HellishRonin

HellishRonin ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

08.07.2020 20:36
odpowiedz
HellishRonin
2

Nastrój panujący w drodze do fortu był dziwny, z jednej strony drużyna cieszyła się że opuściła Blackreach, ale z drugiej, po tym co usłyszeli od porucznika, nie byli wcale tacy pewni czy chcą wracać. Nie mieli wyjścia, jeżeli mieli odzyskać pełną wolność, musieli dokończyć misję. Szli mozolnie ze względu na skrybę, który nie odzyskał jeszcze pełni sił, wyglądało na to że nie jest zarażony, ale mimo to mieli go na oku. Podczas wędrówki nie mówili za wiele, raczej krótkie wymiany zdań, ograniczające się do narzekań na stan szlaków i głód, ich zapasy już się skończyły i byli głodni, ale na horyzoncie majaczyły już światła fortu, podróż nie powinna zająć więcej jak parę godzin. Zdrzemneli się żeby odbudować siły i ruszyli w noc, do Greymoor.

Do miasta dotarli tuż przed świtem, jeszcze przed bramą ustawili chłopaka między sobą.
-Stać! Do Fortu wstęp mają tylko obywatele i ludzie do tego upoważnieni! - Ryknął strażnik, wciąż stojąc na baczność.
-Co to za wygłupy?- Powiedziała ciut zirytowana Micareth.
-Rozkaz kapitana, przez sytuację panującą na zewnątrz, musimy kontrolować przybywających i wybywających!
-Przestań się drzeć, stoję dwa kroki od Ciebie, słyszymy wszystko dokładnie.- Dziewczyna ulitowała się nad Khajitem, który najwyraźniej aż się krzywił na myśl, o kolejnym wykrzyczanym zdaniu strażnika. - Przepuść nas, jesteśmy z grupy zwiadowczej porucznika Grimesa.
-Przykro mi, ale nie mogę was wpuścić, nie macie żadnego dowodu na potwierdzenie waszych słów, a pana porucznika nie widzę z wami.
W tym momencie w bramie pojawił się sierżant.
-O, widzę że nasi zaginieni w akcji wrócili, czemu ich nie wpuściłeś?!
-Ja… bo t-ten, pan Ka-apitan zakazał…
-Już już, bo zaraz się udusisz, tak się zatykasz, a wy wchodźcie, spodziewaliśmy się was znacznie wcześniej.
Przechodząc przez bramę Micareth posłała i tak wystraszonemu strażnikowi mroźne spojrzenie, natomiast ręka Sha’anksa udała się na krótką wycieczkę do mieszka drugiego strażnika, który po interwencj Gutrima naprężył się jeszcze bardziej. Połów nie był zbyt udany, ale na kufel starczy.

Sierżant odprowadził ich na posterunek, wygonił wszystkich z izby, zabarykadował drzwi i zamknął okiennice i zapalił na stole świece. Nakazał im usiąść i dał im do przegryzienia pieczone kurcze, na trzy wygłodniałe osoby był to dość skromny posiłek, ale nie narzekali.
-Jedzcie spokojnie, ale w międzyczasie zdajcie raport. I tak to dość podejrzane o co mnie prosiliście, wszyscy wiedzieli gdzie zmierzacie, a ja sam wszystko będę musiał powtórzyć Kapitanowi, szczęśliwie dziś jest nieobecny, powinien być dopiero wieczorem. No, to dlaczego mieliście informacje przekazać tylko mi?
-Porucznik prosił, żebyśmy przekazali panu sierżantowi to pismo. - Wyszeptał Khajit.
Gutrim jest naprawdę sympatyczną osobą, ale czytanie nie było jego mocną stroną, w blasku świecy widzieli jak marszczy czoło i porusza ustami.
-Zaraza… ale, to nie możliwe, kapitan by tego nie zrobił.- Mówił najciszej jak się da, zdruzgotany sierżant.
-My nie jesteśmy od osądzania, tylko raportowania. Wszelkie dowody są w tej torbie.- wskazała na pakunek pod ścianą.- W liście wszystko jest opisane, a ten człowiek może wszystko potwierdzić.
-Może nie wszystko, bo byłem nieprzytomny, ale postaram się pomóc.- powiedział Bodil.
-Muszę zaraz udać się do maga, nie mogę zawieść Grimesa.
-Weź ze sobą skrybę, a my idziemy.- Burknęła Micareth
-Chwila, co macie na myśli że idziecie, przecież…
-PRZECIEŻ umowa była że jak wszystko zaraportujemy, to będziemy wolni, nasza rola tutaj się kończy, dotrzymaliśmy swojej części więc wy dotrzymajcie swojej.
Na spokojnej dotąd twarzy sierżanta malował się strach i niedowierzanie. Jak oni sami mają sobie z tym poradzić pomyślał.
-Dobrze, macie racje, nie mogę was wstrzymywać, straże już wiedzą żeby was nie zatrzymywać, jesteście wolni.
Drużynie nie trzeba było więcej słyszeć, wstali, odsunęli ławę od drzwi i wyszli.

-No to jak kocie, co teraz zrobisz?
-Sha’anks nie wie jak ty, ale on najpierw uzupełni zapasy i się zmywa z miasta.
-Dobry pomysł, tylko z czego kupić zapasy, nasze rzeczy i rudery, pewnie zostały obrabowane, a na żołd czy dobrą wolę innych nie ma co liczyć.
-Idźmy, Sha’anks coś ci pokaże.

I pokazał, a na to nie była gotowa. W zaułku między murem a posterunkiem, khajit wyciągnął jeden z kamieni brukowych i wyjął skrzyneczkę, pełną kosztowności. Żeby nie wzbudzać podejrzeń, szybko przesypał zawartość do torby i odłożył wszystko na miejsce.
-Najciemniej pod latarnią.- Powiedział i wyszczerzył zęby.- Powinno nam starczyć na zapasy i na wynajęcie wozów w drodze do Hammerfell, co ty na to?
-Nie zwlekajmy, zajmij się zapasami a ja znajdę jakiegoś woźnicę.
Jeszcze przed południem byli w drodzę. O tym co później zdarzyło się w Greymoor, dowiedzieli się z plotek. Cieszyli się że jeszcze tamtego pamiętnego popołudnia wyruszyli.

Bohaterowie, za jakich się uważali dotarli bez większych komplikacji pod Hammerfell. tam się rozdzielili. Micareth dostała od Sha’anksa połowę kosztowności, jakie im pozostali. Przysięgli że jeszcze się zobaczą, że jak tylko się to wszystko w Skyrim uspokoi, to wrócą do Greymoor, gdzie prowadzą wszystkie drogi, chociażby na chwilę.

Khajit nie chciał zawracać z raz obranej ścieżki, kradł w sercu Cesarstwa, narażając się wszystkim, w tym także kolegów po fachu, odmówił wstąpienia do gildii, a jego dokonania, w tym kradzież z cesarskiego skarbca ściągnęły zarówno na niego jak i jego pobratymców problemy. Nawet wieki później podczas czystek Khajitów, oprawcy wypominali im to że należą do tej samej rasy co Sha’anks. Z czasem jego futro stawało się coraz rzadsze, ale wszyscy potrafili go rozpoznać. Doczekał się gromady dzieci, która po zdaniu "testów czeladniczych" rozpierzchła się po Tamriel.

Micareth miała dość przestępczego życia i postanowiła się ustatkować. początkowo zarabiała jako ochroniarz pewnej szlachcianki, lecz gdy pewnego razu dotarli na arenę, wiedziała że to chce robić, zarabiała krocie jako gladiatorka, tłumy wiwatowały i skandowały jej imię. Na arenie też poznała męża, któremu spłodziła syna i córkę, nie brakowało im w życiu niczego.

Zdawać by się mogło że to szczęśliwe zakończenie. Jednak to dopiero początek. Gdy prawdziwym bohaterom udało się powstrzymać zagrożenie grożące Skyrim, a na horyzoncie mieniła się nadzieja, zło nie zostało do końca zniszczone, zarówno Sha’anks jak i Micareth odczuli chłodny smak zemsty. Khajita znaleziono w rynsztoku z obciętymi dłońmi, zupełnie pozbawionego krwi. Podobnie skończyła Micareth, ją znaleziono obok kałuży krwi, ale bez wątpienia nie była to jej krew. W przeciwieństwie do Złodzieja ręce miała całe, ale jej ciało zostało przybite do ściany jej własnym ostrzem, u niej także nie było kropli krwi.

Co z porucznikiem Grimesem Angrą? Tego nikt dokładnie nie wie. Wiadomo tylko że po miesiącu od powrotu drużyny, jeden z patroli zapuszczając się w okolice Blackreach natknął się na ohydną scenę, na oczyszczonym z gałęzi pniu sosny rosnącej przy klifie wisiał trup, miał zbroję Norda, a czaszka miała długie kły. pień przechodził przez klatkę i tylko napierśnik trzymał truchło na pniu. Nikt nie potrafił wyjaśnić, dlaczego ciało było tak bardzo rozłożone, kiedy krew na pniu wciąż zdawała się świeża.

Nikt nie dotrzymał danego słowa o ponownym spotkaniu w Greymoore. Ale znajdują się wróżbici i nie tylko, którzy snują opowieści o drużynie duchów przeczesujących nocami Skyrim, w celu pozbycia się zagrażającym krainie potworom.

post wyedytowany przez HellishRonin 2020-07-08 20:37:21
30.06.2020 21:43
odpowiedz
HellishRonin
2

Brnęli dalej, nie zwracając uwagi na odgłosy walki zakłócane wrzaskami porucznika. Poprzednie starcia nie wyzwalały w nim tak wielkiego szału, zdawało się że słychać w nich nutę nie należącą do człowieka.

Resztki drużyny zmierzały do wyjścia, to wszakże tuż za rogiem, fosforyzujące grzyby występowały coraz rzadziej, a pochodnię dawno zgubili, musieli coraz częściej polegać tylko na zmysłach khajita.

-Sha'anks byłby wdzięczny, gdybyś wzięła od niego skrybę, łatwiej się rozeznać w terenie.
-Dawaj go, skup się na trzymaniu drogi i wyprowadź nas z tąd.

Łotrzyk był w swoim żywiole, żwawo parł naprzód i relacjonował co widzi w ciemności, mijali stalagmity i stalaktyty, gdzieniegdzie widoczne były szczeliny, które umknęły im, gdy szli tędy z pochodnią. Byli coraz bardziej wyczerpani, a ich wyposażenie nie na wiele się zdawało, nie było tak dobrej jakości jak topór rodzinny Grimesa, nie mieli nawet wody, aby ugasić pragnienia. Nagle Sha'anks się zatrzymał.

-Zdurniałeś do reszty!? Nie mamy czasu na postoje, wyjście jest niedaleko. - Powiedziała zirytowana Micareth.
-Droga przed nami jest zablokowana, zaklęcie Very musiało naruszyć strop, jest tylko mały wyłom, przez który widać korytarz, ale nie przedostaniemy się nim.
-Czyli tak mamy zginąć? Całe to poświęcenie i na koniec śmierć w potrzasku?

Nagle dobiegł ich szept, ledwo wyraźny, na granicy słuchu, a myśli, nakazał im zawrócić i wybrać inną drogę.

-Też to słyszałeś?- khajit tylko kiwnął głową- Nie wiem co to za sztuczki, ale chyba nie mamy wyboru, po drodze widziałeś szczelinę, zgadza się?
-I to nie jedną, ale tylko w jednej Sha'anks widział światło, już wskazuje drogę.

Szczelina była wystarczająco szeroka żeby prześlizgnąć się pojedynczo, musieli podać sobie chłopaka, jednocześnie uważając żeby go nie uszkodzić. Podłoże było tu inne, widać było że nieczęsto ktoś tędy przechodził, ale jednocześnie nie było kompletnie nieuczęszczane. Szli ostrożniej gdy zza załomu zaczęło padać wyraźniejsze światło. Łotrzyk przyczaił się przy najbliższym głazie i rozejrzał.

-Nie wygląda to ciekawie, przed nami roztacza się sala, chyba dwemerowie planowali zrobić tu jakieś pomieszczenie kontrolne. Sha'anks widział kraty, które miały być ułożone w nie wyciętym jeszcze otworze. Obok jest dźwignia, może otwiera przejście do schodów.
-To na co czekamy?
-W pomieszczeniu widzę kilka tych… bestii, wyglądają jakby spały, ale nie wiem czy się przekradniemy.
-Trzeba spróbować, możesz jakoś odwrócić ich uwagę?

Khajit niechętnie wyjął z torby kryształ, który wziął sobie na “pamiątkę”.
-Oby los nam sprzyjał. - Kończąc zdanie cisnął kryształ w jeden z otworów wydrążonych przez bestie.

Potworom nie trzeba było więcej, pognały za kryształem w ciemność. Drużyna nie tracąc czasu ruszyła do dźwigni. Micareth ułożyła urzędnika na posadzce i dobyła rapieru. Mechanizm ruszył głośno ze szczękiem, gdy Łotrzyk pchnął dźwignię. Usłyszeli szelest dziesiątek kończyn, chwilę potem pomieszczenie wypełniło się bestiami. Żądza krwi w ich oczach nie nastrajała optymizmem. Stanęli bok w bok.
-Do dupy taki koniec.
-Sha'anks zgadza się, ale było miło, przynajmniej dopóki tu nie weszliśmy.

Bestie już szykowały się do skoku gdy nagle pośrodku sali, z nicości wyszedł elegancko ubrany mężczyzna. Jego cera nie pozostawiała złudzeń, był wampirem. Wykonał gest dłonią, a bestie czmychnęły, i chwilę później nie było słychać drapania ich pazurów o skałę.

-Ah, w końcu jesteśmy sami...- wampir przechylił głowę i popatrzył na nieprzytomnego chłopaka i Khajita-...no prawie.
-Odstąp, a nikomu nie stanie się krzywda. Chcemy tylko stąd wyjść. - Powiedział Łotrzyk, lekko drżącym głosem
-Ależ droga wolna, wrota zaraz się podniosą, już słychać zgrzyt zębatek. Tylko widzisz, za pomoc z tą padliną należy mi się nagroda.
-Czego chcesz?- Warknęła Micareth.
-Widziałem twój popis gdy mierzyliście się pierwszy raz z tym pomiotem, Molag Bal musi być wściekły jak deprawujemy jego dar. W każdym razie chcę się z tobą zmierzyć.
-Nie martw się Micareth, Sha'anks pomoże.
-Wykluczone, to ma być honorowy pojedynek, jak robiono to dawniej. Po stylu walki wnoszę że twój nauczyciel nie był byle gwardzistą. Umówmy się że jeżeli Ty mnie pokonasz, to opuścicie Blackreach bez problemów, lecz gdy ja wygram, zamienię Cię w wampirzycę, a twoimi kompanami się pożywię.
-Dlaczego przeciwstawiasz się Twojemu Panu?- Zapytała wojowniczka.
-Ja? Skądże znowu, moim zadaniem jest pilnowanie żeby nikt się nie przedostał. I właśnie to robię, jestem pewien że cię zgładzę, a potem dopełnię umowy.
-Nie rób tego Micareth.- Jęknął Khajit.
-Nie mamy wyjścia, on nie żartuje, bądź gotowy do wyjścia, jak z nim skończę, zlecą się bestie.
-Ha, i to mi się podoba, twój rapier jest zniszczony, ale weź to, dam Ci fory.- Rzucił w jej stronę błyszczący miecz, o wąskiej głowni oraz krótkim jelcu i rękojeści. Był to srebrny oręż.

Wojowniczka podniosła broń, sprawdziła szybko, czy nie jest uszkodzona, i sprawdziła, jak dobrze jest wyważona, broń była idealnie dopasowana. Stanęła w pozycji bojowej i wymierzyła sztych w pierś wampira. Strażnik wyjął zza pasa swój miecz.

-Chcesz umrzeć, prawda? - Zapytała opanowanym tonem.
-Nieśmiertelność ma swoje minusy, między innymi znużenie tą egzystencją. A odpowiedź zależy od twoich umiejętności. Nie zawiedź mnie.

Wampir ruszył w stronę Micareth, Wojowniczka sparowała jego cios, ale sam impet uderzenia zbił ją z nóg.

-Wstawaj!

Kolejny atak był bardziej precyzyjny, ale wiedziała już z kim się mierzy, nie zasłaniała się więcej, zamiast tego unikała jego ciosów, a w odpowiednim momencie cięła przez korpus, Strażnik zasłonił się, ale spóźnił się i ostrze cięło go w ramię, skóra syczała, a na jego twarzy pojawił się grymas bólu.

-Już lepiej.

Ścierali się, a khajit, mógł się tylko przyglądać, nie mógł zauważyć że urzędnik, był trochę jakby bledszy, i miewał drgawki. Szermierze nie ustępowali sobie pola, ale wampir w końcu popełnił błąd. Micareth wykonała ripostę, wbijając głownię w jego pierś. Strażnik opadł na kolana, ale zdołał złapać ją za rękę i przyciągnąć do siebie. Przekrwionymi oczami wpatrywał się w jej oczy.

-Przypominasz kogoś mi bliskiego, dziękuję za twój dar.

Puścił, a jego ciało obracało się powoli w popiół. Usłyszeli zgrzyt i wrota opadły, a droga na powierzchnię była wolna. Nie zwlekali dłużej. zabrali dowody i chłopaka i ruszyli do Greymoor.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl