Tunelowe nudy, "UE5 slop" gdzie za optymalizację odpowiada wyłącznie Nanite, ręce programistów nie dotknęły tego tytułu. To jest prawie dosłownie Fort Solis, tylko w innym settingu i z odrobiną więcej walki. Ładny mocap, fajna praca kamery zgapiona z God of War 2022. Zagadki środowiskowe prostackie, dużo większym wyzwaniem jest znalezienie opcjonalnych miejscówek niż faktyczny progres. Wyżej wspomniane tunele, lokacje wyglądają w miarę ładnie i wydają się przestronne, ale w większość miejsc po prostu nie da się wejść przez niewidzialne ściany lub stopnie powyżej bioder protagonistki. Schizofreniczne głosy w słuchawkach zamiast próbować zmylić gracza lub potęgować samotność i fatalizm, tak jak w jedynce, stały się podpowiadczkami, które mówią, co i jak robić, gdy spędzi się w jednym miejscu więcej niż 10-15 sekund. W pewnym momencie fabuły można dokonać wyboru, ale nie ma on kompletnie znaczenia, fanboje tłumaczą to genialnym zagraniem twórców, że tak naprawdę to specjalne działanie Złego Typa, a Senua nie ma na nic wpływu, dla mnie to zwykłe lenistwo i brak budżetu lub czasu na choćby odrobinę odejścia od linearności.
Najpierw próbowałem grać na 1660S, ale gra gotowała mi grafę. Na 3060S było już dużo lepiej. 7-8 godzin spacerowania w cenie 240 złotych, lepiej kupić na promocji.
Jeden ze starszych przykładów "cashgrabów", nudny i nijaki rail shooter, który dawało się osobom, których się nie lubi.
Uniwersum Callisto Protocol nie ma nic wspólnego z NWTD, podobna data nie implikuje korelacji wydarzeń w tych dwóch grach. Równie dobrze możesz pisać, że w 2000r. p.n.e. i 2000r. n.e. działo się to samo.
Linearne 5-6 godzin rozgrywki warte obecnie 100 złotych, można rozszerzyć do ~8 jeśli gracz chce zobaczyć wszystkie zakończenia i będzie przy okazji pomijać znane już dialogi.
Od strony światotwórczej bardzo fajnie, widać, że przy pracy było więcej artystów, niż programistów. Dystopijny, neo-noir Nowy Jork, który czerpie garściami z innych kulturowych perełek. Projekty znane z lat 40. i 50. łączą się z futurystycznymi rozwiązaniami, od samego miasta, przez broń i pojazdy, aż po sposób prowadzenia historii. Część zrzucanych na gracza informacji nie jest do końca jasna z marszu i nawet lizanie każdej ściany w poszukiwaniu "fluffu" nie udzieli odpowiedzi na wszystko, ale to jest na plus, XXIV wiek budzi dużo niepewności. Muzyka jest poprawna, pasuje klimatem, ale nie prezentuje niczego wyjątkowego, żadna nuta nie zapadła mi w pamięć.
Od strony technicznej jest "tak se" moim zdaniem, i też widać, że do pracy wzięli się artyści, a nie programiści. Gra wygląda znośnie, ale wśród recenzji nie widziałem chociaż jednej, gdzie piszący grał bez, tfu, DLSSa lub innej metody upscalingu. Oprawa potrafi na tym ucierpieć ze względu na efekty cząsteczkowe (które wyglądają okropnie, gdy TSR/FSR/DLSS robi swoje), a bez tego klatkaż jest godny pożałowania. Detekcja kolizji jest niekonsekwentna i gracz może przejść przez przedmioty, które są "fizyczne", część po prostu znika, żeby np. pokazać z bliska właściwe podłoże, co zazwyczaj nie ma sensu, bo wszystkie możliwe interaktywne elementy zawsze są "na wierzchu". W pierwszym z dochodzeń wyrzucany przez gracza papieros ma dość specyficzną geometrię, potrafił kręcić się w nieskończoność na ziemi, a po stanięciu na nim wystrzeliło mnie w tekstury, poza poziom (udało się to zrobić 3 na 5 razy :) ). Gra nie posiada żadnego poziomu trudności, minigierki są absurdalnie proste i wymagają albo wciśnięcia jednego/dwóch przycisków, albo spamowania ich, żeby wykonać jakieś QTE. Gracz nie musi przykładać jakiejkolwiek uwagi do tego, co robi, bo gra rozgrywa się sama, wystarczy jedynie chodzić od znacznika do znacznika. W etapach badania znalezionych poszlak i łączenia ich ze sobą można to po prostu zbrute-force'ować, nie da się popełnić błędu, źle dobrane dowody będą jasno zaznaczone jako złe, protagonista lub bohaterka wspierająca po prostu rzucą jakimś komentarzem i tyle, trzeba anulować wybór i zaznaczyć coś innego. Walki w zasadzie żadnej nie ma, strzelać w teorii nie można, w praktyce sprowadza się do głupiego QTE, i to wyłącznie w wyznaczonych momentach. Samochodem jeździć/latać się nie da. Nie licząc efektów cząsteczkowych i w/w papierosa, każdy element otoczenia jest "wypalony" w poziomach, nie można niczego kopnąć lub popchnąć. W jednym miejscu udało mi się wejść po wiadrze farby na poręcz i przejść do odgrodzonej części mapy. Możliwe, że "normalny" gracz by tego nie zrobił, ale w poszukiwaniu lore próbowałem wszystkiego, czy aby czegoś przede mną nie ukryto. Podczas cutscenek widać i czuć, jak modele "snapują się" między animacjami, jak na tak nowoczesny silnik to wygląda to strasznie drętwo, na miarę UE3. Parokrotnie utwory w soundtracku ucinały się nawzajem, gdy próbowałem wracać do wcześniejszych segmentów, które gra uważała za "wyczyszczone".
Ogólnie nie jest źle, spodziewałem się kolejnego "slopa" na "piątce", ale grę chyba ratuje to, że intryga wciąga i nie można sobie na zbyt wiele pozwolić w trakcie rozgrywki. Gdyby kosztowała więcej niż tę stówkę, to raczej bym spadł jeszcze dwa oczka w dół. Jeśli miałbym to do czegoś porównać, jest to praktycznie to samo, co Fort Solis, tylko bez idiotycznych rozwiązań w fabule i z kilkoma dodatkowymi formami interakcji. Na tę chwilę jest ok, można zagrać raz lub dwa i zapomnieć. Żeby poczuć się jak faktyczny detektyw, poleciłbym raczej Shadows of Doubt, które też nie jest wolne od wad, ale daje tzw. wolną rękę, co jest absolutnym priorytetem dla P.I.
Wypadałoby napisać, że pancerz Sarugami jest jednak krytyczny do wygrania tej walki, a nie wspomnieć w jakimś durnym dymku, szczególnie że i na filmach oraz screenach gracz miał właśnie tę zbroję - inaczej Owan nie jest możliwy do pokonania.
Straszny apologizm i absurdalne argumenty, nie rozumiem dlaczego wystawiasz tę ocenę porównując grę do poprzedniej części remake'u, a nie do oryginalnego MW3 sprzed dekady. MW3 2023 to absolutne gówno, w którym fabuła nie trzyma się kupy, kampania to dosłownie sklejka misji ze Spec Ops/Warzone, tylko że w pojedynkę bo twórcy nie zdążyli zaprogramować sojuszniczego AI, dialogi nie trzymają się kupy a zabicie Soapa nie porusza nikogo, dosłownie odstrzelili jedną z kluczowych postaci w grze, a jedyne, co robią postacie, to Price czy któryś tam typ stwierdzający "jeden KIA". Potem ta tragiczna scena rozsypywania prochów, która w ogóle się nie klei. Shepard jest zabijany w cutscence, bez ingerencji gracza - i ja mam niby po tym cokolwiek poczuć? Gra jest do przejścia w 3 godziny na wysokim poziomie, Act Man zrobił ją w 4 na najwyższym. Porównywanie tego gniota złożonego z "singleplayerowego" Warzone ze Splinter Cellem to plucie na tę drugą serię.
W ustawieniach jest opcja przywrócenia starej, szaroburej palety kolorów, jak w jedynce.
Bardzo dobry horror psychologiczny, jest mnóstwo sposobów na przejście gry, wiele zakończeń (które niekoniecznie prowadzą do właściwego "finiszu"), i pomimo niedociągnięć np. w kaskadzie animacji to jest to świetny, symboliczny tytuł opowiadający o trudnych tematach z elementami fikcji.
Moja ulubiona część Settlersów obok trójki. Bardzo fajna i dobrze napisana kampania, za dzieciaka niektóre misje potrafiły sprawić trudność (głównie z powodu wymogu "parcia do przodu") i spędzałem nad nimi sporo czasu, ale z perspektywy lat uważam że to ja ssałem, a nie gierka. O ile dobrze pamiętam, to w przeciwieństwie do poprzednich części tutaj działania przeciwnika były oskryptowane, z normalnego AI zrezygnowano, ale nie wydaje mi się, żeby to był wielki problem. Oprawa się zmieniła, ściany tekstu na start zastąpiono dialogami, ale na pewno daleko temu od bycia "killerem" serii, nie bez powodu gra nie ma numerka przy tytule.
Z wiadomości pisanych przez deweloperów wiadomo już, że bliżej tej grze będzie do Hunt: Showdown niż do Escape From Tarkov. Zbierania lootu i innych pierdół nie należy się spodziewać we wczesnych fazach gry. Ogólnie wygląda całkiem spoko, ale trailer zdecydowanie był po prostu wprowadzeniem do lore i nie ma zbyt wiele wspólnego z właściwym gameplayem.
"Stalker z lotu ptaka" to zbyt szerokie określenie, bo Tunguska nie przenosi ważniejszych elementów wyróżniających tamtą serę, jak chociażby A-Life, ale inspiracja jest zdecydowanie widoczna. Fajny erpeg z walką w czasie rzeczywistym, dość liniowy, ale z mnóstwem aktywności pobocznych. Gunplay jest co najmniej bardzo dobry, AI przeciwników "ludzkich" ponadprzeciętne, a pozostałych już mniej. Jedyny mankament to DLCki które choć tanie, to i tak są wręcz wymagane do czerpania największej radochy z grania.
Grę zgarnąłem za darmo na GOGu (i nadal za darmo jest). Unikatowa oprawa graficzna przedstawiająca alternatywną rzeczywistość kolonialnej Ameryki Północnej i utarczek między Hiszpanami, Anglikami i tubylcami. Strzelanie jest całkiem przyjemne choć AI potrafi popalić, i jeśli w okolicy jeden wróg Cię wypatrzy, to cała reszta też będzie wiedzieć. Najbardziej boli brak polskiego języka i to, że nawet grzebiąc w silniku nie da się takiego zaprojektować z użyciem polskich znaków.
Jeden z najlepszych RTSów wypuszczonych na początku XXI wieku. Trzy fabularyzowane kampanie pozwalające graczowi na ich przechodzenie różnymi sposobami, mnóstwo modyfikacji dodających wycięty i zmyślony content oraz żyjąca do tej pory scena PvP, w której z rąk do rąk przechodzą tysiące dolców wśród graczy z całego świata.
Cyberpunkowy świat będący z jakiegoś powodu nijakim miastem z chińskimi znaczkami, w którym każdy mówi po angielsku. "Elytarna" jednostka policji złożona z dwóch przestępców, lekarza-alkoholika i niemego niepełnosprawnego, którzy pyskują przełożonemu albo się z nim całują. Na każdej z misji mają pozwolenie na strzelanie do wszystkiego co się rusza, a potem płaczą, że strzelali do wszystkiego co się rusza. Protagonistka, przypominam - policjantka, członkini służby, która ma dbać o cudze bezpieczeństwo i być ramieniem sprawiedliwości, a nie sądem ostatecznym, zasuwa z kataną, a w sekwencjach animowanych jako jedyna ma idiotyczny strój zajumany z CP2077. Ten cały dowódca najemników Richter to dosłowny ripoff Raidena z MGR, wyłączając wąsy oczywiście. Minigierki w śpiewanie i jedzenie ramenu (i czytanie wikipedyjnego artykułu o tym ostatnim przez australijskiego narratora???), które są przydługie, niezabawne, nie wnoszą nic do przebiegu gry, bo relacje między "elytarną" jednostką w ogóle nie istnieją i nikt nigdy później do tego nie nawiązuje. Plot twist na koniec to w ogóle żenada, który wprowadzono chyba wyłącznie dlatego, że tuż przed goldem deweloperzy połapali się, że wypuszczają gniota i ostatkiem sił chcieli wykombinować coś, żeby gracz poczuł się wywalony z kapci i współczuł protagonistce, no ale nie. Żenujący, parujący bobek, który wypuszczono w świat i o nim zapomniano.
Jeden z bardziej specyficznych erpegów, jaki powstał - obecnie nazwanoby go "indykiem". Choć na zawiłość wymyślonego przez twórców świata wpływa nie tylko setting i stylistyka, ale też niechlujne tłumaczenie z języka francuskiego (które zawiera mnóstwo slangu niemożliwego do przełożenia na angielski), to jest to jedna z legendarnych gier, które należy spróbować przejść choć raz w życiu. Dynamiczny shooter, drzewka rozwoju postaci, mechaniki hakowania i przedawkowywania narkotyków. Niepowtarzalna gra.
Bardzo ciekawy świat przedstawiony rzucający gracza w dystopijną przyszłość opartą o koncepcję gestaltu, wśród twórczości growej najbardziej wypromowany przez serię NieR. Horror przełączający się między widokiem "z góry" a kamerą pierwszoosobową, łączący mechaniki point'n'click z typową eksploracją gry przygodowej. Niepowtarzalny klimat wzbogacony o ambient i muzykę klasyczną, ciężko powiedzieć o Signalis cokolwiek złego.
janosik6, nie ma problemu - kupiłem Starfielda w wersji Premium Edition dającej dostęp do early access, więc miałem możliwość grać od 1 września.
Niby już nie "prawdziwy" Homeworld, bo jednostki poruszają się w jednej, naziemnej płaszczyźnie, a nie kosmicznych dwóch, a jednak styl rozgrywki nadal taki sam. Piękna, tribalowa muzyka wzorowana na kulturze Sahelu i Afryki zachodniej, ładna grafika, ciekawa fabuła będąca prequelem wydarzeń z pierwszego Homeworlda. Każda misja daje więcej możliwości, wolności i zwiększa tym samym poziom trudności, a ich kończenie daje mnóstwo satysfakcji. Szkoda tylko, że trwa ok. 10 godzin.
No właśnie fabuła nie jest aż tak zawoalowana jakby się mogło wydawać, problemem jest to, że ją strasznie pocięto tymi logami pochowanymi w różnych miejscach i gracz znajduje je w różnej kolejności, dlatego pod koniec najlepiej puścić je sobie po kolei. Plot jest mniej więcej następujący:
spoiler start
Celem tego projektu Frontier jest terraformacja Marsa, by umożliwić hodowanie roślin na czerwonej pustyni. Do tych Compoundów oznaczonych 02X wykorzystywana jest ziemia z płaskowyża Solis, która jest radioaktywna (bardziej niż sama planeta czy przestrzeń kosmiczna), a kombinezony, w których operują pracownicy, nie są dostosowane do takich warunków, więc pojawia się ekspozycja na promieniowanie, która powoduje choroby najpierw pszczół (które poprzez zapylanie miały przyspieszyć proces rozwoju roślin), a potem ludzi - i ich ostateczną śmierć. Problemy ze zdrowem są ukrywane przez naukowców i firmę stojącą za Frontier Project, bo w końcu znaleźli mieszankę zdolną do utrzymania roślin przy życiu. Wyatt, morderca, ześwirował, bo nie miał kontaktu z rodziną, był uziemiony przez burze piaskowe, odebrano mu uprawnienia i uciszono za próbę powstrzymania rozwoju tego projektu. Ubzdurał sobie, że to jakaś infekcja która zabija ludzi, więc uznał, że wybicie wszystkich pracowników placówki powstrzyma ten projekt raz na zawsze, no i tu zaczyna się interaktywna część gry.
Po drodze jest ta sprawa z drzwiami od hangaru uszkodzonymi przez "bestię" i fragment skały z zadrapaniami po pazurach, z jakiegoś powodu "słynni jutuberzy" kretyńsko stwierdzili że na Marsie są obcy, podczas gdy najprawdopodobniejsze wyjaśnienie to działanie Wyatta, by wystraszyć załogę placówki i zakończyć prace bez zabijania kogokolwiek.
spoiler stop
Względnie realna i dość przyziemna fabuła jest okaleczona przez idiotyczne decyzje typu: Wyatt nie chce, by Compound 026 trafił w czyjekolwiek ręce, więc wysyła próbkę do własnej rodziny. Albo że skoro na Ziemi atmosfera staje się niezdatna do życia, to zamiast próbować ją oczyszczać, lecą hodować rośliny na planecie, która tej atmosfery nie ma w ogóle. WTF?
TOW ogrywałem w dniu premiery. Pierwszy od dawien dawna tytuł, w którym muzyka z motywem przewodnim w menu głównym mn wzruszyła do łez, Justin E. Bell to jeden z najbardziej utalentowanych kompozytorów jacy współpracują z twórcami gier.
Gra działa gorzej niż wygląda, ale spadki płynności były niewielkie. Świat bardzo ciekawy, wybory mające "właściwe" konsekwencje, które trzeba przemyśleć, względnie naturalny system looter shooter i dużo sposobów na eksplorację miejsc.
Czekaj, co? Mylę się, bo próbuję przejść grę po swojemu i mi się nie podoba, że jednak tak nie mogę zrobić, bo niezmienny i z góry ustanowiony poziom trudności jednocześnie wymusza konkretne podejście do przeciwnika? Raju, ludzie nawet nie wiedzą jak bardzo nie potrafią czytać cudzych wiadomości ze zrozumieniem, ale żeby tego dokonać trzeba trochę myśleć.
Starfielda przerobiłem w niecałe 100 godzin. Jestem przyzwyczajony do tego, że współczesne erpegi blokują wątki poboczne, gdy progresuje się ten główny, więc jak tylko dano mi wolność eksploracji po przydługim wprowadzeniu zabrałem się za robienie wątków frakcyjnych, pobocznych i aktywności. I zrobiłem źle, bo te wszystkie poboczniaki były tak dobrze napisane, z ciekawymi bohaterami, wyborami, nad którymi serio się trzeba było zastanawiać, i nowym contentem, że główna oś fabularna to mizerna i toporna pielgrzymka - jeden w miarę ciekawy quest, kilka nudnawych pretekstów do eksploracji, znów jeden ciekawy quest, znów kilka nudnawych pretekstów do szukania X i klikania Y. Prawdopodobnie powinienem robić na zmianę main quest i side questy, no ale to już nie moja wina tylko debilnej branży growej, która z jakiegoś powodu boi się rzucać graczy w głęboką wodę.
Towarzysze są tacy se, Sarah to chyba najbardziej irytująca postać przy której nawet Adoring Fan jest fajnym gościem. Najpierw mówi mi, że Konstelacja ma moralne prawo do popełniania przestępstw jeśli ma to pozwolić na odkrywanie nieznanego, tymczasem każde moje użycie wytrycha lub kradzież komentowała w stylu "ALE TY WIESZ, ŻE TO NIE TWOJE?! NIE WOLNO TAK!", jedynie Barrett ratuje sytuację, bo potrafił rozbawić i miał widok na świat podobny do mojego.
Budowanie statków to super sprawa, każda firma oferuje różne części i można sobie budować jednolite pojazdy lub mieszańce, i praktycznie każdy design wygląda spoko. Walki w kosmosie budzą emocje szczególnie na początku, gdy nie ma się przeważającej siły ognia, jakieś losowe spotkania, babcia oferująca jedzenie, gitara. Posterunki mi nie podeszły bo po dwóch godzinach latania przez układy nie znalazłem ani jednej planety, na której mógłbym zbudować outpost potrafiący "sam się utrzymać", więc dałej sobie spokój.
Gunplay jest nawet niezły, chociaż wymagałby dopracowania, bo w teorii stawia na przemieszczanie się między osłonami, ale nie można się do nich przyklejać, wrogowie mogą się wychylać zza ścian częściowo lub strzelać na oślep, gracz zawsze wychodzi zza nich "w całości". Wybór broni nie jest zbyt wielki, co częściowo niweluje możliwość ich ulepszania, podobnie z ubraniami. Walka wręcz została po raz kolejny spieprzona i mam wrażenie że Bethesdzie nigdy nie uda się zrobić gry, w której można się cieszyć z walki mieczem czy nożem - ani TESy ani Fallouty tego nie oferowały, tu jest tak samo. AI się zachowuje czasem głupio, skradanie bez wymaksowania odpowiednich drzewek i parametrów to tylko nieprzyjemność (z towarzyszami w ogóle nie ma sensu).
Co do wydajności się nie wypowiem, ja gram na szrocie, na najniższych Starfield trzymał sztywne 30 klatek bez żadnych dropów, więc nie mam na co narzekać. Planety są dość pustawe a lokacje małe, nie tak małe jak w Skyrimie, ale to nadal ułamek tego, co rzeczywiście powinniśmy dostać. Na plus spora różnorodność lokacji i dungeonów, którą limituje ułomny generator i sporo osób potrafiło wyladować na tych samych stacjach kilka razy pod rząd albo widzieć lustrzane odbicia enpeców w tych samych miejscach.
Na bugów trafiłem kilka razy, ze dwa razy postacie wtopiły lub wytopiły się z ziemi, gdzieś jakieś dialogi odegrały się kilka razy za dużo, ale były też bardziej irytujące jak źle wygenerowane patterny zamków do otwierania wytrychem, gdzie opcja automatycznego ustawiania kombinacji po prostu się wykrzaczała, albo dublujące się statki po ich upgradeach, albo w ogóle zniknięcie statku i zamiast tego przejąłem kontrolę nad stacją. Nie były to jednak rzeczy, których nie naprawiłby zwykły restart gry, brak soft-locków na plus, bo w poprzednich tytułach to było nagminne w pierwszych tygodniach od ich premier.
Ogólnie bawiłem się całkiem nieźle i miałem nawet zaczynać New Game Plus ale stwierdziłem, że najpierw poczekam na pierwsze łatki, by się nie irytować tak, jak było teraz. Chyba, że pierwszy wyjdzie creation kit, to zagram z modami.
Czy tylko ja kompletnie nie łapię "fajności" braku opcji dostosowania poziomu trudności w grze? Nie wiem, może w Soulsach to działało, ale tutaj ewidentnie twórcy chyba nie potrafili nawet się dogadać, jak trudna ma być ta gra. Większość kontraktów można przejść na luzie dowolnym buildem, czasem robi się trudniej, czasem jest łatwiej - to jest ok. Ale każdy właściwy "boss" jest zrobiony tak, że można go pokonać wyłącznie jednym, konkretnym zestawem uzbrojenia, inaczej ACVI zamienia się w tym momencie w dwu- lub trzygodzinny shitfest klikania przycisków i uników. Z tym "przewidzianym" przez twórców zestawem to kwestia kilkunastu minut.
Na plus zdecydowanie to, że możliwości personalizacji kolorów, detali i ogólnego wyglądu mecha są bliskie nieskończoności i do tego bez mikropłatności - Halo Infinite nie potrafiło osiągnąć czegoś takiego, nie mówiąc już o innych grach. Uniwersum całkiem ciekawe, nie jestem fajnem gundamów ale za dzieciaka grałem w Gun Metal i się dobrze bawiłem. Optymalizacja wydaje się być w porządku, ACVI wygląda ładnie i na moim rigu nie miałem żadnych ścin.
Gry nie przeszedłem, gram tak, jak chcę, a nie według widzimisię developera (w grze za 60 dolców!), który prawdopodobnie nawet "nie tetował" tego, ale zostawił, bo przecież to literalny znak wodny From Software. Jak wyjdzie casual mod to z chęcią do tej gry wrócę.
PS Na klawiaturze gra się dużo wygodniej, korzystając z pada celność auto-targetowania jest zależna od upgradeów, które się kupuje. Lepiej nie dać sobie w kaszę dmuchać i pomachać myszą.
Wczoraj na Twitchu na kanale THQ Nordic pokazano pierwszy gameplay gry - można obejrzeć tutaj: https://www.twitch.tv/videos/1911889460
Ogólnie zapowiada się całkiem ciekawa wariacja nt. Company of Heroes wzbogacona o bardzo ciekawą, a względnie zapomnianą historię, no i rozwijanie swoich żołnierzy oraz tytułowego pociągu pancernego dodaje dużo głębi do wyborów podejmowanych w trakcie walk i po nich.
Jeden z developerów powiedział że contentu ma być na ok. 30 godzin i w finalnej wersji dubbing będzie czeski, po Kingdom Come: Deliverance można się domyślić, że coś takiego jest potrzebne grom. Czekam z niecierpliwością

Chyba najbardziej idiotyczne wytłumaczenie na jakie mogli wpaść po tylu latach smrodu, który po sobie zostawiali. Nachapali się kasy z Patreona, wyżulili dubbing od voice actorów mniej i bardziej profesjonalnych a teraz mają czelność zrzucać swoją niekompetencję na zmarłych już aktorów i braki w dubbingu? Mam nadzieję że ktoś przekształci to pewnego dnia w pozew i wspierający odzyskają pieniądze od tych debili.
Pograłem trochę w wersję Alpha gry, konkretnie 33.17. Zapowiada się całkiem nieźle. O ile mi wiadomo nie ma drugiego detektywistycznego tytułu, w którym większość, jeśli nie wszystko, jest generowane na bieżąco, za każdym razem. Oczywiście na chwilę obecną zdarzają się błędy (misje poboczne potrafią nie mieć żadnej poszlaki pozwalającej na ich rozwiązanie, czasem dotyczą postaci, które wcześniej umarły, coś się może nie pojawić, do tego gra crashuje przy wczytywaniu zapisu gry i trzeba ją restartować), ale jest tu spory potencjał na generator frajdy na wiele godzin. Obecnie tytuł ma tryb z czterema predefiniowanymi, względnie długimi morderstwami, które gracz bada (ale miejsca, postacie i inne szczegóły są losowe) i go właśnie polecam by mieć najmniej problematyczną rozgrywkę, w szczególności na pierwszy raz.
Niedorobiona gra, która w połowie zamienia się z całkiem intrygującej w nudną, idiotyczną wręcz, na miarę tych głupiutkich tytułów o dzieciakach, co trafiają na nawiedzony dom i giną jeden po drugim z ręki ultraprzewidywalnego zabójcy. Całość trwa dwie godziny, nie wiem skąd inni recenzenci wzięli 4, może jeśli przejdzie się to dwa razy, bo ktoś chce zaczynać grę od początku zamiast wczytać zapis - żadna decyzja czy akcja z początku nie ma znaczenia pod koniec, wystarczy wyklikać guziki żeby mieć dobry ending albo pomylić się raz i mieć zły. QTE to relikt przeszłości, robienie z tego jedynej mechaniki to pójście na łatwiznę, absolutnie absurdalna decyzja. Z padem przyciski zmieniają się cały czas, na klawiaturze schemat jest ten sam więc polecam przełączać się na klawę. Większość akcji (w szczególności te ważne) na ekranie pokazuje się na ułamek sekundy, do tego jest w szarym kolorze, zazwyczaj wtapia się w tło, powodzenia trafić wszystko za pierwszym razem, szczególnie gdy ktoś niedowidzi albo nie ma błyskawicznej koordynacji ręka-oko.
Decyzja o zrobieniu tej gry na UE5 chyba była podyktowana brakami w doświadczeniu studia niż chęcią pokazania ładnej grafiki bo wcale nie wygląda lepiej od RDR2, CP2077 czy Armored Core VI, do tego pojedyncze assety zostały wrzucone na odwal się i gra potrafiła mi dropić z 60 do nawet 25 FPSów w konkretnych miejscach, z pewnej pozycji. Magia optymalizacji trisów czy quadrów przez silnik zamiast w trakcie modelowania to nadal tylko magia.
Taki głupiutki tytuł powinna trzymać gra aktorska, skoro ani gameplay, ani fabuła nie dają rady - voice acting jest bardzo dobry, podobnie dobrze pokazano emocje na postaciach, ale to wszystko nagle się urywa od połowy gry na potrzeby idiotycznej fabuły. Całe szczęście, że to tylko dwie godziny grania, bo bym zmarnował cały wieczór.
Zdecydowanie warta oczekiwania gierka, już teraz dostępne jest jedno demo, drugie będzie pod koniec sierpnia. Klimat się leje gęsto, dubbing też na miejscu. Autorski system dynamicznego oświetlenia słonecznego pokazany na jednym z filmików robi wrażenie, przełączanie się między kamerą z rzutu izometrycznego na TPP to literalnie Resident Evil. Fajne, oby tylko nie okazało się mega liniowe i krótkie.
Gra nudna jak oglądanie rosnącego mchu. Ze Stalkerem to nie ma nic wspólnego, zwyczajne durne MMO złożone z fetch questów, które żeruje na innej marce kusząc mutantami i anomaliami (może dlatego zmienili nazwę na Stay Out). 90% populacji serwerów to ruskie boty, z którymi nie da się pisać nawet w ich języku. Questy są pobugowane i wskaźniki potrafią pokazywać je w innym miejscu niż są naprawdę. Raz quest się kończy zanim go w ogóle zacznę robić, innym razem nie chce się ukończyć albo kończy się i nadal okupuje miejsce na liście.
Ruscy przez wysoki ping są jedynie utrapieniem w PVP, nieraz mi ktoś śmignął potwora sprzed nosa albo zostałem ostrzelany przez chłopa który u mnie w ogóle nie znajduje się w okolicy. No i cheaterzy, którymi developerzy wydają się w ogóle nie przejmować. Polecam dać sobie spokój i poczekać na Stalkera 2.
Bardzo przyjemna gra, zarówno w singlu jak i coopie/PVP, szkoda tylko że developerzy i KRAFTON (ci od PUBGa) skazali ją na śmierć. Poza fixami, które pojawiły się w zeszłym roku, nic nowego już nie będzie dodane.
Narzędzia modderskie to w zasadzie okrojony SDK do Unreal Engine, jest bardzo skomplikowany dla osób niemających doświadczenia w game developingu, nie dziwi więc praktyczny brak modów, które według twórców miały trzymać TTO przy życiu.
Szkoda że zdechło, chrzanić KRAFTON, że na to pozwolił, pozostaje liczyć, że twórcy zarobili wystarczająco dużo kasy, by myśleć nad sequelem, który będzie przystępniejszy i rozwijany.
Trailer z 9 lutego br. daje ogromne nadzieje, że ta gierka może się udać i nie być kolejnym early-accessowym goofy ah tytułem który skończy się w dwie albo trzy godziny. Liczę na to, że walka i eksploracja świata nie zostaną potraktowane po macoszemu na rzecz tuningu pojazdu, którego mogłoby w ogóle nie być.
Powyższy przypadek dobitnie pokazuje, jak skomplikowanym przedsięwzięciem jest [...] ich aktualizowanie
Nie, niczego nie robi dobitnie ani nie pokazuje, że aktualizacja tłumaczeń jest skomplikowanym procesem - wystarczy nie dawać stażystom odpowiedzialnych zadań, takich jak akceptacja pull requestów bez ich sprawdzenia. Ubishit jest Ubishitem od lat i takie "wpadki" na miarę jednoosobowych niezależnych studiów gier niczego nie zmieniają.
Nawet nie usłyszałbyś różnicy względem oryginalnych plików audio Dagotha, gdybyś nie przeczytał, że to głos odtworzony przez AI.
To zdecydowanie jest kompletnie inny produkt niż to, co pokazano w 2013. Silnik RV3 został wyeksploatowany maksymalnie, dzięki systemowi Creator DLC społeczność otrzymuje gigantyczne dodatki pokazujące różne teatry wojny (zimna wojna w Niemczech, Wietnam, Sahara Zachodnia etc) a społeczność modderska nadal jest aktywna. Nie ma drugiego takiego tytułu jak Arma 3.
Ale gniota wyprodukowali, ostatni raz taką drętwotę czułem w powietrzu jak grałem w Vampyra. Nie wiem co Luminous zrobiło z kasą, jaką dostali na produkcję tego gniota, ale na pewno nie wydali jej na development. Fabuła sztampowa i głupia jak stary but, bohaterka w ogóle nie odczuwa emocji a dialogi są prowadzone jak gdyby mówiło je AI, walki są fajne tylko wtedy, gdy samemu się kombinuje, a kombinować nie trzeba bo wciskając jeden czy dwa przyciski wszystkich się rozwala. To coś nawet ładne nie jest, gigantyczny downgrade w porównaniu do trailerów. Lepiej omijać szerokim łukiem, bo nic lepszego się z Forspoken zrobić nie da.
Jeden z lepszych sandboksowych indyków na PC, który miał okrutny i biedacki start, a obecnie jest w całkiem grywalnym stanie, z ogromny community wydającym modyfikacje zmieniające zarówno pierdoły jak i całą dostępną treść. Gra cierpi na trochę błędów wynikających z samego silnika Ogre, który był darmówką i dawno stracił wsparcie, więc developerzy Kenshi mogli we własnym zakresie naprawić lub częściowo usprawnić zaledwie fragment wszystkich minusów silnika. Gierka 10/10.
Dwójka jest w drodze, LoFi Games się cały czas powiększa, imo Kenshi 2 wystartuje z dużo większą dynamiką.
Gorąco zachęcam do pobierania aktualnych wersji spolszczenia z oficjalnych, autorskich źródeł: Steam, ModDB, NexusMods albo strona FLATlabs. Spolszczenie do Kenshi jest już w wersji 0.2.2, to prawdopodobnie nie działa. :)
https://steamcommunity.com/sharedfiles/filedetails/?id=2371787869
Rewolucyjny erpeg jak na tamte czasy, który wizualną reprezentacją odstawał od mechaniki, jaką krył w bebechach. Świetnie napisany i przedstawiony świat, który od ponad 20 lat jest wzbogacany przez społeczność dodającą wycięty przed premierą content przy pomocy narzędzi modderskich, które do dziś są nie do pobicia ani przez inne studia, ani nawet przez samą Bethesdę. Genialna, dynamiczna ścieżka dźwiękowa, od groma nielinearnych ścieżek zadań mogących zająć ponad 100 godzin.
Szkoda że w zestawieniu, tzn w ankiecie, nie ma Morrowinda. Gra mojego dzieciństwa.
Tak się wszyscy podniecają tą nagością, a w Age of Conan to było na porządku dziennym.
Aż mi się przypomniało intro z Dawn of War... Tylko brakuje tu trochę tej typowiej dla uniwersum "krwawości". :P
Defense, nie defence. A gra zapowiada się być super świetnym tytułem. Ciułam kasę na kolekcjonerkę.