W ogóle nie miałem zamiaru kupować gry, bo to nie mój gust. Skusiłem się na kluczyk wyłącznie dlatego, że ruscy z łatwych do domyślenia się powodów urządzili sobie chamski bombing oceny tej gry. Stwierdziłem, że kupie, włączę na kilkanaście minus i wystawię pozytywną oceną pisząc, że fajne, ale nie dla mnie.
Tymczasem właśnie ukończyłem główną historię i jeszcze szczerze zadowolony. Oczywiście na najniższym poziomie trudności, bo takie gry to zupełnie nie moja bajka. Grało się super! Pozornie idiotyczny system poruszania się (który można zmienić w opcjach), a już szczególnie jego animacja które tak mnie zniechęcały do gry w grze nie przeszkadzał, bo podczas grania patrzy się głównie na przeciwników, a nie na postać. Gra ma fantastycznie ogromne pole do popisu tego jak chcemy grać. Karty występują w 3 odmianach: są przedmioty wymagające naładowania, magia zużywająca manę, oraz artefakty, czyli pasywne dodatki na stałe blokując jakąś część many. Można używać maksymalnie 10 kart. To czy chcemy mieć dużo many i walić finezyjnie czarami, czy też być pewnym artefaktów, albo używać przedmiotów zależy wyłącznie od nas. Dodatkowo karty można ulepszać, jak i ulepszać ich odmiany, które można znaleźć. Możliwości z czasem stają się ogromne, ale wcale nie powodują, że nie wiemy za co się brać. Walka jest tu głównie zręcznościowa, choć oczywiście trzeba realizować jakąś taktykę, choć na najniższym poziomie trudności za wiele tego nie ma.
7/10 - co myślę jak na gracza stroniącego od takich gier jest wyjątkowo wysoką oceną.
Nigdy bym sobie takiej gry nie kupił. Za wygląd, który zniechęca do przeczytania czegokolwiek o tej grze. Klucz dostałem, a właściwie to wygrałem, zainstalowałem "żeby sprawdzić" i utknąłem na kilkanaście godzin, bo ta gra to coś zupełnie innego niż wygląda.
Wygląda na kolejny słodki craft-survival dla młodszych odbiorców. Tymczasem to gra logiczna, eksploracja z domieszką metroidvanii i w dodatku wcale nie taka łatwa. Jest tu walka i jest to słabsza strona tej gry, choć głównie dlatego że pozostałe są bardzo dobre!
Supraland, to przede wszystkim GRA, taka jakie "były kiedyś".
Grafika - wbrew pozorom można się do niej przyzwyczaić i to szybko. Wygląda z początku słodko-pierdząco, ale w gruncie rzeczy jest tu utrzymany dobry styl. Animacje raczej średnie, jednak w grze w niczym to nie przeszkadza.
Dźwięki są co najwyżej dobre, ale już muzyka jest sporym plusem gry. Ponieważ to gra eksploracyjna to bez solidnej muzyki nie ma klimatu, tu jest wszystko bardzo dobrze.
Fabuła - coś tam istnieje. Jest tego prawie nic, choć jest to spójne. Prawie każdy NPC poczęstuje nas jakimś dymkiem do przeczytania, jednak w większości przypadków mowa będzie o celach misji i to wcale nie zawsze będzie oczywiste co jest do zrobienia. NPC służą jako podpowiedzi do samej rozgrywki.
Rozgrywka - w zdecydowanej większości to łamigłówki środowiskowe i to na prawdę bardzo dobrze zaprojektowane oraz satysfakcjonująca eksploracja. Do gry trzeba się trochę przyzwyczaić, być czujnym i starać się być spostrzegawczym. Ja nie jestem, a jednak dałem radę. Przez pierwsze pół godziny nie wiedziałem co robić i właściwie to już myślałem że zaraz się z grą pożegnam, wówczas zerknąłem na poradnik i dopiero wtedy zrozumiałem co to za gra. Potem przez kolejne kilka godzin mordek aż mi się uśmiechał gdy znalazłem kolejna skrzynię z bonusami wzmacniającymi postać lub zające jej nowe możliwości, beczkę, którą trzeba oddać sklepikarzowi, czy też przy rozwiązywaniu zagadek.
Opiszę kilka mechanik:
Skok, podwójny, potrójny.
Strzał z broni, który przechodząc przez np. lawę zostaje pokolorowany i ma inne możliwości.
Przywołanie fioletowego kwadrata, na który można wskakiwać. Ale też na przykład położyć na przełączniku (by zastopować jakiś mechanizm), by móc gdzieś przejść, po czym przywołać go w inne miejsce by mechanizm się uruchomił co pozwala na przejście w docelowe miejsce. Można nim też np zablokować samozamykające się drzwi.
Fioletowa lina - przyczepiona wysoko do drewna pozwala się gdzieś wspiąć. Ale można ją połączyć w ów omawianym kwadratem i jakimś drewienkiem i przepuścić strzał z broni, co zmienia strzał na kolor fioletowy by móc coś otworzyć.
Czasem jednak cel może być zasłonięty przez jakąś ściankę, ale do strzału po czasie odblokujemy coś a'la laser, który trafiając w kulę jej powoduje eksplozję obszarową w wybranym momencie, co użyte tuż za naszą ścianką-przeszkodą powoduje trafienie.
Farbowanie - z otoczenia (kwiatek, drzewo), czy też naszych możliwości (fioletowy kwadrat, zielona kula teleportacyjna) kolorujemy np. "klucz" by uzyskać kolor potrzebny do otwarcia drzwi. Ale to tylko na początku jest tak łatwo, potem te zagadki często są znacznie bardziej zawikłane!
Elektryczność - możemy rezygnując ze skakania tak przewodzić prąd, jak i będąc namagnesowanym poruszać się wzdłuż metalowych obiektów, czasem nawet bardzo wysoko. Ale i elementów gdzie trzeba się szybko odmagnesować i skoczyć nie zabrakło.
Gąbka. Można ją wziąć i przenieść. Czasem może pomóc jej kolor, czasem warto ja zmoczyć by przewodziła prąd, lub była cięższa.
Opisałem kilka (zaledwie) mechanik by uświadomić potencjalnego gracza, że te mechaniki są ze sobą bardzo intensywnie pomieszane, oczywiście im dalej tym relatywnie tego wymieszania więcej.
Minusy gry. Jak wcześniej napisałem, to gra w stylu jakie były kiedyś. Gracz nie jest prowadzony za rączkę, czasem jak się coś przegapi, można utknąć na długo. Mnie zdarzyło się dwukrotnie, a ponieważ nie lubię marnować czasu, to wspomogłem się youtubem gdzie bez problemu można znaleźć solucję. Były to momenty gdy coś przegapiłem, lub nie domyśliłem się jakiejś mechaniki, a takich momentów w grze jest dużo. Są one jednak wprowadzane stopniowo, więc tu nie ma poczucia przytłoczenia. Minusem też jest według mnie walka - trochę tak po macoszemu zrobiona. Jeśli zwiedzamy dokładnie mapę (a ukrytych miejsc jest CAŁA MASA) to będzie ona bardzo łatwa, a dokładniej będzie to znęcanie się nad przeciwnikami. Według mnie to dobrze, że nie dowalili tu trudnej walki, bo gra zrobiłaby się zbyt toporna, ale niektórym może nie pasować.
Czasem z konieczności domyślania się o co chodzi gra mocno traci na tempie, zmuszając do pałętania się to w jedną, to w drugą stronę, co nie było fajne.
Do plusów - świetnie zaprojektowane zróżnicowane lokacje z masą smaczków, fantastycznie zaprojektowanie całego świata i rozwoju bohatera, mapa (jak już znajdziemy) sami opisujemy rysując, ekstra zagadki, sporadyczne ale fajne poczucie humoru.
Nie przepadam za grami w stylu "domyśl się co mieli na myśli twórcy", frustrują mnie one. Supraland w wielu momentach taka właśnie jest, jednak została tak zaprojektowana, że odkrywanie tego daje frajdę i przy przytłaczającej ilości zagadek - jest fair.
8/10. Świetnie dopracowane możliwości gry, acz przestrzegam - nie jest to łatwa gra.
Geralt jest za bardzo powiązany w książkami, zupełnie wyeksploatowany i nierozwojowy. Spec od fajnych tekścików i zerowego zaskakiwania, bo i niby czym mógłby zaskoczyć? Tradycyjna utratą pamięci???
Mnie w DA:I grało się lepiej niż w W3, który jest fenomenem open world fabularnym, z fajnymi mini bossami, ale nie ma więcej mocnych stron. DA:I to lepszy rozwój, bardziej zróżnicowany świat, super klimat własnej twierdzy, ewoluujący fabularnie bohaterzy. W W3 pokochałem Serce z Kamienia - imo najlepsza część tej gry, szkoda że całość taka nie była. Obie gry są dobre, ale jednak DA:I to u mnie tak na 9,5, a W3 na 8,5.
Jednym słowem "wow".
Bardzo pozytywne komentarze, to nie jest przypadek. Mam na koncie zaliczonych kilka horrorów, wcale nie zamierzałem kończyć kolejny, miałem to włączyć, sprawdzić i zapomnieć.
Słowem wstępu - w grze doskonale jest dawkowany strach i dreszczyk. Tego pierwszego nie jest za wiele, to drugie przenosi nas w sam środek gry i nie pozwala się oderwać. Grę przeszedłem jedynie z przerwa na spacer z psem.
Pierwszą rzeczą która rzuca się w oczy jest silnik gry - Unity. Wiadomo że da się zrobić w nim dobrą grafikę, lecz zwykle odbija się to na wymaganiach gry wręcz katastrofalnie. Tu tak nie jest, oczywiście są znacznie lepsze silniki ale to kosztuje a Unity nie.
Dźwięki w horrorach to sprawa priorytetowa. Są bardzo dobre, no może z minusikiem.
W grze stale coś się zmienia. A to aktualna mapa (bo obejrzeliśmy się w za siebie), a to klimat, a innym razem wyrasta, nieskończenie wysoki pokój. Surrealizm goni psychodelię, a psychodelia paranoję. Jest klawo jak diabli. Nie ma tu nic statycznego co można by przyrównać do zwykłego zwiedzania i znajdowania liścików na czym polega większość horrorów.
Gra ani razu nie przestraszyła mnie na tyle bym miał dość, myślę że twórcy postawili na wrażenia które gracz ma otrzymać , bo to sprawdza się fenomenalnie. Gra dostała kilka nagród i nie wątpię że na nie zasłużyła. Dla mnie to najbardziej udany horror w który grałem.
Jedyne "ale" to fakt, że nie wierzę abym miał ochotę grać kolejny raz by ujrzeć inne zakończenie.
9/10.
Bez wątpienia moja perspektywą jest tu część pierwsza. Doznałem szoku w dwójce, to jak mało mnie wciągnęła. Jedynka miała świetną korelację pomiędzy naszymi działaniami, a tym co to zmieniło, jednocześnie zwięzła opowieść i sygnały sprawiały że imersja nas pochłaniała. Dzięki temu chcieliśmy więcej i dokładniej grać.
W dwójce to zupełnie nie działa, po 1/4 gry był to już dla mnie symulator chodzenia, sztuczki otoczenia były nudne, a z konieczności ucieczek jedna właściwą drogą wyłączyłem w opcjach gry, bo powtórzenia uznałem za stratę mojego czasu.
Ani jedynka, ani dwója nie było straszna, jednak część pierwsza za sprawą silnej imersji dostarczała dreszczyku, który jeszcze bardziej potęgował wrażenia z gry. W dwójce go nie uświadczyłem. 6-8 godzin trzymania klawisza "w" i operacji myszką.
Poszatkowana historia gry odrzuciła mnie od chęci poznawania jej, a głosy (i odgłosy) zwykle bez polotu.
Grę ukończyłem przed momentem, emocji zero, mało co z tego chodzenia zapamiętałem. Oczywiście na dobre zakończenie nie mogłem liczyć, ale i zupełnie nie poczułem się do niego zachęcony. Niczym.
Plus gry to fajna grafika, częste zmiany otoczenia i efekty specjalne co w sumie stworzyło jedyny zawór by nie powiedzieć grze spływaj.
2,5/10. Nie kojarzę aby kolejna część jakiejś gry aż tak bardzo mi się nie spodobała, jedynkę oceniłem na 9.
W żyłach ruskich toczony jest imperializm. Trzeba uderzyć w każdego na wszelkie sposoby, by każdy otrzymał wreszcie to, czego nie pogryzie i ząb złamie. To nie sam Putin jest problemem, a wychowany na propagandzie niemal cały naród. Przez lata przyzwyczailiśmy się do nich myśląc, że są normalni, bo byli w grach, sporcie, muzyce, jako turyści ect. Ale oni nie są normalni. Żaden normalny naród nie napada na inny jak Niemcy na Polskę w 1939, a to właśnie ruscy zgotowali Ukrainie za ogromnym poparciem społeczeństwa. Odkłamując ich propagandę nie sprawisz że od razu wszyscy uwierzą, bo jak napisałem - żyłach ruskich toczony jest imperializm. Potrzeba lat.
Odciąć od wszystkiego, odizolować, na każdym kroku pokazywać, że są sami, a inni razem.
Bardzo dobrze, trzeba z głowami rosjan walczyć na każdym kroku, nawet pozornie błahym, każdego zmusi do myślenia coś innego. W dalszej perspektywie robimy to dla własnego dobra. Oni przez propagandę są równie zniszczeni co ci z Korei Północnej. Właśnie przez długoletnią akceptację wydawało się że są tacy jak my. NIE SĄ, obecnie to umysłowa dzicz.
Stylistyka gry sprawiła, że nigdy bym jej nie kupił. Ale było na Epicu. Kurczę, jaka ta gra jest dobra, absolutny rodzynek. Gra jest krótka, za to naszpikowana fajnymi pomysłami, czasem zaskakującymi. Dołączam ją do moich ulubionych platformówek logicznych obok Nihilumbra, Limbo i MO:Astray.
A najlepsza za free jest
- dla 1 gracza
- rpg
- w stylu anime (niestety)
I nazywa się Eternal Senia.
Steam: Przytłaczająco pozytywne 97% (11,588).
Sam grałem i z przyjemnością ukończyłem.
Jest także bardzo ładna platformówka trójwymiarowa - Twin Stones: The Journey of Bukka.
Ogólnie znam sporo takich tytułów, nie to co spece z Gry Online. :]
Najbardziej wciągający gniot growy jaki spotkałem. Sama rozgrywka jest tu na prawdę słaba i to bardzo, ALE satysfakcjonująca, elementy skradankowe naiwne, ale satysfakcjonujące, elementy logiczne są dość prymitywne, ale satysfakcjonujące, elementy bardziej zręcznościowe są tu niemal żałosne, ale satysfakcjonujące. I tak połączenie ów "ale satysfakcjonujące" ze świetną oprawą audio w tym voice actingiem i dźwiękami, bardzo ładną grafiką w tym efektami, szczegółami i animacjami, ślicznymi lokacjami i przede wszystkim fabułą oraz całym klimatem który wytwarza gra sprawia że to na prawdę fajna gra. Fabularnie pod względem konstrukcji przypomina mi niektóre japońskie erpegi, gdzie historia ciągnie za gracza rączkę będąc jednocześnie genialną przygodą w która się przenosimy dzięki także ciekawym postaciom. Imersja to największa zaleta tej gry i to dzięki niej te wszystkie mierne elementy nie nudzą.
Słyszałem wiele opinii, że gra jest za łatwa i choć to prawda, to całe szczęście że taka jest. Że twórcy nie postawili na wyższy poziom trudności, bo wówczas z całą pewnością oberwało by się samej imersji, bowiem słabości rozgrywki o których wspominałem zostałyby uwypuklone, przez co bardzo pozytywny odbiór gry dostałby obuchem po łbie i jestem tego pewien. Absolutnie pewien.
Inny minus gry to szczury, które przez swoją absurdalną ilość oraz animacje sprawiały wrażenie bardziej skażonej wody niż czegoś choć odrobinę nieprzyjemnego.
Jestem fanem ciekawej rozgrywki oraz postaci, niekoniecznie samej fabuły i jej głębi, jednak bawiłem się na prawdę dobrze.
7,5/10 i jak najbardziej polecam.
Nie jest to interaktywny film, ani symulator chodzenia. To krótka opowieść w komiksowym skróconym stylu podparta audiowizualnie. To też mój pierwszy kontakt z Lovecraftem. Całkiem ciekawe, brakuje tu jednak odrobiny rozmachu, klimatycznie jest raczej średnio a klimat to wszystko w tej aplikacji, którą grą bym nie nazwał.
Jednakże jest to krótkie i darmowe, fajnie więc sprawdzić. Czy na GOG, czy na Steam, czy choćby walkthrough na youtube - praktycznie bez znaczenia.
Nie wiem tylko z jakiej racji Gabe Newell odebrał tę nagrodę. Jeśli już ktoś dba w jakiś sposób o platformę pc to jest to Microsoft, cokolwiek by o nich nie mówić. Valve może się wykazać swoim systemem operacyjnym SteamOS do gier (wszyscy używamy, prawda?).
Ostateczne ustalenia | Ignadon | Zadania poboczne
https://www.gry-online.pl/poradniki/elex/&PART=83
Jest też trzecie rozwiązanie, przed oddaniem broni i pancerza Eliemu można zabić Wilka przebywającego w kopalni. Eli się ucieszy że ktoś wykonał za niego robotę, ale stwierdzi że musi się pozbyć ostatniego światka jego ucieczki i zaatakuje gracza. Po wygranej można odzyskać Broń Eliego.
Nie jestem fanem anime, jednak zapomnieć o Chocobo z Final Fantasy to hańba, jakiś noobek to tworzył.
Nie rozumiem oceny What Remains of Edith Finch. Co w tym nudnego? O.O Zupełnie nie kapuję. Na podstawie tej samej logiki można stwierdzić przecież, że
Planescape: Torment jest nudne.
Ja tu raczej wyczytałem brak umiejętności gracza, który spowodował frustrację niszczącą w miarę sprawiedliwą ocenę gry. Nie jestem fanem przygodówek, bo mnie nudzą... :) Ale akurat tę łyknąłem za jednym zamachem.
Przecież gamepad jest w pełni związany z platformą pc, o co Ci chodzi? Nie żyjemy w latach '90.
Wstępniak:
Tales of Symphonia, to typowy przedstawiciel jrpg ze zręcznościowymi walkami w czasie rzeczywistym w konwencji walk "my vs oni" na jednym ekranie. Mamy grę która posiada znacznie więcej mechanik niż człowiek jest w stanie ogarnąć w czasie jednego przejścia gry. Mamy oczywiście genialnie rozpisane postacie, stopniowo poznajemy ich powody zachowań, widzimy jak ewoluują. Mamy też oczywiście miks anime+głupotki+infantylizm, co nie każdy jest w stanie zdzierżyć. Pomijam tu fanów anime oczywiście, oni mają znacznie łatwiej. ;] Muszą być więc przemówienia w przed walką, nieustanne ucieczki wrogów po pokonaniu, rozmowy zatroskanych kompanów gdy wokół świat płonie ect. Mamy jednak to co najważniejsze - fajną przygodę, oraz (moim zdaniem) absolutnie świetny gameplay, bo walki przypominają mi najlepsze gry z czasów NES/SNES, a nawet są lepsze - bo w grupie. Ba więcej, walki można rozgrywać w trybie kooperacji offline. Gry jrpg z wyższej półki często są tworzone jak "gry życia", co ma także swoje konsekwencje w ich długości, rozległości, rozmachu który ciężko czasem ogarnąć.
Strona techniczna:
Jedyne ale gry to ograniczenie do 30 fps. Jest na to nieoficjalny patch, ale u mnie nie zadziałał. niemniej wyjątkowo mało mi to przeszkadzało, a najmniej (niespodzianka) w samych walkach! Jestem maniakiem płynności, a dałem radę.
Udźwiękowienie:
Jest dobrze, w porywach do bardzo. Muszę jednak zaznaczyć że grze jednak brakuje czegoś więcej. Zacząłem grać już w kolejną Tales of Zestiria i tam od razu muzycznie jest lepiej. Muzyka jest dość klimatyczna, jest dobrym tłem, jest fajna w walkach, ale brakuje tu tego czegoś, jest jej bardzo dużo. Odgłosy podczas walki są już bardzo dobre, także widać i słychać co się jedzie, innymi słowy - czuć. Polecam jednak obniżyć Battle SE/Voice Volume do około 50 i 42.
Strona graficzna:
Stara gra staro wygląda, jest ten element rozmazania bardzo widoczny. Gra bardzo słabo wygląda w trybie eksploracji między miastami. Natomiast znacznie lepiej prezentuje się architektura w miastach, czasem nawet świetnie. a już najczęściej jest super w wielu pomieszczeniach, które są często pięknie i gustownie ozdobione. Ta szczegółowość mnie serio zachwyciła. Zachwyciła na równi z animacjami, których staranność przy tak starej grze była zaskakująca. Jasne, w walkach są to typowe pasujące pod skille, jednak w cutscenkach, a nawet samo otwieranie drzwi wygląda bardzo naturalnie. Efekty specjalne podczas walk są już zupełnie ok.
Storna fabularna:
Potasuj kary, a dowiesz się czym jest fabuła w jrpg. ;) Właściwie to potasuj 10 talii kart, bo fabuły jest tu cała masa. Zwrotów akcji na pewno tutaj nie brakuje. Wymagany angielski na niskim poziomie wystarczy, używany język jest zwykle bardzo prosty. Muszę jednak przyznać że jak na długą grę, to emocjonalnych momentów jest mało i nie robią większego wrażenia. Nie czułem emocjonalnego związku z postaciami, choć były one dla mnie ciekawe i oczywiście jeszcze bardziej relacje pomiędzy nimi (to jest bardzo dobre). Niestety w grze kilka razy się pogubiłem i nie wiedziałem co dalej - musiałem zerkać na solucje. Opis misji nie zawsze tłumaczy należycie co dalej. Misje poboczne są tu bardzo drugorzędne, ale często lepiej napisane niż kawałek części głównej. Czasem brakuje takiego akcyjnego prowadzenia za rączkę. Postacie są bardzo wyraziste i każdą z nich polubiłem (nie od razu), fajny voice acting, choć sam domyślnie główny protagonista Lloyd ma trochę nudny głos.
Rozgrywka:
System walki to majstersztyk. Mamy drużynę max 8 i wybieramy z nich czwórkę, która bierze udział w walkach, co zawsze można zmienić. Ze względu na fabułę, czasem jest to mniej. Każda z postaci ma swój ekwipunek, skille i czasem też magię. Dla każdej postaci wybieramy pozycję (linia frontu, pomoc, z tyłu), taktykę poruszania się, używania magii i skilli. Co ciekawe - gracz nie ma obowiązku uczestniczyć w walkach, można go ustawić w tryb automatyczny. SI podczas walk działa dość dobrze, z cała pewnością można współpracować z innymi postaciami nabijając kombosy. Gracz sterując z jedną z postaci ma do wyboru mniej skilli niż SI za to poza czterema które sam ustala jeszcze dwa inne które mogą być jego, lub determinować skill innej postaci. Jest też super mega wypas kombo skilli wszystkich walczących postaci naraz, gdzie też ustalamy ich skille.
Postacie mają umiejętności tak ofensywne, jak i defensywne, uniki, oraz różne leczenie. Tu jedna bardzo ważna sprawa - grając na linii frontu moim zdaniem bez gamepada nie ma nawet połowy frajdy, jednak postać dystansowa czy mieszana spokojnie może grac na klawiaturze.
Czasem gra może okazać się dość trudna, ale spokojnie można czy to zmienić poziom, czy też wbić kilka poziomów, jednocześnie zbierają walutę by kupić lepszy ekwipunek.
Słabiej wygląda zróżnicowanie zadań, bo choć są zagadki (fajne), to jednak gra opiera się o świetną walkę i fabułę. Rozwój postaci (ich levelowanie) opiera się o tytuły. To ważny element gry. Postacie zdobywają tytuły osobno, niektóre z nich nie dodają nic więcej podczas awansu na kolejny poziom a inne sporo, dlatego nie powinno się tego zaniedbywać. Tytuły zdobywamy za np. walkę na arenie, osiągnięcie wysokiego poziomu, podczas fabuły, ilości kombosów podczas walki, a nawet zmienianiu broni. Warto poczytać więcej o "titles". Gra mnie zupełnie nie męczyła, wciągała, ale chyba ten brak zróżnicowania czasem jakby otumaniał i ogłupiał. Na to rada - ustawić inne skille, lub zupełnie inną postać. :]
Oczywiście są miksturki leczące i wzmacniające. Jak na jrpg przystało mamy różny system poruszania się, na początku tylko chodzimy, potem jest mount, łódź i finalnie statki powietrzne. Przy tych ostatnich słabości graficzne otwartego świata są nieco minimalizowane. Mamy także gotowanie, które używamy na ekranie podsumowującym po walce. Każda z postaci ma umiejętność, która rozwijamy. Ekwipunku jest masa, zwłaszcza akcesoria robią świetną robotę, dając nam odporności, dodatkowy exp, czy walutę, HP/MP po zabiciu każdego przeciwnika, lub samoodnawialne podczas walki, krótszy cast skilli i wiele innych.
Finalnie:
Pomimo wieku, to nadal świetny produkt, szkoda jednak że ilość misji nie jest tak obcięta o połowę, lub nie ma trybu przyspieszenia walki w trybie automatycznym, tzn jest, ale za pomoca Cheat Engine. ;] Zwłaszcza expiąc, lub wracając do starych lokacji przydaje się aby nie było nudy.
7,5/10.
Miałem napisać parę słów o grze po przejściu jej, niestety się nie chciało, a w międzyczasie przeszedłem 8 innych. Będzie więc dość chaotycznie.
Ponieważ gra była w paczce Humble i kluczyk można kupić do dziś za mniej niż 10 zł, oraz należy częściowo do mojego ukochanego gatunku, to parę słów się należy.
Moim ulubionym gatunkiem nie jest z cała pewnością anime. Kocham jednak współpracę gracza z drużyną sterowaną w czasie rzeczywistym przez sztuczną inteligencję kontra otoczenie. Niestety prawie wszystkie takie gry to anime (...), więc jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Albo... czego się nie ma.
Shining Resonance Refrain okazało się jednak czymś więcej. To gra na jednego gracza, która jest symulatorem MMORPG. Poza kooperacją z drużyną są też dungeony służące levelowaniu (które częściowo sami ustawiamy), oraz oczywiście i randkowanie (dużo lepiej zrealizowane niż przy wizualnych opowiadaniach o randkach, na prawdę mnie wciągnęło), oraz stroje i tu jest w czym przebierać, masa zmyślnych potworów. Cały kształt świata przypomina mmorpg. W pełni przypomina go także całkiem atrakcyjny styl walki mocno oparty o skille, choć niestety tu pojawiają się znane ze zwykłych rpg ograniczenia ilości skilli które wybieramy i to uważam za błąd.
Fabuła, pomimo mmo klimatu bierze nas za ręce i porywa w swój świat. Trzyma się kupy, jest oczywiście naiwna, ale i całkiem ciekawa. To co na prawdę mi się spodobało to sama walka, oraz levelowanie postaci. Kiedyś sporo grałem w mmorpg, jednak od dawna już skończyłem z tym.
Masa muzyki dobrej jakości, dobrze podkreślającej klimat. Pod tym względem przerasta gry mmorpg, co dość zrozumiałe, bo sam tytuł jak i gra do muzyki właśnie nawiązuje, także jej niektóre mechaniki. To jak ważna jest muzyka w długich grach jest nie do przecenienia. Muzyka mocno zmienia nasz nastrój, jest głównym składnikiem tzw. "klimatu". Jest tu chyba ponad 100 utworów z czego każdy z nich to zwykle ponad 20 minut (!), choć powtórzeń nieco jest, ale mimo to nie jednokrotnie one same w sobie mają zróżnicowanie. Mało który nawet dojrzały mmorpg aż tyle oferuje. Gra obfituje w muzykę, jest z nią też zespawana fabularnie.
Świetny zarys postaci oraz voice acting sprawia że z częścią z nich faktycznie chce się wchodzi w tzw. romanse i chodzić na randki, co tworzy fajną płaszczyznę przy wspólnej eksploracji i walkach. Nie trafiłem na żadną grę, która by dorównywała tej w tym aspekcie.
Z minusów - czasem za dużo łażenia, gra choć gustowna to nie jest jakoś szczegółowa.
Ciężko mi ocenić, w dodatku po czasie symulator MMORPG. 7.0, a może nawet 8,5 czy coś pomiędzy. Gra choć lukrowa to wciąga, system walki dawał mi to uczucie, które znałem gdy grałem w mmo - na moim barkach jest więcej niż na pozostałych, to ja odpowiadam za resztę. Gra gloryfikuje gracza także fabularnie i kurczę, jest to miłe. Jest to jednak pełną gębą anime z Japonii (Chińczycy mają choć inklinacje do patosu). Jeśli nie zanudzi może się okazać strzałem w dziesiątkę, jednak nie polecałbym komuś, kto z anime chciałby zetknąć się po raz pierwszy, zwłaszcza jeśli nie grał nigdy w mmorpg.
To świetna gra dla dość małej rzeszy ludzi, z których część musiałaby umieć przełknąć cukierkowe anime. W tym co robi jest super, jednak target jest mocno ograniczony. Na pewno jeśli szukasz współpracy ze sztuczną inteligencją w pokonywaniu innej SI, to warto spróbować.
Roguelite, po śmierci zaczynamy od nowa, ale najważniejsze, tzn bronie i itemki zostają. Doświadczony gracz pierwsze lepsze zakończenie (jest ich masa) może zobaczyć w 10 minut.
Świetna gra, choć bariera wejścia jest ogromny. Gra prawie nic nie tłumaczy, fabularnie jest średnio (choć ma masę klimatu), ograniczenie do 30 fps nie możliwe do usunięcia (chyba pierwsza taka gra którą jednak przeszedłem), do tego masa opcji broni, a także tworzenie nowych, style, umiejętności - przerasta człowieka. Bohater główny to tylko nasz awatar, więc milczy jak w TES. Mamy jednak masę wyborów, czasem podjęcie walki w innym momencie rozmowy skutkuje innym rozwiązaniem sytuacji.
Plus za niski poziom trudności :]
Gracz w ogóle nie jest prowadzony za rączkę, rzec by można że można grę ukończyć i skapnąć się bo - "o napisy!".
Niemniej jednak jak się uprzeć to tytuł staje się dość wdzięczny.
7,5/10.
Właśnie ukończyłem. Kampania na singla z jednej strony mało wciąga, ale z drugiej gra się dobrze. Taki dziwny defekt - nie chciało mi się zaczynać każdej kolejnej misji, ale po jej rozpoczęciu pełna imersja i skupienie. Szkoda, że wycofana ze Steam. Deficyt takich gier jest wielki i każdy jeden tytuł jest potrzebny.
Gra pomimo iż jest 6DOF, to w praktyce zamiast góra/dół znacznie ważniejsze są uniki, przynajmniej podczas kampanii, no ale w multi i tak się już nie pogra.
5,5/10.
Nie mam pewności co do oceny, bo chwilę przed tą grą ukończyłem Everspace, a to może robić różnicę.
"Obecnie generalnie większym uznaniem cieszy się fantasy niż science fiction czy będący niszą wewnątrz SF cyberpunk."
Fantasy nieustannie ewoluuje, miksuje z innymi gatunkami, zmienia, więc i czasem olśniewa. Cyberpunk zamknął się w czterech ścianach i siedzi tam od 20 lat. Wizjonerów brak. To nie tak że cyberpunk jest słabszy. Po prostu albo coś się rozwija tracąc część swoich korzeni, albo zdycha w roszczeniach purystów.
Kiedyś świat technologicznie rozwijał się wolniej. Dziś wszystko jest znacznie szybsze. Jeśli w latach '80 ktoś stworzył wizje świata "za 40 lat", to by utrzymać ten odstęp trzeba by stworzyć wizję świata za 150 lat?
Cyberpunk 2077 jak każda gra z ów uniwersum jest po prostu odgrzewanym kotletem. Może olśniewać fabułą, grafiką, gameplayem, ale bez szans że olśni nas sam świat.
Skały wyglądają bardzo nienaturalnie. Wielki słodki szczur także mało gustowny. Walka wygląda jak fajne drewno w rzeczywistości jest jednak dużo gorsza, co pokazują wyskakujące obrażenia. Nie ma znaczenia rodzaj uderzenia, siła ciosu z lewej czy prawej taka sama. Wszystko dobijają bardzo słabe odgłosy broni, które w dodatku są takie same przy trafieniu jak i pudle. To co jest pokazywane na pewno nie wyjdzie w tym roku jeśli ma pokryć choćby kawałek obietnic.
Najlepszym wskaźnikiem jakości powstających tytułów niezależnych jest ich długość. Jakość zabawy dzielimy na ilość godzin. Dzielnik w wysokości ponad 100 godzin oznacza klapę po całości.
Graficznie łatwo przewidzieć, że gra poza niektórymi miejscówkami będzie mieć ubogą architekturę, a to niestety rozłoży na łopatki każdy długi tytuł, bowiem świat zawsze będzie wydawał się pusty, a to da uczucie nudy.
Dubbing nie uratuje tego projektu. Gdyby pokazano np. wypełnianie dwóch czy trzech misji i w istocie byłoby to ciekawe, to to mogłoby uratować Farathan.
Jeśli chodzi o kampanię na singla, to BF4 w ogóle nie polecam, bo to jakiś żart. Wyobraź sobie, że grę zrobił Twój szef i Twoja mama. No i masz BF4.
Zawsze jakoś omijałem serię. Parę lat temu jednak przeszedłem Assassin's Creed Liberations HD. Było całkiem ok. Mając większość gier z serii postanowiłem zacząć przygodę.
Assassin's Creed Director's Cut to najłatwiejsza pod względem walki, najbardziej powtarzalna gra jaką kojarzę i dotyczy to zarówno każdej z lokacji, jak i misji, oraz walki. Chcesz wygrać? Czekaj na kontratak, jak przez kilka sekund nikt nie atakuje, to rusz postacią by się ci straszni napastnicy odblokowali i zaatakowali. Jeśli widziałeś grę przez pierwsze 5 minut, to tak samo będzie wyglądać do połowy gry, bo do aż tylu dotrwałem. Podejrzewalm że tak wygląda całość gry. Tam się nic nie zmienia. Ogromnym plusem gry jak na tamte czasy są na pewno wspaniałe animacje, które do dziś dają radę. Jednak cały koncept gry to moje największe growe rozczarowanie. Nuda. nic więcej, tylko nuda.
Gra ma beznadziejne aktywności, parę misji pobocznych co moment powtarzanych, najłatwiejszy i najnudniejszy system walki jaki w ogóle kojarzę kiedykolwiek, który w dodatku jest dynamiczny jak śpiący żółw w swojej skorupie w akwarium.
Przeciwności losu naszego bohatera są dwie. Pierwsza to strażnicy, którzy się respią i potrafią wyłazić w grupach tuż po ubiciu poprzedniej, co równa się kolejnym minutom łatwiej i nudnej walki (tak, nuda to poziom trudności w tej grze), oraz problemy gry ze zrozumieniem akcji gracza. Czasem więc spadniemy zamiast przeskoczyć czasem schowamy miecz zamiast złapać za kołnierz i odepchnąć przeciwnika (mogłoby to frustrować, gdyby nie fakt, że ta usterka gry jest najbardziej emocjonująca częścią walki...), notorycznie przeskoczymy gdzieś indziej niż chcemy, lub wskoczymy podczas biegu choć wcale nie mamy na to ochoty.
Lubię grać w średniaki, oraz starsze tytuły, lubię mieć na swoim monitorze 200-300 fps, żeby było płynniutko. Fajnych gier jest tak dużo, że nie mam ciśnienia na nowości. Część pierwszą AC gdybym porównał z Prince of Persia 2008 jest dnem z fajnymi animacjami i w miarę solidna fabułą. Jednak pod względem rozgrywki to przeszedłem dziesiątki gier mało znanych, które oferowały jakikolwiek poziom emocji. Nawet w Prince of Persia 2008 w którym walk niemal nie ma są one niezmiernie ciekawsze i dynamiczniejsze. W 2007 roku wyszło Jade Empire: Special Edition na PC, które ma piękny, zróżnicowany świat, bardzo fajne postacie, super system walki, znacznie inteligentniejszych rywali, lepszą muzykę, dużo większą i ciekawszą zawartość poboczną, nawet ekwipunek choć skromny to jednak jest ok. Nigdy nie zrozumiem fenomenu pierwszej części AC. To nie jest tzw. Gothicowe drewno, Gothic przy tym to lambada. Tego nie da się porównać pod względem dynamiki z Two Worlds I, o dwójce już nie wspominając, ani z Veneticą, Wiedźminem 1. Część pierwsza AC nie oferuje nawet ciekawych postaci, po prostu w miarę ok fabuła i animacje. Jakby to porównać z drewnianym Morrowindem, czy starym GTA: San Andreas to... zabrakło by słów. Nawet gdyby to porównać do raczej wyśmianego The First Templar, to tam, coś się dzieje, KTOŚ jest, są jakieś zagadki, walki się czymś od siebie różnią.
Mam nadzieję, że kolejne części będą w jakikolwiek sposób ciekawe. Jakikolwiek. Po prawie połowie gry, myślę że mogę wystawić jej ocenę i będzie źle, bardzo źle.
Kupiłem z myślą że przejdę, przeszedłem ponad 250 gier na PC. Z Assassin's Creed rezygnuję, to jest jakieś nieporozumienie. Mocno zniechęciłem się do myśli zagrania w kolejne części.
Polska wersja gry ma jeszcze jeden plus i jest nią Monika Kwiatkowska ze swoim magicznym głosem, znana tez z Mass Effect (Tali’Zorah vas Normandy). W sumie to tez jedyny wciągający głos, reszta jest lepsza w oryginale po angielsku, dużo lepsza.
Tekst jest tożsamy z poradnikiem na Steam, gdyż piszący tez jest tożsamy. :)
Ogólnie o grze
Choć gra nie dostaje ode mnie rekomendacji, to jednak jej bogactwo sprawia że warto o niej wiedzieć coś więcej, mamy bowiem do czynienia z dużą grą. Żali też będzie dużo, bowiem polubić można sam potencjał tej nietuzinkowej gry. Shiness: The Lighting Kingdom to gra walki na arenie na którą jesteśmy przenoszeni gdy natkniemy się na przeciwnika, to gra eksploracji oraz fajnych zagadek do rozwiązywania których używamy specjalne moce naszych bohaterów. Jeśli szukasz świetnej przygody, wyjątkowych postaci i wzruszających paru chwil które potrafią dać gry jrpg to tu tego nie znajdziesz.
Może firma Enigami ma dużo doświadczenia w programowaniu, ale raczej mniej w graniu. Szkoda że zabrakło doświadczonego człowieka podczas tworzenia tej gry, gracza który rozumie jak nie zakatować tych co grę kupią. Nigdy bym tej gry nie przeszedł gdyby nie cheaty, a dokładniej nieograniczona ilość przedmiotów HP, SHI i "tension", bo po prostu szkoda by mi było na to czasu. Cheaty jednak nie raz ożywiły mi grę. Twórcy nie wykorzystali nawet 20% potencjału gry, pewnie jeszcze mniej i stąd pomimo bardzo dobrej oprawy audio-wideo oraz ogromnego rozbudowania tej niepozornej gry prawie nikt jej nie przeszedł na co wskazują osiągnięcia.
Fabuła, dźwięk, grafika, lokacje, animacje.
Dobre animacje, choć nieco cukierkowy to sielankowy wygląd (trochę komiksu, lekko anime)i bardzo dobra muzyka w linii prostej przywodząca na myśl absolutnie legendarne Chrono Trigger z SNES-a i te nutki usłyszymy, tworzą wyśmienity klimat i zachęcają do gry i to bardzo, a nie średnio. Bardziej niż gra jest tego warta. :)
Jeśli gra po odpaleniu sprawia że chce się posłuchać "main theme" to już jest plus. To bardzo rzadkie, miałem tak w Prince of Persia (2008) i Two Worlds I. O ile fabuła nie należy do interesujących - jest słaba - to jednak poprawnie prowadzi akcję gry dając nieco wrażenia udziału w przygodzie, przygodzie którą podkreślają zróżnicowane lokacje, niestety bardziej niż sam gwóźdź gameplayu - walki. Postacie występujące w grze jedynie udają zagmatwane, w żaden emocjonalny sposób nie poczułem się z nimi związany. Cut-scenki w większości opierają się o te same proste animacje dla wszystkich postaci, poza bardziej filmowymi wstawkami, lub komiksowymi, bo te także są, acz moim zdaniem wypadły raczej blado. Realizacja fabuły nie przypadła mi do gustu, pomimo iż spotkałem się już z podobnym miksem w Shuyan Saga, tyle że tam było to ciekawe, no i tam był świetny voice acting, tu go brak, co na bank spłyciło postacie jeszcze bardziej.
Ciekawe lokacje, nieprzesadnie rozbudowana konstrukcja map, ale z odpowiednim stopniem skomplikowania pasującym do gry walki a nie poszukiwacza przygód, pasuje idealnie. Zmiana klimatu graficznego głownie za pomocą oświetlenia (a nie budowy mapy, czy architektury), tu przypomina się gra która też to stosowała - Divinity II. Mnie to razi, choć chciałbym podkreślić, że to sprawa marginalna i pewnie sporo osób nawet tego nie zauważy. Efekty specjalne naszych postaci podczas walk mogą się podobać, jest w nich jakiś "bajkowy realizm", tz. brak tu przesady w stylu anime. Grafika ma swój ciekawy, umowny styl, komiksowo-bajkowy. Jest jednak zrobiona na prawdę dobrze, poruszając się po mapach czujemy się dobrze, można nico odreagować po frustrujących przeżyciach związanych z innymi aspektami gry. Cały klimat gry to taka marchewka, by odreagować po kiju. Bardzo dobra architektura, nawet jeśli dość skąpa to będąc w jednym miejscu absolutnie nie pomylimy go z żadnym innym. To ogromny plus tej gry.
Niektóre gry mają pewną cechę - gdy zaczynają się zbliżać do końca, to gdzieś tam czuję że już niedługo pozostaną tylko wspomnienia co oznacza że z jednej strony pozostawią za sobą coś miłego, z drugiej strony to jednak rozstanie. Tu Shiness się sprawdziło w pełni, pomimo wielu przeszkód fenomenalny klimat gry zostanie ze mną na bardzo długo. To ile razy grając zakląłem pewnie wolałbym zapomnieć, acz nie będzie to zbyt łatwe i będąc szczerym wobec osoby która to czyta wolę uprzedzić. Oj są powody...
Gameplay
Jak w każdym jrpg nasza drużyna powstaje nie tak od razu, w tej grze dość stopniowo i cała piątka będzie już długo po połowie gry. Aktywna postać jest tylko jedna, tzn nie ma AI. Drużyna to max 5, jednak zmieniać w locie można tylko miedzy wybranymi trzema, tak samo i podczas walki. Podróżowanie po świecie daje frajdę, nasza postać porusza się dość szybko dzięki czemu nie ma nudy. Większa mapa również nie jest problemem - są wierzchowce i moim zdaniem bardzo fajnie zrobione, choć ciut za mało zróżnicowane. Na wierzchowcach nie da się jednak walczyć. W pewnym momencie pojawią się teleporty.
Walka czy to zaczęta przez nas czy nie zawsze przenosi gracza na arenę która jest zwykle odzwierciedleniem terenu na którym byliśmy, niemal zawsze. Tu czasem pojawiają się pierwsze problemy z fizyką gry której podlegają nasze postacie i np. po zejściu z kamienia lewitujemy, czasem spadamy na ziemie, czasem spadamy w nieskończoność, czasem zmiana bohatera pomaga...
Walka jest bardzo szybka, nieuczciwa i chaotyczna. Nieuczciwość objawia się możliwością kontr przeciwników, my w praktyce nie mamy na to szans, więc po pierwszym ciosie można się tylko wkurzać całą serią kolejnych, co bardzo źle wpływa na chęć do gry. Przeciwnicy oczywiście nie raz nas skontrują, lub unikną i to w momentach które nawet nie mają jakiegokolwiek sensu, ot gra tak chce i już.
Chaos w walkach zwiększa sterowanie, które hmm jakby to nazwać... "namawia do popełniania błędów". Gra nie została dostosowana do PC, lepiej gra się padem, jednak z myszka z makrami może dać przewagę nad padem. Im dalej w las tym bardziej walki polegają na narzuceniu taktyki, uczeniu się przeciwników. Niby jest to dobre, ale taki Street Fighter przy ogromie możliwości gry wprowadza tylko kolejny chaos. Na czym polega ów ogrom? Czasem walczymy z 1 przeciwnikiem, czasem po kolei z kilkoma. Nigdy nie wiesz gdzie pojawi się kolejny, często na wstępie walki zaczniesz obrywać "bo gra tak chce" i nic nie zrobisz. Z biegiem fabuły normalne się stanie że każda walka to kilku przeciwników i oni sami też często będą różni, ba nie wiesz nawet jaki będzie kolejny. Za mało chaosu? No to teraz przypomnę, że nasza drużyna to 5 istot i każda walczy inaczej. Ruchy te same, ale efekt jest inny, no poza ruchami specjalnymi. Zwykle ciosy, combo, moce. Mało chaosu? No to mocy jest kilka a i my i przeciwnicy mają różne ataki i odporności i nigdy nie wiesz co jest optymalne. Mało chaosu? No to - nasz ekwipunek (który szybko się zmienia!) wpływa na rodzaje mocy i kombo. Mało chaosu? Nasza arena jest ogrodzona i od koloru jej ogrodzenia zależy prędkość odzyskiwania "many" żywiołu. Bezdenna litania możliwości... A teraz powtórzę - walki są szybkie, jak w Street Fighter. Ten absurdalny przerost możliwości nad możliwością ogarnięcia tematu pewnie zmusi niejednego do wybrania jednej głównej postaci którą dobrze poznamy a reszta stanie się piątym kołem u wozu, bo łatwiej się męczyć postacią którą znamy niż próbować wszystko ogarnąć co i tak może potrwać dość krótko - do kolejnej zmiany ewkipunku.
Bardzo, bardzo, bardzo przekombinowano. Beta testerzy chyba nie zauważyli tego, wczuli się w grę pomijając że dla normalnego gracza Shinless to po prostu tylko kolejna gra a nie nowe życie. Zabrakło tu kogoś, kto by walnął twórców kryształem w głowę i powiedział - a teraz pozbierajcie, policzcie i umyjcie te wszystkie małe kawałki nie kalecząc się przy okazji.
Shinless: The Lighting Kingdom przypomina taką robotę głupiego. Nadmiar sensu stworzył bezsens, satysfakcja jest czasowa bo po chwili już żadna a jak wróci to tylko na chwilę. Efekt może być nużący, a nawet jak się wczujemy to po chwili negatywne wrażenia wracają...
Każda postać poza atakiem ręka i noga, blok, unik i odbicie dostaje dużą bazę do rozwoju kolejnych możliwości. Dzielą się one na dwa rodzaje i one same mogą przytłoczyć gracza zniechęcając do gry. Te dwa rodzaje to fizyczne ataki typu combo, oraz moce Shi. W ekwipunku poza tors, ręka, noga głowa są tez da miejsca na kombo i shi. Zdobywamy je walcząc, lub odszukujemy podczas zwiedzania świata, lub jako nagrody. Gdy mamy już nowy przedmiot np. z mocą Shi, możemy go założyć. Poza bonusem do statystyk daje on często możliwość używania nowej mocy Shi, dopóki go nosimy. Jednak ma on swój własny level wskazujący jak dobrze postać (każda z osobna) zna ów moc. Im więcej użyjemy daną moc, tym poziom jest wyższy aż w końcu nie musimy już posiadać ów przedmiotu by nadal używać mocy. Nie wszystkie przedmioty "discipline" mają taką moc, niektóre dają tylko do statystyk bez nowych combo i skilli. Tych przedmiotów jest jednak dużo, w dodatku każda z postaci uczy się ich oddzielnie.
Ponieważ różni przeciwnicy maja różne odporności, to czasem może być nieco kłopotliwie jeśli mamy gdzieś braki w sile rażenia. Grindowanie postaci, a właściwie mocy (bo z levelem się tak nie da) może się okazać bardzo pomocne, choć gra jakoś radykalnie nie karze tego robić. Mam jednak wrażenie że w tym przypadku od przybytku głowa jedna boli, wygrindowanie wszystkich mocy i skilli dla wszystkich postaci nie ma sensu, bo po co nam możliwość używania mało użytecznego skilla bez konieczności noszenia itemka.
W grze są też pomoce (support), które mogą leczyć, dawać odporności np na stun, lub też jakiś żywioł (pod danego przeciwnika). Samo ich użycie jest skomplikowane, najpierw wybieramy postać, potem jaki efekt, potem na kogo ten efekt (postać, wszystkie postaci, przeciwnik), potem w jakim momencie efekt ma zadziałać (podczas oślepnięcia, podczas odzyskiwania Shi, czy też gdy nasze HP spadnie poniżej jakiegos poziomu) ect. No to mamy jedno ustawione "wsparcie" Przed nami jeszcze 3 kolejne i ... dla kolejnych 4 postaci także po cztery "wsparcia". A za chwilę zbierzemy nowe wsparcie, lepiej nam pasujące. """"Dzień *&+_^%$# dobry"""".
System aktywności - genialny, choć już się z nim spotkałem w innych jrpg. Zamiast szukać znajdziek łapiemy różniaste stworki. Część z nich łatwo złapać, inne trzeba odpowiednio podejść a same trofea posłużą nam do craftingu. Niby mała rzecz, a o ile ciekawsza od kolejnych aktywności twórców Assassins Creed.
Zagadki w grze potrafią być dość trudne, choć zwykle takie nie są, ale czasem i za łatwe. Czasem w ogóle trzeba się domyślić że z zagadką mamy do czynienia, czasem wykorzystać dwie postacie by coś rozwiązać, bo i każda postać ma inne umiejętności specjalne stworzone wyłącznie na poczet łamigłówek i ów zdolności zostały przez twórców świetnie wykorzystane dla 3 postaci i zbyt mało dla dwóch pozostałych. To jednak zdecydowanie jasna strona gry, właściwie gdyby postała część druga oparta wyłącznie na rozwiązywaniu łamigłówek to kupiłbym w ciemno. Zwłaszcza umiejętności Poky są miłe dla oka.
Słowa końcowe i podsumowanie
pomysł na grę jest perfekcyjny, jednak poziom trudności i nadmierna a zarazem wątpliwa zawartość daje zły efekt, zwłaszcza że jest ona okraszona nieużytecznym menu.
Plusy:
+ klimat który tworzy muzyka jest moim zdaniem jest fenomenalny, absolutna perełka wśród wszystkich gier
+ bardzo fajne zagadki, choć niektóre trudne
+ świetny pomysł na grę walki (acz średnio wykonany)
+ świetny pomysł na bogactwo ekwipunku (acz słabo wykonany)
+ piękny świat zachęca do zwiedzania
Minusy:
- niesprawiedliwa walka (za szybka, zbyt chaotyczna, losowa, czasem nic nie widać przez skille przeciwników, bo akurat kamera jest w taki miejscu), sporo przeciwników zachowuje się zbyt wymyślnie nie dając szansy na uniknięcie serii ciosów, a czasem nawet kilku takich serii co bardzo frustruje i na pewno obniża oceną gry,
- jeśli się od gry oderwiesz i wrócisz po miesiąc, to bardzo to bardzo trudne. Poziom skomplikowania walk oraz ilości naszych postaci (max 5) oraz mała intuicyjność sterowania sprawia ogromne problemy.
- brak przypisania klawiszy, fatalne domyślnie,
- by łyknąć HP podczas zwiedzania (a nie walk) trzeba wcisnąć dodatkowo klawisz ALT. OMG, co za kretyn to wymyślił...
- rzadko, ale czasem cut-scenki są zespawane z tekstem i niektórym czasu na zrozumienie tekstu będzie zbyt mało.
- więcej użytecznych przedmiotów niż slotów użycia, a nie da się użyć z poziomu ekwipunku.
Bugi:
- lewitacja postaci podczas eksploracji mapy, bo kamień ect.
- lewitacja postaci także podczas walk,
- kilkanaście razy wpadałem pod mapę,
- dwukrotnie nieśmiertelność postaci i walka w nieskończoność z zerowym HP,
- wątpliwa responsywność postaci w walce,
przeszkadzające odgłosy przy próbie użycia mocy zanim to możliwe
- pomimo ukierunkowania na wymianę ciosów brak skuteczności w blokach i unikach, co choć częściowo daje ciekawe wyzwanie, ale i frustruje szczególnie na teoretycznie słabszych przeciwnikach których taktyki już nie pamiętamy,
- źle zrobione przełączanie pomiędzy postaciami, w dodatku działa tylko w jedną stroną, czyli przełączanie w kolejności 1,2,3 a nie można kręcąc kółkiem w drugą stronę 3,2,1.
- podczas walki z postacią powiązaną z fabułą czasem nie mamy podsumowania walki a tuż po niej lub w trakcie następują cut scenki. Niestety w ferworze walki bardzo łatwo kliknąć nawet kilka razy więcej i już scenki nie zobaczymy, więc byłem zmuszony oglądać je na youtube. To błąd programistów którego nie da się go wybaczyć,
- pod koniec gry (pociąg) warto robić nowe save'y, powtarzam nowe a nie nadpisywać. Nie jestem jedyny u którego Poky nie mógł użyć swoich umiejętności a zatem nie mógł rozwiązać "zagadki", to bug i firma Enigami ma Cię gdzieś. Akurat tam postanowiłem poexpić, straciłem 1,5 godziny gry (całe szczęście że nie całą, a tak na prawdę mogło się wydarzyć!!!!!!!1111!), potem już nie expiłem, więc nie wbiłem wszystkimi postaciami 50 lvl, co jest jednym z osiągnięć i w sumie jedynym na którym mi zależało poza ukończeniem gry...
Inne sprawy techniczne:
Nawet słabo chodząca gra powinna być zoptymalizowana pod kartę graficzną, by w przyszłości hulała. Nie ma tu tego, za wiele spoczywa na barkach CPU, wprawdzie gra będzie działać płynnie na średnich sprzętach, jednak nie mamy do czynienia ze szczegółową grafika a ze stylem graficznym który pozostawia sporo wyobraźni. Mam obiekcje czy na lapkach bez dedykowanej karty graficznej będzie się można cieszyć zadowalającą ilością klatek.
Aplikacja sporo doczytuje, bardzo często to widać, spadki są spore, purystom nie wystarczy RAID 0, musi by SSD i mocny procek.
Tu wszystkiego jest "dużo", niestety dużo może mieć przewrotne znaczenie. Dużo serca, dużo niedbalstwa. Dużo klimatu, dużo niesprawiedliwości w walkach. Podobną grą jest Sudeki, jednakże tam w zależności od rozwoju fabuły walczy cały nasz zespół kontra wszyscy przeciwnicy i można po prostu przełączać się pomiędzy postaciami. Fabularnie też tam jest lepiej, jest to jednak rasowy jrpg. Shinless wygląda jakby ktoś chciał zrobić uniwersum, napchać ze wszystkiego ile wlezie i zobaczyć co się przyjmie by stworzyć poprawione część drugą. Szkoda tylko że to moje podsumowanie to nie jest prawda.
Cieszę się że poznałem tę krainę, z drugiej strony cieszę się też że to już za mną. Szkoda że nie ma tu wersji demo, bo samo zapoznanie się że powstało coś takiego jak Shiness: The Lighting Kingdom mogłoby być dla fanów walki i rpg oraz kochających dobrą muzykę świetnym kąskiem.
Programiści, eksperci od słyszenia głosów których nie ma, wizji, psychoz i przede wszystkim sami cierpiący na psychozę. To między innymi oni tworzyli tę grę. Hellblade: Senua's Sacrifice to twór zupełnie z inny, mało podobny do gier. Po przejściu uważam to za wystarczający powód aby po ten tytuł sięgnąć.
Bez wątpienia słuchawki ulepszą odbiór gry.
Jako gra jest dobrze, choć troszkę mam wrażenie że ktoś tu uległ strachem przed trendem "dobra gra, ale za krótka". Hellblade ma nieco nudnych momentów, w których tylko łazimy i które spokojnie można by wywalić i skupić się by gracz zagrał jeszcze raz. Walki są atrakcyjne, choć zwykle zbyt proste "skupienie" zdecydowanie jest "over power". Zagadki są takie sobie, choć często miałem wrażenie zwykłego przełożenia gry logicznej 2D w trzy wymiary. Często też wszystko polegały na zwykłym połażeniu sobie a rozwiązanie niemal samo się pojawi. Gra ma tak potężny klimat audio-wizualny, że przeciętna jakość zagadek jak i nudniejsze sekwencje nie pozwoliły mi drugi raz od jakichś 10 lat zarwać cała nockę by ukończyć grę o 6:30. Warto też wiedzieć że tych słabszych elementów pod koniec jest mało. Może to specjalny zabieg by nadać grze pod koniec dynamikę i ukryć niski budżet gry i wcale nie aż tak bardzo bogatą historię?
Nocka minęła niestety z godzinnym problemem często poruszanym w dyskusjach "fatal error". Rozwiązań wiele, ale żadne nie zadziałało, poza ostatecznym - reinstalacja gry a i później raz się wysypała.
Trzymam kciuki, by druga część była jeszcze lepsza, bogatsza w tekstury i efekty. Hellblade śmiało można porównywać do gier z najwyższej półki, to jedna z najintensywniejszych gier jakie spotkałem.
Swoją drogą wyobrażenie sobie osoby z epoki Celtów czy WIkingów chorej na psychozę w świecie który rządzi się zabobonami i nikt, zupełnie nikt nie jest w stanie już nie pomóc, ale choćby częściowo zrozumieć ją.
Tylko czy tak wiele się od tamtych czasów zmieniło?
10 za przetarcie szlaku w fantastycznej audiowizualnej i narratorskiej formie.
-1 punkt za poważne problemy z grą
- 0,5 za nudnawe sekwencje
+ 1 za to że niebotycznie wciąga.
Tu jednak małe ale. Gdybym miał oceniać Hellblade wyłącznie pod względem rozgrywki odsuwając jej przesłanie i fabułę to wypadła by dobrze, ale nic więcej. Jak pisałem - jest atrakcyjnie ale łatwo, oraz zbyt wolno, więc zrobiłoby się z tego 8/10.
Jeśli tytuł ma zobowiązywać, to Andormeda wypada tu słabo. Jeśli bez problemu (trylogię przeszedłem) chcieć dołączyć do Inicjatywy mająca misję eksploracyjną, czyli coś co bardziej przypomina Skyrim niz Mass Effect, to Andormeda jest grą świetną, bliską doskonałości.
"Mass Effect" zaszkodził tej produkcji, bo kupili ją ci, co mieli pewne oczekiwania odnośnie gameplaya. Tu wszystko jest inne, pomimo iż wygląd może czasem przypominać czasy z Drogi Mlecznej.
Bardzo fajny wątek główny, bardzo dobre poboczne, dzięki czemu "czyszczenie znaczników" jest mega naturalne. Inne gry powinny się uczyć. Graficznie poza twarzami jest super. Niestety jako długa gra ME:A posiada skąpą muzykę i w dodatku mega cichą, polecam wyciszyć inne kanały i zrobić głośniej.
Klimat pomimo słabości muzyki wypada ekstra. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że nie jest to klimat znany z poprzedniej galaktyki, tu poznajemy nowe światy, nie ma tu patosu. Klimat tworzy grafika, oraz częste rozmowy pomiędzy towarzyszami, a tych jest cała masa. Szkoda tylko że nasz bohater rzadko się do tych rozmów włącza. Klimat także ciekawie podtrzymuje SAM.
Gra daje dużo mechanik. Jest łazik którego można ulepszać i którym skanuje się by wydobyć zasoby, można go tez upiększać. Dużo broni, możliwość ich tworzenia w podstawowej jak i zmodyfikowanej wersji, oraz jeszcze dalszych ulepszaczy. W dodatku bronie mają poziomy 1-10. Podobnie z pancerzem, tam jednak ulepszeń jest mniej.
Walka jest bardzo zręcznościowa, a jako biotyk oparta głównie na skillach, co uważam za bardzo atrakcyjne, zwłaszcza w połączeniu ze skokami. Strzelanie "w locie" także bardzo uatrakcyjnia grę. Zasłony działają dobrze. Samo poruszanie się postaci w obszarze misji jest fajne, nie jest mega nudne jak to było w poprzednich częściach. Dodatkowo bezpieczne miejsca gdzie nie mamy kombinezonu maja dość skumulowaną konstrukcję, nie ziewamy trzymając "W".
Fajne dodatki w postaci wysyłania grup uderzeniowych, bonusów za czas spędzony w grze (z czasem dochodzą), bardzo fajnej gry online, która w sumie już w trójce była ok.
Przeszedłem ponad 220 gier na pc i z i sam nie wiem ile na konsole/starsze komputery.
Na bardzo dobre, długie gry gdy już zbliża się ich koniec zawsze reaguję czymś w rodzaju że za niedługo będę tęsknić, choć niby jeszcze gram... Przywiązanie robi swoje.
Tak było z Mass Effect 1, 2, 3 i wieloma innymi grami. Tak było i z Andromedą.
W opiniach często poruszana jest długość gry. Lubię grę kupić i zaliczyć i nie bawić się z nią 50-120 godzin. Dodatkowo jeśli jakość gry nie jest zbyt wysoka to jej długość niemal na pewno zrujnuje odbiór gry. Mirror's Edge jest w sam raz, gdyby było dłuższe, to by było gorsze. Twórcy starali się balansować pomiędzy zagadkami a umiejętnościami gracza. O ile szukanie drogi czasem było fajnym wyzwaniem, to miejsca dotyczące umiejętności są słabe, za mało w nich płynnego biegania! Więcej tu ucieczek czy walki (ich częstotliwość wzrasta wraz z kolejnymi etapami gry). Zbyt często ciekawiej pod względem rytmu parkoura czułem się w Prince of Persia 2008.
Mirror's Edge poznałem już po takich grach jak Prince of Persia (2008), Gemini: Heroes Reborn, czy A Story About My Uncle. Na pewno nie ujrzę przełomowości tej gry skoro inne, wcześniej poznane przeze mnie gry robiły coś lepiej.
W warstwie technicznej jest tak sobie, gra korzysta z 2 rdzeni, na pewno gracz wymaga płynności a niestety doczytywanie w tle działa tak sobie, chyba wolałbym 10-15 sekund spauzować niż mieć lag podczas grania.
W kwestii bugów jest dobrze, czasem nasza protagonistka dziwnie interpretuje chwytanie się rękoma krawędzi i odbija się od nich zwłaszcza w 8 rozdziale, ale nie ma tu nic na prawdę poważnego.
Tekstury, efekty i architektura jest bardzo słabiutka. Całość jednak ma swój klimat i spójność i jednak jest w tym przypadku tylko tłem czegoś lepszego. Trochę szkoda, ale też nie ma sensu przesadzać. W tej grze bowiem twórcy trafnie przewidzieli że ważniejsza będzie muzyka i na grafice można zaoszczędzić. Nie znalazłem tam nic wartego wysłuchania poza grą, jednak podczas gry jest bardzo, bardzo dobrze. Dźwięki dają radę, jedne jak "goniące nas kule" są super, niektóre jak dyszenie ect. dobre/przeciętne.
Fabuła przewidywalna, rzekłbym mizerna, nie stworzyła nic istotnego, tak samo jak i postacie gry, jednak ogół sprawdza się jako przerywnik, coś na nutę obrazków fabularnych z Pegasusa. W dzisiejszych czasach nie jest to plus, ale świetnie przykryty minus,.
Tak jak napisałem, moim zdaniem grze brakuje płynności podczas biegania i jest to odczuwalne. Cierpi na tym czysta frajda. Za dużo tu elementów eksploracyjnych lub logicznych a za mało zręcznościowych i wyczucia momentu. Bardzo dużym minusem wydała mi się brak intuicyjności, w kilkunastu momentach doświadczenie z gry poprowadziło mnie na manowce, bo "wiedziałem", że tam to za daleko aby skoczyć a jednak to tam trzeba było. Nie wiem czy to byłe kwestia skryptów (wydłużanie skoków), czy też nieodpowiedniego pokazania grafiki (światło/cień) co skutkowało brakiem czytelności obrazu. Wiem że niejednokrotnie coś zgrzytało w mojej percepcji, a w takich grach jest to istotne.
Gra wciąga, czasem wkurza, ale nie męczy. Po przejściu fajnie mi z tym że przeszedłem choć na normalnym poziomie spodziewałem się czegoś trudniejszego. Ach no tak walki. Minus jeden do oceny i wolę się na nich nie skupiać, z drugiej strony bardzo, bardzo lubię gry w widoku pierwszej osoby nie będące strzelankami.
Kupione na Origin podczas promocji za 6,99. Cena, długość super. Dobrze że nie drożej i że gra nie dłuższa.
7/10.
Chyba najbardziej ociężały erpeg jaki ukończyłem, no może poza Dungeon Siege 2.
Gra jest po prostu nudna, akcji w porównaniu do czasu gry ma tyle co symulatory chodzenia, teksty mało że słabo napisane (mało że bez polotu, wręcz są dziecine) to są jeszcze w nich błędy pokroju
- Witaj znów (co jest prawdą)
- Dzień dobry, jestem Zbyszko z Bogdańca, tralala...
No przecież każdy widząc znajomego się przedstawia za każdym razem, prawda?
System walki jest teoretycznie bardzo dobry, niestety w praktyce leży i kwiczy. Często kompani zmieniają cel, nie ma po co ustawiać się w logicznym szeregu bo i tak ją ignoruje przeciwnik, a gra nie oferuje żadnych realnych ułatwień. Postacie wykonują polecenia w momencie którego w zasadzie nie znamy co często przekreśla logikę działań, czasem kompani zmieniają cel, czasem któryś stoi nic nie robiąc (kto wie, może próbuje się wrogom przedstawiać?). Postacie mają nieraz problem nawet z uciekaniem... bo aktualnie sterowana z jakiegoś powodu się nie ruszy, więc pozostali wracają. Jest bardzo źle, całe pozytywne założenia walki zostały zmarnowane.
Brak tu jakiejkolwiek epickości, niby jest próba stworzenia jej pod sam koniec gry, ale mało że to już o wiele za późno, to jeszcze tylko na początku jest ten fajny moment uczestniczenia w czymś większym.
Gra każe zgadywać jaki współczynnik należy zwiększyć, by zwiększyć poziom umiejętności np w zielarstwie. Tak więc żeby grało się przyjemniej zwłaszcza na początku przed dodaniem "+1" robimy save'a żeby sprawdzić czy to jest to o co chodziło. Genialne podkopanie grywalności, samozaoranie w pełnym tego słowa znaczeniu.
Niezbyt czytelna mapa i minimapa. Katastrofalny dziennik, który właściwie każe zapamiętywać gdzie jaki npc jest, co strasznie dawało mi w kość przy każdej nowej sesji. Szukanie niektórych npc wraz z mega powolnym bieganiem postaci często rujnowało chęć do gry.
Twórcy nawet nie wysilali się by zadania w których mamy coś odnaleźć (czego na prawdę trzeba poszukać jak np przycisk ect.) były sprytnie poukrywane i to pomimo iż takich miejsc gdzie mogłoby nie brakuje, sam nie raz takie zobaczyłem... ale nic tam nie było. Po prostu ów przedmioty by było jakikolwiek zadanie są... malutkie. Czyż to nie genius nieróbstwa? Ręce i nogi opadają.
Na plus grafika, stara, ale gustowna. Muzycznie także jest ok, choć już same dźwięki są słabiutkie. Pomimo słabych tekstów do poczytania, to zadania wydają się w ciekawy sposób prowadzić gracza przekonując by grał dalej. A może one są po prostu odskocznią od tej masochistycznej gry?
Lokacje tzn miasta, wioski są bardzo fajne. Umowne, ale dające poczucie miejsca w którym jesteśmy. Niestety przy powolnie poruszającej się postaci szybko przestaniebyć ładnie. Teren poza zabudowaniami jest słabiutki, tylko trawa i rzeki go ratują. Podziemne korytarze choć są dobre, to potrafią czasem uniemożliwić skuteczną walkę. Ciekawy zagadek brak, naliczyłem zaledwie dwie.
Jak wiele osób do gry podchodziłem kilkukrotnie, szybko się od niej odbijając. Po przejściu czuję ulgę, ale na pewno Drakensang: The River of Time nie tknę. Spodziewałem się że grając z uporem w pewnym momencie gra mi się spodoba. Owszem, bez fajerwerków ale czasami tak bywało, ale te chwile trwały zbyt krótko, większość gry to nuda. Gra cierpi na permanentny zanik jakiejkolwiek dynamiki w jakimkolwiek aspekcie poza muzyką.
Świat The Dark Eye jest mi nieco znany i w nim Drakensang wypada według mnie gorzej niż przygodówki: Chains of Satinav i Memoria i to pomimo iż za przygodówkami nie jestem, oraz zdecydowanie gorzej niż bardzo dobry Demonicon, który mroczną fabułą, klimatem oraz światem rozkłada Darkensang na łopatki.
Drakensang: The Dark Eye ma na pewno sporo zawartości, co wiem że u wielu osób punktuje choćby gra była taka sobie. Jednak dla mnie zawartość w tej grze to taki argentyński tasiemiec o miłości...
Mages of Mystralia - te nagrody c zdobyła to w pełni zasłużenie. Genialny rozwój postaci, unikat (gra magiem bojowym). Do grafiki łatwo się przyzwyczaić. Genialny gameplay, fabularnie jednak taki sobie. Ci co grali w Magickę powinni być zadowoleni.
Tower of Time - mega oryginalny, spójny świat przeplatający naukę, fantazy i sci-fi, tona do przeczytania, fajne walki. Lepsze niż Pillars of Eternity.
Na promocji na Steam do wyrwania za 3,59 zł. Krótka (4-6 h) treściwa, wciągająca i pełna akcji. Lepsze niż oglądanie seriali. Jeśli ktoś lubi przechodzić gry - w sam raz na dłuższy wieczór. Mocny średniak jak na swoją cenę.
Czasem gry mogą nie odnieść sukcesu przez marketing. Obok gry znajdziemy takie tagi jak RPG. Problem w tym że to slasher w otwartym świecie. Erpegowiec kupując grę może się
mocno rozczarować i ja to rozumiem. W grze rządzi walka na którą składają się nasze statystyki i uzbrojenie, nasi kompani i ich skille/uzbrojenie, nasz refleks, znajomość przeciwnika, ogarnianie sytuacji, a czasem finezja i bystrość umysłu. Jednocześnie, DD:DA jest pierwszą grą (a z nimi mam kontakt od końca lat '80), w której tak chętnie zmieniałem profesje, POMIMO że tego nie lubię i zwykle trzymam się jednego do końca. Jest też grą do której od wielu lat znów użyłem kartki i długopisu by spisać kilka przepisów z craftu, oraz skille dla pionków, żmudnie wybieranie z dragonsdogma.fandom oraz doświadczeń.
Najlepszy system walki w otwartym świecie, ale nie przegięty (jak w Shiness: The Lightning Kingdom) i w dodatku dotyczy on nie tylko nas, ale całej naszej drużyny.
Pomimo słabej muzy (ogromna szkoda), voice actingu, fabuły, zadań i ogólnopojętej beznadziejności naszego protagonisty gra jest genialna, na wszystko byłem w stanie przymykać oko jak zaślepiony. Szczególnie 100 misji-znajdziek "From a Different Sky" które widać że zostały zrobione z sercem przypadły mi do gustu, POMIMO iż w żadnej innej grze nigdy nie bawiłem się by znaleźć wszystko. Genialnie grało mi się nocą, POMIMO iż zwykle tego nie cierpię!
Super animacje, może nie tyle co dokładne a nadające tempo walce. Efekty specjalne i dźwięki dobre. Całkiem dobra optymalizacja, co ważne w grach z otwartym światem, choć tekstury jednak średnie. Ładne projekty map i lochów.
Gra zrobiona z zaangażowaniem, błędnie zareklamowana przez co trafiła po części do niewłaściwej grupy odbiorców. Odradzam granie po niej w Skyrim czy Wiedźmina, bo się zanudzimy walcząc. Ja na odreagowanie wziąłem się za dawane za darmo przez GOG Tower of Time, gdzie jest sporo do poczytania i powyobrażania sobie.
POMIMO! 9,5/10, zostanie jedną z moich ulubionych gier.
Pod względem czysto liczbowym gra jest majstersztykiem, być może najbardziej dojrzałą produkcją jaka ujrzała światło dzienne. Ekwipunek, skille, mounty, poziomy.. . po prostu perfekcja.
Mapy są cudne, zwykle nieprzesadnie zamotane, tak w sam raz aby nie było ani nudy, ani nerwów. Architektura bardzo dobra.
Pierwszy duży minus to prędkość poruszania się postaci - nie do przyjęcia na dzisiejsze czasy. Bez małych cheatów gra szybko wydała mi się nudna, bardzo nudna.
Muzycznie jest tak sobie, dźwięki najwyżej dobre, grafika do dziś może być.
Gameplay. No właśnie i tu jest problem. Z jednej strony mamy kilka postaci. Każda z postaci ma różne opcje rozwoju, raczej bez możliwości osiągnięcia maksimum (a przynajmniej przy pierwszej grze). Skilli których używa jednocześnie jest relatywnie mało, brak resetu skilli. Nie uświadczymy dynamiki znanej z niektórych gier mmo. Pomimo iż jest fajnie to granie przez kilkadziesiąt godzin przy użyciu zwykle 3-4 skilli jest po prostu zupełnie niesatysfakcjonujące co stoi z wielkim kontrastem z matematyczną stroną gry.
Choć Sacred 2 pod większością względów jest lepsze od Titan Quest, to jednak ociężałość tej gra daje zbytnio w kość i dlatego ocena taka sama 7/10.
Nie spodziewałem się że ta gra może wyglądać tak ładnie. Nie że jakieś super tekstury, ale po prostu bardzo gustowne jest tu wszystko. Sama gra jest ok, fakt że ukończyłem hack&slasha w rzucie izometrycznym o tym musi świadczyć, bo zwykle takie gry mnie zanudzają. Czasem czułem nudę, ale jednak wracałem.
Żałuję że za sporą ilością mistrzostw, a co za tym idzie skilli w rezultacie choć są one często kluczowe to jednak tylko dodatkiem "nie czuć ich", odnawiają się zbyt wolno aby zarządzać ich odnowieniami. Fajnie mi się grało jako Sen+Natura, czyli przywoływanie + bufki. Szkoda że nie można wybrać większej ilości skilli z np 4 mistrzostw i ogarniać klawiaturę.
Dużo ładnego ekwipunku, niestety bez możliwości podmiany skórki zbroi większość tego ładnego rynsztunku była bezużyteczna.
Najmocniejszą stroną gry jest jej klimat, w sporej mierze wynikający z otoczenia odwołującego się do m.in mitów, poparty śliczną grafiką i dobrą muzyką. Najsłabszą strona fabularna i chyba zbyt duże mapy, bo choć po każdej zmianie robi się atrakcyjnie to jednak jest zbyt długo i nuży, być może zabrakło grze lepszego tempa.
[Ocena na dzień dzisiejszy, bez poprawek ze względu na wiek gry.]
Niesamowita gra, ale... Taka staroć i zbyt dużo tam zielonego oraz mgły a jednak podczas grania wcale się o tym nie myśli. Stare gry gdy mają swoja własną oryginalną stylistykę to się zdecydowanie mniej starzeją, tu jednak to widać. Granie dziubaskiem jest dość chaotyczne. NPC potrafią się zaciąć, i trzeba zginąć żeby zacząć etap od nowa, raz postać nie chciała mi wyjść z wody (na początku gry) i chyba z 20 minut próbowałem aż się łaskawie udało... Gra nie ma jakiejś super fabuły (nacisk został położony na wartką, MEGA intensywną akcję).
A mimo to gra jest SUPER. Krótkie etapy, połączone z przemyślaną droga dla bohatera tak by stale coś się zmieniało i zawsze było atrakcyjnie to coś czym mogą pochwalić się dobrze zrobione filmy. W ogóle pomimo świetnego gameplaya czasem miałem ochotę wziąć popcorn i usiąść jak do super zrealizowanego filmu. Fantastyczne dźwięki, fantastyczny voice acting i fantastyczne filmowe efekty kamery (do dziś takich się nie uświadczy, a przecież to gra z 2005 roku), dobra muzyka, kompani, poczucie survivala (w wyłącznie dobrym tego słowa znaczeniu, ja tego typu gier nie lubię) i akcja która nie pozwala odejść od kompa, a jak już trzeba to wraca się z bananem na twarzy.
Największy grzech jaki uczynili twórcy tej gry to fakt że powstała ona zbyt wcześnie. W dzisiejszych czasach gracze wręcz wymagają filmowego klimatu gier lecz w 2005 zostało to zupełnie niedocenione.
Peter Jackson's King Kong to gra bardziej aktualna dziś niż w czasach gdy powstała i serdecznie ją polecam. Są takie gry a jest ich bardzo mało, po ukończeniu których czuję nadchodzącą pustkę. No bo to już koniec, bo na 99,9% i tak nie zagram znów, bo czas odinstalować. To bardzo wyjątkowe gry i King Kong do nich należy.
Po latach postanowiłem sobie przypomnieć tę grę i sobie przypomniałem - bug przy eskorcie wozów który uniemożliwiał popchnięcie fabuły dalej. Wbrew pozorom gra ma kilka plusów, ale szkoda tracić na nie czas rozpisując się skoro jest ona nie do ukończenia.
Bug niedaleko od początku gry - drzwi się nie otwierają. Po 4 restartach i nieudanych próbach kończę z grą i dostaje ona miano najgorszej polskiej produkcji na komputery począwszy od tych ośmiobitowych (a widziałem parę amatorskich gniotów na Atari 65XE). Afterfall: InSanity nie jest produktem który jest nic nie wart - za zagranie powinni dawać odszkodowanie i to bez żartów.
Właśnie jestem po ukończeniu 3-go aktu. Dalej nie będzie. Robi się tragicznie.
Gra ma plusy, twórcy jednak ewidentnie chcieli więcej niż było ich na to stać i skończyło się tanim kiczem.
Na plus:
- Ładna grafika.
- Walka robi pozytywne wrażenie.
- Fabuła i jej realizacja (pasuje do liniowej gry z kompanem SI).
- Animacje podczas walki.
- Klątwa.
- Bohaterzy, humor.
Wydawałoby się czego więcej trzeba? Musi być dobrze. A jednak...
Na minus:
- Choć epicka muzyka jest całkiem dobra (słychać jednak jej ubogość), to niestety nie włącza się tylko podczas walki a dudni przez cały czas. Walczymy - dudni, szukamy skrzynki - dudni, my dudnimy - ona dudni... i tym bardziej wchodzi na wierzch jej ubogość. Po pewnym czasie z robieniu klimatu w grze zaczęło go psuć.
- Odgłosy są słabe, nie pasują do epickiej wyprawy a do fantasy.
- Mapy są katastrofalnie prymitywne, puste i płaskie, a gdy tą wolno poruszającą się postacią mamy łazić po nich i szukać małych skrzyneczek leżących gdzieś koło 4 metrowej ściany by otworzyć je kopniakiem... a "epicka" muzyka nam dudni... to nie wiem jak to nazwać. Kicz, dzban, żal, po prostu wszystko co najgorsze.
- Nasz kompan niestety lubi się zaciąć, "bo mu stopa wlazła w teksturę", w niektórych momentach zmusza to do powtórzenia poziomu.
- Powolność gry po pewnym czasie odbija się czkawką.
- Kamera, choć działa przeciętnie (rzadko, jednak czasem podczas walki będąc w kącie nic nie widać), to jej umiejscowienie podczas eksploatacji jest skrajnie złe i czuć to w prawie każdym momencie poza walką.
- W systemie walki czasem musimy w odpowiednim momencie użyć WSAD/Strzałek, niestety notorycznie zaliczałem faila bo akurat w tym momencie się poruszałem. Niby nic, ale właśnie to było czarą goryczy która się przelała. To gra gdzie podczas walki najlepiej stać w miejscu i to strasznie psuje całą zabawę, frustruje i mnie zmusiło do pożegnania się na zawsze. Grałem i przechodziłem wiele niby słabszych gier i w dodatku potrafiłem je polecić. Faktycznie gra jest przeklęta i nie polecam jej nikomu. Znacznie lepsze gry z systemem kooperacji z SI to choćby The First Templar, Hunted: The Demon's Forge.
Niestety, chyba wszystkie minusy są wynikiem niedostosowania się twórców do budżetu gry, na czym cierpi gra jako całość. To co złe należy ukrywać zanim zniszczy to co dobre. W tej grze nie ukryto i dlatego właśnie na Metascore ect. gra dostała, całkiem zasłużenie, tak katastrofalne oceny. Skąd ocena 7,7 na Gry-online to ja nie wiem, jedna z największych pomyłek jaką tu zobaczyłem.
Nie lubię skradanek. Często jednak robię coś wbrew sobie "bo muszę". Velvet Assassin ma wszystko czego nie lubię. Jest skradanką i jest w klimatach 2 Wojny Światowej. Mimo to wróciłem do niej po wieeelu latach. Gra ma jednak dobry klimat, część skradana wypada dobrze, są emocje. Niestety będąc w połowie gry mam dość. Bugi. Strażnik może zabić strzelając przez drzwi - gracz nie. Skrypty - strażnik ma wyznaczoną drogę, jednak uruchamia się inny skrypt gdy do kilku z nich się podejdzie zbyt blisko (co bez możliwości obrony w postaci amunicji = powtórz cały etap od nowa). Zapisy gier wymuszają często stratę wielu minut i to wkurza najbardziej. Jeśli się robi grę wysokobudżetową i wszystko jest super to można sobie na to pozwolić. W takiej grze jest to jednak powód do frustracji i powolnej utraty satysfakcji z przechodzenia kolejnych etapów. Trzeba umieć dostosować system gry do jakości gry, bez tego każda gra może wydać się kiepska. Tak jest niestety z Velvet Assassin. Gra cierpiąca na przerost ambicji twórców co odbija się na osłabionej frajdy z grania. Nie jest fajnie gdy - moim zdaniem - całkiem fajna gra pozostawia po sobie jedynie niesmak i frustrację. Tym bardziej wątpliwe abym kiedykolwiek pomyślał o grze tego typu, ale to już na pewno nie moje zmartwienie.
@SpecShadow
Była druga taka, choć robiła pierwsze wrażenie bardzo mylne, bo tam zarówno się latało jak i chodziło robotem/robotami i zanim doszło się do latania to potrwało. A nazywa się ona Scrapland i tak jak Crime Cities była tez genialna, a może i lepsza :) Trzecią także dobrą grą w tej tematyce było Beam Breakers z fajnym modelem latania.
Myślę, że pierwowzorem tej gry było Sacrifice z 2000 roku. W obu przypadkach gramy magiem, którym poruszając się (tu "ponad" tam "na") w samym środku akcji dowodzimy oddziałami. Battle Mages pomimo iż wydana aż 4 lata później (a był to okres wielu pozytywnych zmian) chyba w niczym nie jest lepsza. Poczucie humoru, fabuła, grafika oraz jej wspaniała stylizacja, animacje, efekty graficzne, klimat, muzyka, odgłosy, poruszanie się postaci - to wszystko jest po stronie Sacrifice. Twórcy Battle Mages sami stworzyli błąd w samym sterowaniu (ctrl+a to zaznaczenie jednostek zamiast ruch....). Dziś po wielu latach w Sacrifice nadal gra się przyjemnie, podczas gdy Battle Mages razi topornością. Mimo wszystko nie narzekałem na grafikę, choć słabsza niż w "pierwowzorze", to jednak przejrzysta.
Przeszedłem gierkę. Dla mnie ta gra praktycznie nie ma minusów. Choć to zwykła zręcznościówka, ale w znakomitym wydaniu. Przechodzenie kolejnych map ma sens, ulepszanie statku daje frajdę bo i widać tego efekty podczas walki. Mapy są dość krótkie i syndrom "jeszcze raz" nagminnie powraca. Gra nie jest trudna, jednak zdobycie wszystkiego to już wyzwanie. Możliwość ulepszania statku ułatwia sprawę, a poza tym jeśli nie masz refleksu, to możesz zdobywając szmal ulepszyć statek i wrócić po zemstę :)
Gra ma lokalny tryb multi. Grywalnością nie odbiega od wspomnień o najlepszych grach w tej klasie, polecam najusilniej. Oczywiście najlepiej gra się padem.
Bardzo dobra gra, jednak nie mam zamiaru przesadzać. Po pierwsze, to mój pierwszy Resident Evil, więc na pewno nie patrzę przez pryzmat słabego horroru (które lubię, acz to inny temat). RE 6 to typowa gra akcji. Gra jest wielka, ma masę plusów i minusów.
+ realizacja filmików, jak i części dodatkowych (jazda na motocyklu ect), pomimo jakości ich samych
+ świetna fabuła
+ fajne dźwięki i muzyka
+ strona artystyczna grafiki potworów - cud
+ pomysł na grę o fabule widzianej z czterech różnych stron, przeplatających się ze sobą
+ dobrze dobrane poziomy trudności
+ rozmach produkcji
+ bycie częścią tej gry-filmu
+ walki gdy postać zachowywała się zgodnie z moimi oczekiwaniami (bez bugów) dawały dużo frajdy
+ nieodparta chęć przejścia gry, pomimo frustracyjnych zdarzeń
+ niezliczone ilości świetnych animacji
+ sporo fajnych przeciwników
+ długość gry
+ coop, dodatki
- sporo kiepskich tekstur
- połączenie przycisku akcji z biegiem, skutkiem czego zamiast zaatakować wślizgiem, to na przykład zaczynałem włazić po drabinie, lub podczas biegu przeskakiwałem przez biurko prosto na wroga (...). Hańba to chyba najwłaściwsze słowo, żeby w takiej wielkiej produkcji dać takiego bubla...
- zbyt wiele klaustrofobicznych pomieszczeń, co dodatkowo...
- przy dużej postaci i kamerze rodziło masę błędów
- kamera czasem namierzała jakiś cel bo staliśmy w danym miejscu, przez co nie można było zrobić czegoś innego
- utrudnianie sterowaniem systemu walk, samo bieganie w wielu miejscach było mocno niewygodne, namierzanie by dobić często irytowało
- bug, nie mogłem podnosić Adą naboi do pistoletu maszynowego (który miałem), efekt - musiałem łażące dłonie rozwalać.. snajperką. Trudne. Masakra. Dopiero po skończeniu rozdziału się odblokowało.
- Kiepskie namierzanie podczas walki wręcz, często działo się zupełnie coś innego niż bym robiłem.
- czasem podczas walki z bossami nie wiesz, czy można się wyłuskać z nabojów, czy też coś innego zrobić by go pokonać, co przy ograniczonej amunicji jest po prostu nieprzyjemne.
Były tez elementy neutralne. Praktycznie wszystkie pojazdy dawały jakiś nowy smaczek, czasem irytowały. Dużo efekciarstwa, jednak sama fizyka ów pojazdów prezentowała się o wiele gorzej niż w GTA San Andreas wydane w 2004 roku. Gra ma wiele elementów gdzie widać przerost formy nad treścią.
Na koniec o kampaniach. Kampania Leona i Chrisa - moim zdaniem świetna. Jake troszkę słabiej, masa prób bycia zabawnym, a rozbawił mnie tylko raz gdy stwierdził, że może nieco spuścić z ceny. O walce wręcz nim już było. Na koniec femme fatale, na która przez poprzednie kampanie ostrzyłem sobie zęby. Wyszło kiepsko. Niemrawa lektorka, nic ciekawego do powiedzenia, dużo niewygody podczas gameplaye'a. Gra równie dobrze mogłaby się skończyć po trzeciej kampanii, czwarta wniosła już tylko fabułę i to w sumie po kampanii Leona i Jake większości udało mi się domyślić.
Nie jedna gra ma ocenę koło 8. RE 6 różni się od nich ogromnym rozmachem, do którego przyzwyczaja, co utrudnia ocenę. Warto kupić, bo to jest kawał dobrej roboty. Nie przepadam za TPS-ami, choć i tak wole je bardziej niż FPS-y, ale ta grę śmiało polecam.
Słaba gierka, gdzieś w tym wszystkim zgubiony jest klimat. Jest bardziej zabawowo niż klimat totalnej wojny na ulicach, słabe dźwięki. Średnia fabuła, słaba grafika jak na tamte lata, choć pewnie ze względu na dużą ilość npc. Sporo losowości, chaotycznie poruszająca się postać...
Pierwsze wrażenie było dobre, ale po 1/3 gry zniknęła z mojego dysku i na pewno nigdy nie wróci, strata czasu. Być może chciano zrobić grę lepszą niż mieli budżet i wyszło "jak zawsze". Jest masa lepszych gier, jak choćby wydana rok później Just Cause 2.
W przypadku starych gier zwykle najpierw grę ukończę, a potem dopiero kupię. ;) W typ przypadku niestety do zakupu nie dojdzie, wcięło mnie na zaledwie drugim rozdziale "into the fire' i po 2 godzinach kombinowania odpuszczam sobie grę, a że lubię przechodzić gry "masowo' to na pewno do niej nie wrócę. Szkoda, bo bardzo mi się to spodobało, wydawało się lepsze od współczesnego Minion Masters ;] Takie skumulowane walki z Bard's Tale.
Plusy
- Kolejna gra która się nie zestarzała i na pewno nadal będzie mieć wielu wiernych fanów
- gameplay - jest świetny
Minusy
- nierówny poziom trudności, czasem robi się aż cukierkowo prosto by później odechciewało się prób.
- sterowanie, na szczęście mam gamepada bo bez niego w ogóle nie ma co się brać za grę. Obciach jednak że nie stworzono logicznego sterowania na PC do tej gry. Na pewno Magic wiele na tym traci.
- gra nie uruchamia się w 1920X1080, po dodaniu natywnej rozdzielczości HD i obcięciu do 1728*1080 jest ok. Jest to jednak minus, bo trzeba się z tym bujać a większość osób na bank tego nie umie i zostaje nienatywne 1680*1050.
Uwielbiam takie klimaty, niestety ta gra jest słaba. Zbyt świecące mapy, słaba muzyka (zero futuryzmu lub jakiejkolwiek spójności), bardzo słabe odgłosy (o zgrozo) i co najgorsze - brak uczucia prędkości i kiepska fizyka pojazdów przez co jest drętwo.
O wiele lepiej grało mi się w Beam Breakers, wyścigi w Scrapland, uciekało w Crime Cities czy też ścigało niezapomnianym Motorhead (tam jednak samochody jeździły) lub choćby na wpół latało w A.I.M. Racing.
NYR ma bardzo dobrą grafikę jak na tamte czasy, jednak to nie jest to.
5.5/10
Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Wezmę sie po kolei za The I of the Dragon, potem Deus Exa po czy któryś z rts.
@petemut Akurat padów to u mnie dostatek, każdy gracz powinien mieć ze dwa ;) Tobie dziękuje najbardziej.
Mam nieco czasu i sporo głównie starych gier. Właśnie próbowałem Nox z Origin i po siódmym rozdziale choć lubię hack and slash to gra poszła w ślady Diablo II = cienizna (jak dla mnie oczywiście, cóż mam specyficzny gust jeśli chodzi o hack&slash).
Może ktoś mi podpowie co by tu przejść?
- Age Of Empires III
- Arx Fatalis
- Beyond Good and Evil
- Bound By Flame
- Burnout Paradise
- Dark Souls Prepare to Die
- Deus Ex Human Revolution - Director's Cut
- Earthlock - Festival of Magic
- Evolva (nie mylić z Evolve!)
- Flatspace II
- LOTR The Return of the King
- Magicka
- Master of Orion II
- Never Alone
- Polanie II
- Rayman Origins
- Samurai Warriors 2
- Star Trek Bridge Commander
- Tharsis
- The I of the Dragon
- Two Worlds Epic Edition
- Warhammer 40,000 Dawn of War II
- Way of the Samurai 3
- Zanzarah
- Zeno Clash 2
Czego szukam? Czegoś przyjemnego, niezbyt trudnego i wciągającego co można przejść w maksymalnie 20 godzin. Nie lubię turówek ani gier w których kuleje docelowa płynność animacji (pewnie stąd nielubienie Diablo II i Nox). Gry w tym roku które przeszedłem i świetnie się bawiłem to The Bard's Tale, Jade Empire (kocham!), Trine 2, Alice Madness Returns, Scrapland, Dungeon Siege 3 i Risen I
Gra na parę godzinek, miła łatwa i przyjemna, rzadko kiedy irytująca. Ocena niska, bo gra zbyt krótka, praktycznie bez ciekawych opcji i mocno rażą marne odgłosy, które nie dają choćby cienia szansy by się poczuć pilotem robiąc głośno dźwięk. Ocena nie znaczy że bawiłem się na "6,5", bo grywalność jest o wiele wyższa.
To jak świetny jest ten Sonic to nie ma co się rozwodzić. Powiem jednak o minusach, bo i one są. Czy to znudzenie czy wściekłość, nazwijmy to ogólnie frustracją... Po odblokowaniu poziomu ekspert (4 gwiazdki) gra niemal połowicznie zamiast wyzwaniem staje się... loterią. Nie ważne co potrafimy, jeśli 4 NPC w nas strzeli na 30 sekund przed metą to z pierwszego miejsca nagle jesteśmy na piątym... Nie mówię tu o jakichś pojedynczych przypadkach, ale o normie. Na najwyższych poziomach NPC są zbyt skuteczni, zabawa zamienia się w frustrację. Dotyczy niektórych głównie map (race), ale i traffic, gdzie jest po prostu przesadnie trudno. Wynik wyścigu można zneutralizować liczbą graczy co-op, traffic już nie. Przeszedłem niemal wszystko, grałem dla frajdy po przejściu wszystkiego, to najlepszy Sonic, ale na ocenę "10" nie zasługuje przez zryty balans na poziomie ekspert. 9,999999!!!!
Głupie, krótkie i łatwe, ale zabawne, zwłaszcza na 2 graczy. Wszechobecne efekciarstwo i manga-odgłosy, do ukończenia w 40 minut, niemal zero satysfakcji z przejścia gry... ale i tak zabawne (o ile nie za długo gramy).
Oceny tej grze nie przypiszę, byłoby to niesprawiedliwe. Z jednej strony fajna bardzo dynamiczna nawalanka, z drugiej jednak czasem aż za szybko przez co bohaterka często robi niekoniecznie to co byśmy sobie życzyli, a na refleks nie narzekam To duża wada. Użycie pada także nie pomogło. Z jednej strony fajnie się nawala, z drugiej często jednak nie mamy czasu na reakcję... Z jednej strony BR2 jest trudną grą i dobrze, z drugiej jednak poległem gdy cofnęło mnie zbyt daleko więc stwierdziłem, że zmienię grę. Po prostu szkoda mi czasu na naukę tej gry bo to nie strategia 4x. Na pewno dużo lepiej bawiłem się przy Jade Empire (mam na myśli tylko system walki).
Do gry przestąpiłem z duża obawą. Pamiętam dobrze poprzednią, bardzo udaną część. Obawiałem się , że nowa Alice będzie skokiem na kasę.
Początki zachwycające nie były, ograniczony wstępnie FPS to jakaś porażka, na szczęście wszystko można poustawia w plikach, bo to Unreal Engine 3.
Graficznie gra ma dwa oblicza. Pierwsze (mniej istotne) to rozdzielczość tekstur i tu nawet poprawki w plikach .ini za wiele nie pomogą. Drugie oblicze to jakość artystyczna i ta jest ZACHWYCAJĄCA (i stale totalnie zmienna0, niekiedy niemal powala. Jeśli do tego dodać w miarę dobre i responsywne sterowanie (po odblokowaniue FPS) i połączyć z czteroskokiem, kontrolowanym opadaniem i mini-teleportacją to sam fakt poruszania się przez Alice zapobiega nudzie. Z tymi skokami to jednak szkodzą, że tak rzadko można było w pełni wykorzystać długość skoko-lotu, bardzo ten element mi się spodobał, brakowało mi wyzwań, stąd nie raz sam skakałem z różnorakich schodów wzorem Adama Małysza :) Więcej łamiGŁÓWEK też by się przydało. Etapy gdy sterowało się toczącą głową - bezcenne.
Walka jest fajna, szybko można się przystosować, myszka z 3 dodatkowymi przyciskami powinna wystarczyć, a z 5 w pełni zaspokoić. Na padzie grało mi się słabo, ta gra jest za szybka by manualnie majstrować kamerę w gamepadzie zamiast myszką.
Zarówno dźwięki jak i muzyka są dobrym dopełnieniem bez własnej siły przebicia, są w sam raz. Głos Alice - moim zdaniem cudny. Wstawki filmowe zarówno 2d i 3d - ekstra.
Świetne co najmniej średnio pogmatwane platformy, notoryczne zmiany klimatu i każdy z nich wciąga jak kolejna książka. Gra ma też dwa duże plusy o których warto wspomnieć. Jest dość długa i w większości przypadków zarówno gameplay jak i klimat oraz opowieść się rozkręca.
Jeśli do tego dodać fakt, że na PC platformówek jest mało to wychodzi majstersztyk.
Ocena gry rosła wraz z przechodzeniem kolejnych etapów. Zaczęło się od 7,5. W środku było to 8,5. Finalnie po przejściu nie mam wątpliwości, że 9,5 w pełni oddaje smak tej gry. Gra (poza oprawą graficzną) na pewno nigdy nie pretendowała do dzieła, nie ma ogromnego rozmachu, nie taka miała być. Daje jednak wiele frajdy i wciąga, że można zapomnieć o świecie, a to ostatnio wśród gier coraz rzadziej się zdarza. Szczerze polecam.
To pierwszy AC w jaki kiedykolwiek grałem :)
Widać, że gra została stworzona przez nieprzeciętną markę. Grafika, odgłosy, świetne animacje, walka, niezbyt oryginalne, ale tworzące całość przedmioty, spore zróżnicowanie opcji i świata. Jest to jedna zwykły "fight-klikacz". Czasem śmieje się że niedługo gracz będzie musiał kliknąć 10X LPM w ciągu 10 sekund aby cieszyć się 30 minutami fabuły. Nie lubię tego kierunku gry. Grę przeszedłem na 80%, nie widzę sensu wysilania się, bo to aż tak dobra gra nie jest.
Jest ciekawie, czasem irytująco, chwilami nudno. Dla mnie najgorszą sprawą jest poruszanie się po budynkach, gdzie nic nie zależy od gracza, zwykłe "W+PPM", raz na jakiś czas spacja. Walki także nie porywają, są schematyczne, pierwsze lepsze z brzegu mmorpg daje więcej emocji i jest bardziej wymagające. Bez wątpienia duży przerost formy (oprawy gry) nad treścią (grywalności) i ta dobrze zrobiona forma jest największym plusem.W końcu to Ubisoft, więc czy się lubi czy nie, to jednak nie powinno się nie docenić poziomu oprawy gry bezpośrednio przekładające się na wrażenia z gry.
Mało jest tak starych gier, które praktycznie się nie zestarzały, a ze względu na dość unikalny temat na pc rzekłbym że gra tylko nabrała wartości. Tu nie trzeba super animacji czy modelu jazdy, jeśli latamy. Pomimo wielu "pomimo" grało mi się świetnie. Największy minus to zbyt łatwe wyścigi, szczególnie że to właśnie ta część podobała mi się najbardziej, na szczęście można wracać do poprzednich misji w każdej chwili lub rozegrać turniej wybranym wozem. Po Beam Breakers mam jeszcze większą chęć wrócenia do Crime Cities i chyba tak się stanie.
Od kiedy gra ukazała się w Cd Action , a było to już szmat czasu temu (3,5 roku) grę włączałem aby się zrelaksować. Chodzę zabijam, wbijam % całości. Tak dojechałem do 98,66% i dziś nadszedł czas na odinstalowanie gry., nie widzę sensu szukania wszystkiego, zwłaszcza że mam zamiar pograć niedługo w Sleeping Dogs. JC 2 to bardzo przyzwoity sandbox z wybitnie najgorszą fabułą jaką tylko można wymyślić :) Poziom gimbazy... ale nawet to nie przeszkadza! Gra nie kłamie, ani w jednym momencie gracz nie odnosi wrażenia że fabuła będzie tu ważna. Liczy się strzelanie, jazda, latanie i pływanie.
Ataki na platformy wiertnicze mogą mieć świetny klimat zwłaszcza samolotem lub łodzią z 2 działkami, jeżdżenie po niektórych drogach daje masę frajdy JC 2 to bardzo klimatyczny sandbox i co ciekawe ów klimat nie jest w ogóle zakreślony fabułą. Po przejściu niemal całej gry śmiało daje 8.5 co jak na luźnego sandboxa jest ewenementem, bo po prostu jest fajnie. Jeśli wyrobiłem i "durne" strzelanie dawało mi frajdę od samego początku aż do końca przez 3,5 roku to chyba jednak jest ok ;]
Nie wiem jak obecnie wygląda multiplayer mod, próbowałem i było to głownie lag-mod nie dający zabawy na dłużej niż 2 godziny.... w każdym razie pół roku temu było do bani.
+ BARDZO DOBRY dynamiczny gameplay
+ do dziś fajna grafika
+ to "coś" arcade-owego co powoduje świetny klimat bez powodu
+ dźwięki
+ sporo możliwości
+ jeśli kupimy za 20zł lub mniej to świetny stosunek długotrwałej frajdy do ceny
+ linka w grze daje poczucie bycia superbohaterem, daje wolność, daje szybkość.
- żenująca fabuła
- muzyka
- monotonia (dla niektórych okaże się że nie jest to problem, zależy od częstotliwości wracania do gry)
- brak przez twórców próby wykorzystania możliwości gry
- absurdalnie nieporównywalny rozmiar gry do możliwości jej zaskoczenia nas (tu głównie AI przeciwników, co jednak przy przerwach w graniu nie jest przeszkodą).
- bez pada lub myszki z co najmniej dodatkowymi 3 przyciskami na linkę/przybliżenie/skok-unik raczej nie warto podchodzić do gry, bo gra jest zbyt dynamiczna na klepanie wszystkiego z klawiatury, tzn można, ale w sandboxach wszakże chodzi o frajdę a nie drogi krzyżowe.
Kiedy oceniałem podstawę gry tj. Trine 2 na 9,5 gdzieś w myślach było że to ciut na wyrost oraz że powodem jest brak takich gier na PC. Trine 2 jest znakomitą grą zręcznościowo-logiczną-platformową, jednak bez żadnego rozmachu jak GTA V czy Skyrim. To się w dużej mierze zmieniło, Trine 2: Goblin Menace daje właśnie to czego brakowało w podstawce - rozmach, tyle samo możliwości, ale więcej emocji i fajerwerków. To zdecydowanie jedno z najlepszych rozszerzeń gry jakie kiedykolwiek widziałem, na miarę mojego ulubionego dodatku Morrowind: Trójca. Kampania przeciw goblinom dała mi to co było w Trine 2 i to czego dokładnie tam brakowało. Nie mam żadnych wątpliwości co do oceny 10/10 i tego że choćby i za 10 lat ta ocena nie ulegnie zmianie.
Czy nie ma minusów? Ano są kampania jest krótka, jednak na prawdę warto.
Minusem Trine 2 jest to ż e ciężko sie do czegokolwiek przyczepić. Najsłabsza w niej jest fabuła, jednak i na tym polu gra błyszczy jak na grę logiczno-zręcznościową, być może też dla niektórych efekty post-processingu lekko przesadzone choć to samo może zależeć także od samego ustawienia monitora.
Grafika, efekty, lokacje, animacje, muzyka, dźwięki tworzą wspaniały, niemal pachnący klimat tej w dodatku oryginalnej gry. Gra wciąga, nie męczy jak to działo się wśród perełek z lat '90 (częste save'y) i gdyby nie zegarek mógłbym ją przejść jednego dnia ciurkiem. Ponadto gra ma słuszną koncepcję, czyli niezbyt długa kampania, ale za to mody dodające nowe mapy tworzone już przez społeczność. Grało się wspaniale, ocena więc i nie inna.
Mała uwaga- grę oceniam na dziś, na rok 2016, czyli po czasie wracając do niej.
Muzyka: Choć bardzo lubię rocka i w POP:WW często wpada on w ucho, to jednak wydaje mi się on wciśnięty na siłę do tej gry. Prince of Persja i rock ma się jak cukier do rosołu, dobrze że przez większość czasu go jednak nie ma. Dźwięki moim zdaniem bardzo słabe, w absolutnej większo0ści nie robią wrażenia, no a w końcu mówimy o sferze która do dziś za wiele się jakościowo nie zmieniła.
Animacje - bardzo dobre, zdecydowanie jeden z dwóch największych plusów gry, jak na tamte oczywiście, jednak właśnie dobra animacja sprawia że gra się zbytnio nie starzeje.
Graficznie jest dobrze z małym plusem, w końcu 2004 to rok wydania Far Cry do którego PoP:WW ma się jak hejter do prawnika.
Całość mimo wszystko tworzy to co najważniejsze, pomimo niezbyt wybitnych ocen cząstkowych to jednak dobry klimat został stworzony.
Lokacje - jeśli gra jest platformówką to powinna mieć dobre lokacje skomplikowane przez ciekawy i najlepiej różnorodny system drzwi, dźwigni, sekretów ect i w tym aspekcie PoP:WW spisuje się GENIALNIE, to drugi wielki plus tej gry, zwłaszcza że często przenosząc się w czasie raz otrzymujemy jedno raz drugie, a wszystko składnie prowadzi do celu poprzez niezliczone przeszkody, a im dalej tym ich więcej i bardziej wymyślne! Niestety na ocenę gry wpływają także mniej fajne sprawy...
Nie lubię jednak jak poziom trudności determinowany jest przez słabe sterowanie (szczególnie podczas walk, gdzie zbyt często nie wychodzi to co chcemy zrobić, głownie skok/turlanie się) i czasem fatalna pracę kamery, która raz spowoduje że przez dłuższy czas nie będziemy wiedzieli co dalej, a innym razem zamiast wdrapać się po ścianie to pobiegniemy po niej prosto w przepaść, lub też będąc przy ścianie zaczną się dziać rzeczy losowe. Te spore przeszkadzajki niszczą klimat gry powodując frustrację, nie doszczętnie, ale jednak sporo ujmują grze. To tak jakby w najlepszej grze wyścigowej przez połowę czasu gry ustawić pole widzenia na 50 metrów i jedziesz na oślep, nagle z najlepszej samochodówki robi się gra "na pamięć" a jak jej nie znasz na pamięć to każdego zakrętu musisz się nauczyć zasada prób i błędów. Odbiera to frajdę i to znacznie, gra staje się ociężała.
Fabuła jest dość szczątkowa, raczej nie ma co się o niej rozpisywać bo nie porywa, jest bo jest, klimatu nie psuje a to najważniejsze.
Sama walka jak na obecne czasy jest całkiem dobra... o ile nie dojdzie du bugów kamery. Zdecydowanie jednak brak opcji w grze by móc poznęcać się i popróbować ciosy, wówczas ucząc się i finalnie dysponując solidnym repertuarem kombosów walka mogłaby sprawić o wiele więcej frajdy już od samego początku gry a tak, przynajmniej mnie, zaczęła się podobać dopiero w połowie gry, co jak sie okazało nie potrwało zbyt długo. Walka jest genialna jak na dziś, ale jak na zwykłego "klikusa", tj. pare przycisków na przemian jest już bardzo dobrze. Preferuje jednak walki oparte na skillach (wiele mmo, Jade Empire), a nie Batman:AA-klikus, z którym PoP:WW według mnie wygrywa pod względem walki, po pewnym czasie...
+ lokacje+ lokacje+ lokacje
+ animacje
+ klimat
- dźwięki
- przewijanie filmików jest efekciarskie, ale to nadal strata czasu, czasem save'y są w miejscach które mocno nie sprzyjają dalszym próbom gry. W skrajnych przypadkach próby grania trwają 2-30 sekund a wczytywanie+filmiki 50 sekund. To niedopuszczalny błąd pod każdym względem, bo po to psuje odbiór gry, przede wszystkim jej klimat, zwłaszcza że w ów miejscu łatwo paść uciekając ze względu nie na umiejętności a...
- kamera i sterowanie, te dwa niby osobne minusy często w dodatku wspólnie się uzupełniają by czasem zupełnie niepotrzebnie wkurzyć, sprawić zupełną losowość nawet podczas walki...
- i popsuć klimat myśleniem o "geniuszu" twórców gry oraz rozważaniem dalszego sensu grania.
- szwankujące blokowanie i skok/turlanie się podczas walki (zwykle dzieje się dokładnie to co potrzebne nie jest).
W obecnych czasach każdy gracz kupując porządną grę przywykł do pewnych norm, PoP:WW ich niestety nie zapewnia, gra należy już do przeszłości, gdzie wybaczało się o WIELE więcej. Nadal jest ciekawie, nadal nie brak klimatu, ale zmarszczki nie nadają już szlachetności, a w przypadku niezrozumiałych czasem ruchów księcia podczas walk wręcz odrazę. Przypuszczam że OBECNIE z lekko podkręconą grafiką, naprawieniem nierzadko bzdurnie zmieniających się kamer i bez walk ze zwykłymi przeciwnikami a zostawieniem tylko tych dużych (jak w POP 2008) gra by nic nie straciła a tylko zyskała. Czasy gdy (tu o ucieczkach) od nauczenia się na pamięć kawałka mapy zależy wszystko zamiast wykazania się kreatywnością, refleksem czy umiejętnościami dawno temu minęły i nie ma potrzeby do nich wracać.
Kiedyś oceniałem grę na 8/10, dziś to tylko 5.0/10, to relikt przeszłości z tysiącem jednym bugów. Gra od więzienia staje się trudna i to ta najgłupsza jej część - walki, z niechęci do kolejnego uczenia się na pamięć skapitulowałem. Odinstalowałem i co ciekawe - poczułem satysfakcję że to już koniec. Zapis gry zachowałem, ale nie wierzę że kiedykolwiek wrócę do PoP:WW. Przeszedłem 2/3 gry, dalsze marnowanie czasu zostawiam dla wybitnie monotematycznych.
Ciekawostka - dla mnie gra po mocnym początku z czasem spadała w dół z oceną, zaczęło się od 9, liczyłem że gra będzie na 9,5 acz niestety złe blizny dały o sobie znać.
Zaznaczam że gry nie ukończyłem, dałem sobie siana w okolicach połowy, co mi się nie zdarza. Gra raczej słaba, choć nie przepadam za nawalankami w stylu Batmana:AA, to jednak X-Men Origins: Wolverine ma dobry system walki (lepszy niz w ww Batmanie). Problemem jest to, że poza dobrym systemem walki gra nie oferuje nic więcej. Mimo wszystko, przeszedłem Batmana będąc nie raz ciekaw co dalej. W przypadku tej gry tej ciekawości brak. Nawet w starych tytułach na NES przeciętna nawalanka oferowała pewną dozę ciekawości. W tym sensie fakt iż nie jest to gra wysokobudżetowa jednak nie może być zneutralizowany i nie jest usprawiedliwiony. Jak ktoś lubi ten typ gry to prawdopodobnie się odnajdzie. Mała uwaga - granie z klawiatury+zwykła myszka nie da żadnej frajdy, albo pad, albo myszka z co najmniej 4 dodatkowymi przyciskami.
Nigdy nie byłem fanem NFS, choć grałem w większość części poczynając od tych z lat '90. Być może czasem coś nie zaiskrzy, a być może to faktycznie najgorszy NFS jaki widziałem. Nie mam sentymentów odnośnie NFS to nie oceniam tej części porównując do legend. Po prostu to dla mnie najgorsza gra wyścigowa w jaką grałem. Graficzne wodotryski przesadzone, model jazdy czasem niemal nieistotny, bo i tak na prostej się wyprzedza, bezużyteczna mini mapka, właściwie to tylko muzyka była znośna. W zeszłym roku grałem w GRID, który bardzo mi przypadł do gustu i być może za wysoko ustawił poprzeczkę, postanowiłem więc przypomnieć sobie inne wyścigi, może akurat nie mam ochoty na wyścigi. Pograłem w Flatout i Split/Second i było fajnie. NFS:MW po 25 minutach zniknął z HDD i nie powróci. Mnie radochy nie sprawił żadnej i jako pierwsza gra wyścigowa tak szybko zniknął z dysku, szczęście że nie wydałem na nią kasy bo jest za darmochę.
Jade Empire to jeden z najlepszych filmów w które grałem. Nie przepadam za "interaktywnymi filmami", co to grą chcą się nazywać, w tym przypadku jednak świetny jest i film i sama gra. Myślałem że to "gra karate" a tymczasem to "gra o karate", z całą zawartością świata i jego brutalności, intryg, lojalności, posłuszeństwa wierności i zdrady, ale chyba nader wszystko pokazująca siłę pokory. Nie kojarzę gry który by aż tak przenosiła gracza w swój świat. Niesamowite sa zadania, które często zaczynają się niewinnie a wychodzi z nich zwykle co najmniej krótkie opowiadanie. JE ma masę dialogów i wiele, na prawdę wiele różnych odpowiedzi dają inne rozwiązania, stąd często robiłem save tylko by zobaczyć różnicę. Do tego nasza kompania, która wcale niekoniecznie jest zgodna a i dogryzać sobie lubi. Combosy jako style walki także są ciekawym pomysłem. Brak realnego ekwipunku poza amuletem w sumie nie drażni, gra i tak przenosi w swój świat który sie akceptuje jakim jest. Niewiarygodne co zostaje po grze to ogrom wspomnień (jak w najlepszych filmach).
Plusy:
- doskonały multiwątkowy film (świetny scenariusz na prawdę)
- niemal brak prostackich zadań, w za większością "coś" się kryje co jest absolutnie niebywałe
- mnogość opcji jak potoczą się relacje z naszą paczką oraz innymi postaciami
- bardzo dobre animacje w różnych scenkach, podobnie jak z dialogami - widać że robili to ludzie którzy dali serce przy tworzeniu tej gry
- cała masa wątków traktujących o kulturze, władzy a także zwykłych problemach ludzi i wierzeniach oraz możliwość wyboru tego jakimi chcemy być w iście doskonałym skondensowanym (jak dobry komiks) wydaniu, co często daje do myślenia, bo choć w życiu ludzie często trzymają się swoich "ścieżek", to jednak często też wcale nie dlatego że przemyślą inne opcje, JE w pewien sposób uczy świadomości swoich zachowań.
- nieodzowne wrażenie że jesteśmy w grze i zapominamy o całym świecie
- bardzo dobra muzyka, pomimo iż żadna nie wpada w ucho.
- jakby pomyśleć to zawsze coś na plus by się znalazło, choćby wcześniej wymieniłoby się "wszystko". Gra jest dziełem bez wątpienia i bez wątpienia jedną z najlepszych gier jakie ujrzały światło dzienne i mówi to ktoś kto zwykle woli dobrą rozgrywkę niż fabułę.
Minusy 1
- niekoniecznie najlepsze dźwięki/odgłosy
- często dość przeciętne lokacje (nie to co w np Dark Messiah of Might and Magic)
- graficznie w tamtych latach bywało dużo lepiej
Te minusy jednak zupełnie nie przeszkadzają w grze ani jej nie psują, całość gry i tak tworzy harmonię która przysłania te niedociągnięcia.
Minusy 2
- sporadyczne bugi w trakcie walki (np paraliż podczas skoku może trwać niewspółmiernie długo
- na początku gry (Dwie Rzeki) trochę za mało możliwości do ćwiczeń walki, co u mnie spowodowało irytację.
Ciekawe jak to gra która myślałem że będzie gradobiciem bardziej w stylu Batman:AA bo tego oczekiwałem i na to miałem ochotę okazała się czymś czego nie zapomnę i mam nadzieję że kiedyś wrócę.
W takim razie zostało jeszcze sporo rozwiązań. Zacząłbym od edycji pliku JadeEmpire.ini,
D3DAdapter=0/1
Widescreen=1/0
DispFmt=1/0
Windowed=0/1
SkinSW=0/1
SoftShadows=1/0
FSAA=2/0
BloomLighting=1/0
FrameBufferFx=1/0
FocusTrails=1/0
ForceShader1=0/1
PresentImmediate=0/?
VertexOpt=1/?
? = nie mam 100% co do tego na co zmienić, pierwsza dana to ta która mam obecnie, druga to proponowana. Oczywiście nie wiem jaki masz config kompa.
Być może jedna z tych opcji powoduje problemy w sterowniku, co oznacza najlepiej - zrobić kopie zapasowa JadeEmpire.ini pozmieniać wszystko i sprawdzić. Druga możliwość to uruchomienie gry w oknie (opcje gry), trzecia to tymczasowa zmiana sterownika na starszy (póki w to grasz). Czasem różne wariacje przy starych grach powodują kodeki wideo, moje to Combined Community Codec Pack (x86 i 64-bit).
Nie wiem po co pytać, skoro tak łatwo można samemu to znaleźć... Gra ma domyślnie włączony limit fps i ustawiony na 30 (tak samo było choćby w GTA:San Andreas). W folderze z grą odszukaj plik JadeEmpire.ini, znajdź w nim "ClampFPS=1" i zmień na "ClampFPS=0". Cóż, "dzieci od Mortal Kombat" znają takie sztuczki.
Ja właśnie zaraz zacznę przygodę z ta grą, mam nadzieję że będzie ciekawie.
Możliwość stałego doboru i zmiany drużyny oraz wszechobecna satyra dająca wyśmienity klimat to największe atuty tej gry które tworzą niewiarygodny wręcz klimat skąpany w dobrych dźwiękach. Gra nie wymiata pod względem gameplay-a, animacji czy muzyki, czy choćby sterowania (ciekawie gra się bez użycia myszki z samej klawiatury, choć wówczas częściowo odpada łuk), gra jest zaledwie pół rpg-iem, więcej w tym luźnej przygodówki, mimo to ma u mnie 9.
Niewiarygodne. Kupiłem dawno temu z CD Action. Właśnie odkrywam grę, a dokładniej jestem już w akcie 7. Gra ma mrok Morrowinda ze współczesną uproszczoną fabułą i efektownie brutalnymi walkami. Niewiarygodnym plusem gry są lokacje, niby proste, ale miodnie zagmatwane. Będąc po 6 aktach bez wątpienia mogę powiedzieć, że im dalej tym lepiej. Genialny system walki, zwłaszcza niekiedy konieczność uciekania i używania obiektów otoczenia by w ogóle móc wygrać walkę. Mimo wszystko gra jest męcząca. Z jednej strony zmusza by ją ukończyć, z drugiej by zrobić sobie przerwę, chyba nie da się jej przejść ciurkiem. Jestem strasznie wybredny jeśli chodzi o gry, lubię sandboksy, ale Dark Messiah of Might and Magic nie będąc grą w ogóle w moim typie bez cienia wątpliwości dodaję do swoich ulubionych. Oczywiście graficznie gra nie powala, w końcu to już prawie dekada, jednak nie zapominajmy że był wówczas DirectX 9. Jestem zachwycony :)
9,5/10.
Jeden z najlepszych klonów Diablo. Nieco inny gameplay - sterowanie 3 postaciami naraz (czasem zręcznościowo) kosztem "rytmu Diablo", co jednak daje całkiem udaną rozgrywkę. Gra prawdopodobnie dla wszystkich, którym spodobały się klony Diablo, choć sam oryginał nie przypadł do gustu. Niedawno miałem okazje porównać te jakże stare gry, Lamentation Sword vs Diablo II i wybrałem to pierwsze.
Paradoks współczesnych ocen gier polega na tym, że zwykle to co zbyt inne jest mieszane z błotem. Że mówi się o starych fajnych grach w których po wciśnięciu start nierzadko nie było żadnej fabuły a dziś jak jej brak lub jest zła to jest wielkie halo. Submerged jest grą, której ocenianie nie ma większego sensu. Oczywiste jest, że spodoba się nielicznym, że oprawa graficzna pozostawia wiele do życzenia, że muzyki mogłoby być więcej. Mimo to Submerged jest tym czym miało być. Grą relaksującą, lekko senną, z przyjemną muzyką i dość dobrymi animacjami. Ma klimat. Mogło być duże lepiej, to fakt. Choć gra nie do końca przypadła mi do gustu to sądzę że ma podstawy aby się niektórym spodobała i żadna recenzja tego nie zmieni. Ta gra jak żadna inna powinna mieć demo, dało by to jej szansę, bo jednak oglądanie filmików z niej a granie to dwie różne rzeczy.