z napisem "to jest adaptacja!!11" - to po kiego licha Hissrich kłamie w żywe oczy? Przecież dwa dni temu jeszcze pisała, jak to jej serial "chroni powieści" i "honoruje opowiadania", a tu wychodzi na to, że powstał kolejny fanfik wjeżdżający z buta w materiał źródłowy.
A pokaż mi chłopku grę, w której na wyższym stopniu trudności przeciwnicy nagle mądrzeją i wykorzystują jakieś nowe taktyki.
A gra nie jest "samograjem", panie pecetowa betoniarko - większość przeciwników wymaga odpowiedniego podejścia, a sam system walki jest cholernie mięsisty i satysfakcjonujący, ten we Wiedźminie wygląda przy nim jak stworzony przez stażystów.
Fabuła to po prostu podróż dwóch ludzi i relacje między nimi, mi bardziej podpasowała niż rozwleczony wątek główny w Dzikim Gonie.
Showrunnerka we własnej osobie ogłaszała wszem i wobec jaka dla niej będzie ważność z książkami. Przed pierwszym sezonem.
Książką
Widzisz i nie grzmisz..
Miał być skok na spadochronie, jest podświetlany kibel. I to też jest jakiś pomysł, ale prezesi z forum już wydali osąd. Ja tam doceniam inwencję, ale mam nadzieję że przy splaszu leci jakiś metal przynajmniej, i wcale nie chodzi o resztki z mocnych specjali.
Aż zastanawia tak mały "odzew" na wieść o odejściu tak znacznego głosu. Jego Vesemir to był strzał w dziesiątkę taki sam jak głos Jacka Rozenka dla Geralta. Idealnie uchwycił osobowość Vesemira - głos niesamowicie męski, ale też czuć było to ciepło i swojskość - "Triss, dziecinko", będę pamiętać na zawsze. I zastanawiająca mnie osobiście kolej losu - niedawno zacząłem się uczyć pewnego obcego języka z audiokursem, i tam polskie kwestie wymawia nie kto inny jak Pan Miłogost (co z piękne imię swoją drogą). Szkoda, że odszedł tak przed świętami..
Mega szacun dla Henryego, czytając ostatnie newsy aż się ciepło człowiekowi robi że tyle z siebie daje dla tego barachła. Jednak ten dialog że śmiercią wydawał mi się dość cringowy kiedy czytałem sagę parę dobrych lat temu - Sapkowskiemu słabo wychodzą na papierze te wszystkie "poetyzmy" i jakieś zabawy z metafizyką i czasoprzestrzenią, które czasem u siebie serwuje. Jest mistrzem opisu rzeczywistości i dialogu.
Jest moc :) Ale nie kozacz tam Gęsty za bardzo że jasne piwko jest takie be, bo jest możliwy scenariusz że nagle o 22 zamilkniesz w temacie, a jutro wieczorem napiszesz że przywaliłeś głową w drzwiczki od pralki a potem wypadłeś przez okno, wcześniej robiąc półnagiego lajwa dla Halinek z pracy w rytm Ironów. Ale baw się dobrze, dis is de tajm of jor lajf. Piona!
Powód zeszłotygodniowej absencji zrozumiany i zaakceptowany, ale dziś czekamy na relację z porządnego jubla!
No widzisz "polaku", jednak twórcy tego serialu wzięli sobie do serc słowa krytyki, bo wiele razy było w newsach że poprawili to, skupili się na tamtym, jeszcze inne wywalili i chcą podejść do tematu inaczej - za trzy tygodnie zobaczymy jak im to wyszło. Nie obchodzi nikogo raczej twój płacz, że ktoś śmie mieć jakieś wymagania.
Chciałeś błysnąć a nie wyszło, więc posłuchaj - akurat ten wizerunek Thora z bebechem jest dość spójny z "klasycznymi" opisami, jako boga lubującego się w opilstwie i obżarstwie, więc to żadna kontra. Pewnie bycie kreatywnym Thorem dla ciebie byłoby jakby ufarbowali go na fioletowo i kazali dosiadać wegańskiego wilka?
Co? Toć przed paroma dniami jeszcze powiadomienie dostałem o nowym, urodzinowym filmie.. Prawdziwy ambasador Norwegii i radościowego podejścia do życia.
Nie podoba mi się, że ojciec - założyciel wątku od dwóch piątków jawnie zaniedbuje swoje poletko.
Jaaasne. I jakimś cudem ta tak prymitywna gra dla prymitywnych ludzi osiągnęła prawdziwy komercyjny i artystyczny sukces, tworząc milionowe społeczności, swoistą subkulturę (okej, czasem może zbyt elitarystyczną, ale i tak całkiem przyzwoitą w porównaniu do innych "wielkich" growych fenomenów), i od tej prymitywnej gry zaczęły ten prymitywny rdzeń rozgrywki przemycać do swoich gier studia tytani jak Ubisoft czy nasi Redzi. Nie mówiąc o dziesiątkach soulslikeów czy to w 3d czy 2d i zapoczątkowaniu nowego podgatunku gier (którego Miyazaki, ten "urojony geniusz", w ogóle nie chciał i nie planował, w przeciwieństwie do takiego Kojimy, który na siłę spróbował stworzyć go do Death Stranding). Faktycznie, bardzo prymitywna seria gier z tych soulsów.
Jakby jeszcze ich przebrać w stroje ala Wokulski i żeby po każdym liściu musieli mówić coś w stylu "waszmość teraz pożałuje!", to może obejrzałbym z jedną walkę.
Od razu wiedziałem kto jest autorem wątku. Myślałem jednak że jest już w drodze do tego Bitcoin City i pomału wypływa kajakiem z zatoki gdańskiej.
Ja dziś zacząłem na PS4, długo czekałem i chciałem w to zagrać, byłem świadomy jakiego typu to gra, i po trzech godzinach narazie jestem nią raczej zmęczony (3/4 czasu to cutscenki). Wykonałem w sumie dwa zlecenia tylko, jakoś nie zachwyciło mnie to, ale to dopiero początek i będę jeszcze oczywiście grał dalej. Inne rzeczy też jednak mnie nie ujęły, jak reżyseria czy dotychczasowe zawiązanie "fabuły" - trochę mam wrażenie że narazie Kojima więcej się popisuje niż opowiada coś ciekawego.
Będę zaczynał przygodę z tą "a Hideo Kojima" grą i pytam, czy warto dać szansę polskiemu dublażowi czy bezwzględnie grać z oryginalnymi głosami?
W ostatni dzień stażu zapuść to na jakimś zajebiaszczym dżejbijelu, skołuj taką perukę z grzywką jaką ma Dickinson, załóż ją i pokaż Halinkom, że miały co do Ciebie 100% rację.
Ja już serio myślałem że Gęsty faktycznie kwasa w pracy zarzucił i będzie opis jak zmienił się w Halforda z rogami i zrobił Halinkom prawdziwe piekło, jesień średniowiecza, a tu po prostu kolejny dzień na stażu.
Jedno jest pewne - jeszcze długo po Twoim odejściu będą Cię tam wyklinać :P
I aż wyobraziłem sobie te samotne dopalanie kiepa..
Teraz wszyscy podnieceni, a znów (oby nie) okaże się, że kupiła garstka. Pokażmy w grudniu, że decyzja o spolszczeniu nie była złą decyzją.
W końcu udało mi się skończyć tego giganta, co zajęło mi ponad 10 miesięcy grania, ale ze sporymi przerwami - licznik gry zatrzymał się gdzieś koło 92 godziny, więc to tyle co cała trylogia Mass Effecta, co wiele mówi o opasłości Origins.
Nie umiem w recenzje, więc będzie to bardziej opinia.
Gra jest absolutnie warta polecenia, mimo że fabularnie to typowa bioware'owska sztampa o ratowaniu świata i zbieraniu drużyny - ale sposób w jaki to robimy jest już dużo ciekawszy (choćby z uwagi na dwie przeciwności z którymi walczymy, jednym jest Plaga, drugim wojna domowa).
Osobnicy z drużyny jak to u Bioware - różnorodni, w większości solidnie napisani i o wyrazistych osobowościach i poglądach, które czasami stanowczo komunikują (jak Sten w pewnym momencie, który totalnie mnie zaskoczył). Świat ma bogatą i barwną historię, swoje legendy i mity, jest tego dużo, ale akurat na tyle, by nie przytłoczyć tym i zaciekawiać do samego końca. Świat z którym wchodzimy w interakcję żywo reaguje na nasze postępki, tu nawet drugo i trzecioplanowi enpece wiedzą co się dzieje i odpowiednio to komentują. Bardzo duży plus za to. Miejsca przez naszą drużynę odwiedzane są też różnorodne, ale wizualnie były przeciętne już kiedy gra wychodziła, więc teraz wydają się czasem wręcz ubogie i surowe. Mają swój klimat, podbijany przez odpowiednią muzykę (która ogólnie jest naprawdę udana i odpowiednia do momentu), ale do dziś broni się chyba jedynie Orzammar, w którym naprawdę czuć potęgę krasnoludzkich budowniczych. Reszta to raczej zbieranina korytarzowych miejscówek o prostej geometrii, ale nadal potrafią dostarczyć odrobinę eksploracyjnej przyjemności. Mimo to grafika mi się podobała, ma w sobie jakąś taką oleistą malarskość, a i koncepcyjnie jest całkiem nieźle, mimo że to high fantasy.
Rozgrywka jest dość casualowa, ale sprawia frajdę i nawet na normalnym poziomie trudności potrafi być wyzwaniem. Rozwój postaci jest prosty i mi podpasował, każdy poziom witałem z radością, by szybko przypisać punkty i nabyć umiejętności, a nie spędzać na mozolnym planowaniu builda długie minuty - dla jednych oczywiście będzie to minus.
Gra ma zatrzęsienie misji pobocznych i mimo że nie są zbyt odkrywcze, to robi się je z chęcią - ich widok w dzienniku w zakładce "ukończone" cieszy oko i satysfakcjonuje.
Najbardziej wkurzało mnie zachowaniu kompanów w boju - tak niezorganizowanej bandy nie miałem w żadnym innym erpegu. Trwała walka, a zdarzało się że troje stało i radośnie patrzyło, jak jeden jest szlachtowany przez pomioty i dopiero manualny nakaz ataku sprawiał, że ruszali tyłki. Wiem, że są opcje taktyczne, ale szczerze wyznam że nie chciało mi się z nich korzystać - jednak coś takiego jak automatyczne podejmowanie walki gdy dwa metry obok szaleje wróg, powinno być czymś oczywistym.
Na koniec o polskim dubbingu - biorąc pod uwagę zatrzęsienie postaci i tekstów, to wyszło bardzo dobrze. Genialny Allister, Sten i Zevran, reszta bardzo w porządku, a i nawet do Morrigan szło się przyzwyczaić. Postacie które spotykamy w świecie również w większości przemawiają dopasowanymi do charakteru i wyglądu głosami, choć bez paru dziwnych castingów się nie obeszło.
Po drodze było kilka słabszych lokacji, jak ta w Pustce oczywiście, a i z Orzammaru myślałem że już nie wyjdę na powierzchnię, ale koniec końców udało się Plagę zażegnać i z lekkimi feelsami pożegnałem się z drużyną - na osłodę pozostał duży dodatek i parę mniejszych, a potem druga, kontrowersyjna część. To była dobra przygoda.
W trójkę nabiłem zdecydowanie najwięcej godzin spośród wszystkich gier ever, bo ponad 300 (wiem, wiem, to tyle co nic w porównaniu do tych nawet "średnio zaawansowanych"), po skończeniu wątku głównego i ogromnej części zadań pobocznych tak gdzieś kilkadziesiąt godzin spędziłem na włóczeniu się po świecie, ot tak, dla radochy, i o ile sam klimat gry jest mistrzowski i w ogóle, to jak ostatnio wróciłem sobie do Krwi i Wina (Toussaint to serio chyba jedna z najlepszych miejsców w grach ever), tak gameplayowo i mechanicznie trzeci Wiesław strasznie, okropnie się zestarzał. Drętwe sterowanie, okropna walka, jazda na Płotce monotonna jak w pociągach regio północno - wschodniej Polski, iluzoryczny rozwój postaci, etcetera. Sytuację ratuje nadal pierwszorzędny klimat, postacie, dialogi (chociaż jakoś zbyt śmieszkowo mi było wszędzie) ale gameplay zupełnie nie przeszedł próby czasu, i granie na hardzie albo jeszcze wyżej to imo zbędny masochizm.