Lahcim - bo to nie jest Thane, tylko najprawdopodobniej jego syn? Przecież to wydaje się takie oczywiste, a jeśli nie syn, chociaż na to wskazuje kolorystyka ubioru, to zostaje jeszcze Feron, co wydaje się już zdecydowanie mniej prawdopodobne. Definitywnie nie jest to Thane. Co do Legiona, to jest on obecny na Normandii przez krótki czas, a gdzieś przeczytałem, nie jestem pewny czy to prawda, że dodatek zaczyna się zaraz po ataku Cerberusa i kolejne zadania w dlc będą dodawane wraz z postępem głównego wątku ME3, a wiadomo przecież, kiedy i jak długo obecny w grze jest Legion.
Rabbitgw - przeczytaj jeszcze raz swój pierwszy post i potem swoją odpowiedź. Pomogę ci: "dupne zakończenie", "zakończenie ok". Ty chyba sam nie wiesz, o co ci chodzi i czego się czepiasz.
Twoje pytanie jest bez sensu. Jak to po co dlc? Po to, żeby w nie zagrać. Ty możesz nie mieć ochoty, ale jak widać bardzo wyraźnie nadal jest wiele osób, które nie odstawiły ME na półkę i nie pożegnały się z tą grą, ponieważ taka gra jest jak dobra książka, albo jak dobry film, to jest coś, do czego się wraca, a takie dlc może być dla niektórych powodem do tego, by przejść tą grę, a nawet całą trylogię jeszcze raz i urozmaicić sobie rozgrywkę. Nie widzisz w tym sensu, to twój problem, zakup dodatku nie jest obowiązkowy.
CyberTron - "DLC do Skyrim to coś więcej niż 2,3 misje na godzinkę max". Widać wyraźnie, że nie grałeś we wszystkie dodatki do ME, a jeśli to robiłeś, to chyba ktoś z siekierą cię poganiał.
Jestem ciekaw, ile osób zaczęło grę jedną postacią po premierze Skyrim i nadal gra tą samą postacią do dziś. Jestem prawie pewny, że większość graczy dawno temu skończyła już wątek główny i wszystkie misje poboczne i później zaczynali od nowa, robiąc nową postać. Ta sama analogia dotyczy ME. Twoje argumenty są słabe.
A po co znowu te sam najazd na ME? Po co znowu to marudzenie, jaka to ta gra nudna i straszna? Po co znowu ta krytyka dodatku, który jeszcze nie miał premiery? Po co to wszystko? Wyjaśni ktoś, bo ja tego w ogóle nie ogarniam. Twórcy gry popełnili jeden fatalny błąd z zakończeniem, a wszyscy tak się tego przypięli, jakby to był jakiś zamach stanu co najmniej. Tyle goryczy, zawiści, złości, zrzędzenia... że wam się chce tak ciągle jęczeć.
Jest naprawdę wiele osób, którym ta gra nadal się podoba, są takie, którym nawet zakończenie się podobało i które chętnie płacą za nowe DLC i cały czas grają w ME. Może ty panie Rabbitgw do nich nie należysz, ale nie oceniaj wszystkich przez pryzmat samego siebie. Są ludzie, którzy tą grę lubią i dla nich powstają nowe dodatki. To jest naprawdę proste do zrozumienia i tak bardzo oczywiste, że bez obrazy, ale cały twój post wygląda po prostu głupio i dziecinnie.
Zakończenie to zaledwie okruch tej serii, które było fatalne na początku. Potem powstało dlc rozszerzające je, a jak ktoś mimo tego ma wielki problem, to niech skorzysta ze swojej wyobraźni (o ile jakąkolwiek ma) tak jak zrobiło wiele osób i wymyśli sobie własne zakończenie. Gwarantuje, że czas poświęcony na to będzie lepiej spożytkowany niż ten, który tacy jak ty panie Rabbitgw marnują tutaj by przynudzać swoimi jękami i żalami. Ogarnijcie się trochę ludzie.
Dragonborn definitywnie wnosi więcej do gry niż dodatek Dawnguard. Mamy wszak dostęp do całej wyspy, która jest jakby mniejszą wersją całego Skyrim. Krajobrazy nie różnią się zbytnio, mamy różne lokacje, podziemia itd. Możemy tam nawet zamieszkać. Wiele zadań pobocznych i ciekawy wątek główny. Ogromne wrażenie robi kraina Hermaeusa Mory, która w mej ocenie bije na głowę wszystkie miejsca z podstawowej wersji Skyrim i z Dawnguarda. Motyw muzyczny, architektura i wulkan w tle sprawiają, że można się poczuć prawie jak w Morrowind.
Dawnguard, mimo iż odrobinę skromniejszy, jest godny uwagi. Fabuła może nie powala na kolana, kwestia gustu w sumie, ale mamy ciekawą towarzyszkę, trochę nowych miejsc i co ważniejsze: rozbudowany wampiryzm, czyli to, czego zdecydowanie brakowało wcześniej w Skyrim. Bycie wampirem w Dawnguard jest o wiele ciekawsze niż bycie wilkołakiem. Towarzysze mogą się schować :)
Podsumowując - jak komuś Skyrim się podoba, to będzie prawdopodobnie zachwycony dodatkami, nawet skromnym Hearthfire. Jeśli ktoś całą grę uważa za "crap" i bezcelowe tłuczenie przeciwników, to chyba nie będzie zbyt zadowolony.
Roho:
spoiler start
Może spróbuj poza miastem? Nie wiem dokładnie, ale w Dawnguard właśnie w terenie można było natknąć się na wampirów i obrońców. Ewentualnie poszperaj w przystani nieopodal Wichrowego Tronu, tam gdzie urzędują argonianie. Nie pamiętam jak się nazywał ten gość, ale na pewno jest tam ktoś, kto załatwi transport.
spoiler stop
Odniśnie Heartfire, to żadnej fabuły tam nie ma. To bardzo prosty dodatek i jeśli korzystasz z modów, to poza adopcją nic ciekawego tam nie znajdziesz.
Zakończenie ME3 kończy wszystko definitywnie. Próba zrobienia kontynuacji wymagałaby ustalenia, które zakończenie jest kanoniczne, a niestety żaden z wariantów nie jest na tyle dobry, by warto było go dalej rozwijać. To jest największy błąd twórców ME i w mej ocenie jedyny istotny. (spoiler) Brakuje mi możliwości pogodzenia obu stron, ale nie poprzez syntezę, która wymusza zawarcie pokoju i ingeruje w życie każdej istoty w galaktyce bez jej woli, tylko w sposób normalny. Kontynuowanie przygody Sheparda wymagałoby stworzenia nowego, kanonicznego zakończenia, co wiązałoby się z poważną modyfikacją niemalże całej trzeciej części. Taki dodatek, by nie wywołać wielkiej fali oburzenia, musiałby być darmowy, co już raczej wyklucza taki wariant.
Osobiście widzę ME4 jako otwarty świat, coś w stylu Skyrima. Możliwość zagrania każdą rasą, masa planet do zwiedzania, dużo ciekawych misji pobocznych + jakiś wątek główny. Cofanie się w czasie do okresu, kiedy panowali Proteanie, czy też Leviathany, to słaby pomysł moim zdaniem. To byłoby zupełnie co innego, inny świat, inny klimat, kompletnie inna gra. Najlepszym miejscem akcji byłby okres po Wojnie Pierwszego Kontaktu. Ludzie jako nowa rasa w galaktyce, konflikty z Batarianami, próby zdobycia szacunku, walka o terytorium, zaimponowanie Radzie Cytadeli, kolonizowanie nowych planet, odkrywanie nowych układów, a w tle jakaś historia dotycząca naszej postaci, nie koniecznie losów całej galaktyki. Rozwój postaci dowolny, możliwość wybrania własnej kariery, albo Przymierze, albo Cerberus, albo (w zależności od rasy) jakaś organizacja na Omedze, OZS, czy nawet WiDMO. Totalna dowolność. Robimy to, co chcemy i jak chcemy. Chętnie bym też zagrał w ME w wersji MMO. Gdyby gra została zrobiona co najmniej tak dobrze jak: Star Wars - The Old Republic, to byłaby bajka.
YogiYogi - Po zakończeniu gry masz save, który jest specjalnie przygotowany na takie okazje jak dlc. Owy save jest zapisem tuż przed ostateczną misją i jeśli co najmniej raz ukończyłeś grę i zapisów nie usuwałeś, niczego szukać nie musisz, ani nie ma potrzeby rozpoczynania gry od nowa. Wchodzisz, wczytujesz, przechodzisz dodatek i wychodzisz. Proste jak konstrukcja cepa. Twoje żale są bez sensu...
ttwizard - Przejście dodatku zajęło ci godzinę? Musiałeś naprawdę się śpieszyć, bo mi, mimo, iż kilka kwestii olałem, całość zajęła blisko cztery godziny. Czas nie ma jednak dużego znaczenia. Dla mnie to by i pół godziny mogło być, byle całość była na odpowiednim poziomie, była warta swojej ceny i dostarczała rozrywki. W przypadku tego dodatku tak było, nie mam większych zastrzeżeń. Nie żałuję, że zagrałem w Omegę. Nie widzę problemu.
W podstawce jest wszystko to, co być powinno. Ten dodatek nie jest obowiązkowy. Nie modyfikuje zakończenia, ani nie wpływa w sposób istotny na całą fabułę. Jest to DODATEK w pełnym tego słowa znaczeniu. Zakończenie w ME3 pierwotnie było fatalne, twórcy do błędu się przyznali i zrobili darmowe dlc. Było minęło, naprawdę nie ma już czego rozpamiętywać. To jest krytykowanie na siłę, tak dla zasady, albo dla mody, aby jeszcze dopiec, aby jeszcze się wyżalić, ale sensu i logiki nie ma w tym za grosz. Czasy się zmieniają, rynek gier też się zmienił. Możesz iść do BioWare, czy tam do EA, zatańczyć im na golasa makarenę, przykuć się do kaloryfera, ale nic to nie da, bo oni i tak będą tworzyć gry tak jak chcą i wydawać takie dodatki jakie chcą. Nie podoba się? Nie kupuj gier. Krytykowanie każdej gry i każdego dodatku nie podając nawet sensownych argumentów świata nie zmieni. Mamy kryzys, do tego wszechobecne piractwo i firmy muszą jakoś zarabiać, bo w innym wypadku będą upadać jedna po drugiej. Jeśli zyski nie będą przekraczać wydatków, to nie będzie żadnych gier. W takich firmach pracują ludzie, poświęcają swój czas, angażują się, wielu pewnie ma na utrzymaniu dom, rodzinę, sami też coś jeść muszą. Ja wiem, że najlepiej byłoby dostać grę tysiąclecia za darmo z gratisowym całusem w stopy od twórców. Niestety, na obecną sytuację jaka panuje na rynku gier (i nie tylko) składa się o wiele więcej czynników niż zwykła zachłanność. Trudno to sobie wyobrazić, bo ludzie lubią widzieć tylko to, co chcą widzieć, ale tak niestety jest. Żalenie się na ME3 jest zdecydowanie przesadzone i gdyby nie wpadka z zakończeniem, to tak naprawdę nikt by niczego się tutaj nie czepiał. Niektórzy są jednak tak pamiętliwi, że jeden błąd będą wyolbrzymiać i wytykać go jeszcze przez następne X lat.
Vader25 - I znów to samo co zawsze "miało być w podstawce, ale wycieli, o Boże, ale to BioWare jest podłe i bezduszne, tak oszukiwać biednych ludzi" bla bla bla. Bez obrazy, ale te szlochy i lamenty zrobiły się już nudne. To, że wątek Omegi był brany pod uwagę w pierwotnym planie nie oznacza, że miał znaleźć się w grze. Prawdopodobnie znalazł się w tych planach po to, by ładnie go wpleść w fabułę i to wszystko. BioWare od początku być może planował zrobić z tego DLC i co z tego? Ich sprawa, mają do tego prawo, nie chcesz, to nie płać za dodatek, bo nikt do tego nie zmusza. Wspomniano, że DLC nie modyfikuje zakończenia, czyli nie wpływa w sposób istotny na fabułę i ogólny wygląd historii, dlatego nie ma konieczności się w ten wątek zagłębiać i idąc po nitce do kłębka można dojść do naprawdę banalnego wniosku, mówiącego, że Omega wcale nie powinna od początku znajdować się w grze. Wielu graczy ma uraz po dodatku From Ashes, być może słusznie, ale przekładanie żalu na każdy dodatek jest bez sensu. BioWare swoje błędy popełniło, to tylko ludzie, ale na litość boską, ile można to ciągnąć? Dali darmowe dlc, próbowali to naprawić, więc naprawdę nie rozumiem tej fali złości. Każdy dodatek jest teraz krytykowany, bo tak samo przecież było z Leviathanem. Wszyscy tak płakali, że BioWare znów śmiało cokolwiek wydać i żądać pieniędzy, po przecież po kilku błędach powinni na kolanach błagać graczy, aby za darmo wzięli ich nowy dodatek. Okazało się, że czarne scenariusze się nie sprawdziły i mam szczerą nadzieję, że tak samo będzie w przypadku tego DLC, bo oczywiście już niektórzy marudzą i po króciutkim trailerze już są pewni, że dodatek będzie beznadziejny... Kolejny raz przypomnę: nie chcesz grać, to nie graj. Ani w podstawę, ani w żadne dodatki nie musisz grać, jeśli nie sprawia ci to przyjemności.
yaceek - 2 do 5 godzin. Czytaj uważnie. Prawdopodobnie 2 godziny będzie trwać wtedy, kiedy ominiesz wszystkie dialogi, nigdzie się nie zatrzymasz i będziesz jedynie zabijać wszystko co się rusza by jak najszybciej wykonać misję. Osobiście nie pojmuję jaka w tym przyjemność, ale jeśli tylko to cię kręci, to w ogóle się ME nie powinieneś interesować, bo w takim stylu całą grę można ukończyć bardzo szybko, a przyjemności w tym mało.
"Mass effect 3 nie ma świata nawet w 1% rozwiniętego jak SW
Bo SW to tylko...hmmm z 27.000 lat? Ale tylko około 5200 lat jest opisanych dokładnie.
A ME? To zaledwie trzy stulecia."
Świetny argument. Krytykujmy film, którego akcja toczy się na przestrzeni 3 dni, bo są inne, lepsze, których akcja dzieje się w ciągu 4 lat. Dostrzegasz analogię? Nie liczy się ilość, a jakość. Mass Effect to cała galaktyka. Niewiele osób w ogóle czyta opisy planet, a przygotowanie tak wielkiej ilości dla takiej gry to strata czasu, nic więcej. Jakie to ma jednak znaczenie? Opisy planet to dodatek dla ciekawskich, nic więcej. Nie ma to wielkiego wspływu na fabułę i akcję. Bardzo lubię klimat sci-fi, ale do SW w żaden sposób się przekonać nie potrafię. Filmy są dla mnie zbyt cukierkowe, pełne frazesów, a cały świat nie wciąga mnie, nie imponuje mi niczym. O wiele bardziej preferuję klimaty w stylu Star Treka, albo Mass Effect, który moim zdaniem ma szansę dorównać ST.
Ktoś tu już zauważył, że pojawiła się ostatnio moda krytykowania gier tak dla zasady, bo inni tak robią. Pojawiła się fala krytyki związana z zakończeniem ME3, od tamtej pory niektórzy nie przestają marudzić, jaka to ta gra jest okrutna i zła. Co z tego, że twórcy już swój błąd naprawili, wynagrodzili straty i próbują dalej to robić. Grunt, to zjechać grę, bo wszyscy kiedyś tak robili... Gdybyś chociaż jeszcze sensowne argumenty podał, ale nie.
Nie możesz oceniać gry, której nawet w pełni nie doświadczyłeś. Gra w ME3 bez wczytywania save'a z poprzednich części to jak gra w wersję demo.
Rany ludzie, jak wy zrzędzicie. Po pierwsze, nie rozumiem czemu ta gra niektórych tak bardzo boli. Nie podoba się? Nie grajcie. Nie chcecie kupować dlc? Nie kupujcie. Nikt nikogo do tego nie zmusza. Firma wam się nie podoba? Nie kupujcie jej gier. Artykuł też nie fajny? Nie czytajcie, nie wchodźcie, nie komentujcie. To nie jest obowiązek, a mam wrażenie, że niektórzy tak to właśnie traktują, jakby kto ich zmuszał do zaglądania tutaj i komentowania tej jakże to okrutnie niedobrej gry. Litości...
Nie wiem gdzie wy żyjecie, w jakim świecie, ale chyba bardzo daleko stąd, albo macie +/- 5 lat, skoro nie załapaliście jeszcze, że gry w dzisiejszych czasach to biznes czy wam się to podoba, czy nie. Twórcy to ludzie, nie maszyny. Mają prawo popełniać błędy i za swoją pracę liczą na wynagrodzenie. Nie będą poświęcać czasu za darmo. Jeśli na to liczycie, to jesteście naprawdę naiwni. Dlatego coraz częściej będą się pojawiać dlc a gry będą początkowe okrojone, by jak najwięcej na danym produkcie zarobić. Świat jest brutalny, ale wasze zrzędzenie na takich forach tego nie naprawi. Załóżcie własną firmę i róbcie dla ludzi gry za darmo. Ciekawe jak długo pociągniecie i jakiej jakości będą wasze produkty :)
Co do samego dlc, to osobiście czekam cierpliwie. Leviathan wyszedł świetnie, wart swojej ceny i poświęconego czasu, a też masa ludzi narzekała przed wyjściem dodatku, jaki to on straszny będzie, jaki beznadziejny, jakie to te BioWare podłe i okrutne że śmie cokolwiek jeszcze wydawać, że to bez sensu itd. itd. Na szczęście wszystkie czarne prognozy się nie sprawdziły i mam nadzieję, że tak samo będzie tym razem. Omega to jedno z ciekawszych miejsc w Mass Effect i nawet jak fabuła nie będzie oskarowa, to miło będzie znów tam wrócić.