Szukam termosu obiadowego dla dziecka w 1 klasie podstawówki. Na necie pincset modeli i nie wiem, jaki wybrać.
Potrzebuje czegoś, do czego zapakuje córce zupę lub drugie danie (ryż, mięso, warzywa) czy jakiś makaron. Pewnie coś w okolicach 500 ml pojemności? Żeby trzymało ciepło tak przynajmniej 4h, ale jak się da to i wincy
Ktoś, coś? Korzystał, posiada? Byłbym wdzięczny za porady. Budżet koło 200 zł, jeśli coś sensownego jest w tej kasie.
W takim razie cieszę się, że żyje pod swoim "anty-dramowym kamieniem" i mnie to omija - nadążanie za tym co kto powiedział, kogo obraził. Męczące to - tyle fajniejszych rzeczy do robienia.
Pomijając już całą sytuację, to zastanawia mnie jedno - czy tyle osób ogląda tego typu dramy w necie, że to ma takie wyświetlenia? Arkadikus nagrał film, Rock go skomentował, potem znów Kiszak skomentował ten komentarz, a wszystko to robi jakieś chore (w porównaniu do ich subskrypcji) wyświetlenia. Czy ludzie nie mają czego oglądać, tylko mielenie jednego filmu przez tyle osób?
Tego typu dramy są same w sobie smutne - nie dość, że wydawcy gier srają na graczy, to jeszcze sami się tłuczemy między sobą.
Dziś z recenzjami gier to trochę wygląda tak, jakby ludzie, którzy najwięcej się w necie o nie pucują (bo nie dogodzisz w żadną stronę) mieli przygotowane argumenty na dwie ewentualności - jak gra otrzyma dobrą ocenę to trzeba zeszmacić recenzenta/portal/krytyków, jak otrzyma lipną to, ponownie, trzeba zeszmacić, tylko używając innych argumentów. Trochę jakby sama recenzja nie miała znaczenia - wbijamy na dół strony, patrzymy na ocenę, ewentualnie wady i wio, lecim w komentarze obrzucać się gównem. Mnóstwo osób nie widzi (co też zostało wypunktowane w tym temacie), że gracze nie są lepsi - dostają sraczki z wielu powodów i potrafią wystawić negatywną opinię za pierdołę (gra źle chodzi na ich 15-letnim gruchocie, Amazonka w D2R wygląda jak chłop).
I ok, też czasami widzę po przeczytaniu recenzji, plusów i minusów totalne oderwanie od finalnej oceny. Ale nie szedłbym tutaj w tezy, że sprzedajny recenzent i sprzedajny portal. Może być tak jak ze skradaniem w Outlaws - dla jednego totalna dyskwalifikacja, dla Łosia bez znaczenia. Najbardziej optymalnym byłoby pewnie wrzucić kilku autorów do recenzji jednej gry - ale przykre realia są takie, że z punktu widzenia portalu jest to nieopłacalne, bo tekst na siebie nie zarobi.
Nie mam tyle lat przerobionych w GOLu co Łosiu, ale swoje dla kilku wypracowałem i po ćwierćwieczu grania wydaje mi się, że co nie co o grach wiem. Ale jak ludzie cisnęli po ME: Andromedzie, tak jak bawiłem się bardzo dobrze - podobnie jak w Diablo 3 (spędziłem tam 10x więcej czasu niż w D2 i D2R) i Diablo 4 - a CP2077 (choć grałem przedpremierowo) wystawiłbym w okolicach premiery 5/10 za błędy. Podobnie ze Skyrimem, któremu dałbym z czystym sercem 10/10 nawet dziś - a Wiesiek 3 mnie kompletnie nie kupił i 7 to maks. Jak ktoś wyżej pisał, z recenzjami jest jak z dupą - każdy ma swoją. Najlepiej byłoby pewnie zrezygnować ze ocen punktowych (może typowe polecam/nie polecam) - ale to też zaraz było/będzie wrzawa, że oceny powinny być.
Ja z 10 lat temu miałem podobną sytuację z bankiem. Zamknąłem konto, miałem tam jakis okres karencji, podczas którego musiałem mieć saldo na plusie. Oczywiście naliczyli mi jakąś opłatę, saldo poszło na minus, zamknięcie konta zostało anulowane i tak potem przez bodaj 3 lata narastały mi opłaty i odsetki od nich. Ja w międzyczasie przeniosłem się z mieszkania studenckiego do domu, to nie odbierałem korespondencji, a po czasie do drzwi zapukał komornik, że mam kilkaset zł długu w banku. Czy komunikowali się wcześniej to nie mam pojęcia, finalnie to spłaciłem i zamknąłem temat.
Gdybym pisał o sobie, to bym pisał o sobie - nie chcę rozbudzać dyskusji, tylko chciałem uzyskać informacje. Może ktoś miał podobną akcję, a na necie nie znalazłem żadnych sensownych informacji. Ale rozgryzłeś mnie Scherlocku.
Dzięki za odpowiedzi. Zakładam, że znajomy ściemnia - i albo coś odebrał i olał albo dostał awizo i olał. W mojej wiadomości wcześniej chodziło mi o "domniemanie odebrania przesyłki" - czyli jak np. olał awizo i powtórne awizo, to urząd uznał za dostarczone.
Dokumentów z US (potem sądu, komornika) pewnie było mnóstwo, więc najpewniej przegapiony/olany temat i teraz ogień pod dupą. Dzięki za odpowiedzi.
Pytanko do osób w temacie. Znajomy ma taki temat - Urząd Skarbowy stwierdził, że w 2020 i 2021 odebrał on nienależny zwrot podatku (nie wiem jeszcze czy źle uzupełnił dokumenty czy co tam narobił - niemniej jednak dostał hajs, którego, według US, nie powinien dostać). Teraz dostał info od pracodawcy, że komornik z US wbił mu na wynagrodzenie. Znajomy twierdzi, że nie dostał w temacie żadnej korespondencji - ani że ma bład, ani że trzeba złożyć korektę, ani że wbija mu komornik.
Teraz pytanie:
1. Czy US może tak zrobić, skoro znajomy nie dostał żadnej korespondencji (i nie mógł tego załatwić "polubownie)? Wiem, że jak się nie odbierze korespondencji, to jest uważana za dostarczoną - więc tu pewnie leży problem.
2. Da się to jakoś odkręcić? W sensie US naliczył sporo odsetek i jakiś dodatkowych opłat - da się to "cofnąć", żeby tego nie płacić? Czy to już kwestia dogadania się z US?
Pietrus -> Nie mówię nic o tym, że cukier, czekolada, orzeszki czy czipsy są czymś złym. Można jeść same zdrowe tłuszcze i białko i mieć nadwyżkę kaloryczną i roztyć się jak bela. Można jeść czokoszoki i mieć BMI, które powinno doprowadzić do zgonu. Nie jestem zwolennikiem odcinania się od przyjemności - sam córkom nie zabraniam słodyczy, ale nie biorę najgorszego gunwa wypchanego niepotrzebnym szajsem, tylko świadomie kupujemy z żoną rzeczy o lepszym składzie, bez zbędnych konserwantów, wzmacniaczy, stabilizatorów. Albo po prostu ogarniamy własne wypieki. Pamiętając przy tym, by córki zdrowo się odżywiały, by miały w diecie zdrowe tłuszcze i witaminy - wszystko jest dla ludzi.
Odpowiadając na Twoje pytanie - jak jesz czekoladę co drugi dzień czy nawet codziennie (i nie żresz przy tym 3 tabliczek na jedno posiedzenie), a przy tym dostarczasz do organizmu wszystkich potrzebnych składników odżywczych (i w odpowiedniej do swojego stylu życia kaloryce), to zero problemów. Ale nie, jak masz dietę pozbawioną warzyw, pełną prostych węgli, na noc wciągasz dwie paczki czipsów i popijasz colą - a przy tym śpisz 3 godziny. Wiem, skrajności, ale też trochę jedziesz po bandzie z tym cukrowym ćpunem. Wszystko w zdrowych proporcjach i jest cacy. Schaboszczaka usmażonego w głębokim tłuszczu jesteś w stanie bez problemu zamienić, ziemniaki nie muszą być utopione w maśle, frytki smażone na głębokim tłuszczu, do obiadu można zjeść świeże warzywa, dzieciakom ogarnąć słodycze o lepszym składzie (niekoniecznie pozbawione cukru) - nie trzeba zmieniać drastycznie kuchni, by jeść zdrowiej. Można też zacząć od zmniejszenia porcji czy w ogóle od kontrolowania jej wielkości.
Odnośnie walki z używkami - to tak, zakazy nic nie dadzą (zakazany owoc smakuje najlepiej), liczy się edukacja. Szczególnie właśnie dzieci i tu rola rodziców, by pokazać, że można inaczej - że można wypić wodę zamiast piwka/coli, że zamiast dosładzanego "nektaru" można dzieciom dać porządny sok (jeśli nie chcą wody), że można nie siedzieć cały dzień wlepionym w ekran smartfona (i jednocześnie nie cisnąć po dzieciach, że chcą robić to samo - największa hipokryzja rodziców), że wieczorem można przygotować sobie zdrowsze przekąski, zamiast marketowych czipsów, ciastek i słodzonych napojów.
Ok, to w takim razie gdzieś nie zrozumiałem. :) A, to, że osoba sięgająca po alkohol czy inne używki i odwalająca akcje, robi to z głębszych powodów, niż tylko same używki (samotność, depresja, traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, etc.) to jasna sprawa - tego typu osoby potrzebują wizyty u psychologa/psychiatry.
Niezdrowa dieta - przytaczane przez Ciebie czekolada czy cukier spożywane w zbyt dużych ilościach - to oczywiście tak samo problem i tak samo trzeba ludzi uświadamiać, że można odżywiać się zdrowiej (śmialiśmy się z "hamburgerów", dziś deptamy im po piętach jeśli chodzi o odsetek ludzi z otyłością - ok, nie mamy takich wielorybów, but still). Wszystko z umiarem jest w porządku - w wątku jednak chodzi o ten brak umiaru, który jest u nas (i nie tylko u nas) widoczny. I nie powiesz mi, że ktoś, kto wali czteropak harnasia czy innego żubra zdecydowanie zbyt często, robi to dla walorów smakowych? Tak, wiem, że są dobre piwa, jak i wina czy alkohole mocniejsze.
Odnośnie cukru i niezdrowej diety - mam w pracy gościa, rok starszy ode mnie, chłop w kwiecie wieku, który, przez gównianą dietę (mnóstwo węgli, mało warzyw), do tego w połączeniu ze stresem, zniszczył sobie tak zdrowie, że jak "szambo wybiło" i trafił do szpitala, to siedzi w nim od 3 miesięcy, bo składają mu do kupy różne rzeczy.
Miała być edytka odnośnie "innej ligi" uzależnienia od kawy czy słodyczy względem alkoholu, ale aope mnie ubiegł.
Ale czekaj, czekaj, czy ja gdzieś napisałem, że chcę zakazać picia alkoholu i nazywam wszystkich ludzi pijących alkoholikami? Podałem tylko przykłady ze swoich doświadczeń i chciałbym, by reklam alkoholu nie było tak nagminnie w TV - skoro energetyki wyleciały z obiegu w TV (choć w sumie nie śledzę tematu, to nie wiem, czy tak się stało), to czemu piwo dalej jest? Jeśli zabrzmiało to tak, jakbym chciał komukolwiek czegoś zakazywać, to nie, nie chcę.
Nie widzę problemu w tym, że ktoś raz na kilka tygodni wypije sobie wino, drinka czy raz na jakiś czas piwko czy dwa. Widzę problem w ludziach, którzy piją przy każdej okazji - i ludziach, którzy na bani wsiadają do samochodu (mam też niestety przykład z najbliższej rodziny, choć szczęśliwie skończyło się na rozbiciu auta - ale "agenta" niczego to nie nauczyło, bo chwilę po tym znów odwalił imbę alkoholową). I tak, jeśli ktoś potrzebuje piwka, by się zrelaksować po pracy (myśli tylko o tym, by wrócić do domu i sobie je wypić), musi wypić alko bo inaczej nie uśnie - to tak, jest alkoholikiem, bo nie jest w stanie funkcjonować bez tej używki. I tak, jest mnóstwo szkodliwych rzeczy, które w nadmiarze i bez kontroli szkodzą - jak wspomniane przez ciebie seks, kofeina, praca czy hazard. O internecie nie wspomnę, bo to temat na oddzielną dyskusję - i problem IMO wcale nie największy u dzieciaków, a u dorosłych. Nie zmienia to faktu, że alkohol też jest problemem - i społecznie jest znacznie bardziej akceptowalny niż inne szkodliwe używki (może za wyjątkiem internetu i mediów społecznościowych, o których to już w ogóle cisza).
I to, że w Twoim środowisku nie ma sytuacji namawiania i "bóldupienia" z powodu odmowy - szczerze zazdro. U mnie jest, szczególnie w przypadku starszych członków rodziny. I też nie mam ochoty, by, odwiedzając rodzinę z 7- i 2-letnią córką, widziały, jak w święta, niewiele po południu, leje się alkohol.
Nie, nie jestem współczesnym crossfitowcem czy studentem prawa - nie mam potrzeby chwalić się tym, że nie piję. :) Impulsem były wydarzenia z niedawnych świąt i kilka postów z forum, nic więcej.
Odnośnie niepicia, to widzisz, ja mam inne odczucia. Na samych świętach, w niedzielę i poniedziałek, byliśmy z żoną i dziećmi w odwiedzinach u rodziny. I w jednej i w drugiej sytuacji było pytanie o alkohol (w tym o godzinie 14, zaproszenie do wódki) i tłumaczenie, że nie, nie jestem chory, żona nie jest w ciąży i nie bierzemy antybiotyków (i to, że żona może prowadzić samochód, nie znaczy, że ja się muszę napić). W ciągu ostatnich 6 lat byłem kilka razy na chrzcinach, każdorazowo był na nich obecny alkohol - zahaczyłem o komunię, na której też był (u mnie za gówniaka choć w komunie nie pil). Wśród znajomych ok, zgodzę się, jest lepiej. I nie chodzi mi też o to, że osób niepijących nie ma - bo zawsze są, ale osób, które czekają na weekend, żeby się nawalić, jest zdecydowanie więcej (przynajmniej tak wynika z moich doświadczeń).
Nie znałem w sumie skrótu DDA. Sam dopiero po śmierci ojca się zorientowałem, że też wychowywałem się przy wszechobecnym alkoholu - rodzice pijący regularnie piwo, rodzina z zagranicy, która waliła wodę przy każdych odwiedzinach. I matka, która do dziś, dosłownie po kropli alkoholu, zmienia się w tak agresywną i zawistną osobę, że głowa mała.
Jak najbardziej spodziewałem się odzewu - i miłośnicy alko, którzy nie widzą niczego złego w piciu (mogę w każdej chwili przestać!) też się znaleźli.
Dla mnie olbrzymim problemem - prócz "kultury picia" samej w sobie - jest to, co ktoś już wspomniał wyżej - reklamowanie alko. Nie ma reklam narkotyków czy innych substancji uzależniających (osoby, które zaraz wystartują z cukrem czy kawa uspokajam - wiem, jak uzależniające są, cukier to gówno równie wielkie co alko), ale już alkohol to cacy - reklama zimnego piwka z kumplami, piwko w ogrodzie przy grillu, wódeczka zachwalana przez znanego aktora czy szampan dla dzieci. Już widzę ten ból dupy miłośników chmielnej zupy, jakby im usunęli reklamy z tv - albo, nie daj Boże, zmienili narrację, że piwo nie jest takie cacy.
Edytka: swoją drogą nie tak dawno temu było w necie info o gościu, co bodaj 18 lat już był "czysty", po długim chlaniu. I na weselu córki czy kogoś tam z rodziny, ktoś go namówił żeby se wypił kilka kieliszków (wiedzieli jaką ma za sobą drogę). Dał się namówić i po weselu wrócił do nałogu - po 18 latach trzeźwości... Zwierzęta, które go do tego namówiły, bym normalnie wychłostał.
Te mity o pro-zdrowotnym działaniu alko w małych ilościach... Szkoda tez, że z czasem te małe ilości robią się coraz większe i częstsze - no ale uzależniony może przestać w każdej chwili, czyz nie?
Pisząc o kulturze picia chodziło mi właśnie o jej brak. I braku umiaru, o którym wspominasz - jeszcze rozumie studenciaki, które, po wyrwaniu się z domu, nawala się w trybie instant do porzygu na pierwszej lepszej imprezie. Ale jednak robić to regularnie przy każdej okazji (pomijam mentalność "zawsze jest okazja") to już średnio. No i sam fakt konieczności nawalenia się na imprezie - bo inaczej nie da się bawić, nie?
Mam w rodzinie osobę, która przez lata loiła piwo i do tego jeszcze paliła maryśkę (to, jak marycha jest "wybielana" i że nie uzależnia, bije chyba nawet na głowę alkohol). Od kilku miesięcy odstawiła kompletnie - jak inna osoba.
Obejrzę w wolnej chwili, nie widziałem tego.
I tak, piwo to nie alkohol - takie tam cztery piwka wieczorkiem to przecie nic. A że codziennie...
Po kilku wypowiedziach z wątku Gęstego (Pora zmienić życie) pojawiło się w mojej głowie pytanie - co z tą kulturą picia w Polsce? Jak zadziwiająco mocno zakorzenione jest w naszej kulturze regularne nawalanie się - bez alko nie ma wesela, grilla, urodzin (nawet kilkulatka), świąt. Od najmłodszych lat jesteśmy tym karmieni. I to, z jakim zdziwieniem człowiek spotyka się, gdy powie, że "nie pije" - no bo jak to, jak to się podczas świąt nie napić, przy piąteczku kilka drinków, w lecie gorąco to piwko najlepiej wchodzi.
Na necie fajnie to pokazują filmy gościa, który zwie się coś w stylu "alkoholik z tiktoka" czy jakoś - jakie szambo wywala w komentarzach pod jego filmami, syndrom oblężonej twierdzy, bo gość ma czelność powiedzieć, że jak ktoś łoi codziennie przed spaniem piwko, to że jest alkoholikiem - bo przecie on może przestać w każdej chwili. Sam w ostatnich latach przerzuciłem się kompletnie na okazjonalne piwo 0%, teraz już nie tykam alkoholu w ogóle - i ilekroć jestem w odwiedzinach, to muszę się tłumaczyć, dlaczego się nie napiję (na szczęście "ze mną się nie napijesz" już wypadło z obiegu). Widok ludzi chlejących przy stole wódę - jak miałem ostatnio okazję uświadczyć na świętach u rodziny - zwyczajnie w świecie mnie irytuje.
To zadziwiające, jak ludziom nie przeszkadza, że ich znajomi, rodziny czy oni sami są uzależnieni od alko - że są zwyczajnie w świecie alkoholikami. Ok, jestem w stanie zrozumieć, jak ktoś raz na ruski rok wypije sobie z żoną/mężem wino, jakiegoś drinka. Ale nie regularnie, przy każdej możliwej okazji. Nie wiem, może to jest spowodowane tym, że mam dwójkę dzieci i nie chcę się przy nich upadlać i "być pod wpływem", ale "kultura picia" alko w Polsce mnie przeraża. Nie mówiąc o tym, ile ludzie marnują na to hajsu - często oszczędzając przy tym na jakości żywności.
EDYTKA: a jeszcze jest "świetny pomysł" w postaci "renty alkoholowej" - dla ludzi, którzy przez picie i swoją własną głupotę, zniszczyli sobie tak zdrowie, że nie są w stanie pracować. Arcygenialne.

Jeszcze nie miałem okazji sprawdzić tego w wydziale geodezji, ale z internetowych map, które prezentują te dane, wychodzi, że ta część, na której doszło do stłuczki, to droga drugorzędna - czymkolwiek ona jest. Chyba faktycznie muszę się dobić do wydziału geodezji i podpytać.

I druga fotka.
Nie jest to oznaczone jako ulica na mapie, więc w sumie nie wiem jak to traktować, jako ciąg dalszy Prochowni?

Co do drogi - ta, którą widać u dołu ekranu (biegnąca z lewej do prawej) to w tym wypadku Prochownia. Na tej samej drodze stoi przedszkole (za bramą, przy której doszło do stłuczki) i urząd stanu cywilnego (jakbyś pojechał dalej do góry drogą). Dla zobrazowania dwie fotki z Gugla.
- Reality TV z najpopularniejszymi GOL'asami
Nie powiesz, że reality TV z Gęstochową i Alexem nie byłoby dobrym widowiskiem. :D
Wszystko tak naprawdę się wyjaśni jak przejrzę monitoring - jeśli faktycznie stała (wyjeżdżając z bramy niespecjalnie to widać), a nie poruszała się, to pewnie jestem w kropce. Ale znów - po co na tyle głęboko (blisko bramy) ustawiać samochód, że ktoś wyjeżdżający z bramy o niego zahaczy. Jeśli ściemnia że stała, a była w ruchu czy podjechała jak wyjeżdżałem, to mam problem z głowy - jak nie będzie chciała spisać protokołu, to sprawa na policję.
Już po rozmowie z kobieciną. Twierdzi, że stała na górce i czekała aż wyjadę i że ja w nią uderzyłem wycofując - ja to zapamiętałem inaczej. W przedszkolu mają kamerę na bramę, to muszę uderzyć z prośbą o udostępnienie wglądu.
To jest jakaś myśl, choć też ciężko, bo z góry, z urzędu stanu cywilnego, często zjeżdżają w dół auta (nie mówiąc o tych z dołu do przedszkola) i ciężko jest znaleźć wolną lukę, by wykręcić autem. Ale pomysł niegłupi. :D
Czasami jest możliwość nawrócenia, ale jak stoi kilka samochodów pod budynkiem, to niespecjalnie - w lecie może bym jeszcze na 20 razy nawrócił, ale w zimie, gdzie wszędzie leży śnieg, to proszenie się o lipę. Wyjeżdżałem tyłem w tą bramę pewnie kilkaset razy, także tu nie mam problemu - ale fizycznie nie byłem w stanie uniknąć kolizji z tą kobietą, bo się nie zatrzymała.
I taka sytuacja na ogół ma miejsce - od 5 lat tam dowożę córki, zawsze się staje i czeka aż ktoś wyjedzie (widoczność dla wyjeżdżającego, tyłem, pod górkę, w wąską bramę jest zerowa na auta z prawej). Tutaj babka się pospieszyła - może nie chciała się zawiesić na oblodzonej drodze i "z rozpędu" wjechać w bramę.
Dzięki za odpowiedzi. Jak się ktoś już może domyśla, kierowcą A jestem ja, kierowcą B jakaś kobita, której nie znam. Trochę sobie strzeliłem w stopę, nie spisując protokołu przez pośpiech i nerwy (pierwsza stłuczka w życiu), ale mam babki numer telefonu, więc mogę ją w przedszkolu namierzyć w moment i szczęśliwie minutę po zderzeniu w bramę wchodził dobry znajomy (który, zabawnie, jest radcą prawnym) odprowadzający córkę do przedszkola, więc mam świadka zdarzenia (był może z 30m od miejsca, schodząc z górki, więc miał widoczność). Muszę jeszcze dopytać czy przy przedszkolu jest monitoring - jestem prawie pewny, że tak, więc tu też myślę będzie na moją korzyść.
Tak jeszcze dopytam - jeśli kobiecina nie będzie chciała się sensownie dogadać i spisać protokół, by to zgłosić do ubezpieczyciela, to jakie mam możliwości?

Wbijam ze specyficznym pytaniem, jednak opiszę sytuację. Kierowca A wyjeżdża tyłem z bramy przy przedszkolu - brama na lekkim wzniesieniu, na ciasnym zakręcie, wąska na tyle, że nie ma bata, by wyminęły się tam dwa samochody, jak idzie pieszy to mija się z autem na żyletki. Jak pisałem, kierowca A wyjeżdża tyłem, a w tym czasie kierowca B próbuje z dołu wjechać (w prawo) do bramy, sekundę wcześniej skręcając z innej ulicy - w bramie, w której jak pisałem nie da się wyminąć. Dochodzi do kolizji - auta przytulają się niemal w bramie, kierowca A wgniecione prawe przednie nadkole i błotnik, kierowca B lewy przedni błotnik i kawałek zderzaka.
W normalnej sytuacji tutaj bezsprzeczna wina kierowcy A - włączał się do ruchu, nie ustąpił. Ale co w sytuacji, w której ustąpienie by nic nie dało - kierowca A musi fizycznie wyjechać z bramy, żeby zrobić miejsce dla kierowcy B. Ma to tutaj jakikolwiek wpływ, czy z automatu jest wina kierowcy A?
W normalnych sytuacjach, kierowca B pod tym przedszkolem się po prostu zatrzymuje na górce, czeka, aż kierowca A wyjedzie i dopiero wtedy wjeżdża.
EDYTKA: dla zobrazowania sytuacji zdjęcie.
Pytanko do ludzi siedzących w temacie - ktoś poleci jakiś tani, bezprzewodowy pad pod okazjonalne granie w streamingu w GP / GeForce Now? Pad używany będzie maksymalnie kilka razy w miesiącu, więc nie chciałbym pakować się w koszty i brać iksboksowego - a będę najpewniej potrzebował dwa. Na kablu odpadają - chcę jak najbardziej uprościć grę i uniknąć kabli.
Edytka: zapomniałbym, pad pod dzieciaki w wieku 8 i 10 lat. Prosiłbym też o info, jeśli w takiej sytuacji (młodszy użytkownik) lepiej dopłacić do pada z klocka. Myślałem o używkach, ale tu znów loteria po kim się dostanie.
Pytanko do osób, które są z okolic Zatoru (Zatorland, Energylandia) - ktoś poleci jakiś dobry nocleg, który będzie w normalnych pieniądzach(13-14 / 14-15 sierpnia)? Może być w Zatorze, może być w okolicy, może być gdzieś w Krakowie / koło Krakowa (bo tam i tak wybijamy). Szukam noclegu na jedną noc, dla familii (4 osoby, w tym dzieciaki), ale trochę mnie odrzuca oferta za 600-800 zł by się tylko przespać - wolałbym coś w mniejszych pieniądzach, a jak już mam tyle płacić, to by było warto. Trzeba mi coś, co pozwoli się wygodnie przekimać, umyć, z jakimś aneksem kuchennym żeby dzieciakom ogarnąć jedzenie. Byłbym wdzięczny za pomoc, nie znam kompletnie okolic.
Druga rzecz - ktoś poleci jakieś atrakcje (dla familli z dwójką dzieci w wieku przedszkolnym) w okolicach Zatoru? Na razie na celowniku jest Zatorland, potem krakowskie Zoo i Aquapark w Krakowie, ale że pewnie w Zatorlandzie nam nie zejdzie cały dzień, to szukamy czegoś więcej. Najoptymalniej jakaś trasa do wycieczki pieszej / rowerowej (z możliwością wypożyczenia roweru), żadne muzea, skanseny i inne tego typu z uwagi na wiek dzieciaków.
Żeby sprecyzować i odpowiedzieć napinaczom - córka spędza większość swojego czasu w domu układając klocki, puzzle, bawiąc się innymi zabawkami, ucząc się pisać i czytając z nami książki. Telefonu (czy w tym wypadku tabletu) nie miała do teraz w ręce. Jako że nie mam pojęcia jakie apki są warte uwagi (a na necie polecają obsrane reklamami gunwo), to zadałem tutaj to pytanie.
Uściślając - chciałbym apki edu, gry logiczne (które nie wymagają czytania - by córa nie musiała być zależna od nas i rozumiała co się dzieje), jakieś puzzle, platformówki, etc. I jakby kto nie doczytał - córka ani przez sekundę nie będzie z tabletem bez nadzoru mojego lub żony.
Pytanko do osób w temacie - są jakieś dobre aplikacje na androida, gdzie sześcioletnia córa pod nadzorem rodzica będzie mogła sobie coś poklikać i przy okazji się trochę poedukować ze zwierzątek, cyfr itp? Ewentualnie jakaś warta uwagi strona internetowa - choć wolałbym apke, bo jednak łatwiej obsługiwać.
Nie musi być darmowa - wolałbym coś, za co mogę zapłacić, a co nie będzie wywalać co 30 sekund reklamy.
Dzięki za info. Ja póki co odpalałem gry z GP, ale nigdy przez streaming. GF Now śmiga ładnie na 200 mb światłowodzie po kablu, ale właśnie też się zastanawiam jak to działa w przypadku Xcloud. Niby kilka minut sprawdzałem na klawiaturze i myszce, ale to ciężko ocenić input lag.
Pytanie do kogoś, kto korzystał z GF Nie coś więcej - czy na pakiecie Priority trzeba czekać na wejście do gry czy jest faktycznie jak piszą na necie, że maks kilkadziesiąt sekund?
Korzystam od kilku dni z darmowej wersji, ale zabija mnie czekanie po 20-30 minut na wejście do gry i rozważam zakup wspomnianego pakietu (tym bardziej że jest teraz promka).
Przy okazji - ktoś testował dłużej Xcloud z GP? Nie mam aktualnie pada do klocka, a chciałem przed zakupem wiedzieć mniej więcej jak działa streaming tam. Da się sensownie pograć (na poziomie gfnow)?
Najprościej byłoby jechać i dać hajs do ręki, z tym że dzieli nas ponad 250km. Still, jakby przyszło od tego zapłacić 12%, to w imię zasad bym pojechał.
Tu jest gorzej z przelewem, bo po nowym ladzie US ma możliwość wbicia na konto bankowe i sprawdzenia co ci się tam dzieje. Fakt, nie mam foliowej czapeczki, wiem, że wchodzą jak maja podejrzenie (działania przygotowawcze), but still, wolałem wiedzieć jak to wygląda.
Jak fkstycznie 12% to bardziej mi się opłaca jechać do kumpla i się z nim hajsem wymienić, niż opłacać 12% podatku. Masakra.
Ok, a jak to jest w przypadku przelewu na PayPala czy jakiegoś revoluta? Tam jest ktoś w stanie to sprawdzić i pociągnąć do zapłaty podatku?
Druga rzecz - na necie piszą, że jeśli zawrze się umowę o pożyczkę między znajomymi (bez oprocentowania - znajomy oddaje co wziął), to wtedy nie ma podatku. Prawda to?
Pytanko do kogoś w temacie - jak ma się sprawa z podatkiem od przelewu od znajomego? Powiedzmy że przeleje komuś 10k na konto - któryś z nas może mieć przez to nieprzyjemności ze skarbówka, w sensie trzeba będzie odprowadzać od tego jakiś podatek, od darowizny etc?
Dodam - znajomy niespokrewniony, inne nazwisko i tak dalej. Pierwszy przelew.
Sprawa wygląda tak - osobie z rodziny wziąłem jeszcze w tamtym roku kredyt z parabanku (nie będę reklamował), było przez kilka miesięcy płacone regularnie to przestałem monitorować (mój błąd, wiem) i nagle się okazało, że nie jest płacone i wbił komornik.
Ciąganie po prawnikach nic mi teraz nie da - komornik dalej na karku będzie. Stąd też było moje pytanie wyżej o możliwość pracy dla zagranicznej firmy - wincy hajsu to i szybciej problem z głowy.
Jakoś nie widzę, by mi bank dał "konsolidację na oświadczenie", cokolwiek to znaczy. Przy kredycie konsolidacyjnym bank też sprawdza zdolność kredytową - bez niej niczego nie skonsolidujesz.
Nie mam karty kredytowej, a teraz nawet jej nie dostanę, więc ten wariant mi odpada. Jak pisałem, nie jest problemem samo zajęcie (komornik może zająć do minimalnej krajowej - tyle może zostać) a widmo zajęcia nieruchomości. Więc wyprowadzanie środków mi nie nie da.
Ja generalnie też nie pożyczam, raz popełniłem ten błąd. Sam mam tylko jeden kredyt (wspomniany w 1 poście), którego teraz muszę spłacić część, by mi się i jego nie czepił komornik (stąd łącznie 20k, które muszę ogarnąć w miesiąc). Normalnie takiej sytuacji bym nie miał - sam się trzymam od kredytow możliwie daleko.
Dzięki wszystkim za odpowiedzi!
Swoją drogą, korzystając z okazji, podpytam o pracę - jest realna szansa złapać bez kontaktów robotę jako marketingowiec (copy, SEO, e-commerce) dla firmy spoza Polski (w tym wypadku zdalnie)? Od dekady w sumie robię to u siebie, na Podkarpaciu - widziałem oferty choćby na LinkedIn, ale nie wiem czy to realnie ma szansę powodzenia. Z ingliszem u mnie git, w okolicach C1, to nie boje się robić po ichniemu - no ale bez kontaktu to jednak nie wiadomo gdzie uderzać.
Thorvik ta, będę pisał do NicKa. Do do komornika - wszedł na pensje, tak się o tym dowiedziałem. Udało mi się go przekonać, by z niej zszedł - no ale mam właśnie deadline, by to ogarnąć, bo potem wraca zajęcie wypłaty u pracodawcy i nieruchomości.
W międzyczasie będę jeszcze pozbywał się niepotrzebnych gadżetów z domu, bo mam trochę narzędzi i elektroniki, której nie potrzebuje - nie omieszkam wrzucić tutaj na forum linków swoją drogą. :)
Chętnie bym skorzystał z pomocy rodziny - no ale właśnie nie mam jak. Z mojej strony mam tylko te osobę, która do sytuacji doprowadziła i nie ma środków, by się zrehabilitować. Od strony żony temat w toku, ale szukam alternatyw jakby nie pyklo.
Na razie walczę z komornikiem w sprawie deadline'u - jak się nie uda przedłużyć, to wejdą na nieruchomość. A tego chce uniknąć jak ognia.
Mieszkam w 50 tyś mieście, w którym włodarze mają w dupie komunikację miejską. I ode mnie z domu nie da się dostać autobusem do żłobka - chyba że chcesz cisnąć półtorej kilometra potem z buta. Do pracy z kolei żona ma takie połączenie, że musiałaby stać godzinę przed firmą, bo potem jest "okienko" - i to przy założeniu, że już dzieci odprowadziła.
Jakby był środek lata to temat do ogarnięcia - ale nie przed samą zima. Choć też w krytycznej sytuacji nie wykluczam.
Edyta miało być do 8.1, coś zmascilem.
Odsetki nie są problemem, bo mam dziennie jakieś 20 zł łącznie (niecałe 700 miesięcznie), dałbym to rade płacić, ale problemem jest sama obecność komorników i straszenie, że wejdą na nieruchomość (a od tego zaledwie kilka kroków od licytacji - nawet jak dług jest wart 1/10 nieruchomości to i tak mogą zlicytować).
Wolałabym więc mieć na szyji kredyt nawet z 20% w skali roku na 10 lat i męczyć się z wyższą rata, a uwolnić się od tych ludzi.
Tak, o kredyt w firmie pytałem, czekam na odpowiedź. Może być tu trudno, bo jestem kilka miesięcy na umowie u nich (przed wakacjami zmieniałem pracę), ale firma normalnie ma od lat kredyty pracownicze w "ofercie", więc może pyknie.
Samochód niestety na razie odpada - żona dojezdza do pracy, wozi też dzieciaki do przedszkola i żłobka. :)
Pytałem w banku - nie konsolidują parabanków, a bez tego nie ruszę, bo mi wisi w KRD że mam zaległości względem nich. I żopa.
Tak, rozważałem pracę zagranicą - mam z rodziny od strony żony kontakt w Norwegii i miałbym robotę od ręki za te 15-20k na miesiąc. Ale w miarę możliwości chciałbym tego uniknąć - bo mam też dwójkę dzieci, jedno niespełna roczne. A nie mam też kontaktu do kogoś, kto ogarnie robotę za duży hajs na kilka miesięcy - owa Norwegia to raczej perspektywa roku-dwoch minimum. No i wyjazd zagranicę to też kreska na mojej obecnej pracy - nie wiem czy uda mi się wyrwać urlop bezpłatny by nie wylecieć.
NicK mam 4k na rękę na miesiąc, potencjalnie dodatkowy 1k mogę dorobić - w porównaniu do Alexa to grosze, jak na podkarpackie realia to w sumie nie głoduje. No ale nie ukręce z tego 20k w miesiąc - a zdolność może być właśnie nędzna, bo dostałem wpisy w KRD za te parabanki. :/ Co do kontaktu, to chętnie - tylko jak? Ni chciałbym tu wrzucać maila swojego. :P
Kurła, a mogłem skończyć tą moją filologię i bym miał robotę od ręki, mieszkam w dodatku blisko od szkoły. No ale nima papieru. :D (oczywiście pomijam tutaj aspekt finansowy, w sensie wynagrodzenie - choć korki mi się zdarzało dawać nie raz).
Cięższe pytanie, niż normalnie mam w zwyczaju zadawać - jak pozbyć się długów? Na własne życzenie (zbyt dobre serce?) dałem się wpakować w kiepska sytuację. Mam łącznie do ogarnięcia 40k bankowego kredytu i jakieś 18k z parabanków (tu właśnie moja miękka dupa - wziąłem hajs osobie z rodziny, po długich miesiącach okazało się że nie było płacone i hajs urósł kilkukrotnie, dołączył się komornik, cyrk).
Z oczywistych względów moja zdolność kredytowa poszła na pysk, więc nie mam możliwości ogarnąć jakiegoś małego kredytu w banku by to spłacić i spać spokojnie. Jest jakiś inny sposób, by normalnie, nielichwiarsko ogarnąć hajs albo jakoś to zatrzymać?
Normalnie nie byłoby problemu, ale już jak weszli komornicy to zrobiło się nieprzyjemnie i muszę w ciągu miesiąca ogarnąć 1/3 tych kwot (jakieś 20 koła) by resztę sobie już w spokoju spłacać.
Rozważałem nawet kredyt pod hipotekę domu, którego jestem właścicielem, bo spokojnie mogę płacić ratę koło 2k, no ale bez zdolności kredytowej to mi nikt nie da. Ktoś coś? Bo już nawet patrzyłem na kredyty społecznościowe, choć to podobno lichwa jak cholera.
Pytanie do ludzi w temacie - jak to jest z koniecznością założenia działalności gospodarczej jeśli się sprzedaje przez neta? W teorii rozumiem - jak miesięczna sprzedaż przekroczy połowę minimalnej krajowej, to wtedy jest obowiązek założenia i fakturowania.
Jak jednak wygląda sprawa, gdy pracujemy na umowę o pracę - wtedy też trzeba zakładać działalność? Nie wystarczy odprowadzić od tego podatku? Druga rzecz - połowa minimalnej krajowej odnosi się do przychodów czy ogólnej wartości sprzedaży?
Jeszcze pytanko dodatkowe. Jeśli sprzedaje na allegro na dane X (dajmy na to Jan Kowalski), to czy faktury muszą być potem też wystawiane na firmę tego samego Jana Kowalskiego? Dla uproszczenia - konto ma znajomy, na nim sprzedaje na swoje dane, a faktury też muszą być na jego dane, prawda?
Ktoś mi powie jak działają te gry z Amazona? Trza wykupić abonament na rok i dostaje się klucze do przypisania do steama? Bom kompletnie nie w temacie. :)
Ale wiesz, że poradnik powstawał kilka lat temu i wtedy w grze nie było pomocników AI, a jedynie dron? :) Sztuczną inteligencję dodali bodaj rok z hakiem temu.
Pozdrawia, autor poradnika. :)
Pytanko do ludzi w temacie - co można dostać możliwie najtaniej do pracy biurowej? Chodzi mi o procka, płytę i ram - procek oczywiście ze zintegrowanym GPU. Zasilacz, obudowę i monitor mam. Może być używka.
Prosta praca z office, oprogramowaniem esklepu i sporadycznie proste rzeczy w Photoshopie.
Jakby kto był zainteresowany, to jest puszczone tu:
https://m.olx.pl/d/oferta/ryzen-5-3600-msi-tomahawk-max-b450-16-gb-ram-3200-mhz-CID99-IDQy9jR.html
Dodam potem przesyłkę bo czekam na jakąś dziwną akceptację z olx. Jeśli komuś nie odpowiada cena, to jest do delikatnej negocjacji. :)
Swoją drogą, jakby kto był zainteresowany:
Ktoś coś? :) Wiem, że trochę nie miejsce na takie pytania - ale nie takie były tutaj zadawane. :D
Pytanko do ludzi siedzących w cenach - ile można wziąć za zestaw Ryzen 5 3600, MSI Tomahawk Max (B450) i 16GB Ramu 3200 (2x8). Ewentualnie jeszcze 650W zasilacz XFX (modularny, Gold).
Mam kurzącego się kompa (bez GPU), który stoi już ponad 2 miesiące i nie zamierzam się za niego brać - do pracy i multimediów mam laptoka. Komponenty używki, mają po 2-3 lata, więc nie mam gwary na to - ale komp był utrzymywany w dobrej higienie, często oczyszczany z kurzu, na procku dobra pasta tempo.

Dziś nietypowe pytanie - wycena łuparki do drewna (zdjęcie). Mam po dziadkach l, samoróbka, blat z kwasówki, do łupania świder, silnik nawet za mocny (świder się deko za szybko kręci), na kółkach (z hamulcami), obroty w lewo i prawo. Nieużywana (tylko do prób), mi jest kompletnie zbędna.
Ktoś jest w stanie to mi jakoś realnie wycenić albo dać namiary na forum, gdzie to ogarną? Myślałem żeby to za tysiaka wystawić na olx z odbiorem własnym, ale to chyba na złomie by nawet wincy dało hajsu. :)
Nie wiem czy było gdzieś, ale warte przejrzenia (znalezione na reddicie):
https://www.malgorzatatracz.pl/interwencja-w-sprawie-zrzucania-sciekow-celulozowych/ - liczne kontrole, na których stwierdzano nieprawidłowości i dawano mandaty (swoją drogą na zawrotną kwotę lol).
https://www.malgorzatatracz.pl/content/images/size/w1600/2022/08/Za--cznik-nr-1--Odpowied--interwencja-poselska-Malgorzata-Tracz--Pos-anka-na-Sejm-1.png - przykład, gdzie mowa o mandacie 500 zł
Alex, oszczędź morałów - gość, który ma mieć leki i półtoraroczną terapię z psychiatrą, bo ma problemy (które zintensyfikował mobbingujacy szef) porównany do januszerki. Kto ci blokuje stanowisko, jak składasz wypowiedzenie, które kończy się w dniu X, a ty idziesz chorować kilka dni wcześniej. Ani nie blokujesz miejsca, ani nie zmuszasz pracodawcy do płacenia, bo to bierze na siebie ZUS po wygaśnięciu umowy. Ja wiem, że Januszy biznesu krew zalewa, że ktoś śmie iść chorować i leczyć problemy, które nawarstwiają się przez długie miesiące - ale nie każdy jest symulantem. Przytoczylbym ci statystyki odnośnie samobójstw z uwagi na nieleczone problemy - ale pewnie wyskoczysz z tekstem, że każdy może prywatnie się leczyć (bo przeto stać) i jednocześnie pracować, a tak w ogóle to symulują cieniasy. Wiele firm chce zatrudniać na b2b by pracownik nie miał urlopu - inna sprawa, gdy firma z którą współpracujesz ci go gwarantuje, ale nie jest to niestety standard.
Legion dzięki za info, przekaże. Przy okazji, jakby kto był zainteresowany - jeśli prawo do zasiłku powstanie jeszcze w tamtym roku (czyli 30 dni opłacanego chorobowego przed 31 grudnia - np zatrudnienie od 1 listopada 2021), to imają się go przepisy sprzed stycznia 2022 (skrócenie chorobowego). Czyli może po ustaniu stosunku pracy być przez 180 dni na l4.
Kumpel akurat nie ściemnia - różne cyrki z atakami paniki, stanami lękowymi, ogólnie przejścia z mobbingiem w robocie itp.
Super, dzięki - czyli wychodzi na to, że znajomy może chorować maks 91 dni od momentu zakończenia pracy, potem ewentualnie zasiłek rehabilitacyjny.
Ok, to jeszcze pytanko jedno - jak wygląda sprawa z wypłatą zasiłku przez ZUS? W przypadku chorobowego w czasie trwania umowy to pracodawca wypłaca jak normalna wypłatę (czyli np do ostatniego dnia miesiąca), ale jak to wygląda gdy już płaci ZUS, po ustaniu stosunku pracy? Co 2 tygodnie (bo tak planowo ma dostawać znajomy zwolnienia od psychiatry - chyba że wcześniej uzna że może wrócić do pracy) czy do któregoś dnia miesiąca? Na stronie ZUSu i w ogóle w necie piszą, że w ciągu 30 dni od złożenia wniosku o chorobowe - no ale jak co dwa tygodnie jest ono przedłużane kolejnym zwolnieniem?
Z pewnością zawiodę niektórych, ale nie - autorem wątku nie jest Gęsty. :)
Pytanko do kogoś w temacie - jak wygląda w 2022 długość l4. Nie podam dokładnie szczegółów, bo to dotyczy znajomego, ale hipotetycznie - znajomy był na umowie do 31 lipca, 25 lipca poszedł na l4 z uwagi na nerwicę lękową (rozpocznie leczenia u psychiatry) i teraz ma to kontynuowane (potencjalnie leczenie może trwać nawet półtorej roku). Wcześniej można było jednym ciągiem chorować 6 miesięcy, nawet jak rozwiązał się stosunek pracy (koniec umowy czy wypowiedzenie), teraz od tego roku jest niby 91 dni po ustaniu stosunku pracy - no ale właśnie liczy się to wtedy, gdy ktoś zaczął chorować po ustaniu stosunku czy kontynuuje chorobowe (jak w przytoczonym przypadku).
Na stronie ZUSu jest to niejasne, a też znajomy nie zadzwoni do urzędasa i nie spyta - a objawy ma dość konkretne i najpewniej czeka go długie leczenie i farmakoterapia.
Byłbym wdzięczny za info o kogoś, kto ma wiarygodne info - czy może chorować maks 91 dni po ustaniu stosunku pracy czy 180 łącznie. Oczywiście był na umowę o pracę, pełny etat, ciągłość umów bodaj niecałe 3 lata.
W miarę możliwości wolałbym unikać zmiany programu. Kopiowanie ręczne nie jest dla mnie żadnym problemem, ale jakbym mógł proces skrócić, to bym był happy. Ale jak się nie da sensownie z poziomu Worda, to też "oka sobie nie wydłubię" :P
Wolę to po prostu robić w Wordzie, bo mam potem czytelną kopię zapasową "w razie W".
Tak, w Wordzie chcę mieć tekst z kodowaniem HTMLa. Tekst tworzę w Wordzie (wiem o programach typu notepad++, ale wolę Worda za czytelność) i potem dodaję ręcznie <strong></strong>, <p> i </p> czy inne <em> </em>. Albo wpisuje je z ręki albo kopiuje w odpowiednie miejsca. I trzeba mi coś, co samo mi to skopiuje w oparciu o jakieś wytyczne (początek i koniec akapitu - <p> i </p>; pogrubienie <strong> i </strong>; kursywa <em> i </em>).
Do edytora CMS przechodzi mi tekst 1:1 z Worda - nic nie dodaje, wszystko jest identycznie jak w Wordzie (no oczywiście po za pogrubieniem czy kursywą dodaną z poziomu Worda, tak samo kolorowaniem tekstu), nawet entery tam, gdzie miałem je w Wordzie. Nie muszę wpierw "usuwać formatowania" poprzez jakieś wklejanie do notatnika i potem do edytora CMS - robię ctrl+c/v prosto z Worda do edytora.
Myślałem by zostawiać sobie po prostu w tekście gdzieś jakiś znak - np <b> i </b> przy pogrubieniu - i potem korzystać z funkcji zamień i podmienić <b> na <strong> itd, ale pytam, bo może jest jakiś bardziej "zautomatyzowany" sposób.
Pytanko do osób, które siedzą w Wordzie (normalny, microsoftowy). Jest jakiś sposób na to, by jednym kliknięciem (makra?) dodawać konkretne znaczniki przed i po słowach? Chodzi mi tu o przygotowanie tekstu pod kątem kodowania HTML, przed wrzuceniem na stronę.
Dla przykładu, mam pogrubiony fragment tekstu (w Wordzie zwykłe ctrl+B), na początku którego muszę dać <znacznik>, a na końcu którego muszę go zamknąć - </znacznik>. A więc <znacznik>pogrubiony fragment tekstu</znacznik>.
Jest w Wordzie możliwość stworzenia jakiegoś makra, formuły, czegokolwiek, by skrótem klawiszowym/kliknięciem dodało przed i po wszystkich pogrubionych fragmentach właśnie takie znaczniki? Żeby nie trzeba było tego ręcznie robić (formatowanie w edytorze na stronie zostawmy - chodzi mi o ogarnięcie tego z poziomu Worda). Tego typu formatowania mam więcej, ale na potrzeby przykładu skupmy się na pogrubieniu.
Jak przeczytałem, że za One Piece ma być odpowiedzialna ta sama babka, co za Cowboy Bebopa, to moje oczekiwania spadły z zerowych do wartości negatywnej. Nie czekam.
No ja mam właśnie ten konkretny model https://www.x-kom.pl/p/208906-gigabyte-geforce-gtx970-gaming-g1.html
Spoko, to pewnie puszczę tak licytację - nie zależy mi specjalnie na tym, by na niej zarobić miliony, bo chce się pozbyć z domu, ale jakby udało wyrwać z 800 zeta to byłoby fajnie. :)
Pany, pytanko - za ile dziś mogę pchnąć GTXa 970 w wersji Gaming G1 od Gigabyte'a? Pytam ile jest wart w covidowo-machlojskich czasach, a nie normalnie, rok temu. :) Karta używana trochę ponad 4 lata, więc bez gwarancji, ale działa bez żadnych zarzutów. Widziałem, że nówki 1050ti chodzą po 1300 zł i używki 1060 po 1400-1800 - wydrze za 970 z 700-800 zł?
Komentarz roku - bo droższe laptoki to tylko do grania, nie? Bo nie można za wyższą cenę mieć po prostu lepszej jakości i wyższego komfortu użytkowania?
Pomijając fakt, że co cię to, kto na co ile chce wydać?
Co do samego laptoka, to Alba_Longa podał chyba ok model, luknij sobie też na Asus Vivobook (np. serię S14, na nowych prockach Intela), spoko do pracy, bateria trzyma ładnie, wszystko śmiga bez zająknięcia, sam laptop też przyzwoicie wykonany.
A, ok, nie doczytałem - wincyj jak 15 cali. Te Vivobooki S14 odpadają, bo mają chyba wszystkie 14".
Kolega
A przy okazji - jakim prawem mówisz mi, osobie, która grę kupiła, bym poszedł grać w D3 (w którego swoją drogą lubię grać)? Kupilem D2:R, grę która już w nieodswieżonej wersji miała multi i która w R ma multi. Skoro zapłaciłem za produkt, to chyba mogę go używać tak, jak chcę, nie? Jak kupisz samochód w salonie i nie będzie ci działał wsteczny i powiem ci, byś przesiadł się na rower, to będzie to dobre rozwiązanie? Bo idąc twoim tokiem rozumowania to właśnie tak.
Twoje zatwardziałe podejście, że INNY SPOSÓB ZABAWY NIZ TEN, KTÓRY TY UWAŻASZ ZA SŁUSZNY, jest tutaj źle. Każdy bawi się tak, jak chce - jeśli tylko nie psuje tym zabawy nikomu innemu. To, czy wolisz tryb offline bo nie ma problemów z serwerami, lubisz mody czy chcesz sobie polatać na cheatach to twoja sprawa - ja (i masa ludzi) wolę grać w trybie online. Tak jak zresztą zawsze się to robiło - nawet ze względu na to, że niektóre rzeczy (jak kilka słów runicznych) były dostępne tylko na ladderze. Śmieszne jest w ogóle stwierdzenie, że mam za duże wymagania - oczekując funkcjonalności, która jest nawet u darmowej konkurencji.
Bawi mnie to gadanie, że tylko młode pokolenie chce grać w multi. Bo ktoś nie może mieć 30-40 lat i nie może chcieć sobie po robocie pograć z kumplami. Nie, musi być dzieciuch, co to nie ma gustu i gra tylko w multi.
Pomijając już fakt, że gra powinna działać jak należy. Od premiery minął prawie miesiąc, a problemy zamiast znikać, to się nawarstwiają. Jak jest taki natłok graczy i miesiąc po premierze nie ma znaczących spadków, to może trzeba dołożyć serwerów? A, no tak, przecież to kosztuje - a wydawać hajsu to nikt nie lubi.
Tutaj wychodzi fakt, że D2:R robione było po linii najmniejszego oporu. Już pal licho brak zmian w ekwipunku czy zarządzaniu miksturami. Ale jak problemem są gracze, którzy wchodzą do gry, ubijają wroga X i wychodzą, by założyć nową, to ja nie wiem, może wystarczyło dodać opcję zresetowania aktualnej sesji z poziomu gry? Wtedy nikt by nie musiał zakładać nowej. Ale nie, lepiej zostawić to bez zmian, jak było 20 lat temu.
Nie wiem czy autor wspomniał o tym w recenzji (bo przeglądałem ja tylko pobieżnie), ale dla mnie największą bolączką - prócz powtarzających się w kółko kilku wrogów i 4-5 typów questów (bez kitu, czasami śledzone miałem kilka zadań o identycznej treści i celach - różnica była taka, że raz do zebrania była sprzączka, innym razem kompas) - jest ultra nudne chodzenie w te i nazad. Gra wygląda fajnie i czasami można sobie pooglądać, ale ile można biegać między dwoma punktami i robić te same questy, zabijając tych samych wrogów.
Brak mountow nie jest dla mnie problemem, bo świat gry jest póki co dość niewielki, ale ta masakryczna powtarzalność i ciągle latanie z punktu do punktu. Wiem, że jest szybka podróż - ale też trzeba się doczłapać do kapliczki. Jakby to poprawili, a do tego zmniejszyli szybkość spawnu niektórych wrogów (niektóre miejscówki są niemal niewykonalne solo, tak szybko się odradzają wrogowie - wiem, to MMO, ale preferuje grać w pojedynkę), a niektórych przyspieszyli (szczególnie rzadszej zwierzyny), to by było cacy.
Po niecałych 50 godzinach mam przesyt grą, choć pewnie okazjonalnie będę wracał, najpewniej pobawić się rozbudowanym rzemiosłem. Jakbym miał oceniać teraz, to jest to solidna 7/10.
Yup, osoby zarabiające miliony dolarów (czy setki tysięcy/miliony złotych w Polsce) rocznie są takimi nieogarami, że nie potrafią odprowadzić podatku, musi tak być. Bo większość z nich to gimbuski, co to grają se w gierki po szkole i cisną miliony - a nie osoby opłacające nie raz mnóstwo osób by ogarniały im sprawy techniczne czy związane z obróbką filmów do wrzucania na YT (nie oglądam ostatnio steamerów na Twitchu, ale kiedyś to było niemal pewne, że będą wrzucać swoje klipy albo momenty z nich na YT).
Edyta:
Zabawne jest jakiego bólu dupy dostają niektórzy na myśl o pracy streamerów. Jeszcze lepsze jest nazywanie tego "nielegalną" pracą - jeśli odprowadzają za to normalnie podatki, to w którym miejscu jest to nielegalne? Ja wiem, że niektórzy dalej mają przeświadczenie o wyższości pracy fizycznej nad umysłową (i nie, nie twierdzę, że jest odwrotnie - każda robota ma swoje plusy i minusy). I też warto pamiętać, że nie każdy streamer czy youtuber tylko drze japę i bije hajs na gimbusach - bo jest też sporo twórców contentu, który jest wartościowy. Dziołchy pokazujące cyce w basenikach tutaj pomijam, bo to inny temat.
Wszystko zależy od wykorzystania. Jakbym potrzebował czegoś do okazjonalnego sklecenia tekstu, to bym może sięgnął po darmówke (choć pewnie przegladarkowego Office'a :p). Jako osoba spędzająca w Wordzie 6+ godzin dziennie, kasa na licencje zwraca się szybko w wygodzie użytkowania.
Nie wiem jak też wygląda zakup starszych wersji Office'a - ceny pewnie są groszowe, ale znów ile z nich jest legalna.
Korzystałem z chyba każdego darmowego, wartego uwagi odpowiednika Office'a i jakbym miał polecić, to bym polecił... Office'a właśnie. Niby w darmówkach ta sama funkcjonalność, niby też się da z tym pracować, a pakiet od Microsoftu jakiś taki wygodniejszy w użytkowaniu. W życiu bym teraz nie wrócił do darmowych odpowiedników - chyba że kiedyś licencja Office'a będzie kosztować 2000 zł za stanowisko.
Zabawne jak ktoś pisze, że "nie znasz się jak tylko zabiłeś Baala na normalu, prawdziwa gra zaczyna się na koszmarze/piekle". A jednocześnie krytykują trójkę, mówiąc, że grali kilka godzin albo ewentualnie ukończyli kampanię na normalu (czyli zaraz po premierze). Trochę zalatuje hipokryzją.
Yup, bo jak sobie zepsujesz postać na koszmarze i wykorzystasz już reset, to z pewnością dopchasz do piekła, by tam sobie ponownie zrobić reset - po pokonaniu trudnych bossów, postacią, która nie jest w stanie sprawnie sobie radzić. Nawet tutaj na forum ktoś pisał, że sobie na normalu zesrał build paladyna robiąc reset i musiał tworzyć nową postać.
Bezwzględni fanatycy drugiego Diabeła, którzy nie widzą innych gier H&S oprócz niego, nie potrafią zrozumieć, że nie każdy jest hardkorem, który tłucze w to od 20 lat i ma nabite 10k godzin. A buildów z dupy na necie jest tyle, że nawet nie-nieogarnięte osoby mogą sobie zrobić solidne kuku.
A ja się z
Śmiać mi się też chce z tego, jak to niby D2 ma "rozwój postaci". Rozwój postaci, w którym pchasz w siłę tyle, by nosić itemy, a resztę pakujesz w żywotność - energii nie warto, a ze zręczności, jeśli nie chcemy podbić bloku, mało która może zrobić użytek. To ten rozwój postaci? Czy może te trzy drzewka skillów, z których używa się jednocześnie kilku (bo ważna jest synergia)? Czym to się różni od run w umiejętnościach w D3?
Dom aukcyjny z D3 też zabawny - jakby ludzie nie handlowali itemami w D2 w sieci. Ta różnica, że w D3 to ułatwili (pomijam RMAH, który był błędem).
A, i żeby nie było - w D2 spędziłem chyba więcej godzin, niż w D3, choć ile dokładnie to ciężko mi ocenić. Ale zdążyłem w sumie każdą postacią dobić do poziomu i ekwipunku, które pozwoliły mi swobodnie śmigać po piekle.
O ile gra jest naprawdę przyjemna (zobaczyłbym tutaj kooperację w multi :P), o tyle najgorsze jest to latanie po mapie tam i z powrotem. Jeśli ktoś tak jak ja ma z tym problem, to można sobie uprzyjemnić ten aspekt czy to jakimś trainerem czy WeModem - na czas wędrówki na drugi koniec mapy wystarczy sobie przyspieszyć ruch postaci.
Jak się to wyeliminuje z rozgrywki, to nagle gra staje się znacznie fajniejsza.
Sam lubię bawić się modami do gier, ale spora część narzekających osób nie widzi tutaj jednego problemu - modowanie jest mega czasochłonne. Nie mówiąc o tym, że sporo gier nie ma dobrego źródła do modów (jak warsztat Steam czy Nexus), to jeszcze wielogodzinna zabawa by jeden z drugim się nie gryzły (tak, mówię tu chociażby o Skyrimie), potem problem aktualizacji gry i rozjechania się modów. Nie każdy ma na to czas - a spora część graczy, czy tego chcecie czy nie, to osoby pracujące z rodzinami. Niejedna osoba chce po prostu kupić grę, odpalić i się nią cieszyć - a nie mieć sraczkę, czy Reshade i/lub inne mody poprawiają grafikę w ME czy Dead Space lepiej niż zapowiadany remaster (i nie poprzedzać zabawy 20 godzinami szarpaniny z modami). Nie mówiąc już o grze na generację konsol, na której pozycja nie była dostępna - albo o modowaniu gier na konsolach w ogóle.
Ja wiem, że jakby twórcy chcieli, to dałoby się pewnie lepiej - tutaj niewiele poradzimy. Ale po ostatnim ogłoszeniu nowej wersji Skyrima na PS5/XSX, z zaimplementowanymi modami z Creation Club, nie zdziwię się, jak masa ludzi to kupi. Sam ograłem Skyrima na PC wielokrotnie, z milionem różnych modów, a kusi mnie, by sobie odpalić "gotową" wersję na nowej generacji i po prostu grać. Bez szarpania się z modami, błędami i ładującymi się rok (od modów) sejwami.
Szczerze to sam nie widzę w tym nic złego - są różni gracze, nie każdy ma ochotę domyślać się co trzeba i gdzie zrobić (tym bardziej że akurat D2 ma problem z informowaniem - na przykład na początku trzeciego aktu). Jakby dali taką opcję, którą można potem wyłączyć, to jaki problem?
To już w ogóle argument mistrz - UV robił recenzję gry na PC (o czym jest na samym początku tekstu), a ty mu wylatujesz, że gra działa dobrze na konsoli (pewnie tak jak u niektórych działał CP na PS4). I Gothic nie był perełką - był zabugowanym drewnem i dalej nim pozostaje, choć z drugiej strony każdy ma swój gust i może mu się podobać. Swoją drogą fajne kryterium ocen - jak gra jest spoko fabularnie i mechanicznie to cacy, nawet jak jest tragiczna pod względem technicznym.
U.V. Impaler pewnie oceny ze Steama są nic nie warte - wiadomo, ludzie kupują, po godzinie zwracają i dają negatywną ocenę, nic nie warte. Metacritic lepszy... a nie czekaj, tam są podobne oceny... To może "gunwo się znają, pewnie przeszli prolog i wystawiają ocenę".
Edyta: kurde nie zdążyłem napisać, uprzedził mnie z tekstem, że oceny ze Steama są z dupy. :D
Swoją drogą, do TomaszB - kilkadziesiąt sekund w dyskusjach na Steamie i już wiem, że komuś się gotuje GPU (2070) w trakcie gry, innemu się crashuje, ktoś na konia narzeka. A jakbym poszukał, to bym perełek pewnie znalazł więcej - a tak to tylko dyskusje z ostatnich minut.
Wiesz szybki research Twojego profilu i rzut oka na ocenę dla Valhalli i już straciłeś wiarygodność (jak kiedyś Kwiść za Inkwizycję czy Elessar za Andromedę) - no bo przecie AC skończyło się na dwójce.
No,
Jak nie zrobicie recenzji (bo gra #nikogo - tak, patrzę na Psychonauts), to wojna. Jak zrobicie recenzję i wystawicie notę to znów ból, że nie taka jak by czytelnicy chcieli. Jak żyć? :P
Cherry picking w pełnej sile - umiejętnie pomijasz rzeczy, których nie jesteś w stanie skontrować (odnośnie chociażby "bo żaden starszy wyjadacz co zaczął przygodę od jedynki nie broni zatwardziale ciągłego połączenia w samej grze") a które są odpowiedzią na Twoje zarzuty. Szacunek. I nawiązując do Twojego "Przeczytałeś uważnie mój wpis poprzedni ???" - mogę zadać Ci to samo pytanie.
Nie trzeba powiększać ekwipunku - wystarczy dać stackowane potiony i gemy i zmniejszyć wielkość itemów (co jest dziś w grach z tego gatunku standardem - wyjątkiem jest może Grim Dawn, który ma też itemy 3x2, ale tam masz mnóstwo zakładek ekwipunku). Chwała bogu że zwiększyli skrzynkę w D2R i dali wspólne taby.
To, że siła nostalgii jest dla Ciebie ważna to każdy z nas widzi. Ale to subiektywne podejście.
Czyli potwierdzasz tylko to, co pisałem wcześniej - nie masz totalnie żadnych argumentów prócz "siły nostalgii". Teraz jeszcze wychodzi, że nie czytasz tego, co do Ciebie piszę. Czemu wadzi to co pisałem o miksturach (stackowanie - nawet do 10, niech będzie) podczas walki z bossem? Zamiast zawalać 10 gniazd potionami, możesz mieć jedno (czy kilka kupek po 10 sztuk) i po prostu z tego uzupełniać braki na pasku. Naprawdę lepiej mieć zapchane pół ekwipunku zamiast 1-3 gniazd? Pokrętna logika. I ja nie chcę musieć zużywać mikstury z ekwipunku (które wcześniej kupiłem / zebrałem) by zrobić miejsce na coś innego - po raz kolejny gra nie ma mnie zmuszać do jakiegoś zachowania. A korzystanie z mikstur z poziomu ekwipunku wiem że jest możliwe - tak samo jak jazda samochodem bez wspomagania czy jedzenie zupy widelcem. Da się, ale czy jest to wygodne?
W czym włączenie myślenia ma pomóc, jak nie masz miejsca w ekwipunku by zebrać drop z bossa i musisz robić 1-2 rundki do miasta? Jak będziesz myślał, to postać nagle dźwignie więcej niż może nosić? Nie liczę tutaj już talizmanów, bo ktoś może z nich nie korzystać. I nie mów, że nie musisz podnosić wszystkiego z bossa - bo to powinno akurat zależeć od gracza, a nie lipnego designu.
Ja zaczynałem przygodę (z Diablo) od jedynki i nie widzę problemu w ciągłym połączeniu do neta. A już na pewno nie dziś, gdzie nie ma żadnego problemu by do sieci się podłączyć.
I nikt tutaj nie mówi o tym, co komu pasuje, a o tym, co obiektywnie jest lepsze. Większy ekwipunek czy stackowanie się potionów jest obiektywnie lepszym rozwiązaniem. Tak samo jak usunięcie ekranów ładowania z gier z otwartym światem czy możliwość pominięcia ekranów z logo podczas startu gry (co nie zawsze było standardem - i w sumie nadal nie zawsze jest).
Aha, czyli klasyczne "u mnie działa", w takim razie rozumie skąd te argumenty.
Nikt nie mówi, że posiadanie mikstur w ekwipunku nie jest przydatne. Byłoby jednak jeszcze bardziej, gdyby 20 czy 50 sztuk mogło zająć 1 miejsce - a nie pół plecaka. Jaka tu jest korzyść rozgrywki - co zyskujesz tym, że jesteś zmuszony coś poświecić (w tym wypadku miejsce w ekwipunku) by móc swobodnie grać? Wyobraź sobie brak książki do identyfikacji czy portali i konieczność przenoszenia zwojów luzem - dalej mówiłbyś, że to wygoda i ci takie rozwiązanie pasuje?
Ale spoko, jak wśród Twoich znajomych są starzy wyjadacze (jeszcze klan założyliście!) i im nie przeszkadza to no contest.
Blizzard, który stoczył się na dno żenady robiąc Diablo Immortal zapłacze z tego powodu - wycierając łzy garścią studolarówek.
Edytka:
Ty z kolei dopuść do siebie myśl, że nie tylko Ty grałeś w jedynkę, a całe mnóstwo innych graczy - w tym także i ja. I mam też prawo - jak i inni niezadowoleni, których jak widać nie brakuje - mieć pretensje do Blizzarda, że nie poprawili tak przestarzałych elementów gameplayu (a które w tak ogromnym stopniu by uprzyjemniły rozgrywkę). Bo nie powiesz mi że konieczność zapychania ekwipunku miksturami (zamiast ich stackowania się) nie jest dziś archaizmem - i wprowadza JAKĄKOLWIEK korzyść do rozgrywki. Tak samo zapychanie się ekwipunku po podniesieniu kilku przedmiotów i tetrisowa mordęga.
Co do Twojego dostępu do Internetu - tak, nie tylko Ty miałeś modem. I uprzedzę cię - nie tylko ty miałeś sieć LAN (jeśli miałeś). I tak, nie tylko przez RJ-45.
Co do argumentu z Internetem - mieszkam na Podkarpaciu, które śmiało możemy nazwać zadupiem Polski. I nawet tutaj, na wsiach, na których żyje poniżej 1000 osób, łatwo o neta. Nawet jeśli nie radiówka (gdzie już często jest też światłowód), to masz LTE od Playa - za trochę ponad pół stówki miesięcznie masz 200 GB neta na miesiąc. Do intensywnego oglądania Netflixa czy ściągania wielu gier nie jest to wystarczająca ilość, do grania już jak najbardziej. Więc argument z brakiem dostępu do neta dziś to trochę argument inwalida.
Co do "zagrywania się w klasyki Blizzarda" - tutaj także nie masz monopolu, bo też ja (i całe mnóstwo graczy) zagrywałem się w te produkcje. A także i starsze, z Dune II i Populousem (jeśli chcesz pozostać przy nawiązaniach do RTSów Blizzarda i PC jako platformie) włącznie. Nie wiem czemu ma służyć twoja wyliczanka - chyba tylko temu, że brak ci rzetelnych argumentów i chcesz się podbudować tekstami w stylu "jestem starszym graczem to wiem lepiej". Co to w ogóle za moda na "ja jestem lepszym graczem, bo gram dłużej/zacząłem wcześniej" - zaczęło się od jechania ludzi grających w tytuły mobilne, że to nie-gracze, teraz widzę przerzucanie się stażem. Już nie mówiąc o tym, że zawsze znajdzie się grubsza ryba od Ciebie.
Te argumenty, że jak czegoś nie rozumiesz, to jesteś wśród młodego pokolenia - nigdy się nie zestarzeje. Czyli jak wymagam od gry zmian, które są w gatunku dziś standardem - a która kosztuje niemal dwie stówy i nie licząc podnoszenia złota i poprawy grafiki nie wprowadza nic innego - to jestem za młody, by zrozumieć, tak? Nie wiem czy ponad dwie i pół dekady "doświadczenia" jako gracz mnie kwalifikuje do bycia nie-młodym graczem, ale widocznie nie.
Nie muszę iść do D3, by mieć rzeczy, o których piszę - bo każda wydana w ostatnich latach produkcja je ma. Ale widać zmiany poprawiające wygodę rozgrywki (brak limitu przenoszonego złota [chyba że go usunęli - wtedy nie było tematu], stackowanie się potionów i gemów i brak konieczności przenoszenia amunicji do broni) to coś, czego nie mogę szukać w poprawionej wersji D2. A potem się dziwicie, czemu Valve nie wydało HL3.
A skoro jestem za młody, by zrozumieć te nagonki to oświeć mnie doświadczony graczu. Chyba, że jednak brakuje Ci argumentów i po prostu ucinasz dyskusję. Choć patrząc na Twój styl pisania to jednak mam więcej lat na karku - nie tylko jako gracz.
To może wypowiem się jako osoba, która spędziła z każdą odsłoną "diabełka" mnóstwo godzin. Po pograniu w obie bety D2R (i mając ładne kilkaset godzin w "dwójce" i sporo też w jedynce z dodatkiem - ciężko ocenić, ale grę kończyłem wielokrotnie, pierwsze razy zaraz po premierze) mogę stwierdzić, że D2R będzie przynajmniej częściowo niewypałem ze względu na archaizmy w rozgrywce, które już tam nie powinny być. Spoko, że można teraz podnosić złoto nie wbiegając w nie, ale gdzie powiększenie ekwipunku (choć tyle, że w skrzynce jest miejsce, choć nie rozumiem po co tak mało zakładek - pewnie by znów robić postacie-muły)? Po cholerę dalej upuszczanie ekwipunku po śmierci postaci? Nie dopchałem do limitu złota w D2R, ale zapewne też dalej jest on na postaci, po jaką cholerę? Po co kończące się strzały do łuku/bełty do kuszy (żeby choć można było je zestackować do większej ilości). Dlaczego dalej nie można stackować potionów i gemów? Nikt mi nie wmówi, że tak jest lepiej, bo nie jest - a takie pierdółki by w żaden sposób nie zepsuły balansu rozgrywki.
Też nie bardzo rozumie nagonki na "always online" w D3. Przecież jak się grało na BN w D2 to też trzeba było być online, skąd więc taka gównoburza? Jak ktoś się chce modami bawić w singlu/na lanie czy cheatować na otwartym BN to zostaje klasyczny D2.
Co do Blizzarda i fuzji z Activision - śmiać mi się chce z tego powtarzanego w kółko bełkotu. Poczytajcie sobie o tym, kiedy Blizzard tak naprawdę był samodzielny i nie miał bata nad głową. Kiedy? Ano nigdy, zawsze był ktoś nad nimi.
Pytanko do osób w temacie - czy jak przywrócę ustawienia fabryczne na telefonie z Androidem (wcześniej przeniosę wrażliwe pliki czy zdjęcia), to czy potem druga osoba może je jakoś odzyskać? Stary telefon na sprzedaż - nie chciałbym, by potem jakiś gość dobierał mi się do wrażliwych danych.
Edit: źle zadałem pytanie. To, że da się je odzyskać to w sumie wiem, pytanie tylko jak łatwo to zrobić? W necie wyczytałem, że zaszyfrowanie danych przed wipem sprawi, że nie da się ich potem odzyskać - prawda toto?
A wystarczyło wziąć tryb przetrwania z pierwszego Division, rozbudować go i stworzyć na tej podstawie pełnoprawną grę singlową i/lub pod multi i byłaby podstawa pod solidną grę.
True, wyleciało mi z głowy. Profilowa konfiguracja poprawiona - R6 3600 i 32 GB RAMu. Zasilacz też mam z nadwyżką, bo 850W Seasonica (Gold).
Nawet nie wiedziałem, że mam starego proca w profilu. :D Teraz siedzi w środku Ryzen 5 3600, więc raczej powinien podołać. :P
Karty jako tako jestem pewny, tylko właśnie kwestia modelu - czy ten konkretny w tych pieniądzach będzie git. Biję się też z myślami, czy nie zejść do 3060, ale pytanie czy warto poświęcać 35-50% wydajności (bo o tyle jest szybszy w benchmarkach 3070 od 3060) i oszczędzić raptem kilka stówek (modeli z jednym-dwoma wentylatorami nie liczę, nawet jakby je dawali za 1500 zł).
A, żeby była jasność - cena którą ugrałem u znajomego to na ten moment 3850 zł ;p
Też nie rozumie dlaczego taka spina o list motywacyjny. Aplikujesz na stanowisko, na którym kreatywność jest na pierwszym miejscu - jaki problem napisać list na 2-3 akapity tekstu? Jeśli potencjalny kandydat ma z tym problem, to powinien chyba szukać innego miejsca.
Nie pokoparkowa - znajomy sprzedaje, bo on z kolei miał okazję kupić 3080 "po taniości". Także co do pochodzenia karty jestem pewny - była wykorzystywana wyłącznie do grania. :) Chodzi mi generalnie o opłacalność w tej cenie tego konkretnego modelu - bo wyleciałem z obiegu jeśli chodzi o GPU z ostatnich miesięcy. A też nie chcę poświęcać całego dnia na przeglądanie milionów testów poszczególnych modeli.
Pytanko do osób w temacie. Mam okazję kupić Gigabyte GeForce RTX 3070 AORUS MASTER 8GB za lekko poniżej 4000 zł - karta używka, niecałe 3 miesiące. Warto to? Totalnie pogubiłem się w milionie modeli nowych RTXów, ale z tego co się orientuje, to ten konkretny jest jednym z lepszych z 3070, tak? Dodam, że nie chodzi mi o zbędne bajery typu podświetlenia. Chcę wydajnej i cichej karty - podkręcanie też raczej mnie nie interesuje, bo za ~2 lata najpewniej kartę wymienię.
Dla osób z radami "eee, poczekaj, Chińczyki wyprzedajo pokoparkowe" - poczekałbym, ale mocno pilny temat, bo moja 970-ka wysiada już w grach, a z uwagi na pracę jest to dość kluczowe dla mnie. :P
edytka: przy okazji, ile może być warta teraz 970 (Gigabyte Gaming G1)? Na Allegro widzę ceny dochodzące do 800 czy nawet 1000 zł, ale jakoś nie chcę mi się wierzyć, że ktoś tyle za to da.
Spoko że 100 zł przez 4 lata to "niewiele więcej niż 55 zł miesięcznie" - nie wiem jak u Ciebie z matematyką, ale prawie 2x więcej to jednak nie jest "niewiele więcej". Trudno jest mi sobie wyobrazić kogoś, kto na przestrzeni 4 najbliższych lat (biorąc pod uwagę twoje 4 lata po 100 zł) nie skorzysta z Game Passa - jak wyjdzie mnóstwo gier bezpośrednio od Microsoftu czy innych grup, które do nich teraz należą. Chyba jedynie dla idei "posiadania" (w wersji cyfrowej, ta) gry na własność - albo hejcenia samego GP tak jak ludzie hejcą Epica za brak koszyka.
Co do konsoli na raty - zauważ też ile kosztują gry na konsole. W cenie jednej premierówki masz ponad pół roku GP - wiem, że jest rynek wtórny (który zabija główny argument przeciwko GP - "posiadanie gry na własność), ale też masa ludzi kupuje cyfrowo, co potwierdzają badania rynkowe. Nie każdemu chce się już dziś cebulić
Podanego przez Ciebie netbooma nie znam - ale patrząc na pierwsze z brzegu filmy na YT to widzę, że wolałbym sam (a nie patrzę już nawet na casuali) kupić GP, zainstalować XClouda i odpalić grę z marszu, niż paprać się z jakąś dziwną, lewą apką (tak, lewą, bo nie jestem w stanie na szybko znaleźć nic na temat legalności tego czegoś).
Jak bardzo ktoś nie chciałby zaginać rzeczywistości, oferta Microsoftu to świetna sprawa - tak dla hardcore'owego gracza jak i casuala.
Jeśli dalej szukasz, to warto podejrzeć film Linusa z tamtego roku na temat Shield TV - https://www.youtube.com/watch?v=NYfmxb1OqzE
Mogę wypowiedzieć się jedynie na temat tabletu Shield (który ma dużo gorsze parametry niż Shield TV), nie miałem na nim problemów, nic mi się nie ścinało (nie używam jakieś 7-8 miesięcy), gry z GFNow śmigały mi ładnie (choć nie wiem czy jest darmowe - ale abonament też majątku nie kosztuje). Netflixa oglądałem wyłącznie w 1080p, bo taki mam TV - Shield TV ma upscaling z 1080p do 4k i nie wygląda to najgorzej.
Sama NVIDIA idzie mocno w streaming, więc raczej o wsparcie dla Shield TV bym się nie bał.
O, to to. Też mam malutki pendrive z SanDiska i fakt śmigał ładnie, ale po kilkudziesięciu sekundach był rozgrzany jak patelnia. Co prawda jeszcze żyje, ale korzystanie z niego jak się tak grzeje lekko irytuje.
Chciałem napisać dokładnie to samo, co drenz. Fakt, dziś często się bagatelizuje depresję, ale też nie brakuje sytuacji w drugą stronę i wyolbrzymiania problemu. A zmiana otoczenia (i gównianej pracy na zadupiu) to i tak krok, który musi podjąć - i krok, który w żadnym wypadku nie wpłynie negatywnie na samopoczucie, bo poprawi sytuację życiową autora.
Wybaczcie mój sceptycyzm, ale wali mi to fejkiem na kilometr. Chłopak dostał od tylu osób najróżniejsze porady, nie jest na swoim "zadupiu" w żaden sposób uwiązany (nie ma chorych rodziców, sam nie choruje na coś, co uniemożliwia przemieszczenie się - a przynajmniej o tym nie napisał), a na wszystko odpowiada "no spróbowałbym, fajnie by było, ale ja nie umie/nie chcę już/taki to już mój los".
Jak nie jesteś w stanie ogarnąć roboty na miejscu albo nie masz środków na wyjazd i utrzymanie się przez kilka miesięcy w większym mieście, to zawsze możesz szukać roboty w innym kraju. Ktoś tu nawet linkował robotę w Holandii. Przez różne agencje możesz jechać praktycznie za pół-darmo (jedynie musisz przeżyć dwa tygodnie, do pierwszej wypłaty), nawet bilet często ci opłacą, to go potem odpracujesz. I tak, nie mam info z dupy - ewentualnie z własnej, bo temat przerabiałem. Nie znasz angielskiego? Poświęć wolny czas na naukę podstawowych rzeczy - kursów online nie brakuje. Nie mówiąc o tym, że w Holandii jest tylu Polaków, że i bez języka biorą, szczególnie że zbliża się high season.
Normalnie nóż mi się w kieszeni otwiera jak czytam takie rzeczy - tak mi źle, tak nie dobrze, a nic z tym nie zrobię, problemy same się rozwiążą. Jeszcze rozumie jak ktoś faktycznie z różnych powodów nie może się ruszyć - ma dom, chorą rodzinę, dziecko, cokolwiek. Ale młody chłopak? Bez kitu. Edit: patrząc na post poniżej, właśnie o tym piszę.
"Naklejki" to termopady, które mają odprowadzać ciepło z pamięci - bez nich nie będzie kontaktu. Ze zdjęcia nie widać jak bardzo są "płaskie", więc ciężko doradzić, czy je trzeba wymieniać - ale poszukaj sobie na Allegro czy gdziekolwiek w formie takich dłuższych pasków do odcinania. Naklejasz toto jak taśmę dwustronną. Drogie nie jest, a jeśli chcesz tej karty używać, to wymiana potrzebna. Tylko wcześniej przeczyść czymś tę kartę. :)
Wiedźmin i Karollo - właśnie o to się rozchodzi. GOL - tak jak każdy inny serwis, czasopismo, itp - nie może pisać O WSZYSTKIM. Jeśli mają określone moce przerobowe, to logicznym jest, by przeznaczyć je na stworzenie treści, które się będą klikać (bo, nie oszukujmy się, podane przez Wiedźmina gry, na tle Biomutanta, #nikogo - i nie piszę tego ze złośliwością). Już nie wspominając o tym, że nie sztuką jest zalać serwis setkami newsów i dziesiątkami artykułów każdego dnia - bo nikt tego nie przeczyta.
Też chętnie bym poczytał o grach RTS czy małych indykach, o których nie macie pojęcia, ale też jestem realistą i wiem, że to nie miejsce - o niszach takich jak te poczytam sobie gdzie indziej. Ludzie w ogóle mylą rolę GOLa czy innych tego typu serwisów - oni nie mają kreować potrzeby i pisać o każdej popierdółce z branży, a dostarczać treści, które będą się czytać i klikać. I nie, pisanie o małych produkcjach nie sprawi magicznie, że będzie na nie duży popyt - co pokazują co rusz teksty (nie tylko newsy) sporadycznie pokazujące się tutaj jak i w innych serwisach.
W ogóle co to jest za pisanie "Dla kliknięć lepiej pisać 10-15 razy o danych grach choćby były średnie/słabe jak Biomutant niż 1 raz o lepszych, bo ludzie mniej je rozpoznają." Kto zdecydował, że wspomniane przez ciebie gry są lepsze od Biomutanta? Ty czy średnia ocen na Steamie/Meta? Bo mnie osobiście ani jedna ani druga produkcja kompletnie nie interesują (mimo że o nich wiedziałem), a w Biomutanta gram sobie w najlepsze. Aż się przypomina Dzień Świra i "moja racja jest najmojsza".
Zabawne, jak posty moje czy
Zarzuty, trochę bym powiedział, "z dupy". GOL pisze o Biomutancie, bo tak naprawdę w tym momencie nie ma innej dużej gry, o której warto wspominać - Resident za nami, Ratchet przed nami. A że gra dominuje topkę Steama (mimo wspomnianych wyprzedaży), to znaczy, że jest nią zainteresowanie.
Co do samych newsów, akurat w tym wypadku niespecjalnie wiem o co się czepiać - Biomutant zebrał słabe oceny na Steamie przez pierwsze godziny od premiery (czy zasłużenie - nie miejsce na to), teraz sytuacja się poprawia (mimo spadku popularności) i średnia ocen rośnie. O czym zresztą GOL pisze.
W ogóle zadziwiające jest narzekanie niektórych osób. Jak nie piszą o grach to jest ból, że nie piszą. Jak z kolei zaczną pisać o czymś, to się sprzedali. A to, że jakiś artykuł powstał we współpracy z wydawcą - co w tym złego? Akurat to dobrze, że informują o takich rzeczach. Gdyby taki tekst pojawił się pod recenzją, to wtedy mogłaby się zapalić czerwona lampka - a tak to tylko luźna publicystyka.
Masa ludzi sobie nie zdaje sprawy z dwóch rzeczy. Jest to gra na single, więc część osób będzie grać offline, bo może. Druga rzecz to fakt, że Biomutant jest też na Epicu. I tutaj - pomijając kompletnie osoby wrogo nastawione do tej platformy - może być nawet większa popularność, bo teraz na Epicu są kupony, które pozwolą zbić cenę gry o 40 zł. A obniżenie ceny o ponad 15% to jednak JEST RÓŻNICA.
Już nie wspominając o tym, że spadek popularności po premierze to normalna rzecz. Nie wiem skąd to zdziwienie.
frer biorąc pod uwagę to, co napisałeś, niezmiernie dziwi mnie to jak bardzo Allegro wzbrania się przed korzystaniem z PayPala albo innej formy "nie-polskiej" płatności. Na Allegro sprzedawałem co prawda tylko przez trochę ponad 2 lata, ale ilu mieliśmy klientów spoza polski (którym mogliśmy bez problemu towar wysłać, bo działaliśmy też na Ebayu, Amazonie czy Wayfair), którzy nie mogli w prosty sposób zamówić przez portal, to nie jestem w stanie zliczyć. A z doświadczenia wiem, jak niewielu klientów chce się kontaktować jak czegoś nie mogą zrobić / znaleźć przez neta.
Co do Allegro z perspektywy SPRZEDAWCY - to zgodzę się, w ostatnim czasie przeginają i z prowizją i z "oddawaniem władzy w ręce klientów". Co nie zmienia faktu, że jak chcesz sprzedawać w necie, to musisz być na Allegro.
Z perspektywy klienta nie masz lepszego miejsca. Allegro ZAWSZE stanie po twojej stronie (pod warunkiem, że jawnie nie złamiesz regulaminu). Jeśli klient nie może dogadać się ze sprzedającym (bądź chce go oszwabić), to może pomachać negatywem (przez co stracisz SuperSprzedawcę, Smarta i/lub - w skrajnej sytuacji - dostaniesz blokadę na konto, jak za bardzo poleci ci jakość sprzedaży). No już w ogóle na koniec, jak sprzedawca nie chce przystać na warunki kupującego to cyk korzysta on z programu ochrony kupującego i Allegro niemal z automatu oddaje hajs (a patrząc na wypowiedzi w dyskusjach na Allegro często też bez konieczności zwrotu produktu). Przerabiałem temat jak prowadziłem sklep sprzedający meble. NIe raz i nie dwa zdarzało się, że musieliśmy klientom robić kilkusetzłotowe rabaty albo dawać meble za frajer byleby nie dostać negatywa i nie stracić SS.
Zadziwiają mnie niektóre osoby. Minęły ledwie 2 dni od premiery gry, a masa ludzi już wystawia swoje oceny. Ja wiem, że można nie lubić otwartego świata i pytajników, ale bez kitu - ściga was ktoś, że musicie z uporem maniaka oceniać produkcje tak szybko? Czy wszyscy tu po prostu mogą całymi dniami grać - w dodatku w grę, która im się nie podoba? Niesamowite.
Nie wiem czy Cię dobrze zrozumiałem, ale Allegro ma przed sobą złote lata - portal nie ma realnej konkurencji w Polsce w żadnej postaci, co nędzna premiera Amazona pokazała nie tak dawno. Dla klienta nie ma miejsca, w którym bardziej opłaca się kupować - czy to przez dostępność WSZYSTKIEGO czy pro-klienckie podejście (które niestety rujnuje sprzedawców). Ja wiem, że da się kupić taniej niż na alledrogo - ale nie zawsze cena to wszystko.
Co do GG i NK to zdechły, bo stały w miejscu. GG (i NK w sumie też) powinno uderzyć w rynek smartfonów dużo wcześniej, choć w sumie mając za konkurencję FB i Messengera to i tak by padły prędzej czy później. Czas, gdzie ludzie obracali się w kręgu "znajomych z podwórka" już dawno minęły, a jednak FB jest globalny.
Wiem, że wyjdę teraz na tego co to mówi "a u mnie działa", ale Valhalla właśnie u mnie działała zadziwiająco dobrze. Nie licząc przymusu gry na średnich ustawieniach - z racji na słabe GPU, czego jestem sam sobie winien - nie miałem z grą totalnie żadnych problemów. Ok, zdarzyły się dwa - raz wywaliło mnie pod mapę, drugi raz nie pojawił mi się Thor w pyskówce. W obu przypadkach jednak załadowanie save'a rozwiązało problem. Więcej przypadków nie miałem - a w grze spędziłem sporo godzin, znalazłem wszystkie znajdźki i wykonałem większość zadań pobocznych.
Z CP w gruncie rzeczy też nie miałem większych problemów. Ok, popremierowo się zdarzyło, że ktoś przeszedł przez zamknięte drzwi, że komuś wystawała broń przez głowę lub tułów czy jakieś auto wystrzeliło na orbitę. Ale nie licząc tego czysto technicznych problemów nie miałem.
Jak dla mnie błędne jest założenie UV - na co też ktoś w komentarzu zwrócił uwagę. Ubisoft nie reklamował Valhalli na mesjasza gamingu, tylko na "nową-starą grę w innym regionie". I to w gruncie rzeczy dostaliśmy - poprawione rozwiązania z poprzednich odsłon, co mi osobiście bardzo przypadło do gustu. Szkoda mi tylko, że nie wykorzystali bardziej mechaniki anomalii animusa, bo tu jest olbrzymie pole do popisu.
Z kolei CP był przehajpowany do granic możliwości. Wyszła (jak dla mnie) tylko poprawna gra, bez mnóstwa obiecanych mechanik i rozwiązań i z całą masą rzeczy, które ewidentnie odstają od wiekowej już konkurencji. Jak NPC, którzy byli bardziej wiarygodni w Skyrimie (bo nie szli 20-30 metrów ulicą, by nagle zawrócić bądź wyparować jak odwróci się kamerę), jak pojazdy i jazda nimi z GTA V (czy nawet model zniszczeń tychże - z nieszczęsnymi "niewybijalnymi" szybami z CP). Nie mówiąc już o mega niewykorzystanym potencjalne. Czemu nie mogę zmienić wyglądu postaci, skoro nawet w zadaniu NPC sobie przeszczepia skórę? Czemu nie ma w grze ŻADNYCH aktywności pobocznych (nie mówię o misjach, a o aktywnościach typu golf, rzutki, wyścigi czy automaty do gier z GTA V). Nawet sam seks - tak szumnie reklamowany przed premierą - to nędza. Takiego cringe'u jak tutaj w niektórych scenach nie czułem od czasu scenki z Abby z TLoU2.
I właśnie dlatego to CP się oberwało - bo miał być rewolucyjny i od studia, które "dowozi". A finalnie dowiózł Ubisoft, wydając kolejną poprawną, ale zgodną z tym co obiecali grę.
Damn, wybacz że nie pomyślałem o tym. W ogóle czekaj siądę do kompa - bo odpisywanie z telefonu to jednak zbytnie burżujstwo.
A tak na poważnie - szukam czegoś, co nie wymaga fizycznego ewidencjonowania. Wystarczy mi konieczność trzymania faktur i dokumentów firmowych w formie papierowej.
Pytanko do osób na zdalnej - możecie polecić jakiś dobry program do mierzenia czasu pracy? Chodzi mi o coś co będzie mi zliczać pracę w dniu X wtedy, gdy tego chcę - czyli np. klikam sobie w przycisk "licz mi czas", pracuje, a potem muszę ogarnąć coś innego i sobie "pauzuje". Żeby mi to potem jakoś podsumowało - ile godzin pracowałem w konkretnych dniach.
Program /strona albo darmowy albo płatny - bez "free 14-day trial". Chcę to zainstalować / założyć sobie konto i ma działać - bez paprania się z jakimiś okresami próbnymi. Nie musi mieć innej funkcjonalności - choć jakby było coś do planowania zadań to by było cacy. I w miarę możliwości bez szajsu do szpiegowania - program dla mnie samego, nie potrzebuje żeby mnie ktoś sprawdzał. :P
Zastanawia mnie skąd w newsie wzięło się, że ME 1+2+3 zajmował łącznie około 33 GB, jak sama dwójka z dodatkami ważyła mi ponad 25GB, a z modem na grafikę dobija do 33,4 GB (grę aktualnie ogrywam, więc widzę ile zajmuje)? Nawet pomijając mody, dwójka to 25 GB - jedyna i trójka zajmują więc łącznie 8 GB?
edytka: ok, na twitterze porównują to do wersji na PS3.
Si - mam bodajże 3 (no, teraz to już 2) adresy podpięte pod "głównego" maila i zawsze jak coś się tam działo (logowanie z innego urządzenia, niepożądane działania) to dostawałem cynk. Nie logowałem się tam od miesięcy, więc nawet nie wiem kiedy straciłem do niego dostęp - ale nie dostałem nic (przeszukanie głównego maila do 2017 roku nie pokazało mi żadnej aktywności, o której nie wiedziałem).
Damn, no większych nadziei z tym nie wiązałem, to też spodziewałem się takich odpowiedzi. Zastanawia mnie tylko czemu nie dostałem żadnej informacji na pomocniczego maila (główny mail) że było jakieś logowanie i/lub zmiana danych - z innych adresów takie cuś zawsze dostawałem. Kiedyś miałem tak z kontem w Ubi - ktoś mi skroił, zmienił dane na swoje, nawet gry jakieś pokupował, ale po szarpaninie z supportem przez kilka dni udało mi się je odzyskać (choć trzeba je było podpiąć do innego adresu). Trochę się łudziłem, że tu też tak się będzie dało. :P
Pytanko do ludzi w temacie. Mam stare konto na gmailu i próbuje się do niego zalogować, ale wywala mi komunikat o autoryzacji, z numerem telefonu, którego nie rozpoznaję. Jak chce przebrnąć przez "pytania pomocnicze", to mam tam rzeczy, których nigdy też nie podawałem, przez co nie znam odpowiedzi. Mail pomocniczy także się nie zgadza (miałem przypięte "główne" konto, wywala błąd, że nieprawidłowe). Zakładam, że ktoś po prostu mi skroił konto - jest jakiś sposób, by je odzyskać? Jakiś namiar na pomoc Google'a, gdzie bym to jakoś mógł ogarnąć? Przez standardowe odzyskiwanie konta nie przejdę - jak wspomniałem, nie zgadza się mail pomocniczy i telefon, podobnie z pytaniami.
Trochę w sumie odkopany temat - ale że nie ja machałem łopatą, to co mi tam. :P Kolejność w większości przypadkowa:
1. The Quintessential Quintuplets - chyba moje największe animcowe odkrycie ostatnich lat i powiew świeżości w gatunku. Kto nie oglądał, polecam - choć anime jeszcze jest w trakcie.
2. The Rising of the Shield Hero
3. FMA: Brotherhood
4. Dr. Stone
5. Great Teacher Onizuka
Bawią mnie posty osób jak
Sam trochę mam wywalone na to, czy Capcom spolszczy grę - grał będę i tak po angielsku, nawet jakby była polska wersja językowa do wyboru. Ich decyzja podyktowana jest po prostu hajsem. Jeśli komuś to nie pasuje, to niech nie kupuje gry i tyle. Obstawiam, że Capcom nawet nie zauważy, jak mu ubędzie tych kilkaset czy (optymistycznie) kilka tysięcy sztuk z jakiejś tam Polski. Ludzie zachowują się, jakby im ktoś matkę obraził, a to tylko brak lokalizacji do jednej z wielu gier.
Kilka osób też dobrze napisało w tym wątku - niech Polacy dalej kupują klucze z innych regionów (jak Valheim, który oficjalnie kosztuje 72 zł, a na Alledrogo można złapać z Argentynśkiej czy innej dystrybucji za 17 zł). Jak firma widzi, że mają małą sprzedaż w danym kraju (co z tego, że w Polsce zagra X ludzi, jak spora ich część będzie mieć klucz z innego regionu?), to leją na ten rynek i tyle.
Niespecjalnie rozumie o co taka spina - MS miał robić polski dubbing dla garstki graczy z Polski, którzy z tego skorzystają? Forumowicze chyba sobie nie zdają sprawy, ile kosztuje zrobienie pełnej polonizacji - mimo że w grze jest w sumie kilka postaci.
Dla ludzi, którym to nie przeszkadza - angielski dubbing jest akurat fajny, bohaterka też daje radę. :) Kinowa polonizacja w sumie bez żadnych rażących błędów.
1. Świat gry to kwestia sporna, dla mnie o ile miasto jest w porządku, to jak tylko z niego wyjedziemy to nie ma w gruncie rzeczy nic. Największa wada świata to brak aktywności - nie licząc zadań głównych i pobocznych i oskryptowanych napadów, to nie ma co w grze robić. Nie zmienisz fryzury, nie zmienisz wyglądu (w świecie, w którym postacie przeszczepiają sobie skórę), nie pograsz w żadną mini-gierkę (nie mówię o czymś na miarę Gwinta, a nawet proste gry jak w GTA - z tego co się orientuje to nawet na automatach nie można grać, a jedynie na nie patrzeć, lol). Całość burzy też kretyńskie zachowanie AI - szumnie zapowiadany system, w którym każda postać ma swój rytm dnia, można wsadzić między bajki. Postacie idą przez kawałek, by potem jak matoły zawrócić i tak w kółko. Wydany lata temu Skyrim bije to na głowę.
2. Pojazdy, które blokują się na byle płotku, a jednocześnie rozwalają na pustkowiach skały niczym czołgi. Pojazdy, z których nie można strzelać. Wśród których brakuje pojazdów latających.
3. Postacie też są nierówne. Są te fajnie napisane, są takie, przy których czujesz typowe "meh".
4. Grafika - jeśli masz dobry sprzęt (i farta), to gra faktycznie potrafi wyglądać ładnie. Ale z drugiej strony nie przypominam sobie produkcji, która tak podle wygląda na ustawieniach średnich i poniżej - nawet ostatnio wydana Valhalla, na wszystkim na low, wygląda przyzwoicie.
5. Możliwość przechodzenia gry na masę sposobów? Czyli że możemy cyberpsychola oddać żywego, by dostać więcej hajsu? Czy oszczędzić niektóre postacie, by pojawiły się w finałowej walce pięściarskiej? Czy może zakończenia, na które mamy wpływ w głównej mierze pod koniec gry? Jedyne urozmaicenia to kwestia tego, czy wybijesz wszystkich w czasie misji czy się przekradniesz - zadania gdzie faktycznie masz na coś wpływ (i to się potem objawia w grze) to niewielki procent.
6. Brak / kiepska implementacja sporej części zapowiadanych rzeczy - z kretyńską, teleportującą się policją i brakiem "najemników", którzy nas mieli ścigać (i ataków gangów w samochodach - które widać na trailerze!)
7. Drzewko rozwoju opierające się WYŁĄCZNIE (ok, powiedzmy, że nie licząc haków) na premiach do statystyk. Gdzie odblokowywanie nowych zdolności? Tak trudno było coś wymyśleć? Nawet nowe ataki bronią białą?
Grałem przed CP w Valhallę, teraz grałem w CP ze względu na pracę i każda kolejna godzina z grą to myślenie, by wrócić do Valhalli bądź odpalić Immortals: Phoenix Rising. Tak bardzo jest nijaka. Jak łatanie błędów to jedyne, co zrobią przy CP, to gra będzie najwyżej mocnym średniakiem. To, że coś zapowiedzieli w DLC to mnie nie interesuje - oceniamy grę taką, jaka jest teraz.
Edytka: co do gier lepszych, to ciężko porównać, bo cp to dość specyficzna gra. Z takich w które mi się lepiej grało w ostatnich miesiącach to wspomniane Valhalla (tu aspekt rozwoju postaci bije ten z cp na głowę) i Immortals. Jak tak sobie teraz myślę, to wolałbym po raz milionowy ograć Skyrima, niż Cyberpunka.
Edytka 2: widzę po minusach, że kogoś zadek srogo zapiekł po moim komentarzy. Dobre.
Myślę że znajoma będzie bardziej skłonna dopłacić do mniejszego gabarytowego i już "gotowego do działania" sprzętu którejś z firm, o których wspomniałeś - raczej bez wirtualizacji. :P Sprawdzę jeszcze temat, dzięki za info.
Tak, Optima wymaga windy - stad tez najlepiej by było z Windows Server cosik.
Fakt, backupem trochę do dupy wyjaśniłem. Oczywiście chodzi mi o to, by serwer miał dyski w Raid (choć chyba nikt już nie robi bez tego?), jakby któryś zdechł - biuro rachunkowe nie operuje na ciężkich plikach, więc wydajność tu nie jest ultra kluczowa - i pod to by była podpięta druga maszyna, na której się już robi backup. Z chmury by woleli zrezygnować w miarę możliwości. Sorki za zamieszanie.
Znając życie - i paranoję znajomej - to pewnie by chciała jeszcze robić samodzielnie backup z backupa na przenośny dysk. Z ciekawości - jest jakieś gotowe rozwiązanie, że podpinamy do maszyny-backupa dysk na USB i samo zrzuca tam wszystko? Czy tu lepiej dorzucić jeszcze jakieś zautomatyzowane urządzenie? Wiem że to już na wyrost i szansa utraty jest znikoma - ale znajoma jest jaka jest. :D
Tak ma być Optima, backup do niej (najlepiej migawka po dniu pracy) i miejsce na pliki wykorzystywane w biurze rachunkowym. Tyle. Chodzi o to by biuro (działające w oparciu o optime) mogło działać i by się znajoma nie martwiła że coś nagle się zesra i stracą godziny / dni pracy.
Obsługa potencjalnie bym się zajmował sam, jeśli są tutoriale w necie to no problemo. Jedyne co tam będzie robione w przyszłości to dodawanie nowych baz Optimy.
Edytka: czytam na necie i wychodzi że nie obejdzie się bez wirtualizacji.
Ok, dzięki za cynk. A powiesz mi jak wygląda sprawa obsługi tego (zanim przebiję się przez ich stronę). Nie ma tu jakiegoś dziwnego oprogramowania od Chińczyków, które obsłuży 3 osoby w Polsce? :P Czy średnio-zaawansowana w sprawach IT doda bez problemu tutaj dodatkową bazę danych do Optimy?
Pytanko do osób w temacie - są jakieś w miarę "gotowe" rozwiązania, jeśli chodzi o serwer + backup pod Comarch Optima? Czy trzeba składać coś samemu na jakimś Windows Server? Znajoma księgowa szuka jakiegoś sensownego, 'idioto-odpornego" rozwiązania. Na ten moment mają ~1TB danych do archiwizowania (~300 baz danych Optima) + kilkaset GB "różności", więc pewnie coś w okolicy 10 TB przestrzeni (w RAID) + jakieś możliwości rozbudowy + migawka z 2x dziennie? Serwer ma stać w biurze, więc fajnie jakby był mały i cichy. Na bieżąco do niego ma mieć dostęp maksymalnie 10 osób.
Ktoś coś? Chyba, że zbyt mętnie wyjaśniłem.
Edytka: budżet w okolicach 15 koła netto.
Edytka 2: jak już przy tym jesteśmy, jakiś sensowny UPS pod to? Żeby wytrzymał chwilę, by zdążyły wszystko pozapisywać.
Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że konta dalej sprzedawane są na Allegro - https://allegro.pl/listing?string=konto epic games gta 5&bmatch=dict201214-ctx-cul-1-3-1218
Więc średnio im te czystki idą.
Słyszałem generalnie same dobre rzeczy o tej stronie ale i tak nie chciałbym ryzykować, bo to ma być prezent. :)
Z Eneba nie korzystałem, ale słyszałem tyle złego co o G2A.
Pytanko do osób w temacie. Gdzie legalnie można kupić klucz gry na Steam? Nie chodzi mi o serwisy typu G2A - może być regularna cena jak ze Steama, nie musi być taniej, chodzi o to by był klucz. Chciałbym siostrzeńcowi zrobić prezent, a na Steamie jedyną opcją jest wysyłka prezentu do znajomego - nie ma możliwości zdobycia klucza i wysłania go samodzielnie, a siostrzeńca nie mam w znajomych. Ktoś coś pomoże? Chyba że jedynym pewnym źródłem jest Steam i wersje "pudełkowe" z marketów? :)
I ponownie planeswalker trafnie zwrócił uwagę na to, że przy pracy zdalnej łatwo doprowadzić do sytuacji, w której pracuje się cały dzień - albo się "czuje cały dzień w pracy". Lepszym wyjściem jest jednak wyznaczyć sobie te 6-8-10h na pracę, odbębnić co nasze i odejść od komputera.
Ok, a to nie będzie tak, że będzie można dalej takie konto sprzedać, jak będzie tam jakakolwiek darmówka przypisana? Np. konto Epica z GTA czy czymkolwiek co rozdają, jeśli będzie do niego podpięty Fortnite?
Druga rzecz - "żadnej formy dostępu" - czyli współdzielenia? A co jeśli konto ktoś sprzeda na własność - jedno konto do jednej osoby? To też "dostęp? Jak zwykle wszystko mętnie opisane i pewnie będą to w taki właśnie sposób obchodzić.
Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak wiele potrafi zmienić utrata słuchu na jedno ucho. Się wydaje - co też
Lata temu, od smarkacza, sam miałem problemy z uszami. Co kilka lat, niezależnie od tego czym bym ich nie czyścił, znienacka zatykało mi się całkowicie ucho. Tak, od woskowiny. I nie, przetykanie patyczkami (co jest najgorszym, co można robić!), środkami do przetykania uszu, wodą utlenioną czy innymi specyfikami nie pomagało. Po prostu ucho zatykało się na amen i traciłem na nie całkowicie słuch. Pomagała wizyta u laryngologa i prosty "zabieg" przetkania go letnią wodą pod ciśnieniem (uczucie nie do opisania!). Jednego, ekstremalnego razu w ten sposób zatkało mi oboje uszu - przez co totalnie straciłem słuch i nie byłem w stanie funkcjonować.
Wystarczyły mi krótkie epizody utraty słuchu na jedno ucho, by nie zazdrościć osobom jak Zmroku. Wpis na plus - choć trafią się pewnie barany, co nie przeczytają nawet 1/4 i polecą cisnąć w komentarzach.
O ile generalnie zgadzam się z tym, co pisał
Usługa jak każda inna - nie dla wszystkich. Ja np. ostatnio, z premierą Valhalii, kupiłem sobie abonament Ubisoftu i w ciągu 2-3 miesięcy ogram to, czego nie miałem tam okazji ruszyć (nowe Watch Dogsy, Valhalla) za cenę niższą, niż premierówka AAA. :)
Niespecjalnie rozumie sens brania pasty termoprzewodzącej - przecież z tą domyślnie nałożoną spokojnie obleci? Chyba, że potrzebujesz tego do czegoś innego, to zignoruj mój "przytyk". Wspominając o tym, co pisał mój poprzednik - brak kompatybilności płyty z procem - skąd ostatnio ta moda na branie droższej płyty od procesora? Ja wiem, że można wymienić na mocniejszy model, ale w dalszym ciągu jest to dla mnie abstrakcja.
Pytanko do ludzi w temacie - polecacie jakąś klawiaturę, która będzie wykorzystywana głównie do pisania i jakiegoś tam grania (żadna pro-scena)? Podświetlenia niekonieczne mnie interesują (ewentualnie jakiś taki lekki, by kobita jak siądzie przy kompie widziała co gdzie jest), bo piszę bezwzrokowo, raczej na kablu bo nie potrzebuje bezprzewodowego. Mechanika raczej w tej cenie nie wyhaczę, więc o niego nie pytam - chyba, że coś konkretnego się uda wyłapać. Moje ewentualne "wymogi", to by była relatywnie cicha i miała wyższy skok klawiszy - i bez żadnych gamingowych bajerów, dziwnych kształtów, spędzam na pisaniu przynajmniej kilka godzin dziennie i komfort to numer 1. Przyciski multimedialne które mnie interesują to wyłącznie regulacja audio - bo nie mam tego na słuchawkach.
Coś by się znalazło? :) Nie jest ultra pilny temat, więc w razie czego mogę zamawiać z dziwnych miejsc, jeśli warto i trzeba będzie poczekać i miesiąc.
Nie wiem czy było, ale złoto z YT - https://www.youtube.com/watch?v=JxgFF1v1ku4&ab_channel=Ada%C5%9BGrzybek
To, że się Librus wysypie to było do przewidzenia - choć ja zakładam, że Teamsy też mogą zacząć nie wyrabiać. I z pewnością część uczniów bez kamerek robi sobie na boku co im się podoba - najlepszym przykładem klasa maturalna wspomnianego przeze mnie wcześniej brata narzeczonej, która ciśnie sobie w World of Tanks w czasie lekcji.
Co do sensowności jakichkolwiek sprawdzianów i kartkówek, to chyba byłby najlepszy system znany chociażby z prawa jazdy - masz pytanie, kilkadziesiąt sekund na odpowiedź i jedziemy dalej. Nie ma czasu na znalezienie informacji na necie czy na ściądze (chyba, że mało materiału), a jeszcze jak do tego wprowadzi losowość pytań to już w ogóle nie sposób oszukiwać. No ale - do tego to musiałby być przygotowany jakikolwiek system, a jak wiadomo nasi rządzący mają ważniejsze sprawy na głowie niż jakaś tam edukacja. W twoim wypadku pewnie "rozwiązaniem" byłoby zawalenie uczniów samymi wypracowaniami, których nie bardzo się da ściągać - ale to też nie rozwiązanie. No i żadne wyjście na innych przedmiotach.
Przy okazji, sytuacja z rodziny narzeczonej - w relatywnie dużej, liczącej ponad 1000 uczniów i ponad 100 nauczycieli szkole "trafiło się" kilku uczniów, którym wynik na covida wyszedł pozytywny. Efekt? Klasa na kwarantannie, reszta szkoły - włącznie z nauczycielami, którzy mieli z zarażonymi kontakt! - funkcjonuje normalnie. Oczywiście o jakiejkolwiek profilaktyce - odkażanie klas, dystanse, jakakolwiek kontrola na przerwach - nie ma tam mowy, istne "róbta co chceta". Tyle ich teraz "ratuje", że dali im zdalną - choć praktyki (bo to technikum) dalej jednak będą.
Nie wiem, czy coś się tutaj w tym temacie przewinęło, ale ze swojej okolicy zarzucę: http://krosno112.pl/aktualnosci/inne/item/9478-mozna-wyleczyc-covid-19-w-48-godzin-twierdzi-wlodzimierz-bodnar-lekarz-z-przemysla-list.html?fbclid=IwAR2nkVeK7YoP6V7SSEqqaQVYQGQJnzC_VD38gXh_xkH2Kldp1qr4C0XbZEM
Edytka: ludzie dalej stoją w Biedronce/Lidlu/whatever i dmuchają Ci na kark. :)
Edytka: Tu masz oferty i kontakty: https://firma.gry-online.pl/praca/ - newsy masz 10-100 zł brutto od sztuki, wpisy encyklopedyczne 10-20, nie wiem jak z poradnikami. Jakaś taka niegłupia sumkę myślę idzie dorobić, jeśli oczywiście masz coś wolnego czasu.
O ile porównanie
Odsprzedaż kont - w sensie Żaba kupuje sobie Dooma Eternal, przypina do konta Steam i sprzedaje dostęp do tego konta 100 kolejnym osobom - już jest nielegalna, bo to najzwyklejsze piractwo. Niczym to nie różni się od przerzucania gier przez torrenty czy inne P2P.
Kilka miesięcy temu gdzieś mi się przewinęło, że w UE pracują nad tym, żeby wymusić na właścicielach platform dystrybucji cyfrowych możliwość odpinania gier od kont - bo to łamanie prawa konsumenta do odsprzedaży produktu. Więc - jeśli to prawda - kiedyś potencjalnie możemy doczekać się możliwości odsprzedaży gier, a nie całych kont. Co z pewnością dla włodarzy w korpo jest najgorszym koszmarem.
Co do samego newsa - gość beknie za sprzedaż dostępu do jednego konta wielu osobom, co jest nielegalne. Chyba, że przesrał sobie coś jeszcze - np. nie odprowadzał od wszystkiego podatku.
A praca jak to praca - przy każdej się trzeba narobić, żeby coś zarobić. Influencerem z dużym zasięgiem nie zostaje się w ciągu jednego dnia. Ale to że panna ma też napinkę, że jej praca cięższa jak na etacie, to szkoda komentować - bo to drugi koniec tego samego kija, co kolega Carrol.
No ja na to patrzę właśnie z perspektywy "do zakupu nikt nie zmusza" - bo to nie jest artykuł pierwszej potrzeby. Sam chcę pograć w grę tworzoną przez Lariana, kupuję i gram sobie w EA (w dodatku bawiąc się świetnie w coopie). Ten niepełny produkt (jak early access D:OS2) dostarczył mi tyle dobrej zabawy w coopie, co chyba żadna inna gra w ostatnich latach. Wychodzi pełna wersja i gram ponownie. A jak wydadzą jakąś wersję Definitive Edition, to pewnie ogram raz jeszcze.
I tak, do Lariana można mieć zaufanie. Problem by był, jakby to była pierwsza ich gra wydana w ten sposób. A nie jest to pierwsza produkcja. Przy D:OS2 udowodnili, że można im zaufać (i jeszcze wydali podrasowaną wersję, za darmo dla posiadaczy "oryginału") - nie widzę powodu, by nie robić tego w przypadku BG3. I wolę ich wesprzeć w ten sposób, niż mają trafić "pod skrzydła" jakiegoś "fajnego" wydawcy, co ich będzie trzymał pod butem, by wydać gówno-gierkę.
Ale co tu jest takiego nie fair? Nikt do zakupu nie zmusza, możesz poczekać do premiery (i też cena się nie zwiększy - nie masz presji, by kupić teraz, "bo stracisz), a przed zakupem dostajesz info, że to tylko EA i gra może nie działać poprawnie. Co tu jest takiego złego?
Si. Kupujesz grę i masz cały czas do niej dostęp (tak to działa w przypadku każdego EA) - wpierw w EA, potem jako pełniak (i, znając Lariana, pewnie jakiś darmowy Definitive Edition z poprawkami / nowymi rzeczami za X miesięcy).
Nie ma tutaj takiego parcia na kombinację żywiołów jak w D:OS. Ok, da się podpalić jakąś plamę "oleju", ale w dużej mierze wszystko idzie zgodnie z D&D - nie zrobisz tutaj trującej, przeklinającej i rażącej prądem chmury. Grafika to rzecz subiektywna - mi się akurat bardzo podoba (i wreszcie mamy ładne postacie!). A co ma wspólnego z BG? System i uniwersum.
Wcale bym się nie zdziwił, gdyby tak było. Konsola swoją moc ma i jest zamknięta w małym pudełku (szczególnie małym jeśli popatrzymy na PS5). Więc albo musi działać głośno albo być gorąca. Szczęśliwie Microsoft nie bał się wysłać konsol do serwisów (tak, patrzę tutaj na Digital Foundry) i pewnie przed premierą będziemy mieć wszystko rozebrane na czynniki pierwsze.
Bardziej chodziło mi o to, że pomimo szumnych zapowiedzi jaka to nie będzie technologia przyszłości, może okazać się, że nie będzie żadnej różnicy od SSD-ka z klocka. Po tym co ostatnio Sony wyczynia, wcale bym się nie zdziwił, jakby taki news się w najbliższym czasie pojawił.
Pany, pytanko od znajomego. Potrzebuje on monitorów 21:9 - jednego do pracy (do 1000-1200 zł), głównie biurowej, drugiego do pracy (z domu) (do ~2000 zł) biurowej z dużą ilością okien, jakiejś okazjonalnej i prostej zabawy ze zdjęciem w PS i okazjonalnego grania. Myślał, by budżet na domowo-roboczy monitor zwiększyć do 4000 zł, tylko tutaj potrzebowałby coś lepszego do grafiki - nie jakieś renderingi i tworzenie od podstaw, ale jakiś monitor, który nie wypali mu oczu podczas pracy i będzie jako tako nadawał się do obróbki. Jakby się dało przy tym coś lepszego do gry (może wyższy refresh), to też by nie pogardził.
Doradzicie coś? Jeśli chodzi o wielkość, to maks ~34" - nie ma miejsca na większy ekran.
Edytka: wkradł się błąd, miał być monitor 21:9 a nie 2k.
Niech teraz rzucą informacją, że nie wszystkie gry wykorzystają potencjał ich SSD-ka - albo że trzeba będzie poczekać do bliżej nieokreślonej przyszłości na łatkę, która to umożliwi.
To, że ma polskie napisy to w sumie samego mnie zdziwiło. To, że leci na GOGa, to dla Lariana generalnie standard - przynajmniej od czasu D:OS - i tylko pokazuje, że nie mają (przynajmniej na papierze) społeczności totalnie w rzyci. I też popatrz, ile kosztuje tłumaczenie kinowe, a ile dubbing - ktoś tu na forum z branży jest, to by Ci pewnie podał dokładne wartości, ale są to pewnie rzędy wielkości.
Dokładnie tak, 159 zł. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że było to 22 lata temu, to z inflacją na przestrzeni tych lat pewnie trzeba by było zapłacić ze 2 razy większą kwotę, niż woła Larian.
Na szybkości sprawdziłem sobie minimalną krajową w 1998 roku i zdębiałem. 500 zł brutto - i wyobraźcie sobie zapłacić 1/3 tego za nowego Baldura. Ja wiem, że minimalna to nie wyznacznik 1:1, ale mimo wszystko 500 zł a 2600 zł robi robotę.
Nie grałem co prawda tyle co autor recenzji, bo na liczniku mam trochę ponad 7h, więc może prawdziwie obciążające momenty są jeszcze przede mną. Niemniej jednak, na GTX 970, 16 GB RAMu i R5 3600 gra działa mi na ultra w 1440p w okolicach 40-50 fpsów - ze spadkami do 30-35 w miejscach, w których naprawdę sporo się dzieje. Jak zszedłem do 1080p to były skoki od 50 do 60 klatek (dalej na ultra) - niewielki tweak i byłoby stałe 60 klatek. Jak dla mnie - posiadacza starej karty ze średniej niegdyś półki - nie jest źle.
Jeśli chodzi o crashe, to ja na ten moment nie miałem jeszcze ani jednego. Z powolnego ładowania to mam takie momenty przy pierwszym loadingu (wtedy trwa on ~20 sekund), ładowanie quick save'a zamyka się z kolei w okolicach 6-7 sekund. Gram na SSD. Czy 7 sekund to dużo to każdy ocenić musi sam.
Zgodzić muszę się co do ładowania się tekstur - kto pamięta gry na silniku UE3 to niech wie, że BG3 jest gorsze w tej materii. Rozwalających grę bugów nie miałem - co jakiś czas tylko jakaś sklonowana postać w czasie rozmowy. Brak skalowania interfejsu faktycznie boli - już nawet na 2k jest masakra, nie wyobrażam sobie grać na 4k.
Co do stricte "mechanicznych" rzeczy, nie mam się co do BG3 przyczepić. Walka mi się podoba (mniej chaotyczna jak w D:OS2 - jedno machnięcie bronią przynajmniej nie detonuje połowy mapy), turowy system ani trochę mi nie przeszkadza, bo nie muszę co 2 sekundy pauzować gry by wydać polecenia. Polonizacja jest jak dla mnie względnie poprawna - pod warunkiem, że ktoś nie chce wczytać się w lore (np. książki), bo tam to kuleje. Ale jak ktoś nie ogarnia angielskiego, to w grze z tym polskim sobie poradzi bez większych problemów.
Z tym, że w twoim modelu ludzie którzy grają za darmo mają "wybrakowany produkt" (bo mają tylko % szansę na drop X), a ty płacąc masz wszystko odblokowane ze 100% pewnością. To jest typowe pay to win. Na ten moment, jeśli możesz wydropić coś za darmo (niezależnie od szansy) i możesz przyspieszyć ten proces płacąc hajs (z taką samą szansą procentową jak za free), to jest free to play - z tym, że możesz zapłacić za skrócenie grindu.
Z dwojga złego istniejący system jest milion razy lepszy niż ten, który proponujesz.
Też nie bardzo rozumie żale - skoro nie odpowiada ci tego typu system z losowaniem postaci, to albo przestań na to zwracać taką uwagę albo zmień grę. Ja sam miło pykam w grę, nie mam problemów z dropem niczego, bo to też nie wyścig - czegoś nie uda mi się zdobyć, to whatever. Jedyny zarzut jaki mam odnośnie gry to brak pełnoprawnego coopa - jakby można było robić story przynajmniej w 2 osoby, to byłoby świetnie. Nie rozumie, czego nie zdecydowali się na taki krok i dali wybrakowanego coopa.
Tak w ogóle, dla zainteresowanych, jak Xbox Series X sprawuje się na tle Xboxa One X - https://www.youtube.com/watch?v=7oe1LUJyCCs&feature=emb_title&ab_channel=DigitalFoundry
Chyba, że już było, to zignorujcie.
Podepnę się trochę pod temat, jeśli Danuel nie ma nic przeciwko. Pytanie podobne - który pad będzie lepszy, z X360 czy XONE pod tablet (Nvidia Shield K1) z Gamepassem? Generalnie gram na piecu, ale czasami coś sobie popykam na tablecie - wcześniej streamując z pieca / GF Now, niedługo z GP. Ktoś ma jakieś doświadczenia, który będzie lepiej działał ze sprzętem na Androidzie?
Wynik ani trochę nie dziwi - obstawiam, że będzie gigantyczny boom na GP po tym jak wyjdzie nowa generacja.
Przy okazji - ktoś się orientuje, czy gdzieś można sprawdzić tytuły nadchodzące na GP?
Chodzi właśnie o to, że "te wielkie, kanciaste pudła, które nazywamy PC" znacznie łatwiej dopasować do wystroju wnętrza (nie mówiąc o tym, że da się rozsądnie złożyć naprawdę niewielkiego i fajnie wyglądającego PC-ta). Pomijając już PC, który częściej stoi w innym pomieszczeniu, konsola jednak bardzo często ląduje w salonie - a tam też łatwiej jest ustawić prostą, kwadratową bryłę. I o ile rozumie podśmiechujki z xboxowego podobieństwa do lodówki, to przynajmniej bez problemu wtopi się w wystrój większości salonów. A PS5 już nie - jeśli w ogóle zmieści się pod typową RTV-kę.
Jeszcze jest opcja taka, że ta informacja nie miała wypłynąć teraz, a dopiero chwilę po premierze konsol, jak się ludzie na nie rzucą. No bo jednak jak ze wszystkich swoich zaprezentowanych gier faktycznym exem miał być bodajże tylko SM, to jednak na sprzedaż konsol JAKOŚ by to wpłynęło. Zresztą tak chyba (?) też było z Death Stranding - że miało nie być na PC, a jednak jest.
edytka: miała być odpowiedź do 23.2. :(
Ok, to co w takim razie z pozostałymi tego typu komunikatami? Bo to z tego co kojarzę nie pojawiło się na jednym tylko trailerze. Jeśli wszystko "cofną", to sporo tych "human errorów" popełnili przed tak ważnym wydarzeniem. :)
A DS szkoda. :(
Z tym że szary kowalski, który nie siedzi mocno w grach kuszony jest właśnie piękną grafiką i cyferkami (4K, wkrótce pewnie 8K). Tak jak niegdyś popularna sieć sprzętu RTV/AGD waliła w reklamach "dyskiem tysiąc". Dużej ilości klientów nie przyciągną fajnymi indykami - a wodotryskami właśnie.
To czy gier będzie więcej to niemal pewne - to czy nie będą znikać z usługi już jednak nie, bo nigdzie tego w żadną stronę nie potwierdzili. A na GP jest masa gier świeżo po premierze i to nie tylko indyków - ale to już trzeba popatrzeć dalej niż na czubek swojego fanbojskiego nosa. :)
Jak zaczynasz swoją przygodę z konsolami, to GP od Microsoftu i tak jest lepszym wyborem - bo gier tam jest wielokrotnie więcej niż w ofercie Sony. A jeszcze wpadają produkcje od EA - więc kilka dodatkowych, fajnych tytułów do ogrania.
Z komunikatu (załączonego przez
Tak sobie teraz pomyślałem, że Microsoft zrobiłby potężnego psikusa, jakby w jakiś sposób umożliwił emulację gier z PC (nawet w jakimś okrojonym trybie, a'la 1080p60) na nowym Xboxie. Wyobraźcie sobie te "exy" Sony, które nie pojawią się na żadnej innej konsoli, tylko na PC - a tu sobie ktoś odpala emulator PC i uruchamia Demon's Souls albo FF16 na klocku.
499$ niby spoko cena, ale tak niespecjalnie jest sens kupować na premierę. Prócz HP i DS nie pokazali nic fajnego. O ile jeszcze widzę sens zakupu dla kogoś, kto jest generację w plecy i PS4 nie ruszył wcale, o tyle dla kogoś, kto ograł kluczowe tytuły z tej generacji... jaki jest sens kupować teraz?
Nie wiem do końca jak działa PS Now (czy jakkolwiek się to tam zwie - i czy jest coś a'la GP, w sensie abonament z dostępem do gier), ale Gamepass z Xboxa wydaje mi się atrakcyjniejszy przy braku większych premier.
Fanbojem żadnej z platform nie jestem, ale liczyłem na coś nowego z Ratcheta, bo jako tako najbardziej mi się podoba z tego co się szykuje. FF byłby jeszcze fajny, ale nie widzę tego w przeciągu kilku najbliższych lat (wolałbym part 2 FF VII Remake), HP tak naprawdę nie wiadomo jak się prezentuje, więc trochę takie meh.
To normalne przy przejściu na nową generację - nie licząc kilku gier, graficznie wiele się nie poprawi na początku generacji.
Zaraz fani wjadą i Ci powiedzą, że to przecież ex na PS jako konsolę - na żadnej innej tego nie ma. Szkoda, że przy Xboxie ten argument nie występuje - jak gra jest też na PC (i na nic więcej), to już przeto nie ex. :P
IMO najfajniejszy póki co jest HP. FF XVI będą robić 10 lat, a SP dupy mi przynajmniej nie urwał. COD - meh.
Ja się bardziej obawiam tego, że połowa gry to będą QTE - trochę tak wyglądało na trailerze. A chętnie przytuliłbym porządnego RPGa z tego uniwersum.
Cała ta akcja wygląda jak zagrywka marketingowa, nic więcej. Według włodarzy z Jabłka, użytkownicy iOSa stanowią ~10% wszystkich graczy Fortnite'a i generują niewielką część przychodów. Więc cała sprawa rozdmuchana do granic możliwości - ponoć dlatego, że zainteresowanie Fortnitem drastycznie spadło na przestrzeni ostatnich miesięcy, a nie ma lepszej reklamy niż zadyma w mediach.
edytka: co do zdania Łosia, to w sumie ciężko się nie zgodzić, że może chodzić o UE, ale też jakoś specjalnie bym się nie martwił, że nagle zdominują rynek i wszyscy będą pracować akurat na tym silniku. Jeśli ugryzą większy kawałek tortu, oferując przy tym dobre narzędzia dla deweloperów - why not?
Ktoś się orientuje, gdzie można znaleźć jakieś wiarygodne przecieki dotyczące tego, co będzie w następnym tygodniu darmowego na EGS? Ktoś na forum pisał o RDR2 i okazało się wyssane z palca, kilka tygodni temu znów było wróżenie o ARK i Borderlandsach i w sumie się sprawdziło. Ktoś ma jakieś w miarę wiarygodne dojścia? Pytam, bo "naciąłem" się ostatnio kupując Remnanta na Steamie, by dwa dni później dowiedzieć się, że w następnym tygodniu rzucą go za free na Epicu. Kasy w sumie nie szkoda, bo gra fajna, ale zawsze fajnie zaoszczędzić grosza. :P
Akurat funkcja spoko - kto będzie chciał skorzystać, to to zrobi, nikt przecież nikogo nie będzie zmuszał. A namiastkę tego można było zobaczyć jak Sven kilka miesięcy temu pokazywał na żywo gameplay i ludzie na czacie pisali, gdzie ma iść i co ma zrobić. Nie rozumiem oburzenia o opcjonalną usługę.
Cena świetna, a przy tym wszystkim ciekawi mnie to Xbox All Access. Jeśli cena mocniejszej wersji będzie na poziomie 150-160 zł, to będzie mega okazja. Choć coś czuję, że z 99 zł miesięcznie za XSX i tak rozbiją bank, bo za stówkę miesięcznie nie ma opcji wyrwać sprzętu i gier.
Hydro nie ma to jak inwestować 8 koła w telewizor, z 500 nitami, który HDR obsługuje tylko w teorii (już nie mówiąc o tym, że to tylko jedna z rzeczy, na które chcesz zwrócić uwagę). Już bym chyba wolał kupić porządny TV w 4k.
Ja bym tam się tak negatywnie nie nastawiał na cenę EA do BG3. Larian pokazał - szczególnie przy D:OS2 - że w kulki nie lecą i swoje gry dopieszczają. A sam EA do wspomnianego Divinity też był wystarczająco długi. Ja tam pewnie chętnie skorzystam.
Tęsknisz do tych czasów bo ktoś wtedy za Ciebie musiał myśleć - podobnie jak na studiach, z tym, że tam człowiek, szczególnie jak po za domem i "by studiować", niekoniecznie uczyć się, nie ma żadnego bata na dupie. A teraz już nie masz tego luksusu - co tylko udowadnia Twoje ostatnie zdanie. Nie wiem na jakim zadupiu musiałbyś mieszkać, by ze swoim życiem niczego nie móc zrobić - a jak żeś młody i nie w związku, to w każdej chwili możesz zmienić swoje miejsce zamieszkania, by poprawić swoją sytuację. Ale widać prościej płakać jaki to świat zły, że nam nic pod nos nie podstawia, popijając przy tym pewnie browca z biedry. I nie, nie neguje nostalgii za szkołą, bo każdy ma prawo to odczuwać - ale w Twoich postach wybitnie nie o to chodzi.

To uczucie, gdy próbujesz się czegoś dowiedzieć i 158 razy w przeciągu kilku akapitów czytasz "powodem jest koronawirus" i ci się odechciewa.
Ja generalnie jestem zdania, że prócz najmłodszych, którzy nie mogą zostać sami w domu, wszyscy powinni siedzieć na zdalnym nauczaniu. Gorzej z zajęciami praktycznymi w technikach - ale to w sumie też pewnie dałoby radę jakoś sensownie ogarnąć i się zabezpieczyć.
Powiedzcie mi, że tylko ja mam problem ze zrozumieniem posta autora. Bo nie przyjmuje do wiadomości, że można po studiach w taki sposób pisać...
To, czy grę można sprawdzić za 4 zł nie ma tutaj nic do rzeczy - to zwykłe buractwo, by podczas pobierania naliczało czas gry. Już pal licho ten czas - ale to, że gra musi cały czas w tle działać i zjadać część zasobów to już nieporozumienie. Jak ktoś nie ma topowego sprzętu to nic w tym czasie nie odpali.
Przy słabym łączu pobieranie pewnie potrwa i kilkanaście godzin (ja przy 100 mb/s drę to od 8 godzin i mam dopiero 2/3 ściągnięte) - ja wiem, że Hydro twierdzi, że w Polsce nikt nie ma słabszego neta jak gigabitowy, ale jednak sporo ma. Sam do niedawna miałem ledwo 10 mb/s neta, a mieszkam kilometr od rynku w 50k mieście - bo nie było innej alternatywy. A już chcę zobaczyć jak sprawa wygląda na wsiach i w małych miejscowościach - LTE też sobie można wsadzić w tyłek, bo sprawnie działa tylko w dużych miastach.
Nie widzę powodu, dla którego nie mogłoby pobrać większości gry z launchera Xboxa / Steama i już w grze by sobie dociągnęło te kilka(naście) giga. Każda inna gra tak działa - czemu tu się nie dało? Raczej obstawiałbym tutaj niekompetencję Microsoftu, aniżeli chytrość i obejście 2 godzin na zwrot - nie raz już w głupi sposób strzelali sobie w stopę.
Skoro masz takie podejście, to ogólnie pojęte językoznawstwo ewidentnie nie jest dla Ciebie. :)
O ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć to, że ktoś nie chce rodziny i dzieci, o tyle takie bzdurne wspominki w stylu "jak miałem naście lat to z kumplami słuchało się metalu i gadało o gierkach" mnie po prostu śmieszą. Sam w wieku mam już trójkę z przodu, mam 3-letnią córę (i w planach kolejne potomstwo), sam na siebie pracuję robiąc to, co lubię - nigdy w życiu nie wróciłbym do czasów gówniaka. Ok, jest mniej czasu "dla siebie" z uwagi na dziecko i obowiązki rodzinne - ale, właśnie, nie robisz już "dla siebie", a "dla innych". Ale to chyba jednak nie ten moment w Twoim życiu, by do tego dojść - niezależnie od tego, czy chcesz mieć rodzinę i dzieci.
Choć czytając Twoje posty to człowiekowi momentami odechciewa się żyć. Że można tak egzystować, z taką niepewnością jutra. Jeśli nie żyjesz na totalnym zadupiu Polski (i mówi to ktoś, to mieszka w małym mieście na Podkarpaciu), to nie wiem jak w wieku 30 lat można orać na śmieciówce przy produkcji pudełek plastikowych (twój wątek sprzed kilku miesięcy) - i, co lepsze, nie widzieć w tym niczego złego. I jeśli ten temat (i cała twoja radosna twórczość) nie jest prowo - to szczerze nie wiem co powiedzieć.
Co do literatury, jest masa fajnych, nie-szkolnych książek - i to zarówno w naszym rodzimym języku (co tu by Ci pewnie pomógł Bukary jak i w "angolu". Co do "skomplikowanych słów" - jeśli chcesz opanować język, od tego niestety nie uciekniesz. :)
Co do chętnych na filologię - popatrz na to, że (przynajmniej za moich czasów) takich lasek jak tam nie znalazło nigdzie indziej. Wiem, że to nie jest wyznacznik - ale zawsze przyjemna wisienka na torcie. :)
Filologia angielska jest akurat spoko, głównie jednak by się porządnie nauczyć języka (pod warunkiem, że się przyłożysz). Przy tym bankowo będziesz miał tam drugi język - do niego też przysiadź. Porządna znajomość języków obcych - szczególnie tych mniej "mainstreamowych" jak angielski czy niemiecki - może ci otworzyć sporo drzwi, niekoniecznie zagranicą i na zmywaku.
Co do przyszłości, jeśli nie interesuje cię informatyka, ze swojej strony bym radził pójść w copywriting (pewnie możesz uderzyć do chłopaków z GOLa, ciągle kogoś poszukują - świetny sposób na zdobycie doświadczenia i zarobek; na FB też nie brakuje grup gdzie szukają ludzi do współpracy) i/lub szeroko pojęty marketing, bo w tym coraz łatwiej o pracę i da się z tego naprawdę przyzwoicie żyć. Przed tobą kilka lat studiów - po wszystkim solidne opanowanie języka, doświadczenie w tworzeniu tekstów i znajomość działania marketingu internetowego to może być niegłupi plan.
Edytka - doczytałem, że niespecjalnie interesuje cię literatura. Bez tego słabo widzę rozwój zdolności językowych. :)
Kilka pytań do osób w temacie:
1. Jest jakieś sensowne, względnie mało inwazyjne (by apka nie wymagała uprawnień do lokalizacji, smsów i mikrofonu) i debiloodporne narzędzie do czyszczenia pamięci pod Androida 7?
2. Da się jakoś aktualizować tego tableta do nowszego androida (oficjalne wsparcie zatrzymało się na 7, aktualizacja bezpieczeństwa z lipca 2018).
3. Czy rootowanie i postawienie jakiegoś custom OSa ma sens i czy potem użytkowanie (dla totalnego laika) będzie w miarę komfortowe i przede wszystkim bezpieczne? Jakiś sensowny poradnik do rootowania?
4. Jest jakiś sposób, by pozbyć się pre-instalowanych gówienek od Huaweia bez roota?
5. Jakiś sensowny antywir pod Androida (najpewniej 7)? Niekoniecznie darmowy.
6. Jakiś sposób, by w miarę bezboleśnie przejść z nakładki Huaweia (EMUI) do gołego Andka?
Znajoma księgowa prosiła bym jej odchamił tableta - przyzwoity pod względem parametrów sprzęt, ale niemiłosiernie wolno działa. Chciałbym jej to ogarnąć tak, by działało przyzwoicie, ale żeby było też względnie bezpieczne.
Pytanko do osób w temacie. Jeśli mamy screen (np. z gry) w proporcji 21:9 (powiedzmy 2560x1080) to da się go sensownie przyciąć do proporcji 16:9 (w rozdziałce np. 1920x1080). Będzie to choć trochę przypominać screen, który zrobilibyśmy oryginalnie w 16:9 (czyli ta sama wysokość i węższe pole widzenia) czy po prostu zetnie po kawałku z boków i wszystko będzie nienaturalnie wyglądać? Wiem, że w drugą stronę (tj. z 16:9 na 21:9) się nie da, bo nie wyczarujemy magicznie tych boków.
Nie mam ultrapanoramy, przymierzam się do kupna, ale potrzebuje zrzucać screeny właśnie w proporcji 16:9 i nie wiem jak to sensownie rozwiązać.
Druga sprawa - przy podziale monitora 21:9 na 2 ekrany, dokładniej na 16:9 i 5:9, da się jakoś sensownie pracować na 5:9 czy będzie to za mało (głównie do czytania tekstu + folderów).
Edytka: trochę już sam sobie odpowiedziałem na pytanie (da się bez problemu, nic nie tracimy - choć potrzebowałbym potwierdzenia).
Te rzeczy na Dropboxie pokazują, jak oderwane od rzeczywistości jest szefostwo tej firmy - jak goście dają wypowiedzenie, a przełożony nie chce przyjąć, bo nie, masakra.
Patrząc na ilość aukcji na samym Allegro, wydaje mi się że Valve i inni nie bardzo mają tutaj jakiekolwiek pole do popisu - ok, mogą z pewnością zbanować (po namierzeniu) konto, ale gdyby jakiekolwiek czynności prawne były możliwe, to już by się za to dawno wzięli.
A co do wspomnianego w wątku 24-latka, który usłyszał 9k zarzutów - jego sprawa ciągnie się już bodajże od 2018 roku. Gdyby coś tutaj ruszyło, to znając podejście mediów do świata gier usłyszelibyśmy to z każdego kierunku. Wygląda jak ni mniej ni więcej pokazówka.
Edytka: doskonałym przykładem jest tutaj samo Allegro, które na pytanie "czy sprzedaż kont z grami / dostępu do kont z grami" jest legalna odpowiedziało, że oni nie widzą problemu i reagują ewentualnie wtedy, gdy jakaś firma zgłosi roszczenie.
Jak ktoś nie handluje dostępami, a sprzedaje konta czy licencję na własność, to pewnie wiele mu nie zrobią.
Zakładam też, że prawnik wie jakim bagnem może potencjalnie być rozprawa w takiej sytuacji i prewencyjnie umył ręce, żeby się potem na niego nie powołać.
No co do oprogramowania, pełna zgoda. Gorzej, jak oprogramowanie podpięte jest pod platformę (jak Adobe, Steam czy Epic Games) - wtedy, według pewnej kancelarii z Warszawy, nie możesz tego zrobić. Nie można (według prawników) sprzedawać kont. Choć dla mnie to też bez sensu, bo nie da się odpiąć gry/usługi od konta i sprzedać ich oddzielnie - a to łamanie praw konsumenta, by nie mógł odsprzedać.
Wszyscy tak cisną, że odsprzedaż licencji czy to kont z grami na allegro jest legalna, bo prawo, bo wyrok TSUE - ale ponoć sprawa nie jest tak oczywista. Jakiś czas temu firma z którą współpracuje chciała sprzedawać używane oprogramowanie i według prawników:
1. Konta z oprogramowaniem nie mogą sprzedać, bo to zakazane w regulaminie usługi i mogą ich za to dojechać.
2. Mogliby sprzedać oprogramowanie, gdyby dało się je odpiąć od konta w danej usłudze (czy to Adobe czy Epic Games). Ale że sie nie da, to teoretycznie nie można sprzedać - mimo, że jako nabywca mamy prawo sprzedać to, za co zapłaciliśmy (z wyjątkiem dostępu do konta wielu osobom, bo to piractwo).
Więc NIBY można to sprzedawać, a NIBY nie można - pewnie nic się nie stanie do czasu, aż duża firma, której oprogramowaniem handlujemy, się do nas nie doczepi. W myśl tego, wszystkie tanie konta z licencjami OEM są nielegalne - mimo, że wyrok z TSUE, który tutaj ktoś już wrzucał, temu w teorii przeczy.
Prawda jest taka, że powinni się u nas za prawo autorskie wziąć i uaktualnić przepisy.
Z innej beczki - https://www.tweaktown.com/news/74191/playstation-5-pro-with-multi-gpu-tech-outlined-in-new-sony-patent/index.html Ciekawe ile w tym prawdy... :P Ja wiem, że PS5 Pro najpewniej prędzej czy później w jakiejś postaci się pojawi - ale jak już przed premierą faktycznie coś w temacie się dzieje, to chyba tym bardziej lepiej wstrzymać się z zakupem next-gena. :D
No i powoli argumenty przeciwników Epica się wyczerpują - pojawiają się osiągnięcia, teraz wsparcie modów, niech jeszcze dorzucą "centrum społecznościowe", gdzie będzie można dyskutować i jedyne co hejterkom zostanie, to ciśnięcie, że "epic tworzy monopol". :P
Edytka: wróć, nie ma jeszcze koszyka. Biada tym, co to na raz kupują 15 gier.
Ktoś wie co się finalnie stało z protoplastą żaby? Dostał jakiś wyrok czy tylko pokazówka, że złapali "24-latka z Piekar Śląskich"? Choć pewnie jakby go skazali, to by w świecie growym było głośno.
Temat myślę, że wyczerpał elathir, pytanie faktycznie do czego OP potrzebuje budy.
Hydro najpewniej jeździł tak w VR. :P
A co do energetyków, tego ścierwa nie powinien pić nikt.
Generalnie wolałbym wykorzystać do tego celu program z dwóch powodów - by mieć więcej jak 1 dodatkowy numer i by nie być ograniczony zasięgiem sieci (z którym u mnie czasami różnie).